Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ziemia, powietrze, ogień i… budyń

Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Cykl: J.W. Wells & Co (tom 3)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
6,13 (107 ocen i 26 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
3
8
12
7
21
6
32
5
16
4
7
3
6
2
4
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Earth, air, fire and custard
data wydania
ISBN
9788376488479
liczba stron
416
język
polski
dodała
Ag2S

Napisane z niezwykłym polotem, niespotykanie zwariowane, skrzące się dowcipem... J. W. Wells to z pozoru poważne przedsiębiorstwo, tak naprawdę jednak firma, która wypłaca Paulowi Carpenterowi pensję, jest nadzwyczaj złowrogą organizacją z niezmiernie dziwacznym kierownictwem. Paul już myślał, że zaczyna się orientować w sytuacji (zwłaszcza kiedy zakochał się bez pamięci w swojej...

Napisane z niezwykłym polotem, niespotykanie zwariowane, skrzące się dowcipem...

J. W. Wells to z pozoru poważne przedsiębiorstwo, tak naprawdę jednak firma, która wypłaca Paulowi Carpenterowi pensję, jest nadzwyczaj złowrogą organizacją z niezmiernie dziwacznym kierownictwem.
Paul już myślał, że zaczyna się orientować w sytuacji (zwłaszcza kiedy zakochał się bez pamięci w swojej niewytłumaczalnie ponętnej koleżance Sophie), ale gdy pracuje się w J. W. Wells, śmierć zawsze jest tuż, w odróżnieniu od wiecznie nieobecnego zszywacza. Nasz zakochany na śmierć bohater wkrótce odkryje, że w oku obserwatora jest nie piękno, lecz budyń. I że strasznie piecze.
Niesłychanie zabawne opowieści fantastyczne Toma Holta zaludnione są przez złe gobliny, irytujące duszki i ludzi takich jak my. Sęk w tym, że nie zawsze da się poznać, kto jest kim.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2011

źródło okładki: http://www.proszynski.pl/Ziemia__powietrze__ogien_...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 888
Alannada | 2011-09-29
Na półkach: Przeczytane

Sporo się ostatnio mówi o Tomie Holcie, przyrównuje się go do Terr'ego Pratchetta i ogólnie wychwala pod niebiosa. Wiedziona zwykłą niezdrową ciekawością sięgnęłam po jedną z jego książek, żeby przekonać się na własnej skórze jak jest naprawdę.
Pozycja, którą trzymam w ręku nosi nieco barokowy tytuł Ziemia, powietrze, ogień i... budyń. Ukazała się w sierpniu bieżącego roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Na początku czytelnik poznaje Paula Carpentera, znanego także jako Łajza. Paul, goszcząc u siebie swego ojca chrzestnego, opowiedział dość niecodzienną historię streszczając dziewięć miesięcy (i dwa poprzednie tomy cyklu) swojej pracy w - zdawać by się mogło - całkiem normalnej angielskiej firmie.
Firma ta - okazało się - do zwyczajnych nie należała. O jej niecodzienności możemy przekonać się już w następnym rozdziale, gdzie drobiazgowo opisano nam zwykły dzień z życia Paula - od umizgów goblińskiej recepcjonistki do liczenia aniołów na główce szpilki. Główny bohater nie potrafił odnaleźć się w swojej pracy, wszystko było dla niego straszne i niezrozumiałe. Niestety, nie mógł porzucić swego stanowiska w firmie ponieważ został do niej sprzedany przez kochających rodziców, którzy po transakcji wyemigrowali na Florydę.
Życie Paula nie należało do szczególnie udanych - między innymi z powodu elfiej kierowniczki działu PR i mediów, która odebrała jego ukochanej Sophie wszystkie ciepłe uczucia do niego (zdarzenie miało miejsce we wcześniejszym tomie przygód Paula). Nieszczęsny bohater - wierząc, że magia pomoże mu w zwalczeniu jego nadmiernej kochliwości - uwarzył więc eliksir anty-miłosny. Właśnie od tego zdarzenia zaczęło się robić ciekawiej, szczególnie kiedy Paul został ojcem chrzestnym goblińskiego dziecka i został zabity na chrzcinach przez swoją - jakże liczną – rodzinkę.
Po szczęśliwym, acz nieoczekiwanym, powrocie do życia za pomocą przenośnych drzwi ACME nasz bohater – z pomocą nowego kierownika działu PR i mediów – postanowił zmienić tożsamość. W krótkim czasie zaistniał jako Phil Marlow, przystojny i otwarty asystent wcześniej wspomnianego kierownika. W tej postaci został wrobiony w morderstwo Ricky'ego Wurmtotera i zmuszony do ucieczki w inny wymiar.
Mimo ciekawej fabuły i wartkiej akcji powieść pozostawiła mnie z uczuciem niedosytu. Czegoś mi w niej brakowało, może to główny bohater był zbyt nieciekawy... Samo uparte wracanie do Sophie i ich relacji męczyło mnie od kiedy przeczytałam o tym po raz trzeci.
Bardzo często postacie antybohaterów mogą budzić - i budzą - sympatię czytelnika, bo odbiorca chętniej się z nimi utożsamia. Zjawisko to w przypadku Paula i mnie nie zaszło, jego nieporadność najczęściej mnie nużyła.
Przez większość książki nie bardzo wiedziałam, co się dzieje - tak jak i główny bohater. Na szczęście po śmierci Ricky'ego zrobiło się bardzo ciekawie, co więcej, Paul i czytelnik zaczął zbierać coraz więcej informacji istotnych dla zrozumienia, w co właściwie wplątał się nieszczęsny pan Carpenter.
Ciekawą instytucją jest firma oferująca usługi magiczne, tym bardziej, że możemy poznać jej działanie i strukturę od wewnątrz. Jednak w trakcie czytania możemy często – jak Paul – zachodzić w głowę jak owa placówka świadczy owe usługi. Bo choć działania profesora Van Spee zdają się mieć choć cień sensu, to już praca w dziale PR i mediów jest zdecydowanie zbyt dziwna.
Cała fabuła jest urozmaicona przeróżnymi zabawnymi sytuacjami i paradoksami. Główny bohater potrafił sprzeczać się z osobą chcącą go zabić twierdząc, że przecież może być uczulony na truciznę, którą tamten może mu podać.
Do moich ulubionych scen należy szczera rozmowa wstawionego Paula z lodówką. Takich radosnych scenek jest więcej, ale pozostawię ich odkrywanie czytelnikom. Bardzo fajny jest także motyw żywych mieczy i ich połówek, a także cała historia z Wielką Niebiańską Krową i wszechświatem z produktów mlekopodobnych.
Polecam książkę Ziemia, powietrze, ogień i... budyń jako kawałek dobrej - choć nie rewelacyjnej - literatury. Dużo w niej humoru i przeróżnych ciekawostek dotyczących nie tylko właściwości magii i mieczy, ale także sposobu myślenia niektórych ludzi.


(http://luincaerherbata.blogspot.com/2011/09/97-ziemia-powietrze-ogien-i-budyn-tom.html)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Imperium burz

W tej części cyklu pojawiły się fragmenty od których wiało lekką nudą, ale na szczęście było ich niewiele, za to gdy trafiły się sytuacje podbramkowe...

zgłoś błąd zgłoś błąd