Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
861706 czytelników
1926 dyskusji
120375 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Poruszająca historia - wygraj książkę "Przemytnik słów".

Poruszająca historia - wygraj książkę "Przemytnik słów".

Keiko to urokliwa Japonka, która spędza każdą noc z innym mężczyzną. Wystarczy, że zdoła on poruszyć ją za sprawą własnego wiersza bądź opowieści. Bruno Labastide to podstarzały i samotny Francuz , który żył z oszukiwania kobiet. Po latach hedonizmu i naciągania osiada w Wenecji, gdzie spotyka fascynującą Japonkę. Komentator sportowy Ricardo Kublait relacjonuje mecze zgodnie ze swoimi marzeniami a nie rzeczywistością i niszczy karierę. Horacio Ricotta, przepisuje książki na receptę, podobnie jak lekarz lekarstwa, ale utrzymuje się z pracy konsjerża w biurowcu. „Przemytnik słów” to subtelna lektura - niesie ze sobą wiele pozornie różnych opowieści, które uzupełniają się niczym elementy skrupulatnie opracowanej układanki.

Bruno, niezwykły bajarz i oszust, gdy zbliża się do japońskiej piękności, kończą mu się pomysły na przejmujące opowieści. Która z kiedykolwiek zasłyszanych lub przeczytanych opowieści najbardziej rozbudziła Waszą wyobraźnię? Czy była to babcina bajka na dobranoc? Ważna dla Was lektura? A może artykuł w gazecie? Napiszcie, dlaczego właśnie ta historia ujęła Was najbardziej!

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Przemytnik słów - Jacek Skowroński

Przemytnik słów

Autor: Natalio Grueso

Keiko to urokliwa Japonka, która spędza każdą noc z innym mężczyzną. Wystarczy, że zdoła on poruszyć ją za sprawą własnego wiersza bądź opowieści. Słowa zapalają w niej ogień namiętności i pasji. I tak każdego wieczora Keiko tworzy swój prywatny teatr poezji i rozkoszy. Bruno Labastide to podstarzały i samotny Francuz , który żył z oszukiwania kobiet. Po latach luksusu, hedonizmu i naciągania osiada w Wenecji i tam, w mieście melancholii i dekadencji spotyka fascynującą Japonkę. Bruno, niezwykły bajarz i oszust o urzekającym, rozbrajającym kobiety uśmiechu, nie jest w stanie uzyskać wstępu do jej raju, ponieważ, ku własnemu zaskoczeniu, gdy zbliża się do japońskiej piękności, kończą mu się pomysły na przejmujące opowieści. Mężczyzna spędza całe dnie na poszukiwaniu doskonałej historii. W książce Natalio Grueso prócz Kaiko i Bruna występują bohaterowie, którzy na długo zawładną myślami czytelników. Jest tam m. in. komentator sportowy Ricardo Kublait, który relacjonuje mecze zgodnie ze swoimi marzeniami a nie rzeczywistością i niszczy karierę, Horacio Ricotta, który przepisuje książki na receptę, podobnie jak lekarz lekarstwa, ale utrzymuje się z pracy konsjerża w biurowcu. „Przemytnik słów” to subtelna podróż, pełna wzruszeń, marzeń i głębokich uczuć, prowadząca przez Paryż, Wenecję, Buenos Aires, Szanghaj, Gwatemalę, ukazując to, co pozostało z życia barwnych bohaterów – samotność i porażkę. Historie zawarte w tej książce to mieszanka bólu przeplatającego się z miłością. Ta wyjątkowa lektura niesie ze sobą wiele pozornie różnych opowieści, które uzupełniają się niczym elementy skrupulatnie opracowanej układanki, tworząc zadziwiający pejzaż życia. Nastrojowe historie dotykają do żywego i są niczym wędrówka po magicznej krainie uczuć z poruszającym zakończeniem. "Każdego wieczoru, kiedy słońce chowało się na zachodzie, młoda Japonka o nieśmiałym uśmiechu i oczach koloru miodu siadała przy biurku i otwierała listy, które wrzucono jej do skrzynki. I co wieczór znajdowała tam, w kopertach wypełnionych historiami i wierszami, jakiś skarb, precyzyjne słowo, nieskrępowany liryzm, czystą namiętność. „Gdybym nie wierzył w ponowne spotkanie, śmierć nadeszłaby zaraz po naszym rozstaniu. Jakiż piękny wers napisał, pomyślała. Sądzę, że dziś zostanie moim wybrankiem”. –fragment książki

Regulamin
  • Konkurs trwa od 14 maja do 21 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Muza.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 471
Jolka
16-05-2018 14:11
Najbardziej pamiętam historię opowiedzianą mi przez mojego teścia,który jako młody chłopak był w niewoli niemieckiej.Razem ze swoim bratem uciekali z aresztu niemieckiego,błąkali się po górach,lasach.Myśleli,że zdołali uciec ,niestety nie, ponieważ natknęli się na patrol niemiecki.Znów zaczęli uciekać.Wskoczyli do rowu pełnego wody.Brat zdążył nakryć teścia różnymi roślinami wodnymi a sam wyskoczył i pobiegł dalej.Teść usłyszał tylko jeden strzał.Potem tupot nóg,drugi strzał i głucha cisza...Z rowu wyszedł kiedy było zupełnie ciemno.Odnalazł ciało brata.Po tym wydarzeniu osiwiał w ciągu jednej nocy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 70
wilk
16-05-2018 19:36
To było „Blair Witch Sekretne wyznanie Rustina Parra”.
Gdybym przeczytała ją dzisiaj, niezbyt bym się nią przejęła, jako że mam za sobą mnóstwo innych, zdecydowanie lepszych opowieści – wtedy jednak miałam niewiele lat, chodziłam jeszcze do podstawówki i czytałam jedynie lektury bądź inne książki dla dzieci.
Ta zdecydowanie taką nie była – opowiadała bowiem o rytualnym morderstwie siedmiorga dzieci oraz o tytułowym Rustinie Parr, który się do nich przyznał; choć podczas trwania historii powoli zaczynamy w to powątpiewać.
Książeczka nie jest długa, ale ja spędziłam caluśki dzień na jej czytaniu – znalazłam ją u babci na półce i nie wyszłam z pokoju, póki jej nie skończyłam. Opowieść tego typu była dla mnie całkowitą nowością, bo jak napisałam wyżej, wcześniej czytałam tylko książki przeznaczone dla dzieciaczków w moim wieku – pies, który jeździł koleją, takie rzeczy. To natomiast… byłam nią zafascynowana.
Tu historia się jednak nie kończy – podczas następnych wakacji chciałam przeczytać ją ponownie, ale książka wyparowała. Szukałam jej ponad dziesięć lat – dom babci słynie z tego, że rzeczy tam po prostu przepadają (jak skarpetki). I nie dlatego, że ktoś je chowa – rzeczy tam zyskują samoświadomość i same się chowają.
Mimo to przez chwilę naprawdę myślałam, że sobie tę książkę wymyśliłam, bo przetrząsnęłam cały dom, wszystkie piętra, łącznie ze strychem i piwnicą, zajrzałam do każdej szafki – a tomiku ani śladu.
Znalazłam ją jakieś dwa lata temu. Teraz leży na mojej półce :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1409
Stefcia14
16-05-2018 22:49
Moją wyobraźnię i miłość do książek rozbudziły opowieści moich rodziców opowiadane mi i bratu w dzieciństwie. Szczególnie opowieści taty,który ma tak ogromną wyobraźnię, że nie do końca świadomie koloryzuje sytuacje z życia codziennego. Historie taty dotyczyły głównie jego dzieciństwa. Zawsze wplecione były w nie nici stworzone przez wyobraźnię ojca, które tak silnie wplotły się w jego wspomnienia, że dla jego pamięci stały się prawdziwe. Dopiero, kiedy historie te, jako starsza dziewczyna, weryfikowałam z historiami moich wujków i cioci, można było dostrzec te "dodatkowe nici" w opowieściach taty. Ale dzięki temu jego historie zawsze były zabawniejsze, ciekawsze i bardziej ekscytujące. Do tej pory uwielbiam słuchać jego historii, choć znam już je na pamięć.:)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 293
anteeekg
17-05-2018 09:23
Jako mały brzdąc, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja zostawałem na wsi w wielopokoleniowym domu moich dziadków. W letnich miesiącach na drewnianej ławce przed domem często przesiadywał mój pradziadek. Dym z papierosów, którymi raczył się do samej śmierci skutecznie odganiał komary i inne latające zwierzątka. Ale przyciągał mnie. Siadałem obok a pradziadek serwował mi różne opowieści. Najbardziej wryła mi się w pamięć opowieść o rycerzu, który musiał wspiąć się na szklaną górę by zdobyć serce księżniczki. Nie pamiętam już dokładnie jej treści, ale doskonale pamiętam rumieńce na twarzy i oczy pełne ciekawości przyglądające się pomarszczonej twarzy pradziadka.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 266
Excel
17-05-2018 14:28
Dotknął mnie "Tajemniczy ogród".
Jak to dotknął? Po prostu.
Czytają tę lekturę, w wieku może 12-13 lat, kiedy to wyobraźnia pracuje (jeszcze!) na najwyższych obrotach, przeżywałam największe ekstazy imaginacji.
Po prostu czułam wszystkimi zmysłami, co się dzieje w tej książce.
Niesamowite opisy przyrody, wylewające się kolory i zapachy kwiatów z kart. To wszystko ujęło mnie tak bardzo, że do tej pory mogę przywołać w pamięci rozkład ogrodu. Ta historia mnie wciągnęła, pochłonęła, POŻARŁA!
Widzę furtkę, do której trzeba znaleźć klucz, żeby dostać się do tego tajemniczego miejsca.
Widzę drzewo, to przeklęte drzewo, które przyniosło śmierć i rozpacz.
Widzę wózek a na nim młodego chłopca – rozkapryszonego, ale ciekawego świata.
Widzę w końcu małą dziewczynkę, z pięknymi wstążkami we włosach, przemykającą wśród rabatek. Pochyla się nad każdą rośliną i głaszcze ją, pielęgnuje, pieści ciepłymi słowami…

Jest to historia słodko-gorzka.
Ma swoje momenty ciepła i kolorów, ale jak i w prawdziwym życiu, tak i nad rajskim ogrodem mogą gromadzić się ciemne chmury. Jedynym sposobem na poradzenie sobie z nimi nie jest ucieczka (zamknięcie ogrodu na klucz), lecz stawienia czoła demonom przeszłości.

„Tajemniczy ogród” nauczył mnie przede wszystkim wrażliwości.
Pozwolił mi dostrzec, że każdy człowiek ma w sobie taki wewnętrzny ogród, który z każdym dniem się zmienia, kwitnie i żyje. A kwiaty rosnące tam to nic innego jak emocje, myśli, wyobraźnia i uczucia.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 75
oceniam_po_opisie
17-05-2018 15:50
Miałam to szczęście, że gdy byłam dzieckiem, mama codziennie wieczorem opowiadała mi bajki na dobranoc. Tak - opowiadała, a nie czytała.
Z tamtego okresu najbardziej w pamięci utkwiła mi opowieść o Kotku i Koguciku. Bajka w skrócie brzmiała tak:
Kogucik i Kotek mieszkali razem w leśnej chatce. Pewnego dnia Kotek powiedział do swego przyjaciela: "Kogutku, muszę wyjść do sklepu i przez jakiś czas mnie nie będzie, także pamiętaj, żeby nie otwierać drzwi obcym". Kogutek oczywiście przyrzekł Kotkowi posłuszeństwo, także ten drugi wyruszył w drogę. Ale w lesie mieszkał też Lisek. Gdy tylko zobaczył oddalającego się Kotka, podszedł do chatki przyjaciół, zapukał w okienko, wołając: "Kogutku, pokaż mi swój grzebyczek, dam Ci grochu na koszyczek!". Kogutek szybko zapomniał o słowie danym przyjacielowi i oczywiście otworzył okienko. Lis natychmiast chwycił go za szyję i zaczął nieść wgłąb lasu. Kogutek widząc, co się dzieje zaczął krzyczeć wniebogłosy: "Kotku, Koteczku, ratuj mnie biednego, porwał mnie lis i wlecze do lasu ciemnego!". Całe szczęście, że Kotek nie zdążył zbyt daleko odejść i usłyszał wołanie przyjaciela. Przybiegł zatem szybko do lasu i go uratował. Gdy byli już w domu, Kotek ponownie powiedział Kogutkowi: "Posłuchaj, idę do sklepu, ale tym razem mogę odejść dalej i nie usłyszeć Twojego wołania. Proszę Cię zatem, żebyś nie otwierał nikomu drzwi". Kogutek obiecał mu, że tym razem już na pewno nie wpuści obcych do domu i Kotek poszedł. Lis odczekał dłuższą chwilę i znowu podszedł do okienka, a gdy Kogucik mu otworzył, to oczywiście go porwał. Ten zaś znowu zaczął wołać o pomoc, krzyczał, płakał, szarpał się z lisem, ale Kotek był już za daleko by usłyszeć wołanie o pomoc. Po powrocie do domu zastał chatkę pustą i gorzko zapłakał. Od tamtej pory mieszkał sam.
Pamiętam, że za każdym razem, gdy słyszałam tę bajkę, to zalewałam się łzami, ale mimo wszystko bardzo ją lubiłam. Historia Kotka i Kogucika w ogóle mi się nie nudziła. Mama nie chcąc mnie nadmiernie straszyć wymyśliła alternatywną wersję bajki, w której to Kotkowi za drugim razem także udaje się uratować Kogucika. Od tamtej pory, każdego wieczoru mogłam wybrać, czy dzisiaj chcę posłuchać bajki wesołej czy też smutnej. Ta historia uświadomiła mi, że w bajkach, podobnie jak w życiu, nie zawsze wszystko kończy się szczęśliwie. Opowieść ta nauczyła mnie ostrożności i pozwoliła dostrzec wagę dawanego komuś słowa. Jestem wdzięczna mamie, że mnie z nią zapoznała :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3
mirajane00
17-05-2018 17:55
Dla mnie każda usłyszana opowieść czy przeczytana książka ma ogromne znacznie i wpływ na moje życie, ale nic tak nie ruszyło mojej wyobraźni, jak wyrwane ostatnie strony kryminału z biblioteki, przez wcześniejszego czytelnika. Niemożność dowiedzenia się kto był mordercą zmuszała moją wyobraźnię do wymyślenia wielu scenariuszy, a chęć dorwania złodzieja kartek nasuwała wiele niezbyt przyjemnych kar dla niego... ;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 382
Bartosz
17-05-2018 19:43
Najbardziej ujęła mnie historia mojego dziadka. Miał cztery lata gdy umarła jego mama, potem wybuchła wojna. Opowiadał, że była bieda. Na zimę posiadał jednego buta i w taki sposób chodził po podwórku, a były to lata gdy zima naprawdę dawała po sobie znać. Śniegu było tyle, że nawet szkołę mogli zamknąć. Gdy wojna chyliła się ku końcowi, stracił też ojca. Miał tylko siostrę i macochę z własnym dzieckiem. Jednak tak naprawdę miał tylko siostrę, na którą mógł liczyć. Często głodował. Niemcy wyrzucili go kiedyś na srogi mróz w samej piżamie, istniało ryzyko, że umrze. Dał jednak radę! Mimo biedy, nie poddał się. Brał się za jakąkolwiek robotę. Dorobił się wszystkiego dzięki ciężkiej pracy. Gdybym miał go dziś żegnać, to z pewnością pożegnałbym go jak jakiegoś cesarza, którego kocha cały lud. Trudno było mi to sobie wyobrazić, ale wydawało mi się, że mój dziadek to „HULK” jak na tamte czasy. Twardziel, który się nie poddaje i walczy z przeciwnościami losu. Jest moim wzorcem godnym naśladowania. Dodam, iż taka historia ku pokrzepieniu serc jest znacznie lepsza, niż babcine bajki na dobranoc. Pokrzepienie, bo jak inni mówią, zawsze mogło być gorzej. Dziadek mi mówił, że zawsze trzeba wierzyć, iż po każdej burzy wschodzi słońce :)
Twardziel, bo też z miejscowości Korsze (mazurskie) jechał do Gib (Podlaskie) w srogi mróz ciągnikiem bez kabiny, bez przerwy. Dlaczego tak? Bo tam był najbliższy salon ciągników MF URSUS 255.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 6
Perseusz
18-05-2018 06:30
"Romeo i Julia" moja pierwsza w życiu lektura, którą przeczytałem za czasów szkolnych. Nie zmuszony do czytania pochłonąłem ją bardzo szybko. Ta historia zapadła mi w pamięć, którą mam do dziś w głowie. Emocje i miłość wypływały z dwójki bohaterów niczym fala z morza. Po przeczytaniu książki żałowałem jednego, że to koniec. Tragiczny finał, to się nazywa miłość aż po grób. I jeszcze to zwieńczenie oceną piątkową z kartkówki, byłem w tedy w siódmym niebie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 390
AurelieSetnei
19-05-2018 01:08
Jako dziecko uwielbiałam słuchać historii mojej prababci. Szczególnie upodobałam sobie te, które dotyczyły wojny, pomimo że byłam jeszcze zbyt mała by wszystkie je zrozumieć i zapamiętać.
Jedna z nich wstrząsnęła moim dziecięcym światem. Jest niezwykle prosta, lecz do dziś pamiętam jakie wrażenie na mnie wywarła. Musicie wiedzieć, że dla mnie był to etap życia, w którym świat dzieliłam na czerń i biel. Nic więc dziwnego, że po kilku opowieściach z czasów wojny Niemcy byli dla mnie wcieleniem zła. I wtedy babcia, z twarzą skierowaną w stronę okna i nieobecnym wzrokiem zaczęła mówić:
"Zabrali nam wszystko, nie mieliśmy co jeść. Płakaliśmy, błagaliśmy żeby cokolwiek nam zostawili. Nie słuchali, wydawali jakieś krótkie komendy w tym swoim szczekliwym języku. Zaczęli odchodzić, a my myśleliśmy że umrzemy. Była zima."
Tu robi krótką pauzę, a potem kontynuuje trochę drżącym głosem:
"Jeden z nich, oficer widocznie, został w tyle że swoim żołnierzem, który już miał wyprowadzić ostatnią z krów. Spojrzał za oddalającym się oddziałem, po czym coś powiedział do podwładnego. Nawet nie spojrzał w naszym kierunku. Chłopak zostawił nam tą krowę i ruszył za nim. Trafiliśmy na jakiegoś dobrego człowieka."
Być może sposób, w jaki opowiadała sprawił, że tak dobrze zapamiętałam ten moment. A może po prostu wtedy zaczęło do mnie docierać, że na świecie istnieją jeszcze szarości.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd