Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wielbłąd na stepie

Wydawnictwo: Czytelnik
7,42 (38 ocen i 5 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
5
8
8
7
13
6
7
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-07-00595-7
liczba stron
252
słowa kluczowe
zsyłka, dziecko, powieść
język
polski

Choć nie jest to pamiętnik, tylko powieść, „Wielbłąd na stepie” nie powstał z wyobraźni, lecz z młodzieńczego doświadczenia. Podczas wojny przeżyłem kilka chłonnych lat dzieciństwa w Kazachstanie i Uzbekistanie. gdybym wówczas był człowiekiem dorosłym, zapewne nigdy nie napisałbym podobnej książki, gdyż wątpię, aby mi w ówczesnych okolicznościach patronował duch wielkiej przygody, przygody...

Choć nie jest to pamiętnik, tylko powieść, „Wielbłąd na stepie” nie powstał z wyobraźni, lecz z młodzieńczego doświadczenia. Podczas wojny przeżyłem kilka chłonnych lat dzieciństwa w Kazachstanie i Uzbekistanie. gdybym wówczas był człowiekiem dorosłym, zapewne nigdy nie napisałbym podobnej książki, gdyż wątpię, aby mi w ówczesnych okolicznościach patronował duch wielkiej przygody, przygody życia. Wspomnienia z tamtych czasów nosiłem w sobie długie lata, zanim postanowiłem je spisać w kształcie powieści, trzymając się wiernie własnych przeżyć i doświadczeń garstki najbliższych, z którą łączył mnie wspólny los. Uczciwość wobec tego, co dane nam było przeżyć, dyktuje mi skromność pisarską, gdyż prawda o naszym ówczesnym życiu była rzeczywiście spisana z pamięci. Winienem ją również wielu bliźnim, którzy nam nie poskąpili serca. Także z myslą o nich napisałem tę książkę.
Jerzy Krzysztoń

 

źródło opisu: Czytelnik, 1982 (tekst z okładki)

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1577
Wojciech Gołębiewski | 2016-03-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 marca 2016

Krzysztoń (1931 – 82, skok z okna), zaliczył Kazachstan, Iran, Indie i Ugandę, przed powrotem , w 1948, do Polski. Nim Państwo przystąpicie do lektury tej w y j ą t k o w e j książki przeczytajcie skąpy wycinek informacji o nim. Wybrałem fragment większej całości umieszczonej na:
http://www.rp.pl/artykul/539533-Jerzy-Krzyszton-sylwetka-tragicznej-postaci-literatury-PRL.html
"Jerzy Krzysztoń to z pewnością jedna z najbardziej tragicznych postaci naszej powojennej literatury
Powieściopisarz, dramatopisarz, tłumacz. Po wybuchu II wojny wraz z matką i bratem został wywieziony do Kazachstanu. W 1942 r. udało mu się dotrzeć wraz z rodziną do polskiego wojska, z którym został ewakuowany do Persji, a potem do Indii i Ugandy. Pod koniec lat 40. wrócił do kraju. – Był jednym z najbardziej niedocenianych pisarzy polskich – mówi „Magazynowi TV” Joanna Siedlecka. – Jako jeden z pierwszych wydał oficjalnie powieść o gehennie Polaków na Wschodzie „Wielbłąd na stepie”. Książka przeleżała w PIW całe pięć lat. Pogrążyła ją recenzja wewnętrzna pułkownika Zbigniewa Załuskiego. Oddano ją do Czytelnika, a tam prezes Stanisław Bębenek jakoś przepchał...".

W kontekście dalszych wydarzeń wydaje się być ważne: "przeleżała.. ..pięć lat" bo znaczy, że była gotowa co najmniej w 1973 roku (wyd.1978), czyli na 9 lat przed tym, gdy (Wikipedia):
"......Jerzy Krzysztoń zmarł śmiercią samobójczą 16 maja 1982 roku, skacząc o godzinie 14 z okna swego mieszkania na trzecim piętrze przy ulicy Madalińskiego..."

Nie będę pisał o "burzy", "protestach" czy "rewelacjach" jakie podobno ta książka wywołała. Nic mnie o tym nie wiadomo, choć w 1978 roku raczej gamoniem nie byłem, za to lata odpowiednie (35) miałem. Przypominam, że 1978 to "późny Gierek", a więc narastający kryzys gospodarczo – społeczny, lecz również luz i swoboda, m. in. w podróżach zagranicznych. Bajdurzenie, że Krzysztoń podpadł wzmiankami o Katyniu niech zakończy cytat z Wikipedii, świadczący, że po "polskim październiku 1956", a więc 22 lata wcześniej społeczeństwo było w pełni świadome prawdy o tej zbrodni:
"Po objęciu władzy w 1956 roku Gomułka nakazał propagandzie partyjnej milczenie i nieangażowanie się w żadną wersję odpowiedzialności za mord katyński. Na spotkaniu z młodzieżą 29 października 1956 r. oświadczył, że rząd polski nie może zająć w tej sprawie stanowiska, gdyż komisje badające tę kwestię pracowały bez udziału strony polskiej. Nie pozostawił jednak wątpliwości, że odpowiedzialnością obarcza ZSRR stwierdzając, iż wchodzenie w konflikt z ZSRR byłoby sprzeczne z interesami Polski „byłoby czczą demonstracją” ..."
Ta książka jest, jak napisałem wyżej – w y j ą t k o w a, bo nie wpisuje się w obowiązujący nurt eksponowania polskiego cierpiętnictwa. Sądzę, że to wpłynęło na brak zainteresowania czytelników (3 opinie) tak wspaniałą książką. Już po Wielkiej Emigracji podziwiano jak Polacy pięknie cierpią. Przeczytałem dziesiątki książek o łagrach i gułagach, o Syberii i Kazachstanie, o historii armii Andersa i Berlinga, o wszelkich gwałtach, zbrodniach i indoktrynacjach, a wspólnym mianownikiem wszystkich był opis cierpień.
Nie znam przebiegu choroby psychicznej Krzysztonia, zwróciłem tylko uwagę Państwa na poszczególne daty, lecz wyjątkowy obraz zsyłki w jego książce daje dużo do myślenia. Matka z dwoma synami zesłana na katorgę, przeżywająca wspólny koszmar wszędzie spotyka L U D Z I przez duże L, i dzięki temu we wspomnieniach autora dominuje ludzka dobroć, niesienie pomocy, współczucie i powszechna, jak zwykło się obecnie mówić, empatia. Wieża Babel wielu narodowości, skutkuje, tym razem, wzajemną pomocą, kompromisem i zdolnością rozumienia drugiego człowieka. W takiej atmosferze, największe nieszczęścia łatwiej przetrwać.
No i jeszcze pożywienie dla patriotów malkontentów W pięknej dziecięcej przyjaźni mały dzieciak zatraca poczucie ważności przynależności narodowej; nie widzi różnicy między sobą i rosyjskim przyjacielem. Jak mógł Krzysztoń coś takiego wymyślić? Wariat!!!
Książka kończy się optymizmem; powstaje Armia Andersa, ale i tu Krzysztoń musiał naruszyć poprawność (s. 191):
"...Przylgnęło do nas słowo klęska i tyle. Klęska wrześniowa. Na całe lata. A może i na zawsze...."
Jak można tego Krzysztonia wydawać ???

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kolonia Marusia

Niektórzy uważają ,że nie należy wracać do takich wspomnień ,gdzie pełno cierpienia czyli należy pozostawić przeszłość..?Niektórzy twierdzą ,że to zb...

zgłoś błąd zgłoś błąd