Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Czas zmierzchu

Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis
6,75 (789 ocen i 125 opinii) Zobacz oceny
10
40
9
60
8
147
7
202
6
195
5
85
4
30
3
22
2
6
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Сумерки времени
data wydania
ISBN
9788361428473
liczba stron
400
słowa kluczowe
fantastyka, Majowie, Jukatan
język
polski
dodał
wsck

"Gdyż nieszczęście świata w tym, że chory jest Bóg jego, stąd i świat choruje. W gorączce jest Pan i jego dzieło gorączkuje. Umiera Bóg i stworzony przez niego świat umiera. Lecz nie jest jeszcze za późno..." Zawodowy tłumacz otrzymuje zlecenie przekładu hiszpańskiego dziennika wyprawy, która w XVI wieku z polecenia franciszkanina Diega de Landy wyruszyła po święte księgi Majów. Im bardziej...

"Gdyż nieszczęście świata w tym, że chory jest Bóg jego, stąd i świat choruje. W gorączce jest Pan i jego dzieło gorączkuje. Umiera Bóg i stworzony przez niego świat umiera. Lecz nie jest jeszcze za późno..."

Zawodowy tłumacz otrzymuje zlecenie przekładu hiszpańskiego dziennika wyprawy, która w XVI wieku z polecenia franciszkanina Diega de Landy wyruszyła po święte księgi Majów. Im bardziej tłumacz ulega fascynacji księgą, tym śmielej tajemnicze bóstwa Majów przenikają do współczesnej Moskwy. Duszna atmosfera tropikalnej selwy zadomawia się w arbackich zaułkach…

Tymczasem z nagłówków gazet, z wiadomości radiowych i telewizyjnych napływają niepokojące doniesienia o kolejnych kataklizmach. Zniszczenia są ogromne, a ofiar – tysiące.

Co łączy wierzenia Majów z naszym, zdawałoby się, postreligijnym postrzeganiem rzeczywistości? Czy jest jakiś związek między współczesnymi wydarzeniami a wyprawą opisaną na kartach tajemniczego dziennika? Związek ten zdaje się dostrzegać tylko jeden człowiek.

"Czas zmierzchu", nowa książka autora bestsellerowego "Metra 2033" i "Metra 2034", jest rosyjską odpowiedzią na twórczość Dana Browna; Glukhovsky zaś jeśli nie jest nowym Gogolem, to na pewno rosyjskim Stephenem Kingiem. I nie są to porównania przesadzone.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Insignis, 2011

źródło okładki: www.insignis.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 440
malynosorozec | 2016-02-29
Na półkach: Przeczytane, Fantastyka, 2016
Przeczytana: 29 lutego 2016

„Wiara jest podporą, której chwyta się ten, kto wątpi w swoje jutro”[1].

Dmitry Glukhovsky – człowiek, który dał nam metro z roku dwa tysiące trzydziestego trzeciego – chyba mogę tak napisać, w końcu Uniwersum Metro 2033 to jego najbardziej rozpoznawalne dzieło. Mnie zachwycił także wydanym niedawno „Futu.re”, a teraz – w nieco mniejszym stopniu, ale jednak – porwała mnie jego wcześniejsza książka, „Czas zmierzchu”. I chociaż odrzucają mnie porównania do Gogola, Browna czy Kinga zamieszczone na okładce, to jednak po skończonej lekturze nie mogę ich negować, przynajmniej w przypadku dwóch ostatnich panów, których twórczość poznałem.

Fabuła rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Współcześnie w Moskwie, gdzie pewien tłumacz w desperacji zgadza się przyjąć zlecenie na przekład tekstu z języka hiszpańskiego, którym bynajmniej nie włada z wielką biegłością. Z pomocą słowników rozpoczyna tłumaczenie pożółkłych ze starości stronic, zatytułowanych „Capitulo II”. Akcja dziennika toczy się w szesnastym wieku i to jest właśnie druga płaszczyzna. Hiszpański konkwistador na rozkaz swojego przełożonego, ku chwale Kościoła i Korony wyrusza wraz z kilkudziesięcioma zbrojnymi w głąb półwyspu Jukatan z misją niezwykłej wagi. Cóż to za misja i jakie niebezpieczeństwa czekają uczestników? Razem z bohaterem wraz z postępem jego tłumaczenia odkrywamy wszystko kawałek po kawałku.

W tym miejscu zasadne zdają się porównania do Dana Browna, Glukhovsky znakomicie porusza się wśród wierzeń pierwotnych mieszkańców Ameryki, bardzo dobrze dopasowując je do teraźniejszych wydarzeń. Umiejętnie dawkuje informacje, każąc nam zastanawiać się nad następnym krokiem i finalnym zamysłem.

Z kolei we fragmentach, gdy mistyka i nadprzyrodzoność wkraczają do współczesnej Moskwy – nie można odmówić wydawcy słuszności w porównaniu autora do Stephena Kinga. O tak, to jest najmocniejszy punkt powieści – fragmenty, gdy bohater nie wie, czy może wierzyć swoim zmysłom, gdy za jego progiem może czaić się czyste zło, przyprawiają o szybsze bicie serca i chęć dalszej lektury kosztem zarwania nocy.

Oczywistym jest, że tłumaczony tekst znacząco wpłynie na życie bohatera, że będzie on chciał za wszelką cenę zdobyć kolejne rozdziały, że dwa światy zaczną się przenikać. W jednej kwestii Glukhovsky nie potrafił mnie przekonać. Dlaczego dziennik tak bardzo fascynuje bohatera? Dlaczego wciąga go ponad wszelką miarę? Na końcu wszystko staje się jasne, ale przez sporą część powieści po prostu nie mogłem tego zrozumieć. Chociaż i mnie dziennik niezwykle zaciekawił, to niestety w przypadku fascynacji nim bohatera musiałem zadowolić się stwierdzeniami typu: nie wiem dlaczego, ale tak jest czy: działa jakaś siła, która pcha bohatera w objęcia owego tekstu.

Wszystko pięknie jak po sznurku prowadzi do niespodziewanego finału, w którym pisarz stosuje pewien znany motyw i robi to z całkiem dobrym skutkiem. Wiem, że niektórzy mogą poczuć się nieco rozczarowani tym, do czego wszystko zmierza, ale na pewno nawet oni nie odmówią autorowi kunsztu, z jakim ku temu momentowi prowadzi nas przez całą powieść.

Tylko ta współczesność, z jej problemami przedstawionymi za pomocą myśli bohatera… Ghlukovsky próbuje pokazać, co mu nie odpowiada w świecie w ogóle, w Rosji i w samej Moskwie. Niestety czasem zbyt nachalnie, czasem na zbyt długo przerywając główny wątek. Wojna, pamięć, wiara, władza – jest tu rozliczenie się między innymi z tymi tematami. Nie mówię, że odrzucam wszystko, co chce mi sprzedać autor przy okazji czarowania mnie akcją w „Czasie zmierzchu”. O, wart zapamiętania jest chociażby taki wiele mówiący cytat:

„Dzieci, nauczone mówić »Chwała bohaterom«, słabo pamiętają, o co w tych słowach chodzi”[2].

A i całość rozmyślań, jakie na kilku stronach towarzyszą temu zagadnieniu, warta jest dwukrotnego przeczytania.

Znajdzie się też kilka uniwersalnych prawd życiowych typu:

„Człowiek, który nie ma stałego miejsca pracy, nie ma potrzeby usprawiedliwiania się przed pracodawcą za nieobecność wywołaną problemami ze zdrowiem, a to znaczy, że nie ma poważnego powodu, by iść do lekarza”[3].

A także przemyśleń bardziej poważnych, które warto zacytować:

„Cóż począć, z wiarą jak z miłością: albo jest, albo jej nie ma”[4].

„Co może być straszniejsze i bardziej męczące od nadziei?”[5].

Lecz nie tego chcę. Nie tego oczekuje po „Czasie zmierzchu”, a przynajmniej nie w takich ilościach…

Glukhovsky pisać jednak potrafi i myślę, że ta będąca miszmaszem różnych stylów powieść jest tego dowodem. Dla mnie zostaje z tyłu za dwiema wizjami przyszłości, jakie od niego dostaliśmy, ale i tak z czasu poświęconego tej właśnie książce jestem więcej niż zadowolony.

8/10

malynosorozec.blogspot.com
---
[1] Dmitry Glukhovsky, „Czas zmierzchu”, przeł. Paweł Podmiotko, wyd. Insignis, 2011, s. 200.
[2] Tamże, s. 188.
[3] Tamże, s. 112.
[4] Tamże, s. 199.
[5] Tamże, s. 334.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kobieta w oknie

Dopiero co zachwycałam się Bernardem Minierem i jego Nocą, a tu znowu kryminalna recenzja i znowu będą zachwyty! Tym razem na tapetę wzięłam głośną pr...

zgłoś błąd zgłoś błąd