Zapach spalonych kwiatów

Tłumaczenie: Ewa Polańska
Cykl: Ród Beauchamp (tom 1)
Wydawnictwo: Znak Literanova
6,15 (723 ocen i 118 opinii) Zobacz oceny
10
35
9
48
8
79
7
146
6
169
5
134
4
39
3
37
2
23
1
13
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Witches of East End
data wydania
ISBN
9788324016631
liczba stron
304
słowa kluczowe
kobieta, mężczyzna, tajemnica
język
polski
dodała
Ag2S

Trzy kobiety, dwóch mężczyzn i jedna tajemnica. Freya wiedziała, że igra z ogniem, a mimo to nie potrafiła się powstrzymać. W powietrzu od niewyobrażalnego napięcia czuć było zapach spalonych kwiatów. Czuła, że jakaś nieopisana siła pcha ją w ramiona mężczyzny. Sęk w tym, że zupełnie nie tego, co trzeba - brata własnego narzeczonego. W miejscu zupełnie nie tym, co trzeba - na własnym...

Trzy kobiety, dwóch mężczyzn i jedna tajemnica.


Freya wiedziała, że igra z ogniem, a mimo to nie potrafiła się powstrzymać. W powietrzu od niewyobrażalnego napięcia czuć było zapach spalonych kwiatów. Czuła, że jakaś nieopisana siła pcha ją w ramiona mężczyzny. Sęk w tym, że zupełnie nie tego, co trzeba - brata własnego narzeczonego. W miejscu zupełnie nie tym, co trzeba - na własnym przyjęciu zaręczynowym. Czuła pod skórą, że zbliżają się kłopoty.
Nie ona jedna...
Joanna od kilku dni przeczuwała, że coś niedobrego dzieje się w miasteczku. Kiedy zobaczyła martwe ptaki na plaży, wiedziała już, że to nie przypadek. Znała te oznaki.
Do tego wszystkiego Ingrid, na pozór najspokojniejszą z kobiet z rodu Beauchamp, zaczęły dręczyć niepokojące koszmary...

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2011

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3146,tytu...»

pokaż więcej

książek: 156
Linoskoczek | 2014-11-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 listopada 2014

Takie soft porno.
Proszę nie dać zwieść się logu bardzo zacnej firmy wydawniczej. Swoją drogą to zdumiewające, że właśnie to wydawnictwo zdecydowało się na publikację na polskim rynku takiej szmiry z wyraźnymi podtekstami pogańskimi na dodatek okraszonej seksualnymi ekscesami. Bo to nie sceny miłosne. To żenująca wulgarność udająca jakieś wyzwolenie, czy jak by zwać te niby namiętne obrazki.
Chciałoby się powiedzieć: znak czasów.
A może po prostu ktoś tak się pogubił, że już mu tylko manowce pozostały.
Ale o tej tendencji może później, o ile będzie mi się chciało pisać o czymś tak dennym. Gorzej, bo tandetnym!

Napisałem, że to „dzieło” zalicza się do gatunku porno, ale w wersji lżejszej. Na czym opieram swą opinię?
Ilości seksualnych aktów.
Jest ich moc. Co prawda używane słownictwo przynależy zdecydowanie do obrazowania lżejszego, mamy więc: „wchodzić” zamiast wulgarniejszego synonimu.
Jakieś znaczenie to ma.
Choć sensu nie dodaje.
I niestety, ostrzeżeń nie będzie zawierać, a szkoda, bo zdecydowanie powinno.
Te wszystkie seksualne sceny motywowane na siłę, oby więcej, bo to niby takie wyzwolone, namiętne, pikantne. Pamiętać jednak należy, że z przyprawami należy uważać. Wątroba wysiada.

Wyżywam się, ale to po prostu słabizna – bzdurne dziełko epatujące seksem, które jednakże, po przyjrzeniu nie ukazuje nic. Gorzej, bo jest pretensjonalne, co od razu widać po tym jak fabuła więźnie na relacjach interpersonalnych. Są one infantylne i płaskie.
Żadnej głębi.
Mielizna!

Ale do rzeczy.
Fabuła to losy trzech czarownic. To matka plus córki. Mają być odmienne. Starsza latorośl ma być rozważna, młodsza romantyczna. Chciałoby się by to cos znaczyło. Nie znaczy nic.
Zaś matka? Ostoja? Ni to, ni sio.
Czarownice ukrywają swe moce, bo obowiązuje je zakaz. Nie mogą czarować.
Oczywiście zaczynają. Kara je za to nie spotyka.
Ale tu nawet miejscami zajmująco, bo podobają mi się przyziemne sposobiki, kiedy objawia się magia. Te węzły, fajne.
Ale poza tym orgia przewidywalności w postaci „mrocznego i fascynującego” kochanka, który rzecz jasna opisany sztampowo, jak w nagminnie produkowanych romansidłach. Czyli nawet nie manufakturowo, po prostu taśma! Jak w tych fabrykowanych w seksylionie kopii ktoś zatonąć może, ja nie wiem.

Niektóre pomysły Autorka ma niezłe. Jak skandynawskie drzewo wszechświata. Tylko że poza tymi pomysłami przydałoby się jakoś fabułę rozbudować. A tu poza wrzuconymi bez umiaru opisami aktów serksualnych, cienko, panie dzieju. Postaci nie przekonują, ich motywacje wydumane, bo płaskie, sceny irytacji lub podniecenia, pensjonarskie, ba, nawet gdy niegrzeczne, to infantylne.
Bardzo niedojrzała kreacja.
Zakończenie zaś po prostu fatalne.
Rozbudowane wątki zamknięte na jednej stronie, jakby Autorce się już nie chciało i na łapu capu je pokończyła.
Ja nic w ten sposób nie straciłem. Wręcz się ucieszyłem, że przez kolejnych parędziesiąt stron nie jestem męczony seksualnymi przygodami bohaterów. Jednakże to niechlujstwo.

Na końcu oczywiście gorące podziękowanie. Zaczyna mrozić mnie ta maniera. A odwołuje się ona wprost do chwytów reklamowych.
Czyli:
niby profesjonalizm, skoro nad wyrobem takiego produktu biedził się zastęp fachowców.
Ha! Nie byle jakich profesjonałów!
Powszechność, sugerująca, że skoro tylu majstrów od literatury uznało to działo za coś warte, to warte ono z pewnością.
Za wiele warte nie jest, bo kolejny raz okazuje się, że książka to jednakże nie produkt zespołu w fabryce, ale jednego rzemieślnika. W tym wypadku liczba nie przekłada się na jakość. To nie raport, pod którym podpisują się specjaliści. To ma być literatura.
I jest.
Słaba.

No i o „Znaku”.
To nie pierwsze wydawnictwo, które uprawia sabotaż względem swej marki. Pieczątka „Znaku” powinna coś oznaczać.
Tu mamy pogaństwo i tani erotyzm.
Już same te dwie kwestie powinny dać wydawcy do myślenia.
Nie dały.
Gdyby to choć była dobra książka.
Niestety, nie jest.
Wprowadzeniem takiego produktu na rynek polski niechby się zajęła jakaś oficyna która i tak niewiele warta. Ale szargać coś znaczącą markę, po prostu się nie godzi.
Wydając tę szmirę, drodzy wydawcy, grzeszycie podwójnie.

Gdybym dał więcej niż
dwie gwiazdki
też bym zgrzeszył.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zabójcy bażantów

Carl Mørck jest jak amstaf. Gdy wbija swoje zęby w jakąś sprawę to choćby wszyscy zakazywali mu pracy nad nią, choćby straszyli utratą pracy, on jes...

zgłoś błąd zgłoś błąd