Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
870763 czytelników
1978 dyskusji
122755 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] W ciele autora - wygraj książkę "Każdego dnia" z okładką filmową i podwójne bilety do kina!

W ciele autora - wygraj książkę "Każdego dnia" z okładką filmową i podwójne bilety do kina!

Każdego dnia tak samo – bez ostrzeżenia – A nie wie, kim dzisiaj będzie i gdzie się znajdzie. A pogodził się ze swoim wyjątkowym losem, ustalił nawet zasady, których stara się przestrzegać: Nie angażować się. Nie rzucać się w oczy. Nie mieszać w cudzym życiu.
Aż do pewnego poranka, kiedy A budzi się w ciele Justina i poznaje jego dziewczynę, Rhiannon. Od tej chwili przestają obowiązywać wszelkie zasady, bowiem A wreszcie znalazł kogoś, z kim pragnie być – każdego dnia, bez wyjątku.



 

Wyobraźcie sobie, że wiedziecie życie A. Jak zawsze budzicie się, po czym spoglądacie w lustro, by zobaczyć, kim jesteście tym razem, a tam... twarz Waszego ulubionego pisarza/pisarki! Kim się staliście na jeden dzień i... jak zamierzacie wykorzystać ten czas?
 

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
 

Nagrody

Pięć najciekawszych tekstów nagrodzimy egzemplarzem książki "Każdego dnia" z okładką filmową i podwójnymi wejściówkami do kin Cinema City w całej Polsce na ekranizajcę powieści.  Dodatkowo, przyznamy wyróżnienia autorom dwudziestu odpowiedzi, którzy otrzymają podwójne wejściówki  na seans filmu "Każdego dnia".

 
Regulamin
  • Konkurs trwa od 23 lutego do 1 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Dolnośląskie.
  • Laureaci otrzymają kody do Cinema City na film "Każdego dnia" za pośrednictwem wiadomości wysłanej w serwisie. Kody są ważne od 5 do 8 marca w kinach Cinema City w całej Polsce.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
 
liczba postów na stronie: 
książek: 38
Diabeł
24-02-2018 14:30
Przez chwilę nie poznaję siebie. Mam, o kurczę pieczone, brodę! Stało się- jestem Fiodorem Michajłowiczem Dostojewskim. Wyglądam przez okno . Newski Prospekt zasypany jest śniegiem. Jakiś nędzarz w łachmanach oberwał batem od zniecierpliwionego wożnicy. Siadam przy stole. Dziś opowieść będzie skończona. „Russkij Wiestnik” otrzyma ostatnią część "Idioty". Czuję , że książę Myszkin dopiero rozpocznie swe życie. W chwilach takich jak ta wracają wspomnienia, ludzie i miejsca. Mój ojciec - despota i rozpustnik. Moja matka, pokornie znosząca swój los. Moi bracia i siostry. W odmętach smutku, który coraz częściej mnie dopada im wszystkim skrycie dedykuję tę książkę. Czas iść, choć na dworze mróz
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 262
Oleńka
24-02-2018 17:13
Obudzenie się w skórze Khaleda Hosseini ma swoje zalety - można spróbować naprawić to, co wcześniej zawalił... Kurczę, Khaled, coś Ty zrobił ze swoim życiem? Świadomość tego, że każda moja kolejna książka jest gorsza od swojej poprzedniczki, nie daje mi spokoju. Nad "Chłopcem z latawcem" czytelnicy chlipali w poduszkę, nad "Tysiąc wspaniałych słońc" płakały już tylko czytelniczki, ale "I góry odpowiedziały echem" najwyraźniej mi nie wyszło, bo płakały już tylko czytelniczki przewrażliwione, a to przecież nie moja grupa docelowa! Chcę przecież, żeby moje powieści doceniali ludzi wykształceni, zainteresowani kulturą mojej ojczyzny i potrafiący uszanować koleje okrutnego losu. A tymczasem staczam się na pisarskie dno... Weź się w garść, człowieku! Co mogę zrobić? Czym się ratować? Jak się odkupić?
Napiszę nową książkę. Będzie genialna. Na miarę mojego geniuszu, na miarę "Chłopca z latawcem"! Jak zacząć? Może... "Ciepły wiatr powiał od wschodu, wraz z chmurą kłującego piasku przynosząc pisarzowi upragnione natchnienie...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1342
Monika
24-02-2018 17:41
Budzę się znowu, znowu gdzie indziej, znowu w innym ciele. Budzę się? Coś jest inaczej. Nie inaczej niż wczoraj, zawsze jest inaczej niż wczoraj. Dziś jest inaczej niż zawsze. Czy otworzyłam oczy?
Nie widzę, nie czuję, nie mogę się poruszyć. Nie słyszę, ale nie wiem też, czy w tym miejscu jest coś do słyszenia. Paraliż?
Powinnam być podłączona do jakiejś aparatury. Powinnam ją słyszeć. Lub czuć. I czuć, że oddycham. To właśnie jest inaczej niż zawsze! Powinnam oddychać!

To będzie długi dzień.

Wysłuchiwanie ciszy w oczekiwaniu słów.
W ciemności wypatrywanie światła.
Myśli o umieraniu koniecznym dla istnienia życia.

A jeśli to nie jest przypadkowe? Jeśli te myśli mają związek z osobą, którą dzisiaj jestem?
Tylko dlaczego dopiero teraz?! Dlaczego nie w zeszłym roku? Dlaczego nie pięćdziesiąt lat temu, kiedy pisała to, co najważniejsze, i nie czterdzieści lat temu, kiedy mogłabym podpowiedzieć jej nowe pomysły lub pchnąć w kontynuacje najlepszych?
Dlaczego dziś, gdy mogę dzielić z nią już tylko ciszę, ciemność i śmierć? Kiedy mogę ją już tylko wspominać?

Minął już ponad miesiąc, a nadal jest mi smutno. Myśląc o najlepszych i ulubionych wciąż nie potrafię przypomnieć sobie innych nazwisk.
Tak jakby niebo było już tylko puste…
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1778
Inka
24-02-2018 20:32
Moje życie jest dziwne i pokręcone do tego stopnia, że czasami sama już nie wiem, kim jestem. Najlepiej być sobą, tak mówią - w moim przypadku nie jest to możliwe. Cały szkopuł tkwi w tym, że codziennie budzę się w ciele innej osoby, żyję jej życiem i tracę jakąś cząstkę siebie. I wierzcie mi – wcale nie zwariowałam! Dzisiaj obudziłam się w słonecznej willi w Bergisch Gladbach obok nad wyraz przystojnego mężczyzny. Wstałam cichutko i wyszłam do wąskiego przedpokoju, w którym znajdowało się lustro. W odbiciu zobaczyłam pięćdziesięcioletnią blondynkę bliźniaczo przypominającą Kerstin Gier. Na ścianach wisiały zdjęcia, na których wspólnie pozowali kobieta, mężczyzna i dziecko trzymające na kolanach dwa koty. Na jednym ze zdjęć zobaczyłam kobietę z Marią Ehrich i już byłam pewna, że to żadna bliźniaczka, a autorka we własnej osobie! Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam przechadzać się po willi. Była ogromna! Największe wrażenie zrobił na mnie ogród z altaną spowitą różami. Postanowiłam zaszyć się w niej na chwilę, by uprządkować myśli. Zdecydowałam, że ten jeden raz nie chcę się izolować i uciekać. Ruszyłam więc w stronę kuchni i przygotowałam rodzinne śniadanie. Poranne rozmowy, spacer do miasteczka i udział w dorocznej paradzie na cześć założyciela miasta, popołudniowe zbieranie jabłek w sadzie matki Kerstin i kolacja przed telewizorem. Niby zwykły dzień, ale ja czułam się wyjątkowo. Pisarze też są ludźmi i żyją tak samo jak inni. I najważniejsze – nie zostałam zdemaskowana!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 178
greenmafa
24-02-2018 20:33
Drrr….drrr
-Cholera jasna. Już rano. Gdzie mój telefon? – nie otwierając oczu rzucam się po łóżku i macham rękami po pościeli w poszukiwaniu niezbędnika każdego współczesnego człowieka. Nie ma. W końcu otwieram oczy. Co jest? To nie moja pościel. Gdzie ja do cholery jestem? Co to za miejsce? Rozglądam się po pokoju. Patrzę na biurko. Hmm notatki po rosyjsku? Wyglądam przez okno. Czy to Ermitaż? Jak znalazłam się w Petersburgu? Gdzie jest lustro? Czy to… Sołogub? Jak to do licha możliwe? Jak znalazłam się w XIX wiecznej Rosji? To jakiś koszmar. Chwila, a może nie? Jestem rosyjskim szanowanym poetą w przedrewolucyjnym Petersburgu. Przecież to mój raj! Lecę z powrotem do pokoju. Przeszukuję sekretarzyk. Gdzieś musi być książka adresowa! Jest! Mój Święty Graal! Briusow, Cwietajewa, Blok, Biełyj, Achmatowa, Iwanow … są wszyscy! No to pora ruszać w drogę! Spacer po XIX wiecznym, jeszcze odrobinę zaspanym Petersburgu… eh to jest coś. Nic dziwnego, że właśnie Petersburg został kulturową kolebką Rosji. Ostry wiatr i zamarznięta Newa prowadzą mnie do celu. Czemu trafiła mi się zima? O, Newski Prospekt 112! Mój pierwszy adres.
Puk puk
- Kto tam? –Ktoś jest w domu, chwała Bogu!
-To ja… Fiodor. – Drzwi się otworzyły.
-Witaj! Co Cię sprowadza?
-Dzień dobry Mario. Organizuję dzisiaj wieczór czytania poezji. Mam nadzieję, że się zjawisz?
- Oczywiście, jak zawsze z chęcią. Wejdziesz na czaj?
- Dziękuję ale muszę iść dalej. Mam jeszcze kilka zaproszeń do rozdania.
Dzień spędzę wśród najlepszych!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 787
Nat
24-02-2018 21:26
Otwieram oczy i ... nie mogę uwierzyć. Na burku zamiast mojego laptopa stoi maszyna do pisania. Rozglądam się dookoła. Nie jestem już w swoim mieszkaniu lecz w jakimś innym domu. Wyglądam przez okno i ... Czyżby to był Londyn? Co ja robię w Londynie?! Spoglądam do lustra i zamiast swoich brązowych włosów widzę blond fale, a zamiast swojej twarzy... twarz Sylvii Plath. Zaglądam do kalendarza. Dziś jest 11.02.1963 roku. Dzień samobójczej śmierci Sylvii. Po otrząsnięciu się z szoku, postanawiam działać. Szybko robię śniadanie i zanosze śniadanie dzieciom, a następnie siadam przy maszynie do pisania i zaczynam tworzyć kolejne wiersze. Teraz właśnie mam wenę i nie wolno mi tego zmarnować. Mam nadzieję, że kiedyś Sylvia Plath dzięki mnie zostanie zapamiętana przede wszystkim jako wielka poetka nie jako samobójczyni.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 10
Cruella
24-02-2018 21:35
Dźwięk, który usłyszałam odrazu zidentyfikowałam z budzikiem. Jednak nigdzie go nie było. W momencie, gdy przebudziłam się do końca coś mną wstrząsło. Widziałam pięknie zdobioną lampę naftową. Bodajże tydzień temu byłam Robertem Erses'em , zapalonym kolekcjonerem owych lamp. Bardzo mnie zafascynowały, a taka w idealnym stanie to prawdziwy rarytas. Jednak coś było nie tak. Definitywnie. Powietrze było niesamowicie lekkie i przyjemne, a zapach chleba, który rozprzestrzeniał się po pokoju był jak magnes. O tak, byłam głodna. Choć powinnam mówić "byłem", bo czuję, że jestem mężczyzną, kobietą byłam wczoraj!. Więc, wstałem z łóżka, które nie było wygodne. Zdaje się, ze jestem na wsi. Ubrałem staromodne spodnie i garnitur, ale mój wzrok przykuł stos kartek zatytułowany "Krzyżacy". Nie, nie, nie! Nie mogłam cofnąć się w czasie, ani być Henrykiem Sienkiewiczem!
- Henryku! - usłyszałem głos jakiejś kobiety.
- Tak?
- Śniadanie na stole! - To niemożliwe, żebym cofnął się w czasie. Jednak, czy mój los jest, aż rozbudowany, żeby znaleźć się na granicy XIX a XX wieku?
- Który mamy rok? - zapytałem się babiny, gdy zszedłem z góry.
- 1899! - zaśmiała się. - Czemuż to się pytasz, nie wiesz?
- Nie ważne.
Zalała mnie fala pytań. Czy mogę dopisać coś od siebie w powieści "Krzyżacy"? Czy zmieni to przyszłość? Może mam tylko przeżyć ten dzień, a historia i tak toczy się swoim torem? Ale być samym Sienkiewiczem! Naprawdę kocham jego twórczość. Całym sercem. Jego styl, język, mimo, że jak na moje prawdziwe czasy, skomplikowany. Miałem tylko jedno marzenie.
Spędzić ten dzień tak, jakby był moim ostatnim.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 428
Blodeuwedd
24-02-2018 23:50
Obudziłam się bladym świtem. Normalnie o tej porze dopiero przekręcam się na drugi bok, ale tym razem coś się zmieniło. Zamruczałam i odruchowo potarłam policzek. Był dziwnie szorstki.
Zarośnięty.
O Boże.
Zerwałam się z łóżka tak szybko, że zakręciło mi się w głowie, ale jakoś dotarłam do lustra. Patrzyła na mnie twarz mężczyzny w średnim wieku, z przenikliwymi oczami i kwadratową twarzą okoloną białą brodą. Przez chwilę dotykałam jej palcami, które też były inne - krótkie i silne.
Byłam Ernestem Hemingwayem.
Wzięłam dwa głębokie wdechy, zdając sobie sprawę, że myślę też inaczej. Inne słowa cisną mi się na język. Jednak najbardziej martwiło mnie ciśnienie na pęcherz, bo rozwiązanie tego problemu różniło się szczegółami technicznymi od tego, do czego przywykłam. Mimo wszystko dałam radę.
Wyciągnęłam ze schowka starą wiatrówkę dziadka. Nie miałam pojęcia, jak jej używać, ale dłonie Hemingwaya nie miały z tym najmniejszego problemu. Wszystko działo się jakby poza mną, ale zdołałam odłożyć wiatrówkę, zanim palec pociągnął za spust. Wróbel odleciał.
Czułam dziwną awersję do komputera, ale szybko przypomniałam sobie o maszynie do pisania mojego taty. Znalazłam ją w jego gabinecie i zaczęłam bębnić w klawisze, pisząc o sobie, ale oczami Hemingwaya. Nagle nabrałam dystansu do samej siebie, wydawałam się sobie kimś bardzo odległym, zmyślonym – z całym szeregiem wad i tylko nielicznymi zaletami godnymi uwagi. Język był szorstki, męski. Nie mój.
Następnego dnia znów sikałam na siedząco.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 165
Fantastic
25-02-2018 13:39
7:00. Przeklęty poranek. Znowu do szkoły. Niech to szlag. Wstaję i zaczyna się codzienna rutyna.
Wchodzę do łazienki, ziewam. Obmywam twarz, po czym wycierając ręce w ręcznik spoglądam do lustra. Padam na ziemię.
8:00. Ocknąłem się. Jestem Rickiem Riordanem!... I jestem spóźniony do szkoły. Ubieram się szybko i zbiegam na dół. Po drodze widzę moją bibliotekę wraz z miejscem na pisanie. Całkiem niezły zbiór książek. Ubieram marynarkę i wybiegam... Wprost na ulice Bostonu! Wow, naprawdę jestem w Ameryce.
Gdy docieram na uczelnię, studenci już czekają na wykład. W sumie nic dziwnego. Gdybym był na ich miejscu też z przyjemnością słuchałbym wujka Ricka. W końcu zaczynamy omawiać temat wojny secesyjnej. Mówię płynnym angielskim z amerykańskim akcentem. Nie najgorzej, ale ładniejszy jest akcent brytyjski. Ok, przyszła pora na mały sprawdzianik. Rozdaję kartki. Gdy schodzę z powrotem po schodkach, podślizguję się. Nie wiem na czym. Ale niestety. Świat ciemnieje.
7:00. Następny dzień. O nie. Nie, nie, nie! Biegnę do lustra. Po Ricku Riordanie w moim ciele (a może na odwrót) nie ma śladu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 131
Ais
25-02-2018 16:18
Pierwszą rzeczą, jaka dotarła do mnie togo poranka był ból głowy. Kac? Skupiłam się na ostatnich wspomnieniach i przypomniałam sobie wczorajszą randkę: poszłyśmy do kina na "Każdego dnia", a potem... Potem chyba zaprosiłam ją na drinka. Musiałam nieźle zaszaleć, skoro obudziłam się w nieswoim łóżku. Tylko gdzie była Julka?

Przekręciłam się na lewy bok i zamarłam. Na szafie było lustro, w którym, zamiast siebie, zobaczyłam George’a R.R. Martina. Zerwałam się do siadu i zamrugałam kilka razy, a wybitny pisarz z lustra powtórzył moje ruchy. Niesamowite! Wiem, że każdy normalny człowiek zareagowałby inaczej, ale ja naczytałam się za dużo fantastyki, by teraz marnować czas na niedowierzanie. W końcu nie byłam pewna, ile pozostanę w tym ciele. Musiałam wziąć się do roboty! Chwyciłam laptopa i odpaliłam dokument o nazwie "Wichry zimy". Najnowsza część, jeszcze nie wydana! Będę jedną z pierwszych czytelniczek!

Minęło kilkanaście godzin, gdy w końcu skończyłam czytać. Siedziałam z otwartą buzią wgapiając się w ekran. Wszyscy nie żyli. Wszystkie główne postacie... Marin zabił ich wszystkich...! Wiedziałam, co należy z tym zrobić. Drżącą ręką zaznaczyłam cały dokument "Wichry zimy" i kliknęłam backspace.

Zostawiłam tylko notatkę: "Napisz to jeszcze raz, ale tym razem nie zabijaj moich dzieci, bo będzie z tobą źle". Po krótkim wahaniu dopisałam: "Ale i tak cię kocham!" i poszłam spać.

Obudziłam się w swoim łóżku, a obok leżała Julka. Dziwny sen, pomyślałam. Lecz czy to był tylko sen?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
Autorzy w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd