Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
749395 czytelników
1513 dyskusji
97292 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Historia w klimacie noir - wygraj książkę "Syreny".

Historia w klimacie noir - wygraj książkę "Syreny".

W zarządzanych przez mafię pubach i knajpach Manchesteru Syreny sprzedają bilety do piekła – heroinę i ecstasy. W ich łaski musi się wkupić młody detektyw Aiden Waits, skompromitowany policjant, który nie może uwolnić się od błędów przeszłości. Aby nie stracić odznaki, zostaje wtyczką wśród narkotykowych dealerów. Sprawy mocno się komplikują, gdy Waits ma odnaleźć córkę ważnego polityka ukrywającą się wśród Syren. Klucząc w świecie skorumpowanych policjantów, pięknych kobiet i bezwzględnej mafii odkrywa prawdę, którą niekoniecznie chciał poznać.

 
Lee Child zarekomendował tę książkę jako: „Ostry jak brzytwa urban noir”. „Syreny” to przepełniony mroczną atmosferą kryminał, w którym autor odwzorował rodzinny Manchester we wszystkich jego ponurych barwach. Napiszcie krótką historię w podobnym klimacie, przepełnioną podejrzanymi zaułkami miast, niebezpieczeństwem czyhającym za rogiem i mroczną przeszłością bohaterów.  


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1800 znaków ze spacjami.   


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Syreny - Jacek Skowroński

Syreny

Autor: Joseph Knox

W zarządzanych przez mafię pubach i knajpach Manchesteru Syreny sprzedają bilety do piekła – heroinę i ecstasy. Żyjąc na krawędzi, skutecznie skrywają swoje sekrety. W łaski Syren musi się wkupić młody detektyw Aiden Waits, skompromitowany policjant, który nie może uwolnić się od błędów przeszłości. Aby nie stracić odznaki, zostaje wtyczką wśró d narkotykowych dealerów. Sprawy mocno się komplikują, gdy Waits ma odnaleźć córkę ważnego polityka ukrywającą się wśród Syren. Klucząc w świecie skorumpowanych policjantów, pięknych kobiet i bezwzględnej mafii odkrywa prawdę, którą niekoniecznie chciał poznać. Świetnie napisany, angażujący i przepełniony mroczną atmosferą kryminał. Knox zbudował z detalami świat policyjnych śledztw i narkotykowych porachunków, stworzył bohaterów, którzy w życiu poszli na wszystkie możliwe kompromisy. Idealna lektura dla fanów takich kinowych hitów jak „Infiltracja” i „Donnie Brasco”. „Ostry jak brzytwa urban noir – zupełnie wyjątkowy”. Lee Child Joseph Knox – pisarz, księgarz, literacki wojownik.Wychowywał się w okolicach Manchesteru. Ciemną stronę tego przemysł owego miasta poznał, pracując w lokalnych pubach i barach. Od kiedy wszedł w branżę księgarską, sprzedał tysiące kryminałów, ale zawsze pragnął stworzyć własną serię. Na kartach „Syren” odwzorował miasto we wszystkich jego ponurych barwach, odważnie odsłaniając mroczne tajemnice.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 12 kwietnia do 19 kwietnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1800 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Otwarte.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 297
siw_w
13-04-2017 01:33
Noc była czarna i duszna. Czerwcowe upały nie dawały odetchnąć nawet po zachodzie słońca. José stał ukryty w cieniu wielkiego magazynu w obskurnym zaułku jednej z tysiąca ulic Chicago, nie spuszczając z oczu plamy światła rzucanej przez pobliską latarnię. Do piersi przyciskał skórzaną walizkę.
Gdzieś w oddali zawyła syrena policyjna, a przez ulicę przebiegł czarny kot, sycząc przeraźliwie.
Minuty przeciągały się w godziny. José coraz mniej się to podobało. Wiedział, że nie jest bezpieczny. Chicago było pełne popieprzonych świrów, błąkających się zwłaszcza nocą, a gdyby ktoś zobaczył go z drogą skórzaną walizką, mógłby chcieć ją sobie zabrać, przy okazji wbijając chłopakowi sztylet w płuca. Czułby się o wiele lepiej, mając przy sobie broń.
Snop światła wypełnił się ciemnym kształtem. Przy chodniku bezszelestnie zaparkowała luksusowa limuzyna, tak niepasująca do obrazka zabiedzonej dzielnicy. Przyciemniana szyba od strony pasażera uchyliła się nieco. José ruszył w stronę samochodu.
— Gang La Oscuridad śle pozdrowienia — odezwał się jako pierwszy.
— Jesteś nieuzbrojony? — Głos zza szyby brzmiał cicho. José próbował dostrzec twarz rozmówcy, ale nie widział niczego, tylko nieprzeniknioną czerń.
— Jak pan kazał.
— Skąd pewność, że jestem mężczyzną.
José nie odpowiedział.
— Masz walizkę? — zapytał głos. — Podaj mi ją.
José wykonał polecenie. Na razie szło jak z płatka.
Po dłuższej chwili z samochodu wysunęła się inna walizka, trochę większa.
— Kasa zgodnie z umową?
— Sprawdź sam — odpowiedział głos, a szyba przesunęła się w górę. Limuzyna zaczęła odjeżdżać.
Walizka otworzyła się na "klik" i José sięgnął do jej środka. Nim zdążył cofnąć rękę, poczuł bolesne ukłucie. Cholerny skorpion. Zdążył jeszcze pomyśleć o szczęściarzu, który znajdzie tę kupę pieniędzy. Później jego oczy zalała czerwień.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 207
anteeekg
13-04-2017 11:14
Serce biło mu szybciej, gdy miał tędy przechodzić, lecz nie było innej drogi do jej mieszkania. Jesienny wieczorny deszcz chłodził emocje na jego twarzy. Starówka, przepełniona kamienicami, chcących połknąć swymi bramami przechodzących u ich stóp ludzi. Zawsze w myślach porównywał je do rosiczek- jeden niewłaściwy ruch i było już za późno na ratunek. Zdecydowanie nie była to miła okolica. Każdego wieczoru dźwięk tłuczonego szkła stanowił akompaniament dla rodzinny kłótni. Jej kamienica nie była wyjątkiem pod tym względem.
Stare obdrapane już farby ściany i oplecione skrzypiącymi schodami prowadziły go na kolejne piętra. Pod drzwiami jej mieszkania zastał śpiącego mężczyznę wydzielającego zapach, od którego można by się upić. Zignorował jego mamrotanie i zapukał do drzwi.
Podkrążone oczy, obrazujące zmęczenie życiowymi problemami spojrzały mu w twarz.
- Nie chce zeznawać! Aby problemy będę przez to miała!
- W takim wypadku musi pani pójść ze mną… – odpowiedział.
W tym momencie poczuł jakby ktoś wyłączył mu prąd. Jedno uderzenie w potylicę powaliło go natychmiast.
Tuż po zejściu do piwnicznego korytarza w nozdrza uderzył ich smród rozkładającego się ciała. Szukali detektywa – znaleźli ciało mężczyzny. Postura i wiek pasowały do zaginionego. Dziura w tylnej części czaszki obrazowała prawdopodobną przyczynę śmierci, lecz wymiociny na spodniach zaintrygowały kapitana ekipy poszukiwawczej…
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 812
Olga
13-04-2017 14:13
W mieście takim jak to nie ma szczęśliwych zakończeń. Przypomniał sobie gorzkie słowa kochanki, kiedy z trudem zwlekał się rano z łóżka. Spojrzał na ulicę przez brudne okno. Ściśnięte kamienice o zdartym tynku, skręcone w rdzawym uścisku poręcze i żałośnie mrugające ostatkiem sił latarnie. Nudna szara codzienność zaatakowała go ze zdwojoną siłą i poczuł, że znów zaczyna się dusić. Kawa i papieros działały jak lekarstwo. Sięgnął po telefon i wybrał numer zapisany na wizytówce, którą ktoś wsunął mu wczoraj do kieszeni. Był za bardzo pijany, żeby zapamiętać, czyja ręka powędrowała do jego płaszcza, ale w ponurej sylwetce było coś znajomego. Pip, pip, pip. Dźwięk dzwonka urwał się niespodziewanie i po drugiej stronie usłyszał chrapliwy oddech. Po kilkunastu pełnych napięcia sekundach usłyszał głos z zaświatów. "Ja żyję". Nagle słuchawka zrobiła się ciężka jak ołów, a powietrze zgęstniało wokół niego, zaciskając chwyt na jego sercu. Ciemność zalała jego umysł, kiedy osuwał się na poplamiony dywan. Nim stracił przytomność, pomyślał: Przecież cię zabiłem.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 368
MrsAngel
13-04-2017 16:07
Wchodzę do mieszkania używając dawnych kluczy. Jak mogłam się domyśleć mama dalej nie wymieniła zamków. Według niej był to niepotrzebny wydatek. O ile w ogóle zauważyła taką potrzebę.
W środku śmierdzi dymem papierosowym, a na podłodze leżą puste butelki po alkoholu. Odłamki szkła trzeszczą pod moimi stopami, gdy kieruję się w stronę salonu. Powstrzymuje odruch wymiotny. Nie byłam tu kilka lat i zapomniałam jak bardzo źle wygląda sytuacja.
Moje przypuszczenia potwierdziły się. Mama leżała na kanapie z butelką wódki w ręku. Obok niej leżały narkotyki. Przymknęłam na chwile powieki. Chciałam wykrzyczeć jej w twarz jak okropną jest osobą i czy w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, co zrobiła. Przez nią zginął Mike. Wszystko zniszczyła. Powstrzymałam się jednak i nie zrobiłam tego. I tak była zbyt pijana, aby rano o tym pamiętać.
W kącie pokoju dalej leżały rzeczy mojego brata. Nie powinnam była go opuszczać. Wyprowadzając się powinnam zabrać go ze sobą. Teraz było na to wszystko za późno. Bo Mike'a już nie było.
Nie wiedziałam nic o jego śmierci. Policja nie przejmowała się tutejszymi morderstwami. Sama musiałam się wszystkiego dowiedzieć.
Wyszłam z mieszkania i po chwili znalazłam się na pustych ulicach. Szłam środkiem ulicy, unikając ciemnych zaułków. Przed przyjściem tutaj na biały kombinezon narzuciłam szarą, obszerną bluzę. Nie mogłam rzucać się w oczy. Doskonale wiedziałam, co mi tu grozi.
Już miałam wyjść na główną ulicę i zawołać taksówkę, gdy usłyszałam pusty śmiech dobiegający zza moich pleców.
-Nie uciekaj maleńka.- donośny głos dotarł do moich uszu.- Chcesz się zabawić?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 740
Mollinka_90
13-04-2017 20:38
- Detektywie Burn, poprowadzi pan tę sprawę. Ale nie sam. Przedstawiam panu pańską asystentkę, Reginę Malone - powiedział komendant Harris, wiedząc, że Daniel Burn nie ucieszy się z tej wiadomości.
-Malone - Regina uścisnęła mocno dłoń Burna. Siła tej drobnej kobietki zaskoczyła go i przywiodła na myśl niemiłe wspomnienia z przeszłości. Twardy i silny detektyw nie przyznawał się nikomu, że uciekł na drugi koniec Anglii przed dominującą matką, która chciała kontrolować każdy aspekt jego życia. Mierziły go przezwiska nadawane mu przez kolegów, z których Maminsynek było najbardziej łagodnym. Wzdrygnął się nieznacznie, co nie umknęło uwagi Reginy. Kiedy znaleźli się w jego gabinecie, policjantka rozłożyła akta sprawy:
-Mamy trzy ofiary, młode blondynki, pracujące w szemranych nocnych klubach w Londynie. Przygotowałeś profil mordercy?
-Owszem, wg mnie to podstarzały kawaler lub rozwodnik, chcący się dowartościować przez spotkania z młodszymi, zapewne zamożny, bo takie młode kobiety raczej nie umawiają się z golcami. Może wzbogacił się w nieuczciwy sposób. W grę mogą wchodzić narkotyki.
- Jesteś niezły. Sądzę, że to właściwy trop. Mówi ci coś nazwisko O’Donell? – spytała Regina, a Dan potwierdził. Wkrótce udali się na zasadzkę. Samochód zaparkowali pod galerią, dalej przemieszczali się pieszo. Hammer było nieciekawą dzielnicą, a O’Donell jej nieoficjalnym królem.
-Musimy być ostrożni – szepnął do Reginy i profilaktycznie zacisnął dłoń na pistolecie. Kobieta uczyniła to samo. Po raz pierwszy poczuła się bezpiecznie przy swoim partnerze. Dotychczas pracowała w wydziale zabójstw z mniej doświadczonymi policjantami i przez to omal nie zginęła podczas jednej z akcji. Daniel o tym nie wiedział, więc chęć zapewnienia jej bezpieczeństwa nie wynikała u niego z litości, co doceniała.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 39
Angelika
13-04-2017 22:47
Odzyskuję przytomność. Moje ręce nie są niczym skrępowane, oczy nie są zasłonięte. Obok mnie leży Clare i Tom. Rozglądam się dookoła i... No właśnie. Nie ma tu nic oprócz jednego krzywego stolika i plakatu na ścianie. Jedyne okno jest tak brudne, że ledwo wpada przez nie światło. Wstaję z zimnej podłogi i podchodzę do okna. Widok z niego nie jest zbyt ciekawy. Zero zieleni, graffiti na ścianach kamienic, śmieci na chodniku i podejrzana grupka ludzi. Znaleźliśmy się chyba w najmroczniejszej dzielnicy Nowego Jorku. Podchodzę do stolika i widzę na nim list. Parę zdań jakby zakreślonych w pośpiechu: "Teraz jesteście pod moją opieką. A co za tym idzie, musicie wykonywać to co Wam każe. Waszym pierwszym zadaniem jest upozorowanie samobójstwa prezesa banku. Jednak wcześniej macie zdobyć dla mnie 200.000 dolarów. Kolejne wskazówki znajdziecie w skrzynce. Jeśli tego nie zrobicie, zginiecie za niego." Serce zaczyna bić mi szybciej. Czy to żart?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1207
Tina
15-04-2017 17:34
Późną jesienią, kiedy szare deszcze spłukiwały resztki tynku z zaniedbanych kamienic, a gruchanie przemokłych gołębi, przycupniętych pod dachami domów nie pozwalało nocą spać, żywiecka rzeczywistość przygniatała jeszcze bardziej niż zwykle. Nazywał się Bełzki, był człowiekiem bez przyszłości, za to z przeszłością wypisaną na twarzy w postaci głębokich blizn. Lubił o sobie mówić, że jest pomocnikiem anioła śmierci, ponieważ pracował jako grabarz. Spadł pierwszy śnieg, a wraz z nim śmierdzące dotąd dymem tytoniowym i tanim proszkiem do prania mieszkania bloku na os. 700-lecia, zaczęły cuchnąć dodatkowo wilgocią. Nad oknami pojawiły się na powrót obrzydliwe mokre plamy, które następnie obrastały pleśnią. Brodząc po kostki w świeżym śniegu Bełzki spieszył do kościoła. Na katafalku, w otwartej trumnie leżała ona. Spuścił wzrok. To nie mogła być prawda, przecież widział ją jeszcze kilka dni temu, w piekarni, gdzie pracowała, jak pakowała ciepłe, pszenne bułeczki do papierowych torebek. Sycił się widokiem jej białych, zgrabnych dłoni, jej długich włosów schowanych pod chustką, jej promieniejącej twarzy. Uwielbiał ją skrycie odkąd się tutaj sprowadził. A teraz jego wyśniona królewna leżała bez życia na tandetnym podwyższeniu ze sklejki, ubrana w jakąś zniszczoną suknię . Nikt nawet nie uczesał jej włosów, kiedy podszedł bliżej zauważył bowiem, że niektóre kosmyki zlepione są ze sobą krwią. Spojrzał na jej twarz i pomyślał, że musiała umrzeć nagłą śmiercią w wielkim cierpieniu, nie doświadczyła zaś luksusu śmierci naturalnej. Nie wiedział jeszcze jak to się stało, ale tamtego wieczora, wdychając zapach przekwitłych lilii, przysiągł jej uroczyście, że nie spocznie, dopóki nie wyjaśni tej sprawy. Dla siebie, dla niej, dla nich, których nigdy nie było.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 186
mizantropka
17-04-2017 16:06
Wigilia w domu Kowalskich nie różniła się od innych. Dopiero późną nocą usłyszeli pukanie do drzwi.
- Ja otworzę – krzyknął brat Cynki.
Chłopiec wybiegł z salonu.
Cynka z rodzicami czekali. Poczuli lodowate powietrze pełzające po podłodze, ocierające się o ich stopy.
Minęła minuta, cicha minuta.
- Pójdę sprawdzić. – rzekł tata Cynki.
Minęła minuta, cicha minuta.
- Co się tam dzieje? – rzekła mama Cynki.
Minęła minuta, cicha minuta.
Cynka wstała i zniknęła w długim korytarzu. Na jego końcu znajdowały się drzwi- otwarte. Ruszyła do przodu. W połowie drogi stanęła. Z mroku zaczęła wyłaniać się sylwetka człowieka, był to rosły mężczyzna. Zatrzymał się na progu.
- Kim pan jest?
Nic.
- To pan pukał do drzwi?
Nic.
- Widział pan moją rodzinę?
- Widziałem.
- Gdzie oni są?
Roześmiał się. Upiornie.
- Znajdź ich.
Cynka wybiegła na zewnątrz. Uważnym wzrokiem rozejrzała się dookoła. Kilka kroków dalej coś ciemnego leżało na śniegu. Podbiegła. Nachyliła się i zobaczyła buźkę swojego brata. Spróbowała go podnieść, był sztywny, jej ręce dotknęły ciepłej cieczy, pokrywającej jego plecy. Uniosła dłoń do twarzy, zdawała się czarna. Noc rozdarł krzyk przerażonego dziecka. Dziewczynka wpadła w panikę. Dlaczego on się nie rusza. Dlaczego nikogo tu nie ma. Przy ścianie ktoś kucał. Podbiegła. Zerknęła i wrzasnęła. To był jej tata, patrzył martwymi oczami, a jego głowa była nienaturalnie skręcona. Cynka przebiegała wzrokiem okolice. Coś leżało na zamarzniętej tafli jeziora. Dziewczynka chciała biec, ale usłyszała dźwięk pękającego lodu. Po chwili pod ciałem jaj mamy powstała wyrwa, utonęło w niej. Cynka, nie myśląc o niczym pobiegła do najbliższego miejsca, gdzie znajdowali się ludzie. Nim przekroczyła próg gospody, zobaczyła skrytą za rogiem postać rosłego mężczyzny, zapytał ją: „Znalazłaś ich?”
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 15
Paulina
17-04-2017 22:21
Buch... Buch... Buch...
-Ty cholerny gówniarzu, spieprzaj stąd!- zamiast budzika słyszę krzykliwy głos sąsiada z naprzeciwka. No cóż, to jest właśnie radość życia w wielkim mieście. Szkoda tylko, że też w jednejnz najgorszych dziur tego miasta.
Tak, tak. Jest to dziura i to okropna. Nie dość, że brak jej piękna wewnętrznego to jeszcze ludzie tu mieszkający reprezentują sobą totalny brak szacunku względem nawet najbliższych.
Przeklinam dzień, w którym tu wylądowałam i odliczam czas do końca tego ponurego etapu życia.
W sumie już się przyzwyczaiłam. Trochę już mniej boję się wracać wieczorem do domu. Oj a jest się czego bać. Nigdy nie wiesz na co trafisz. Czy na bandę naćpanych kolesi skaczących po samochodach zaparkowanych na ulicy, czy na zalanego w trupa sąsiada podejrzanego o morderstwo... A może grupę 10-latków wałęsających się do późna w nicy po dworze, by rodzice mieli spokój i czas na oddawanie się swoim rozrywkom.
Takie jest życie w tym ponurym mieście. Zupełnie się z nim nie identyfikuję. I wiecie co? Mam świadomość, że to ono nie jest złe samo w sobie, ale ludzie, którzy tworzą go tak, a nie inaczej. Yak na poważnie uświadomiłam sobie to tego dnia, w którym obudził mnie głos rozwcieczonego sąsiada... Ubrałam się i wyszłam z kamienicy z zamiarem zrobienia zakupów na śniadanie. Pech chciał, że lodówkę miałam pustą. Szłam, aż usłyszałam płacz, a potem rizdzierający krzyk. Przestraszyłam się, serce podeszło mi do gardła, gdy nagle nad moją głową zaczęły strzelać iskry. Ktoś wywołał spięcie linii elektrycznych. Nie wiedziałam, ci robić. Wracać, zatrzymać się, zadzwonić gdzieś. Stanęłam zaszokowana, gdy z tyłu na plecach poczułam dotyk. Odwróciła się powoli, a widok, który ujrzałam zapamiętam na długo. Był to młody mężczyzna, z nożem wbitym w brzuch. Był strasznie poraniony, wszędzie widziałam krew. Ob zemdlał, ja cudem- nie. Drżącą ręka wyciągnęłam telefon, by zadzwonić po pomoc. Jednak zobaczyłam tylko tłum twarzy, z których zapamiętałam jedną- młodą, piękną, zrozpaczoną i słowa:"To twoja wina". Potem tylko mocne uderzenie, obudziłam się w szpitalu...
Po pewnym czasie, gdy całe napięcie z zaistniałą sytuacją opadło zrozumiałam, że znalazłam się w złym miejscu, w złym czasie. Moje miasto nigdy nie będzie idealne, nigdy nie będzie dobre, bo brakuje w nim ludzi z piękną pasją, ludzi tworzących piękno, bo to oni są duszą wszystkich pozytywnych miejsc. Czasami dobre serce potrafi stworzyć z odrapanej nory prawdziwy raj. Niestety raj ten nie zaistnieje w moim mieście, dopóki panować w nich będą ludzie bez serc, wartości żyjący bez sensu z dnia na dzień, nie radzący sobie z emocjami. To my tworzymy miejsce, w którym żyjemy. Czy nie warto się starać, by było jak najlepsze?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 947
Konik
18-04-2017 09:51
Detektyw Morris patrzył na spokojną nocną dzielnicę za oknem. Wiedział że w cieniu latarni kryją się gangsterzy, handlujący narkotykami i innymi świństwami. Najciemniej jest pod latarnią przeleciało mu przez głowę. W dzień ruchliwa ulica zmienia się w pustkowie. Dzisiejszego wieczoru nie miał nic do roboty, więc powoli sączył swoją ulubioną whiskey. Siedział sam w biurze, ponieważ jego sekretarka wzięła wolne. Jego rozmyślania nad sensem bycia detektywem,przerwało ciche pukanie do drzwi, po chwili weszła młoda dama w czarnym płaszczu i kapeluszu. Detektyw Morris skrył się w cieniu pokoju, sprawiając by kobieta go niewidziała. Zapalił cygaro. Wypuszczając kółka dymu.
- Panie detektywie, musi mi pan pomóc.
Młoda dama wzięła milczenie detektywa jako zachętę do dalszego opowiadania.
- Zaginął mój mąż, w przyszłym tygodniu musi się zjawić na ważnej konferencji. Jeśli go nie będzie, wybuchnie skandal.
Głos damy robił się coraz bardziej błagalny. Detektyw zamyślił się trochę.
- Przyjmuję zlecenie.
I tak zaczęła się najniebezpieczna sprawa w jego karierze.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd