Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
871113 czytelników
1982 dyskusji
122891 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Wspominam z uśmiechem - wygraj książkę „Nie ma jak u mamy".

Wspominam z uśmiechem - wygraj książkę „Nie ma jak u mamy".

Tęskniliście za Milaczkiem? Milenka, którą pokochały polskie czytelniczki wraca po dziesięciu latach! Sprawdźcie co wydarzyło się przez ten czas u ekscentrycznej Zofii Kruk, jak potoczyły się losy Milaczka i na kogo wyrosła rezolutna sąsiadka zwana Bachorem. Kiedy tak naprawdę zaczyna się kryzys wieku średniego, czy jedwabna piżama to odpowiedni strój by wystąpić przed własnym szefem i czy łatwo jest zwolnić nianię i wdrożyć „Projekt Matka” to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi staną bohaterki bestsellerowej serii o Milence.

Milena, bohaterka cyklu „Milaczek”, to stateczna dojrzała kobieta, choć nadal pełna szalonych pomysłów. Czytelnicy, którzy spotykają się z nią po latach, również odrobinę wydorośleli. Spójrzcie wstecz i podzielcie się z nami niesamowitą historią, którą wspominacie z uśmiechem do dzisiaj!

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Nie ma jak u mamy - Jacek Skowroński

Nie ma jak u mamy

Autor: Magdalena Witkiewicz

Tęskniliście za Milaczkiem? Młodą kobietą, która nieustająco poszukuje miłości swojego życia? Milenka, którą pokochały polskie czytelniczki wraca po dziesięciu latach! Sprawdźcie co wydarzyło się przez ten czas u ekscentrycznej Zofii Kruk, jak potoczyły się losy Milaczka i na kogo wyrosła rezolutna sąsiadka zwana Bachorem. Kiedy tak naprawdę zaczyna się kryzys wieku średniego, czy jedwabna piżama to odpowiedni strój by wystąpić przed własnym szefem i czy łatwo jest zwolnić nianię i wdrożyć „Projekt Matka” to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi staną bohaterki bestsellerowej serii o Milence. Po przeczytaniu tej książki zapragniesz przytulić wszystkich, których kochasz! Magdalena Witkiewicz jak zwykle uroczo, mądrze i z humorem opowiada o kobietach i ich życiowych rozstajach. O sile, która w nich tkwi i o wielkiej potrzebie happy endu. Daje swoim czytelniczkom to, co najcenniejsze: PRZYJAŹŃ, WSPARCIE I NADZIEJĘ, że warto wierzyć w dobre zakończenie. To najlepszy prezent jaki pisarka mogła zrobić swoim czytelniczkom na dziesięciolecie pracy twórczej!

Regulamin
  • Konkurs trwa od 5 października do 14 października włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - wydawnictwu Filia. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 2043
LubimyCzytać
05-10-2018 11:18
Nie ma jak u mamy Nie ma jak u mamy
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 153
Ania
05-10-2018 20:13
Nie ma jak u mamy.. Piękny utwór. Pamiętam, że kiedyś miałam napisać coś na dzień mamy. Chciałam być oryginalna i napisać coś z czego mama była by dumna. Więc napisałam krótki wiersz. Byłam z niego taka dumna:
"Nie ma jak u mamy
Cichy kąt, ciepły piec
Kto nie wierzy, jego rzecz.
Nie ma jak u mamy
Ciepły piec, cichy kąt
Kto nie wierzy, robi błąd"
Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że są to słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego. Byłam w szoku
Mama twierdziła, że raz usłyszałam piosenkę w radiu i zapadły mi w pamięci właśnie te słowa.
Ja do dziś śmieje się, że to pamięć z poprzedniego wcielenia, wcielenia fanki tegoż artysty.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1215
kacza666
05-10-2018 22:37
Ta historia mimo, iż dość drastyczna zawsze wszystkich niesamowicie bawi.
Gdy byłam dzieckiem każde wakacje spędzałam na wsi razem z babcią. Uwielbiałam chodzić do kuzynki gdzie było pełno zwierząt hodowlanych. Pewnego razu, gdy miałam jakieś 5 lat, ciotka kazała nam złapać małe indyczki, umieścić w pudle i zanieść do kurnika. Wszystko szło dobrze do moment, gdy straciłam równowagę i przewróciłam się wprost na małą indyczkę. Gdy się podniosłam okazało się, że ta nie żyje. Wpadłyśmy w panikę, co powie ciocia jak się dowie. I zamiast zwyczajnie wyrzucić martwego ptaka w zarośla wpadłam na genialny pomysł! Z każdej strony podparłyśmy indyczkę patyczkami żeby stała. Mina ciotki gdy to na drugi dzień zobaczyła musiała być bezcenna. I wcale się nie wydało, że to my 😀
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1
iza
06-10-2018 19:49
Związane wspomnienie z mamą ale nie tylko. Pamiętam chodziłam do przedszkola i trzeba było wybrać postać historyczną np księżniczkę, rycerza albo woja, ja wybrałam rycerza. Miałam kolczugę z drucików, pelerynę zawiązywaną pod szyją, drewniany miecz i tylko hełmu z przyłbicą nie miałam. Bardzo mnie to denerwowało i wymyśliłam super rzecz, założyłam na głowę garnek i bardzo dobrze wlazł i tylko ściągnąć go nie mogłam i niestety nie obyło się bez cięcia, dobrze tylko że głowy mi nie urwali. Posmarowali trochę nadcięli i poszło
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 59
KailaaMoor
07-10-2018 12:37
Wspomnienie, które do dziś wywołuje u mnie uśmiech nie jest wcale tak odległe. Jak każda młoda osobą pragnęłam się wyprowadzić i zacząć dorosłe życie. Pierwszą okazją był wyjazd na studia.
Pierwszy dzień, czas rozpakowywania i meblowania pokoju w nowym mieszkaniu. Ostatnia walizka a w niej duże, gratne pudełko, którego na pewno nie pakowałam. To był najpiękniejszy prezent jaki mogłam otrzymać.
List, który poruszył mnie do głębi - krótki i treściwy: "Córko, TO PUDEŁKO to twoje życie. Masz w nim to czego potrzebowałaś kiedyś, potrzebujesz teraz i dopiero będziesz potrzebować. Kocham Cię, Mama."
Znalazłam w nim wiele rzeczy, każde opatrzone małą karteczką ze wspomnieniem, radą lub przestrogą. Mój smoczek, pierwsze szkolne pióro, breloczek który dostałam od pierwszego chłopaka w podstawówce, malutki biały zegarek czyli pamiątka Pierwszej Komunii i jeszcze kilka były symbolami przeszłości. Mały słoiczek z grosikami, portfel z kilkoma stówami, organizer, budzik, paczka podpasek i krawieckie szpargały czyli teraźniejszość. Nowy skoczek dla dziecka, test ciążowy, pielucha, pusty album, totolotek, drewniana ramka na zdjęcie z wygrawerowanym tytułem magistra i moim imieniem, krem na zmarszczki i kilka innych było moją przyszłością. To był najmilszy prezent jaki mogłam dostać i teraz uwielbiam wspominać rozbawienie mamy, gdy zapłakana ze wzruszenia zadzwoniłam do niej, a ta rzuciła, że już za nią tęskniłam. Miała racje, ale zawsze jest przy mnie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 21
didi1993air
07-10-2018 12:52
Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki pewien kolega się we mnie podkochiwał. Wiedziałam o tym i strasznie mnie to denerwowało, bo zdecydowanie nie byłam wtedy zainteresowana chłopakami, byłam na etapie lalek i wózka.
W dniu Walentynek dostałam od niego kartkę - wysłaną przez "Walentynkową pocztę szkolną", co wiązało się z tym, że musiałam odebrać ją uroczyście wychodząc na środek przed całą szkołą. Już wtedy byłam mocno wkurzona. Odebrałam kartkę, nawet nie spojrzałam i schowałam ją do plecaka. Nie musiałam nic czytać, wiedziałam od kogo jest, zresztą nie miałam na to najmniejszej ochoty. Po lekcjach ostentacyjnie na oczach tego kolegi wyciągnęłam kartkę, nie oglądając jej nawet, podarłam i wyrzuciłam do kosza. Potem cały dzień przepłakałam, wcale nie dlatego, że było mi szkoda kolegi, ale było mi bardzo wstyd, że dostałam Walentynkę.
Dziś historię wspominam z uśmiechem, ale wtedy była to największa tragedia w moim życiu - ktoś się we mnie podkochiwał, a ja wcale tego nie chciałam. Zamiast czuć dumę, że komuś się podobam - czułam wstyd.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 37
Pat
07-10-2018 13:14
Na podłodze nie było nawet okruszka, nawet śladu po najdrobniejszym pyłku. Wszyscy, odświętnie ubrani, zgromadzili się przy stole. Z napięciem czekano na odśpiewanie „sto lat” dla jubilatki i wniesienie odpowiednio dostojnego tortu. Przygotowano odpowiednią oprawę; stół był przepięknie udekorowany, a każda z potraw, która na nim stała, była maleńkim dziełem sztuki. Zapalono świece, w tle rozbrzmiewała nastrojowa muzyka, stosowna do okoliczności. Niestety, zorientowano się, że nie poinformowano Kucha, iż babcia nie znosi w tortach ani bitej śmietany, ani orzechów, więc tort, mimo usilnych starań rodziny, musiał zostać kupiony po raz drugi. Kolejnym problemem okazała się zgromadzona w domu, niewystarczająca liczba świeczek. Zaczęto się zastanawiać, skąd wziąć resztę. Wykorzystano fakt, że rodzina byłą dosyć liczna, przyjęcia urządzano co dwa tygodnie, a wiele ozdób zostawało w tym domu po wsze czasy. Na babcinym torcie, przywiezionym prosto z cukierni, lecz nieco płaskim – zasługa jednego z wujków, który go nie zauważył i po prostu na nim usiadł – ustawiono świeczki z piątych urodzin Julii, z siódmych urodzin Karola w postaci Formuły jeden, trzy świeczki z drugich urodzin, trojaczków, dziesięć świeczek od Adriana z okazji dziesiątych urodzin, kolejne dziesięć od Artura i Sary, którzy obchodzili urodziny wspólnie, cała reszta stanowiła przypadkową zbieraninę świec, którzy bliscy posiadali w domu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 51
calkiem
07-10-2018 19:43
A co mnie bawi po latach? Pewien wakacyjny obiad u dziadków... Wakacje, miałam wtedy pewnie koło 7-8lat. Codziennie z tatą jeździliśmy rowerami do dziadków (ok10km). Tata budował swoją łódkę, a ja bawiłam się z kuzynostwem. Moja babcia była wspaniałą kobietą, miała rękę do kwiatów i słodkich wypieków... gotować to ona jednak nie umiała... (swoją drogą dziadek to ją musiał bardzo kochać, skoro ponad 50lat byli małżeństwem!) Godzina 12, babcia woła nas na obiad... Tata już wcześniej sprawdził co na niego będzie, i poinformował mnie, że mam nie wybrzydzać tylko wszystko ładnie zjeść, żeby babci nie było smutno. Babcia przynosi na stół zupę rabarbarową... okropieństwo! No ale grzeczna wnuczka siada i prawie ze łzami w oczach przełyka łyżkę po łyżce... ledwo babcia wyszła z pokoju do kuchni mój ojciec smyk do łazienki poszedł wylać swój talerz... Na szczęście dziadek (który też nienawidził tej zupy) uchronił mnie od zjedzenia talerza do końca... Dobrze, że w kuchni było jeszcze ciasto drożdżowe na śliwkach!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 89
Martyna
09-10-2018 07:57
Każdy tutaj opisuje swoje piękne historie, starając się ubrać je w jeszcze piękniejsze słowa. Ale moje wspomnienie, które po ponad 20 latach nadal wywołuje uśmiech na mojej twarzy wcale ne jest piękne. Nie umiem go tez pięknie opisać, bo jak można opisać kąpiel w ściekach pięknymi słowami?
Rzecz miała miejsce daaawno temu, miałam może 5 lat, brat 7. Kolega zaprowadził nas nad strumyk nieopodal ogródków działkowych. Jak to dzieci w letni dzień wesoła się chluptaliśmy. Dopóki nie nadeszła mama, która nas zapytała dlaczego kąpiemy się w szambie. Mnie śmieszy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 382
Mystery
09-10-2018 12:04
Dawno,dawno temu była sobie Marysia, która miała zaledwie 3 lata. Pewnego letniego dnia Marysia zniknęła. Rodzice bardzo się zmartwili, szukali jej przez 3 godziny, zwołali pół wsi do pomocy.
Jej mama odchodziła od zmysłów, przecież mogło jej się coś stać... Dookoła same gospodarstwa rolne, pola, łąki, zwierzęta.
Nagle mama spojrzała w stronę budy psa, który wygodnie leżał na trawie.
Jednak w środku zobaczyła...jakby włosy?I małą głowę...
Tak, to była Marysia! Zasnęła w budzie, a pies leżał obok i jej pilnował.
Wszystkim ulżyło.
Do dziś z uśmiechem na twarzy moi rodzice wspominają tą historię...
A Marysia to ja - dawniej mała miłośniczka spania w psiej budzie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd