Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Farby wodne

Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
7,26 (363 ocen i 48 opinii) Zobacz oceny
10
17
9
35
8
91
7
137
6
57
5
21
4
2
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375362862
liczba stron
264
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

W 1943 roku z getta w Terezinie trafiła do obozu w Auschwitz-Birkenau Dina Gottliebova, Żydówka z Brna, utalentowana studentka akademii sztuk pięknych. Skierowano ją do malowania numerów na blokach. Kiedy ozdobiła barak dziecięcy scenkami z "Królewny Śnieżki", zwrócił na nią uwagę dr Mengele, wówczas naczelny lekarz Zigeunerlager – rodzinnego obozu cygańskiego. Potrzebował kogoś, kto malowałby...

W 1943 roku z getta w Terezinie trafiła do obozu w Auschwitz-Birkenau Dina Gottliebova, Żydówka z Brna, utalentowana studentka akademii sztuk pięknych. Skierowano ją do malowania numerów na blokach. Kiedy ozdobiła barak dziecięcy scenkami z "Królewny Śnieżki", zwrócił na nią uwagę dr Mengele, wówczas naczelny lekarz Zigeunerlager – rodzinnego obozu cygańskiego. Potrzebował kogoś, kto malowałby portrety "mieszańców cygańskich" na potrzeby jego badań nad podrasą.
W 1942 roku w rodzinie oświęcimskiego kolejarza umiera najmłodsze dziecko. Trzy dni po wyzwoleniu Auschwitz jego syn idzie do obozu po sierotę, która zastąpiłaby zrozpaczonej matce utraconą córkę. Wybiera małą dziewczynkę, węgierską Żydówkę o imieniu Ewa. Jakiś więzień daje mu w prezencie akwarele, które walają się po baraku.
W 1963 roku muzeum KL Auschwitz-Birkenau odkupiło obrazy od Ewy. W latach 70. udało się im odszukać autorkę prac. Dina Gottliebova mieszkała w Stanach, była żoną znanego Disneyowskiego rysownika Arta Babbitta. Przy okazji podróży do Paryża zajechała do Polski. Opowiedziała w muzeum o przeżyciach obozowych i poprosiła o fotografie portretów. Dostała je i zamilkła, nie odpowiadała na korespondencję z Oświęcimia – tak sprawę relacjonuje muzeum. W połowie lat 90. pani Babbitt zażądała zwrotu oryginałów...

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2011

źródło okładki: http://www.czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 914
Ewa K | 2012-05-07
Przeczytana: 01 maja 2012

Była sobie raz królewna biała jak śnieg, rumiana jak krew, z włosami czarnymi jak heban…

Ta parafraza słynnej baśni zaprasza nas ponownie w świat dzieciństwa, w którym mama każdego wieczoru czyta nam do poduszki opowieści braci Grimm, a my leżąc grzecznie pod kołdrą, wyobrażamy sobie, że jesteśmy piękną Śnieżką lub - równie zacnym - jej wybawicielem. Wtedy nie wiemy jeszcze tego, co już dawno stwierdził genialny Bruno Bettelheim - że baśnie mają ogromny wpływ na nasze dalsze życie.

Początek baśni o królewnie Śnieżce nieprzypadkowo staje się również wstępem do książki Lidii Ostałowskiej pt.: „Farby wodne”. Baśń, która kojarzy nam się z najmilszymi latami dzieciństwa została przez autorkę zestawiona z okupacyjnym ludobójstwem ludności romskiej, którą naziści najpierw prześladowali, a potem stłoczyli w obozach pracy i zagłady.

Wydaje wam się, że to dość kontrowersyjna realizacja tematu II wojny światowej? Dla Ostałowskiej to nic nowego. Zainteresowania tej dziennikarki niemal od zawsze związane są z problemami mniejszości narodowych lub etnicznych, zwłaszcza ludności romskiej. Jej znakomita książka „Cygan to cygan” stała się jednym z nielicznych świadectw prawdziwej egzystencji Romów w Europie Środkowo-Wschodniej. Zaś „Farby wodne” to pozycja przedstawiająca Romów na tle burzliwej historii wojny i okupacji, która w założeniu doprowadzić miała do zupełnej eksterminacji tej mniejszości narodowej.

Kiedy mowa o polityce III Rzeszy wobec mniejszości narodowych, wszyscy automatycznie myślimy o Żydach. Nie ma co do tego wątpliwości, że ten naród był najdotkliwiej prześladowany przez nazistów. Jednak obozy znajdujące się w różnych krajach europejskich były miejscem morderczej pracy i zagłady także dla innych narodowości, w tym dla ludności romskiej, o której historia i literatura wspominają znacznie rzadziej. Ostałowska próbuje poprzez „Farby wodne” dokonać pewnego rodzaju rehabilitacji i przedstawić światu historię zagłady widzianą również romskimi oczami.

Opowieść przedstawiona w książce Ostałowskiej toczy się jednocześnie w kilku miejscach, co na początku powoduje u czytelnika lekką dezorientację. Jest schyłek lat 30. XX wieku, a my znajdujemy się w Hollywood, gdzie Walt Disney świętuje premierę swojego kolejnego dzieła. Dzięki współpracy ze światowej sławy rysownikami (takimi jak np. Artur Babbit) udaje się Disneyowi zekranizować „Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków”. W środowisku amerykańskim wszyscy mówią o sukcesie Disneya. Obracamy stronę i po chwili znajdujemy się w Birkenau, gdzie przed obozową ścianą poznajemy naszą główną bohaterkę, Żydówkę -Dinę Gottliebovą. Dziewczyna przyjechała do obozu wraz z innymi Żydami z Terezina. Była zwykłą więźniarką. Miała jednak niezwykły talent malarski, który uratował jej życie. Hollywood i Birkenau dzielą setki tysięcy kilometrów, przepaść kulturowa i historyczna. Ludzie znajdujący się w tych dwóch miejscach, zupełnie nie wiedzą o swoim istnieniu. A jednak coś ich łączy. Ta piękna baśń o „Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach” występuje w obu tych „światach”. W każdym z nich cieszy odbiorców i pobudza nadzieje. W Hollywood oglądają ją najsłynniejsi celebryci i bywalcy kin, a w Brzezince? W „Farbach wodnych” poznacie tych obozowych „widzów” w dosyć niespodziewany sposób.

Historia Diny Gottliebovej przedstawiona przez Ostałowską jest tylko pretekstem wprowadzającym do wstrząsającej opowieści o praktykach, jakim poddawani byli Romowie znajdujący się w obozie. Jaka relacja łączyła bohaterkę z doktorem Josefem Mengele znanym jako „Anioł Śmierci”? Co wspólnego ma Żydówka z Romami? Czy „świat obozowy” połączy się w jakiś sposób ze „światem amerykańskim”? Na te wszystkie pytania odpowiada książka Ostałowskiej, której kompozycja z pozoru chaotyczna, z czasem jawi nam się jako znakomicie przemyślana.

Okładkę omawianej przeze mnie książki zdobi nieco rozmyta fotografia przedstawiająca grupę ludzi maszerujących w sobie tylko znanym kierunku. Zimowa aura w zestawieniu z czarnym tłumem czyni z grupy piechurów zwartą masę. Skąd idą? Dokąd zmierzają? Kim są? Kilka stron później wiemy o nich już wszystko. Fotografia ta przedstawia transport ludności żydowskiej i romskiej do przejściowego obozu w Terezinie. Jej oryginał możemy zobaczyć w muzeum w Pradze. Ta okładka istotna jest dlatego, że w najbardziej obrazowy sposób wprowadza nas w historię zagłady Romów – narodu bez swojego miejsca na ziemi. To opowieść o tysiącach niewinnych osób, którzy przez irracjonalną ideologię poddawani byli nieludzkiemu cierpieniu. Romów traktowano jak zwierzęta, na których bezkarnie można prowadzić medyczne doświadczenia. Wiele z nich kończyło się śmiercią. A wszystko po to, by udowodnić, że Cyganie to genetycznie uwarunkowani złodzieje i bandyci.

Nazistowskich poczynań nie sposób komentować. Wyjątkowo trafnie oceniła je już historia. Warto jednak nieustannie o nich przypominać. Nie po to, by po raz kolejny zadawać cierpienie rodzinom ofiar i wszystkim Romom w Europie. Po to, by wciąż budzić empatię w kolejnych pokoleniach i pamięć wobec wydarzeń, które za nic nie powinny zostać z historii wyparte.

Myślę, że dzięki „Farbom wodnym” Lidia Ostałowska dołożyła swoją „cegiełkę” do tych wszystkich publikacji, które poruszają ważną tematykę zagłady narodów w czasie pięciu burzliwych lat II wojny światowej. To, że autorka wybrała historię Diny Gottliebovej, dowodzi jedynie jej znakomitego zmysłu dziennikarskiego. Opowieści o obozowej malarce nie można czytać bez emocji. Z czasem wsiąkamy w lekturę do tego stopnia, że odwracając kolejne kartki, napotykamy w końcu na bibliografię. Wtedy jedyne co czujemy to ogromny żal, że to już koniec tej strasznej a zarazem wzruszającej historii. Pozostaje nam tylko kilka zdjęć, na których uwieczniono Romów. Wiele z nich zostało zrobionych w Oświęcimiu przy okazji organizowanych tam marszów pamięci. Ostatnia fotografia tej książki przedstawia czytelnikowi samą Dinę Gottliebovą. Dzięki temu zdjęciu możemy skonfrontować nasze wyobrażenie z tym, jak naprawdę wyglądała bohaterka, której losy przeżywaliśmy na równi z nią samą.

Przyznam bez bicia, że nie umiem jednoznacznie wskazać potencjalnych odbiorców „Farb wodnych”. Tylko ludzie dotknięci kompletną znieczulicą mogą nie dostrzec w tej książce tego emocjonalnego ujęcia tematu. Ta znakomita pozycja z gatunku reportażu utwierdza mnie w przekonaniu, że są jeszcze dziennikarze, którzy potrafią w jakiś zaczarowany sposób opowiadać czytelnikowi historie, które chwytają za serce i do samego końca trzymają odbiorcę w napięciu. Oby w naszym kraju było jak najwięcej takich utalentowanych dziennikarzy i świetnych publikacji na miarę książki Lidii Ostałowskiej.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czarnobyl. Strefa

Jeśli ktoś interesuje się tematyką Czarnobyla czy jest z nią po prostu obeznany, nie znajdzie tutaj nic szczególnie odkrywczego. A jednak siła tych ob...

zgłoś błąd zgłoś błąd