Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Felix, Net i Nika oraz Świat Zero

Cykl: Felix Net i Nika (tom 9)
Wydawnictwo: Powergraph
7,99 (1445 ocen i 96 opinii) Zobacz oceny
10
239
9
290
8
408
7
312
6
146
5
29
4
13
3
5
2
0
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788361187424
liczba stron
480
słowa kluczowe
felix, net, nika, kosik, teleportacja, czas
język
polski
dodała
Martyna

Co, jeśli dzisiejsza rzeczywistość różni się od tej, którą pamiętasz z wczoraj? Zawodzi cię pamięć, czy cały świat próbuje cię oszukać? Jeśli tak jak Felix, Net i Nika przeszedłeś przez Pierścień – po drugiej stronie czeka cię wiele niespodzianek.

Przygody, humor, gimnazjalne miłości – tego, jak zwykle w książkach serii „Felix, Net i Nika”, nie zabraknie!

 

źródło opisu: Powergraph

źródło okładki: http://www.powergraph.pl/

Brak materiałów.
książek: 624
Ascello | 2011-12-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 10 grudnia 2011

"Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" to kolejna, dziewiąta już część cyklu Rafała Kosika o niezwykłych nastolatkach, którzy rozwiązują równi niezwykłe problemy, i która to seria zrobiła niemałą furorę w Polsce. Czy słusznie? Jak najbardziej, ale czy po tak wielu tomach da się powtórzyć ten sukces? Oczywiście, furora dalej jest, tylko ze słusznością zaczyna być mały problem.

Akcja zaczyna się niewinnie: Felix ma imieniny i z tejże okazji rodzice chłopców zabierają całą trójkę po raz kolejny do Instytutu Badań Nadzwyczajnych, żeby zaprezentować im... kopię pierścienia Wunrung, znanego z drugiego tomu portalu czasoprzestrzennego. Tyle, że kopia jest tylko jedna, więc w teorii działać nie powinna. W końcu jak zrobić tunel, kiedy jest wejście, a wyjścia nie ma. Ale jak to bywa, teoria z praktyką rozmijają się w świecie rzeczywistym, przez co trójka przyjaciół trafia do... świata równoległego, zupełnie nie wiedząc jak to się stało. I tak zaczyna się ich nowa "przygoda" związana z powrotem do domu.
Miałam dość wysokie oczekiwania co do tej książki. Widoczne za wysokie, zdecydowanie za wysokie, może dlatego nagły spadek jest tak bolesny. Po nudnawej "Trzeciej Kuzynce" i nudnym "Buncie Maszyn", liczyłam, że był to tylko krótki okres niedyspozycji autora, ale jakże się ja biedna, głupia myliłam.

Czytając ten, jak i poprzednie dwa-trzy tomy miałam nieodparte wrażenie, że to już koniec: autor zaplątał się w sieć własnych pomysłów, nie wiedząc już o czym pisać, byle pisać. "Bunt Maszyn" był tego wybitnym przykładem. W "... Świecie Zero" widać próby uwolnienia się z niej, ale najgorszego rodzaju: chwycenia z nożyczki.

I tak o to nie znalazłam w tym tomie wątków, rzeczy, które urzekały mnie w pierwszych kilku. Tymi przeklętymi nożycami autor wyciął: większość technicznego zamiłowania Felixa, moce Niki, połowę żartów Neta, a także sceny ukazujące go jako geniusza informatycznego, najciekawsze sceny szkolne, które zawsze wprowadzały trochę humoru i wiele, wiele innych rzeczy. W gruncie rzeczy wszystkie możliwe wątki poboczne zostały usunięte, został tylko jeden: główny, a do tego niezbyt fascynujący. Można by go streścić w kilku słowach: "Przyjaciele przechodzą przez pierścień. Mówią "O nie, to też nie nasz świat. Przechodzą znowu" i tak w kółko. Ponadto wycięcie tylu cech bohaterów sprawiło, że ta część nie jest już o "niezwykłych nastolatkach" a o "całkowicie zwyczajnych nastolatkach, w niezwyczajnej sytuacji". Jedyny moment, gdzie cokolwiek wybija te postaci spoza szarej masy przeciętnych obywateli, to sam początek książki, gdzie podczas urodzin Felixa mamy styczność z Golemem Golemem. I to tyle. Sayonara niezwykłości!

Te sceny, tak kochane i lubiane, które pozostały niestety też nie zachwycają. Oczywiście, czytelnik, który właśnie zaczyna swoją podroż z tą serią, prawdopodobnie skończyłby z popękanymi kącikami ust od ciągłego uśmiechania się. Jednakże nie spadł by z krzesła ze śmiechu, jak to się zdarzało przy tomach wcześniejszych. A czytelnik będący po tomach już ośmiu (aż tylu!) nie ma co i na choć takie uśmieszki liczyć. Wszystkie żarty, sceny z dyrektorem Stokrotką, nauczycielami itd. są żywcem praktycznie z poprzednich części wycięte. Kiedy po raz kolejny w tej samej książce widzę, jak Stokrotka nie wie który przycisk na interkomie wcisnąć, pamiętając przy tym identyczne fragmenty z wcześniejszych książek, które od tych różniły się jedynie faktem, o który przycisk chodziło, jedyne co mam ochotę zrobić to nie śmiać się, a rzucić książką, zacząć walić głową o ścianę, krzycząc: Leo, why! Ile razy, można miętosić i przeżuwać w myślach ten sam motyw, a potem przepisywać na papier licząc, że nikt nie zauważy? Ja rozumiem, że w erze, gdy nowe książki są lepiej dostępne, niż bułki z dżemem, ciężko cokolwiek oryginalnego wymyślić, ale powtarzać samego siebie? To nieetyczne wobec mnie samej, jako czytelnika.

Do tego wszystkiego dochodzi sam temat książki. Do tej pory pan Kosik zaskakiwał swoimi pomysłami, które były, krótko mówiąc, niebanalne i tak wymyślne, że niesamowicie przykuwały uwagę. Ale bunt robotów z tomu poprzedniego i podróże między wymiarowe to tematy niesamowicie przechodzone. Do tego naprawdę zaczyna mi się zdawać, że autor zbliża się w tej serii coraz bardziej do swego "rodzimego" gatunku, czyli science-fiction, co niestety jej dobrze nie służy.

Z drugiej strony patrząc: gdyby przeczytać tę książkę, jako pojedyncze dzieło, była by nawet całkiem przyjemna. Oczywiście poprzednim częściom wciąż by nie dorównywała. Postaci, mimo wszystko, są dalej nieźle skonstruowane, a dialogi nie banalne, choć monotonne niemalże w tym samym stopniu co fabuła. Jednakże i tej nie można przecież zbyt negatywnie oceniać, jako, że tak książka zawiera jej dopiero połowę. Może w następnym tomie znajdzie się kilka zaskakujących zwrotów akcji, które zabiją nudę? Nie wiem. A może cała ta opinia wynika z faktu, że już z tych książek wyrosłam? Tym bardziej nie wiem.

Przynajmniej jedno jest pewne: wydawnictwo wykonało dobrą robotę. Książka jest wydana na wysokiej klasy papierze, w twardej oprawie. Literówek nie znalazłam, choć przyznam szczerze, nie przyglądałam się za bardzo. Także należy się ukłon w stronę autora, jako, że to on jest twórcą wszystkich obrazków z książki, także okładki i jako, że ich wygląd znacznie się rozwinął przez tyle tomów.

Cóż, po namyśle nie mogę dać tej książce wysokiej oceny. Mnie nie podobała się. Chociaż wiem, że powinnam oceniać ją niezależnie od innych tomów serii, nie potrafię tego zrobić. Dlatego niestety:

3/10

Jednakże mimo wszystko uważam, że to całkiem niezła książka dla młodzieży i że wielu osobom może (lub nie) się spodobać. A przed świętami jeszcze trochę czasu zostało...
***
Również na: http://wypiekane-recenzje.blogspot.com/2011/12/felix-net-i-nika-oraz-swiat-zero-rafa.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Martynka w krainie baśni

Pękne opowiadania o przygodach dziewczynki o imieniu Martynka, pełne ciepła, humoru, radośći. Czytając to sama przenosiłam się w krainę dziecięcej bez...

zgłoś błąd zgłoś błąd