Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
889214 czytelników
2038 dyskusji
125629 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Jak księżniczka Lia - wygraj książkę „Zdradzieckie serce".

Jak księżniczka Lia - wygraj książkę „Zdradzieckie serce".

Lia i Rafe, przetrzymywani w barbarzyńskim królestwie Vendy, mają niewielkie szanse na ucieczkę. Kaden, niedoszły zabójca Lii, z całych sił pragnie ją ocalić, dlatego mówi Komizarowi, że dziewczyna ma dar. Przywódca zaczyna się interesować Lią bardziej, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Nic jednak nie jest oczywiste: Rafe okłamał Lię, ale poświęcił własną wolność, by ją chronić; Kaden, który miał ją zabić, ocalił jej życie; mieszkańcy Vendy, których Lia zawsze uważała za barbarzyńców, zaskoczyli ją, gdy zaczęła wśród nich przebywać. Walcząc z tradycją, w której ją wychowano, z darem i własną tożsamością, księżniczka musi podjąć decyzje, które wpłyną nie tylko na jej kraj, lecz też na jej przeznaczenie.

Księżniczka, gdy zaczyna przebywać wśród mieszkańców barbarzyńskiej Vendy, zmienia o nich zdanie. Czy tak jak Lia musieliście kiedyś zmierzyć się z własną tradycją i wychowaniem w zderzeniu z nowymi doświadczeniami?

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Zdradzieckie serce - Jacek Skowroński

Zdradzieckie serce

Autor: Mary E. Pearson

Lia i Rafe, przetrzymywani w barbarzyńskim królestwie Vendy, mają niewielkie szanse na ucieczkę. Kaden, niedoszły zabójca Lii, z całych sił pragnie ją ocalić, dlatego mówi Komizarowi, że dziewczyna ma dar. Przywódca zaczyna się interesować Lią bardziej, niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Nic jednak nie jest oczywiste: Rafe okłamał Lię, ale poświęcił własną wolność, by ją chronić; Kaden, który miał ją zabić, ocalił jej życie; mieszkańcy Vendy, których Lia zawsze uważała za barbarzyńców, zaskoczyli ją, gdy zaczęła wśród nich przebywać. Walcząc z tradycją, w której ją wychowano, z darem i własną tożsamością, księżniczka musi podjąć decyzje, które wpłyną nie tylko na jej kraj, lecz też na jej przeznaczenie.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 6 lutego do 13 lutego włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - Wydawnictwu Initium. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1349
Monika
12-02-2019 00:24
Myślałam, że nie wpojono mi nieuzasadnionych uprzedzeń. Do ludzi nie, ale z czasem okazało się, że mam uprzedzenia kulinarne.
Odwiedziłam szkolnego kolegę, jego babcia od wejścia zagnała nas do stołu, podała obiad. Na talerzu zupa, w zupie pływają połówki kurzych serduszek. Jak to? Jeść serca?
Na przyjęciu wędlina z jakąś skórką, warstwą tłuszczyku, biegnącą przez środek żyłką. W domu bym odkroiła.
Pieczona karkówka - przecież tego się nie je, je się schab środkowy, z karkówki trzeba by powykrawać wszystkie te błonki, zostawić samo mięso.
W warunkach przymusowych, w towarzystwie, mimo obrzydzenia spróbowałam, przełknęłam. Okazało się jadalne. Dlaczego myślałam, że nie?
Bo mama zawsze odkrajała, zawsze wybierała z talerza tak swojego, jak i dzieci, zawsze wszystkie te “niejadalne” części przekładała na talerz taty. Mężczyzna, wiadomo, wszystko zeżre, tata to odkurzacz na niejadalne resztki.
I tak przez lata z obrzydzeniem patrzyłam na podroby, odkrajałam wszelkie żyłki, błonki, tłuszczyki, wydłubywałam chrząstki. Mama nieświadomie wpoiła mi swoje uprzedzenia, ja bezrefleksyjnie się ich trzymałam. Do czasu kolejnych zderzeń z rzeczywistością.
Wątróbki wciąż nie jem, ale już nie z powodu uprzedzeń, po prostu mi nie smakuje. Za to serduszka i żołądki - pychota! I jaki rosół można na nich ugotować! A mięsko powinno być poprzerastane tłuszczykiem, jest wtedy smaczniejsze i bardziej aromatyczne od chudego. Uprzedzenia mamusi mogą sobie płakać w kątku, ja już ich nie słucham.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 590
Decannelle
12-02-2019 22:29
Fiona to czteroletnia suczka. Bywa odrobinę nieśmiała, ale uwielbia spędzać czas z innymi psami i ludźmi. Największym autorytetem była dla niej mama, która powtarzała:
- Uważaj na koty. Im nigdy nie można ufać.
Tak więc Fiona wyrosła na nieufną wobec kotów młodą psią damę.
Niestety czas nie jest łaskawy dla nikogo, nawet dla psów, i wkrótce mama Fiony odeszła. Tym oto sposobem Fiona została jedynym pupilem w domu. Ten stan nie trwał jednak długo, gdyż wkrótce w domu pojawiła się Cynka. Krótko po niej Szoli. Nie minął kolejny miesiąc, a dołączył do nich Gustaw. Niestety nowe towarzystwo miało jeden feler – Cynka, Szoli i Gustaw były kotami.
Życie Fiony zaczął wypełniać niepokój. Dnie spędzała w pokoju swojej ludzkiej przyjaciółki Sabiny, a koty w tym czasie założyły harcową spółkę. Czy dziś znowu zrzucą szklankę? Czy będą mnie dręczyć w nocy, gdy ludzie pójdą spać? Zabiją jakieś żywe stworzenie na dworze? Właśnie takie myśli dręczyły biedną Fionę.
Sabina widziała, że dotychczas pełna życia Fiona stała się nieswoja. Powiedziała jej:
- Przecież koty nic złego ci nie zrobią. Choć wy psy jesteście do kotów uprzedzone, tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, byście się przyjaźniły.
Fiona oczywiście nie zrozumiała z tego ani słowa. Jednakże istnieje pewna nić porozumienia między psem a człowiekiem.
Dlatego gdy tego dnia Gustaw zrzucił na podłogę plastikowy korek, spojrzał badawczo na Fionę, a ona odwzajemniła spojrzenie i chwyciła korek w zęby.
To był początek pięknej przyjaźni.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 62
Cassi
12-02-2019 23:41
Jak większość Polaków,zwłaszcza tych mieszkających na wsiach,wychowana zostałam w zagorzałej tradycji religii rzymskokatolicki.Każdej niedzieli,często również w tygodniu,uczęszczałam gorliwie na mszę do kościoła.Bardzo wierzyłam i ufałam wszystkiemu,co głosiła liturgia, uczestniczyłam w obrzędach i byłam przekonana,że wszystko to ma sens i wiedzie ku zbawieniu.Kiedy dorosłam, kontynuowałam te praktyki,ponieważ były wrośnięte w moje życie i nie zaprzątałam sobie głowy zasadnością i prawdziwością tej ideologii.Do czasu... Moja córka zgłosiła się w szkole do udziału w konkursie biblijnym.Pomagając jej przygotować się do niego, czytałyśmy ewangelie. Z zaskoczeniem stwierdziłam,że wszystko czym mamiono mnie przez lata,tak naprawdę niewiele ma wspólnego z nauką Jezusa.Po przeanalizowaniu tych nowych dla mnie informacji,zrozumiałam,że cała,wpajana nam przez wieki,tradycja wyrosła na pogańskich wierzeniach,przesądach i strachu,którym wszystkich karmiono,aby mieć nad wiernymi władzę.Zapoznanie się z czterema ewangeliami,zweryfikowało całe moje dotychczasowe duchowe życie.Rzuciło całkowicie inne światło na Kościół i religię,którą do tej pory wyznawałam.Wstydzę się teraz swojej naiwności,ale trudno mierzyć się codziennie z tradycjami panującymi od pokoleń,ponieważ w Boga wierzę ciągle. Jednak niełatwo wytłumaczyć dziecku,że ma się modlić,a jednocześnie nie obchodzić rokrocznie niezliczonej ilości świąt i obrzędów,skoro do niedawna właśnie tak żyliśmy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 97
Ana_111293
12-02-2019 23:58
Myślę, że dla każdego człowieka największą tradycją były słowa: "Nie możesz tego zrobić, co ludzie pomyślą!".
Oj tak, to zdanie deptało mi po piętach przez całe moje dzieciństwo i nastoletnie lata niczymym "pięta Achillesowa".
Dziś cieszę się każdym ruchem, wykonanym z mojej strony, by wyjść temu zdaniu na przeciw. Choćby chodzenie przez cały dzień w piżamie gdy mam dzień wolny, zjedzenie chipsów na śniadanie, powiedzieć znajomym szczerze, że nie mam ochoty wychodzić nigdzie w piątek, po prostu - bo nie chce, a nie wymyślać nieprawdziwy powód. Nie próbować układać ubrań w szafie "przecież jutro będzie wyglądać to tak samo". Jest tego dużo, dużo więcej.
I szczerze myślę, że im bardziej mam styczność z nowymi rzeczami to robię wszystko na odwrót, w porównaniu z tym co bym zrobiła dawniej.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 312
Meekhanka
13-02-2019 09:53
Wychowałam się na wsi we wschodniej Polsce. Pochodzę z rodziny głównie rzymskokatolickiej, ale mam dziadków, ciotki, kuzynów wyznania grekokatolickiego. Od dziecka uczestniczyłam w ślubach czy mszach prawosławnych. Mojej mamy znajomi są Świadkami Jehowy. Nie wiem czy to, czy może moja mama sprawiła, że nie jestem ksenofobem. Dodatkowo, zawsze byłam otoczona zwierzętami i starałam się nie zaśmiecać i dbać o środowisko.
Jakie było moje ogromne zdziwienie gdy przyszłam na studia do „wielkiego” miasta! Gdzieś przy jakiejś rozmowie zeszło na religie, politykę, zwierzęta, rodziny. Co usłyszałam:
- To wszystko wina Żydów. Szkoda, że Hitler nie zrobił z nimi lepszego porządku.
- Bo ci Masoni to się wszędzie wpierniczają. Ktoś się za nich powinien wziąć.
Zdziwiona byłam bardzo – młodzi ludzie, takie rzeczy? Ale najbardziej zszokowała mnie koleżanka, która przykładnie latała do kościoła, uważała się za bardzo wierzącą, pouczała.
- Fuj. Z kotem mieszkać? Ja to najchętniej takiego każdego napotkanego złapałabym za ogon i o ścianę rzuciła. […] Nie, moje dziecko nie mogłoby by być homo, po prostu nie. Jak bym je tak wychowała albo bym potraktowała prądem lub egzorcystą. […] Nie, tylko katolicy, my, mamy prawo rządzić.
A jak kiedyś nie zgodziłam się wyrzucić śmieci w krzaki i jeszcze zebrałam od znajomych by donieść do kosza usłyszałam:
- Ty to jesteś dinozaurem, a one już wyginęły.
Także taki o to ze mnie wieśniak w wielkim mieście :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1271
Labyrinthe
13-02-2019 14:53
1. Mieszkając na stancji z kilkoma koleżankami miałam okazję przekonać się, że nie dla wszystkich oczywiste jest smarowanie kromki chleba masłem przed nałożeniem na nią dżemu czy położeniem plasterka żółtego sera.
2. Musiałam też zrewidować swoje, mylne jak się okazało, przekonanie o tym, że w Warszawie nikt na nikogo nie zwraca uwagi i ludzie są bardziej tolerancyjni. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że w moim rodzinnym mieście wzbudzałam swoim wyglądem zdecydowanie mniejsze zainteresowanie. W Warszawie nie ma takiego miejsca, żeby ktoś nie zaczął mi się nagle dłużej przyglądać czy zwyczajnie się na mnie gapić tylko dlatego, że noszę glany, czarne ciuchy i pieszczochy. Ale może wynika to z faktu, że tu jest po prostu więcej ludzi niż w moim mieście-widmo.
3. Rozczarowała mnie też instytucja, jaką jest uniwersytet. Od dzieciństwa słyszałam zachwycone głosy moich ciotek, że studia to najlepszy czas w życiu, gdy poznaje się ludzi o podobnych zainteresowaniach, rozwija pasje, uczy wreszcie tylko tego, czego naprawdę się chce uczyć. Cóż, może za ich czasów faktycznie tak to wszystko kolorowo wyglądało, ale teraz te utopijne wyobrażenia nie mają niestety wiele wspólnego z rzeczywistością. Okazało się, że dziś na studiach poznaje się ludzi, których w ogóle nie interesuje to, co studiują, bo studiują to tylko dla papierka. A plan zajęć jest wypełniony od rana do wieczora mnóstwem zbędnych przedmiotów, które nijak się mają do wybranego kierunku studiów.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 66
Klops
13-02-2019 21:50
Moi rodzice uczyli mnie, że przede wszystkim muszę dbać o swoje interesy i myśleć tylko o sobie. "Niczego nie pożyczaj, nie częstuj słodyczami, nie wyrywaj się z pomocą, nie dziel się informacją o czymś ciekawym itd". Po wielu latach ocknęłam się jakby ze złego snu. Nie miałam nie tylko przyjaciółki, ale nawet bliskiej koleżanki. Kiedy nie było mnie w domu, sąsiad nie odbierał dla mnie przesyłki. Znajome z pracy nie informowały o ciekawych kursach unijnych. Kiedy trafiłam do szpitala, nikt z pracy nie zadzwonił z zapytaniem, jak się czuję i kiedy wracam. Nikt nie zaprosił do kawiarenki na małą czarną. I powiedziałam: BASTA!!! Człowiek nie może żyć tylko dla siebie. W osamotnieniu. Z sąsiadami nawiązałam przyjazne relacje - wiem, jaką kupić kuchenkę i co zrobić z natrętnymi glonami. Mam kilka dobrych koleżanek - mój telefon już nie milczy i po galerii handlowej nie przechadzam się sama. Kolega z pracy zagadnie, że nie mam świateł cofania, znajoma przypadkowo spotkana na ulicy zamieni kilka słów, ktoś inny pomoże założyć profil zaufany. Dobro wraca, a uśmiech procentuje.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 850
Meg222
13-02-2019 22:22
Kiedy pojechałam do Francji na praktyki, było dla mnie sporym zaskoczeniem spotykać na ulicy tak wiele osób czarnoskórych. W Polsce daleko nam do tak widocznego zróżnicowania kulturowego. Ponadto z jakiegoś powodu byłam przekonana, że włosy murzynek, są tak jak nasze proste lub kręcone. Tymczasem te pierwsze niemal się nie zdarzają. Większość kobiet nosi krótkie fryzury lub formuje swoje włosy w liczne cienkie warkoczyki, nierzadko kolorowe. W cieplejsze dni wiele ciemnoskórych kobiet zakłada też wzorzyste kolorowe spódnice, tak różne od naszych ubrań z sieciówek.

Pracując z ludźmi z różnych stron świata byłam też zaskoczona tym, jak mało nas tak naprawdę dzieli. Bez względu na to czy jesteś dziewczyną która zakrywa włosy chustą czy nie, czy mięso znajduje się w twoim jadłospisie czy nie, wszyscy przechodzą nad tym do porządku dziennego. Nawet więcej, traktują to z szacunkiem jako rzeczywistość drugiej osoby. Na przykład przed świętami, w ankiecie uczestnika pojawiło się pytanie o dietę. Tak, aby dla każdego, bez względu na kulturę czy religię, znalazło się coś dobrego do jedzenia.

Miałam też oczywiście w głowie stereotyp Francuzów nie mówiących po angielsku ze względu na niechęć do obcokrajowców, którzy nie znają ich języka. Tymczasem w kręgu naukowców, okazało się że to nie niechęć lecz obawa przed brakiem poprawności, jest dla nich największą przeszkodą. Udało mi się nawet zachęcić ich do nauki paru polskich słówek, w tym niezwykle trudnego ,,Szczebrzeszyna".
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 883
doughnut
13-02-2019 22:35
Kiedyś myślałam, że życie musi być rysowane od linijki, każda czynność przemyślana i wykonana perfekcyjnie, a postawa zawsze w zachowaniu ścisłych norm narzuconych odgórnie. Kiedyś słowa "nie wypada" i "a co sobie pomyślą inni?" były codzienną puentą. Kiedyś myślałam, że nie wolno mi niczego odłożyć na jutro czy na potem. Teraz jestem szczęśliwa. Teraz jestem wolna. Poznałam mężczyznę, który pokazał mi jak inne może być życie. Jak piękne i jak własne - nie czyjeś, nie cioci, nie mamy, nie sąsiada. Moje. Moje życie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 221
Avenoth
13-02-2019 22:45
Owszem, zmierzyłam się z rodzinną tradycją, a zarazem społecznie uznawaną normą - przynajmniej tu, na polskiej ziemi. Bo choć pochodzę z wierzącej rodziny, a także przyjęłam dwa sakramenty, dość wcześnie zrodził się we mnie sprzeciw. Trochę podświadomie.

Miałam lat 7, kiedy rodzicielka uspokajała mnie zapłakaną w łóżku, bo tego dnia usłyszałam od katechetki o życiu wiecznym - które wyjątkowo mnie wówczas przeraziło. Miałam lat 10, kiedy po bajce o wątku religijnym wytknęłam Mojżeszowi nielogiczność. Lat 14, kiedy zadawałam zbyt wiele pytań na lekcji religii, co skończyło się klasowym pseudonimem antychryst, i w końcu lat 16, kiedy z takowych lekcji, za zgodą rodziców, zrezygnowałam. Ale nie było łatwo. Rodzice nie raz lądowali na dywaniku - czy to katechety czy moich dziadków. Sama zresztą czułam się bardzo pogubiona i trochę zajęło mi zanim przed sobą przyznałam, że tak, mogę nie wierzyć i nie ma w tym nic złego.

Ale dorosłam. Zaczęły się studia, później praca i codziennie życie. Poglądów nie tylko nie zmieniłam, ale i zauważyłam ich zmianę wśród niektórych członków rodziny, którzy nareszcie zrozumieli, że wiara bądź jej brak, wcale nie muszą określać człowieka.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd