Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 98 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 227 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Zieleń Szmaragdu

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Agata Janiszewska
tytuł oryginału: Smaragdgrün. Liebe geht durch alle Zeiten
seria/cykl wydawniczy: Trylogia Czasu tom 3
wydawnictwo: Egmont Polska
data wydania: luty 2012 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-237-5266-0
liczba stron: 360
język: polski
typ: papier
dodał: Martyna
8.94 (309 ocen i 88 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 27,00 zł

Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mi... Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce? To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mimo woli – musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intrygi z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bardzo bliski swego celu: Gwendolyn musi stanąć do walki o prawdę, miłość i własne życie. pokaż więcej.


źródło opisu: Okładki

źródło okładki: http://paranormalbooks.pl/2011/07/27/zapowiedz-blekit-szafiru/



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (7)

Opinie czytelników
Przeczytana: 09 marca, 2012

Miałam zamiar zacząć inaczej, ale… właśnie nasunęło mi się pewne ciekawe spostrzeżenie. Otóż: książki z cyklu „Trylogia czasu” Kerstin Gier równie łatwo się czyta, co się o nich pisze. A przynajmniej w moim przypadku tak jest. Pomysły na recenzje zarówno do „Czerwieni rubinu” jak i „Błękitu szafiru” pojawiły się w mojej głowie już w trakcie ich czytania. Napisanie tych paru słów zajęło mi jeszcze mniej czasu niż lektura tych fantastycznych, niewiarygodnie wciągających powieści. Co więcej pisanie o nich sprawiło mi równie wiele radości, co ich czytanie. Dlatego bardzo żałuję, że to już ostatnia recenzja poświęcona temu cyklowi.

„Zieleń szmaragdu” to trzeci, finałowy tom trylogii opowiadającej historię Gwendolyn i Gideona – nastolatków obdarzonych genem podróży w czasie. Dwa poprzednie tomy dosłownie pochłonęłam i wprost nie mogłam doczekać się premiery kolejnej części. Nie muszę chyba pisać, że gdy tylko książka dostała się w moje niecierpliwe ręce, od razu zabrałam się za jej czytanie. Po raz trzeci dałam się porwać magii pióra Kerstin Gier i tak, jak przy poprzednich częściach całkowicie pochłonęła mnie wykreowana przez nią historia. Tym razem poświęciłam na czytanie nieco więcej czasu niż przy poprzednich tomach, jednak nie wynikało to z tego, że „Zieleń szmaragdu” jest mniej wciągająca, ale ze świadomości, iż jest to już ostatnia część. Właśnie dlatego chciałam delektować się lekturą jak najdłużej, lecz moje wysiłki na niewiele się zdały – już po kilku dniach mogłam zaliczyć książkę do przeczytanych.

Nie będę Wam zdradzać szczegółów fabuły, gdyż nie chcę Wam popsuć przyjemności z czytania. Powiem jedynie, że w „Zieleni szmaragdu” Kerstin Gier odkrywa wszystkie swoje karty i zagadki z poprzednich tomów zostają wyjaśnione. Gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, dotyczące tej części, to chcę rozwiać je w tej chwili: trzeci tom jest równie wciągający co pozostałe, Gideon równie przystojny, a poczucie humoru tak samo zwariowane.

Lektura „Zieleni szmaragdu” utwierdziła mnie w przekonaniu, że „Trylogia czasu” to jedna z najlepszych serii, jakie dane mi było przeczytać. Jednocześnie zaczęłam się zastanawiać, dlaczego te książki zrobiły na mnie aż tak pozytywne wrażenie. Bo przecież nie da się ukryć, iż nie przekazują one ani wielkich wartości, ani też nie należą do rewelacyjnych pod względem stylistycznym, w dodatku zawierają dosyć sztampowy, naiwny wątek romantyczny, który powinien mnie denerwować, a wcale nie działa mi na nerwy, nawet przeciwnie – uważam go za ciekawy. W takim razie dlaczego wprost uwielbiam tę trylogię? Myślę, że przede wszystkim dlatego, iż mimo młodzieżowej formuły, jest ona tak bezpretensjonalna, urocza i przezabawna. Co więcej wątek fantastyczny i akcja są rewelacyjnie skonstruowane, przez co nie sposób oderwać się do lektury. Wszystkie książki z tego cyklu wspaniale się czyta, co jest zasługą lekkiego stylu, dynamicznej akcji i błyskotliwych, przesyconych poczuciem humoru dialogów.

„Trylogia czasu” jest jedną z tych serii, które poleciłabym osobom nielubiącym czytać, aby pokazać im, jak świetną zabawą może być czytanie. Chętnie wcisnęłabym ją również do ręki tym, którzy nie lubią literatury fantastycznej, bo taka lektura mogłaby tę niechęć zupełnie zwalczyć. Z ręką na sercu zarekomendowałabym ją także zagorzałym czytelnikom. Zresztą ta część z nich, która jest zaznajomiona z poprzednimi tomami, mojej rekomendacji nie potrzebuje. Dlatego swoje słowa skieruję do tych, którzy jeszcze nie mieli z tą trylogią do czynienia – te książki wręcz trzeba poznać!

Dla takich serii jak „Trylogia czasu” Kerstin Gier warto czytać. I mogłabym napisać jeszcze tysiące słów o tych książkach, ale wydaje mi się, że nawet najdłuższa recenzja nie wyrazi w pełni mojej miłości do nich. Będę tęsknić. Za Gwendolyn, za Gideonem, za Leslie. A najbardziej chyba za demonem-gargulcem, Xemerriusem i za jego rozbrajającymi komentarzami. Coś czuję, że ta tęsknota sprawi, iż szybko powrócę do tej trylogii…

Recenzja opublikowana także na blogu: www.kawa-z-cynamonem-recenzje.blogspot.com


Przeczytana: 03 lutego, 2012

"Serce z marcepanu"

Wszystko zaczeło się oślepiający blasku czerwieni rubinu, dalej poprzez błękitny odcień szafiru aż do szmaragdowej barwy zieleni. Oszałamiająca trylogia czasu zbliża się do swego finału. Na kartach tej ostatniej książki poznamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania już od tomu pierwszego. Autorka dała nam wgląd do wielu dokumentów zgromadzonych przez Strażników i pozwoliła snuć swoje wersje przyszłych wydarzeń w życiu Gwendolyn, jej przyjaciół, rodziny i wrogów.
Czy mieliście słuszność, możecie się przekonać tylko i wyłącznie sięgając po "Zieleń Szmaragdu".

Możliwość towarzyszenie Gwenny w jej licznych podróżach w przeszłość to pewność niezmarnowanej ani jednej sekundy czasu. W finałowej części nie zabraknie akcji, zbliża się bowiem wielkimi krokami spotkanie z hrabią de Saint Germain, który liczy na jak najszybsze zamknięcie kręgu. Choć ktoś czeka tylko na potknięcia bohaterów, nie zabraknie również tak rozbrajającego poczucia humoru, z którego znana jest ta seria. Liczne bale w przeszłości, lecz i wyjątkowe imprezy w teraźniejszości ujawnią wiele sekretów o których istnieniu nie podejrzewalibyście nigdy bohaterów. Najciekawsze jest jednak to, że wyjaśnienie zagadki było od samego początku na wyciągnięcie ręki.

NAJLEPSZA SERIA MŁODZIEŻOWA OSTATNICH LAT
Od pierwszego tomu jestem całkowicie oczarowana twórczością Kerstin Gier. Trylogia zdecydowanie dla wszystkich, bo jak sama autorka pisze: " uczucia są te same, czy ma się 14, czy 41 lat", a ja nie mogę zrobić nic więcej jak tylko się z nią zgodzić. Seria ta trafia u mnie do kanonu książek, które będę czytać wielokrotnie w całości i nigdy o nich nie zapomnę oraz zawsze polecać będę, gdy tylko ktoś spyta mnie o coś dobrego do poczytania. Jakże mogłoby być inaczej, kiedy powieść łączy w sobie wciągającą intrygę, przygodę, nieustającą akcję, piękną historię miłości oraz ratujacą od wszystkich smutków dawkę dobrego humoru ?
"Zieleń Szmaragu" to godne zwięczenie całej trylogii przy perfekcyjnym doprowadzeniu wszystkich wątków do końca, podarowaniu czytelnikowi uczucia satysfakcji z przebytej drogi w literackim świecie i pozostawieniu tych kilku malutkich tajemnic, które możemy rozwikłać już tylko sami. Strasznie trudno pożegnać się już z bohaterami tej serii. Dlatego podziękowanie dla wszystkich : Gwenny i Gideon, Paul i Lucy, Leslie i Xemerius, oraz wszystkim z rodów Montrose i de Villiers - za to że jesteście i zawsze będziecie czekać, gdy tylko znów otworzą się karty Trylogii Czasu.
Nie można zapomnieć o nieziemskich projektach okładek dla polskiej edycji, dzięki której to właśnie nasze wydanie tej serii jest niewątpliwie najpiękniejsze. Największe ukłony jednak w stronę autorki, to dzięki niej otworzył się przed nami świat podróżników w czasie.

Źródło : http://kessieandbooks.blogspot.com/2012/02/serce-z-marcepanu.html


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Umarłam z miłości do tej książki... No a teraz na poważnie ;]

„Właściwie to dziwne, że złamane serce w ogóle jeszcze może bić.”*

Gwen znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie i doskonale wie, że nie może się teraz poddawać, gdyż podstępny hrabia de Saint Germain nie tylko pragnie zamknąć Krąg Dwanaściorga, ale i prawdopodobnie ma wobec bohaterki wyjątkowe plany. Ale w tym momencie dla Gwen nie liczy się nic poza bólem, jaki wywołało poznanie prawdy o uczuciach Gideona. Albo raczej o ich braku. Nastolatka wypłakuje więc oczy i wisi na telefonie z przyjaciółką, gdyż to jedyne, co jej pozostało – oczywiście poza dramatycznym obmyślaniem swojego równie dramatycznego odejścia z tego świata z powodu złamanego serca. Lecz Leslie, jej najlepsza przyjaciółka, nie pozwala dziewczynie się poddawać. Nastolatki z pomocą małego, działającego na nerwy ducha-gargulca, decydują się dowiedzieć prawdy nie tylko o hrabim, ale także odkryć, kto jest zdrajcą ukrywającym się w szeregach Strażników. I przede wszystkim rozwiązać zagadkę chronografów oraz przepowiedni, w której Gwendolyn zajmuje szczególne miejsce…

Nie da się ukryć, że na trzeci, ostatni tom Trylogii Czasu czytelnicy czekają z wielką niecierpliwością. Historia w trzech aktach, którą stworzyła niemiecka pisarka, Kerstin Gier, oczarowała fanki na całym świecie i muszę przyznać z radością, że także znalazłam się w ich gronie. Powieść nie tylko mnie w sobie rozkochała, ale i doprowadziła do obłędnego zachwytu, którego nie potrafię okiełznać.

„- Gotowa? – wyszeptał.
- Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów (…)”**

Po raz kolejny wyruszamy w podróż z Gwendolyn i Gideonem, by odkryć prawdę o hrabim de Saint Germain. Niemniej jednak na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim emocje głównej bohaterki – jej rozpacz wkrada się w serce widza i wywołuje uczucia, jakich - mimo, iż się ich spodziewaliśmy - nie umiemy opanować. Narracja Gwen jest zabawna i wnikliwa, dziewczyna skrupulatnie przekazuje nam wszystkie poznane fakty, a przede wszystkim swoją determinacją motywuje i zmusza do pochylenia się nad tajemnicą ukrytą w przeszłości rodów Montrose i de Villiers.

Akcja powieści nie pozostawia nam wątpliwości – tu nie będzie czasu na odpoczynek i zaczerpnięcie oddechu, kiedy tak wiele sekretów czeka na swoje rozwiązanie. Czytelnik, porwany w wir wydarzeń, nawet nie zauważy upływającego czasu, gdy pochłonie go zgrabna opowieść Gwendolyn. Intrygi uknute przez bohaterów, ich niepewności, strach i pragnienia uderzają w widza z ogromną mocą i nawet po skończeniu lektury na długo pozostaną w nas, nie pozwalając uspokoić szybszego bicia serca.

Ostatnia część serii pełna jest niesamowitego humoru, więc czytając przemyślenia Gwen i widząc świat jej oczami, mimowolnie chichotałam pod nosem niczym mała dziewczynka. Tak, Zieleń Szmaragdu to ogromna dawka dobrego samopoczucia, która gwarantuje silne emocje przyspieszające oddech oraz niespodziewane, pełne napięcia podróże w przeszłość razem z bohaterami. Byłam tam – razem z Gwen – obserwując świat minionych stuleci. Widziałam zielone oczy Gideona i wzdychałam do niego z zachwytu. I właśnie to sprawia, że powieść pani Gier jest niesamowita, bo pozwala nam wczuć się w położenia ulubionych postaci, niezaprzeczalnie przyciągając widza niczym magnes.

Moja miłość do Zieleni Szmaragdu jest wręcz nie do opisania nawet przy najwyższej ocenie 6/6. Ci, którzy mają już za sobą dwa poprzednie tomy, nie potrzebują mojej rekomendacji – i tak sięgniecie po dzieło Kerstin Gier. Moje słowa natomiast skieruję do czytelników, którzy serii nie poznali – nie marnujcie ani chwili! Trylogia Czasu to nie tylko najpiękniejsze okładki książkowe na świecie, to przede wszystkim jedna z najwspanialszych serii, jaką miałam okazję przeczytać! I choć po skończonej lekturze poczułam przygnębienie, że to już ostatni tom, to tak naprawdę wiem, iż nie jest to koniec moich przygód z Gwen i Gideonem: oboje zamieszkali w mojej wyobraźni, i to tam właśnie pielęgnowana i wciąż żywa będzie ich historia!

* cytat z Zieleń Szmaragdu, str. 16.
** cytat z Zieleń Szmaragdu, str. 228.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: 03 lutego, 2012

Gwendolyn jest rubinem, ostatnim, który zamyka Krąg Dwanaściorga. Po ucieczce Paula i Lucy to na niej i na Gideonie leży zadanie odnalezienia wszystkich podróżników w czasie i zebranie od nich na nowo krwi, by zamknąć Krąg. Podczas podróż dowiadują się faktów, które ich zaskakują, z których muszą wybrać prawdziwe i postąpić najwłaściwiej.


Gwen przeżywa koszmarne czasy po rozstaniu się ze swoją miłością. Na dodatek teraz sama próbuje dowieść prawdy, która może zmienić świat i którą to ona musi znać. W skokach do przeszłości spotyka się z dziadkiem, który pomaga obmyślić jej plan postępowania. W teraźniejszości pomaga jej przyjaciółka Leslie. Czy uda jej się dowieść prawdy i postąpić właściwie? Tego musicie się dowiedzieć sami, ale jedno zdradzę zakończenie zaskoczy każdego czytelnika.


,,Zieleń szmaragdu" to ostatnie spotkanie z ,,Trylogią czasu", ostatnie, więc dla mnie i najsmutniejsze. Podróżując z Gideonem i Gwendolyn, po kartkach książek, to niesamowicie spędzony czas między różnymi wiekami.


,,Zieleń szmaragdu" jak i pozostałe części ma przepiękną okładkę, które cieszą oko czytelnika, kiedy się na nią patrzy. Osoba tworząca okładki może śmiało czuć, że stworzyła arcydzieło.


Od pierwszego tomu książki bardzo mnie wciągnęły. Książka napisana jest łatwym i prostym w odbiorze językiem. Czyta ją się w błyskawicznym czasie, może akurat ta cecha jest wadą, gdyż seria liczy tylko trzy tomy i w bardzo szybkim czasie skończymy przygodę z bohaterami, niesamowitą i wciągającą przygodę.


Na półkach: Chcę przeczytać

jedna z piękniejszych okładek jakie kiedykolwiek widziałam..


Przeczytana: marzec, 2012

Na początek powiem , że każda część tej trylogii ma piękną oprawę . Chyba najładniejszą ze wszystkich pozycji jakie czytałam ! Tak , wiem , że nie powinno się oceniać książek po okładce , ale w tym przypadku , one aż przyciągają i zapraszają czytelnika do wzięcia je w swoje łapki .

„Właściwie to dziwne, że złamane serce w ogóle jeszcze może bić”

"Zieleń Szmaragdu" to ostatnia część "Trylogii Czasu" . Ma ona 454 strony , więc całkiem sporo . Dzięki temu mogliśmy przeciągać pożegnanie z bohaterami , które niestety miało wkrótce nadejść . Co mogę powiedzieć o tym tomie ? Bardzo mi się podobał . "Błękit Szafiru" autorka zakończyła tak "bezlitośnie" , że ze zniecierpliwieniem czekałam na kontynuację !

„Zostańmy przyjaciółmi - ten tekst to już doprawdy był szczyt. Na pewno za każdym razem gdy ktoś wypowiada te słowa, gdzieś na świecie umiera jedna nimfa.”

Może od początku domyślałam się jako to jest między Gideonem a Gwendolyn , ale i tak nie mogłam się doczekać kiedy to wszystko co między nimi zaszło się wyjaśni . Ogromnym plusem dla autorki było to , że aż dwukrotnie mnie zaskoczyła , co nie jest takie proste . Genialne były te wątki z hrabią i rodzicami Gwenny . Za to duży + !! Jednym z moich ulubionych bohaterów jest Xemerius . Ten mały demon jest niesamowity . Wiele razy wybuchałam niepohamowanym śmiechem spowodowanym jego uszczypliwymi uwagami .

Bardzo żałuję , że to już moje ostatnie spotkanie z Gwenny i Gideonem . Zakończenie było trochę dziwne jak dla mnie .. takie .. hmm .. dziwne ; ) - nie mogę tego inaczej określić . Chciałabym się dowiedzieć co działo się potem , bo Pani Gier zakończyła "Zieleń Szmaragdu" tak , jakby kończyła pisać tylko pośrednią część , a nie całą serię , co mnie nieco zdenerwowało . Jednak polecam "Trylogię Czasu" każdemu . Mi bardzo przypadła do gustu . Można tu znaleźć wszystko : oryginalność , zabawne momenty , miłość , tajemnicę , przygodę . Z czystym serduszkiem polecam tą pozycję miłośnikom takich lektur ! ♥

„... W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału. Chodzi o materiał bardziej znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. Wykonany wegług tajnej receptury. Marcepan!”


Przeczytana: 04 lutego, 2012

Kroniki Stażników
Luty 2012

Hasło dnia : "Odpłynęłam... Nic więcej nie wiem, nic więcej nie chcę wiedzieć."

Miałam zamiar rozłożyć sobie lekturę na cały weekend, ale gdy wieczorem wzięłam ją do ręki wszystko inne przestało mieć znaczenie- poddałam się sześciogodzinnej elapsji.
Do teraźniejszości powróciłam nad ranem zadowolona i pełna podziwu. Ta pogmatwana układanka idealnie złożyła się w całość.
Podczas tej podróży, w którą zabrała mnie Pani K. Gier razem z Rubinem i Diamentem miałam okazję podziwiać mnóstwo wspaniałych akcji, pięknie wymyślone sceny, doskonałe poczucie humoru, dialogi na najwyższym poziomie oraz bohaterów, których kocha się bez żadnych zastrzeżeń (mówię tu zarówno o bohaterach pozytywnych, jak i negatywnych).

Szkoda, że to już koniec. Po raz pierwszy przeczytałam nawet podziękowania - warto było!!! :) Ten cykl pozostanie w moim sercu na zawsze.
Autorce oraz bohaterom dziękuję za to, że od dziś MOJE SERCE JEST Z MARCEPANU !!! :)

Bezapelacyjnie 10/10 !!!

Raport: olcik_81, Krąg Wewnętrzny


Na półkach: Przeczytane, Zrecenzowane, 2012

Witajcie, po raz trzeci już, w znanym tylko nielicznym wtajemniczonym świecie podróży w przeszłość. Ale uważajcie- tym razem nie będzie tak bezpiecznie jak poprzednio. To już nie jest tylko szlachetne wypełnianie obowiązku w służbie ludzkości, poddawanie się elapsji do niezagrożonych miejsc i posłuszne wypełnianie poleceń hrabiego. Bo owa pozytywna otoczka pękła niczym bańka mydlana, a pozostała nie tak znowu kolorowa rzeczywistość, której musicie stawić czoła. W chwili, gdy do wczytania do chronografu pozostanie krew tylko dwojga podróżników w czasie, zacznie się gra. Gra na śmierć i życie, bo gdy mamy do czynienia z tak potężnymi i niewahającymi się przed niczym ludźmi, jedna strona musi ponieść klęskę. Katastrofalną w skutkach.

Gdy widzieliśmy się z Gwendolyn i Gideonem po raz ostatni, nie były to szczególnie przyjemne okoliczności. Pożegnaliśmy bohaterów z bólem w sercu, patrząc na cierpienie ich obojga. Pewnie gdyby Gwen była zwyczajną dziewczyną, mogłaby w samotności lub towarzystwie najlepszej przyjaciółki rozpatrywać swoje smutki. Ale ponieważ jest podróżniczką w czasie, od której zależą losy ludzkości, nie może sobie pozwolić na odczuwanie słabości. Zamiast tego musi wziąć się w garść i obmyślić plan dalszego postępowania. W końcu pozostało jeszcze tyle tajemnic do rozwikłania! Co się obecnie dzieje z zaginionym chronografem? Dlaczego Lucy i Paul ukradli drogocenne urządzenie i uniknęli konsekwencji salwując się ucieczką? Jakie są prawdziwe intencje hrabiego de Saint Germain? A przede wszystkim: jakie będzie zakończenie przygód Gwendolyn i Gideona?

„Zieleń szmaragdu” to trzecia i niestety ostatnia część Trylogii Czasu autorstwa niemieckiej pisarki Kerstin Gier, która przyniosła jej wielką popularność, gdyż przygody dwojga nastolatków odniosły ogromny sukces i stały się prawdziwym bestsellerem. Trudno się temu dziwić, w końcu Gier stworzyła niezwykłą historię z oryginalnym wątkiem podróży w czasie. Nie zabraknie tutaj oczywiście uczucia pomiędzy dwojgiem bohaterom, ale czy przetrwa ono wszystkie niespodzianki jakie szykuje mu los? Musicie przekonać się sami.

Na 450 stronach autorka stopniowo odkrywa karty i logicznie wyjaśnia wszystkie tajemnice za co należą się jej brawa, nie jest to bowiem łatwe zadanie, gdy trzeba odnaleźć się we wszystkich wątkach na przestrzeni wieków i przedstawić je w sposób dający czytelnikowi satysfakcję. Kerstin Gier się to jednak udało, nie dopatrzyłam się żadnych błędów w chronologii, wszystko jest dokładnie tak, jak być powinno. A zakończenie jest wielką niespodzianką – pod koniec byłam trochę rozczarowana, ponieważ wydawało mi się, że domyśliłam się co się za chwilę stanie, jednak zaraz potem musiałam zmienić zdanie, gdyż było zupełnie inaczej. Gwarantuję Wam, że będziecie zdumieni tym, co przygotowała dla czytelnika pisarka.

Jeśli chodzi o bohaterów, w „Zieleni Szmaragdu” spotykamy tych samych co w poprzednich częściach. Tak więc główne postaci jakimi są Gwen i Gideon, a także te mniej znaczące albo raczej rzadziej się pojawiające, bo przecież bez nich nie byłoby tej historii. Pozytywnym aspektem był w powieści Xemerius, czyli duszek, a właściwie złośliwy demon na każdym kroku towarzyszący Gwendolyn i komentujący każde jej posunięcie, co było niekiedy bardzo zabawne, jego uwagi odegrały niemałą rolę w tworzeniu atmosfery „Zieleni”. Początkowo, czyli przy lekturze poprzednich części, nie rozumiałam zachwytów nad Gideonem ze strony czytelniczek, jak dla mnie był zbyt wyniosły i arogancki, nie do końca wierzyłam w szczerość jego uczuć w stosunku do Gwen. Jednak w ostatniej część Trylogii Czasu moje wyobrażenia na temat chłopaka znacznie się zmieniły, polubiłam go bardzo, pewnie dlatego, że był bardziej uczuciowy i pokazał jasne strony swego charakteru, dotąd raczej ukrywane pod płaszczykiem arogancji i obojętności. Z całego serca kibicowałam więc miłości jego i Gwendolyn, ale czy koniec końców będą razem, czy może nie jestem im pisane szczęśliwe zakończenie? Tego Wam nie zdradzę.

Mimo że książka jest większa objętościowo od poprzednich części i troszkę stron można by jej moim zdaniem ująć bez straty dla fabuły, to w dalszym ciągu czyta się bardzo przyjemnie, Kerstin Gier potrafi czarować słowo pisane. Język jest przystępny, bez skomplikowanych słów i górnolotnych sformułowań, ale tak niepodobny do większości obecnej literatury: powiedziałabym, że zadowoli wymagającego czytelnika. Opisy tak splatają się z akcją, że nie nużą, a wzajemnie się z nią uzupełniają.

„Zieleń szmaragdu” to według mnie najlepsza część Trylogii Czasu, lektura obowiązkowa dla fanów pisarki spragnionych dalszego ciągu przygód Gwendolyn i Gideona oraz ostatecznego rozwiązania wszelkich tajemnic. Plejada barwnych postaci i oryginalna fabuła tworzą nieprzeciętną historię opisaną w świetny sposób. Może czasem zbyt rozwleczoną, ale przynajmniej dłużej możemy się nią delektować. Polecam!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 25 grudnia, 2011

Aaaaaaaa! Czekałam na tę książkę z obsesją wręcz. Nie zawiodłam się ani trochę. Znów świetna dawka humoru, nieprzewidywalne (naprawdę!) zwroty akcji. Wszystko idzie nie w tą stronę co myślisz, nagle wywraca się do góry nogami i patrzysz na stronę z myślą: 'O co chodzi?'. Po przeczytaniu tej części stwierdzam, że Kerstin Gier to geniusz, a po ostatnich słowach epilogu, to już naprawdę. I muszę się przyznać, że w końcu polubiłam Gideona. Hmm... Ostatnio robię się coraz mniej krytyczna. Dziwne... ;)
Ale nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Gdy przewróciłam ostatnią kartkę, nie dowierzałam, gdy ujrzałam obwolutę. To było takie... dołujące. Aczkolwiek wydaje mi się, że bez sensu teraz byłoby, gdyby z trylogii zrobiło się pięć tomów, czy coś.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 28 kwietnia, 2012

Och, szkoda, że to już ostatnia część! Chociaż z drugiej strony, o czym można by było jeszcze napisać o Gwen i Gideonie, gdy wszystkie tajemnice zostały wyjaśnione.. ? "Zieleń szmaragdu" jest zdecydowanie moim ulubionym tomem Trylogii Czasu. Uczucia, które towarzyszyły mi przy czytaniu tej książki były rozmaite, począwszy od śmiechu, skończywszy na wzruszeniu. Ogólnie rzecz ujmując "Zieleń szmaragdu" jest świetna i zaskakująca. Kerstin Gier jest świetną autorką, która pokazała, że kolejne części wcale nie muszą być gorsze, tylko wręcz przeciwnie. Przeczytałaś/eś poprzednie części Trylogii Czasu? Koniecznie sięgnij po trzecią część, gdyż naprawdę warto.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 20 marca, 2012

7 godzin, tylko tyle czasu zajęło mi przeczytanie tej fenomenalnej książki. Przez cały czas historia jest przesiąknięta akcjom i tajemnicami, które po potrafią nieźle zaskoczyć. Jak na przykład to kim jest Hrabia, czy co się stanie gdy krew wszystkich podróżników zostanie zapisana. Cieszę się też że polubiłam Gideona, choć na począdku nie przepadałam za nim ani troszkę.
Ta książka jest najlepszym zakończeniem tej trylogii, choć w głębi duszy mam nadzieje, że autorka postanowi coś jeszcze napisać na temat Gwenny.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 22 lutego, 2012

Ksiazka bedzie dostepna w Polsce od polowy lutego! :)
Doskonale poleczenie przyjemnej, lekkiej lektury, ktora wciaga od pierwszego rozdzilu i przepieknej okladki!
Jak widac na (nie)szczescie da sie napisac bestseller bez aniolow, wampirow, wilkolakow :)
Książkę tę można podsumować jednym zdaniem - miałam serce z marcepanu pochłaniając stronę po stronie i żałuję, że to już koniec...Teraz pozostaje nam tylko czekać, aż ktoś wykupi prawa do Trylogii Czasu i liczyć na to, że nie zepsują jej na wielkim ekranie


Książka wspaniała, tak jak poprzedzające ją części. Wszystkie wątki zostały zakończone, a tajemnice rozwikłane. Trochę żal czytelnikowi, że nie będzie następnych części, ponieważ zakończenie samo się o to prosi, ale nic więcej co do tego zdradzać nie będę. Myślę, że z ręką na sercu mogę powiedzieć: Zieleń Szmaragdu to na prawdę wyjątkowa książka, a kto się nie zapozna z Trylogią Czasu dużo straci.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 05 marca, 2012

Skończone dokładnie o 1:15 :D Jedna z najlepszych jakie czytałam w ostatnim czasie. Żałuje że końcówka troszkę uboga ale całość powala :D


Na półkach: Chcę przeczytać

Okładki do tej trylogii są najlepsze jakie kiedykolwiek widziałem :)


Przeczytana: 31 marca, 2012

„O podróżach w czasie i sercu z marcepanu”

„Trylogia Czasu” to najnowszy fenomen na naszym rynku. Nic dziwnego, że sprzedaje się jak świeże bułeczki nie tylko w Niemczech, lecz i na całym świecie, a na portalach internetowych i forach pojawiają się prawie same pozytywne opnie (zawsze trafi się ktoś, komu coś się nie spodoba, ale pamiętajmy, że wyjątki potwierdzają regułę).
Bardzo ciężko oprzeć się urokowi tej trylogii, a kiedy rozpocznie się już przygoda, naprawdę ciężko jest się jej oprzeć, czego mam nadzieję, nie tylko ja jestem najlepszym przykładem.
Jej autorka, Kerstin Gier, to niemiecka pisarka powieści dla kobiet i młodzieży. W Polsce, oprócz „Trylogii Czasu” („Czerwień Rubinu”, :Błękit Szafiru” oraz „Zieleń Szmaragdu”), jest znana z „Z Deszczu Pod Rynnę”, a wkrótce ukaże się także jej kolejna książka pt.„Kasa, Forsa, Szmal”.
Gwen jest podróżniczką w czasie.
Której ktoś złamał serce.
A co robi dziewczyna, której ktoś złamał serce? Gada z najlepszą przyjaciółką przez telefon, dopóki siła wyższa w postaci rozładowanej baterii komórki, nie każe jej przestać.
Dziewczyna ma niemały mętlik w głowie, bowiem sama już nie wie, komu ufać. Teoria Lucy i Paula wydaje się być coraz bardziej przekonująca, a hrabia de Saint German bardziej złowieszczy i o mniej przyjaznych zamiarach niż na początku, kiedy nie wydawało się, że nie ma ich wcale.
Więcej nie zdradzę, bo to mogłoby wam tylko popsuć całą zabawę. Możecie mi wierzyć bądź nie, ale tak będzie najlepiej.
Gdy skończyłam część drugą nie mogłam doczekać się kolejnej. Teraz mogę z dumą oznajmić, że każda sekunda oczekiwania była tego warta. Bo „Zieleń Szmaragdu była naprawdę niesamowita!
Gwendolyn, jako jedna z niewielu żeńskich bohaterek książek młodzieżowych, nie denerwowała mnie ani przez sekundę w ciągu całej mojej przygody z „Trylogią Czasu”, bowiem to zdarza się naprawdę rzadko – nawet Clary z „Darów Anioła” robiła to przynajmniej raz na dwadzieścia stron. Gwen była taka młodzieńcza i taka realistyczna, że gdy płakała, miałam ochotę robić to razem z nią. Jednak powstrzymywała mnie myśl, że każda łza to kilka sekund opóźnienia w czytaniu, a ja wręcz musiałam wiedzieć, co będzie dalej. Przerwania lektury bym przecież nie zniosła!
Xemerius był także cudowny. Jego zabawne komentarze umilały mi niezwykle i tak miłą lekturę („Cmok, cmok, wielki smok”). Powinien dostać nagrodę na najlepszego ducha demona-gargulca na świecie!
Gideon wciąż mnie zachwycał, mimo, iż zrobił to, co zrobił. Nie miałam mu nawet za złe, że w jego obecności Gwen miękły kolana! Jego postawa, wygląd, deska do prasowania obok fortepianu i słowa sprawiały, że nie tylko główna bohaterka rumieniła się jak burak, gdy się pojawiał. Wprost szczerzyłam się jak głupia do książki, gdy tylko się pojawiał, a że robił to dość często, musiało to głupio wyglądać.
Ponadto bardzo polubiłam Rachela i jeszcze bardziej Leslie. Nawet pokochałam złowieszczego hrabiego! Ta pisarka potrafiłaby sprawić, że polubiłabym nawet bazyliszka! Jej styl jest niesłychanie lekki i młodzieńczy. Pomysły też ma niebanalne, przez co nie można oderwać się od jej książek.
Pani Gier wykazała się niezwykłą kreatywnością, bowiem ta książka zaskakiwała mnie na całej linii frontu. Nie dość, że stworzyła tak cudownych bohaterów, to jeszcze świetną i ciekawą fabułę. Żeby tego było mało przedstawiła to wszystko niezwykle zabawnie i młodzieżowo. To prawdziwy majstersztyk! Nic dziwnego, że książki tej autorki są tak popularne!
Akcja pędzi jak szalona, a z każdą chwilą dowiadujemy się jeszcze więcej. Książka opisuje zaledwie kilka dni z życia podróżniczki w czasie, a jest ciekawsza, niż wszystkie siedem lat z życia Harry’ego Pottera! W dodatku niesamowicie wciąga! Przez nią straciłam zdolność wysławiania się, a niestety, akurat po tej lekturze muszę odreagować w postaci szalonego gadania na prawo i lewo, jak nigdy dotąd! Nawet „Insygnia Śmierci” nie odjęły mi tak mowy, jak „Zieleń Szmaragdu”!


Zakończenie także bardzo mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się, że tak niektóre sprawy będą wyglądać. Mimo, iż dowiedziałam się wiele, to pani Gier nie zaspokoiła mojej ciekawości do końca, za co jestem jej dozgonnie wdzięczna. Tych kilka spraw, które pozostały do wyjaśnienia, nadają tej historii nutkę tajemniczości i sprawią, że zapamiętam tę książkę do końca życia!

10/10


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Chyba wszyscy, przeczytawszy poprzednie części trylogii czasu, wyczekiwali ze zniecierpliwieniem na ostatnią część. Ta niezwykle romantyczna powieść o podróżach w czasie wciąga niesamowicie już od pierwszego momentu. Pochłania się ją wręcz za szybko, a gdy dochodzi się do ostatniej strony, jedyne myśli to "Jak to, tak szybko?". Ja pragnę jeszcze więcej, pragnę kolejnej części, więcej Gideona, więcej podróży do Wiktoriańskiej Anglii, więcej tych nieszczęśliwych związków i pięknych sukien.

Pani Kerstin Gier doskonale wykreowała i przemyślała świat przedstawiony nam w trylogii. Był skomplikowany, ale tak podany, aby czytelnicy zrozumieli przesłanie. Bardzo dobrze skonstruowany był wątek podróży w czasie. Niewiele osób ma odwagę poruszyć ten temat, gdyż jest niezrozumiały oraz trudno utrzymać w nim chronologię. Autorka jedna spisała się znakomicie i bez problemy wymknęła się z tych problemów, podsuwając nam logiczne oraz jasne rozwiązania.
Dodatkowo, przy podróżach w czasie, warto wspomnieć o wiedzy historycznej oraz postaciach, które żyły w rzeczywistości. Oczywiście wiele wydarzeń jest fikcją, jednak takie osoby jak na przykład słynny hrabia de Saint Germain, miały odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dzięki takim właśnie postaciom książka nabierała charakteru tajemniczości, a niekiedy nawet grozy.

Nie tylko genialnie wykreowany świat sprawia na czytelnikach wrażenie, ale również postacie. Arogancki i zarozumiały Gideon potrafi zaskarbić sobie serce każdej kobiety, a delikatna, niekiedy naiwna, ale i pełna temperamentu Gwendolyn, stanowią niesamowitą mieszankę wybuchową, która tylko czeka na kolejny wybuch. Z kolei jasno myśląca, kochająca wszelkie zagadki i oddana przyjaciółce Leslie, zawsze znajdzie rozwiązanie. Jednak i tak najbardziej "rozbrajającą" i niezwykłą postaciom jest Xemerius. Ten duch, demon, kot, czy kim on jeszcze nie mógłby być, potrafi rozładować każdą sytuację i wywołuje uśmiech czytelnika. Z taką gromadkę nietrudno stracić poczucie czasu i oddalić się od spraw przyziemnych. Każdy z nas chciałby mieć takich właśnie przyjaciół.

"Choć w teraźniejszości to, co przeszłe, już się wydarzyło, należy zachować wszelką ostrożność, aby nie zagrozić teraźniejszości przeszłością, jak się to obecnie dzieje"

Kolejną sprawą jest język, którym posługuje się pani Gier. Jest on bardzo zrozumiały i prosty w odbiorze, przez co lekturę bardzo szybko się czyta, powiedziałabym nawet połyka. Wstrząsająca prawda, zwroty akcji, oraz wszelkie zaskakujące momenty, również nie są obce autorce. W tym wypadku również spisała się mistrzowsko, chociaż muszę przyznać, że nie zawsze byłam zaskoczona. Chyba jest tylko jedna rzecz do której mogę się przyczepić. Powiem tylko: Wieczność jest przereklamowana.

Tak więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Trylogia Czasu ląduje na półkę z napisem: Ulubione. Niesamowita, tajemnicza, romantyczna. Jak najbardziej moje klimaty. Do tego urok Gideona, który już na stałe zagościł w moim sercu, zaraz koło D'Artagnana, który do tej pory był moim numerem jeden. Naprawdę wczułam się w klimat książki i ciąg wydarzeń. Bardzo dziękuję pani Gier, że wykreowała tak wspaniałą książkę i bardzo cieszę się, że mogłam ją przeczytać.
Na koniec dodam jeszcze, że nie wszystkie tajemnice znalazły swoje rozwiązanie.. czy to może oznaczać, że autorka zaszczyci nas jeszcze jakąś kontynuacją? Mam wielką nadzieję! :)


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Po wspaniałej "Czerwieni rubinu" i równie niesamowitym "Błękicie szafiru" nadszedł czas na "Zieleń szmaragdu"!
W ostatniej części pożegnaliśmy się z Gwen w wyjątkowo smutnym
nastroju, dziewczyna bowiem ma złamane serce. Na tygodniowe rozpaczanie nie może sobie jednak pozwolić, musi wziąć się w garść bo przed nią dużo wyzwań. W trzeciej części Trylogii Czasu Gwendolyn musi stawić czoła nowym trudnościom. Hrabia de Saint Germain pragnie władzy i nieśmiertelności, knuje coraz to nowe intrygi i podstępy oraz chce doprowadzić do jak najszybszego zamknięcia kręgu dwanaściorga. Czy Gwendolyn razem z przyjaciółką i Gideonem rozwiążą zagadkę chronografu? Jaki sekret kryje hrabia ? Co mogą oznaczać przepowiednie, które tyczą się przede wszystkim rubinu ?
Odpowiedzi znajdziecie w książce, którą pokochałam dosłownie "od pierwszego wejrzenia".

„Właściwie to dziwne, że złamane serce w ogóle jeszcze może bić”

"Zieleń szmaragdu" jest chyba jeszcze lepsza od poprzednich części, o ile to w ogóle możliwe. Utwierdziłam się w przekonaniu, że Trylogia Czasu to zdecydowanie moja ulubiona seria. Podczas czytania, minęły godziny, a ja i tak nie zauważyłam upływającego czasu. Kompletnie wciągnęłam się w tą powieść i nie mogłam oderwać oczu od kartek. Akcja jest dynamiczna, a czytelnik nie ma chwili odpoczynku bo ciągle coś się dzieje.

„... W rzeczywistości serca są zrobione z całkiem innego materiału.
Chodzi o materiał bardziej znacznie bardziej plastyczny i nietłukący, który zawsze odzyskuje swój pierwotny kształt. Wykonany według tajnej receptury. Marcepan!”

Nie mogę uwierzyć, że to koniec tej trylogii, chciałabym czytać i czytać dalej o losach Gwen i Gideona, których z całego serca pokochałam. Keristin Gier, napisała fantastyczną powieść, w której nie zabrakło dużej dawki humoru, błyskotliwych dialogów i ciętych ripost wspaniałej Gwen. Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni kontynuacją Trylogii Czasu. Mogę jeszcze dodać, że będę strasznie tęsknić za Gwen ,Gideonem, Leslie i oczywiście nie mogłam pominąć Xemeriusa, który potrafił rozbawić mnie do łez swoimi przemyśleniami. Na pewno szybko wrócę do tej serii. Mam też nadzieję, że pani Gier napisze kolejną cudowną serię, która tak bardzo mi się spodoba jak ta, tylko jeśli można to bym poprosiła taką na 10 tomów (oczywiście utrzymanej na wysokim poziomie) żebym nie musiała się martwić, że tak szybko ją skończę. :)

Podsumowując polecam ją KAŻDEMU, jest ona tak niesamowita, że nadal moje serce bije zdecydowanie za szybko chociaż przeczytałam godzinę temu, a moje emocje nadal nie opadły. Może żeby tak nie słodzić to jakiś minus bym znalazła? Jest jeden, otóż Trylogia Czasu jest dla mnie za krótka, chociaż może to i dobrze, że autorka na siłę niczego nie wymyślała.. W każdym bądź razie jestem zachwycona, sięgnę po nią nie raz i nie będę już nic więcej pisać bo słowa i tak nie są w stanie opisać mojej miłości do niej! :)

Jednym słowem: Polecam!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2012
Przeczytana: 04 maja, 2012

Jest to najlepsza część z całej trylogii czasu. Kerstin Gier przeszła samą siebie. Podczas czytania poprzednich części obawiałam się, że autorka może nie być w stanie utrzymać tak wysokiego poziomu. Spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie, gdy okazało się, że pani Gier nie tylko trzyma poziom, ale stale go podwyższa. W powieści aż gęsto od wydarzeń. Akcja ani na chwilę nie ustaje. Treść książki nie nudzi. Na końcu powieść wręcz wsysa (nie, to nie jest odpowiednie słowo. nie ma słowa, które w pełni oddałoby uczucie jakie towarzyszy podczas zagłębiania się w przygody bohaterów). Nie da się ukryć, że Gideon zachował się jak świnia, lecz nawet pomimo tego działa na mnie jak magnes. Jest niezwykle pociągający. Uwielbiam go. Cała trylogia jest z pewnością jedną z moich ulubionych (o ile nie jest ulubioną). Bardzo, bardzo polecam ! :D


Przeczytana: 23 lutego, 2012

Hmmmm..... w sumie nie wiem co napisać, najlepszym rozwiązaniem byłoby coś w rodzaju wykrzykiwania "aaaaaaaaaaaaaa" nie ma lepszej książki, dlaczego ona już się skończyła?!! Poprzestanę jednak na tym, że zagadki, wartka akcja, ogromne poczucie humoru i sprawy sercowe przeplatają się w tej książce tak, że czytelnik nie może się od niej oderwać. Ba! Kompletnie tego nie chce. Wczoraj po zakupieniu jej w Empiku zostałam do niej przykuta przez moją nienasyconą ciekawość i pewnie siedziałabym z nią do rana, gdyby nie moje oczy, które same się zamknęły. Opowieść naprawdę "wsysa", więc polecam ją czytać w wolny weeekend, chyba że chcecie się na coś spóźnić lub zawalić (np. sprawdzian).