Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
762027 czytelników
1559 dyskusji
100276 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Ekscesy czytelników - wygraj książkę "W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski".

Ekscesy czytelników - wygraj książkę "W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski".

Książka opowiada o skandalach zarówno tych artystycznych, jak i obyczajowych, które do żywego bulwersowały opinię publiczną. Okres Młodej Polski jawi nam się barwniej i bardziej szaleńczo od poprzedniego okresu – Pozytywizmu. Polski na mapie nie było, a mimo to życie kulturalne Polaków kwitło: pisano i wystawiano sztuki, ukazywały się książki, malowano i tworzono pomimo cenzury we wszystkich zaborach. Nad wszystkim unosił się duch dekadentyzmu, urok końca wieku, co rusz wybuchały skandale i zawzięcie romansowano. W oparach alkoholu i narkotyków, bez grosza przy duszy, ale sztuka nie na pieniądzach wszak polega.

 
Jakże uwielbiamy wścibiać nos w biografie artystów, wyszukując coraz to bardziej kompromitujących zdarzeń z ich życia. Czy przyczyną jest ludzka potrzeba podglądactwa? A może to dlatego, że szukamy usprawiedliwienia dla własnych ekscesów? Opiszcie najbardziej ekstrawagancką rzecz, którą zrobiliście i jesteście gotowi podzielić się na publicznym forum portalu książkowego. Kto wie, może pośród Was jest większy skandalista niż Podkowiński! 


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.  


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski - Jacek Skowroński

W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski

Autor: Iwona Kienzler

Książka opowiada o skandalach zarówno tych artystycznych, jak i obyczajowych, które do żywego bulwersowały opinię publiczną. PODKOWIŃSKI, KOMORNICKA, PRZYBYSZEWSKA, KASPROWICZ. Okres Młodej Polski jawi nam się barwniej i bardziej szaleńczo od poprzedniego okresu – Pozytywizmu. W dziedzinie sztuki wiele się działo i w Warszawie, i w Krakowie, także na prowincji. Polski na mapie nie było, a mimo to życie kulturalne Polaków kwitło: pisano i wystawiano sztuki, ukazywały się książki, malowano i tworzono pomimo cenzury we wszystkich zaborach. Nad wszystkim unosił się duch dekadentyzmu, urok końca wieku, co rusz wybuchały skandale i zawzięcie romansowano. W oparach alkoholu i narkotyków, bez grosza przy duszy, ale sztuka nie na pieniądzach wszak polega. Podkowiński niszczący własne dzieło w warszawskiej Zachęcie, młoda poetka Maria Komornicka, mająca poważne problemy z identyfikacją z własną płcią, zjawiskowa Dagny Juel-Przybyszewska, która rozkochała w sobie niemal cały artystyczny Kraków i arcyszatan modernizmu – Stanisław Przybyszewski, rozbijający małżeństwo swego przyjaciela Jana Kasprowicza – oto niektórzy bohaterowie tej publikacji, zabierającej Czytelników w fascynującą podróż w czasie.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 17 marca do 26 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Bellona.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 331
Jędrek
18-03-2017 10:36
Pewnego lata wybrałem się na szkolny obóz wędrowny. Miałem wtedy trzynaście i pół roku. Fajne było nocne granie w karty i dziewczyny w krótkich szortach. Pewnego dnia wypoczzywaliśmy nad jeziorem. Kiedy stałem na pomoście do wypłynięcia szykował się jakiś dorosły.
Może ktoś z was by ze mną popłynął? - zaproponował.
Do dzisiaj nie wiem czemu się zgłosiłem. Nie bałem się niczego, bo przecież miałem przy sobie swoją wielką finkę. Popłynęliśmy na jezioro. Przystanęliśmy na wyspie, a potem wróciliśmy. Tymczasem na brzegu wybuchła afera, bo wychowawca zorientował się, że mnie nie ma. Zostałem przykładnie opieprzony na apelu. Było mi strasznie wstyd. I trochę pozostało po dziś dzień.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 248
Viol
18-03-2017 18:40
Nie pamiętam już wielu szczegółów, ale było to chyba w 6 klasie podstawówki. Jako, że czuliśmy się już dorośli, załatwialiśmy różne sprawy "po dorosłemu", co oczywiście oznaczało, że kłótnie rozwiązywaliśmy następująco: dziewczyny obrażały się na siebie na amen, czyli na jakieś dwa popołudnia, a chłopcy używali pięści. I pomyśleć, że przez lata niewiele się zmieniło.

Opowiem Wam historię, która miała miejsce pewnego dnia po szkole, która została między nami- uczniami klas 4-6, bo pozostali to przecież smarakcze. Takie sprawy załatwiało się za halą gimnastyczną, jakieś 300 metrów od szkoły i 100 w linii prostej od mojego domu, gdzie "w linii prostej" ma dosyć spore znaczenie. Dwóch jesteśmy-dorośli-i-mamy-swoją-dumę młodzieńców postanowiło rozstrzygnąć spór wedle ostatnio powstałej mody, czyli jeden rzucił drugiemu wyzwanie krzycząc "Cho na solo!". Akcja taka obowiązkowo musiała odbyć się przy publiczności, bo inaczej walka o honor była nieważna. Trzy ostatnie klasy podstawówki zostały skrzyknięte i otoczyły szczelnym kołem młodych-gniewnych. KSW, to to nie było, bardziej szarpanina albo coś co wyglądało jak zapasy świń w błocie, ale dla nas była to poważna sprawa. Niestety siostra jednego z chłopaków nie wytrzymała napięcia i pobiegła po nauczyciela. Młodzi zdążyli się trochę przykurzyć, kiedy ktoś przeraźliwie krzyknął "NAUCZYCIEL!!!". Wierzcie lub nie, ale w ciągu kilku sekund na placu nie było nikogo. W trakcie pstryknięcia palcami zniknęło jakieś 60 osób. Do dzisiaj nie mogę pojąć jak zrobiliśmy to tak szybko. Powinnam dodać, że plac za halą z 2 stron sąsiaduje z łąkami pełnymi krzaków, a z 3 strony jest wielki wąwóz porośnięty trawą, trzeba zbiec na dół po zboczu, przeskoczyć przez rzeczkę i wdrapać się pod górę. I to była moja jedyna droga ucieczki do domu, bo druga została odgrodzona przez nauczyciela. W ciągu kilku sekund wszyscy rozbiegli się w różnych kierunkach, pewnie wyglądaliśmy jak oszołomione mrówki, którym ktoś wetknął kij w mrowisko. Ktoś wskoczył w krzaki, ktoś inny chował się w wysokiej trawie na łące, ja z sąsiadem rzuciłam się biegiem do wąwozu.

Nauczyciel zastał tylko unoszący się kurz, a chłopcy załatwili sprawę, więc następnego dnia było po staremu. Ale co mogę wspominać, to moje.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 168
Bury
18-03-2017 18:53
Mieliśmy w technikum wf-istkę bardzo spoko babka. Uczyła nas bodajże w 2 klasie. W trzeciej mieliśmy wf z kimś innym - ale raz się zdarzyło, że miała z nami zastępstwo. Więc przebrani stoimy w rządku, a pani sprawdza obecność. Dochodzi do mnie i pyta: "A Ty co Kamil dalej nic nie urosłeś?" Pytanie było co najmniej retoryczne gigantem nie byłem i już na pewno nie będę. Więc na głupie pytanie moja niezbyt przemyślana odpowiedz:"Wie sorka - mówię wzruszywszy ramionami - poszło w korzeń".

Rządek w którym staliśmy momentalnie się rozsypał, ktoś ze śmiechu chyba wylądował nawet na podłodze. Ogólnie ja sie śmieje, wf-istka się śmieje i wszyscy się śmieją. Na szczęście obyło się bez przypału. Tak jak mówiłem, to spoko babka była.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 514
ogarbejbe
18-03-2017 23:56
Sylwester. Tramwaj. Jadę ubrania niczym bogini. Obok przyjaciele. Jest pięknie. Oj za dużo alkoholu. Ten obiad chyba nie byl dobrym pomysłem. Na następnym przystanku wysiadam... ups... NIe zdążyłam, ale chociaż mi lżej. Kurde, ale moja koleżanka też oberwała. Oj, źle zaczyna się ten rok. O, wysiadamy. Jak ślisko.. O leżę niczym kukła. Ci rosjanie chcą pomóc czy porwać mnie do burdelu? Ja chcę do domu. NIGDY WIĘCEJ WÓDKI. O dzięki Bogu za przyjaciół, którzy mnie ogarną.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 14
Mała
19-03-2017 15:34
Jak byłam mała czułam się ignorowana, bo nigdy nie dopuszczano mnie do rodzinnych plotek, gdyż to "sprawy dorosłych". Jako bardzo ciekawska istota postanowiłam kiedyś podsłuchać jedną i już nigdy więcej tego nie zrobiłam, a oto powód. Cała sytuacja działa się w domu mojej prababci. Mieszkała w bardzo starej kamienicy, o bardzo cienkich ścianach. Dowiedziałam się, że przykładna ciocia, która ożeniła się z najmłodszym synem prababci zdradzała go. Prababcia była już bardzo chora z racji swojego wieku i potrzebowała pomocy. Tak więc przykładna ciocia, jak na przykładną żonę przystało pomagała jej, a kiedy prababcia odbywała popołudniową drzemkę wymykała się do sąsiadki, która ma syna (rówieśnika wujka) i ... zgłębiała znajomość. Wspominałam już, że ściany w tej kamienicy były bardzo cienkie? I w taki sposób podowiadywali się sąsiedzi, a wiadomo, że ludzie lubią plotkować i sprawa się wydała. Już więcej nie miałam ochoty być uczestnikiem "spraw dorosłych". A co działo się później? Zrobił się cyrk. Sprawa rozwodowa, przekupywanie świadków ( w tym rodziny), aby składali zeznania w sądzie na korzyść lub niekorzyść danego z (jeszcze) współmałżonków.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1065
Konik
19-03-2017 20:07
Moja przyjaciółka miała chłopaka Darka, był to wyskoki chłopak z czarną czupryną kochał ją na zabuj, a że miał brata Arka podobnego do siebie tego wcześniej nie wiedziałam. Tak więc kiedyś, kiedy byłam u niej powiedziała że mam wpuścić Darka, po godzinie słyszę jak ktoś dzwoni, otwieram a tam wypisz wymaluj Darek, takie uśmiechu jaki on miał nigdy nie widziałam, wpuszczam go . W tym samym momencie moja przyjaciółka schodząc ze schodów mówiąc: Darek twój brat Arek to idiota myślał że go lubię. Nagle stoi wryta, i szepcze : Cześć Arek. A jemu mina rzednie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 176
Allia
19-03-2017 21:48
Jako dziecko, byłam bardzo żywiołowa, a zwłaszcza w pewną wigilie. Miałam 2, a może 3 lata, biegałam po stole, podczas gdy wszyscy jedli, w ten, coś przykuło moją uwagę, coś co uwielbiam po dzień dzisiejszy, lizaki wiszące na szczycie choinki, owinięte świecącą, kolorową folią. Patrzałam na nie, jak zaczarowana, zrobiłam pierwszy krok do przodu, potem kolejny, i wyciągnęłam rękę po łakoci, złapałam i pociągnęłam, i nagle...

ŁUP!

Choinka spadła na mnie, wywołując reakcje domina. Mama tylko krzyczy: -,,Ratuj dziecko" podczas gdy tata to nagrywa i się śmieję...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1231
Tina
20-03-2017 13:19
Historia, którą pragnę opowiedzieć miała miejsce w latach 90., czyli praczasach dla wielu z użytkowników portalu.
Byłam pyskatą i pewną siebie nastolatką, która nie pozwoliła sobie w kaszę dmuchać. Najbardziej na świecie nienawidziłam, kiedy jakiś dorosły traktował mnie jak dziecko, bądź rozmawiał ze mną w sposób ubliżajacy mojej godności np. mi rozkazywał. Pewnego dnia odwiedził nas elektryk. Miał bródkę, wielkie okulary oraz taką typową dla fachowców w tamtych czasach kamizelkę tzw. watówkę. Byłam sama w domu z babcią.Kiedy elektryk kontrolował licznik prądu, akurat wychodziłam z naszego mieszkania na górze. Nie omieszkał rzurzuć mi kilku nieuprzejmych słów typu:
- Dziecko, weź zrób panu Heniowi kawusię, co?
Kiedy nie zareagowałam powtórzył bardziej upierliwym tonem. Tego było za wiele! Wygrzebałam w szafie starą kamizelkę mojego taty w podobnym typie, wziełam okulary dziadka, bródke domalowałam sobie kredką do oczu mamy. Tak przebrana, jako jego SOBOWTÓR, przeparadowałam po domu i pozwoliłam, żeby zobaczyła mnie babcia. Kiedy elektryk Henio schodził na dół, już na niego czekałam i podparta pod boki zawołałam:
- Heniek, chłopie, kopę lat, co tu naprawiasz?
Moja babcia zaczęła się tak histerycznie śmiać, że nie mogła się opanować przez kilka dobrych minut.
Elektryk za to stał jak wryty! Odjęło mu mowę.
Od tej chwili, przez jakiś czas, miałam ksywkę HENIO.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 15
titka2
20-03-2017 13:22
Mając 5 lat uciekłam z przedszkola razem z koleżanką. Poszłyśmy do domu jej cioci... a po drodze ruchliwa dwupasmówka... Gdy doszłyśmy na miejsce, koleżanka oświadczyła, że już mogę wracać, bo ona sama idzie do cioci...(taka przyjaciółka!) No więc wracam... i nagle widzę, że na jezdnię wbiega roztrzęsiona nauczycielka, chwyta mnie za ramiona, szarpie i krzyczy: "Gdzie Kaśka!!!" To jej kulturalnie odpowiedziałam, że u cioci. Już trochę spokojniej, pani poprosiła mnie o zaprowadzenie do cioci, co też uczyniłam (miałam dobrą pamięć!). Już w trójkę wróciłyśmy do przedszkola i za karę siedziałyśmy na ławce na placu zabaw. Dodam, że ławki były świeżo malowane (dzień wcześniej) więc kara dotkliwsza, bo myślałyśmy że się pobrudzimy... o karze w domu nie wspomnę...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 18
karodi
20-03-2017 16:33
Od kiedy pamiętam byłam "kolorowym" dzieckiem z wielką wyobraźnią, co przekładało się na moje prace plastyczne. Rzeczy ekstrawaganckich zrobiłam na pewno wiele, ale ten konkurs przypomniał mi o jednej sytuacji, która być może przebije wyczyn Podkowińskiego (a może i nie) i choć wtedy powinno to wywołać mały skandal, to tego skandalu nie wywołało ;).

Na pewnych zajęciach w jednej z pierwszych klas szkoły podstawowej, mieliśmy za zadanie plasteliną wykleić godło Polski. Zadanie wydawałoby się proste i klarowne. Dzieci zabrały się ochoczo za białą, czerwoną i żółtą plastelinę, i zaczęły tymi barwami wyklejać godło. A co zrobiłam ja? Wykleiłam orzełka wszystkimi kolorami tęczy. Nie dostałam za to uwagi, nikt nie krzyczał, że zhańbiłam polskie godło, ani, że mój orzełek jest brzydki. Wręcz przeciwnie- mój kolorowy orzełek zawisł na tablicy na ścianie, obok innych białych orzełków. Mimo to z tego miejsca chcę przeprosić wszystkich urażonych moją postawą i nasz symbol państwowy. Nie chciałam źle, byłam dzieckiem i nie miałam jeszcze tej świadomości- no rozumiecie ;).
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 638
Ola
21-03-2017 08:11
Świadomości nie było ale podświadomość już pracowała ;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
zgłoś błąd zgłoś błąd