Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Prawnik z Lincolna

Tłumaczenie: Łukasz Praski
Cykl: Mickey Haller (tom 1)
Wydawnictwo: Albatros
7,37 (431 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
21
9
47
8
111
7
174
6
54
5
19
4
3
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Lincoln Lawyer
data wydania
ISBN
9788376593654
liczba stron
448
słowa kluczowe
adwokat, kryminał
język
polski
dodała
Dorota_1988

Mickey Haller nie należy do adwokackiej elity Los Angeles. Jego biuro mieści się na tylnym siedzeniu lincolna (jednego z czterech), którym jeździ od sądu do sądu, by bronić kolejnych szemranych klientów: dilerów narkotykowych, pijanych kierowców i recydywistów. W systemie sprawiedliwości Mickeya kwestie winy i niewinności schodzą na dalszy plan; liczą się jedynie skuteczne negocjacje i...

Mickey Haller nie należy do adwokackiej elity Los Angeles. Jego biuro mieści się na tylnym siedzeniu lincolna (jednego z czterech), którym jeździ od sądu do sądu, by bronić kolejnych szemranych klientów: dilerów narkotykowych, pijanych kierowców i recydywistów. W systemie sprawiedliwości Mickeya kwestie winy i niewinności schodzą na dalszy plan; liczą się jedynie skuteczne negocjacje i manipulacje. Nieoczekiwanie trafia mu się zlecenie, o jakim marzy każdy prawnik: obrona zamożnego playboya z Beverly Hills, oskarżonego o pobicie i gwałt. Początkowo sprawa wygląda na banalnie prostą. Gdy jednak Haller zagłębia się w zagmatwaną przeszłość oskarżonego, na jaw wychodzą niepokojące fakty. Mickey zaczyna zdawać sobie sprawę, iż staje oko w oko ze złem w najczystszej postaci. On i jego bliscy znajdą się w śmiertelnym niebezpieczeństwie...

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 69
J_Xavier_B | 2013-09-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: sierpień 2011

„Praw­nik z Lin­colna” jest moim czwar­tym spo­tka­niem z prozą Micha­ela Connelly’ego. Poprzed­nie trzy powie­ści, jakie mia­łem oka­zję prze­czy­tać, były kry­mi­nal­nymi histo­riami z detek­ty­wem Harry’m Boschem w roli głów­nej – kul­tową już posta­cią w twór­czo­ści rze­czo­nego pisa­rza. Tym razem autor ura­czył mnie pierw­szym w swoim dorobku lite­rac­kim thril­le­rem praw­ni­czym, choć wspo­mnieć należy, że książka ta już wcze­śniej była dostępna na pol­skim rynku. Uka­zała się przed kilkoma laty nakła­dem wydaw­nic­twa „Pró­szyń­ski i s-ka” pod tytu­łem „Adwo­kat”, obecna zaś edy­cja „Alba­trosa” przy­wraca niniej­szemu utwo­rowi tytuł zgodny z ory­gi­nal­nie brzmią­cym „The Lin­coln Lawyer”.

Bio­rąc tę powieść do ręki zasta­na­wia­łem się, jakie wywrze na mnie wra­że­nie w kon­tek­ście moich wcze­śniej­szych przy­gód z twór­czo­ścią Connelly’ego, szcze­gól­nie, że śledz­twa Harry’ego Boscha pozo­sta­wiły w mej pamięci bar­dzo pozy­tywne wra­że­nie. Jak się wkrótce oka­zało, moje obawy co do „Praw­nika z Lin­colna” zaczęły roz­wie­wać się z każdą kolejną stroną niniej­szej książki. Co wię­cej, zarówno tytu­łowy boha­ter — adwo­kat Michael Hal­ler, jak i cała praw­ni­cza struk­tura utworu zacie­ka­wiły mnie bar­dziej niż wcze­śniej prze­czy­tane powie­ści Connelly’ego. Ta nowa­tor­ska bądź co bądź kon­wen­cja fabu­larna nadała jego pro­zie swo­istego powiewu świe­żo­ści, dzięki czemu autor swo­bod­nie może kon­ku­ro­wać nie tylko z asami lite­rac­kiego kry­mi­nału, ale i z samym Joh­nem Gri­sha­mem – świa­to­wej sławy spe­cja­li­stą od thril­lera praw­ni­czego. Warto przy tym dodać, iż Con­nelly „Praw­ni­kiem z Lin­colna” zyskał sobie nie­małe uzna­nie wśród kry­tyki, czego dowo­dem są nomi­na­cja jego powie­ści w 2006 roku do „Bri­tish Book Award” oraz do pre­sti­żo­wej nagrody Edgara Allana Poe w kate­go­rii Naj­lep­sza Powieść Kry­mi­nalna Roku.

Ów utwór, choć pozba­wiony scen strze­la­nin, pości­gów oraz mania­kal­nych seryj­nych mor­der­ców, dostar­cza czy­tel­ni­kowi nie mniej wra­żeń i emo­cji, jak nasta­wiona na akcję, sen­sa­cyjna powieść z suspen­sem. Autor po pro­stu w miej­sce dyna­micz­nych fajer­wer­ków zapra­sza nas na salę roz­praw, gdzie towa­rzy­szyć nam będzie sze­reg praw­ni­czych poty­czek na linii oskarżenie-obrona. Michael Con­nelly nie­sa­mo­wi­cie kla­row­nie łączy dra­mat sądowy z lite­ra­turą kry­mi­nalną, dzięki czemu „Praw­nika z Lin­colna” czyta się z nie­kła­maną satys­fak­cją. Ogrom­nym atu­tem prozy tego pisa­rza jest dba­łość o realizm przed­sta­wio­nej prze­zeń histo­rii; książka ta pozba­wiona jest prze­dziw­nych zbie­gów oko­licz­no­ści, jakie nie­rzadko możemy wyła­pać w wielu powie­ściach sen­sa­cyj­nych. Tutaj echo auten­ty­zmu jest tak wiel­kie, jakby miało się wra­że­nie uczest­ni­cze­nia w praw­dzi­wych zda­rze­niach, a nie chło­nię­cia ich z kart lite­rac­kiej fik­cji! Opo­wieść ame­ry­kań­skiego pisa­rza jest dzięki temu nie­zwy­kle przej­mu­jąca oraz pełna dra­ma­tur­gii fabu­lar­nej. Nie­mały wpływ na to ma wzrost poziomu napię­cia w miarę odkry­wa­nia kolej­nych matactw i tajem­nic, jakie skry­wają w sobie poszcze­gólni boha­te­ro­wie książki.

Trudno w tym utwo­rze doszu­ki­wać się kry­sta­licz­nie czy­stych postaci; w świe­cie praw­ni­czych afer i skan­dali biel zlewa się z czer­nią, two­rząc kom­po­nent ponu­rej sza­ro­ści. Tutaj ocze­ku­jący na pro­ces zbrod­niarz, świa­dom swego kary­god­nego występku, dzięki spraw­nej i prze­bie­głej grze mece­nasa może odzy­skać wol­ność, a czło­wiek nie­winny zarzu­ca­nych mu czy­nów stać się kozłem ofiar­nym praw­ni­czej machiny i ugiąć się pod naci­skiem oskar­żeń pro­ku­ra­tora. Sala roz­praw przy­po­mina więc wiel­kie pole walki, na któ­rym toczone są nie­ustan­nie bitwy adwo­ka­tów z pro­ku­ra­to­rami nie szczę­dzą­cymi sobie nawza­jem kąśli­wych i sar­ka­stycz­nych uwag.

W wirze tych zma­gań znaj­dzie się miej­sce dla tytu­ło­wego boha­tera, adwo­kata Micka Hal­lera. Jest to postać wielce kon­tro­wer­syjna, która zwraca na sie­bie uwagę nie tylko poprzez fakt posia­da­nia kan­ce­la­rii adwo­kac­kiej w luk­su­so­wym aucie marki Lin­coln, ale także za sprawą podej­mo­wa­nych prze­zeń spraw i obrony osób pocho­dzą­cych z pół­światka czy też mar­gi­nesu spo­łecz­nego. Jego klien­telę sta­no­wią naj­czę­ściej han­dla­rze nar­ko­ty­ków, nacią­ga­cze sys­temu oraz nar­ko­ma­nii, raz po raz będący z pra­wem na bakier. Dla Hal­lera takie środo­wi­sko to chleb powsze­dni — naj­waż­niej­sze, aby bro­niąc je przed sta­wia­nymi im zarzu­tami, czer­pać jak naj­więk­szy pro­fit finan­sowy. Istota ich nie­win­no­ści to dlań kwe­stia dru­go­rzędna, naj­waż­niej­szą rolą adwo­kata Connelly’ego jest neu­tra­li­za­cja dowo­dów obcią­ża­ją­cych jego klien­tów. W tej pro­fe­sji Hal­ler jest po pro­stu mistrzem nie mają­cym sobie rów­nych, gdyż powo­łu­jąc się na wszel­kie moż­liwe kruczki prawne, jest w sta­nie prze­su­nąć szalę prze­gra­nej, wyda­wać by się mogło, sprawy na swoją korzyść. Praw­nik z Lin­colna działa na sali roz­praw niczym chy­try lis, bez­czel­nie doszu­ku­jąc się jakich­kol­wiek uchy­bień w postę­po­wa­niu pro­ku­ra­tury, zawsze argu­men­tuje zacho­wa­nie swo­ich klien­tów tak, aby oczy­ścić ich z zarzu­tów jesz­cze przed roz­po­czę­ciem pro­cesu, a nawet w trak­cie roz­prawy zdo­być uzna­nie ławy przy­się­głych, a w efek­cie usły­szeć od sędziego unie­win­nia­jący bądź łago­dzący wyrok.

Można więc powie­dzieć, że Mick Hal­ler jakiego pozna­jemy na początku „Praw­nika z Lin­colna”, to postać, do któ­rej ciężko zapa­łać entu­zja­zmem z etycz­nego punktu widze­nia. Jawi się nam jako pyszał­ko­waty aro­gant; cwa­nia­czek, dla któ­rego mecha­ni­zmy prawa istotne są tylko po to, by nagiąć je dla wygra­nia sprawy i zdo­by­cia pokaź­nego hono­ra­rium od klienta, jakiego w danym momen­cie repre­zen­tuje. Tak postę­pu­jący adwo­kat jest przy tym praw­dziwą zmorą dla orga­nów pro­ku­ra­tury Los Ange­les, gdzie na dźwięk jego nazwi­ska praw­nicy reagują z nie­sma­kiem i pogardą.

W momen­cie, gdy zaczy­namy lek­turę utworu, Hal­ler kolejny raz wyko­pie topór wojenny prze­ciw przed­sta­wi­cie­lom oskar­że­nia, podej­mu­jąc się obrony nowo­bo­gac­kiego play­boya Louisa Rouleta, zatrzy­ma­nego pod zarzu­tem bru­tal­nego pobi­cia i próby zabój­stwa kobiety do towa­rzy­stwa. Jak­kol­wiek sprawa wydaje się być kon­tro­wer­syjna z punktu widze­nia zaję­cia zarob­ko­wego ofiary, o tyle jej zma­sa­kro­wana twarz nie pozo­sta­wia złu­dzeń co do auten­tycz­no­ści zda­rzeń, w jakich nie­for­tun­nie dane było jej uczest­ni­czyć. Hal­ler, choć świa­dom fali kry­tyki, jest zde­cy­do­wany bro­nić tajem­ni­czo zacho­wu­ją­cego się Rouleta z jed­nego głów­nego powodu – ów klient sam w sobie wart jest znacz­nie wię­cej, niż jego poprzed­nicy razem wzięci. Dla mece­nasa jest to wyma­rzona oka­zja, aby zdo­być fun­du­sze na spłatę kosz­tow­nego domu, kupio­nego pod hipo­tekę. Jed­nak ta radość już wkrótce ma się oka­zać złudna, ponie­waż bio­rąc oskar­żo­nego w obronę, Mick Hal­ler sta­nie się praw­dzi­wym adwo­ka­tem dia­bła, wysta­wia­jąc na ogromne ryzyko nie tylko swoją karierę, ale i całe życie oraz bez­pie­czeń­stwo najbliższych.

Dodam w tym miej­scu, iż liczy­łem na to, że takie wpro­wa­dze­nie w akcję utworu zagwa­ran­tuje mi wiel­kie emo­cje w trak­cie czy­ta­nia i nie pomy­li­łem się. Lek­tura „Praw­nika z Lin­colna” to czy­sta przy­jem­ność w brud­nym świe­cie walki o trudną do zwe­ry­fi­ko­wa­nia prawdę. Powie­ści nie bra­kuje zagad­ko­wo­ści i napię­cia, a jakby tego było mało, Michael Con­nelly dorzuca czy­tel­ni­kowi wyścig z cza­sem i uwi­kła­nego weń bez­dusz­nego, wyda­wać by się mogło, adwo­kata. Cóż jesz­cze mogę dodać, jeśli nie to, iż mamy do czy­nie­nia ze świet­nym dzie­łem z arcy­cie­kawą syl­wetką praw­nika, któ­rego popu­lar­ność na pewno szybko nie osłab­nie, dzięki fil­mowej adap­ta­cji z Mat­thew McCo­nau­gheyem w roli głów­nej. Jednak Wam pole­cam przede wszyst­kim książkę; się­gnij­cie po nią i roz­ko­szuj­cie się tak jak i ja, każdą chwilą spę­dzoną z Mic­kiem Hallerem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker

Matko jedyna nareszcie koniec. Nie, to jednak nie jest lektura dla mnie. Męczyłam się z nią wystarczająco długo niż powinnam. W międzyczasie miałam ch...

zgłoś błąd zgłoś błąd