Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
851152 czytelników
1867 dyskusji
118033 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Emigranci - wygraj książkę "Droga do Rio. Historie polskich emigrantów".

Emigranci - wygraj książkę "Droga do Rio. Historie polskich emigrantów".

Emigracja, pamięć, historia i tożsamość – to wokół tych tematów osnute są opowieści polskich imigrantów w Rio de Janeiro, z którymi rozmawiała Aleksandra Pluta. Większość bohaterów książki przybyła do Brazylii podczas II wojny światowej lub niedługo po jej zakończeniu. Jedni nie mogli odnaleźć dla siebie miejsca w Polsce, która znalazła się pod okupacją sowiecką. Innym trudno było zapomnieć koszmar Holocaustu. Wszyscy zaczęli nowe życie w odległym kraju, którego język, klimat i zwyczaje daleko odbiegały od tych rodzimych. Emigracja, będąc utratą tego, co znane i swojskie, okazała się jednak dla większości bohaterów wyzwaniem i szansą na nowe, często lepsze, życie.

 
Znacie kogoś, kto zdecydował się wyemigrować lub dopiero snuje takie plany? Znacie przyczyny tej decyzji? Jak im się powodzi? A może to Wy spakowaliście wszystko i wyruszyliście w nieznane? Podzielcie się swoimi i zasłyszanymi historiami.  


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1600 znaków ze spacjami.   


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Droga do Rio. Historie polskich emigrantów - Jacek Skowroński

Droga do Rio. Historie polskich emigrantów

Autor: Aleksandra Pluta

Emigracja, pamięć, historia i tożsamość – to wokół tych tematów osnute są opowieści polskich imigrantów w Rio de Janeiro, z którymi rozmawiała Aleksandra Pluta. Co łączy ze sobą bohaterów tej książki? Większość z nich przybyła do Brazylii podczas II wojny światowej lub niedługo po jej zakończeniu. Jedni nie mogli odnaleźć dla siebie miejsca w Polsce, która znalazła się pod okupacją sowiecką. Innym trudno było zapomnieć koszmar Holocaustu. Wszyscy zaczęli nowe życie w odległym kraju, którego język, klimat i zwyczaje daleko odbiegały od tych rodzimych. Emigracja, będąc utratą tego, co znane i swojskie, okazała się jednak dla większości bohaterów wyzwaniem i szansą na nowe, często lepsze, życie. Wspomnienia bohaterów tej książki, których tłem są jedne z najbardziej tragicznych wydarzeń XX wieku, stanowią dziś cenne źródło historyczne. A ich publikacja w Polsce niech będzie dla nich symbolicznym powrotem do kraju.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 4 września do 11 września włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1600 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 0
Grzegorz
06-09-2017 12:55
Jestem przekonany do emigracji. W pełni zdecydowany. Dyrygenci mają to do siebie, że zawsze podejmują racjonalne wybory w życiu. Za kilka lat zamierzam wyjechać na stałe na Tajwan. Zjeździłem już pół świata i Tajwan oraz Stambuł, to dwa żelazne miejsca, w których czuję się jak w domu. Głównie za sprawą stylu życia, swobody działania na polu zawodowym, temperatury (pogody) czy chociażby jakości (zarobki w stosunku do wydatków – świadomość komfortu psychicznego). Ważnym elementem jest pozbycie się wszystkiego co się ma, zamknięcie wszystkich dróg tutaj, w Polsce. Głównie po to, aby w chwili słabości, nie było tak właściwie do czego wracać. Wychodzę z założenia, że nie ma znaczenia, czy wyprowadzamy się 5 domów dalej czy 5 tysięcy kilometrów dalej. To i tak przestawienie swojego życia. O ile jesteśmy otwarci na nowe kultury, doświadczenia, jedzenie czy pogodę oraz o ile znamy język – nic nie stoi na przeszkodzie. Trzymajcie kciuki!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2737
Ela
06-09-2017 12:59
Mam rodzinę mieszkającą w USA. Wyjechali pod koniec XIX wieku z powodów ekonomicznych. Wyjechali prapradziadkowie wraz z dziećmi. Kilka lat temu dowiedzieliśmy się, że historia rodziny jest trochę inna niż sądziliśmy - mój pradziadek urodził się w Stanach Zjednoczonych i wrócił do Polski z matką jako dziecko. Wrócili bo nie podobało im się tam, prapradziadek i pozostali synowie nie chcieli wracać, chcieli zostać, bo może więcej zarobią, może potem wrócą do domu. Wybuchła I wojna światowa i już nigdy nie zobaczyli się. Praprababcia jest pochowana w Polsce, a jej mąż w Stanach Zjednoczonych. Mój pradziadek założył dom już w wolnej Polsce. Utrzymujemy kontakt z potomkami tamtej rodziny. Od nich dowiedzieliśmy się kilku zaskakujących dla nas faktów. Oni są podobni do nas wizualnie chociaż nie mówią po polsku i nigdy tutaj nie byli. Dostrzegam wspólne cechy wyglądu. Dowiedziałam się od nich kiedy rodzina dokładnie wyjechała i dzięki temu znalazłam na stronie Ellis Island wpis z księgi, w której rejestrowani byli przybyli migranci. Jest nazwisko i nazwa wsi pochodzenia. Mogę zobaczyć także zdjęcie statku, którym moja rodzina popłynęła do lepszego świata i tam została.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1006
Saszen
06-09-2017 15:11
Polska emigracją stoi, tętni, oddycha. Jeżeli rozejrzymy się wokół, wyraźnie widać, ilu z naszych dalszych i bliższych znajomych bądź krewnych już wyjechało (albo dopiero o tym myśli). Nie robią na mnie wrażenia trzydziestoletni synowie sąsiadek, którzy matkom przysyłają pieniądze z Anglii i równocześnie zbierają na własne mieszkanie i rozkręcenie biznesu tu, w Polsce. Nie robią wrażenia starsze od moje mamy kobiety, które zatrudniają się jako opiekunki do osób starszych i gdzieś za granicą podają łyżeczkami jedzenie byłym bankierom. Nie robią wrażenia znajomi, którzy skończyli szkołę średnią słabo albo wybrali profil niepożądany na rynku pracy i na parę lat wyjeżdżają, jak ironicznie mówią, "na roboty" do Niemiec. Kiedyś z kolegą z pracy złapałam taksówkę po nocnej zmianie, kurs mieliśmy za darmo, bo prowadził kolega kolegi. Miał na imię Kuba. Chciał wyjechać do Anglii jak najszybciej, bo korporacja taksówkarska planowała zwolnienie najmniej "wydajnych" pracowników, a takim zdecydowanie był. Śmiał się, żartował, ale przecież wiedziałam, że jedną nogą jest już tam, gdzieś indziej, że myśli o innym języku i jeździe lewą stroną drogi. Ten jeden jedyny raz poczułam gorycz i nieprawdopodobny smutek.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 87
Mimi
06-09-2017 15:22
Mój wujek wyemigrował... Firma, w której pracował w Polsce upadła. Ratunku szukał za granicą. Znalazł! Poznał wspaniałych ludzi, wielu Polaków, dostawał dobre pieniądze - musiał na to wszystko ciężko pracować. Niestety doskwierała mu tęsknota - w Polsce zostawił całą swoją rodzinę! Wracał jedynie 2 razy w roku - na święta. Samotność spowodowała, że wujek postanowił wrócić. Na szczęście za granicą zarobił tyle, by starczyło mu na życie na kilka lat. A wkrótce zaczął dostawać również emeryturę. :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 112
Kózka28
06-09-2017 21:21
Tak, znam pewną osobę, która wyemigrowała. Była dla mnie kimś ważnym. Gdy byłam mała wszystkie dzieci z osiedla bawiły się razem. Jednak nie zawsze tak było, ponieważ, jak zabrakło Julki, to nikogo nie było. Ona nas wszystkich scalała. Jednak niepostrzeżenie, bez zapowiedzi wyjechała. Dowiedziałam się tylko z plotek, które okazały się prawdą, że się przeprowadziła. Od tamtego wydarzenia nikt już nie bawił się na podwórku tak, jak dawniej. W końcu nikt już nie przychodził, a zastąpiło nas nowe pokolenie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 48
elektrofumigator
06-09-2017 23:57
Pracując w porcie poznałem pewnego mężczyznę, był po trzydziestce, skończył Akademie Morską i pływał na statkach kilka lat. Po powrocie znalazł dziewczynę i ciężko było mu wypłynąć, więc tymczasowo pracuje w porcie. Opowiadał mi jakie przygody miewał podczas rejsów. Od grania w piłkę w pustej ładowni statku, pracowania podczas sztormów, załatwiania jakiegoś alkoholu spod lad aż po obserwowanie zdrad innych spowodowane długimi rejsami. Oczywiście największe wrażenie zrobiły relacje z krajów w jakich był. Ekwador, Brazylia, Indie, Egipt, o każdym z nich miał coś do powiedzenia. Poznał inne obyczaje, kultury i to o dziwo w czasie pracy.
Twierdził, że pływanie to taka mała emigracja zarobkowa. Na statku obowiązuje prawo kompanii, ale zawsze można spróbować dogadać się z kapitanem. Praca nie jest zbyt ciężka, po prostu trzeba być czujnym, żeby od razu wykryć ewentualna usterkę albo pilnować towaru.
Na statku nie jesteś w żadnym państwie, jesteś wolny. Wypływasz pracować, tak samo jak wyjeżdżasz do innego kraju. Zawsze możesz wrócić, kiedy zarobisz jednak to zależy od ciebie.
Ten ex-marynarz chce wrócić na statek. Chce ciekawej pracy i dobrych zarobków. Szuka kontraktu miesiąc statek miesiąc dom. Bardzo ciężko taki znaleźć, ale próbuje, żeby pogodzić to z życiem na lądzie.
Mam nadzieje, że mu się uda.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 94
magda332241
07-09-2017 14:24
Znam osobę, która chciała i zdecydowała się wyemigrować. Ale nie z Polski za granicę, a z Indii do Polski. Poznałam ją przez internet - chciałam poćwiczyć angielski i poznać ludzi z innych krajów. Bardzo ciekawe doświadczenie. Między innymi poznałam właśnie hinduskę, która bardzo chciała opuścić swój kraj i studiować w Europie. Marzył jej się Berlin ale jednak nie dała rady dostać się na tamtejsze uczelnie. Udało jej się za to w Warszawie. Jest dziś szczęśliwą studentką informatyki i naprawdę świetnie jej idzie. Polacy to wcale nie tacy straszni rasiści za jakich ich mamy. Koleżanka szybko odnalazła się w środowisku akademickim. Ma też pracę (informatyk zawsze potrzebny) i dobrze jej się wiedzie (choć finansowo w dalszym ciągu wspierają ją rodzice). Wiem, że nadal rozważa dalszą emigrację do Niemiec, Francji, czy innych takich. Ale tymczasem, na następny rok podpisała umowę o wynajem mieszkania, więc może zostanie u nas na dłużej :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 500
breathless
07-09-2017 18:12
Emigracja uczy wielu rzeczy – i to w bardzo krótkim czasie – ale przede wszystkim sprawia, że człowiek natychmiast doświadcza jednego: nieprzebranej, kolosalnej samotności. Na wakacjach łatwo jest sobie poradzić z tym, że wszystko dookoła jest egzotyczne; gdy próbuje się w tej egzotyce zbudować swoją codzienność, jest już zupełnie inaczej. I nawet kiedy dokłada się wszelkich starań: uczy języka tak, że jedyne miejsce, w które tambylców odsyła twój akcent, to inne kraje anglojęzyczne; poznaje kulturę i historię, żeby nie wyjść na nieuka; stara się mieć jakiekolwiek zdanie na temat bieżących spraw kraju – i tak jest się zawsze „tym innym”. To jakiś nieuchwytny, niewyczuwalny dystans, który zawsze pozostaje między „obcym” a „tutejszym”. Z jakiegoś powodu jednak w mojej rodzinie mnóstwo jest tych, którzy znaleźli się w przeróżnych zakątkach globu dlatego, że albo ich przodkowie, albo oni sami każdego dnia toczą tę samą nierówną walkę z tym najpaskudniejszym rodzajem pozornego wtopienia. Nie byłoby mojej rodziny na wschodnim i zachodnim wybrzeżu Stanów, gdyby kilkadziesiąt lat temu dwóch siedemnastolatków nie wyruszyło w nieznane. Nie byłoby w czasach wojny piekarni, gdyby mój prapradziadek nie zamknął kiedyś za sobą drzwi w swoim domu na terenie dawnych Austro-węgier. I pewnie ja też miałabym trochę mniej odwagi, żeby chociaż na jakiś czas porzucić to, co mam, i przenieść się osiem tysięcy kilometrów dalej – tylko po to, żeby sprawdzić czego tak naprawdę chcę.
A okazało się, że chcę tylko spokoju. I że ja akurat nie chcę tak naprawdę nigdzie uciekać.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1519
Konik
09-09-2017 14:26
Odkąd pamiętam miałam znajomą, która pragnęła pracować za granicą. Uczyła się dobrze a nawet bardzo dobrze, można powiedzieć. W wolnym czasie snuła fantazje na temat swojej przyszłości, tak więc zaraz po zakończeniu studiów znalazła jakąś pracę w Angli. Cały tydzień przed wyjazdem była podekscytowana. Gdy spytałam się czego ma dotyczyć ta praca zmieniała temat. Obiecała, że zaraz po przyjeździe da mi znać. Następnego ranka po wylocie, otrzymałam krótką wiadomość "Przejechałam". Przez następne dni nie odzywała się więc zadzwoniłam, a zamiast znajomej odezwała się sekretarka mówiąc, że numer nieaktualny. Na koniec okazało się, że nikt z rodziny nie wie co się z nią dzieje. To było ponad dwa lata temu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 99
ZaBOOKowana
09-09-2017 21:48
W świecie jakim żyjemy obecnie- gdzie świat się skurczył i możemy porozmawiać z kimś z drugiej półkuli w dowolnym momencie ,a zobaczyć się z nim po kilkunastu godzinnej podróży- emigracja stała się czymś powszechnym. Wyjeżdżają głowy rodzin, by zapewnić byt swoim najbliższym, wyjeżdżają młodzi poszukując lepszego startu i nowych perspektyw, wyjeżdżają i starsi bo tam ich praca jest lepiej ceniona. Jednak jeszcze 25-30 lat temu świat wydawał się nieco większy. Osoby, które potrafiły się swobodnie komunikować w obcym języku należały do elity, dostęp do internetu nie był czymś oczywistym, zagraniczne rozmowy telefoniczne były drogie. Wyjechać wtedy - to dopiero wyzwanie i akt odwagi. Wyjechać nie znając języka, nie mając pracy, znajomych ani najmniejszej iskierki pewności to niemalże szaleństwo. Ale jakich szaleństw nie popełnia się z miłości? Moja ciotka poznała w Polsce Duńczyka i po miesiącu znajomości, gdy przyszedł czas powrotu i rozstania podjęła decyzję- wiedziona przekonaniem,że to miłość jej życia wyjechała do Danii. Jako ciekawostkę mogę dodać że ona nie umiała ani słowa po duńsku, a on po polsku tylko "dziń dobry" i "dzikuje". Dogadywali się angielskimi półsłówkami albo w ogóle bez słów. "Czasem to nawet lepiej tak nie do końca rozumieć każde słowo"-wyznała mi kiedyś.
Niedawno zostali dziadkami- ich dorosła już córka, urodziła dziecko. Ciocia mówi po duńsku i angielsku i pracuje zawodowo, wujek restauruje stare samochody, zwiedzili kawał świata.
Podziwiam ją bo była odważna i ufała sobie- postawiła wszystko na jedną kartę. A ta karta okazała się asem.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
zgłoś błąd zgłoś błąd