Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
851768 czytelników
1869 dyskusji
118189 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Wolny jak ptak - wygraj książkę "Dachołazy".

Wolny jak ptak - wygraj książkę "Dachołazy".

Wszyscy myślą, że Sophie jest sierotą. Dziewczyna pamięta jednak widok matki wzywającej pomocy. Jej opiekun mówi, że to niemal niemożliwe, aby jej matka wciąż żyła. Niemal. Dlatego kiedy nadszedł list z opieki społecznej, z którego wynikało, że grozi jej sierociniec, Sophie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Uciekła do Paryża, aby odnaleźć matkę.


Poszukiwanie matki przez bohaterkę „Dachołazów” to de facto historia o dążeniu do wolności. Z klei faktycznymi „dachołazami” i symbolami nieskrępowania są ptaki. Mówimy przecież „wolny jak ptak”. Napiszcie zatem historię opowiedzianą z perspektywy ptaka zamieszkałego w wielkim mieście.


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Dachołazy - Jacek Skowroński

Dachołazy

Autor: Katherine Rundell

Wszyscy myślą, że Sophie jest sierotą. Rzeczywiście, nie potwierdzono, aby jakakolwiek kobieta ocalała z wraku, który opuściła Sophie, dryfując w futerale po wiolonczeli przez kanał La Manche. Sophie jednak pamięta widok matki wzywającej pomocy. Jej opiekun mówi, że to niemal niemożliwe, aby jej matka wciąż żyła, jednak „niemal" oznaczało, że taka możliwość istniała. Dlatego kiedy nadszedł list z opieki społecznej, z którego wynikało, że grozi jej sierociniec, Sophie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Uciekła do Paryża, aby odnaleźć matkę, wyposażona w jedną jedyną wskazówkę - adres lutnika, który wykonał wiolonczelę. Kim są tytułowe dachołazy i czy pomogą jej odnaleźć mamę?

Regulamin
  • Konkurs trwa od 10 listopada do 19 listopada włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i wydawnictwo Poradnia K.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 830
jupi2328
11-11-2017 21:59
Unosiłem się delikatnie na wietrze, machając moimi małymi, delikatnymi skrzydełkami. Zmęczony przysiadłem na gałązce. Przyglądałem się okolicy. Drzewo, na którym siedziałem, było jeszcze zielone, ale dostrzegłem brązowe plamy na liściach. Nagle usłyszałem bawiące się dzieci, jedno z nich jadło bułkę. Nieśmiało podleciałem bliżej. Zazwyczaj unikam tych stworzeń, ale głód odebrał mi klarowne myślenie. Mały chłopiec rzucał w moją stronę okruchy. Zjadłem je bardzo szybko. Nawet nie poczułem, jak inne dziecko cisnęło we mnie kamień. Ból omiótł moje drobne ciałko. Usłyszałam przeraźliwy krzyk, dobiegający z ust młodego człowieka. Powiedział coś w niezrozumiałym języku do mojego oprawcy. Następnie poczułem, jak łagodne dłonie unoszą mnie ku górze. Otumaniony emocjami odpłynąłem.
Obudziłem się w niewielkim pomieszczeniu. Moje rany były opatrzone,a skrzydło miałem zabandażowane. Drobny blondynek stał nade mną,a gdy zobaczył, że się poruszam, zaszczebiotał z radości.
Spędziłem w jego dziupli sporo czasu. Dowiedziałem się,że mój opiekun wabi się Grzesiu. Codziennie przynosił mi jedzenie i zajmował się chorym skrzydłem. Zapewniona opieka, sprawiła, że nie doznawałem już zgryzot. Leniwie mijały mi dni. Widziałem jak za szybą, świat pokrywa biała pierzyna, a razem z upływem czasu, czułem silniejszą relację z moim chłopcem. Towarzyszyłem mu, kiedy śmiał się lub płakał i wiedziałem,że on również mnie pokochał.
Wraz z nadejściem słonecznych dni, Grzesiu był bardziej przygnębiony niż zwykle. Dużo rozmawiał z kobietą, którą nazywał mamą. Pewnego dnia otworzył szeroko okno. Wtedy zrozumiałem, że powinienem już odejść. Pomimo,że chłopiec nadal mnie potrzebował, nie pasowałem tam. Od kilku tygodni jego dziupla była dla mnie zbyt ciasna. Wciąż zbijałem się w górę, niszcząc wszystko, co stało na półkach. Pisnąłem mojemu przyjacielowi na pożegnanie i szybko wzbiłem się ku niebu.
Świat jest miejscem, w którym istnieje wiele zła, a ono wciąż płonie. Czasem jednak pojawiają się ludzie, którzy swoją dobrocią gaszą te małe pożary. Jestem ciekaw co mi przyniesie los. Obrócę się w proch, a może doznam gołębiego serca?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 196
marlenap1
12-11-2017 15:21
Jestem ptakiem. Małym wróblem, zakochanym w przyrodzie i drzewach. Lubiącym spokój, ciszę i harmonię.
Ale nie jestem na wsi, to wielkie, szare, brudne miasto. Co ja tu robię? Jak się tu znalazłem? Chyba pomyliłem się i poszybowałem w niewłaściwą stronę.
Jest tu tak brudno, głośno, wszystko dzieje się tak szybko. Tłumy ludzi, przez które nie mogę się przecisnąć. Brak kawałka zieleni, zacisznego miejsca, gdzie mógłbym odpocząć. Gdzie są wszystkie drzewa? Widzę tylko beton, ogromne bloki z ciemnej płyty. A kwiaty? Gdzie się podziały kwiaty? A skrawek zielonego trawnika? Wszędzie tylko szarość, brud i beton.
Nie mam co ze sobą zrobić. Czuję się taki stłamszony, jakbym był w zamkniętej klatce. Brakuje mi oddechu i tego poczucia wolności i otwartości. Brak mi przestrzeni, czuję, że się duszę. Cały czas odczuwam zmęczenie, moje małe oczka nie nadążają za wściekłą gonitwą samochodów.
Pragnę spokoju i zieleni, a najlepiej lasu, gdzie mógłbym schronić się w cieniu drzew. Muszę uciekać, znaleźć drogę powrotną do domu. Wrócić tam, skąd przyleciałem i gdzie czuję się najlepiej.
Do widzenia miasto! Ja uciekam, może jeszcze się zobaczymy, życzę Ci, byś uspokoiło się trochę, zaznało oddechu i ukojenia.
Do widzenia, do widzenia.....
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 201
Bury
12-11-2017 16:35
Skrzydło wciąż rwało tępym bólem, ale przynajmniej znów mogę latać. Zemszczę się na ludziach, za cały ten ból.

Przecież nie zrobiłem nic złego, ot dziobałem sobie suchy chleb. A ten dzieciak kopnął mnie z całej siły dla zabawy, a potem się śmiał i gonił mych współbraci.

Oj zemszczę się, jeszcze mnie popamiętają. Niech lepiej szykują chusteczki, bo nadchodzi bombardowanie!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 144
novice_writer
12-11-2017 20:54
Jestem Zoe podczas eksperymentów na ptakach powstałam ja byłam pół człowiekiem pół ptakiem miałam duże niebieskie skrzydła z czarnymi końcami naukowcy sprzedali mnie do cyrku pewnego dnia podszedł do mnie chłopak z bogatej rodziny
-hej .
powiedział czemu to zrobił wiedział że jestem nienaturalną istotą .
-Czemu się do mnie odzywasz nie zasługuję na to .
-Bo nie różnisz się niczym od innych ludzi masz uczucia tylko skrzydła i co że je masz są przepiękne .
po tym zdarzeniu przychodził do mnie co dnia o potem dowiedziałam się że mnie kupił w jego domu dostawałam normalne jedzenie spędzaliśmy ze sobą dużo czasu o potem on wyznał mi miłość i wszystko zaczęła się komplikować nie mogłam już tak zastać .......
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 13
Maria
13-11-2017 13:13
Miasto kontrastów

Miasto - widziane z góry podczas ciemnych nocy prawie każde jest takie same. Jedne są większe, inne mniejsze. Są tylko oświetlonymi plamami na czarnym lądzie. Jednak tylko w nocy. To dzień pokazuje ich prawdziwe oblicze. Latam i widzę - wszystko. Wielu ludzi przemierzających codziennie tą samą drogę do pracy, jeżdżące autobusy, korki, ale nie tylko to. Widzę również biedę - ludzi nie mających co jeść. Żebraków - tych prawdziwych i tych udawanych. Mogę ich obserwować, stwierdzać czy są prawdziwi czy tylko udają. Widzę drogie auta obok tych ludzi, drogie budynki. Tak wiele ważnych rzeczy dla ludzi, dla których ludzkie życie nie jest ważne. Poszukuję serca w tym ogromnym mieście, jednak bardzo ciężko je odszukać. Jednak są takie miejsca. Nie powiem wam gdzie. Ale są. Każdy takie miejsce może odszukać sam, może sam je sobie stworzyć. Nieważne czy to bedzie przepełniony ciepłem dom, z góry widoczny będzie tylko komin, kościół, ze swoimi strzelistymi iglicami. Miejsce pracy, szkoła. Z góry nie widać takich rzeczy, jednak jeśli podleci się bliżej można dostrzeć o wiele więcej.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 117
Helamela
13-11-2017 17:01
Obudziłem się jak codzień na drzewie obok bloku. Tym razem obudziły mnie wstrząsy i hałas. Spojrzałem w dół i widzę ludzi, którzy ścinają ten buk. Przerażony szybko wzbiłem się w powietrze. Po chwili drzewo pada, a razem z nim mój dom, mój kochany dom. Odlatując czuję łzy spływające po moim dziobie.
Dzisiaj stwierdziłem, że nie polecę do parku tylko na stary rynek. Tam widzę całą masę ludzi, którzy się śpieszą. Tylko po co? Czego oni szukają? Pędzą szukając staconego czasu, szukając wolności. Czy ja mam tę wolność? Postanawiam to sprawdzić. Wzbijam się prędko w powietrze i szybuje pomiędzy chumarami smogu, ledwo oddycham, ale czuję, że mam tę wolność, którą ludziom brakuje.
Ląduje na krzaku w parku. Widzę jakiegoś chłopca, który dźga patykiem ledwo żywego gołebia. Szybko lecę tam. Moim celem są krótko ostrzyżone włosy tego dziecka. Wyrywam ich garść. Chłopiec wpada w panikę i żuca się na mnie łamiąc mi skrzydło, po czym odbiega.
- Dziękuję ci bardzo-mówi gołąb.
- Ależ proszę-po tych słowach zmęczony zasypiam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 72
Izabela
14-11-2017 12:55
Ja lecę, udało się! Jakie to fajne uczucie rozprostować skrzydła, jak cudnie unosić się na wietrze! Dookoła tyle przestrzeni! Dokąd ja lecę? W sumie wszystko jedno, byle przed siebie i byle czuć podmuch wiatru! Oj zadyszka, zadyszka... muszę odpocząć. Ale jak tu wylądować?
Tłustawe różowe łapki opadły na gałąź. To tak to wygląda od środka? Zielono. Szorsko pod paluszkami. Miło. Choć troszkę chłodno.
Ale gdzie jest jakaś miseczka? Woda? Powinny być obok. Nie powiem, zjadłbym coś.
A to co? Czarno-białe, trochę większe ode mnie. A, kiedyś widziałem na balkonie. O mamuniu, to na mnie leci! Uciekać, Uciekać!
Uf, udało się. Ale co to? Nie dywan, tylko coś twardego i szorskiego. Au, gorące, nagrzane. To już lepiej w powietrzu. Ale co to, gdzie zniknęły drzewka? To świeci po oczach. Może na tym usiądę. Z góry nie oślepia, przechytrzyłem. Ale tu wszystko wokół jest takie jak na dole, to szorskie i twarde. Skąd ten hałas? Oj nie, wolę to grające pudło w domu. Jest, jest poidełko! Jakie duże! Od razu z czymś takim jak w domu, woda leci, tylko od dołu. Fajne. O,fu. To jest woda? Zawsze dostawałem inną. Nawet pazurka nie zamoczę. Gołebiom nie przeszkadza. Ale ja nie gołąb. Zniszczę sobie upierzenie! Albo nabawię się pasożytów. Co gorsze?
A! Co to, czemu zrobiło się ciemno? Aj, zostaw mnie!

I tak trafiłem do miejsca, gdzie było pełno szczekaczy i miaukaczy. Ale na szczęście spędziłem tam 6 misek jedzenia i trzy miski wody. Pani mnie odnalazła! I dobrze, bo wielka, szara i hałaśliwa wolność nie jest dla mnie. Wszędzie może i dobrze, ale u człowieka z miską i ciepłą klatką najlepiej.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 66
Reza
14-11-2017 13:33
Ależ miałem okropny sen. Śniło mi się, że jestem człowiekiem. Brrr, aż się muszę ze stresu przelecieć i coś zjeść. Ciekawe jakie menu dzisiaj serwują w parku. No proszę, nie wiem na co się zdecydować, tyle tu okruszków. Tu suchy chlebek, tam ziarenka słonecznika mmmm pychotka!
- Mój, mój mój mój mój mój mój…!!! – usłyszałem i już wiedziałem, że dzisiaj sobie tutaj nie pojem. Ptactwo zleciało się tu z chyba każdej dzielnicy. Moi bracia Wróble, Gang Gołebi, jedna Sroka i parę Kruków. Nie ma co, restauracja parkowa jest dziś wyjątkowo oblegana. Lecę gdzieś indziej.
Podczas lotu i przemieszczania się, czułem wiatr pod piórami. Uwielbiam to uczucie. Kocham być ptakiem i nigdy nie zamieniłbym się z tymi dziwnymi ludźmi. Nie wyobrażam sobie poruszania się na dwóch nogach, albo co gorsza poruszania się tymi ich okropnymi, głośnymi metalowymi zwierzętami. Nigdy tego nie zrozumiem.
Moje rozmyślanie skończyło się wraz z przylotem do małej knajpki, znajdującej się pod jednym z tych okropnych budowli człowieka.
- Oho – pomyślałem – już nam nie czeka! – wylądowałem tuż pod oknem mojej ulubionej szefowej kuchni. Dziś wysypała dla mnie pełno ziarenek. Ale będzie uczta. Ja to jednak mam szczęście. Uśmiechnąłem się w duchu, skubiąc ziarenka. Jutro też tu przylecę. Przylecę do mojego małego raju.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 490
stokrotka
14-11-2017 16:15
Mieszkam sobie w stawie w parku, każdy dzień rozpoczynam od ożywczej kąpieli.
Przepraszam, zapomniałem się przedstawić. Jestem Dyzio, nieustraszony kaczor, ale nie taki, jak w kreskówkach. Ubrania, ludzka mowa? Ble i ble. Raz widziałem, jak dzieci oglądały tego głupiego Kaczora Donalda. Jedna wielka ściema. Powinni pokazywać nasze życie. Chciałbym zagrać w filmie lub być bohaterem kreskówki. Dzieci poznawałyby moje przygody, a spotkało mnie ich wiele, nie myślcie sobie.
Raz, gdy suszyłem piórka, napadł na mnie wielki kot, zaczął miauczeć i wysunął pazury. Przepędziłem go szybko, machnąłem skrzydłami, kwaknąłem i zwiewał, aż się kurzyło.
Innym razem moja siostra połknęła sreberko. Elcia zaczęła się dławić, ale ja wiedziałem, co zrobić, skoczyłem jej na pierś, uderzyłem skrzydłem i wypluła śmiecia.
Moja ostatnia przygoda jest związana z ludźmi. Pewnego razu przechadzałem się wokół mojego stawu, gdy zobaczyłem grupkę dzieci. Rzuciły okruchy na trawę i moi kuzyni rzucili się na nie, by je zjeść. Nagle dzieci zaczęły rzucać w nich kamieniami i bić patykami. Musiałem ich uratować. Uderzyłem skrzydłem po twarzy jednego chłopca, innego szczypnąłem w ucho i się rozbiegli. Złe są te niektóre dzieci.
Wiem, że ludzie mogą być dla nas zagrożeniem, mogą nas zabić lub okaleczyć, ale większość z was jest miła. Dajecie nam okruchy chleba, budujecie stawy w miastach.
Pamiętajcie, zwierzęta też cierpią i umierają, nie śmiećcie i nie bijcie nas, a będziemy żyć w przyjaźni.
Buźka, muszę lecieć.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 379
WrongWord
14-11-2017 16:30
Pada. Mokną mi pióra. To absolutnie bez sensu by gdziekolwiek wylatywać, choć już... Jestem sową i muszę zachowywać się godnie. Nie tak jak ci ludzie, tam w dole. Brr... Ale mnie otrząsnęło. Chodzą w różne strony. Tego tam już wszak widziałem, szedł kilka razy w stronę tego dużego, ogromnego, gdzie idzie ich tyle, noszą w rękach coś w czym mają te różne kolorowe rzeczy. Ech, muszę rozprostować pazury. Może przejdę na drugi koniec gałęzi, może tam tak nie wieje, bo przez dzięcioła w domu siedzieć, a co dopiero spać, nie można, nawet teraz musi pracować, co za... O, idzie, też coś niesie, znowu... Ciekawe ile razy jeszcze? Znów wsiada do tej metalowej puchy, hah, też mu chyba zimno. I znowu? No proszę, czegoś zapomniał, co za rozrywka, powinienem liczyć ile razy można tak bez sensu i w kółko... Co za absurd. Brr... Nawet stroszenie piór nie pomaga.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd