Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
852146 czytelników
1870 dyskusji
118280 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Przeprawa przez znane meandry - wygraj książkę "Zaginione Miasto Boga Małp".

Przeprawa przez znane meandry - wygraj książkę "Zaginione Miasto Boga Małp".

Lasy Mosquitii w Hondurasie to najgęstsza i najtrudniej dostępna dżungla świata, pełna jadowitych węży, jaguarów czy muchówek, roznoszących „biały trąd”. Właśnie tam miało istnieć legendarne Miasto Boga Małp, bogate i nagle opuszczone, jeszcze przed przybyciem konkwistadorów – wedle legendy przeklęte. Wieloletnie poszukiwania nie przyniosły rezultatów. W sukurs najnowszej ekspedycji, zorganizowanej przez nagrodzonego Emmy filmowca i odkrywcę Stevena Elkinsa, przyszła najnowocześniejsza technika, tzw. lidar, czyli laserowy skaning terenu, dzięki której udało się zlokalizować cel. Lecz to dopiero początek mrożącej krew w żyłach opowieści o garstce śmiałków, którzy postanowili tam dotrzeć i odkryć skarby, godne historii o Indianie Jonesie.

Chociaż klimat umiarkowany nie dostarcza nam takich wrażeń jak tropikalna dżungla to musicie przyznać, że przeprawa przez wiejskie lub miejskie meandry czasem serwuje dodatkową porcję adrenaliny. Opiszcie drogę, którą najczęściej pokonujecie jakby była to przeprawa przez równikowe lasy. Uważajcie na stada samochodów przecinające Waszą trasę!


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.   

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 9 lutego do 18 lutego włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Agora SA.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
 
liczba postów na stronie: 
książek: 113
Mateusz_Krzywousty
11-02-2018 23:49
Dzienną drogę z domu do szkoły i odwrotnie pokonuję albo samochodem, albo tuptam „z buta”. Uzbrojony w zamaszysty plecak, ciężkie buty oraz, wygłuszające dźwięki dżungli, czarne nauszniki (w postaci słuchawek) przebijam się przez cały ten miejski gąszcz. Na początku drogi, w uszach, mimo wcześniej wspomnianych nauszników, słyszę tylko „Welcome to the jungle!”, zupełnie jakby ktoś chciał mi zrobić na złość już na samym początku. Po przejściu przez pierwszy etap wędrówki, tj. przez staw, tunel, który umożliwia przejście pod wielkimi taborami żelaznych bestii, które niczym węże, wiją się po torach, a których ugryzienie jest nawet bardziej bolesne, a także bezpańsko stojący urząd miasta ( i dziury do niego prowadzące), zaczyna się zabawa ze zwierzętami. W uszach słyszę przewulgarny warkot Pantery, która zdaje się krzyczeć coś o Kowbojach ze Świętochłowic. Za kontuarem w sklepie widzę stado lionów, leżących na półkach. Niby nie wyglądają groźnie, ale trzeba uważać, by nie obudzić (w) sobie lwa. Przechodząc obok przystanku nie sposób nie dojrzeć pięknych kanarków, które, dziwnym zbiegiem okoliczności, są zawsze tam gdzie ty. Po zakończeniu tej zoobawy przychodzi czas na ostatnie, najtrudniejsze, najgorsze-Pasmo Rond! Brzmi strasznie, jest gorzej. Wściekłe stada szerszeni i innych gadów, które, jak igła, potrafią nastraszyć i unicestwić psychicznie człowieka w drodze do szkoły czy pracy. Po takiej drodze nie ma dla ciebie żadnych trudniejszych wyzwań… No, chyba, że wciąż żyjesz.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 23
nadziusia
13-02-2018 10:44
Codzienna droga do pracy to dla mnie naprawdę ciężka przeprawa. Mam do niej 10 km i jadę samochodem lecz tak dziurawej drogi nie ma chyba nigdzie w całej Polsce. Zawieszenie wymieniam co poł roku. Najgorsze ze nie ma innej opcji na dojazd.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1
michu30
13-02-2018 11:11
Dźwięk alarmu kolejny raz zawył o tej samej godzinie. Jego częstotliwość świdruje mi czaszkę niczym młot udarowy kuje betonową ścianę, co powoduje natychmiastowy wyrzut adrenaliny rozszerzającą moje źrenice. Niczym pies Pawłowa wykonuję rutynowe czynności – wkładam okulary, szukam spodni, łapię koszulę i idę do kolejnego pomieszczenia, gdzie śpią małe demony. Zapalam światło co powoduje reakcję w postaci nerwowego warczenia. Niepokojący zgrzyt zębów dochodzi z łóżek – Moje kochanie dzieci, czas do szkoły! – ściszonym głosem wyrzucam to zdanie i przygotowuję się na najgorsze. Zaczyna się hekatomba. Krzyk, ryk i pisk – z całego jazgotu wychwytuję jedynie pojedyncze słowa – nie chcę wstawać!...ona zajęła łazienkę!…jesteś „gupia”!!...TATO! No weź coś zrób!!! – i robię- wychodzę do samochodu i czekam. Nawet przestałem się przejmować, że nie zdążę po raz kolejny, przyzwyczaiłem się. Teraz tylko przeżyć drogę, skupić się na prowadzeniu pojazdu lawirującego pośród innych umęczonych dusz. Mijam zmęczone twarze ojców prowadzących swoje rydwany. Stając na czerwonym świetle spotykam błagalny wzrok kierowcy stojącego na pasie obok mówiący – błagam pomóż mi. Robi mi się go żal, gdy na tylnym siedzeniu jego auta spostrzegam trójkę małych diabłów. Nie chcę na to patrzeć, mam dość swoich problemów wychowawczych i ruszam z kopyta klucząc pomiędzy innymi użytkownikami drogi. Jeszcze tylko jedno rondo i będzie szkoła. Zatrzymuję się z piskiem opon, trzaśnięcie drzwiami i w końcu ………cisza.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 744
annamagdalena
13-02-2018 14:29
Wychodzę z domu, pokonuję zarośniętą ścieżkę. Na jej środku siedzi tłusty tygrys i wpatruje się we mnie żółtymi ślepiami. Wolę zejść mu z drogi, wybierając przeprawę przez chaszcze i krzaki.
Wsiadam do swojej niebieskiej bestii. Z przodu i z tyłu stoją dwie inne, prawie dotykając mojego pojazdu swoimi jęzorami. Każdy walczy tu o najmniejszy skrawek przestrzeni, by móc zostawić swoją przycupniętą kreaturę na noc. Wobec tego wyprowadzenie pojazdu z miejsca wymaga wielokrotnych prób, pracy całego ciała, każdego mięśnia... Spocona i zmęczona wyjeżdżam na drogę.
Pierwsza myśl - o nie, to nie ta strona drogi! Ale wiem, że muszę zwalczyć ten odruch. Tu, gdzie obecnie przebywam, jeździ się po lewej stronie. Pokonuję pełną dziur i zakrętów kilkukilometrową trasę. Wjeżdżam na autostradę. Tysiące pędzących z naddźwiękową prędkością bestii mkną na wielu pasach ruchu w obu kierunkach.
Po kilku minutach zaczynam hamować. Jestem zmuszona się zatrzymać i wraz z innymi posuwać się w ślimaczym tempie do miejsca przeznaczenia - ogromnego, wielopasmowego ronda. Skręcam. Jeszcze tylko próba wypatrzenia wolnej przestrzeni, by zostawić swój pojazd na najbliższych kilka godzin. Jest! Zwycięstwo!
Niedługo czeka mnie droga w przeciwnym kierunku, jeszcze bardziej niebezpieczna, bo do pokonania nocą...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 65
Carmen82
13-02-2018 21:14
Z daleka dochodzi do mnie dziwny dźwięk, który stopniowo narasta... Próbuję oddychać powoli i schować się przed złem tego świata w ciepłej miękkiej kołdrze, jednak potworna kakofonia niczym egzotyczna papuga podrywa mnie z łóżka. Walczę dzielnie z powyciąganym swetrem, którego rękawy splatają się jak boa. Jeszcze tylko zastrzyk kofeiny, aby przedrzeć się przez dżunglę miejską do celu i pozostać w stanie wzmożonej gotowości. Pakuję zestaw do przetrwania do torebki: komórka, latarka, chusteczki, portfel, klucze, psikacz na komary, finkę i wiadro kawy. A nie jednak wiadro się nie zmieści, więc muszę polegać tylko na tej jej ilości, jaką zdążyłam w siebie wlać w biegu. Wyruszam. Za drzwiami dopada mnie mały potwór z bagien, a raczej wracający ze spaceru york sąsiada, utytłany jak nieboskie stworzenie. Już wiem, że ta przeprawa nie będzie łatwa. Pędzę na przystanek, w pośpiechu mijam tubylców taszczących swoje mienie, udających się z pewnością na targ lub do rodzinnych wiosek. Autobus niczym King Kong majaczy z daleka, wydając dziwne, małpie odgłosy. W ostatniej chwili dopadam Konga, rozsiadam się w jego wnętrzu jak Jonasz w wielorybie. I nagle dochodzi do mnie głos szamana: Proszę państwa nie pojedziem... Zepsuło się...Wypadam z pojazdu, szarpię klapę od silnika, za moją szanowną osobę szarpie kierowca. Dostaję się do przewodów, przypuszczam na nie atak jak Bear Grylls na niesprzyjające warunki. Za pomocą latarki, kluczy i finki walczę o przetrwanie...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 245
karola
13-02-2018 21:49
mieszkam na wsi. Dostanie się do szkoły to istna katorga. Najpierw musze przejść przez ogród pełen kur i innych zwierząt, bo jak inaczej dojść do drogi. Na wsi mieszka mało osób, ale jak na złość, wszyscy jadą w podobnych porach do pracy, a ja wtedy do szkoły. Więc trzeba czekac 5 minut na przejście przez drogę bo nie ma pasów. bus oczywiście zapchany, ponieważ to jedyny jadacy przez tą wieś. Jak dojeżdżamy do miasta, wszyscy wysiadaja jest tłok jakby 10 osób zamknąć w pokoju 1x1m, jak nie gorzej. Potem jak to w mieście taki sam tłok i z drogi, która mogłaby trwać 10 minut, robi sie 20 bo trzeba przedzierać się pomiędzy ludzi. Normalnie jak w jakimś lesie omijając drzewa .
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1
ashes_ashes
14-02-2018 12:59
Głuche uderzenie niezidentyfikowanej, skrzydlatej istoty o szybę przy wtórze porannej sprzeczki pary śpiewających kochanków powinno działać lepiej, niż jakikolwiek budzik. I działa. Kiedy wyglądam przez okno, widzę wirujące, czarno-białe kształty przecinające powietrze. Jaskółki nieodzownie strzegą mojej codziennej rutyny.
Grzęznąc w błocie, wypróbowuję ścieżkę, która powinna doprowadzić mnie do dzisiejszego celu. Ospałe kasztany kołyszą się smętnie, kiedy przedzieram się przez nieskoszoną, sięgającą łydek trawę, która niczym wąż potrafi opleść się wokół kostek. Czasem wolę nie zastanawiać się, co faktycznie może się kryć w tych trawach, i co wieczorem mogę znaleźć w nogawce spodni.
Niebo w końcu przechodzi z szarości w nieśmiały błękit. Słońce zaczyna nieprzyjemnie prażyć. Nad ulicą zbiera się żar, który niezmiennie trzeba przeciąć truchtem. W oddali majaczy peron. Jak zwykle jest zatłoczony. Konduktor gwizdkiem nadał już sygnał do odjazdu pociągu, mimo że wciąż został mi do pokonania zdradziecki bieg schodów. Nasila się ruch wokół, stada pasażerów wylewających się z pociągów toruje ścieżkę. Czas na radykalne środki. Krzyczę: „przepraszam!” i dosięgam w końcu zamykających się już drzwi. Próbuję złapać oddech przez kolejne sześć stacji, jednak poruszam się już w brzuchu tego zwierza.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 109
GutatoLama
14-02-2018 17:17
Wychodzę z mieszkania. Jest 8:45, środek maja, powinno być już jasno. I jest jasno, ale ja i tak nie widzę dalej niż na odległość 2 metrów. Co się stało? Mój wzrok tak znacznie się pogorszył przez noc? A może to mgła? Nie, to smog, mój największy, podstępny wróg. Stawiam każdy krok bardzo ostrożnie, wpierw badając stopą nawierzchnię. Ponieważ nie mogę w takich warunkach ufać swoim oczom, pozostaje mi uważnie nasłuchiwać i mieć nadzieję, że żadne niebezpieczeństwo nie wyłoni się nagle zza smogowej zasłony.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 384
AurelieSetnei
14-02-2018 17:40
Biegnę ile sił w mięśniach nóg, ile tchu w piersi. Przeskakuję po dwie półki skalne zwane schodami, przez stado wypasających się ludzi na przystanku. Wolę nie obracać się za siebie, czuję już oddech na karku i wiem, że nie zdążę.
Mogę jedynie patrzeć, jak autobus odjeżdża, szyderczo mrugając do mnie kierunkowskazem.
Jest duszno i gorąco, koszula lepi się do ciała i marzę tylko o jeziorze wanny albo wodospadzie prysznica. Zapomniałam, że należy uważać, o co się prosi, więc przewrotny los postanowił mi o tym przypomnieć. Jeden z szarżujących samochodów odłączył się od stada i przemknął przez zatokę autobusową, ochlapując mnie wodą z kałuży. Pięknie. Przeklinam pod nosem, machając w jego kierunku w jakimś dziwnym geście przypominającym odganianie moskitów.
Oddycham szybko i płytko, lecz jak najciszej by nie zwrocić na siebie niepotrzebnej uwagi. W dżungli lepiej pozostać niezauważonym.
Mogę tylko czekać na ryk komórki w kieszeni mojej kurtki i przeszywający wrzask dudniący w całym ciele: "Jesteś spóźniona!". Szef. Król zwierząt. Krwiożerczy drapieżnik, który potrafi jednym słowem sprawić, że dżungla milknie, zdjęta trwogą.
- Za chwilę będę - piszczę jak myszka, choć z głębi duszy czuję zew.
Zew, by odwrócić się na pięcie i nie dotrzeć do pracy, tylko dać się ponieść przygodzie.
Jak na zawołanie w słuchawkach słyszę melodię, piękną niczym trel egzotycznych ptaków: "I believe I can fly..."
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1004
dziewczyna
14-02-2018 19:20
Niczym gotujące się do skoku lwy, kroczymy po nierównej ziemi, pełnej syczących, zagubionych w gąszczu zwierzęcych ciał materiałowych, różnobarwnych węży, gotowych swym miękkim krojem owinąć się wokół naszych kostek, pociągnąć w dół i pozostawić na pastwę innych, wykończonych codziennym trudem krwiopijców. Ziemia pod moimi stopami drży, gdy zauważam wyjście z metalowego, rozbuchanego gorącem ognisk tramwaju, które objawiło się niespodziewanie, niczym pierwszy promień światła, po długich, deszczowych dniach naszej miejskiej dżungli. Wybiegam z metalowego pudła, nim wielkooka, monstrualna bestia zauważa moją nawiną próbę ucieczki. Po moim czole spływa lepki, niczym sok świeżego owocu mango pot, gdy mijam kolejne szałasy, obawiając się, że bestia z tramwaju wyjrzy zza któregoś z nich, porywając mnie w głąb swej otchłani kary oraz bezprawia. Kanary bowiem nigdy nie śpią, zawsze czuwają – strasząc dzieci, nie szczędząc nawet starszyzny plemienia. Ale oto jestem – ocalała – biegnę, mijając kolejne wielkie niczym sekwoje konstrukcje co moment przesłaniające mi błękitne, niczym oczy nowonarodzonego skrawki nieba, tęsknie spoglądając na dziesiątki wodopojów, przy których spragnione i wygłodniałe osobniki czekają na dogodną okazję, by albo się posilić albo zdobyć z pochowanych po kieszeniach skór drogocenny papierowy kruszec, zapewniający w naszym plemieniu byt. Nagle wyrasta przede mną cel mojej wyprawy. Wielkie złowrogie miejsce, wzniesione przez samych Bogów – uniwersytet.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
Autorzy w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd