Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Aktualności
Tutaj można dyskutować na tematy związane z aktualnościami i wydarzeniami.
756297 czytelników
4416 dyskusji
76132 wypowiedziPokaż ostatnią
Stan czytelnictwa w Polsce w roku 2016
20-04-2017
Autor: LubimyCzytać

Podczas zorganizowanej przez Bibliotekę Narodową konferencji prasowej podano wyniki badania czytelnictwa za rok 2016. Czy czytelnictwo spada czy się podnosi? Ilu Polaków przeczytało przynajmniej jedną książkę w minionym roku? Co tak naprawdę czytają Polacy? Kupują książki czy dostają w prezencie? Sprawdźcie sami!

liczba postów na stronie: 
książek: 2361
wiejskifilozof
23-04-2017 08:45
Ja z kolei,znam ludzi.Którzy nie czytają,a wymówka jest jedna.Brak czasu.\
Nie rozumiem,tego za bardzo.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 957
Agnes097
23-04-2017 11:43
Nie należę do tej grupy ludzi, którym brak czasu, ale może jednak jakby się zastanowić w przypadku niektórych to może mieć sens. Wystarczy, że ktoś nie chce, żeby jemu przerywano lekturę, a chce sobie poczytać bez problemów, rozpraszania się... Nie każdy to lubi i nie wszyscy mają możliwości czytać bez odrywania się przez kilka godzin (nie każdy jest też zwolennikiem czytania krótki czas). W... Nie należę do tej grupy ludzi, którym brak czasu, ale może jednak jakby się zastanowić w przypadku niektórych to może mieć sens. Wystarczy, że ktoś nie chce, żeby jemu przerywano lekturę, a chce sobie poczytać bez problemów, rozpraszania się... Nie każdy to lubi i nie wszyscy mają możliwości czytać bez odrywania się przez kilka godzin (nie każdy jest też zwolennikiem czytania krótki czas). W tej perspektywie ten argument ma jakoś sens. Jednak to i tak zależy od człowieka, każdy czyta inaczej i każdy lubi inne warunki do tego zajęcia.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1594
Ania
23-04-2017 15:11
Ja przede wszystkim nie do końca rozumiem żale nad tym, że dużo osób nie czyta. To nie jest ani obowiązek ani jedyna właściwa forma spędzania czasu :) Może Ci wszyscy ludzie po prostu nie lubią czytać. Może oni wolą obejrzeć film albo szydełkować. Nie wszyscy muszą czytać. Sama czytam dość sporo ale znam wiele osób które wcale nie czytają książek i zapewniam, że wszystko jest z tymi ludźmi w porządku. Czasem mam wrażenie, że osoby czytające uważają się za tych 'lepszych', 'mądrzejszych' i patrzą z lekkim pożałowaniem na ludzi którzy nie sięgają po książki.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3443
żabot
24-04-2017 08:39
Problem nie jest w tym, że ktoś nie czyta. KTOŚ konkretny. Bo ten ktoś, jak sama zauważasz i nie tylko Ty, ma inne pasje, inne zainteresowania, które po prostu uniemożliwiają czytanie, przynajmniej tak masowe, jak to dotyczy większości użytkowników LC. Bo ten szydełkuje (choć znając kobiety, które mają bardzo podzielną uwagę, wiem, że jedno nie wyklucza drugiego ;-) ), ten zbiera grzyby a inny... Problem nie jest w tym, że ktoś nie czyta. KTOŚ konkretny. Bo ten ktoś, jak sama zauważasz i nie tylko Ty, ma inne pasje, inne zainteresowania, które po prostu uniemożliwiają czytanie, przynajmniej tak masowe, jak to dotyczy większości użytkowników LC. Bo ten szydełkuje (choć znając kobiety, które mają bardzo podzielną uwagę, wiem, że jedno nie wyklucza drugiego ;-) ), ten zbiera grzyby a inny trenuje skoki o tyczce ;-). To wszystko prawda. Ale badania nie dotycza jednostkowych preferencji i dziwię się, że tak trudno to zrozumieć wielu osobom. Dla mnie sprawa jest dość jasna i klarowna. jeden ma czas czytać setkę w ciągu roku, inny czyta tylko te ankietowe siedem. Nie ma sprawy! Nikt tu nie powinien się wywyższać, że przeczytał o kilka tomów więcej. Istotne jednak jest to, że w dłuższej perspektywie czasu tak drastycznie spada czytelnictwo w populacji blisko 40-milionowego narodu. No dobrze, niech będzie, że nieco ponad 30-milionowego, bo niemowlaki i staruszków raczej trzeba wykluczyć z grona czytelników :D . Istotne jest to, że coraz więcej ludzi przyznaje się, że w ogóle nie czyta. I w tym jest problem. Nie w ilości a w jakości. Nie przejrzałem dokładnie całego raportu, ale ciekawe jest, czy ci, którzy przyznają się do zerowego czytelnictwa książek nadrabiają choć trochę czasopismami. Miałem okres w życiu, kiedy książek faktycznie czytałem malutko za to czytałem dużo periodyków i gazet. I nie były to "Fakt" i "Superekspres" ;-)
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 226
Artur
23-04-2017 22:25
Ja dzisiaj usłyszałem że jestem jakiś zboczony, czytam książki, nie oglądam tv.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 273
strunk_cat
23-04-2017 23:03
Ja kiedyś usłyszałam, że na pewno mam depresję, skoro czytam książki.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 106
MontyP
24-04-2017 13:10
Ciekaw jestem jakie są dane czytelnictwa w zachodniej Europie. Macie jakieś dane? Spada? Rośnie?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 962
Zuba
24-04-2017 14:55
Dane Eurostatu z roku 2011 (procent osób które przeczytały przynajmniej jedną ksiązkę w 12 miesiącach poprzedzających badanie):
- Luksemburg - 81%, Niemcy 75,3%, Austria 73%
- z byłych demoludów - Czechy 66,7%, Słowacja 66,2%, Węgry 61,4%
- w tym samym okresie Polska miała jeszcze 56,3% (wg Eurostatu)
- w ogonie Portugalia 40,5%, Turcja 30,6% i Rumunia 29,6%.

Między 2007 a 2011 czytelnictwo...
Dane Eurostatu z roku 2011 (procent osób które przeczytały przynajmniej jedną ksiązkę w 12 miesiącach poprzedzających badanie):
- Luksemburg - 81%, Niemcy 75,3%, Austria 73%
- z byłych demoludów - Czechy 66,7%, Słowacja 66,2%, Węgry 61,4%
- w tym samym okresie Polska miała jeszcze 56,3% (wg Eurostatu)
- w ogonie Portugalia 40,5%, Turcja 30,6% i Rumunia 29,6%.

Między 2007 a 2011 czytelnictwo wzrosło tylko w Niemczech i Włoszech, w pozostałych krajach spadło.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 236
Carmel
24-04-2017 19:37
Kto czyta, kto nie czyta, po co, komu co to daje i czemu Polak wie zawsze lepiej.

Cytaty z Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej, z właśnie opublikowanej rozmowy:

„Polacy stali się uzależnieni od poczucia, że mają rację.”

„Istotą społecznego bytu w Polsce jest to, że zawsze szukamy kogoś gorszego od nas samych. Polacy utracili poczucie własnej wartości.”

źródło:
http://www.polskatimes.pl/opinie/a/ewa-woydyllo-polacy-stali-sie-uzaleznieni-od-poczucia-ze-maja-racje,12011073/

Uważam, że stereotypowo (w sensie statystycznie - z istotnym odsetkiem współobywateli, do których to pasuje) wszystko się zgadza.
Pani psycholog trafiła w punkt. Dla mnie właściwie wszystko, co w Polsce/Polakach jest nie za ciekawe, można z tego wyprowadzić, na przykład:

Martyrologia historyczna
Liberum veto, warcholstwo
Brak innowacyjności w gospodarce
Nieciekawy, na tle innych krajów, status polskich uczelni
Stan czytelnictwa
Stan środowiska naturalnego
Rozumienie odpowiedzialności politycznej
Itd..

Przykłady:

Nie potrzebuję czytać, bo:
• Mam dresy w 3 pasy, BMW i laskę.
• Frajerzy po szkołach mają zepsuty wzrok, kasy nie mają, a jeszcze na książki wydają.

Polska ‘przedsiębiorczość’:
• Eko groszek do pieca? – za drogo. Mam stare opony od kumpla – tym będę palił. Odrzuty ze szmateksów też się palą.
• Płacić podatki na drogi i szkoły? Nie wolę ‘na szaro’. Faktury podrażają tylko usługi.

Polityka:
• W polityce są sami złodzieje – nie będę chodził na wybory
• Jak iść do polityki, to najlepiej zaczynać od noszenia teczki za kimś ważnym (po co się uczyć, by wygrać jakiś konkurs, skoro są i tak ustawione) – z czasem ten ktoś zostanie kimś ważnym i ja będę tuż przy nim.

Itd.

Nie trzeba aż tak brutalnie sięgać do ogólnych patologii polskich. Każdy z nas ma trochę za uszami. Skupię się subtelniej na ‘mniejszym podwórku’.
Cytatami z pani psycholog można sporo wyjaśnić o czytelnictwie, o sednie niektórych dyskusjach, gdzie chwalimy się własnymi osiągnięciami. Nikt nie lubi być przeciętny, byle jaki i bez zdania na jakiś temat.

Czasem brakuje mi w rozmowach (tych na żywo i na LC):
Przepraszam
Nie wiem
Tak mi się wydaje
Masz rację
Muszę to przemyśleć


Można czytać mało, ale intensywnie (treściowo). Można czytać dużo i bez efektu autorefleksji. Można być erudytą bez książek i idiotą po przeczytaniu 10000 pozycji.

Czemu ludzie nie czytają?
BO IM SIĘ TO NIE OPŁACA.
To jest dla mnie najkrótsza odpowiedź. Nie widzą potrzeby. Obserwują czasem takich 'mądrali' w mediach, którzy coś opowiadają, a czasem to 'jakoby' wykształceni ludzie. Świat się i tak jakoś by się kręcił bez tych inteligentów. Po co więc kroczyć drogą wyciszenia, walki ze słabościami i uświadamiać sobie, że gdzieś tam są ludzie, którzy mogą coś wiedzieć więcej, lepiej, być kulturalniejszymi, elokwentnymi, używającymi dziwnych synonimów. Lepiej skupić się nad swoim ja, pielęgnując wewnętrznego samo-zadowolonego homunkulusa.
Tacy ludzie nie wiedzą, co tracą, nie czują potrzeby. Nikt im nie pokazał, że warto wiedzieć dla samej satysfakcji czy przyjemności:

• czemu trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, a homeopatia zbędna
• co takiego Herbert miał ważnego do przekazania o kondycji człowieka
• czemu pytania Sofoklesa sprzed 2500 lat są wciąż niepokojąco aktualne
• czemu tak ważne jest posłuchać ludzi, którzy gdzieś byli, widzieli tragedie i radości innych kultur czy jednostek, a nam dają swoje reportaże do namysłu
• czemu warto intelektualnie się zmęczyć i poczuć takie spełnienie z interakcji z wytworami innego umysłu

Jeśli ktoś nie czyta i powyższe korzyści są mu obce, to przyczyn takiego stanu można upatrywać w stwierdzeniach pani Woydyłło z początku mego wpisu. Przecież jak ktoś uważa, że ma rację, nie potrzebuje sięgać po książki, które zawierają chociażby treści, które opisałem w tych pięciu punktach!

Elektronika, która nas oplata to nowe medium, którego nie oswoiliśmy (mózgi tak szybko się nie uczą) i wielu z nas wpada w pułapki. Zbyt często dostępna w postaci elektronicznej informacja jest byle jaka. Czemu? Przyczyn jest wiele. Nic nie jest darmo, a w internecie niby wszystko za free. Tam można swoje 'talenty' rozwijać bez skrępowania, zawsze znajdzie się podobny nam potakiwacz, zwolennik zwrotnych 'lajków', itd. Książki na tym z reguły tracą. Jedni wypadli całkiem z obiegu książek, inni nie 'zdarzyli się' załapać', bo pęd ku strumieniowi bodźców sieci globalnej dopadł ich najpierw - jest bardziej atrakcyjny. Pozornie realizuje on ludzkie potrzeby bliskości, akceptacji i spełnienia. Stajemy się niewolnikami tego świata (każdy - jedni szybciej, inni wolniej).

Jeśli ktoś nie miał przekonania do czytania, to wpadając w wir smartfonowy, utracił szansę na sięgniecie po książkę, nawet z nudów. Przecież teraz nie da się nudzić?! Zawsze jest telefon pod ręką. Jeśli ktoś dorasta już w erze smartfona, dysponuje tak wielką pokusą do rozpraszania się natłokiem nieistotnych informacji, których uzależniony mózg potrzebuje coraz więcej, że do książki nie sięgnie. Czytanie jest dla niego zbyt monotonne, jednostajne, niedające satysfakcji ze zmiany. Nic nie mruga, nie ma interakcji atrakcyjnej, itd.

Pominę bełkot w internecie. Skupię się na czymś nieprzyjemnym dla nas, czytających książki.
Wszystko zależy od profilu człowieka. Jeśli ktoś przerzucił się na e-booki, to pewnych treści już nie ma w ofercie (nie wszystko jest elektroniczne). Papier pozwala na najpełniejsze zaangażowanie w tekst. Masz 50 lat? Czytałeś kiedyś książki papierowe? Teraz e-booki? Czy nie pojawiło się teraz u ciebie więcej literatury łatwiejszej? Tej sprzedawanej nam reklamami na stronach woblinkowo-publio-virtualowymi? Jeśli nie, to ok (ale się faktycznie najpierw zastanów nad odpowiedzią). Mam przeczucie, że coś jest na rzeczy. Łatwiejszy dostęp banalizuje pewną tajemnicę książki. Czytamy w biegu, bez przygotowania mentalnego i elementu wyciszenia (serio - widzę to u siebie). Co mnie tak martwi? To:

• w dobie elektroniki, skład i oprawa graficzna (zdjęcia, grafiki) tracą na znaczeniu
• nie da się robić kilku rzeczy na raz, mózg się przełącza (patrz neurologia)
• wydawcy mniej poważnie traktują korekty tekstu elektronicznego
• książka, jako medium elektroniczne jest słabiej przyswajana - możemy sięgać po nie zawsze i wszędzie, to ma swoje konsekwencje w tymczasowości, oddaniu lekturze
• e-book oznacza więcej, ale czy zawsze lepiej?


Odnośnie wszystkich uwag związanych z e-bookami - stwierdzam to po sobie. Czytam je z mniejszym skupieniem, niż papier. Ponadto książki faktu i idące w kierunku naukowym, to dla mnie zły pomysł jako e-book. Mnie interesują również przypisy, indeksy i odnośniki. E-booki przepływają przeze mnie bez oczekiwanej historii i mistyki, rzadziej do nich wracam niż do papieru. Jest to taki mało romantyczny substytut dawnego czaru książki. Stwierdzam to ze smutkiem.

UWAGA:
Wszystkie uwagi o przemianach czytelniczych, związanych z internetem mnie dotyczą. Nie jest sztuką napisać o oczywistych dobrodziejstwach e-booków, ale zastanowić się, co poprzez nie tracimy.

pozdrawiam
Carmel
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3443
żabot
24-04-2017 20:28
Nic dodać, nic ująć. Możemy dzielić zapałkę na czworo i rozdrabniać się w niuansach, ale to wszystko. Sedno swoimi, albo cudzymi (cytaty) przekazałeś. I to jest smutne. Nie, że przekazałeś, tylko wnioski, konstatacje, które z tego wszystkiego płyną. Zwłaszcza to z elektroniką. Widzę to również po sobie, choć względnie mało (dorastałem bez elektroniki i młodość zjadłem tez bez niej), ale... Nic dodać, nic ująć. Możemy dzielić zapałkę na czworo i rozdrabniać się w niuansach, ale to wszystko. Sedno swoimi, albo cudzymi (cytaty) przekazałeś. I to jest smutne. Nie, że przekazałeś, tylko wnioski, konstatacje, które z tego wszystkiego płyną. Zwłaszcza to z elektroniką. Widzę to również po sobie, choć względnie mało (dorastałem bez elektroniki i młodość zjadłem tez bez niej), ale patrząc po młodych ludziach w pociągu czy autobusie i - niestety - na mojego pełnoletniego od pewnego czasu syna, który - do jasnej cholery - wychował się w domu zawalonego książkami a i u dziadków całkiem dużo ich widział. Przydałby się światu jakiś reset. A co by się stało, gdyby tak na kwartał pierdyknął jakiś piorun w internet, w te wszystkie facebooki i nawet w LC ;-) Może ludzie zaczęli by czytać i zauważać innych? Na jak długo? A może tak ogłosić jakiś miesiąc miesiącem bez mediów elektronicznych? Przecież każda religia ma jakiś post, nie?
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2
Calineczka_15
24-04-2017 21:27
Jasne, że ludzie nie czytają ponieważ często nie mają czasu. Ale prawda jest też taka, że większość nie jest po prostu nauczona czytania jako formy spędzania wolnego czasu.
Jestem (jeszcze, bo już po egzaminach) uczennicą gimnazjum i nie dziwię się, że wielu młodych ludzi nie sięga po książki. Jako lektury obowiązkowe mieliśmy ,,Krzyżaków", ,,Zemstę" i tym podobne. Przyznam szczerze, że gdyby w mojej rodzinie nie czytano mi od dziecka (zawsze, gdy jechaliśmy na wakacje i np. była brzydka pogoda mama czytała nam na glos) lektury nie zachęciłyby mnie do książek, a nawet wręcz przeciwnie. Po za tym niestety, ale nawet jak omawialiśmy w miarę współczesne książki (chyba ,,Noelkę" z Jeżycjady), to polonista zadawał pytania, do których wystarczyło znać streszczenie. Moim zdaniem moglibyśmy przerabiać np. ,,Harry'ego Pottera. Nie każdy lubi ten gatunek, ale łatwiej się go czyta niż książki napisane po staropolsku. Do tego nauczyciel powinien obejrzeć film i zadać takie pytania, aby wyłapać tych, którzy nie czytali. Myślę, że dzięki temu chociaż trochę rozpowszechniłoby się czytelnictwo.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 398
Optymista
03-05-2017 16:23
Ja tam zawsze lubiłem "Pana Tadeusza", "Zemstę" i inne lektury, bo po prostu są świetne. Ale z autopsji wiem, że większość klasy lektur nie czyta (mniej więcej połowa tej większości zadowala się streszczeniami), a tej reszcie, czytającej książki nałożone przez ministerstwo, podobają się wówczas, gdy pyta o to polonistka. Na przerwach mają o klasyce zgoła odmienne zdanie.

Panuje w moim...
Ja tam zawsze lubiłem "Pana Tadeusza", "Zemstę" i inne lektury, bo po prostu są świetne. Ale z autopsji wiem, że większość klasy lektur nie czyta (mniej więcej połowa tej większości zadowala się streszczeniami), a tej reszcie, czytającej książki nałożone przez ministerstwo, podobają się wówczas, gdy pyta o to polonistka. Na przerwach mają o klasyce zgoła odmienne zdanie.

Panuje w moim środowisku przekonanie, że literatura na nic się w życiu nie przyda, więc szkoda marnować na nią czas. Ale to chyba normalne i wszystkim przejdzie, bo o przedmiotach, które nie są nazbyt lubiane, klasa wyraża się w taki sam sposób. Stosunek do książek – mówię tu ogólnie, bo do lektur większość ma taki sam, negatywny, stosunek – zależy od tego, jak z powieścią "obchodzą się" autorytety i osoby ze środowiska. U mnie w klasie na przykład ostatnio wyrobił się trend na czytanie, kilka osób przynosi od czasu do czasu książkę do szkoły i czyta na przerwach (a nawet na lekcjach :)). Zwykle jest to fantastyka, powieści młodzieżowe. Raczej nikt nie sięga po klasykę, wątpię więc, żeby lektury szkolne zachęciły do czytania więcej niż kilku indywiduów. Na czytelnictwo ma przede wszystkim wpływ stosunek otoczenia do lektur. :)
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 34
Jędrzej
25-04-2017 14:32
Ja nie rozumiem, po co są tu statystyki dotyczące kupowania książek. Na pewno jest wiele osób, które, tak jak ja, czytają książki z biblioteki, zamiast je kupować, ponieważ gdyby je kupiły, to przeczytałyby takie coś raz albo wcale, po czym zostałoby postawione na półce i stało tam aż do następnej akcji pozbywania się niepotrzebnych rzeczy. Ilość posiadanych w domu książek nie ma żadnego znaczenia w stosunku do czytelnictwa, chociaż muszę przyznać, że brak jakichkolwiek półek z książkami w domu wyglądałby dla mnie jednak dziwnie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1288
krasnylud
06-05-2017 13:21
A tak poza tym, ja mam teraz dużą bibliotekę - mieszkam z rodzicami. Moi znajomi, którzy mieszkają sami, jeszcze nie założywszy własnych rodzin, mają tych książek znacznie mniej. Część osób nie będzie przenosić swoich książek do mieszkań tymczasowych/mniejszych, nie zależy im na książkach, których już nie czytają.
Poza poza tym, e-booki
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 236
Carmel
26-04-2017 13:18
Wydaje mi się, że przed formułowaniem własnych sądów o przyczynach, powinniśmy przeczytać po prostu cały raport (przecież lubimy czytać:)). Tam padają odpowiedzi, uprzedzam sceptyków - odpowiedzi statystyczne na podstawie stwierdzeń respondentów, a nie na podstawie tego, co nam się wydaje, że jest bolączką współczesnej Polski czytelniczej.

Przyczyny, które przewijają się w badaniu i naszej rozmowie podzieliłbym na grupy:

• Zaszłości historyczne
• Dające się badać aktualne, ilościowo przyczyny społeczne
• Osobniczy profil osobowości

Z pierwszego punktu, najciekawsze to chyba nurtujące mnie pytanie – czemu sąsiednie narody (Czesi) wypadają od lat lepiej od nas? Uważam, podobnie jak @żabot, że dobra odpowiedź na to pytanie, pokazałaby jakieś prawdziwe źródła tego negatywnego społeczne tego trendu w Polsce. Ponadto ciekawe są liczbowe porównania rozwoju czytelnictwa w innych krajach Europy, które przytoczyła @zuba. Dla mnie symptomatyczna zapaść w Polsce z konsekwencjami na każdym polu, to przykład roku 1863 – my szliśmy do powstania, a w Londynie otwierano metro. Ponadto dodałbym czynnik profilu religijności polskiej, która dla mnie jest niezerowej wagi elementem układanki.

Z badania BN widać, że pozytywny wpływ ma środowisko, w którym się obracamy i wzorce wyniesione z domu. Zaś istotnie obniża chęć czytania materialistyczne podejście do życia. To są mierzalne parametry.

Jednak jest pewna warstwa naszej dyskusji, która nie pojawia się w raporcie, a dla nas jest ważna, tak na poziomie jednostek. Zapewne zadajecie sobie retoryczne pytania - czemu oni (ci, co nie czytają) są tak głu…nieznośnie słabo nastawieni na własny rozwój?

Pewnej nowej perspektywy nabywa się po odwróceniu ról. Stąd mam propozycję:

EKSPERYMENT MYŚLOWY

Skróty:
• AFM – człowiek lubiący czytać książki astronomiczno-fizyczno-matematyczne
• non-AFM – człowiek niezainteresowany literaturą AFM

Teraz niech non-AFM zada sobie pytanie:

Czemu nie czytam książek typu AFM?

Przychodzą mi do głowy odpowiedzi:

• w szkole nie lubiłem/-am
• nie jest mi to potrzebne do szczęścia
• nie interesuje mnie to
• jest za trudne
• nie przydaje się w życiu, pracy
• …

W sumie zalet bycia AFM mogę wymienić dużo. Mimo to, tak niewielu to interesuje. Dlaczego?

Czy przypadkiem takich samych odpowiedzi jak non-AFM nie można by się spodziewać po osobach, które nie czytają książek wcale? Mój wniosek jest taki, że z samych uzyskanych prawdopodobnych odpowiedzi niewiele wynika. Ważniejsze jest świadomość, że decyzję podjęliśmy po przemyśleniu i mamy ją jakoś umocowaną w racjonalnych ramach (tylko wtedy istnieje możliwość spotkania się w jakiejś sensownej rozmowie na argumenty). Podobnie jak my, czytający dziwimy się, że 63% Polaków nie czyta, tak ja się dziwię, że mało jest osób typu AFM. Od razu zaznaczę, że podobnie można wymyślać inne tematy, zarówno książkowe (non-genetyka, non-poezja, non-historia,..) jak i ogólnie – unikanie pewnych wytworów kultury (non-teatr, non-opera, non-muzea,…). Ten eksperyment myślowy podałem tak dla ustalenia uwagi.

Niestety nie wszyscy ludzie są świadomi tego, co potrzebują do wieloaspektowego uczestnictwa w procesach społecznych. Trzeba im drukowanymi literami mówić. Zachęcać, pokazywać zalety pewnych zachowań, które uważamy za obiektywnie dobre, a których oni unikają. To się nazywa elitaryzm. Tak działa szkoła, gdzie krzywda już na tym etapie obowiązkowym, może przełożyć się na awersje do literatury. Psycholożka Woydyłło w ostatnio opublikowanym wywiadzie przytoczyła jednoznacznie negatywny przykład:

Naprawdę. Mamy z tym ogromny kłopot - to sprawia, że wyrzekamy się zdolności słuchania, rozmawiania, rozumienia się nawzajem. A przyczyny tkwią we wzorcach religijnych, kulturowych, w wychowaniu i edukacji. Prosty przykład, całkiem świeży - pewna znajoma uczennica dostała wraz z całą klasą zadanie „napisz, co sądzisz o postawie Wokulskiego”. Napisała, po czym dostała ocenę mierną, cała praca pokreślona. Poszła do nauczycielki zapytać, co zrobiła źle. „Nie słuchałaś, co mówię na lekcjach!” - to była pełna oburzenia odpowiedź. A powtórzmy - dotyczyła pracy na temat „napisz, co sądzisz”.

Za takie coś nauczycielka, według mnie, powinna być zwolniona z pracy. Oczywiście każdy z nas może podać sporo podobnych jaskrawych przykładów, ale chodzi o to, że one istnieją i to jest problem.

Pozdrawiam
Carmel
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 271
femmeNikita26
01-05-2017 17:32
Czesi od czasu Bitwy pod Białą Górą zostali mocno zniemczeni. Ich czeską szlachtę zastąpiła szlachta z Niemiec. Zobacz ile czytają ludzie w krajach kultury niemieckiej. Czesi będą mieć podobny poziom czytelnictwa.Inna sprawa to mocno zlaicyzowane społeczeństwo.Otwartość światopoglądowa, która z tego wynika też podnosi poziom czytelnictwa w stosunku do Polski. Z ilością polemik i różnych opinii... Czesi od czasu Bitwy pod Białą Górą zostali mocno zniemczeni. Ich czeską szlachtę zastąpiła szlachta z Niemiec. Zobacz ile czytają ludzie w krajach kultury niemieckiej. Czesi będą mieć podobny poziom czytelnictwa.Inna sprawa to mocno zlaicyzowane społeczeństwo.Otwartość światopoglądowa, która z tego wynika też podnosi poziom czytelnictwa w stosunku do Polski. Z ilością polemik i różnych opinii idzie większa ilość różnych publikacji, książek, które dotyczą dyskusyjnych bądź kontrowersyjnych kwestii.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 298
Teano
01-05-2017 21:35
Ciekawe, że mnie nigdy nikt nie zapytał ani ile przeczytałam, ani o wielkość księgozbioru. Nie pytano też moich czytających znajomych (mniej czytających zresztą też nie) Skąd oni wytrzaskują tych ludzi?!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 572
Kuba
08-05-2017 12:24
biorę 50 chętnych ludzi - pewnie za kasę, i podstawie tego wnioskują jak cała polska czyta
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 192
skowyt
01-05-2017 23:50
Takie tam fetyszyzowanie książek, których czytanie skutkuje najczęściej zaledwie dyletanctwem (półanalfabetyzm gorszy od analfabetyzmu), czego autor tych słów – żywym przykładem. Inna sprawa, że z dwojga złego, tj. czytania bałamucących człowieka książek i oglądania bałamucących seriali lepsze jest chyba to pierwsze, bo po czytaniu mniejsza szansa na nieszczęśliwie dostanie choroby Alzheimera.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd