Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
836282 czytelników
1827 dyskusji
116194 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Rycerze ortalionu - wygraj książkę "Dżozef".

Rycerze ortalionu - wygraj książkę "Dżozef".

Grzesiek Bednar zostaje napadnięty na warszawskiej Pradze i trafia do szpitala ze złamanym nosem. Tu poznaje trzech mężczyzn, z którymi wyruszy do swoistego jądra ciemności: pięćdziesięcioletniego biznesmena, wiecznego malkontenta oraz Czwartego – wielbiciela prozy Josepha Conrada. To właśnie ten czwarty, Stanisław Baryłczak, stanie się przyczyną kłopotów. Majacząc, skłania Grzegorza do spisania swojej „ostatniej powieści”. Opowiada o małym Stasiu powołującym do życia kozła z drewna, który staje się jego towarzyszem i przekleństwem. Opowieść Czwartego z każdym dniem jest bardziej mroczna, a przestrzeń, w której przebywają mężczyźni, zaczyna się kurczyć. Sale znikają, a ściany zaczynają się do siebie zbliżać – wszystko to potęguje lęki bohaterów i wzmaga niepokój narastający w czytelniku.

Poprawiona wersja „Dżozefa” to książka z pogranicza powieści dresiarskiej i realizmu magicznego. Ruszcie szare komórki, weźcie pióra w dłoń i napiszcie krótką historię, w której bohaterowie odziani w ortalionowe zbroje staną u progu fantastycznej przygody! Umieśćcie akcję na betonowym osiedlu.

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1600 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Dżozef - Jacek Skowroński

Dżozef

Autor: Jakub Małecki

Dresiarz Grzegorz, biznesmen Kurz, stary Maruda i ten Czwarty. Doborowe towarzystwo w jednej sali szpitalnej. Ich historia byłaby jednak zupełnie inna, gdyby nie włączył się w nią jeszcze ktoś: Joseph Conrad. Jego obecność zmienia tutaj wszystko. Grzesiek Bednar zostaje napadnięty na warszawskiej Pradze i trafia do szpitala ze złamanym nosem. Tu poznaje trzech mężczyzn, z którymi wyruszy do swoistego jądra ciemności: pięćdziesięcioletniego biznesmena, wiecznego malkontenta oraz Czwartego – wielbiciela prozy Josepha Conrada. To właśnie ten czwarty, Stanisław Baryłczak, stanie się przyczyną kłopotów. Majacząc, skłania Grzegorza do spisania swojej „ostatniej powieści”. Opowiada o małym Stasiu powołującym do życia kozła z drewna, który staje się jego towarzyszem i przekleństwem. Opowieść Czwartego z każdym dniem jest bardziej mroczna, a przestrzeń, w której przebywają mężczyźni, zaczyna się kurczyć. Sale znikają, a ściany zaczynają się do siebie zbliżać – wszystko to potęguje lęki bohaterów i wzmaga niepokój narastający w czytelniku. Mocna, wyrazista proza spod znaku realizmu magicznego, a równocześnie niepozbawiona humoru i satyry. Gdy dodamy do tego wrażliwość językową autora, otrzymamy świetną prozę ze znakiem jakości Jakuba Małeckiego. „Dżozef” w nowej odsłonie. Poprawiona wersja powieści z 2011 roku. *** Ryzykowny gest: napisać dziś powieść, dla której punktem odniesienia jest Joseph Conrad. Jakub Małecki podjął to wyzwanie i wygrał. Udowodnił aktualność patrona swojej prozy, a przy tym zachował własny, niepowtarzalny głos. Piotr Gajdowski, Newsweek Na opowiedzianą przez Małeckiego historię życiowej i czytelniczej inicjacji najpoczciwszego dresiarza Rzeczypospolitej można patrzeć jak na polemikę rówieśnika z „młodą polską prozą” ostatniej dekady – jednak przede wszystkim jest to kawał soczystej gawędy, rzadki u nas przykład naturalnego, bezpretensjonalnego storytellingu. Jacek Dukaj Historia o tym, jak sztuka może oddziaływać na człowieka. Rozprawa o początkach czytania, magii literatury i chwilach przemyśleń, które stara się wnieść do naszego życia. Bo przecież, cytując Jakuba Małeckiego, „istnieją rzeczy piękne”. Musimy tylko nauczyć się je dostrzegać i wyzwalać. Rafał Niemczyk, experyment.wordpress.com

Regulamin
  • Konkurs trwa od 10 maja do 15 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1600 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Sine Qua Non.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 785
TylkoSkończęRozdział
14-05-2018 20:51
- Dobra, zrzuta. Kto ile ma? Ja mam dziesięć tysięcy - Andrzej dumnie wypiął wątła pierś i uśmiechnął się szeroko prezentując solidne braki w uzębieniu. Miał aż 7 lat i był w trakcie "denominacji" mleczaków na zęby stałe. Agnieszka niepewnie wyciągnęła dwa niebieskie "koperniki", spąsowiała, wytarła spocone dłonie o lycrowe getry i wręczyła dwa banknoty Andrzejowi.
- Mało,ale na dwie kulki wystarczy. Pietrek - wyskakuj z kasy.
Piotrek przeszukał kieszenie ortalionowych dresów i wydobył pięć tysięcy.
Ola spuściła głowę. U niej w domu bieda, nie miała co wrzucić do puli wspólnych zakupów brygady RR (jak sami siebie określali, nadal pozostając w zachwycie nad Brygada RR z Bzyczkiem na czele) w osiedlowym spożywczaku. Społem kusił żelkami na wagę, miętowymi cuksami z taką pudrową posypką oraz gumami kulkami. Korpulentna Pani Halinka zawsze dorzuciła jedna żelkę więcej i uśmiechała się serdecznie zza lady. Lubiła te dzieciaki, może dlatego, że sama dzieci nie miała?

- Prowiant mamy. Plan jest taki: bierzemy rowery,gumy i żelki i jedziemy nad Zielkówkę. Szukamy kijów, mam pół metra żyłki. Zabrałem tacie, nawet sie nie skapnie. Robimy wędki i zawody - kto złapie więcej ryb! Piotrek - masz kulki z chleba?
- Mam!
- Jedziemy! Z drogi śledzie, bo król jedzie - wrzasnął Andrzej, mimo iż osiedlowa droga świeciła pustkami. Nawet mały osiedlowy plac zabaw, zawsze pełen, z kolejką dzieciaków do najfajniejszej huśtawki, która robiła fajoskie podbitki, teraz świecił pustkami. Za gorąco, za duszno. dzieciaki pewnie robiły sobie bazy w pobliskich zaroślach, ci starsi zrobili sobie posiadówki w piwnicach, puszczali z jamników Lady Pank i Perfect. Tylko Brygada RR postanowiła szukać przygód w położonej nieopodal niewielkiej rzeczce, do której, o czym woleli nie wiedzieć, kiedy zażywali popołudniowych kąpieli, usuwano ścieki z pobliskiej fabryki paszy... kto by sie przejmował takimi głupotami?
Pedałowali raźnie. Skwar im nie straszny. Najważniejsza jest przygoda! Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda! I Oleole ole ole, nie damy sie, nie damy się!
dwadzieścia minut później szukali dogodnego miejsca w cieniu na rowery, ustawili je na stopkach i jęli rozkładac kraciasty, gryzący w dupska koc. Dobre i to , chociaż mrówki nie gryzą... Nagle Ola, najbardziej bystra i spostrzegawcza z dzieciaków krzyknęła... Zasłoniła oczy rękoma i krzyknęła raz jeszcze.
- Olka, co ci? - zapytał Piotrek. Podkochiwał sie w Oli, przeciez nie raz wrzucał jej żabę za bluzkę. Raz nawet znalazł mysz polną,którą chciał wystraszyć dziewczynę.Jednak nim zrealizował plan myszka umknęła z małych, lekko drżacych chłopięcych dłoni.
- Tam! tam ktoś płynie głowa do dołu! - wskazała dłonią, mimo iz nadal nie otworzyła oczu. Wszyscy spojrzeli w tym kierunku. Ola miała rację. Zielkówka, swoim delikatnym prądem niosła mężczyznę w ortalionowej niebiesko białej kurtce i granatowych dresach, które mocno przylgnęły do chudych, długich nóg. Mężczyznę o krótkich ciemnych włosach. Mężczyznę, który na sto procent nie żył...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 45
KrólowaWiktoria
14-05-2018 21:20
W mroczny zaułkach i ciemnych parkach możemy natrafić na wiele stworzeń. Napawają nas strachem swoimi prymitywnymi zachowaniami. Czym owy Sebix Polski jest? Typowy przedstawiciel zwykle stoi w pozycji lekko zgarbionej, nogi szeroko rozstawione, ręce lekko odstające od ciała i uniesione ramiona. Takie ustawienie pozwala w lepszym stopniu utrzymać równowagę i pomaga w komunikacji której towarzyszą zwykle zamaszyste, pozornie nieskoordynowane ruchy. Szeroki rozstaw nóg jest też decyzja praktyczną, bo dzięki niemu łatwiej uzyskać stan tz "przykucu" gdzie Sebix Polski utrzymujący się na ugiętych kolanach i z położeniem pełnych stóp na podłożu może odpocząć[...]Jak wspominałam jest to bardzo prymitywny gatunek ale posiada jedną tak niezwykłą, fascynującą cechę. Sebiks Polski rozwinął zupełnie obcy nam sposób komunikacji wewnątrzgatunkowej. Przypomina on echolacje z której korzystają nietoperze chodź tutaj niestety rzadko bywa używana do badania ukształtowania terenu. Tutaj polega ona na niskich, gardłowych odgłosach czasem przypominających chrząkanie a czasem śmiech. Jeden osobnik będący w sytuacji zagrożenia lub w przypadku namierzenia możliwej ofiary zaczyna wydawać te dźwięki, zwykle o stałej tonacji, na co w krótkim czasie odzywa się inny i wydaje podobne dźwięki lecz już o zmiennym tonie. Jako że mowa, język u Sebiksa Polskiego jest na bardzo słabym poziomie gatunek musiał stworzyć jakiś inny sposób komunikacji. Myślenie abstrakcyjne czy kontemplacja jest raczej obca to ta osobliwa odmiana echolokacji sprawdza się doskonale...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 45
KrólowaWiktoria
14-05-2018 21:22
Bogowie 1600 znaków to tak mało, tyle musiałam obciać, jeśli ktoś chce przeczytać całość (czy może początek całości) to daje link do mej pracy
.
.
https://docs.google.com/document/d/1V6RKnqSNdpB0P9rpG7nSjNbLiughfpISzME7fEoCMus/edit?usp=sharing
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 82
Burza
15-05-2018 08:42
- Te, Zenek, widziałeś kiedyś takie wielkie ślypia?
- He he. Gały mu wyszły, jakby go ktoś łopatą w tył głowy trzepnął. – zawołał Zenek.
Zenon i Marcin siedzieli na obszczanej klatce schodowej. Czekali na Sebę, który zaś spóźniał się z towarem. Usiedli twarzą do okna i krzyczeli obraźliwe uwagi o każdym, kto szedł pod ich blokiem.
- Nie po to mu kurna płacę, żeby teraz czekać jak ten cieć na papierosy.
- Zamknij się Łysy. Nie po to żech tu prziszoł, żeby teraz słuchać twojego pitolenia.
Na dole trzasnęły drzwi. Po dziesięciu sekundach Seba wyszedł na półpiętro. Niebieska, ortalionowa kurtka z podrobionym znaczkiem adidasa, za duża o 2 rozmiary, wisiała na nim jak gacie na balkonie ciotki Ewki. Seba dyszał jakby go dzielnicowy gonił.
- Co jest stary? – wrzasnął Zenek. – Kaj mosz fajki?
Sebix zrobił minę zbitego psa. Nie miał towaru.
- Okradli mnie.
- Co?
- No godom, że mnie okradli.
- Kto?
- Nie wiem. Jakieś cioty. Szłem se spokojnie i jak już byłem pod blokiem Marylki, to na mie wyskoczyli. A ryje mieli szpetne jak te stwory z Hobbita.
- Stoją tam jeszcze?
- Kto?
- Te cioty!
- A skąd jo mom wiedzieć?
- Idymy. – zarządził Zenek.
- Jo tam nie wracam!
- Nie trzynś galotami! Idymy wszyscy. Żodyn ork nie będzie właził na moją dzielnicę. Żodyn.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 195
Bury
15-05-2018 09:32
Kurwa, ślepa uliczka. Akurat teraz gdy goni mnie pięciu łysych dresów, z bejsbolami chcący się upewnić, że będę miał jakiś problem. Żadnych drzwi, okna małe, zakratowane i wysoko. Kilka przepełnionych śmietników i naga ściana.

W desperacji rozglądam się po śmieciach, może akurat znajdę jakąś solidną rurkę, ale nic z tego. Jest tu fotel z pociętym obiciem, w miarę świeże truchło szczura, połamany parasol, rower bez siodełka oraz cała masa innego szmelcu, który do niczego mi się nie przyda.

No dobra ze mną koniec. Postaram się przynajmniej wyjść z twarzą, muszę skasować chociaż jednego. Albo… Tak, pieprzyć wychodzenie z twarzą. Zagram wariata.

Drechole wpadają do uliczki, paski na ortalionowych spodniach i bluzach błyszczą w południowym słońcu. Widząc, że już im nie ucieknę, zwalniają. Ustawiają się tak by zajmować całą wąską uliczkę, kilku kładzie kije na ramionach inni majtają nimi swobodnie. Ten w środku, największy zapewne ich przywódca, wybija swoją bronią słyszalny tylko dla niego rytm, raz po raz uderzając kijem w otwartą dłoń.

I ja podchodzę do nich nieśpiesznie, starając się zachować kamienną twarz, przynajmniej na razie.
- No i co kurwa teraz?
- Teraz? – udaję zdziwienie. – Teraz zginiecie.

Dresy się śmieją, głośno i rubasznie. Pora zaryzykować i wdrożyć w życie swój plan.

Wyciągam z kieszeni truchło szczura, wyciągam dłonie przed siebie i zaczynam deklamować wiersz po łacinie. W końcu do czegoś przydał mi się ten zapomniany język.

Karki oczywiście nic nie rozumieją, a ja kontynuuję swoje przedstawienie. Zaczynam wypowiadać słowa coraz szybciej. Głowę zadzieram w górę jakbym modlił się do zapomnianego bóstwa. W końcu rozrywam drobnego gryzonia na pół. Ciałko wydaje z ciebie trzask i mokry, nieprzyjemny dźwięk pękających wnętrzności.
- Pany, spadamy to jakaś magia, albo kompletny świr.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 301
sekularyzacja
15-05-2018 10:31
Na jednej z osiedlowych ławeczek siedzi Seba i Karyna, są w związku już dobrych kilka miesięcy.
- Seba, dałbyś mi jakiś hajs, to bym na solarium poszła. – mówi Karyna do Seby.
- Poproś starych, a nie mnie. – odpowiada jej chłopak.
- Ej no, nie bądź taki, rzuć groszem. – nie daje za wygraną dziewczyna.
Seba zaczyna kalkulować w głowie, jeśli dam jej hajs, to może odpłaci się czymś w naturze he he he.
- No dobra, to zaczekaj tu, pójdę po hajs do domu. – oznajmia rycerz w lśniącej ortalionowej kurtce z trzeba paskami na rękawie.
Seba poszedł do domu, szuka w szafie pieniędzy, odlicza pewną kwotę na solarium dla Karynki i chce wyjść z domu, ale dziwna sprawa. Otworzył drzwi wejściowe i zamiast ujrzeć klatkę schodową ma przed sobą plażę. Nie taką jak nad Bałtykiem, bardziej jak z egzotycznej wyspy. Przeźroczysta woda, cudownie żółty piasek, palmy, błękitne niebo.
- O kurwa! – myśli Seba – No ale jak wrócić na osiedle?
Seba cofnął się o krok i zamknął drzwi, może jeśli je znów otworzę to będę w bloku. Tak też zrobił, zamknął drzwi i otworzył raz jeszcze. Znów plaża.
- No nie, jak mam wyjść z tego mieszkania? – usilnie myśli Seba. – Dobra, mieszkam na pierwszym piętrze, może skoczę na balkon sąsiada, a z parteru to już pikuś.
Tak też zrobił.
- Ile można na Ciebie czekać Seba? – marudzi Karyna.
***
Kiedy Karyna wraca opalona do Seby on zaprasza ją do siebie, mówiąc, że ma jej coś do pokazania.
- No okej. – mówi Karyna.
Seba otwiera drzwi wejściowe i… uff jest plaża.
- O kurwa. – mówi dziewczyna. – Jak Ty to zrobiłeś, Seba?
- No nie wiem, otwarłem drzwi i to tu było. – mówi chłopak.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 53
Brzoza
15-05-2018 10:45
- Powiedz Seba, po coś nas tu ściągnął - zapytał Łysy wydrapując na ławce H.W.D.P.
- No - do przedmówcy dołączył Beton.
- Potrzebuję hajsu ziomki - odrzekł Sebek.
- A co, kanary cię ścięły? - indagował Łysy.
- Nie, obiecałem Dżesice, że ją zabiorę na koncert Sławomira.
- Uuu, na bogato - Łysy zagwizdał z podziwu.
- No - potwierdził Beton.
Dalszą rozmowę przerwało pojawienie się 2 gości w gajerkach, którzy wysiedli z czarnej wołgi.
- Który z panów to Sebastian Łom? - zapytał jeden z goryli.
- A kto pyta? - zadziornie odrzekł Łysy.
- Por. Nowak, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
- ABW? To prawie policja? - upewnił się Łysy. - Szukajcie konfidentów gdzie indziej!
- Po pierwsze, panu Łomowi grozi niebezpieczeństwo! - kontynuował agent - A po drugie to sprawa wagi państwowej!
Na wzmiankę o ojczyźnie Seba i chłopacy poczuli przypływ patriotyzmu.
- To ja jestem Seba Łom. Raz sierpem, raz młotem..! - zakrzyknął dresiarz.
- Czy jest pan w związku z niejaką Dżesiką R., zamieszkałą Kielce, os. Czarnów..
- Tak, a bo co? - zapytał Seba.
- Otóż nie jest ona tym, za kogo się podaje. Według naszej wiedzy jest potężną czarownicą z Łysej Góry, która wraz z rosyjskim wywiadem i zespołami disco - polo chce zdestabilizować sytuację w Polsce!
- Dajcie namiary na swojego dilera, też chcę taką fazę!
- Jeśli pan nie wierzy, proszę zaprowadzić ją na Plac Artystów pod pomnik Dzika. To czujnik, jeśli w pobliżu znajdzie się wiedźma dzik zachrząka.
Sebek podrapał się po łysej głowie.
- Ok zrobię to. Ale jak nie jest czarownicą to załatwiacie mi 2 bilety na koncert Sławomira.
- Umowa stoi.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1882
Anulak224
16-05-2018 20:20
Ortalion zaczął się palić.
Powoli, jakby sprawiało mu radość, że spala nie tylko siebie, ale również skórę człowieka.
Krzyk, który wydobywał się z gardła mężczyzny, nareszcie ucichł.
Betonowe miasto spało dalej, tylko w niektórych oknach widać było delikatne światło żarówki.
Nikt nic nie widział. Nikt nic nie słyszał.
Może poza tą jedną osobą na trzecim piętrze bloku siódmego. Zdradził ją zbyt gwałtowny ruch zasłony.

Pani Grażyna wzięła do ręki telefon. Wiedziała, że niedługo po nią przyjdą. Była zbyt nieostrożna i nieuważna.
Chwilę zastanawiała się, co robić: dzwonić i informować Ortalionowego Króla czy lepiej nie zostawiać po sobie żadnych śladów. Żadna z opcji nie wydała jej się idealna: każda mogła ich zdradzić. Gdyby tylko Patryk nie był tak nieuważny i nie dał się zabić! Przecież dała mu broń: pistolet i kwas. Pewnie zapomniał albo sprzedał, aby mieć pieniądze na narkotyki. Od dawna próbowała przekonać Króla i Radę: żadnych młodych. Oczywiście nie posłuchali.
Ortalionowe ubrania wrzuciła do pieca jako pierwsze. Było jej żal, gdy patrzyła, jak płonie jej znak rozpoznawczy, jej zbroja, jej nagroda od Króla. Potem papiery: dokumenty zbyt ważne, aby ryzykować.
Wzięła benzynę. Wystarczył tylko mały płomień...

-Słyszałaś?! Grażynka spłonęła. Dlatego nie było jej wczoraj na różańcu. Pogrzeb ma być w środę.
- Chyba żartujesz... Jak to się stało?! Przecież to nasza Grażynka!
- Podobno niedopałek papierosa czy coś... nie wiedziałam, że paliła. Policja nic nie mówi. Podobno wypadek, ale ja tam w wypadki nie wierzę...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 46
wilk
16-05-2018 20:33
Sebastian tupał na mrozie, mocno zaciągając się papierosem – choć stał od zawietrznej strony bloku, wciąż czuł jak jego ciało przenika chłód. Nie przestawało sypać, chłopak czuł jak śnieg wlatuje mu za kołnierz.
Nie znosił zimy.
Podał papierosa przyjacielowi wypuszczając dym przez nozdrza i usiłując nie pokazać po sobie jak bardzo jest mu zimno.
Już miał zaproponować żeby iść do domu, gdy z półmroku wyskoczyła dziewczyna – wpadła na nich, niemal przewracając Sebastiana na ziemię.
- Co do…
Nie dokończył, bo jego kumpel wrzasnął przeraźliwie, wpatrując się w coś ponad jego ramieniem.
- Seba!
Chłopak szybko się odwrócił.
Z nozdrzy koni wylatywały kłęby pary, kiedy sapiąc ryły kopytami w świeżym śniegu. Na ich grzbietach siedzieli wojownicy w czarnych zbrojach, ściskając w dłoniach miecze i łuki; nie wyglądali jak ludzie, podobnie jak dziewczyna – mieli dziwnie poszarzałe skóry i srebrne tatuaże, a ich uszy…
Pędzili prosto na nich.
Co do cholery?!
Zagarnął dziewczynę za siebie, próbując uchronić ją przed pierwszym szarżującym wojownikiem. Nie miał pojęcia co robi, wiedział jednak, że nie mógł się wycofać – babunia by się go wyrzekła, gdyby zostawił damę w potrzebie – nawet jeśli wyglądała tak dziwnie jak ta.
Wtedy jednak elfka wysunęła się naprzód i z jej dłoni wyskoczyły białe iskry. Sebastian krzyknął i boleśnie upadł, czując jak powietrze dookoła się nagrzewa.
Dziewczyna wcisnęła mu w dłonie jakiś przedmiot, a na jej twarzy malowało się przerażenie. Szepnęła coś i wtedy poczuł jak spada.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 4
Eskarina
16-05-2018 21:08
Franek zapiął pod szyję ortalionową kurtkę i pogwizdywał dla poprawy humoru, dopóki Dżejk nie walnął go latarką.
Na ich widok Tytus rzucił niedopałek na ziemię.
- Dobra, wchodzimy.
W piwnicy było wilgotno. Franek miał wrażenie, że cuchnie tu bardziej nż zwykle. Bez słowa szli dalej, piwnicznym korytarzem przecinającym cały blok.
- To tutaj. - Tytus machnął latarką. Na drewnianych drzwiach widniały ślady krwi. - Komórka tego dziada. Siorka go znalazła – rozgadał się. - I mówiła, że nad nim stała jakaś maszkara, diabeł...
- Cicho!
Za drzwiami coś potwornie hałasowało.
Z głośnym trzaskiem z drzwi odpadły deski. W szparze pojawiła się ręka. A potem cała postać.
- Jezusie... - wymamrotał Franek.
Żywy kościotrup zawył rozdzierająco i ruszył w stronę skamieniałych ze strachu chłopaków.
- Gazu! - krzyknął Tytus.
- Światła! – wrzasnął Dżejk i zaświecił zombie prostą w ślepia.
Z opętańczym rykiem maszkara zniknęła w ciemnej komórce.
Nastąpiła chwila kłótni, przekrzykiwania się i przekleństw. W końcu, mniej więcej w zgodzie, zajrzeli do wnętrza.
Na środku komórki rozpościerała się bezdenna czeluść.
- Tam mogą być ich setki – jęknął Franek.
- To przez te bagna – rzekł ponuro Tytus. - Czemu budowali bloki na bagnach? Na pewno pełno tam trupów!
- Może nawet tysiące...
- Cicho! - Dżejk wyprostował się. - Dzisiaj pilnujemy, żeby nikt nie wchodził do piwnicy i zbieramy ekipę. Jutro badamy tunel. Pozbędziemy się tych zasrańców!
- Dobra, ale jak?!
- Matoł z ciebie. Wystarczy oglądać telewizję.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 3
Mateusz
16-05-2018 21:53
Sytuacja wydawała się trudna nawet dla tak doświadczonego zwiadowcy ja Janusz. Janusz był mistrzem brania ,,na krechę’’ u pani Sabinki. Janusz nie był zwykłym mistrzem wyłudzeń i niespełnionych obietnic. Janusz był Januszem manipulacji. Wskutek tego wpadł w problemy, przed którymi nawet jego trzypaskowa odzież nie była w stanie go obronić.
Zawiał wiatr i przyniósł ze sobą smród moczu, wymiotów i śmieci. Sceny niczym z westernu, z tą drobną różnicą, że Janusz czaił się za rogiem a jedynie jego przeciwnik stał na środku drogi. Pan Stasiu nie należał do tych, których można było zbyć, był na to za głupi, ciężko było także z nim walczyć, był na to zbyt silny. Nawet gdyby udało się go powalić, to jak unieść wstyd za taki czyn? Gdyby zacna społeczność blokowiska dowiedziała się o takie zbrodni! Nawet Gabrysia nie dałaby się pomacać…O nie! Musiał wymyślić coś lepszego.
- Seba ma litra! Ciotka dała mu na urodziny! Czysty spirol! Nie damy rady sami wypić!- było to oczywiste kłamstwo, ale sytuacja wymagała ryzyka.
- Myślisz, że głupi jestem?- odpowiedział niski głos pana Staszka- Naciągniecie mnie na popitę i co jeszcze!- chociaż próbował być zdecydowany, to jednak Janusz był wprawionym ,,nasłuchiwaczem’’ i nigdy nie przepuszczał okazji.
- Mamy ogórki!- rzucił zdecydowanie.
- Kiszone?
- A jakie? Jasne, że kiszone!
- No, nie wiem…- ciężki oddech strażnika monopolowego zdradził go. Janusz miał go już w kieszeni.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd