Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zieleń szmaragdu

Tłumaczenie: Agata Janiszewska
Cykl: Trylogia Czasu (tom 3)
Wydawnictwo: Egmont Polska
8,13 (7558 ocen i 752 opinie) Zobacz oceny
10
1 922
9
1 375
8
1 774
7
1 361
6
753
5
232
4
72
3
41
2
14
1
14
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Smaragdgrün. Liebe geht durch alle Zeiten
data wydania
ISBN
9788323752660
liczba stron
456
język
polski
dodała
Martyna

Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mimo woli – musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intrygi z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bardzo bliski swego celu:...

Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mimo woli – musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intrygi z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bardzo bliski swego celu: Gwendolyn musi stanąć do walki o prawdę, miłość i własne życie.

 

źródło opisu: Egmont, 2012

źródło okładki: http://www.egmont.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 786
Jane Rachel | 2013-02-28
Przeczytana: 28 lutego 2013

Gwendolyn ma złamane serce. Jak każda zraniona przez chłopaka dziewczyna, również i ona wylewa morze łez, wścieka się na widok swojego eks, a także nie stroni od niemiłych uwag na jego temat, w czym pomaga jej wierna przyjaciółka, Leslie. Pomimo złamanego serca Gwen musi wziąć się w garść. Sprawy przybierają niebezpieczny obrót, hrabia de Saint Germain nie chce nic wyjawić młodym podróżnikom, a w dodatku Gwendolyn poważnie zastanawia się nad postępowaniem Strażników. Czy ufanie hrabiemu to jedyna droga do zdobycia rzeczy, o którą Strażnicy starają się setki lat?

No i stało się – koniec "Trylogii czasu". Ogromna ilość stron i zachwalające tą część recenzje sprawiły, że chętniej podeszłam do lektury ostatniego tomu wielkiego dzieła pani Gier, lecz pomimo bardzo dobrych opinii starałam się zbytnio nie „nakręcać”. Pomimo kilku minusów i paru denerwujących bohaterów w jakiś sposób przywiązałam się do tej trylogii, dlatego ze smutkiem przewracałam ostatnie kartki. Bez wątpienia "Czerwień rubinu" oraz "Błękit szafiru" podbiły moje serce – jak więc na tle pierwszej i drugiej części wypadła trzecia? Och, i tutaj można wiele powiedzieć.

„W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału. Naprawdę możesz mi wierzyć. (…) Chodzi o materiał znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. Wykonany wedle tajnej receptury. (…) Marcepan!”

Ten, kto czytał "Błękit szafiru" wie, jak skończył się drugi tom. W Zieleni szmaragdu Gwen nie jest już tą rozpromienioną, nastoletnią dziewczynką szalejącą na punkcie „tego jedynego”. Mnóstwo wylanych łez oraz słowa przyjaciółki uzbroiły serce Gwendolyn przed kolejnym rozdarciem na widok Gideona. Bez bicia przyznaję, że na początku główna bohaterka niemiłosiernie mnie denerwowała. Rozumiem złamane serca i nieszczęśliwą miłość, ale, na litość boską, ile można mówić o tym samym i płakać na każdy widok swojego eks? Dopiero później, kilkanaście stron dalej, Gwen bierze się w garść i nareszcie zaczyna sensownie mówić. Jej postawa zmienia się z każdym przeczytanym rozdziałem, co pozytywnie wpływa na postać młodej panny Shepherd. Niestety, aby coś zyskać, trzeba coś stracić, a ofiarą stał się Gideon. W tej części miałam dość zakochanego chłopca. Wolałam młodego de Villiersa z "Czerwieni rubinu" i "Błękitu szafiru", który nie robił maślanych oczu do wybranki swojego serca. Niemniej jednak Gideon dalej jest moim ulubionym bohaterem całej "Trylogii czasu" i pomimo małego potknięcia w Zieleni szmaragdu nie zmienię o nim zdania.
Kolorów w całej historii dodał, jak w przypadku poprzedniej części, Xemerius. Szkoda, że pani Gier bardziej nie wyjaśniła jego pochodzenia, roli w powieści i znaczenia dla całej grupy podróżników. Myślę, że wtedy stałby się ciekawszą postacią. Według mnie w Xemeriusie tkwi połowa humoru "Zieleni szmaragdu". Za tego bohatera pani Gier należą się brawa.
I znów trzeba zgnębić którąś postać: tym razem czarną owcę w rodzinie – Glendę. Jako że matka Gwendolyn Grace i Glenda są siostrami, oczekiwałam od nich jakichś rodzinnych więzi, tymczasem autorka zdecydowała się na chorą rywalizację, której głównym tematem było wychwalanie umiejętności swoich córek: Charlotta umie to, Charlotta umie tam to, Charlotta przebierze się za cudownego elfa na imprezę urodzinową Cynthii, Charlotta musi iść na kolejną sesję zdjęciową do fotografa… Moim zdaniem było to niezwykle sztuczne i niepotrzebne, ponieważ sam charakter i wygląd kuzynki Gwen mówiły za siebie – piękna, uzdolniona, zazdrosna, uwodzicielska, czego można więcej chcieć?
Na szczęście autorka postanowiła zostawić Leslie taką, jaka była. Odrobinę przypominała mi mnie, przez co łatwiej mogłam postawić się w jej sytuację. Tak więc za Gwen, Xemeriusa i Leslie daję plusa, lecz za Gideona i Glendę go odejmuję.

„Zostańmy przyjaciółmi – ten tekst to już doprawdy był szczyt.
- Na pewno za każdym razem gdy ktoś wypowiada te słowa, gdzieś na świecie umiera jedna nimfa – powiedziałam.”

W "Zieleni szmaragdu" nie zabrakło również wyczekiwanego przeze mnie humoru. Za sprawą Xemeriusa, głównej bohaterki i zachowania Charlotty miałam wiele okazji do śmiechu. Rozbawienie czytelników idzie pani Gier perfekcyjnie, dlatego tak bardzo polubiłam "Trylogię czasu". Oczywiście oprócz zabawnych momentów są również chwile mrożące krew w żyłach, pełne grozy i napięcia. Przeplatanie ze sobą zabawnych i strasznych zdarzeń nadaje całości uroku, przyciąga czytelnika i sprawia, że non stop chce wracać do lektury, a przynajmniej tak było w moim wypadku, bo ani na minutę nie mogłam oderwać się od książki. Bez wątpienia "Zieleń szmaragdu" wciąga, czaruje i długo nie wypuszcza spomiędzy magicznych stron.

Bardzo podobało mi się rozwiązanie wielu zagadek, które od pierwszej części przysparzały bohaterom kłopotów. Rymowane przepowiednie miały w sobie mnóstwo uroku oraz nutkę tajemniczości. Połączenie niektórych zdarzeń również wyszło pani Gier na świetnym poziomie. Czytając ostatnią część myślałam „Aha, to wtedy miało miejsce to zdarzenie…” i chociaż jak przez mgłę pamiętam "Czerwień rubinu", dzięki zaszytym między stronami sekretom mogłam przypomnieć sobie każde znaczące dla wszystkich tomów zdarzenie.
Wątek miłosny został przedstawiony przez autorkę w interesujący sposób. Nie było ani przesłodzenia, ani braku latających amorków, a kilka stron sprzeczek Gideona i Gwendolyn sprawiły, że całość nie wydawała się mdła, schematyczna i nudna. Naprawdę uwielbiam kłótnie głównych bohaterów. Dzięki nim czułam, że chemia między nimi jest czysta; bez niepotrzebnych składników. Równowaga musi być – w tym przypadku stanowiły ją dwa różne charaktery oraz ciekawa relacja panny Shepherd i pana de Villiersa.
I trzy słowa o okładce: po prostu mistrzowska!

„Ci, których kochamy, nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna”
~Emily Dickinson

Podsumowując:
10/10 to za dużo. Pomimo tylu plusów "Zieleń szmaragdu" straciła kilka punktów na samym zakończeniu, w którym autorka mogła bardziej się postarać. Chciałabym dowiedzieć się, co stało się z pozostałymi postaciami, i chociaż w tej chwili brak jakichkolwiek informacji o ich dalszych losach wydaje mi się minusem (cóż, jestem ciekawską osobą), na swój sposób jest również plusem, ponieważ sami możemy układać najbliższą przyszłość ulubionych postaci. 9/10 również jest za mocną oceną. Nie daję 9, ponieważ… Ponieważ całość trwała za krótko, ot co! Żałuję, że pani Gier nie zdecydowała się na kilka kartek więcej, pomimo tego, że 456 stron to imponujący wynik. Myślę, że 8/10 idealnie pasuje do "Zieleni szmaragdu", biorąc pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw”.
Przywiązałam się do bohaterów, miejsca akcji oraz szalonych podróży w czasie. Chciałabym znaleźć się na miejscu Gwen, udawać się na misje do XVIII wieku w towarzystwie przystojnego młodzieńca, uczyć się fechtunku, historii ze szczegółami, tańca, reguł panujących na dworach w danych epokach… Bez wątpienia "Trylogia czasu" to strzał w dziesiątkę. Gdzieś między stronami trzech tomów wspaniałej historii Gwendolyn zostało moje serce, a kończąc przygodę z Zielenią szmaragdu poczułam, że zamyka się za mną większy rozdział książkowego życia.

„Na zawsze składa się z wielu teraz”
~Emily Dickinson

[http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/2013/02/031-kerstin-gier-zielen-szmaragdu.html]

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wakacje nad Adriatykiem

Gdyby nie jej interesujaca okladka to nawet bym tej ksiazki nie zauwazyla. Niekoniecznie po to abym miala ja gdzies eksponowac - na polce widoczne sa...

zgłoś błąd zgłoś błąd