Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Mr. Pebble i Gruda

Wydawnictwo: Czarna Owca
7,57 (88 ocen i 27 opinii) Zobacz oceny
10
9
9
12
8
25
7
25
6
12
5
2
4
2
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7554-417-6
liczba stron
904
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Lucy_Cruel

Po tragicznej śmierci żony ceniony poeta Jan Kamyk zrywa kontakty z Polską. Osiedla się na amerykańskim Środkowym Zachodzie jako John Pebble, początkujący nauczyciel akademicki i ojciec samotnie wychowujący opóźnionego w rozwoju, utalentowanego muzycznie syna. Jego uporządkowaną, sielankową wręcz egzystencję przerywa wstrząs: paparazzi z Warszawy wręcza Mr. Pebble kasetę z nagraniem;...

Po tragicznej śmierci żony ceniony poeta Jan Kamyk zrywa kontakty z Polską. Osiedla się na amerykańskim Środkowym Zachodzie jako John Pebble, początkujący nauczyciel akademicki i ojciec samotnie wychowujący opóźnionego w rozwoju, utalentowanego muzycznie syna. Jego uporządkowaną, sielankową wręcz egzystencję przerywa wstrząs: paparazzi z Warszawy wręcza Mr. Pebble kasetę z nagraniem; zaszokowany mężczyzna rozpoznaje na nim głos zmarłej – z którą mimo upływu lat łączy go niezwykle silna więź…

Akcja powieści toczy się Polsce i w USA, wśród pokolenia, które dorastało w siermiężnych czasach Gomułki, wkraczało w dorosłość w epoce gierkowskiej, przeżywało początki opozycji, festiwal pierwszej Solidarności, dramat stanu wojennego, zmagania reżimu z opozycją, samotność emigracji. Korzenie dramatów, które splatają losy bohaterów, sięgają w głąb polskiej historii: do pewnego incydentu z wojny 1920 roku, do powstania warszawskiego, wreszcie do Holocaustu i okupacji na kresach.

Fabułę sagi napędzają trzy motory: dochodzenie do prawdy o pewnej operacji wojskowej prokuratury wymierzonej w opozycyjną grupę radiową, uparta niezgoda zmarłej na nowy związek jej męża oraz odradzające się, mimo oporów poety, kontakty z ekstrawagancką rodziną, grupą przyjaciół i krajem.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarna Owca 2011

źródło okładki: www.czarnaowca.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 179
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

„Jest gruba jak wieloryb, a waży tyle, że chyba wytwarza własny mikroklimat”.

Uwielbiam książki, które imponują swą objętością, dlatego kiedy zobaczyłam „Mr. Pebble i Grudę” Mariusza Ziomeckiego (Wydawnictwo Czarna Owca), oniemiałam z zachwytu. Na szczęście – co w przypadku lektur w rozmiarze XL nie jest oczywistością – nie mniej entuzjastyczny nastrój towarzyszył mi do jej końca, przez wszystkie 901 stron. To tomisko jest naprawdę obłędne - wciąga od pierwszego zdania. A zaczyna się naprawdę mocno, jak to ktoś ładnie ujął, od trzęsienia ziemi. "Moja żona Marietta odeszła w tajemniczych, do dziś nie do końca wyjaśnionych, przynajmniej dla mnie, okolicznościach. Odeszła tak, jak żyła: na własnych warunkach i bez oglądania się za siebie”.

Już pierwsze strony, które zdradzają fantastyczny – że tak to ujmę – warsztat pisarski autora, budują w nas pewne przypuszczenia i tezy. Wyłania się obraz Marietty, sprawczyni całego zamieszania, rudowłosej piękności i osobowości nietuzinkowej, pasjonatki życia, działaczki opozycji, żony cenionego poety (z przypadku) Jana Kamyka i mamy maleńkiego Antka. Pojawiają się pytania. Co złamało tak silną osobowość? Co było potężniejsze od miłości – do życia, dziecka i męża? Trudno to wszystko pojąć, za to łatwo niesprawiedliwie osądzić. Na szczęście nie mamy zbyt wiele czasu na roztrząsanie tej kwestii, bowiem wdowiec – główny bohater powieści Mariusza Ziomeckiego (pisarza, publicysty i dziennikarza), bierze się w garść, a sprawy - w swoje ręce.

Ach, Ameryka!

Rzeczony Jan Kamyk, już jako John Pebble, postawił wszystko na jedną kartę - po emigracji z Polski i zatarciu za sobą wszelkich śladów, rozpoczął nowe życie. Swoje miejsce odnalazł w małym amerykańskim miasteczku, spełniając się w roli poety, naukowca i samotnego ojca upośledzonego, acz obdarzonego niesamowitym talentem syna. Przeszłość jako taka przestała dlań istnieć – była oddalona o lata świetlne i tysiące kilometrów. Została w innym życiu, na innym kontynencie, w innej rzeczywistości, tylko czasem powracała w tęsknych wspomnieniach o żonie, w wieczornych opowieściach o Ciastku i sporadycznych kontaktach telefonicznych z siostrą. Życie Pebble było senne i spokojne, stąd i początek książki to niespieszne tempo i morze sugestywnych opisów, które (na szczęście) czyta się z wielką przyjemnością - nie ma mowy o nudzie czy monotonii! Codzienność, wieczorne rytuały, kulisy światka akademickiego, a nawet wypady do sklepu (no serio!) są przyjemne w odbiorze, ale i zręcznie budują klimat. Atrakcyjna jest i wycieczka w plener, nad ukryte w lesie jezioro, i wypad do dużego, oszałamiająco dużego miasta. Ba! Wjazd na 70. piętro restauracji szklaną windą to niemal relacja na żywo. Oglądanie amerykańskiej rzeczywistości oczami Johna jest interesującym doznaniem także dlatego, że o egzotyce tego miejsca nie stanowi tempo, barwy czy zaawansowanie technologiczne, a ludzie. Nawet jeśli to tylko stereotyp, fajnie było spotkać sympatycznego konduktora, mijać uśmiechniętych przechodniów, życzliwego taksówkarza czy uczciwego policjanta.

Witaj w domu!

Pewnego dnia w uporządkowane życie naszego poety, z siłą huraganu, wpadło towarzystwo z Polski: paparazzi, z kasetą z zapisem rozmowy Marietty z tajemniczym kimś, i rodzeństwo. Ci ostatni, dzięki manipulacji i złym wieściom, które przekazali telefonicznie, wymusili na Janie przyjazd do Polski, i to w trybie natychmiastowym.

I tak owe okoliczności porwały Mr. Pebble, by wyrzucić go - już jako Kamyka - na polskiej ziemi. Chwila, kiedy wylądował w Warszawie lat dziewięćdziesiątych, pozostawia mocne wrażenie. Od razu bowiem zrobiło się gwarno, chaotycznie, niemal klaustrofobicznie i bazarowo, a akcja nabrała i barw, i tempa. Na scenę wkroczyli wyraziści bohaterowie. Ameryka stała się nagle odległa, beznamiętna, jałowa… Złodziej na lotnisku, który bezkarnie odjeżdża w siną dal z bagażem turysty zza oceanu, neonowo odziane tirówki, mafia taksówkarska, prostactwo i chamstwo na ulicach… Z pewnością niejeden z nas to pamięta. Tutaj owe folklorystyczne kwiatki pełnią funkcję grubej kreski: tam były Stany, teraz jesteśmy w Polsce. Witaj w domu!

Naprawdę trudno się dziwić, że Kamyk, po jedenastu latach życia poza krajem, z jednej strony był oszołomiony i zafascynowany przemianami, ale z drugiej – dzięki absurdom, niedorzecznościom i paradoksom (które przybierają na sile na tle rzeczywistości, w jakiej przyszło mu żyć przez ostatnią dekadę), czuł się jak przybysz z kosmosu. Tak, patrzeć na Polskę jego oczami było szalenie zabawnym, ale i odkrywczym doświadczeniem. To bowiem, co dla niego było niesłychane, dla nas stanowiło zwykły element rzeczywistości, nowej Polski.

„Centrum miasta jest zabłocone, zadymione i niemożliwie zatłoczone, ale ulice kipią od komercyjnej aktywności. Ludzie handlują z dziwnych blaszanych budek (…). Układają towar na stolikach kempingowych, łóżkach polowych lub na folii wprost na chodniku. Marszałkowska, Świętokrzyska i Aleje Jerozolimskie wyglądają jak jeden wieli bazar. (…) W porównaniu z handlem kwitnącym na ulicach sklepy sprawiają wrażenie pustych. Z ciekawości zaglądam do salonu z zachodnimi butami; ceny, w przeliczeniu, są trzy razy wyższe niż w owym Jorku”.

W rolach głównych…

W Stanach, choć Pebble miał bliskich, serdecznych przyjaciół, czuć było między nimi - pomimo zaangażowania w codzienne sprawy i relacje - pewien dystans. Choć hm… Może to jedynie wrażenie, jakie pojawiło się po wspominanym już spotkaniu z energią i żarem, bijącym od polskiej familii. Tak, rodzina Kamyka vel Pebble przedstawiona została w sposób fantastyczny. Opisy poszczególnych postaci są tak zręcznie odmalowane, że doprawdy nie sposób ich nie zapamiętać i... nie mieć stosunku.

Owi bohaterowie to niezwykle barwna galeria osobowości – tak dramatycznych, jak zabawnych, intrygujących i siermiężnych. Trzeba przyznać, że Mariusz Ziomecki ma talent nie tylko do fabuły – jej konstrukcji i tła, ale i do tworzenia niezwykle wyrazistych, oryginalnych charakterów. Kogo my tu mamy? Jest ojciec - matematyczny geniusz i despota. Matka rodu – Lodzia, ze swoim „francuskim eh” oraz osobliwym stylem bycia. Są bracia: bohaterski - w każdej sytuacji - Olo, ekscentryczna Zosia i bogobojny Stach. Rodzeństwo Jana jest dość bezkompromisowe i bezpośrednie, a jednocześnie ciepłe i solidarne – razem i osobno potrafią nieźle namieszać. Niemniej trzeba przyznać, że dzięki nim naprawdę pozytywnie się to wszystko kręci. Z kolei duchy przeszłości – przyjaciele z czasów dzieciństwa, liceum i opozycji - Iza, Filek, Bodek czy Konstanty – są tak różni, a tacy podobni…

Long time ago…

Towarzysząc Kamykowi tak w Dearborn, jak i w Warszawie, odbywamy z nim niejedną sentymentalną podróż. Kiedy bowiem ożywają wspomnienia… Dla mnie te fragmenty to prawdziwa wisienka na tym wybornym torcie - spojrzeć wstecz i z bezpiecznej odległości poczuć tempo epoki, doświadczyć biednej, chaotycznej, niepewnej, ale mającej swój urok rzeczywistości, otrzeć się o tę specyficzną mentalność... No i te niesamowite opowieści z dzieciństwa – kadry z wakacji nad Drwęcą, zapisane oczami małego chłopca - nastrojowość których nie przeszkodziła w przedstawieniu ich w sposób zabawny i błyskotliwy, może nawet nieco szalony.

„Jednak w oczach Damazego nic na wsi nie niosło takich niebezpieczeństw jak kosa. Technicy w elektrowniach atomowych, którzy wsuwają pręty uranowe do reaktora, musieli czuć mniejszy ciężar odpowiedzialności niż nasz dziadek wynoszący kosę na podwórko”.

Autor deklaruje, że powieść „Mr. Pebble i Gruda”, choć która wydaje się taka prawdziwa, niczym dziennik, w rzeczywistości jest zaledwie luźno oparta na faktach. Co daje zatem złudzenie jej autentyczności? Zapewne tło społeczno-polityczne, opatrzone nie tylko datami, rzeczywistymi wydarzeniami i nazwiskami, ale i detalami, niuansami, absurdami i obnażonymi podtekstami, bezpośredni sposób narracji, a i realizm postaci. Dzięki temu zaś, że Kamyk oddaje głos innym bohaterom, fabuła staje się drogą krętą i długą, bo sięgająca Holocaustu (ten wątek wręcz masakruje), Powstania Warszawskiego, prowadzi nas przez czasy głębokiego PRL-u, aż po transformację ustrojową. Dzięki temu wiele – w kontekście fabuły – się wyjaśnia i pokazuje w innym świetle, ale i uświadamia, że wrażenie panowania nad swoim życiem jest tylko… wrażeniem. Zawsze bowiem możemy za plecami usłyszeć złośliwy chichot losu i stać się ofiarą - nie tylko systemu, ludzkiej podłości, ale i zbiegu niefortunnych wydarzeń.

Bad Axe

„Bad Axe?” (zła siekiera) – „Sądząc z nazwy (synku), sto czy więcej lat temu jakiś dzielny drwal najwyraźniej miał tu awarię sprzętu”.

Mariusz Ziomecki ujął mnie swoim widzeniem świata i sposobem, w jaki wszystko skompilował i opisał. Bo zrobił to po męsku – rzeczowo, przejrzyście, ale – co jest fantastyczne - zdecydowanie nie bezdusznie, a z pewną miękkością, liryzmem i uczuciem. Do tego jego humor, krzywy uśmieszek i gra słów… To dopiero mieszanka! Moje perełki to epizod tępienia pluskiew, który obezwładnił mnie, niczym doskonała komedia i przygoda Eryka, prującego wodną toń, pędząc na złamanie karku na pokładzie pomostu, porwanego przez gigantycznego szczupaka. No doprawdy, były momenty, że chichotałam jak uczniak.

Tym zaś, co mnie uderzyło podczas lektury, to doskonale ujęta charakterystyka przemian, ale nie tyle zmian odnotowanych przez historyków i politologów, a tego, co się dokonywało w ludziach na poziomie świadomości, mentalności i codzienności. To bowiem, co charakterystyczne dla polskich transformacji (a mam tu na myśli różne wydarzenia XX wieku), to towarzyszące ludziom, ewoluujące w nieznanym kierunku, złudzenie normalności, permanentna i rozpaczliwa próba dostosowania się do nowych realiów, potrzeba wychwycenia zasad, niczym kół ratunkowych w bezbrzeżnym chaosie, ale i rozczarowanie, kiedy po wywalczonym, wyczekiwanym finale historycznych wydarzeń, wciąż nie było miejsca na swobodny oddech, za to znów czyhały nowe zasadzki, nowe zagrożenia i wrogowie, kolejne elity i władza: haseł, ludu, pieniądza.

I na koniec…

Tak, przyznaję się, wpadłam w tę książkę po uszy! Ale naprawdę trudno mi się dziwić, bowiem ta pozycja to naprawdę smakowity kąsek, a właściwie całkiem spory kęs. To lektura, która z każdą stroną, z każdym wątkiem i rozdziałem uwodzi i zaskakuje, a i nijak nie daje się zaszufladkować: bo choć wielka jest pokusa, by nalepić jej etykietkę „powieść obyczajowa”, to co zrobić z silnymi akcentami sensacyjnymi, dramatycznymi, historycznymi? Dla mnie to taka literacka cebula, którą obiera się, obiera i obiera, aby dojść do sedna, to jest fabularnego rozwiązania i życiowej prawdy, tylko to trochę trwa - no i co się trzeba przy tym napłakać, i to nie tylko ze śmiechu…

Monika Zalewska-Biełło
http://www.babyprzykawie.pl/przy_kawie/polka_z_ksiazkami/mr_pebble_i_gruda_mariusz_ziomecki.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kredziarz

http://slowemczytane.blogspot.com/2018/01/kredziarz-c-j-tudor.html Kredziarz to nie tylko kryminał, ale piękny portret małego miasteczka, grupki lu...

zgłoś błąd zgłoś błąd