Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
851730 czytelników
1869 dyskusji
118186 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Opanowany jak stoik - wygraj książkę "Przedsmak zła".

Opanowany jak stoik - wygraj książkę "Przedsmak zła".

Agentka Maggie O’Dell po raz pierwszy oglądała ciało denanta na własne oczy, a nie na zdjęciach policyjnych techników. Dotąd próbowała przeniknąć umysły zabójców zza biurka, jednak przy tworzeniu profilu tego mordercy ma jej pomóc praca w terenie. Giną kolejne ofiary, sprawca działa według określonego wzorca, ale do czasu. Nieoczekiwanie skupia uwagę na Maggie O’Dell i zmienia zasady gry. Prowokuje i zaprasza do okrutnej zabawy, w której zwycięży ten, kto pierwszy dopadnie przeciwnika.


Maggie O'Dell w zderzeniu z okrucieństwem seryjnego mordercy nie może wpadać w panikę, a nade wszystko musi wykazywać się opanowaniem. Czy znaleźliście się kiedyś w sytuacji, która wymagała od Was stoickiego spokoju, chociaż okoliczności były ku temu niesprzyjające?
 

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 4 maja do 13 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo HarperCollins Polska.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
 
liczba postów na stronie: 
książek: 59
wilk
11-05-2018 13:52
To był prawdziwie deszczowy dzień, w który lepiej nie wychodzić z domu. Ulice niemalże tonęły w nadmiarze wody, ludzie mocno ściskali parasole lub chronili się pod dachami budynków – w tym wszystkim byłam i ja, próbując schronić twarz, mocniej zaciągając kaptur na głowę; deszcz był jednak silniejszy ode mnie, szczególnie że mocno zacinał – bezlitośnie bił mnie po policzkach jednocześnie zalewając okulary, tym samym zasłaniając mi pole widzenia.
Raz za razem przecierałam je pośpiesznym ruchem, ale niewiele to dawało – deszcz nieprzerwanie padał.
Na próbę zdjęłam je, co okazało się fatalnym pomysłem – bez nich widziałam jeszcze gorzej.
Nie mogłam przeczekać oberwania chmury, o ile nie chciałam się spóźnić, parłam więc dzielnie przez tonące w deszczu miasto, mrużąc oczy i starając się dojrzeć coś pomiędzy kroplami spływającymi po szkłach okularów.
Najgorsze okazało się przechodzenie przez pasy, które nie posiadały sygnalizacji. Skoro nie widziałam ludzi stojących na chodnikach, jak miałam dojrzeć samochód?! Ogłuszający szum deszczu nie pozwalał na dosłyszenie ryku silnika; mogłam jedynie liczyć na to, że światła reflektorów rzucą mi się w oczy – mimo to za każdym razem gdy przecinałam ulicę, nie miałam pewności, czy aby na pewno nic mnie nie rozjedzie.
Mimo to nie pozwoliłam sobie na panikę, choć miałam ogromną ochotę. Zawierzyłam szczęściu, Latającemu Potworowi Spaghetti i innym bóstwom i jak łatwo się domyślić, ostatecznie nic mi się nie stało.
Choć ile nerwów się najadłam, to moje.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 443
Jolka
11-05-2018 22:38
To zdarzenie wydarzyło się na prawdę i to na moich oczach.
Kończymy z mężem zakupy i jedziemy do domu.Mamy już skręcać pod dom gdy przed nami ,pod kołami ciężarowego samochodu widzę jak przetacza się ciało.Wybiegam jak oszalała i widzę jak na poboczu leży ciało dziecka.Widok okrutny,do dnia dzisiejszego mam tego obraz.Nogi się pode mną uginają, mam ochotę podbiec,ratować ,cokolwiek zrobić aby przywrócić mu życie ale w tym czasie z domu wybiega sąsiadka.Krzyk,smutek ,rozgoryczenie nie miały końca.Musiałam wziąć się w garść,odciągnąć ją od ciała syna i trzymać w objęciach ,uspokajać.Trudno to było zrobić,gdy patrzyłam na rozmiażdżoną twarz chłopczyka,którego znałam od urodzenia ale musiałam to zrobić dla mojej koleżanki,sąsiadki,która podobnie jak ja była matką..Była..Jej świat uleciał,jak i mój..Rozsypałam się całkowicie,kiedy wróciłam po wszystkim do domu ,nie mogłam przyjść do siebie bardzo długo.To był mój najgorszy dzień w życiu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 79
Makiwarrior
11-05-2018 23:02
Nic się nie stało, więc ok. Takie sytuacje to jest to, co przytrafia ci się na Brzegu ciągle. Każde przejście tam już samo w sobie niesie ryzyko, a później jest nie lepiej. Tam panują trochę inne zasady i lepiej zaufać tamtejszym. Pamiętam pierwsze spotkanie z Diglerami, gdzie tylko spokój sprawił, że wróciłem bezpiecznie. Pojawiają się znikąd i w takich ilościach, że można się przerazić. Zdarzyło się to akurat podczas przeprawy mostem wiszącym, w niezbyt dobrym stanie nawiasem mówiąc. Widząc lecącą na nas nagle chmarę ni to owadów, ni to ryb pierwszym moim odruchem było wymamrotanie spalenia. Nie dokończyłem jednak, gdyż spojrzałem na towarzyszy, którzy stali po prostu z zamkniętymi oczami. Opanowałem się i Diglery po prostu przeleciały przez nas, tak jakby nas tam nie było. Są "zawieszone" tak jakby pomiędzy Brzegami i nie są do końca materialne. Siła spokoju nas uratowała, bo spalenie pewnie zerwałoby ten lichy most. Ez per deso ;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 271
LoversWolf
11-05-2018 23:04
Bezpieczeństwo. Jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Jego brak wywołuje niepokój i poczucie zagrożenia. Niebezpieczeństwo to lęk. To zmiana, do której musimy się dostosować. To nie tylko trzęsienie ziemi, seryjny morderca, ale także egzamin z matematyki czy wyjście do ludzi po kilku tygodniach spędzonych w domu. Walczymy z niebezpieczeństwem każdego dnia i nie zawsze wygrywamy. Czasami jednak ogarnia nas jakaś mistyczna siła, wewnętrzna moc, metafizyczna przestrzeń, która wypełnia nas spokojem. Wewnątrz nas pojawia się uczucie akceptacji, które przynosi tak zwany stoicki spokój.
Przeszył mnie dreszcz, kiedy wchodziłam do leniwego strumienia rzeki, którą wszyscy dobrze znaliśmy. A może nam się tylko wydawało? Trzymaliśmy się za dłonie. Woda powoli zaczęła się podnosić, ale myślałyśmy, że zaraz znowu będzie płytko. Nie umiałam pływać, ale przecież trzymałyśmy się za ręce. Wtedy rzeka zaczęła na nas napierać, ukazując swoją potęgę. Rzeka rozerwała nasz uścisk. Nie walczyłam z wodą. Pozwoliłam się jej zabrać. Nie miałam gruntu pod nogami, ani też moja głowa nie znalazła się pod wodą. Niespodziewanie uderzyłam w coś. Gałęzie. Pod wodą było przewalone drzewo? Nie wiedziałam. Jedno było pewne, wpadłam na nie z impetem rozpędzonego ślepca. Nie myślałam. Chwyciłam je. Trzymałam się ich kurczowo. To była moja jedyna szansa. Zaczęłam się po nich wspinać. Impas - kolejny konar był za daleko. Zatrzymałam się, obserwując spokojnie jak siostra i jej koleżanka wyszły na brzeg. Czekałam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 141
Gabriela
12-05-2018 10:20
Swego czasu pracowałam jako doradca-kasjer w banku. Miałam założyć lokatę, na którą klient przeznaczył 6tys. Wypełniłam dane w systemie, przygotowałam papiery, klient podpisał, wszyscy zadowoleni. Do czasu, gdy doczytał się, że wpłacił na konto 6tys EUR zamiast PLN. Popełniłam błąd. Nie dało się ręcznie skorygować formularza. Przybiegła dyrektorka, przeprasza klienta, dzwoni do swoich przełożonych, atmosfera gęstnieje. Gdy poprosiła mnie na słówko i poinformowała, że jeśli nie da się tego odkręcić, będę musiała wyłożyć z własnej kieszeni różnicę w kwocie, zbladłam. 20tys zł piechotą nie chodzi… Wróciłam blada jak ściana do biurka. Klient cały poczerwieniał, nie był zadowolony, inni tłumaczyli mu, że dopiero się uczę. Podnosił głos, rzucał papierami, a ja? Zagadnęłam go najlepiej jak umiałam, zapewniłam, że nie straci na tym ani grosza, zdobyłam się nawet na luźny uśmiech, chcąc go uspokoić, mimo że ważyły się moje losy. Gdy wróciła dyrektorka z anulowaną lokatą nie wiedziałam, czy przez następne kilka miesięcy będę pracować za darmo, stracę pracę czy dostanę zawału. W tej niewiedzy zaczęłam wprowadzać nową lokatę. Do tej pory pamiętam żółte okno z napisem PLN, na które patrzyłam w nieskończoność zanim kliknęłam zatwierdź. Klient otrzymał nowe papiery i wyszedł, a ja zniknęłam na zapleczu z dyrektorką. Okazało się, że informatycy wycofali błędne dane. Nie wylali mnie też z pracy. Po 2 mies sama odeszłam, nie byłam w stanie tak pracować, z przyklejonym uśmiechem na twarzy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 13
MariaJolanta
12-05-2018 11:14
"Klient nasz Pan". I trafił się klient, który postanowił udowodnić prawdziwość tej tezy. Mimo, iż racji nie miał, i wbrew wszelkim zasadom. Na nic wyjaśnienia, inne propozycje, interwencja kierownika. Klient żąda dyrektora. "Nieobecny? W takim razie papier i długopis, piszę skargę!". Ląduję na dywaniku, w gabinecie dyrektor, z-ca i kierownik. Pan dyr. człowiek młodszy ode mnie, domaga się wyjaśnień, ale ich nie słucha. Czerwony na twarzy, nadmiernie gestykuluje, rzuca groźbami (zwolnienie dyscyplinarne, nagana z wpisem do akt) i... PRZEKLEŃSTWAMI. Tego było mi za wiele. Już miałam ostrym tonem powiedzieć, że jeśli pan dyr. tak krzyczy, to pewnie chce, aby go wszyscy słyszeli. Skoro tak, to usłyszy sam prezes i cała centrala, bo napiszę skargę! Lecz przyszła myśl: opanuj się, nie odwzajemniaj gróźb, nie zniżaj się do takiego poziomu zachowania. Wzięłam głęboki oddech, patrząc dyr.w oczy rzekłam: "Nie życzę sobie, aby w mojej obecności przeklinano.", spojrzałam na niemych widzów spotkania, którzy o mało nie zemdleli i wyszłam.
P.S. Po tym zdarzeniu nadal pracowałam, awansowałam i przyjemność sprawia mi myśl, że nie dałam się zastraszyć ani sprowokować, zachowałam zimną krew. A pan dyr? Wyciągnął wnioski, zmienił zachowanie i wiem (z netu) że dobrze sobie radzi jako... nie ma znaczenia w tej historii, ale mnie jest podwójnie przyjemnie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 97
Iwa_90
12-05-2018 12:57
Wyobraźcie sobie taką sytuację
jesteś głodna, chcesz zrobić sobie kanapkę, a masz pod opieką dwulatkę, która uparła się, że masz być głodna. Bierzesz do ręki chleb - dziecko wchodzi na krzesło. Rzucasz wszystko i ściągasz dziecko z krzesła, aby nie spadło na podłogę. Znowu bierzesz do ręki chleb i kroisz - dziecko znowu wychodzi na krzesło. Rzucasz chleb i lecisz je ratować...
Gdy dziesiąty raz ściągasz z krzesła swoje dziecko, a twoja kanapka jest na etapie posmarowania masłem zaczyna się w tobie gotować. Ale przecież nie możesz wybuchnąć. Przecież to twoje dziecko, które kocha cię nad życie i nie zdaje sobie sprawy, że ta fajna zabawa gdzie mama biega, łapie i stawia na podłodze jest w tym momencie dla ciebie denerwująca.
Tak oto moje dziecko ćwiczy moje opanowanie przynajmniej kilka razy w tygodniu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 195
ConQuERor
12-05-2018 14:33
Spojrzałam na kota, głowę pokrytą miał skorupą krwi a gałki oczne przemieściy się w pozycję niefizjologiczną poza obręb oczodołów. Kot był zadbany, maść szynkretowa, może 3 lata, nie więcej. Leżał teraz bezwłądnie na stole gabinetu lekarskiego, a jego właścicelka stała nad nim w rękami umazanymi krwią krzycząc jakieś niezrozumiałe słowa i wykonując nieskoordynowane gesty.
-Proszę wyjść i poczekać w poczekalni - rzuciłam beznamiętnie i podeszłam do pacjenta. Właśicelka popatrzyła na mnie osłupiała
- Ale jak to mnie Pani wyprasza? Niech Pani ratuje mojego kota. Pieprzone konowały - krzyczała. Głucha na obegi wskazałam jej drzwi. Zdezorientowana chwię się zastanawiała, ale w końcu zrozumiała i wyszła. Podeszłam do kota. Tętno - brak, oddehchy - brak, ciepłota ciała - znacznie poniżej normy, odruchy źreniczne - nieobecne, rdzeniowe - brak, jeszcze kilka innych testów - negatywne. Wszystko wkazywało na to, że śmierć nastąpiła sporo wcześniej. Dzień jak co dzień kiedy emocje biorą górę a rozsądek miesza się z błotem.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Krystian538
12-05-2018 15:55
W zeszłoroczne wakacje rzem z przyjacielem postanowiliśmy wspiąç się na Rysy. Dobrze przygotowani jednak niedoświadczeni wyruszyliśmy późną porą z parkingu w kierunku góry. Wyprzedzając innych pokonywaliśmy szybko śliski i kamienisty szlak, aż dotarlismy nad Czarny Staw i uświadomiliśmy sobie, że od tego miejaca turyści zawracają i nikt poza nami o tej porze nie wybiera się już na szczyt. Poczuliśmy dreszcz emocji. Postanowiliśmy policzyć czas wejścia i powrotu tak, by przed zmrokiem pokonać łańcuchy i wrócić nad Czarmy Staw, od niego szlak jest już niestromy i mogliśmy wracać bezpiecznie z latarkami. Dalsza podróż była przyjemna, napawaliśmy sie pięknymi widokami. Po dłuższym czasie dotarliśmy do łańcichow i kolejny raz poczułem niepewność. Nie spodziewałem się takiego widoku. Łańcuchy były co prawda stabilne, jednak przestrzeń i wysykość powodowały u mnie strach. Z każdą chwilą marzyłem aby zdobyć szczyt i wrócić jak najszybciej z łańcuchów. Po wyczerpującej wspinaczce i wielu chwilach zwątpienia dotarliśmy na górę. Niestety goniący nas czas odebrał możliwość napawania się widokami.Najgorsze było jednak przed nami. Do Czarnego Stawu dotarliśmy po zmroku tak jak sie spodziewaliśmy. Zmęczeni i obolali szliśmy z latarkamu w dół bez rozmów. W okolicy Morskiego Oka przestraszyliśmy sie niemal na śmierć. W pewnyn momencie zobaczyłem ogromne zwierze pijące wode, stało tuż obok nas. Zobaczyło nas w tym samym momencie co my je. Stanąłem jak wyrty, a ciarki przeszły po moim ciele. Zwierze spłoszone uciekło w las, a my przerażeni dopiero dochodziliśmy do siebie. Widzieliśmy jeszcze jak jego oczy obserwują nas z oddali między drzewami. Liter nieco wiecej, najzyzej utnie sie przód ;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 221
angelina73
12-05-2018 19:39
Będąc młodą lekarką...Nie nie...Wróć.Będąc nauczycielką przedszkola często i gęsto mam okazję testować cierpliwość,dyplomację,negocjacje i wiele innych umiejętności.Ale...nie w przypadku dzieci, tylko ich rodziców.Jak wytłumaczyć ambitnej mamie,że jej trzylatka jest chorobliwie wstydliwa,moczy się kiedy się stresuje i dawanie jej na siłę wiersza i piosenki na Festyn nie jest strzałem w 10...Bo przecież powinna już tańczyć,śpiewać i fikać koziołki.Albo jeśli dziadkowie rozpuszczają bliźnięta przez 3 lata to po 2 miesiącach nie zmienią się one w aniołki .A w dodatku zapłakana mama twierdzi,że ten sam dziadek wysyła maluchy do psychologa bo podobno mają ADHD...Nóż się otwiera...Ale uśmiecham się...pocieszam...tłumaczę...wspieram...Odreagowanie przychodzi później...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
Autorzy w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd