Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
866521 czytelników
1950 dyskusji
121471 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Małomiasteczkowa tajemnica - wygraj książkę „Dobre miasto".

Małomiasteczkowa tajemnica - wygraj książkę „Dobre miasto".

Duszna atmosfera prowincjonalnego miasteczka, zamknięta, nieprzychylna społeczność oraz dojmujące przekonanie, że życie nie przyniesie nic lepszego – czy to wystarczy, aby zwyczajny człowiek stał się zabójcą? Dobre Miasto jest jak każde inne: ma swoje ciemne zaułki i ponure tajemnice, o których nie chcą myśleć pochłonięci codziennymi problemami mieszkańcy. Kiedy zamordowana zostaje żona lokalnego biznesmena, uwielbiana przez wszystkich aktywistka, wzrasta niepokój, mnożą się plotki i rodzą nowe podejrzenia. Wkrótce ma rozpocząć się proces trzech mężczyzn podejrzanych o to brutalne morderstwo. Tymczasem Małgorzata, dziennikarka pochodząca z Dobrego Miasta, odkrywa, jak wiele niedomówień jest w tej na pozór prostej sprawie i jak bardzo nieprawdziwe twarze ukazują jej kolejni rozmówcy. Od tego, komu teraz zaufa, będzie zależało jej życie…

W niedużych miejscowościach nic się nie ukryje. Przecież wszyscy mieszkańcy znają się tam od lat, prawda? Ale czy na pewno tak jest? Napiszcie historię o odkryciu tajemnicy jednego z członków małomiasteczkowej społeczności. Tajemnicy, która zupełnie nie pasuje do jego osobowości. Wplećcie do swojej wypowiedzi tytuł książki.

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Dobre miasto - Jacek Skowroński

Dobre miasto

Autor: Mariusz Zielke

Duszna atmosfera prowincjonalnego miasteczka, zamknięta, nieprzychylna społeczność oraz dojmujące przekonanie, że życie nie przyniesie nic lepszego – czy to wystarczy, aby zwyczajny człowiek stał się zabójcą? Dobre Miasto jest jak każde inne: ma swoje ciemne zaułki i ponure tajemnice, o których nie chcą myśleć pochłonięci codziennymi problemami mieszkańcy. Kiedy zamordowana zostaje żona lokalnego biznesmena, uwielbiana przez wszystkich aktywistka, wzrasta niepokój, mnożą się plotki i rodzą nowe podejrzenia. Wkrótce ma rozpocząć się proces trzech mężczyzn podejrzanych o to brutalne morderstwo. Tymczasem Małgorzata, dziennikarka pochodząca z Dobrego Miasta, odkrywa, jak wiele niedomówień jest w tej na pozór prostej sprawie i jak bardzo nieprawdziwe twarze ukazują jej kolejni rozmówcy. Od tego, komu teraz zaufa, będzie zależało jej życie…

Regulamin
  • Konkurs trwa 10 października do 17 października włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - wydawnictwu Czarna Owca. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 2027
LubimyCzytać
10-10-2018 14:08
Dobre miasto Dobre miasto
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 26
Xman
16-10-2018 16:19
Powinien iść drugą stroną jezdni a tymczasem biegł wprost na mnie. Czerwona bluza z kapturem zaciągniętym na głowę, spodnie całe ubłocone. Gdy mnie mijał uśmiechnął się i tylko skinął głową. Tyle zapamiętałem. Poprawiłem uchwyt wędek i poszedłem nad staw.
Nagie zwłoki dziewczyny unosiły się na powierzchni otoczone zielonymi rozkwitami. Patrzyłem na nią ale nie pamiętam co wtedy myślałem. ...
Powinien iść drugą stroną jezdni a tymczasem biegł wprost na mnie. Czerwona bluza z kapturem zaciągniętym na głowę, spodnie całe ubłocone. Gdy mnie mijał uśmiechnął się i tylko skinął głową. Tyle zapamiętałem. Poprawiłem uchwyt wędek i poszedłem nad staw.
Nagie zwłoki dziewczyny unosiły się na powierzchni otoczone zielonymi rozkwitami. Patrzyłem na nią ale nie pamiętam co wtedy myślałem. Policjanci szybko wyciągnęli ciało z wody i okryli kocem. Tutaj takie rzeczy się nie zdarzają, to dobre miasto, pełne dobrych ludzi. Zgwałcona i uduszona. Nawet aura zareagowała na takie okrucieństwo. Kolejne dni były pochmurne i zimne, póki go nie złapali.
Siedział skuty na sali sądowej, długie włosy pozwalały mu ukryć twarz. Przyznam, byłem ciekaw tego młodzieńca. On w ogóle nie mówił, nie odpowiadał na pytania. Moje zeznania były kluczowe. Rodzice ofiary siedzieli w kącie sali ale to nie byli ludzie, to były widma. Bestia ze stawku. Tak go nazwali. Boże jak to niedorzecznie brzmiało. Chłopak był magazynierem. Zawsze pomocny i uśmiechnięty.
Sędzia odczytał to co miał do odczytania i zapytał czy oskarżony chce coś powiedzieć. Chłopak podniósł głowę, szukał kogoś na sali i popatrzył na mnie. Po chwili powiedział: „chciałem cie zabić, nawet nie wiesz jak byłem blisko”. Bestia dostała dożywocie.
Życie w miasteczku chcąc nie chcąc powoli wracało do życia. Nikt nie mógł wiedzieć, że dziewczyna żyła kiedy ją znalazłem. Przyznaje, poużywałem sobie na niej. Była tak osłabiona, że gdy przyciskałem ją jedną nogą do dna ona posłusznie połykała wodę i umierała. Czy chłopak był winien. Tak. Zaciągnął ją tam i zgwałcił ale nie zabił. Zrobiłem to ja, dobry obywatel w mieście pełnym dobrych ludzi. Bestia została schwytana i uwięziona. Na wolności krąży jeszcze jedna.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 26
oktisday
10-10-2018 15:03
Proszę mnie nie lekceważyć!
Pani Misiak proszę się uspokoić, nikt Pani nie lekceważy. Pani wersja po prostu zdaje się mało prawdopodobna.
Księże proboszczu to sprawa najwyższej wagi! Jestem pewna, że ta bezbożnica coś knuje! Kiedy ostatnio ksiądz widział ją w kościele?
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą…” ŻEGNAM!
Kto by pomyślał, że ksiądz nie da mi wiary, jedynej osobie która nie opuściła żadnej mszy od 16 miesięcy. Damulka z mojego bloku codziennie rano wychodzi z dziecięcym wózkiem ale ja nigdy nie słyszałam palaczu dziecka. Od razu jak się wprowadziła dwa miesiące temu wiedziałam że będą z nią kłopoty. Blondynka z długimi nogami i spódniczką ledwo zakrywającą pośladki to nie materiał na matkę. Jestem zmuszona wziąć sprawy w swoje ręce.
Dziwne zwykle wychodziła o 7 rano. Nie dam rady dłużej czekać, musze wrócić i się położyć.
dzień dobry Pani Misiak.
to ty!
Tak to ja- Odpowiedział posyłając mi promienny uśmiech. Choć obie wiemy ze nie jest szczery i zaraz mina jej zrzednie!
-oddawaj wózek ladacznico! Pokaz co tam masz! Przestań niszczyć nasze DOBRE MIASTO!
- proszę przestać szarpać obudzi Pani dziecko! Pomocy!
W tym samym monecie kremowy wózek podskoczył i zaczął staczać się po schodach. Przez moment pomyślałem a co jeśli rzeczywiście było w nim dziecko. Lecz moim oczom ukazały się dwie paczki wypełnione po brzegi białym proszkiem wyskakujące prosto pod nogi dzielnicowego Wilczaka.
-w samą porę Stasiu! Zobacz co się narobiło
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 51
KailaaMoor
10-10-2018 18:04
Pani Aldona, 60latka, była najmilszą, najbardziej uprzejmą, uczynną i serdeczną osobą w małym miasteczku o nazwie Koziołków. Znała wszystkich mieszkańców, a oni ją. Nigdy nikogo nie krzywdziła, była sprawiedliwa i zdawała się być szczera. Nie plotkowała i nie szukała zwady. Codziennie spacerowała po ulicy z dwoma przygarniętymi kundelkami i chętnie zamieniała z każdym mijanym osobnikiem dwa-trzy słowa. Codziennie wieczorem odwiedzał ją też wnuczek, przywożąc zakupy. Nikt nie podejrzewał, że ta niewinnie wyglądająca kobieta skrywa straszną tajemnicę.
Wzór cnót nie był bowiem bez winy. Wszystko wyszło pewnego strasznego niedzielnego poranka, gdy w czasie mszy pod kościół podjechała policja. Panią Aldonę zakuto w kajdanki i zabrano na komisariat.
Cóż się okazało? W jej piwnicy znaleziono trzy pocięte zwłoki. Były to osoby, które w ostatnich dniach zaginęły w pobliskich miastach. Porwań dokonywał jej wnuk, którego babcia przedstawiała w samych superlatywach - jako uprzejmego i ułożonego młodzieńca. Staruszka tak bardzo kochała wnuka i bała się o jego przyszłość, że uczestniczyła w procederze pozbywania się zwłok, gdy już ogołocono je z wszystkich narządów.
To zawsze było DOBRE MIASTO, w którym żyli dobrzy mieszkańcy, ale czy po czymś takim ludzie nadal mogą spojrzeć na siebie w ten sam sposób?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3
Mateusz
10-10-2018 21:28
Kiwał ludziom przechodzącym obok a oni odwzajemniali się uśmiech. Wszedł do sklepu ze słodyczami i jak zawsze kupił swoje ulubione żelki. Sprzedawca mrugnął do niego i dodał trochę więcej ,,na koszt firmy’’. Podziękował mu bardzo serdecznie, skłonił się i pobiegł ucieszony do domu. Świat wydawał się piękny i pełen przygód. Przez chwilę bawił się z chłopakami w gonianego, ale jak zawsze przegrał. Nie przeszkodziło to wspólnej radości i śmiechowi. Pożegnali się i pobiegli do domów na obiad. Ona także wracał do domu, razem z jego torbą pełną cukierków.
Włączył telewizor i z żelkami w ręku czekał na swoją ulubioną bajkę. Czuł jak ekscytacja narasta w nim z każdą chwilę. Starsza sąsiadka zauważyła go przez okno i uśmiechnęła się do siebie.
- Witaj, Mareczku! Dlaczego się nie ogoliłeś? Przecież zawsze był z ciebie taki piękny chłopak! - zaflirtowała jak przystało na starą pannę. Spojrzał na nią i zawstydził się na chwilę.
- Już idę, prze pani! – bez namysłu pobiegł do łazienki i stanął przed lustrem. Ukazała mu się twarz trzydziestoletniego mężczyzny z wyraźnym mongolizmem. Zaczął się golić, ale zaciął się przez trzask z piwnicy.
- Nieładnie! – krzyknął i pobiegł uciszyć swoje zwierzątko. Może nie miało dość jedzenia lub picia? Nie chciał stracić kolejnego okazu. Zbiegł po ciemku do piwnicy, zaświecił światło na dole i pokiwał głową na znak dezaprobaty.
- Nie wolno! To jest dobre miasto! Trzeba być grzecznym! – wycharczał.
- Proszę, wypuść mnie…- odpowiedział zmęczony głos nastolatki.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 42
nevtelen
11-10-2018 10:56
Małe miasteczko, można powiedzieć, że większa wieś oddalona o 50 kilometrów od większego miasta. Czas tu płynął inaczej, spokojniej niż gdziekolwiek.
Każdy kto mieszkał tu długo wiedział, że Pani Jadwiga ma fioła na punkcie swojego psa i wszędzie widziano ją tylko z nim. Pan Waldek był znany z tego, że naprawiał ludziom telewizory, ale te starszej daty, które były przynoszone głównie przez starsze pokolenie. Była też cudowna Pani Joanna. Zarażała uśmiechem każdego. Opiekowała się swoją schorowaną mamą - Zofią, która rzadko wychodziła na zewnątrz, a jak już się pojawiła wśród ludzi to w przeciwieństwie do Pani Joasi miała zawsze smutne oczy i czasami uśmiechnęła się nieszczerze. Każdy podziwiał jej córkę, że opiekuje się mamą i nie oddała do domu starców. Joasia nie miała męża, rzadko zapraszała kogokolwiek do domu, ale pomocy nigdy nie odmówiła. Jednak w pewien dzień, to był wtorek jakoś godzina siedemnasta do drzwi Joanny zapukał Pan Waldek. Obiecał schorowanej Zofii spojrzeć na telewizor, który szwankował. Staruszka często lubiła oglądać telewizję pod nieobecność córki. Pan Waldek po dłuższej chwili czekania pod drzwiami, gdy nikt nie odpowiadał na pukanie do drzwi pozwolił sobie nacisnąć na klamkę. Drzwi cichutko się otworzyły i po chwili usłyszał głos Pani Joasi. Nie był skierowany do jego, a do jej mamy. Ton mówienia nie był podobny do tego na co dzień, którego używała wśród ludzi. Jakby coś ją opętało. Padały słowa:
"Bardzo dobrze, że się zepsuł telewizor! Tylko rachunki za prąd były coraz większe!"
"Oddałabym Ciebie z chęcią do domu starców, ale mam nadzieję, że niedługo umrzesz!"
"chcesz oglądać telewizor? Proszę bardzo! Tylko licz się z tym, że znów przez dwa dni będziesz głodna!"
Pan Waldek był w szoku, bo myślał, że tu gdzie mieszka to jest DOBRE MIASTO i sami życzliwi, dobrzy ludzie, ale nie pozostał obojętny temu co usłyszał. Postanowił zareagować...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 155
Kamila
11-10-2018 12:13
Pan mecenas Witold Kos był człowiekiem poważnym i szanowanym przez społeczeństwo. Wraz z małżonką i piękną córką zamieszkiwał wystawny dom na obrzeżach małego miasteczka. To było DOBRE MIASTO, przestępczość była na niskim poziomie, dużo zieleni i spokojni sąsiedzi. Witold przed kupnem wystawnie urządzonego domu upewnił się, że najbliższy sąsiad jest oddalony od jego posiadłości przynajmniej o kilometr. Witold miał bowiem pewną tajemnicę, którą nie chciał się dzielić z innymi mieszkańcami. Gdyby ktoś się o tym dowiedział, straciłby posadę i dobre imię. Albo znowu musiałby zabić i przeprowadzać się do innej małej miejscowości. A musiał przyznać, że wraz z wiekiem coraz ciężej mu było ukrywać ślady. I tak, wraz z rodziną, musiał zmieniać miejsce zamieszkania co kilka lat. Wolał jednak to robić spokojnie, tłumacząc się zmianą stanowiska, niż z krwią na rękach, nocą pakować walizki.
Historia mecenasa Witolda jest dłuższa, niż można by się było tego spodziewać. W końcu, nie każdy ubiera w dziewczęce ubranka lalkę.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3
AnkaKa
11-10-2018 15:15
Plebania chyliła się ku upadkowi. Tapety odpadały od ścian, w oknach dziury zaklejone taśmą, podłogi falowały od wilgoci. Nowy proboszcz zastanawiał się jakim cudem można doprowadzić dom do takiego stanu. Przeraził się na myśl, że od dziś to będzie jego dom i łzy zakręciły mu się w oku. Nie zwrócił uwagi na starą kucharkę, która z wielkim uśmiechem go przywitała. Podążyła za jego wzrokiem i z nadzieją powiedziała:
- Wystarczy tylko tu i tam odmalować i będzie tu ksiądz miał jak pączek w maśle – pogłaskała go po ramieniu i zaprowadziła do kuchni. – Może kawy zanim pójdę na zakupy?
- Nie, dziękuję – odpowiedział z rezygnacją w głosie, podczas gdy kobieta ubierała już chustę na głowę i wychodziła.
Proboszcz nie miał nastroju na nic. Złapał się za głowę. Pomodlił się w myślach i szukał pozytywów. Obszedł cały dom. Znalazł tylko jedną sypialnię godną zamieszkania. Położył tam swoją walizkę i zszedł do kuchni. Usłyszał stukanie i myślał, że wróciła Stańczakowa. Niestety na dole nikogo nie zastał. Usłyszał jednak ponowny stukot. Dochodził jakby zza ściany. Obszedł szafę i zobaczył przetarcia na podłodze. Lekko ją popchnął i przesunęła się bez wysiłku. Zobaczył małe drzwiczki. Serce zaczęło mu walić. Poczuł chłód owiewający mu nogi. Dobył klamki i otworzył drzwi . Zapach stęchlizny i krwi uderzył go jak obuchem. Światło kuchenne oświetliło ścianę na końcu pomieszczenia, do której przykuty był poprzedni proboszcz, poszukiwany od trzech tygodni. Dobre Miasto okazało swoje oblicze.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Bartus20
11-10-2018 15:54
Wieść niesie,że w miasteczku Karlsborg grasuje morderca mówii się,że kiedyś mieszkał w Sztokcholmie,ale bo ślubie córki wyprowadził się do Karlsborga,bo był podobno bezrobotny ,i nie było go stać na utrzymanie domu.Czy to prawda zapytam mieszkańców Sztokholmu,którzy kiedyś z nim tu żyli,i być może dobrze go znali.
Jestem dziennikarzem miejscowej gazety chciałbym z panem porozmawiać(spotkałem go gdy szedł ulicą )był starszym facetem pomyślałem,że coś może wiedzieć.
-Dzień dobry Jak ma pan na imię?
-Magnus.
-Czy słyszał pan o tym co się dzieje w Karlsborgu?
-Magnus- Tak doszły mnie słuchy.Ale to "Dobre miasto". Mówi się,że to Eward mieszkał tu z żoną i córką Karen.I wbrew temu co się mówi nie był bezrobotny.Pracował jako rybak na morzu,ale wszystko zaczęło się pieprzyć gdy córka miała wyjść za mąż(Wbrew temu co się mówiło jeszcze się nie ożeniła). Wtedy Eward nagle zrezygnował z pracy i wyjechał z nią i przyszłym zięciem do Karlsborga.
-Wieś niesie,że była w ciąży z przyszłym teściem.Czyżby jej mąż o niczym nie wiedział?
Magnus-No Cóż mógł nie wiedzieć.Sven lubił sobie wypić,oni nie żyli za dobrze.A Karen uganiała się za Ewardem podobno jak szalona.No i prawdopodobnie coś im się przytrafiło.Są głosy ,że on nie mógł się jej oprzeć.
- Co powiesz o Ewardzie?
Magnus-To dobry sąsiad.Nikomu nie wadził,znaliśmy się mieszkam tu niedaleko.
Czy on mógł zabić Karen?
Magnus - Jeśli to prawda to musiał coś ukrywaĆ,albo ona nie dała rady,i chciała się wygadać matce.Ale Eward na to nie pozwolił- postanowił zamknąć jej usta no i ją zabił.Oby się to nie potwierdziło.niech pan zgłosi to na policję,niech się tym zajmą.
-To dziękuje panie Magnusie za miłą rozmowę.Jak pan coś sobie przypomni to niech pan do mnie zadzwoni.W tym momencie poczułem się jak Mikael Blomqwist,jednak musiałem to zgłosić i zrobiłem to...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 21
Fantasy_World
11-10-2018 23:54
To było dobre miasto. Jedno z tych, w którym można odpocząć w ogrodzie. Oczywiście to nie Warszawa, tutaj każdy zna sąsiada lepiej niż własną kieszeń. Ale czy do końca? Przechodzą obok, uśmiechają się do mnie, zagadują, podpytują. Ciekawe czy by nadal by tak robili gdyby wiedzieli, że oprócz mojej ukochanej żony mam jeszcze jedno życie. Uśmiech zniknąłby z ich twarzy gdyby pojechali ze mną na te moje "zagraniczne delegacje…". Gdyby poznali Aniele i naszą córkę Annę. Czy to byłaby prawdziwa katastrofa? Czy dopytywaliby się mnie jak to się zaczęło, jak przez 15 lat udało mi się prowadzić podwójne życie, o którym wiem tylko ja? Teraz to już nie ma znaczenia. Jak zwykle pójdę po świeże drożdżówki, a tam sędziwa sprzedawczyni zapyta się jak idą interesy. Ale czy tylko to ją interesuje? Tym powierzchownym pytaniem rozpocznie, żeby wysysać ze mnie informacje, jak kleszcz krew ze swojej ofiary. Następnie z zadowoleniem się pożegnamy, żeby szczęśliwa kobieta mogła przekazać wiadomości swoim koleżankom. Ale to nie ma znaczenia, ponieważ prawdy nie pozna nigdy...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 114
Marcin
12-10-2018 11:47
Bim-bom, bim-bom! - komu bije dzwon?
Niedzielny poranek przyciąga rzeszę wiernych.
Dłonie złożone w modlitwie, oczy skierowane ku górze, wpatrzone w oblicza świętych.
- Czy wybaczą i odpuszczą grzechy?

Ted był wzorowym obywatelem Rimini, dobrym ojcem i kochającym dziadkiem.
W zeszłym roku w demokratycznych wyborach, z imponującym wynikiem wstąpił w szeregi rady miasta. Po za życiem zawodowym, Ted dbał o swoją rodzinę, organizował piesze wycieczki z wnukami, wraz z synem oglądał piątkowe mecze piłki nożnej, a w wolnych chwilach odwiedzali pobliskie jeziora ubrani w wodery i kamizelki w kolorze zgniłej zieleni, niosąc na ramieniu błyszczące wędki.
Sobotni wieczór był jedynym czasem w którym pozostawał sam, gdy zegar wybijał godzinę dziesiątą i gdy cienie przybierały groźne kształty, znikał w czeluściach pobliskiego lasu.
Może spacerował, może spał, może polował - kto wie?

Rimini - było to przytulne, dobre miasto - dawało pracę i możliwość odpoczynku po ciężkim dniu, liczne parki i okoliczne lasy dawały szansę życia blisko natury. Wydawało się, że jest to przedsionek w drodze do raju. Nic nie wskazywało aby ta sielanka miała się skończyć i, że życie mieszkańców zostanie zawładnięte strachem.
30 września w niedzielny poranek grupka mieszkańców zmierzających do kościoła, odnalazła porzucone, zmasakrowane zwłoki siedemnastoletniej Sam. Rozpoczęło się dochodzenie. Policja szukała śladów, przesłuchiwała światków, niestety z marnym skutkiem. Tydzień po makabrycznym odkryciu mieszkańcy natrafili na kolejne zwłoki - tym razem byli to bracia bliźniacy - zakończyli swoje krótkie życie w wieku piętnastu lat. W początkowych etapach dochodzenia, ekipy śledczych, miały problem z identyfikacją zwłok. Zmasakrowane i pokrzywione twarze nie przypominały ludzkich cech.

Od odkrycia pierwszych zwłok minęło dokładnie 6 miesięcy, a na tablicy korkowej w gabinecie detektywa Andersona wisiało już dziesięć zdjęć młodych, uśmiechniętych twarzy. Po wczorajszym telefonie samego inspektora generalnego, zrobiło się naprawdę gorąco. W mieście panuje panika. Sielanka zamieniła się w koszmar i detektyw wraz ze swoją ekipą dochodzeniową musieli rozwiązać zagadkę tajemniczych morderstw.
- Czyżby istniała zbrodnia doskonała? - odbijało się echem w głowie detektywa. Po skończonej pracy nie chciał wracać do domu. Musiał zostać sam z myślami - zdecydował się na spacer po lesie. Anderson podjechał pod dom, zabrał torbę z aparatem, załadował prywatną broń, wrócił do samochodu i pojechał w kierunku pobliskiego lasu aby doskonalić swoja pasję jaką była fotografia - ona potrafiła dać mu ukojenie. Przemierzając kolejne odcinki lasu z ponad setką zdjęć na jego Nikonie, zatrzymał się czując złowrogi powiew wiatru, zwiastujący coś niedobrego. Jego policyjny nos w takich chwilach był bardzo czujny. Zrobił kilka kroków w przód, zbliżając się do wielkiego dębu, aż nagle jego świat zapadł się pod ziemię - dokładnie jakieś 2 metry w dół. Anderson obejrzał się za siebie i dostrzegł potłuczony aparat fotograficzny, zebrał jego szczątki i wkurzony wrzucił je do torby. Taksując pomieszczenie rozglądał się w koło, dostrzegł długi korytarz. Niepewnym krokiem skierował się ku niemu, dotarł to niewielkiej sali. Dreszcz przerażenia sparaliżował go po tym co zobaczył, ostrożnie wyciągnął broń z kabury. Na ścianach wisiały zakrwawione łańcuchy, na środku pomieszczenia stało łóżko jakie możemy spotkać na sali operacyjnej, a pod najdalszą ścianą znajdował się długi stół z całą masą fiolek i flakoników.
Anderson czuł jak poziom adrenaliny w jego organizmie gwałtownie wzrasta, sprawdzał każdy zakamarek pomieszczenia w poszukiwaniu wyjścia. Znalazł niewielki tunel który zaprowadził go na powierzchnię. Gdy tylko dostrzegł błękit nieba, co sił w nogach biegł do swojego zaparkowanego nieopodal Forda i pognał w kierunku komisariatu policji. Zwołał natychmiastowe zebranie i wraz ze swoim zespołem podjął odpowiednie kroki (być może inspektor generalny nie urwie mu głowy)...

Czekali w ukryciu trzy dni, wymieniali się dyżurami, przynosili termosy z gorącą kawą i wypalili kontener papierosów. Wydział śledczy pod dowództwem Andersona był nieźle wykończony i zrezygnowany. Przełom nastąpił w sobotni wieczór koło godziny 23. Komunikując się drogą radiową, namierzyli intruza który kierował się w stronę starego dębu - punktu ich obserwacji. W miarę gdy nieznajomy zbliżał się do drzewa, jego kształty stawały się wyraźne i rozpoznawalne. Anderson, rozpoznał mężczyznę - był to stary poczciwy Ted. Co on tu robi? - pomyślał detektyw - zaraz zniszczy całą akcję. Lecz radny Ted, ostrożnie wszedł w tunel wychodzący za starym dębem. Dla ekipy oznaczało to tylko jedno - sygnał aby aresztować potwora w ludzkiej skórze...

Bim-bom! W oddali było słychać dzwięk dzwonów - zwiastowały one powrót miasta do swojego stanu sprzed makabrycznych zbrodni - lecz nic już nie będzie takie jak kiedyś... nawet w tak dobrym mieście...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd