Dziennik kawowy. Notatki z podróży po Kolumbii

Tłumaczenie: Ewa Kulak
Wydawnictwo: Poemia su cassa editorial
8 (5 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
0
8
2
7
2
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Diario de cafe. Notas de viaje por Colombia
data wydania
ISBN
958-8139-96-1
liczba stron
120
słowa kluczowe
dziennik, podróże, Ewa Kulak
język
polski
dodała
Anka

Książki podróżnicze są zawsze emocjonującą przygodą,pozwalają bowiem stać się towarzyszem podróży w świecie, którym zaraża nas autor i który poprzez geografię,ludzi, zwyczaje i tradycje pozostał w jego łapczywych i zdumionych oczach obcokrajowca, dla którego każde nowe odkrycie będzie kolosalnie piękne, kolosalnie błędne albo kolosalnie niezrozumiałe. "Dziennik kawowy" jest zmysłową podróżą po...

Książki podróżnicze są zawsze emocjonującą przygodą,pozwalają bowiem stać się towarzyszem podróży w świecie, którym zaraża nas autor i który poprzez geografię,ludzi, zwyczaje i tradycje pozostał w jego łapczywych i zdumionych oczach obcokrajowca, dla którego każde nowe odkrycie będzie kolosalnie piękne, kolosalnie błędne albo kolosalnie niezrozumiałe.
"Dziennik kawowy" jest zmysłową podróżą po aktualnej i codziennej Kolumbii, łuskanej krok po kroku w kolejnych notatkach, jak złota kolba kukurydzy w rękach młodej, polskiej pisarki Ewy Kulak, która powzięła sobie za zadanie przemyśleć i opowiedzieć o tym pięknym i pełnym sprzeczności kraju, który staje się bohaterem stron wyjątkowej książki, pozwalając nie tylko na jego odkrycie, ale zarazem na śnienie o nim.

 

źródło opisu: Poemia su cassa editorial,styczeń 2011

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 4851
orchisss | 2011-12-14
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 grudnia 2011

O tym, że na punkcie podróży świra mam pewnie wiecie. Że duszę i pół rodziny za jakąś daleką wyprawę bym sprzedała, pewnie nie wiecie. No to mówię - podróżowanie to jedyne, czego zazdroszczę bliźnim. Serio. A jak ktoś ma okazję żyć z tego, że podróżuje, to moja dusza kwili. Nigdy (never!) nie trafiłabym na "Dziennik kawowy", gdyby nie Aneta, czyli moja współprojektowa z Czytelniska. Pochłonęłam w jedno popołudnie i mam ogromny żal do Ewy Kulak. Tak, mam żal. Ewo - dlaczego tak mało?

Ewa Kulak jest absolwentką poznańskiego Uniwersytetu - ukończyła filologię hiszpańską. Podczas studiów w ramach programu Socrates przebywała w Valladolid w Hiszpanii. Ewa jest tłumaczem (również symultanicznym, co budzi mój przeogromny szacunek) języka polskiego, hiszpańskiego i francuskiego. W 2005 roku otrzymała dwuletnie stypendium kolumbijskiego rządu, które pozwoliło jej studiować na Uniwersytecie Rosario w Bogocie i nie tylko (Ewa ma taką listę ukończonych kierunków i specjalizacji, że boję się zacząć wymieniać, bo pewnie coś pominę). Ewa od sierpnia 2004 roku prowadzi stronę internetową na której publikuje swoje felietony dotyczące przede wszystkim Kolumbii, ale również wspomnień z jej podróży. W 2005 roku, na bazie felietonów opublikowanych na stronie powstało pierwsze wydanie "Dziennika kawowego". Warto nadmienić, że ta książką jest pierwszą w naszym języku poświęconą Kolumbii od lat 60.

Sztuką jest tak opisać swoje wrażenia, aby uchwycić ten moment, miraż, któremu daliśmy się uwieść. Fotograf ma prostsze zadanie - osoba, która chce to opisać, staje przed nie lada wyzwaniem. Ewa Kulak w krótkich, niemal skąpych notatkach przedstawia obraz Kolumbii, którą chce się zobaczyć, powąchać, poczuć, dotknąć. Wszystkie zmysły szaleją, gdyż pisze o widokach, kwiatach, owocach, ludziach, literaturze, muzyce, tańcu. Jaka jest nasza pobieżna wiedza na temat Kolumbii? Ot, kraj, który jest zagłębiem gangsterskim. Pierwowzór "Brzyduli" to serial rodem z Kolumbii. No może jeszcze nasunie nam się kawa i słynny logotyp znany z opakowań kawy. No ... i tyle.

Kolumbia to kraj położony w północno-zachodniej części Ameryki Południowej - nad Morzem Karaibskim i Oceanem Spokojnym. Powierzchnia niemal 3,5 większa od Polski, zamieszkiwana przez niemal 46 mln mieszkańców. Stolicą jest Bogota, jedna z najwyżej położonych stolic na świecie (2640 m n.p.m.), czego wynikiem jest choroba wysokościowa nazywana el soroche. To kraj ogromnych kontrastów, wielkiego bogactwa natury, ale i pełne dzielnic skrajnej biedy. To kurorty nadmorskie, ale i wioski położone wysoko w Andach. Ewa w swoich krótkich felietonach zabiera nas w niezwykłą podróż.

Dużo miejsca (za co jej chwała!) poświęcone jest tym, co my - ludzie kochamy najbardziej, czyli posiłkom. Ewa charakteryzuje kuchnię kolumbijską, która, co warto podkreślić, znacznie różni się od naszej. Jednym z ważniejszych składników tamtejszej diety są banany. Dla nas banan to określony owoc, a tak naprawdę rodzajów banana jest ponad pięćdziesiąt. Skórka banana może mieć kolory zielony, żółty, ale i nawet ciemnoczerwony bądź purpurowy. Kolumbijczycy przygotowują banana na wiele sposobów. Ile tracimy jedząc go na surowo! Ewa pisze również o koce. Należy odróżnić od siebie kokę - biały proszek zaliczany do narkotyków od koki jako rośliny, której właściwości medyczne były znane od wieków. Dzisiaj plemiona indiańskie używają liści koki jako leku przeciw zawrotom i bólom głowy, zapaleniu gardła i problemom żołądkowym. Szczególnie przydatna staje się właśnie w Kolumbii, gdyż pomaga w oddychaniu na dużych wysokościach. Kolumbijskie śniadanie również wygląda odmienne od naszego - zamiast jajek, wędlin czy kanapek, mieszkańcy tego kraju rozpoczynają dzień od filiżanki najlepszej na świeci kolumbijskiej kawy i owoców. Co zawsze mnie zaskakuje w opowieściach z krajów Ameryki Płd. czy też Afryki to mnogość owoców, którymi pewnie nigdy nie uraczymy się w Europie (może i dobrze!). Często Kolumbijczycy przygotowują na śniadania napoje, które mają konsystencję koktajlu.
"Takie są właśnie kolumbijskie poranki - słodkie, o smaku tropikalnych owoców i zapachu mgły, wznoszącej się wcześnie rano nad Andami" *.
Kolumbijska kuchnia to nie tylko pyszne owoce i wymyślne placki, to również smaki, których nigdy nie poznacie na naszym kontynencie - nigdzie nie przyrządza się takich mrówek jak w Kolumbii. Co może być dla nas szokujące - niezwykłym przysmakiem są świnki morskie. Podobno dawniej nadepnięcie owego zwierzaka było sygnałem zwołującym rodzinę na posiłki. Co kraj to obyczaj.

W "Dziennikach kawowych" przeczytacie równie ciekawe informacje o szmaragdach, orchideach (ten felieton zainteresował mnie ze względu na mój internetowy pseudonim), kondorze (co to jajo w wysokich Andach zniósł ...), motylach, szalonych kierowcach autobusów. Jest i o tej ciemnej stronie Kolumbii - biedzie, zawodzie sicario, czyli młodocianych płatnych mordercach (ostateczną weryfikacją zlecenia jest pojawienie się na pogrzebie obiektu zabójstwa). Ewa pisze pięknym językiem, bez zbędnych udziwnień. Książkę wciąga się i pozostaje żal, że tak mało i tak krótko. I szkoda, że bez zdjęć. Co ciekawe, "Dzienniki kawowe" zostały wydane w dwóch wersjach językowych - z jednej strony mamy felietony w języku polskim, a z drugiej w hiszpańskim. Felietony oraz zdjęcia autorstwa Ewy Kulak możecie znaleźć na jej stronie internetowej www.kolumbijsko.com.

Książkę bardzo mocno polecam tym, którzy kochają podróżować i kochają czytać o cudzych podróżach. Wsiąknięcie w Kolumbię błyskawicznie!

bazgradelko.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Na polanie wisielców

Do detektyw Tracy Crosswhite zwraca się z prośbą przyjaciółka będąca szeryfem innego hrabstwa. Po śmierci ojca - Buzza Almonda, którego została zastęp...

zgłoś błąd zgłoś błąd