LC Multimedia
Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 98 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 227 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Wichrołak

Autor:

więcej informacji
wydawnictwo: Muza
data wydania: lipiec 2011
ISBN: 978-83-7758-041-7
liczba stron: 336
język: polski
typ: papier
dodał: Ag2S
5.6 (25 ocen i 19 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 23,98 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 23,98 zł

Do góralskiej wioski przyjeżdża młody chłopak, Roman. Właśnie skończył studia i chce zostać dziennikarzem. Aby dostać się do redakcji dziennika krakowskiego, szuka fascynującego materiału. Wydaje się,... Do góralskiej wioski przyjeżdża młody chłopak, Roman. Właśnie skończył studia i chce zostać dziennikarzem. Aby dostać się do redakcji dziennika krakowskiego, szuka fascynującego materiału. Wydaje się, że właśnie taki odkrył, gdyż w jednej z górskich wiosek trafia na ślad serii zagadkowych samobójstw. Kiedy Roman przyjeżdża do Szremli Małych, nieoczekiwanie spotyka swą dawną miłość, Martę, która, jak się okazuje, jest matką jego dziecka. Bohater zostaje uwikłany w grę, prowadzoną przez nieświadomego prawdy o ojcostwie Romana, gazdę - ojca dziewczyny. Baca przekupuje przybysza, by ten jako "ojciec" podał do chrztu dziecko córki. Wystraszony chłopak podejmuje zaproponowaną grę. Czy zdoła spełnić dane góralowi słowo?

- druga po Zwerbowanej miłości powieść Pawła Szlachetko w MUZIE
- dreszczowiec, mroczna, tajemnicza powieść przywodząca nastrojem film "Dom zły"
- opowieść o destrukcyjnej sile zła, obłudy i zabobonu, które niszczą życie człowieka, doprowadzając go do szaleństwa i zbrodni, a zarazem historia o próbie odnalezienia wielkiej miłości
pokaż więcej.


źródło opisu: Wydawnictwo Muza, 2011

źródło okładki: http://www.muza.com.pl/



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (7)

Opinie czytelników
Przeczytana: 10 sierpnia, 2011

"Dziwne samobójstwa, stara znajomość i wielkie kłopoty"


Paweł Szlachetko debiutował w latach dziewięćdziesiątych. Jest autorem kilkunastu słuchowisk i reportaży emitowanych w Polskim Radiu. Publikował również powieści sensacyjne pod pseudonimem Arthur Ray (m. in. "Poker morderców"). Scenarzysta filmowy i telewizyjny, współautor serialu telewizyjnego "Śladami złodziei aniołów". Na podstawie jego książki "Zwerbowana miłość" (MUZA 2010) powstał film pod tym samym tytułem.

Roman, początkujący dziennikarz, marzy o znalezieniu sensacji i gdy dowiaduje się o serii tajemniczych samobójstw w pewnej góralskiej wiosce, uważa, że tam znajdzie idealny materiał na świetny artykuł. Jednak gdy przyjeżdża do wioski wszystko się komplikuje. Kiedy zjawia się w wiosce, pod przykrywką wyjaśnienia nieoczekiwanego pomoru owiec, zamieszkuje u sołtysa. A w jego córce rozpoznaje swą ukochaną ze studenckich lat. Najgorsze jednak jest to, że on jest ojcem jej nieślubnego dziecka, a jeżeli prawda wyjdzie na jaw, nie wiadomo do czego rozwścieczony gospodarz byłby zdolny. Próbując odnaleźć rozwiązanie mrocznej zagadki, nie podejrzewa nawet co może się za tym kryć, a tajemnice wioski, jemu nieznane, na pewno nie wróżą nic dobrego.

Miejscem akcji jest góralska wioska Szremle Małe. Wszyscy się tam znają i wiedzą wiele o sobie. Plotki szybko się roznoszą, a sekrety szybko wychodzą na jaw. Ludzie są tam jedną wielką rodziną. Jednak Roman jest obcy. Kiedy przybywa, nawet jako narzeczony córki sołtysa, na początku jest traktowany z dystansem, jako ktoś gorszy od nich, miastowy. Jednak kiedy już zaczyna być akceptowany, dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy. Aż dziwo, że w takiej małej wiosce dzieje się coś niewyjaśnionego, zaś mieszkańcy uważają, że to wszystko przez pewnego dziwnego człowieka... który nie żyje.

Postacie w powieści są wykreowane dość niezwykle. Co prawda każdy bohater ma swój indywidualny i niepowtarzalny charakter, każdy uosabia coś zupełnie innego. Jednak popadamy tam w skrajności, niektóre cechy, przypisane do postaci wydają się przesadzone, niekiedy zaś odrobinę nie na miejscu. Ponadto mamy do czynienia z bardzo wieloma bohaterami, których osobowości mieliśmy przybliżone, jednak wydawało mi się to zbędne, jeżeli postać nie odgrywała żadnej roli, była wręcz tylko przedstawiona, a wprowadzała niepotrzebny zamęt.

Pomysł na fabułę był całkiem dobry, jednak przez większość tej książki prawie nic się nie działo. Czytelnik mógł się strasznie nudzić, przy braku rozwoju wydarzeń. Co prawda autor wprowadzał nas na dobry szlak, wskazywał poszlaki i tym podobne, jednak przy czytaniu nie czuło się w ogóle napięcia, jedynie rozdrażnienie, wynikające z braku zainteresowania bieżącymi wydarzeniami. Fabuła mogła być o wiele ciekawsza, jednak nie była, nie czuło się rozdzierających emocji, tylko obojętnie obserwowało losy bohaterów.

Przynajmniej zakończenie "Wichrołaka" było czymś co mnie do końca nie zniechęciło. A piszę, że nie do końca, gdyż częściowo, było przewidywalne, a to odbierało sporo z elementu zaskoczenia, choć dawało trochę satysfakcji. Jednak i tak autor zgotował czytelnikowi dość niezwykłe, acz poniekąd satysfakcjonujące rozwiązanie zagadki. Niemniej jednak bacznie obserwując wszystko co działo się w tej pozycji, można by zapewne wpaść na finał tej historii, jednak jako, że mnie się to nie udało, chociaż efekt zaskoczenia nie ominął mnie całkowicie.

Tytuł jest dość intrygujący i może niektórych zastanawiać. Dlatego pragnę wyjaśnić skąd się wziął. Otóż wszyscy w wiosce mieli jakieś przezwiska, jak "Czernik" czy "Hamerykanka". "Wichrołak" był przydomkiem starego człowieka, zielarza, który był posądzony o czary oraz obarczony winą pomoru owiec, lecz nie tylko. Był postacią, którą rodzice straszyli swoje dzieci, jednak wzbudzał on przerażenie nawet w najbardziej dojrzałych mieszkańcach. Postać ta była źle postrzegana przez większość górali, a po jakimś czasie została postrzegana za, wręcz zmorę, która ich dręczy.

Styl pisania autora był całkiem dobry, jednak mi sprawiał trochę kłopotu. Choć pisał prosto, nie potrafił mnie zaciekawić, co wielce utrudniało lekturę. Jednak muszę przyznać, że podobało mi się przybliżenie słownictwa górali, których rozmowy towarzyszyły nam przez całą książkę. Było to miłą odmianą, jednak nie wystarczyło by całość została przeze mnie lepiej odebrana.

Spodziewałam się o wiele więcej po tej książce, jednak nie spełniła ona moich oczekiwań. Nudziłam się przy tej lekturze, dopiero na końcu przestałam być całkowicie obojętna i zainteresowałam się działaniami Romana. Jednak według mnie to o wiele za mało. Bohaterowie byli dość dziwni i niestety niektórzy niezbyt realni, fabuła nie była całkiem ciekawa, a przy czytaniu się męczyłam, czekając aż w końcu nastąpi koniec tej historii. Sam pomysł był dobry i mogło coś z tego wyniknąć, jednak się nie udało. Książki ani nie polecam ani nie odradzam za bardzo, gdyż możliwe, że komuś się spodoba i że odnajdzie się w tamtych realiach.

Moja ocena 4,5/10


Przeczytana: 18 września, 2011

Bardzo lubię, gdy autor książki oprócz dobrego pomysłu na fabułę obdarzy Czytelnika lekturą, która ma swój oryginalny klimat. Dzięki temu łatwiej zatracić się w takiej książce, oderwać od rzeczywistości i moim zdaniem taka lektura zapada na długo w pamięć.
Do takiego typu książek zaliczę najnowszą powieść Pawła Szlachetki (autora znanego mi z książki Zwerbowana miłość - recenzja pod linkiem http://cudownyswiatksiazek3.blogspot.com/2011/05/pawe-szlachetko-zwerbowana-miosc.html)
pt. "Wichrołak".
Wyobraźcie sobie wysokie góry, zielone hale i smrekowe lasy. A wśród nich małą wioskę góralską zamieszkaną przez gazdów i gaździny; drewniane domy w góralskim stylu i zagrody pełne bialutkich owieczek z dzwonkami na szyi. Czy to nie urocze miejsce akcji ? Ale wioska Szremle Małe leżąca gdzieś niedaleko Zakopanego to nie osada sielska i anielska, w której czas leniwie płynie niczym obłoczki na niebie w letni dzień. Dzieją się w niej bowiem różne i dziwne rzeczy. Jej mieszkańcy to górale z dziada pradziada, ludzie bogobojni i wierzący, ale nie tylko w Boga. W tejże wiosce na uboczu w skromnej chatce żyje samotny, stary człowiek zwany Onym lub Wichrołakiem. Uważany on jest za dziwka i odmieńca, który ma kontakt z silami nieczystymi. Żyjący poza społecznością jest jednak niezbędnym sąsiadem jako zielarz. To do niego przychodzą matki z chorymi dziećmi, panny z niechcianą ciążą czy chcące za wszelką cenę oczarować jakiegoś kawalera. Bo Wichrołak ma tajemne mikstury i umie rzucać uroki. Gdy jesienią po powrocie z redyku nagle pada gazdom znaczna liczba kierdli (regionalna nazwa owiec) o ich pomór zostaje oskarżony właśnie Ony. Mieszkańcy chcą na nim zemsty i udają się do jego koliby, by dokonać samosądu. Niedługo po tym akcie zemsty spokój wsi zakłócają trzy samobójstwa. Z życiem rozstają się trzy osoby, które przed śmiercią widziały zjawę Onego. Na wioskę pada prawdziwy strach.
W tym okresie do Szremli Małych przybywa Roman - młody, początkujący dziennikarz z Krakowa, który chce wyjaśnić zagadkę śmierci wisielców. Roman podaje się jako wysłannik z powiatu, który ma zbadać sprawę pomoru owiec i pobrać próbki traw. Okazuje się, że Roman w tej górskiej wiosce odnajduje studencką miłość i .... synka.
Książkę czytało mi się wyśmienicie. Starałam się pochłaniać ją jak najwolniej, aby się nią delektować jak wspaniałym smakołykiem. Doskonale pomyślana fabuła, rozbudowane tło, stopniowo dawkowane coraz większe napięcie, a w końcu świetny styl autora sprawiły, że "Wichrołak " stał się dla mnie czytelniczą ucztą. Autorowi świetnie udało się oddać klimat góralskiej wioski pełnej mrocznych tajemnic, gdzie nowoczesność w postaci nowinek technicznych styka się z zacofanymi poglądami mieszkańców rodem z średniowiecza. Górale są przedstawieni jako ludzie niepozbawieni wad- lubiący sporo wypić, zachłanni na ziemię i wszelkie dobra materialne tego świata, a zarazem zabobonni i religijni, wierzący nie tylko w Boga, ale i Mrocznice. Hardzi i porywczy sami biorą się za wymierzanie sprawiedliwości.
Intryga i sensacja zasługują w "Wichrołaku" na najwyższe uznanie. Szlachetko do ostatniej strony zaskakuje Czytelnika, a jego powieść to mieszanka kryminału, thrillera i obyczaju zdolna zaspokoić nawet najbardziej wymagające czytelnicze gusta. Ciekawie wykreowane postacie doskonale ukazują psychikę ludzi żyjących w ostrym klimacie i specyficznej społeczności kierujących się swoistą wykładnią moralności, zwyczajami i wierzeniami przekazywanymi przez stulecia z ojca na syna.
Podsumowując "Wichrołak" to świetna powieść warta przeczytania zwłaszcza przez tych, którzy lubią góry, ich klimat i folklor. W mojej ocenie ta książka zasługuje na najwyższą ocenę - polecam Wam gorąco lekturę .


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 września, 2011

Paweł Szlachetko jest polskim autorem, który zadebiutował w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Od tamtej pory stworzył kilkanaście słuchowisk i reportaży emitowanych w Polskim Radiu. Mężczyzna posiada na swoim koncie również powieści sensacyjne, które zostały wydane pod pseudonimem. Na co dzień jest on scenarzystą filmowym i telewizyjnym, a także współautorem serialu telewizyjnego "Śladami złodziei aniołów".

"Wichrołak" przedstawia swoim czytelnikom historię początkującego dziennikarza, który w pogoni za rewelacyjnym artykułem, postanawia wyjechać do jednej z góralskich wiosek. Doszło w niej do samobójstw trzech górali, a główny bohater powziął sobie cel by rozwiązać tajemniczą zagadkę i dzięki temu odnieść wielki sukces w swoim zawodzie. W trakcie przeprowadzania tajnego śledztwa okazuje się jednak, że nie wszystko wygląda tak, jak być powinno. Mieszkańcy Szremli Małych kryją w sobie straszny sekret i to właśnie on sprawi, iż główny bohater będzie miał ciężki orzech do zgryzienia...

Paweł Szlachetko stworzył dość ciekawą powieść z indywidualnie dopracowanymi postaciami. Każda z nich posiada swój indywidualny styl, który uniemożliwia nam poznanie kilku podobnych do siebie osób. Nie mniej jednak pojawiali się także tacy bohaterowie, którzy denerwowali mnie już od samego początku. Myślę, że z biegiem pisania "Wichrołaka" autor zaczął nieco przesadnie upiększać swoje twory i przez to odbiór czytelników jest taki, a nie inny. Ponad to podczas czytania książki bardzo często bywały momenty, w których właściwie nic się nie działo i gdyby nie fakt, że uwielbiam góry i tamtejsze krajobrazy, to dobrnięcie do końca lektury stanowiłoby dla mnie całkiem duży problem.

Dzieło Pawła Szlachetko stanowczo odradzam osobom, które nie przepadają za długo rozwijającymi się kryminałami. Miałam wrażenie, iż wątek góralskich samobójstw został odłożony na bok i na dobre powrócono do niego dopiero na sam koniec powieści. Jak dla mnie to stanowczo za mało i z biegiem czasu zaczęłam traktować "Wichrołaka" jako zwyczajną książkę. Nie mnie jednak doceniam sam pomysł, którym posłużył się autor. Jestem pewna, że znajdą się Mole Książkowi, którzy w pełni docenią jego urok i spędzą miło czas, poznając niezobowiązującą historię Romana...

Wydawnictwo Muza, lipiec 2011
ISBN: 978-83-7758-041-7
Liczba stron: 336
Ocena: 5/10


Recenzja opublikowana została na:
[http://recenzje-leny.blogspot.com/2011/09/pawe-szlachetko-wichroak.html#more]


Przeczytana: 23 sierpnia, 2011

Czasem zdarza mi się natrafić na tak zwaną perełkę w polskiej literaturze. Perełkę którą naprawdę warto przeczytać, która wryje się w pamięć, wymiętosi i wypluje.

Paweł Szlachetko debiutował w latach dziewięćdziesiątych. Jest autorem kilkunastu słuchowisk i reportaży w Polskim Radiu. Na podstawie jego książki „Zwerbowana miłość” powstał film po tym samym tytułem – informacja z okładki książki „Wichrołak”. Przyznaję, że nie znam twórczości Pana Pawła. Jednak po lekturze „Wichrołaka” na pewno zapoznam się z Jego wcześniejszą książką „Zwerbowana miłość” która i tak znajduje się na mojej liście „do przeczytania”.

Szremle Małe, mała wioska gdzieś w Tatrach. Każdy zna każdego, każdy wie wszystko o wszystkich. Podczas burzy do miasteczka przybywa Roman. Jest początkującym dziennikarzem, któremu marzy się wielki artykuł, który sprawi, że będzie sławny i otworzy mu drzwi do kariery. Roman zamieszkuje u sołtysa Józwy. Tam spotyka Martę – swoją dawną studencką miłość. Kiedy sołtys pyta o powód jego przybycia do Szremli Małych, Roman kłamie mówiąc, że jest biologiem, który przyjechał wyjaśnić tajemnice pomoru owiec. Tak naprawdę to chce na własną rękę rozwiązać zagadkę samobójstw trzech górali. Okazuje się, że mieszkańcy wioski wcale nie są tacy święci jak by się na pierwszy rzut oka wydawało, skrywają mroczną tajemnicę. Czy Romanowi uda się znaleźć przyczynę samobójstw? Czy uwierzy lokalnym władzom, którzy twierdzą, że za samobójstwami stoi depresja oraz zmiany pogodowe a konkretnie wiatr halny?

Akcja zawarta w książce wciąga już od pierwszych stron. Z każdą kolejną stroną czytelnik wtapia się w świat opisany w powieści. Czasem ma się wrażenie jakby uczestniczyło się w wydarzeniach. Czasem sytuacje zaskakiwały. Powód? Jak w XXI w kiedy świat dopadła nowoczesność można wierzyć w przesądy, zabobony czy też czary? Można mieć wrażenie, że czas w Szremlach Małych zatrzymał się w zeszłym stuleciu. Według mieszkańców osoba która zobaczy Wichrołaka po trzech dniach umiera.

Autor świetnie manewrował wątkami, trzymał w napięciu. Nie pozwalał nudzić się czytelnikowi. Bohaterowi są przejrzyści, posiadają mocne charaktery, miejsce akcji książki umieszczone prawie u podnóża Tatr. Czegóż chcieć więcej? Miłośnicy kryminałów na pewno znajdą tutaj coś dla siebie. Powieści jednak nie da się zamknąć w ramach typowego kryminału. Tutaj jest mieszanka kryminału, sensacji, thrillera i małego wątku miłosnego. Polecam.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 25 sierpnia, 2011

Folklor góralski oddziałuje bardzo na polską kulturę i jest jej częścią. Surowy klimat gór, skalista, trudna do uprawy i niewydajna ziemia zawsze były powodem niedostatku, wyrabiały jednak w ludziach zręczność, siłę i odwagę, a niedostępność gór - poczucie wolności. Wrodzona otwartość, humor, zakorzeniona moralność, głęboka wiara, samowystarczalność, tak można "stereotypowo" opisać górala. Czy jest to prawda?

Akcja najnowszej powieści Pawła Szlachetki dzieje właśnie w wiosce góralskiej - Szremle Małe. Można powiedzieć, że leży ona na końcu świata. Wszyscy tu się znają, wszystko o sobie wiedzą, życie toczy się monotonie. Głównym punktem spotkań jest kościół i gospoda. Każdy mieszkaniec uważa się za katolika ściśle przestrzegającego przykazań. Każdy grzech jest tu piętnowany. Ludzie opowiadają sobie przeróżne historie. Tematem najczęstszych opowieści jest tu Wichrołak. Mieszkał on w oddalonej od wioski ni to chałupie, ni to kolibie. Wszyscy uważali go za pomyleńca, co ma konszachty z siłą nieczystą. Kiedy jednak przychodziła bieda, można było iść do niego nocą, a on poradził: jakie zioła dawać dziecku, czym leczyć, a nawet jak sprawić, by dziewczyna przyjęła oświadczyny i została żoną. Ale straszono nim dzieci i powiadano, że podczas burzy tańcuje wraz z deszczem po halach. Tak właśnie mieszają się tu zabobony z wiarą. Ale również tradycja z nowoczesnością. Mimo codziennych obowiązków związanych z gospodarką, każdy góral ma na dachu swojego domostwa antenę satelitarną, w stodołach często stoją nowe samochody, a sołtys jest dumny ze swojego plazmowego telewizora, choć prawie go nie ogląda.

Pewnego dnia do Szremle Małe przybywa Roman. Od razu jest zauważony, że nie tutejszy, a "miastowy". Na początku przedstawia się jako pracownik stacji epidemiologicznej mający zbadać sprawę tajemniczego pomoru owiec. Zatrzymuje się w domu sołtysa, gdzie gospodarz proponuje mu pewną transakcję. Ma udawać jego zięcia i podać dziecko do chrztu jego córki-Marty. Marta wyjechała rok temu ze wsi do miasta i wróciła z dzieckiem. Nie trudno się domyślić, że dla sołtysa jest to raczej powód do wstydu, niż dumy.

Jednak ten wiejsko-sielskie życie burzy jeszcze coś. W krótkim czasie zdarzyły tu się trzy samobójstwa górali. Na początku nikomu nie wydaje się to dziwne. Ludzie tłumaczą to sobie, że to skutek wiatru halnego. Podobno tak wpływa na psychikę. Jednak wszyscy trzej zawiśli na takimi samym sznurze z lipowego łyka, a takiego dawno się już nie używa. To budzi pewne podejrzenia, że jednak góralom ktoś pomógł. Ponadto w ostatnim czasie wcale nie wiał halny. Dodatkowo okazuje się, że Roman wcale nie jest pracownikiem urzędowym, tylko początkującym dziennikarzem szukającym jakiegoś ciekawego tematu na artykuł. I tu nadarza mu się okazja na reportaż, trzeba tylko rozwiązać do końca zagadkę samobójstw.

Jak na kryminał, to napięcie tu się dłuuuugo rozkręcało. Akcja nie była zbyt dynamiczna, a fabuła też - zbyt wciągająca. Zagadka również nie była dość skomplikowana, w połowie można by było domyślić się zakończenia.

Jednak... Kreacja bohaterów, ich charakterów, mentalności góralskiej autorowi udała się świetnie. Górale są tu chciwi, zazdrośni, zawistni, przebiegli, zawzięci, wszystko dla nich jest białe lub czarne, odróżniają dobro i zło zgodnie z nakazami religii. Kochają albo nienawidzą, a oba te uczucia są bardzo silne. Ponadto gwara góralska, opisy posiłków, bardzo uwiarygodniły opowieść i czuć było góralski klimat. Bohaterowie powieści zapadają w pamięć. Na przykład Hamerykanka (Handzia) - właścicielka gospody albo Wisiek czy Konfesjarka - gospodyni u proboszcza. Wszystkie te postacie są bardzo wyraziste, ciekawe i zróżnicowane, i tym samym rekompensują trochę słabą fabułę i akcję.

"Wichrołak" to nie najlepszy kryminał, ale powieść obyczajowa naprawdę udana. Kto więc ma ochotę poczuć zapach chleba pieczonego na liściach chrzanowych, wędzonej szynki, schabu i serów domowej roboty oraz wtopić się w góralski klimat, to ta pozycja będzie idealna.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: lipiec, 2011

Roman, chłopak z dziennikarskimi aspiracjami, marzy o tym by zostać redaktorem w jednej z najbardziej poczytnych krakowskich gazet. By jego marzenie się ziściło musi napisać ciekawy artykuł na odpowiednim poziomie. Poszukiwania sensacyjnego tematu zaprowadzają go do jednej z góralskich wiosek, w której dochodzi do serii tajemniczych samobójstw. Wymiar sprawiedliwości i lokalne władze nasiloną liczbę samobójstw tłumaczą ogólną depresją spowodowaną zmianami pogodowymi, w szczególności wiatrem halnym. Te tłumaczenia nie przekonują Romana, postanawia zbadać sprawę na własną rękę.
Chłopak zatrzymuje się u sołtysa, który niedawno został dziadkiem. Jóźwa składa mu nietypową propozycję, Roman ma podać do chrztu nieślubnego syna jego córki i przez okres pobytu w Szremlach małych udawać ojca dziecka. Zdziwienie Romana nie ma granic gdy w córce sołtysa rozpoznaje Martę, swoją byłą dziewczynę.

Szremle małe na pierwszy rzut oka wydają się typową góralską wioską, jednak gdy bliżej poznaje się jej mieszkańców na jaw wychodzą wstrząsające tajemnice rodem z najgorszego koszmaru. Bohaterowie, uważający się za prawych chrześcijan, w gruncie rzeczy mają podwójną moralność. Wyznają zasadę oko za oko, ząb za ząb, naginają prawo dla swoich korzyści i interpretują je w sobie tylko wiadomy sposób. Czytając książkę miałam wrażenie jakbym przeniosła się w czasie do XIX wieku, gdzie królują zabobony, a racjonalne myślenie i zdrowy rozsądek nie istnieje.
Charakterystyczne postaci, o silnie zarysowanych osobowościach nie są jednoznaczne. Motywy ich postępowania, często pozostają niezrozumiałe. Logicznie myślącemu człowiekowi ciężko jest pojąć jak w XXI wieku, mając w domu telewizor plazmowy i nowoczesny aparat telefoniczny, a w stodole najnowszy model samochodu, równocześnie można wierzyć w czary, przesądy i zabobony? Jak grupa ludzi uważających się za inteligentnych może ulegać podszeptom jednego podjudzacza, który w pełni zasłużył sobie na miano nieobliczalnego psychopaty?

Pomysł na książkę ciekawy. Połączenie thrillera, kryminału i powieści obyczajowej wypadają na plus i dodają książce kolorów, wyłamując ją spośród wszelkich utartych schematów, a połączenie nowoczesności z zacofaniem daje złudne wrażenie podróży w czasie. W pewnym momencie czytelnik sam nie wie co jest rzeczywistością, a co wytworem wyobraźni mieszkańców wsi i jest gotów uwierzyć, że to tytułowy Wichrołak mści się na góralach za wyrządzone krzywdy.

Książkę czyta się jednym tchem, wręcz nie można się od niej oderwać. Niesamowity klimat, barwne postaci, zagadka, która aż do końca pozostaje niejasna i element zaskoczenia gdy cała sytuacja staje się jasna. Znakomita historia, napisana lekkim i przystępnym stylem, która zachwyci nie tylko miłośników kryminałów.


Na półkach: Przeczytane, Recenzyjnie
Przeczytana: 24 października, 2011

„Policjant obrócił się i wskazał za siebie. Roman poszedł w jego ślady i… zaniemówił. Zobaczył odartą z kory sosnę. Jej czubek był ścięty. Z pozostałej reszty pnia wystawało kilkanaście równie nagich konarów. Na trzech z nich wisiały pętle z łyka. W tym widoku było coś złowrogiego.”*

Nawet w małej, spokojnej mieścinie może się darzyć coś co wywoła ciarki i odruch patrzenia do tyłu jakby coś Ci groziło. Tajemnicze morderstwa, dziwna propozycja. Coś tu jest nie tak…

Roman jest początkującym dziennikarzem. Do zdobycia kariery brakuje mu tylko sensacyjnego artykułu. Właśnie poszukując tematu na ten artykuł trafił do Szremli małych, jest to górska wioska gdzieś w Tatrach. To tam dochodzi do tajemniczych samobójstw. Aby nie budzić podejrzeń podaje się za pracownik stacji epidemiologicznej, którego przysłali by zbadał nagłą śmiertelność owiec. Dostaje propozycje zamieszkania u Jóźwy, który jest sołtysem wioski. Sołtys nie robi tego bezinteresownie.
Romaowi zostaje złożona dość dziwna propozycja. Ma być „ojcem” syna córki Jóźwy, która wróciła z wielkiego miasta z dzieckiem, lecz bez ojca. Jak wiadomo w takich małych miejscowościach to wstyd i hańba i stąd ta propozycja. Dla Jóźwy liczy się dobre imię rodziny. Co dziwniejsze Roman w córce sołtysa rozpoznaje Martę – swoją byłą dziewczynę.
Kim tak naprawdę jest Roman? Kto stoi za morderstwami tłumaczonymi zmianą pogody, której nie było…?

Muszę się przyznać, że do tej książki skusił mnie tytuł i okładka. No tak jakoś te dwa elementy przyciągały moje oko. Czy to był dobry impuls? I tak i nie. W kryminałach lubię szybką akcię, cały czas coś się musi dziać. Musi być napięcie, duże napięcie. Tu mi tego brakowało. Owszem jest tajemnica, coś się dzieje. Szremle małe to typowa wioska. W niej wszyscy o wszystkim wiedzą, każdy zna każdego. Jednak mieszkańcy wioski nie są tacy zwyczajni. Niby wierzący i żyjący zgodnie z prawem, ale jak trzeba to potrafią je nagiąć dla swoich korzyści, a i dawniej stosowana zasada „oko za oko, ząb za ząb” nie jest im obca.
Plusem są bohaterowie ze swoim sposobem bycia. Są nieprzewidywalni. Niby ich poznasz, a tu nagle Twój zarys postaci legł w gruzach bo okazuje się zupełnie kimś innym. To mi się akurat podobało. Lubię takie zaskoczenia. Jak na góralską wioskę przystało w książce mamy iście góralski język, który mi się spodobał.
Książkę czyta się szybko i nawet przyjemnie. Jest napisana językiem łatwym w odbiorze i nawet gwara góralska nie przeszkadza. Jeśli lubisz wolno rozwijającą się akcję to polecam.

*str. 210


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 stycznia, 2012

Recenzowany przeze mnie ostatnio "Dom z papieru" opowiadał, między innymi, o wszelkiej maści dewiacjach czytelniczych. Na "Wichrołaku" miałam okazję przekonać się, że czasem warto kultywować jedną z nich. Taką moją. Bardzo. Jaką? Doczytywanie absolutnie każdej książki do końca. Chociażby bolało, krzyczało w środku - nie porzucam, czytam do ostatniego zdania. Z "Wichrołakiem" lekko nie było. Pierwsze pięćdziesiąt stron było dla mnie drogą przez mękę. Po ogromnej mobilizacji postanowiłam po prostu zasiąść na szacownej i nie wstawać dopóki książki nie skończę. Niniejszym to czyniąc okazało się, że nie taki "Wichrołak" straszny, jak mi się uprzednio wydawało.

Okładkowa wersja historii obiecywała wiele. Przede wszystkim góry - jedyne i słuszne Tatry. Mroczną zagadkę, którą ukrywają mieszkańcy wioski. Dociekliwego dziennikarza oraz tytułowego Kogoś - "Nie-Wiadomo-Kogo". Początkowo trudności sprawiało mi przebicie się przez gwarę i konstrukcję językową. Sposób w jaki Paweł Szlachetko rozpoczął narrację nasunął mi porównanie do książek z okresu PRLu - stosowano wtedy dość charakterystyczną składnię. Nie jest to zarzut - teraz pisze się nieco inaczej i potrzebowałam czasu, żeby wejść w ten styl ponownie. Nastawiłam się na mocny wątek kryminalny, a tutaj dostałam pstryczka w molowy nos, gdyż akurat ten aspekt nabiera rozpędu dopiero pod koniec powieści. I w tak zwanym międzyczasie krwawego nic się nie dzieje.

Roman, marzący o karierze dziennikarza, natrafia na sensacyjne jego zdaniem doniesienia o następujących krótko po sobie samobójstwach w wiosce góralskiej. Smaczku historii dodaje fakt, iż jako przyczynę zgonu podawano czynniki związane z wiatrem halnym. Po dziennikarstwie śledztwie okazuje się to być nieprawdą - w tym czasie instytut meteorologiczny nie zanotował żadnych anomalii pogodowych. Kiedy Roman przybywa do wioski czeka tam na niego nie lada niespodzianka. Okazuje się, że córką gospodarza, u którego się zatrzymuje jest Marta - jego dziewczyna z lat studenckich. Próbując wyjaśnić przyczyn - jego zdaniem - zabójstw, nie spotyka się ze zrozumienie, a jedynie z wszechobecnym bagatelizowaniem jego przypuszczeń. Poznaje za to dość dogłębnie panujące w wiosce podziały, przyjaźnie, miłości i romanse. I obiektywnie rzecz biorąc, "Wichrołak" jest bardziej powieścią obyczajową w klimacie noir, niż kryminałem.

W Szremlach Małych alkohol leje się strumieniami. Nie tylko w skupiającej wszystkich mężczyzn gospodzie, ale również w domach. Samogony, wódki, śliwowice - alkohol jest w "Wichrołaku" wszechobecny. I to on bywa przyczyną wielu nieszczęść. Obraz polskiej wioski podhalańskiej przedstawia się w ujęciu Pawła Szlachetko wyjątkowo niekorzystnie. Konszachty, układy, oszustwa - a wszystko pod płaszczykiem bogobojności. Mocną stroną powieści są bohaterowie pierwszo- i drugoplanowi. Dopracowane, przedstawione z kilku perspektyw, niejednoznaczne. To jeden z aspektów powieści, który sprawił, że przewracając ostatnią stronę pomyślałam "niezłe!". Postać Wiśka, miejscowego "popychadła", który szpieguje za butelkę wódki niemal dla wszystkich, jest w mojej ocenie najmocniejszą stroną powieści. Szczegółów nie zdradzę, ale to ostatecznie losy tej postaci przekonały mnie co do tego, że warto było tę książkę przeczytać.

"Wichrołak" to dla mnie kolejny dowód na to, że polska literatura ma się nieźle. Są osoby, które poszukują tematów nieszablonowych i przedstawiają je w bardzo atrakcyjnej i ciekawej formie. Dlatego, powiadam, grzeszą Ci, którzy nie tykają polskiej literatury współczesnej. Tu się naprawdę nieźle dzieje. Podhale z podejrzanymi, podpitymi typkami, które zmieniają się w pobożnych katolików w każdą niedzielę z wątkiem kryminalnym w tle. A to wszystko w polskim, charakterologicznym sosie, który zmusza do myślenia. Bardzo strawna mieszanka!

bazgradelko.pl


Przeczytana: 16 maja, 2012

"Wichrołaka" od dawna miałam w planach. Skusiły mnie nie tyle nawet opinie czytelników, ile po prostu opis z okładki: seria samobójstw w góralskiej wiosce będąca podobno skutkiem depresji wywołanej wiatrem halnym - to brzmi intrygująco i dość oryginalnie jak na książkową fabułę. Niebagatelną rolę w podjęciu decyzji odegrała również tyleż minimalistyczna, co sugestywna okładka, no i tytuł, który swoim brzmieniem rozbudził moją wyobraźnię. Nie miałam wyjścia, musiałam przeczytać!
W trakcie lektury okazało się co prawda, że wątek domniemanych samobójstw schodzi na dalszy plan, jednak ukłucie rozczarowania skutecznie powstrzymała ciekawość - autor po mistrzowsku wykreował bogatą i zróżnicowaną galerię postaci, genialnie nakreślił realia obyczajowe górskiej wsi oraz specyficzną mentalność jej mieszkańców; grzechem byłoby odkładać lekturę, która niemal dosłownie wciągnęła mnie w swój świat! Tego się nie spodziewałam, dlatego bez wahania dałam się ponieść wyobraźni autora.

Do niewielkiej górskiej wsi o wdzięcznej nazwie Szremle Małe przyjeżdża Roman - młody, początkujący dziennikarz. Przedstawia się jako pracownik stacji epidemiologicznej mający zbadać sprawę tajemniczego pomoru owiec. Zatrzymuje się w domu sołtysa, który wkrótce składa mu pewną propozycję. Gazda chce go wynająć, by przed mieszkańcami wsi udawał jego zięcia, męża jego córki Marty, która wróciła z miasta do rodzinnego domu z nieślubnym dzieckiem. Roman miałby trzymać malca do chrztu, co uciszyłoby wiejskie plotki, pozwoliłoby zachować gospodarzowi twarz i szacunek społeczności. Mężczyzna zgadza się, jednak wkrótce okazuje się, że córką sołtysa jest jego dawna dziewczyna i to on prawdopodobnie jest ojcem jej dziecka...
Jednocześnie Roman prowadzi dziennikarskie śledztwo - w Szremlach Małych ostatnio miały miejsce trzy samobójstwa, które ludzie tłumaczyli sobie zgubnym wpływem halnego na psychikę. Roman odkrywa jednak, że w tym czasie halny nie wiał w okolicy, miejscowy lekarz sfałszował akty zgonu, policja nie przyłożyła się do śledztwa, a miejscowi wierzą, że gwałtowna śmierć górali jest zemstą niejakiego Wichrołaka - miejscowego zielarza posądzanego o konszachty z siłami nieczystymi i pomór owiec, który padł ofiarą wiejskiego samosądu.
Roman próbuje rozwikłać zagadkę, ale nie jest łatwo wkupić się w łaski hermetycznej góralskiej społeczności. Przy okazji wychodzą na jaw wstydliwe sekrety skrywane przez niejednego mieszkańca wioski...

"Wichrołak" bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Błędem jednak byłoby potraktować tę książkę jako kryminał; czytelnik z takim nastawieniem prawie na pewno będzie rozczarowany. Akcja rozkręca się bardzo wolno, niemal ślamazarnie, brakuje jej dynamizmu, a zagadka kryminalna nie jest zbyt zawiła i skomplikowana - podejrzenia, jakich nabrałam niemal na wstępie rzeczywiście się potwierdzają mimo delikatnych i nielicznych wątpliwości w trakcie lektury. Nie wątek kryminalny jest jednak najważniejszy; służy on jako pretekst do ukazania specyficznej mentalności mieszkańców górskiej wsi, jej barwnego i bogatego folkloru, a przede wszystkim relacji i wzajemnych powiązań charakterystycznych dla wiejskiej społeczności, co udało się autorowi rewelacyjnie. Dlatego też znacznie bardziej zasadne byłoby zaklasyfikować lekturę jako powieść obyczajową z wątkiem kryminalno - psychologicznym.

Jednym z imponujących atutów powieści jest realizm i wiarygodność, z jakimi autor nakreślił zarówno portrety bohaterów, jak i zaprezentował góralską mentalność: tę specyficzną zadziorność, hardość, zawziętość, a zarazem porywczość, skłonność do samowolnego wymierzania "sprawiedliwości"; chciwość i zawiść - szczególnie w odniesieniu do ziemi - oraz obsesyjną troskę o szacunek i dobre imię, tak dobrze nam znane chociażby z lektury "Chłopów" Reymonta. Idealnie ukazał charakter pokrętnej, góralskiej logiki, światopogląd składający się tylko z czerni i bieli oraz swoistą mieszankę wiary chrześcijańskiej, ludowych wierzeń, zabobonów i tradycji będącą niepodważalnym i ostatecznym zbiorem niepisanych praw regulującym życie całej społeczności. Jednak to rewelacyjnie wykreowani, wyraziści bohaterowie są prawdziwą ozdobą i najmocniejszą stroną powieści. Górale, przy wszystkich swoich przywarach i pozornej prostocie są postaciami wyjątkowo niejednoznacznymi i skomplikowanymi wewnętrznie, a przy tym niezwykle barwnymi i dzięki temu zapadającymi z pamięć. Uwagę zwraca choćby Konfesjerka - zakonnica i gospodyni proboszcza, Hamerykanka - właścicielka karczmy, organista Czerniak czy sołtys Józwa. Społeczność jest bardzo zróżnicowana, a zarazem posiada strukturę dość charakterystyczną; we wsi nie może zabraknąć solidnych, cieszących się powszechnym mirem, bogatych gazdów, jak i wioskowego głupka, który notabene odegra ważną rolę w całej historii. Bohaterowie są dynamiczni, barwni, mogą sprawiać wrażenie przerysowanych, ale wiem z doświadczenia, że autor nie tylko nie minął się z prawdą, ale nakreślił ich sylwetki nadzwyczaj wiarygodnie ukazując całą złożoność góralskiego charakteru, mentalności i światopoglądu. Gwara góralska, którą posługuje się autor zadziwiająco swobodnie i z dużą naturalnością, dodatkowo uwiarygodnia opowieść, przydaje jej autentyzmu i tworzy odpowiedni klimat.
Szczególnie zaintrygował mnie wątek Wichrołaka i jego wpływu na wiejską społeczność. Mieszkający na jej peryferiach starzec - zielarz, tyleż niezbędny, co niepożądany, obdarzany niechętnym szacunkiem, ale i budzący strach, staje się idealnym kozłem ofiarnym przy pierwszej nadarzającej się okazji. W całej okazałości mamy tu podręcznikowy wręcz przykład działania psychologii tłumu i mechanizmu polowania na czarownice - i to w dzisiejszych czasach! Autorowi należą się zasłużone brawa za tak dopracowany, wiarygodny i pełen rozmachu psychologiczny i obyczajowy aspekt stanowiący zarazem oś fabuły. Dawno nie spotkałam się z tak wybitnie wykreowanymi sylwetkami bohaterów i rewelacyjnym studium wiejskiej społeczności we wszystkich jej przejawach. Psychika, moralność, mentalność, obyczajowość, wierzenia i folklor - wszelkie aspekty góralskiej kultury błyszczą tu w całej okazałości nie pozwalając ani na chwilę oderwać się od lektury.

Gorąco polecam wszystkim miłośnikom dobrej powieści obyczajowej i góralskich klimatów!


Przeczytana: 06 października, 2011

Paweł Szlachetko to autor, którego dzieł jak dotąd nie miałam okazji czytać. Z noty na okładce dowiedziałam się, że jego książki są na tyle dobre, że doczekały się nawet ekranizacji, a słuchowiska i reportaże, które tworzy są emitowane w Polskim Radiu. Nastawiona pozytywnie takimi rekomendacjami, jak i faktem, że dzieło, które trafiło do moich rąk zaliczono do gatunku kryminałów, zabrałam się za lekturę.

Roman jest młodym, początkującym dziennikarzem. Chce zabłysnąć w swojej branży, więc goni za sensacjami i wszelkimi niezwykłymi zdarzeniami, które mógłby opisać w swoim artykule. Kiedy dowiaduje się, że w małej góralskiej wiosce- Szremlach Małych dochodzi do serii samobójstw, postanawia trochę "powęszyć". Na miejscu jednak wszystko się komplikuje. Okazuje się bowiem, że chłopak zatrzymuje się w domu sołtysa, którym jest ojciec dawnej ukochanej Romana, na dodatek ukochanej, która urodziła jego dziecko. Próbując rozwikłać zagadkę poznaje mieszkańców wioski i powoli poznaje ich tajemnice...

Jak już wspomniałam akcja rozgrywa się w małej góralskiej wiosce- Szremlach Małych. Jak w każdej wsi, społeczność jest tam specyficzna, wszyscy wszystko o sobie wiedzą, znają się od podszewki. Roman mimo, że jest "miastowy", szybko zdobywa sympatię i zaufanie chłopów, którzy zaczynają traktować ich jak swego i z chęcią wyjawiają sekrety, nawet te najbardziej nieprawdopodobne i niewiarygodne. Odmalowanie zwyczajów w wiosce, jej specyfiki i podejścia starych górali do różnych wydarzeń było bardzo udane, żywe i plastyczne. Wyszło autorowi naturalnie, tak jakby sam znał to wszystko doskonale z autopsji.

Przez powieść przewija się mnóstwo bohaterów. Tak ich wielu, że na początku gubiłam się, który to Wisiek, a który Walica. Niestety. Natomiast plusem jest to, że postaci są nietuzinkowe, charakterystyczne i każda z nich ma swoje odrębne przywary, które sprawiają, że jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Dodatkowo żaden z bohaterów nie jest jednoznacznie dobry lub zły. Każdy ma jakieś swoje przeżycia i pobudki, które sprawiają, że postępuje w dany sposób i są to na dodatek pobudki całkiem zrozumiałe.

Jednak ciężko było mi się wdrożyć w fabułę. Owszem, zaczyna się interesująco i mrocznie. Ciemna noc, ulewa, burza, jakieś samotne zakapturzone postaci na wzgórzach. Tylko co dalej? Na tym akcja się kończy i rozwija dopiero po 2/3 książki. Czytelnik nudzi się. Fakt faktem mamy wątki poboczne- Martusi i Romana, Wiśka i piękne przedstawienie tej góralskiej społeczności. Jednak to miał być kryminał, a w tym gatunku najlepiej jest, gdy trup ściele się gęsto, a jak już nie mamy wielu trupów, to chociaż interesujące dochodzenie mógłby nam autor zaserwować. Tutaj jak na kryminał dzieje się zdecydowanie za mało.Nie można też niestety powiedzieć, żeby fabuła zaskakiwała. Jest przewidywalna. Nie trzeba wielkiego wysiłku, by odkryć co się kryje za całą sprawą i nawet zakończenie nie zaskakuje. Pod tym względem "Wichrołak" jest mocno przeciętny.

Bardzo podobał mi się za to styl autora. Góralskie dialogi nadawały książce niesamowity klimat, który sprawiał, że czułam się, jakbym na chwilkę przeniosła się w Tatry. Poza tym był przyjemny i lekki, łatwy w odbiorze.

Do tej książki podchodziłam z nastawieniem na dobry kryminał i pewnie dlatego czuję się zawiedziona i niezbyt usatysfakcjonowana. Kryminał jest z niej kiepski, za to całkiem niezła opowieść obyczajowa o życiu i kulturze góralskiej.


Przeczytana: 24 września, 2011

Efekt halnego

„Wichrołak” Paweł Szlachetko
wyd. Muza
rok: 2011
str. 336
Ocena: 4/6

Kryminał z górami w tle, czy góralski kryminał? Co wybija się na pierwszy plan? Góry czy kryminał? Te pytania krążyły mi po głowie przed rozpoczęciem lektury najnowszej powieści Pawła Szlachetko zatytułowanej „Wichrołak”. Opinie na jej temat są podzielone. Jedni się zachwycają, inni wyrażają dość enigmatycznie i bez większych zachwytów. Ostatnio coraz częściej można spotkać się właśnie z takimi skrajnymi opiniami na temat pojawiających się nowości książkowych. Ale to chyba dobrze, bo różne opinie zmuszają człowieka do głębszych przemyśleń i często poruszającej dyskusji. Mnie zmusiły do przyspieszonej reakcji i sięgnięcia po książkę już jakiś czas temu. Czasem bywa jednak tak, że nie od razu po przeczytaniu danej pozycji, da się napisać o niej kilka słów. Tak było właśnie tym razem. Zebrałam się jednak i opiniuję, a jak, o tym przekonacie się poniżej.

Do sennego i z pozoru bardzo nudnego górskiego miasteczka, a w zasadzie wsi – Szremli Małych, przybywa nikomu nieznany Roman. Chłopak przedstawia się jako pracownik stacji epidemiologicznej, któremu powierzono zadanie zbadania sprawy tajemniczego pomoru owiec. Schronienie na ten czas znajduje u sołtysa, wychodzącego do niego z pewną, dość intrygującą propozycją. Jak to bywa na wsi – nie ma nic za darmo. Sołtys proponuje chłopakowi, by trzymał jego wnuka do chrztu. Powód jest prosty – sołtysowa córka wróciła z podboju wielkiego miasta z nieślubnym dzieckiem, co w takim miejscu, jakim niewątpliwie jest Szremle Małe, jest powodem do wstydu. Marta zhańbiła całą rodzinę i tylko ojciec dziecka, nieważne czy prawdziwy czy podstawiony, może tę hańbę choć trochę zetrzeć. Z pozoru można więc stwierdzić, że we wsi zbyt wiele się nie dzieje, a problemy ludzi tam mieszkających nie są wielkiego kalibru. Takie są jednak jedynie pozory. Okazuje się bowiem, że we wsi jeden po drugim giną ludzie. Miejscowi te zgony tłumaczą wpływem pogody, podobno halny tak oddziałuje na ludzką psychikę. Byłoby to całkiem logiczne wytłumaczenie, gdyby… ostatnio wiał halny. Ale nie wiał. Do tego okazuje się, że Roman nie jest tym, za kogo się podawał. Co wyjdzie z takie ułożonej fabuły? Kim jest Roman? Czy ludzie uwierzą, że dziecko Mary jest jego dzieckiem? Kto, lub co stoi za śmiercią wisielców? O tym przekonać musicie się już sami, tak samo jak samodzielnie będziecie musieli stwierdzić, czy zaliczacie się do grupy, którym książka się podobała, czy do tej, której nie przypadła ona do gustu.

Mnie osobiście książka Pawła Szlachetko przypadła do gustu, może nie wstrząsnęła mną, ale zdecydowanie zaliczam ją do interesujących i pouczających. Jak dla mnie był to bardziej góralski kryminał, niż kryminał z górami w tle, ale nie ma w tym nic złego. Był dreszczyk, była intryga, było stopniowanie napięcia. Moje serce podczas lektury zachowywało się dość spokojnie, nie waląc jak oszalałe, ale powieść mnie wciągnęła i zaintrygowała. Autor bardzo interesująco wykreował bohaterów, tak głównych, jak i drugoplanowych. Moje „za” zdobył również opisami i studium osobowości społeczności wiejskiej. W oryginalny sposób zaprezentował ludowe wierzenia i to jak przekładają się one na życie codzienne mieszkańców Szremli Małych. Zachęcam do lektury. Moim zdaniem, warto sięgnąć po „Wichrołaka”, ot choćby po to tylko, by wyrobić sobie własne zdanie na temat tej książki.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 17 sierpnia, 2011

Przeczytałem tą opinię Doroty Panasewicz. Dlatego książka mnie zaintrygowała. Oto owa opinia.

"Do górskiej wsi Szremle Małe przybywa początkujący dziennikarz Roman, w celu zbadania serii tajemniczych zgonów, które uznawane są za samobójstwa. Jak się okazuje, niektórzy z mieszkańców wioski wierzą, że za rzekomymi samobójstwami stoi niejaki Wichrołak, który w ten sposób szuka zemsty. Wichrołak, który przecież powinien być martwy. Sprawa, którą zajmuje się Roman, toczy się w coraz bardziej zaskakującym kierunku.

Muszę przyznać, że książka ta od samego początku mnie urzekła. Już pierwsze jej strony wywołały u mnie dreszcz. Jest to bowiem rewelacyjny moim zdaniem mroczny thriller, zawierający w sobie elementy kryminału oraz powieści obyczajowej. Te ostatnie ujawniają się w wątku ukazującym związek Romana i Marty, córki sołtysa Szremli Małych.
Ta mieszanka gatunków daje niesamowity efekt. Książkę czyta się z zapartym tchem, w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń. Czytelnik nie od razu dowiaduje się o wszystkim. Kolejne wydarzenia powoli, krok po kroku, układają się w coraz bardziej zrozumiałą całość i prowadzą do rozwiązania zagadki.
Autor, Paweł Szlachetko, posiada znakomitą umiejętność budowania nastroju i stopniowania napięcia. Panujący w powieści klimat grozy po prostu się czuje a nagłę zwroty akcji, pchają bieg wydarzeń na coraz to nowy tor. Właściwie do ostatnich stron książki czytelnik trzymany jest w pełnej dramatyzmu niepewności.
W powieści „Wichrołak” mamy do czynienia z wyrazistymi, mocno zarysowanymi, często niejednoznacznymi pod względem osobowości, postaciami. Mogę śmiało powiedzieć, iż postaci te żyją, tworząc barwny obraz społeczności góralskiej. Na ich przykładzie autor pokazał zdumiewającą siłę nienawiści płynącej z wiary w zabobony, żądzę zemsty oraz niewiarygodne jak na XXI wiek zacofanie. Właśnie te postawy stanowią tę destrukcyjną siłę, która napędza koło wydarzeń. A co ciekawe, wszystkie opisywane zdarzenia rozgrywają się w środowisku osób (w ich własnym mniemaniu) pobożnych i religijnych. Ta ich podwójna moralność wręcz zadziwia.
Paweł Szlachetko wspaniale oddał też koloryt miejsca, w którym rozgrywają się wydarzenia, przede wszystkim poprzez gwarę, jaką posługują się bohaterowie. Do atutów powieści zaliczyć jeszcze mogę dokładne opisy miejsc, osób oraz ich stanów wewnętrznych. Wszystko to sprawia, że czytelnik bez najmniejszego trudu wczuwa się w klimat powieści, jakby był bezpośrednim obserwatorem, a nawet uczestnikiem wydarzeń.
W powieści ukazany jest obraz zetknięcia się za sobą dwóch potężnych sił: nienawiści i miłości. Która z nich zwycięży? O tym przekona się ten, kto sięgnie po książkę „Wichrołak”. Myślę, że moja recenzja mówi sama za siebie, ale chcę jeszcze raz podkreślić, iż kto zdecyduje się wkroczyć do tego mrocznego świata, przedstawionego w powieści, nie pożałuje. Ta naprawdę godna polecenia książka przyciąga i kusi już nawet samą okładką, a co dopiero, gdy czytelnik zagłębi się w jej treść. Nie wypuści z rąk książki, póki jej nie przeczyta w całości. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Autorowi zaś mogę pogratulować rewelacyjnego pomysłu na powieść".

Dorota Pansewicz
(link do strony, z której ściągnąłem recenzję)
http://www.duzeka.pl/?dzial=ksiazka&id=recenzje&dalej=1&data=1310980826


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 sierpnia, 2011

Paweł Szlachetko debiutował w latach dziewie dziesiątych. Jest autorem kilkunastu słuchowisk i reportaży emitowanych w Polskim Radiu. Publikował również powieści sensacyjne pod pseudonimem Arthur Ray (m.in. ,,Poker morderców”). Scenarzysta filmowy i telewizyjny, współautor serialu telewizyjnego ,,Śladami złodziei aniołów”. Na podstawie jego książki ,,Zwerbowana miłość” (MUZA2010) powstał film pod tym samym tytułem.

,,Wichrołak” urzekł mnie swoją okładką, na której znajduje się sznur na ciemnym tle. Pierwsze co pomyślałam, że na pewno będzie tam jakieś zabójstwo. Nie myliłam się z tym stwierdzeniem. Poza tym lubię książki, które posiadają zagadkę, rozwiązywaną przez bohaterów.

Książka Pawła Szlachetko nie skupia się tylko na głównym bohaterze, ale także na mieszkańcach wioski. Autor ukazuje ich świat i ich problemy. Pokazuje nam całkiem inne życie, w którym magia i czary nie mają wstępu.

,,Wichrołak” opowiada o Romanie, który pragnie zostać dziennikarzem. Słysząc o małej wiosce, w której giną osoby, postanawia o tym napisać. Pragnie by jego artykuł znalazł się na pierwszej stronie. Gdy dociera do Szremli Małych sołtys postanawia, żeby za pieniądze grał męża jej córki. Okazuje się również, że Marta jest dawną ukochaną, która urodziła jego dziecko. Zaczyna grać swoją rolę i poszukuje rozwiązania zagadki, w której nieznany jest zabójca. Mieszkańcy wioski uważają, że to stary starzec mieszkający z dala od wioski, który potrafi czarować. Chodzą również pogłoski, że Ci którzy umarli, przed śmiercią widzieli Onego. Romanowi zaczynają pomagać policjant, który marzy o awansie i lekarz, który boi się tego co napisze młody człowiek. Na drodze pojawiają się dowody, które odkrywa Roman. Poza tym młody mężczyzna zaczyna walkę o miłość swojej ukochanej.

Paweł Szlachetko ukazuje nam świat, w którym opinie innych ludzi są bardzo ważne. Pokazuje nam również, jak sołtys potrafi kłamać, by prawda nie wyszła na jaw. Nie chce, by mieszkańcy wioski wiedzieli, że jego pojechała do miasta i wróciła z dzieckiem, który nie posiada ojca. Poza tym widzimy również człowieka, który przez swoje ciężkie dzieciństwo jest teraz źle traktowany i zaczyna mieć chorobę psychiczną.

Gdy czytałam książkę, trochę mi się pomieszało w głowie, ponieważ niektóre wydarzenia są pomieszane. Ciężko mi się było połapać w tym, ale jakoś dałam radę a imiona zapamiętałam, ponieważ niektóre z nich są popularne. Poza tym nie ma żadnym imion, których by się nie dało wymówić.

,,Wichrołaka” polecam wszystkim tym którzy szukają przygód i kochają książki z zagadkami, które są po kolei rozwiązywane.

Książka została wydana przez Wydawnicto MUZA SA.

Ocena:5/5


www.klara203.blogspot.com


„Wichrołak” przyczynił się do mojego pierwszego spotkania z tym pisarzem. Czy było udane? Nie jestem do końca pewna. Paweł Szlachetko jest autorem kilkunastu słuchowisk i reportaży radiowych, które są emitowane w Polskim Radiu. Zadebiutował w latach dziewięćdziesiątych. Publikował swoje powieści sensacyjne pod pseudonimem Arthur Ray. Jest scenarzystą filmowym i telewizyjnym. Współtworzył serial „Śladami złodziei aniołów” i film „Zwerbowana miłość”. Wydał kilka cykli reportaży oraz powieści kryminalne.

Do góralskiej wioski przyjeżdża młody chłopak, Roman. Właśnie skończył studia i chce zostać dziennikarzem. Aby dostać się do redakcji dziennika krakowskiego, szuka fascynującego materiału. Wydaje się, że właśnie taki odkrył, gdyż w jednej z górskich wiosek trafia na ślad serii zagadkowych samobójstw. Kiedy Roman przyjeżdża do Szremli Małych, nieoczekiwanie spotyka swą dawną miłość, Martę, która, jak się okazuje, jest matką jego dziecka. Bohater zostaje uwikłany w grę, prowadzoną przez nieświadomego prawdy o ojcostwie Romana, gazdę - ojca dziewczyny. Baca przekupuje przybysza, by ten jako "ojciec" podał do chrztu dziecko córki. Wystraszony chłopak podejmuje zaproponowaną grę. Czy zdoła spełnić dane góralowi słowo? *opis pochodzący z książki

Przyznam się, że najpierw zwróciłam uwagę na okładkę. Czarne tło i sznur, który od razu kojarzy się z samobójstwem. Do tego czerwony napis. W połączeniu daje mroczny efekt. Akcja rozgrywa się na wiosce, gdzie wszyscy o się znają, wiedzą o sobie wszystko. Mieszkańcy wierzą w przesądy i czary mimo, że akcja rozgrywa się w XXI wieku. Myślałam że są oni zacofani w czasie, ale nie; mają telewizory i nowe samochody.

Autor szczegółowo opisuje krajobrazy górskie. Dzięki temu przenosimy się do polskich gór. Czujemy tamtejszy klimat. Mogłoby się wydawać, że jest to dużym plusem tej książki, ale nie lubię zbyt długich opisów. „Wichrołak” jest kryminałem, więc liczyłam na szybką akcję i duże napięcie. Niestety przez większość książki nic się nie dzieje. Autor odszedł od wątku samobójstw na rzecz innych. Plusem jest to, że Paweł pisze lekkim językiem, stworzył barwne postacie oraz zagadka wyjaśnia się dopiero na końcu książki.

Polecam „Wichrołaka” osobom, które pragną przeczytać powieść obyczajową, a nie kryminał. Szlachetko stworzył historię o góralach, ich życiu i kulturze.


Moje pierwsze spotkanie z panem Pawłem Szlachetko, ale mam nadzieję, że na tym jednym się nie skończy. "Pod nóż" dostałam jego najnowszą książkę, bo napisał ich już kilka, o tytule "Wichrołak", który nieco mnie zaintrygował i jednocześnie zmotywował do przeczytania, bo przecież trzeba było się dowiedzieć, co takiego się w "tym" kryje:)

Miód dla moich uszu, kiedy dowiedziałam się, że to kryminał. Głównym bohaterem jest młody chłopak Roman - dziennikarz, który jest świeżo po studiach i od razu marzy, aby rozpocząć karierę. Pragnie świetnego materiału, który nie tylko pozwoli mu napisać ciekawy artykuł, ale również zainteresuje czytelnika i dzięki temu dostanie wymarzoną pracę. Pewnego dnia nadarza się ku temu okazja, ponieważ mężczyzna dowiaduje się o serii tajemniczych morderstw w góralskiej wiosce.



Czym ta powieść mnie urzekła? Przede wszystkim tym, że nie pozwala nam się nudzić. Podobały mi się zaskakujące wątki, które ciągnęły się do samego końca. Samo to, że córka miejscowego sołtysa, u którego zatrzymał się Roman to miłość z jego dawnych lat, a do tego dziewczyna ma z nim dziecko! To potrafi nieco powywracać życie człowieka - zwłaszcza, kiedy mieszka się pod jednym dachem z dziadkiem, który o niczym nie ma pojęcia:)

Jednak mogłabym też powiedzieć, że "Wichrołak" może niektórych wykończyć - mimo, iż piękne opisy przyrody - chodzi oczywiście i nasze piękne polskie góry - które ciągnęły się, ach ciągnęły! Czasami lubię zatopić się w tego typu lekturach, ale po jakimś czasie ma się zwyczajnie dosyć:) Ale trzeba panu Pawłowi to przyznać - potrafi uchwycić klimat, który możemy odczuć tak naprawdę tylko w dolnych granicach Polski.

Podobało mi się zakończenie, jednak musiałam czekać niemal całą powieść, aby skinąć głową z pełną aprobatą. W kryminale poszukuje raczej czegoś więcej - zwrotów akcji, ciekawych postaci, które będą mnie jednocześnie fascynowały i przerażały, wywoływały gęsią skórkę! Może nie jest to mój ulubiony Simon Beckett, ale pomysł był niezły, a "Wichrołak" to dobra książka, której warto poświęcić parę chwil:)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 października, 2011

Do góralskiej wioski przyjeżdża młody chłopak, Roman. Właśnie skończył studia i chce zostać dziennikarzem. Aby dostać się do redakcji dziennika krakowskiego, szuka fascynującego materiału. Wydaje się, że właśnie taki odkrył, gdyż w jednej z górskich wiosek trafia na ślad serii zagadkowych samobójstw. Kiedy Roman przyjeżdża do Szremli Małych, nieoczekiwanie spotyka swą dawną miłość, Martę, która, jak się okazuje, jest matką jego dziecka. Bohater zostaje uwikłany w grę, prowadzoną przez nieświadomego prawdy o ojcostwie Romana, gazdę - ojca dziewczyny. Baca przekupuje przybysza, by ten jako "ojciec" podał do chrztu dziecko córki. Wystraszony chłopak podejmuje zaproponowaną grę. Czy zdoła spełnić dane góralowi słowo?

Paweł Szlachetko to pisarz, o którego istnieniu dowiedziałam się dopiero za sprawą prezentowanej dzisiaj książki. Z tego, co wyczytałam w Internecie zadebiutował on w latach dziewięćdziesiątych. Dzisiaj jego reportaże i słuchowiska są emitowane w Polskim Radiu, a książki i scenariusze cieszą się dużą popularnością. Takie informacje o autorze sprawiły, że od powieści "Wichrołak" klasyfikowanej w kategorii thriller/sensacja/kryminał oczekiwałam wielu niezapomnianych wrażeń.


Niestety jako miłośniczka kryminałów jestem nią po prostu zawiedziona. Od książek zaliczanych do wyżej wymienionych gatunków wymagam przede wszystkim wielu emocji i napięcia akcji. Niestety "Wichrołak" to lektura bardzo spokojna, stonowana i bądź, co bądź po prostu nudna. Przez większość fabuły nie mają miejsca żadne wydarzenia, które mogłyby zainteresować czytelnika. Co prawda autor stara się stopniowo wydobywać na wierzch pewne fakty, które miałyby służyć zwrotom akcji, jednak nie osiąga tym swego celu, a wręcz rozdrażnia odbiorcę brakiem rozwoju wydarzeń.


Plusem tej powieści są na pewno niebanalne, dobrze zarysowane sylwetki bohaterów oraz interesujący góralski klimat. Cechy te nadają książce oryginalności i bronią ją przed wrzuceniem do kosza z niezbyt ambitnymi pozycjami. Pozytywnym aspektem "Wichrołaka" jest również ciekawy pomysł autora na stworzenie fabuły, który niestety nie został idealnie zrealizowany. Gdyby autor dodał do tej książki choć trochę zwrotów akcji i zbudował większe napięcie powieść ta na pewno zostałaby przeze mnie jak i przez wiele innych czytelników lepiej odebrana.


Podsumowując jeśli jesteś miłośnikiem wszelkiego rodzaju książek sensacyjnych, czy thrillerów nie będziesz usatysfakcjonowany tą lekturą, zaś jeśli lubisz powieści obyczajowe z małymi zagadkami osadzone w góralskich klimatach "Wichrołak" powinien się ci spodobać .


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 października, 2011

Dziwacznych kryminałów ciąg dalszy. Tym razem akcja toczy się współcześnie, ale za to w górach, dokładniej – w małej podhalańskiej wiosce. Jak to zazwyczaj bywa, wioska jest z pozoru cicha, spokojna, gospodarze trudzą się by wykarmić rodziny i kupić nowy telewizor plazmowy, wolne chwile uprzyjemniając sobie w gospodzie nad kulturalnym pół litra...
Jednak niedawne wydarzenia kładą się cieniem na spokoju i sumieniu górali. Doszło bowiem we wiosce do zbrodni, o której wszyscy najchętniej by zapomnieli. Ktoś lub coś jednak na to nie pozwala. Kilku zamożnych i szanowanych gazdów ginie na szubienicy. Policja uznaje, że były to samobójstwa, co potwierdza miejscowy lekarz, wysnuwając teorię o zgubnym wpływie halnego na psychikę ludzi.
Główny bohater, Roman, marzący o karierze dziennikarza wyjaśnia jednak, że w okresie kiedy dochodziło do powieszeń nie zanotowano owego wiatru. Czując, że coś tu jest nie tak, przyjeżdża do górskiej wioski i zatrzymuje się w niej pod zmyślonym pretekstem. Co wyjdzie ze spotkania miastowego chłopaka z góralami i z jego tajnego śledztwa?

Autorowi należą się brawa za oddanie podhalańskiego kolorytu i polskiej mentalności. Specyficzna religijność i moralność, ciągłe niesnaski między sąsiadami, odwieczne konflikty itd. wiodą prym w tej książce. Wątek kryminalny też jest nieźle pomyślany i nie wszystkie postacie, które maczały palce w krwawych wydarzeniach dają się tak łatwo zidentyfikować. Czytało się to przyjemnie, no, może końcówka jest trochę nieznośnie przeciągnięta i ubarwiona. Ale całość sprawia dobre wrażenie i można się całkiem dobrze bawić przy tej książce.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 16 sierpnia, 2011

Przeczytałem i jeszcze mi mało!

Wszystko zaczęło się przypadkowo. Księgarnia, stoisko…zobaczyłem książkę. Najpierw złapała mnie okładka. "Czysta" - bezudziwnień, "bijąca" po oczach. Pomyślałem - czemu nie?
Następnego dnia byłem zły.
ZŁY, bo zacząłem czytać wieczorem i MUSIAŁEM doczytać do końca (czyli do rana). Następnego dnia miałem krzywo w pracy. Z jednej strony niewyspanie, a z drugiej cały czas myślałem o Wichrołaku.
Fabuła, klimat grozy, opisy przyrody i charakterystyki bohaterów kompletnie mnie pochłonęły. JA TAM BYŁEM! Niesamowite uczucie – wszystko dzięki doskonałemu stylowi autora!!!
Nie będę tu się "roztkliwiał", ale powiem tylko tyle: doskonała powieść, doskonały pomysł i super jazda (akcja powieści).
ALE ODRADZAM!!! - jak nie chcecie zawalić nocy, nie bierzcie Wichrołaka do ręki ☺

Magik


Przeczytana: 09 września, 2011

1,5


Na półkach: Przeczytane, 2012
Przeczytana: 11 kwietnia, 2012