pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów
Carmen kupuje w "ciucharni" parę znoszonych, wypłowiałych dżinsów. Wieczorem, kiedy cztery przyjaciółki żegnają się przez wyjazdem na wakacje, Carmen chce je wyrzucić, ale Tibby, Lena i Bridget przymi... Carmen kupuje w "ciucharni" parę znoszonych, wypłowiałych dżinsów. Wieczorem, kiedy cztery przyjaciółki żegnają się przez wyjazdem na wakacje, Carmen chce je wyrzucić, ale Tibby, Lena i Bridget przymierzają po kolei spodnie. Okazuje się, że mimo, iż każda z nich ma inną figurę wszystkie wyglądają w nich fantastycznie. Postanawiają założyć Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów i co tydzień przesyłać sobie spodnie. pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Selkar
Matras
Albertus
Empik
Weltbild
Zinamon Opinie znajomych
-
368
-
237
-
868
Opinie czytelników
Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.
Dnia 24 stycznia 2011 roku wydarzył się dla mnie szczególny dzień, niemalże dzień cudu. Wydaje mi się, nawet, że powinno się ogłosić 24 stycznia świętem narodowym. Otóż tego dnia, pierwszy raz od wieków poszłam do biblioteki. Niby nic, ale jednak coś. Zauważyłam tam zmiany, których bez chęci przeczytania tej książki nie zauważyłabym. Zmiany zaszły w personelu, komputeryzacji i oczywiście książkach. Do biblioteki doszło kilka pań, został podłączony szybki internet, za który płaci Orange, doszło też wiele nowości, o których posiadanie nawet nie podejrzewałabym filię nr 5 w Chorzowie. Wraz z SWD wypożyczyłam także książkę Michaela Granta - serię GONE, ale nie wiem czy przeczytanie jej dojdzie do skutku. Nie przepadam za książkami z biblioteki, głównie z powodu tego, że muszę je potem oddać, ale również moje zdanie na temat bibliotecznych książek wyraża Agnieszka Chylińska słowami:
"Nienawidzę bibliotek. Książka z biblioteki, jest jak facet, który miał mnóstwo kobiet. Przychodzi do ciebie i czujesz, że pachnie kimś innym. Niby go kochasz, chcesz z nim być, chcesz to wszystko pojąć, ale wiesz, że był dotykany przez inne. Najgenialniejsza książka odpada, kiedy jest poplamiona, popisana. Ktoś ją miał, ktoś ją czytał i ktoś swoim tłustym wzrokiem próbował skumać, o co w niej chodzi."
Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów zaczęłam czytać jeszcze tego samego dnia, a skończyłam następnego.
Poznajemy cztery bohaterki: Lenę, Bridget, Tibby i Carmen. Ta ostatnia kupiła parę znoszonych, starych spodni w "szmateksie", bez mierzenia, sprawdzania itp. Rzuciła je na półkę i leżały sobie tak, aż dziewczyny nie spotkały się, by pogadać. Każda z nich wyjeżdżała w inne miejsce, pierwszy raz od zawsze spędzały wakacje w innym miejscu, no może oprócz Tibby, która została w mieście. Tibby zauważa spodnie i chce je, potem każda je mierzy i o dziwo! Pasują na każdą, mimo ich odmiennej budowy. Postanawiają założyć Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, spisują zasady, w których obiecują nigdy nie prać dżinsów oraz przesyłać je sobie co tydzień wraz z listem i opisem zdarzeń, które miały miejsce. Powiem, że nie wiem jak opisać to wszystko, bo mimo, że książka jest lekka i przyjemna rozdziela się na cztery części, jedna na każdą z dziewczyn.
Carmen wyjeżdża do ojca, ma nadzieję na wesołe wakacje spędzane z Alem, a tutaj szok, ponieważ Al jest teraz Albertem, ma narzeczoną, z którą żeni się 19 sierpnia i dwójkę "nowych dzieci". Dziewczyna jest zazdrosna, choć może nie zdaje sobie z tego sprawy. Gdy na co dzień jest (a przynajmniej tak mi się wydaje) wesoła, staje się burkliwa, ciągle się boczy i nie chce wychodzić z pokoju. Bardzo polubiłam jej "nowego brata" - Paula, mimo tego, że jest "wrogiem" Carmen", jego postać była taka słodka.
Lena jest greczynką, wyjeżdża do dziadków do Grecji wraz z siostrą. Tam poznaje chłopaka - Kostosa, który mimo tego iż jest przystojny i miły, na początku dziewczyna nie darzy go sympatią. Od momentu pewnego zdarzenia nad stawem, które było trochę nieprzyjemne, gdyż po nim dziadek Leny i dziadek Kostosa się pobili, dziewczyna zaczyna coś do chłopaka czuć, ale sama nie zdaje sobie z tego sprawy (nie dopuszcza tego do siebie). Dopiero ostatniego dnia, po rozmowie z siostrą idzie porozmawiać z Kostosem i dochodzi do czegoś więcej niż przeprosiny.
Bridget, oszałamiająca blondynka, wyjeżdża na obóz piłkarski, gdzie poznaje przystojnego trenera - Erica, jest zawiedziona gdy nie dostaje się do jego drużyny. Można powiedzieć, że dostała kręćka na jego punkcie, popisywała się, szła na jego treningi, poszła do klubu w którym on się bawił, tańczyła z nim, podglądała gdy spał, no może nie tyle spał, co się obudził gdy przyszła.
Tibby - z opisaniem jej historii mam małe problemy, ponieważ poznaje ona dziewczynę - Bailey, która jest chora na białaczkę. Jej historia jest smutna, ponieważ mimo irytującego usposobienia Bailey jest tą dramatyczną osobą, gdyż... A może same przeczytacie... W każdym bądź razie Tibby chce podczas tych wakacji nakręcić film o ludziach, tak po prostu. Zaprzyjaźnia się z Bailey oraz Brianem.
Najbardziej podobały mi się historie pisane o Lenie i Bridget, w drugiej kolejności Tibby, a najmniej Carmen.
Co mogę jeszcze powiedzieć o książce... Jest to pierwsza część, czekają na mnie jeszcze trzy. Każdy rozdział poprzedzony jest cytatem, które bardzo mi się spodobały.
Mój ulubiony cytat:
"Może szczęście to kwestia bilansu plusów - światła zmieniającego się na zielone w chwili, gdy podchodzimy do przejścia - i minusów - gryzącej metki przy kołnierzy - spotykających nas każdego dnia.
I może na każdego przypada taka sama jego dawka.
Może w istocie nie liczy się fakt, czy jest się sławną pięknością, czy też rozpaczliwie szarą myszką.
Może nie jest ważne, że nasza przyjaciółka umiera.
Może trzeba po prostu żyć. Nic więcej"
"Może szczęście to kwestia bilansu plusów - światła zmieniającego się na zielone w chwili, gdy podchodzimy do przejścia - i minusów - gryzącej metki przy kołnierzy - spotykających nas każdego dnia.
I może na każdego przypada taka sama jego dawka.
Może w istocie nie liczy się fakt, czy jest się sławną pięknością, czy też rozpaczliwie szarą myszką.
Może nie jest ważne, że nasza przyjaciółka umiera.
Może trzeba po prostu żyć. Nic więcej"
Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów czytałam po raz drugi, tym razem własny egzemplarz(takie czyta mi się o wiele lepiej). Nie mam pojęcia jaki odstęp czasu minął odkąd ponownie sięgnęłam po tę książkę, ale jestem pewna, że wtedy nie czytałam ich z takim uczuciem i dokładnością.
Stowarzyszenie jest mi książką bardzo bliską. Czwórka przyjaciółek, które po raz pierwszy nie spędzą wakacji w swoim towarzystwie. Na szczęście, mają coś, co pomoże im przetrwać tak długi okres rozłąki - Magiczne Dżinsy. Dziewczyny ustalają zasady dotyczące wymiany i noszenia spodni, które idealnie pasują na każdą z nich, mimo odmiennej sylwetki. Tibby, Lena, Carmen i Bridget doświadczają nowych, wcześniej nieodkrytych emocji, uczą się jak podążać za głosem serca i rozumu jednocześnie, zdobywają nowe znajomości, a przede wszystkim chcą jak najlepiej przeżyć (krótki) okres wakacji
Powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, warto jednak zatrzymać się nad niektórymi zdaniami, które być może zmienią nasze spojrzenie na świat choć odrobinę. Od książki trudno się oderwać, na jej przeczytanie najlepiej zarezerwować sobie wolny dzień. Opisy pani Brashares z łatwością przeniosą nas na grecką wioskę Oia i ukażą klimat malowniczego północno-zachodniego Meksyku.
Najbardziej przypadła mi do gustu postać Tibby i to jej losy czytałam najchętniej. Byłam ciekawa zmagań Bridget z przeciwnościami losu, mimo iż nie jest to moja ulubiona bohaterka. Czytanie Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów z całą pewnością nie uważam za czas stracony i nie mogę się doczekać aż sięgnę bo kontynuację powieści.
Czytałam kilka razy, a za pierwszym wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tak mnie wtedy wciągnęła, że nie mogłam się od niej oderwać i przeczytałam ją w jeden dzień.
Wspaniale mówi o przyjaźni, o dorastaniu i o wielu innych rzeczach.
Niezwykła książka.
Ciekawa książka opowiadająca o czterech przyjaciółkach znajdujących stare dżinsy które jakimś cudem pasują na nie wszystkie (mimo że dziewczyny różnią się od siebie budową). Fajny pomysł na fabułę, czyta się lekko i przyjemnie. Polecam:)
Przypadkiem udało mi się znaleźć ją w bibliotece, więc zaciekawiona przystąpiłam do lektury. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam cudów. Mam już za sobą trochę przeczytanych książek i mniej więcej wiem, czego spodziewać się po tego typu powieściach. Początkowo porównywałam "Stowarzyszenie" do słynnych czytadełek Meg Cabot, jednak teraz z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że Ann Brashares znacznie lepiej wykreowała świat swoich własnych bohaterów. Cykl o dżinsach, choć mógłby wydawać się banalny i głupi, jest dużo lepszy od chociażby "Pamiętnika Księżniczki".
Jak już wspomniałam, pomysł z przechodzącymi z rąk do rąk spodniami może wydawać się nieco głupi i zupełnie nierzeczywisty. W istocie jest jednak trochę inaczej. Owszem, może sam ten motyw nie jest wybitnie ciekawy, ale muszę dodać, że autorka stworzyła całkiem przyjemną w odbiorze historię, która opiera się głównie na podróżujących dżinsach. Poznajemy cztery nierozłączne przyjaciółki: Carmen, Bridget, Lenę i Tibby. Po odkryciu magicznych właściwości dzinsów zakładają one tytułowe Stowarzyszenie, którego głównym założeniem jest wzajemne przesyłanie dżinsów w ciągu wakacji, które dziewczyny mają spędzić oddzielnie. Tak oto zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, które opisują głównie najważniejsze zdarzenia każdej z życia przyjaciółek. Autorka serwuje czytelnikom historię, w której przeplatają się różne wątki, a każdy dotyczy oczywiście jednej z dziewczyn. I tu niestety spotkał mnie zawód: dżinsy, które miały odgrywać tu główną rolę, zostają zepchnięte na bok i są jedynie tłem do pozostałych wydarzeń. Wśród nich znalazły się dwa epizody miłosne, co uważam za niezbyt dobry zabieg. W zupełności wystarczyłby jeden.
Jeszcze kilka słów o głównych bohaterkach. Uważam, że jak na tego typu książkę przystało, zostały one dość schematycznie przerysowane. Carmen wyróżnia się zdrowym rozsądkiem (jako jedyna z dziewcząt), Bridget cechuje ognisty temperament i lekkomyślność, Lena należy do nieśmiałych, zakompleksionych nastolatek, które świat uważa za nieziemsko piękne, natomiast Tibby to taka przeciętna, nieco dziwna dziewczyna. Najbardziej polubiłam Lenę, choć jej historia nie była tą najciekawszą. Jeśli zaś chodzi o wydarzenia, to historię Tibby stawiam na pierwszym miejscu.
Podsumowując: miła pozycja dla odprężenia.
Wydaje się banalna, jednak w stosunku do innych lekkich powiastek dla młodzieży jest definitywną księżniczką - przeniosła mnie do Grecji i Baja California, a przede wszystkim dzięki niej w lodowate dni poczułam wakacje.
Bardzo fajna. Autorka miała naprawdę świetny pomysł. Lena, Carmen, Bridget i Tibby przeżyły wiele ciekawych przygód. Ta książka bardzo zmieniła postrzeganie przeze mnie niektórych rzeczy, bardzo polecam.
Przyjemnie się ją czyta. Autorka napisała bardzo fajną serię o pomysłowej fabule. Świetne przygody czterech bohaterek, które łączy prawdziwa przyjaźń.
Przyjemna lektura nie tylko dla nastolatek. Wciągająca fabuła i bardzo wyraźne sylwetki głównych bohaterek. Uwielbiam Bee! :)
Z początku nudna, później akcja się rozwinęła. Zakochałam się w tej książce. Polecam!
Po tej książce nie spodziewałam sie niczego głębokiego.
Poleciła mi ja koleżanka, która nie czytała ambitnych książek z tąd właśnie ta opinia.
W tamtym czasie, czytałam niezbyt dużo a jeżeli juz to były to takie nastoletnie książki. Nic głębszego się nie nasuwało, dopiero później zainteresowały mnie dramaty,ale to już inna historia ;)
Myślałam,że ta ksiązka też będzie w tej kategorii i miałam racje ale w zupełnie innym znaczeniu.
Prolog ułatwia nam zrozumienie początku to bardzo ciekawy sposób wprowadzenia. Autorka dobrze to obmyśliła :)
Z łatwością zostajemy wprowadzenie i z łatwością odnajdujemy sie w świecie głównych bohaterek.
Od początku mnie ciekawiła i wciągneła.
Nie pamiętam co mi sie w niej nie podobało bo czytałam ja dosc dawno no i własnei zamierzam ja przeczytać ponownie w najbliższym czasie.
Pamietam jednak to,ze się nie myliłam i myliłam.
Ksiazka zalicza sie do tych nastoletnich,a jednoczesnie nie.
Ma podwójne dno, dla wiekszosci jest zwykłą ksiązka o dorastaniu i wgl. wiecie trele morele,ale inni widzą w niej więcej o wiele więcej.
Bądż widzą to w innym znaczeniu tych słów, to ksiązka o dorastaniu tym prawdziwym emocjonalnym a nie tym ,że rośniesz i udajesz kobietę i zachowujesz sie jak niedorosły dziecak. to prawdziwe dorastanie te o które powinyśmy walczyc i które powinyśmy przyjąc jako dar a nie przeklęństwo. O głębokim dorastaniu przez różne osoby w różnym czasie. Ta ksiazka ze wszystkich 4 z tej serii najbardziej mi sie jak dotąd spodobała. Choć gdy przeczytam je drugio raz zmienie zdanie ;)
Gorąco polecam,zwłasza osobom które niep otrafia znależć sb miejsca w przestrzeni ;)
pozdrawiam
Ciekawa książka o dorastaniu i rozłące. 4 dziewczyny czynią stare dżinsy symbolem swojej przyjaźni, wysyłają je do siebie nawzajem podczas rozłąki, a te pomagają im osiągac swoje cele i przeżywac niezapomniane chwile
Zwykła obyczajówka, gdyby nie te dżinsy. Zupełnie jakby pisarka chciała przekazać, że młodzież w dzisiejszych czasach nie potrafiła utrzymać przyjaźni, gdyby nie coś magicznego.
Ale pomysł w sumie nawet ciekawy. Lena jest jak Bella - wyszukuje problemów, których nie ma; Bridget jest normalnie napalona dziołcha, ale o Tibby i Carmen da się czytać.
Jak dla mnie fajna:) Początek co prawda był trochę usypiający lecz znośny. Potem akcja potoczyła się już sama i zaskakująco mnie wciągnęła. Bardzo miło spędziłam czas z tą książką.
Nie żałuję i polecam :)
Cudowna książka!
Napisana lekkim, fajnym językiem, od razu trafiła w mój gust. Fajne ciekawe przygody czterech przyjaciółek, ciekawie i z pomysłem opisane-POLECAM!!!
4 przyjaciółki wypożyczające sobie co tydzień spodnie. :) Fajna sprawa, miło się o tym czyta i nie sposób się nie uśmiechnąć pod nosem.
Miałam naście lat i chyba mi się podobało. Ale skoro nie pamiętam tego... to nie jestem przekonana, czy tak było w rzeczywistości.
Najlepsza część.Jest nawet film nakręcony na podstawie tej książki,ale wiele rzeczy się nie zgadza.Uważam że książka jest lepsza.
Szczerze mówiąc, nie wciągnęła mnie jakoś wyjątkowo, lecz przeczytać się dało, książka podobała mi się ;)
Na półkach
Cytaty z książki
- „Lepiej mieć serce na dłoni, niz trzymać je głęboko w środku...” - 17 osób to lubi
- „Może szczęście to kwestia bilansu plusów - światła zmieniającego się na zielone w chwili, gdy podcho...” - 13 osób to lubi
- „Zanim zupełnie przestała myśleć, oddając się uczuciom, przemknęło jej przez głowę, że nie wyobrażała...” - 7 osób to lubi






























