Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
719392 czytelników
1430 dyskusji
90825 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Strach pod gruszą - wygraj książkę "Przebudzenie"

Strach pod gruszą - wygraj książkę "Przebudzenie".

Od okrutnych i krwawych wydarzeń, które rozegrały się w Szczecinku, mijają trzy lata. Turyści cieszą się upalnym latem. Tymczasem para dzieciaków podczas przejażdżki rowerowej odkrywa zwłoki wędkarza. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że mężczyzna został zamordowany i to w wyjątkowo brutalny sposób. W mieście znów zaczyna panować chaos. Mieszkańcy uważają, że Szczecinek został nawiedziony.


Parafrazując piosenkę z pewnej znanej bajki, „to jest konkurs dla tych, co się lubią bać”. Miejscem akcji „Przebudzenia” jest Szczecinek, niewielkie miasto przy drodze krajowej nr 11, nad malowniczym jeziorem Trzesiecko. Idealne miejsce na letnią wyprawę... i na zbrodnię. Napiszcie dla nas krótki horror. Jego akcję umieśćcie w Waszym ulubionym letnisku. Wampir w Mielnie? Wilkołak w Mrągowie? A może Yeti w Zakopanem? Zmroźcie nam krew w żyłach!


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.


Nagrody

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Przebudzenie - Jacek Skowroński

Przebudzenie

Autor: Piotr Rozmus

Od okrutnych i krwawych wydarzeń, które rozegrały się w Szczecinku, mijają trzy lata. Lokalna społeczność powoli o nich zapomina, a miasto znów zaczyna tętnić życiem. Turyści i mieszkańcy cieszą się upalnym latem, okupują miejscowe plaże, szaleją na nartach wodnych i korzystają z wszelkich atrakcji urokliwego Szczecinka. Nieopodal parku swoje podwoje otwiera olbrzymie wesołe miasteczko, a jedna z największych polskich telewizji zamierza nagrać wakacyjny program. Tymczasem para dzieciaków podczas przejażdżki rowerowej odkrywa zwłoki wędkarza. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że mężczyzna został zamordowany i to w wyjątkowo brutalny sposób. Podczas eksploracji szczecineckich podziemi z okresu II wojny światowej jeden z konserwatorów zabytków wpada w szał i rzuca się na towarzyszącego mu kolegę. Dyrektor lunaparku zostaje zamordowany, a zrozpaczeni rodzice zgłaszają zaginięcie ośmioletniej dziewczynki… Mimo usilnych prób zachowania sprawy w tajemnicy informacja wycieka do prasy. W mieście znów zaczyna panować chaos. Nowo wybrany burmistrz wyraźnie nie radzi sobie z presją. Wraz z prokuratorem angażują w sprawę śledczego ze Szczecina, który ma pomóc lokalnej policji w ujęciu psychopatycznego mordercy. Prowadzący sprawę policjanci z każdym dniem utwierdzają się w przekonaniu, że koszmar zaczął się na nowo. Podejrzewają, że w Szczecinku pojawił się naśladowca bestii, która sparaliżowała miasto przed laty. Mieszkańcy mają inną teorię – uważają, że Szczecinek został nawiedziony.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 4 stycznia do 11 stycznia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i wydawnictwo Videograf.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 227
Orzeszek915
11-01-2017 19:39
Pani Agata wraz z mężem podjęli decyzję, żeby przyjechać do Poronina (małej, malowniczo położonej miejscowości) teraz, a nie kiedy nadejdzie zima. Według dzieciaków, Magdy i Tomka, było to zupełnie bez sensu. Co można robić o tej porze w górach? Spacery połączone z podziwianiem krajobrazów i polowaniem na krwiożercze grzyby, nie brzmiało dla nich zbyt zachęcająco.
- Gdzie są moje pantofle? - Magda przeszukiwała dom na bosaka, w jednej ręce cały czas trzymając telefon.
- Nie wiem, może gdybyś nie była tak pochłonięta tym urządzeniem, pamiętałabyś gdzie je zostawiłaś.
Pantofle odnalazły się wieczorem tam, gdzie się ich najmniej spodziewano, a mianowicie na skraju lasu za domem. Obok leżała komórka pani Agaty i kilka rzeczy z pokoju Tomka. Pantofle były ułożone tak jakby ktoś w nich chodził, a pozostałe rzeczy były schludnie ułożone naprzeciw obuwia. Nikt nie miał pomysłu na to jak się tam znalazły. Ostatecznie została przyjęta wersja, że wskutek nagłej zmiany miejsca, któreś z dzieci lunatykowało w nocy. Ta teoria została wykorzystana także do wytłumaczenia wody w wannie i utopionej w niej starej porcelanowej lalki znalezionej na następny dzień. Nikt nie wiedział skąd się wzięła tam ta zabawka, ale wszyscy instynktownie postanowili unikać tego tematu. Następnym zjawiskiem okazał się napis ułożony z magnesów na lodówce: “CIEKAJ”. Fakt ten pozostałby niezauważony, gdyby nie to, że magnesy na tej lodówce na co dzień prezentowały idealny chaos, a wtedy były ułożone w krąg wokół napisu. Zdenerwowany tata porozrzucał magnesy z powrotem.
Kolejną notką którą zastali był napis: “UCI” na rozsypanej mące. Po tych trzech literkach był odcisk średniej wielkości dłoni. Przekaz pierwsza zrozumiała Magda następnego dnia rano. Zbiegła na dół. Tam czekała już na nią następna wiadomość. Wiadomość brzmiała: “JUŻ ZA PÓŹNO”. Była napisana na białej ścianie salonu krwią Tomka, który leżał bez życia pod napisem. Magda pobiegła do sypialni rodziców, ale ich tam już nie było. Były tylko ich ciała. Ostatnim co zobaczyła była nieprzenikniona ciemność.
Nie, nie umarła, czekało ją coś o wiele gorszego i przerażającego, a Cienie karmiły się jej strachem.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 45
Reza
11-01-2017 20:17
Ręka z Kołobrzegu.

To miały być wakacje mojego życia. Słońce, plaża, morze i totalne lenistwo. Nigdy bym nie pomyślała, że ten właśnie wyjazd będzie moim najgorszym koszmarem.
Tamtego dnia, przyjechałam wraz z moją przyjaciółką Natalią do Kołobrzegu. Zaraz po przybyciu, udałyśmy się na plażę.
Po dotarciu na miejsce, Natalia postanowiła się trochę poopalać. Zostawiłam ją więc leżącą na leżaku, a sama postanowiłam się trochę odświeżyć w morskiej wodzie. Nim się zorientowałam znalazłam się daleko od plaży.
Już miałam wracać, gdy ujrzałam w wodzie coś ciekawego, a zarazem dziwnego. Niedaleko mnie przepływał sobie spokojnie materac do pływania. Dziwne - pomyślałam - ale skoro nie miał właściciela, to chyba mogę go sobie pożyczyć tym bardziej, że to pływanie trochę mnie już zmęczyło. Kiedy do niego dotarłam, zauważyłam linkę owiniętą w okół niego. Nie zdążyłam się nad tym głębiej zastanowić, ponieważ w tej właśnie chwili coś się o mnie otarło. Już wiedziałam, gdzie znajdował się właściciel, a właściwie jego część.
Nie pamiętam jak dotarłam na plażę, nie pamiętam co mówiła do mnie Natalia, gdy mnie zobaczyła. Nie pamiętam nawet w jaki sposób znalazłam się wraz z nią w radiowozie. Wiem tylko, że człowiek do którego należała ręka przywiązana do materaca, został brutalnie zamordowany. Jego morderca tego lata grasował w Kołobrzegu i zdążył zabić jeszcze dwie osoby. Złapali go, lecz ja już nigdy nie odzyskam spokoju. Nigdy nie zapomnę tego materaca i widoku tej ręki.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 253
nati5613
11-01-2017 20:22
Radek już od ponad godziny przemierzał niekończące się leśne ścieżki.Z całych sił starał się nie dopuszczać do siebie wiadomości, że prawdopodobnie zabłądził. W duchu przeklinał matkę i ojca, którzy wybrali Zakopane, jako "idealne" miejsce na wakacje. Co chwila myślami wracał do znajomych, których zostawił daleko w Warszawie, a razem z nimi wszystkie plany, które skrupulatnie omawiali od przeszło dwóch miesięcy.
Z zamyślenia wyrwał go głośny dźwięk jakby uderzenie metalu o metal. Obrócił się wokół własnej osi, ale zewsząd otaczały go jedynie gęsto rosnące drzewa.
-Malownicza okolica- fuknął ironicznie pod nosem.
Rozejrzał się ponownie, kilka metrów od siebie dostrzegł jakąś postać. Puls przyśpieszył mu gwałtownie. Stwór mierzył na oko trzy metry wzrostu, wyglądał jakby miał na sobie coś w rodzaju peleryny z kapturem zasłaniającym twarz. Ręce spętane były łańcuchem, na którym znajdowały się świeże plamy krwi.
Radek spróbował jak najciszej się poruszyć, ale postać dostrzegła go. Nie miała twarzy, ale chłopiec czuł się, jakby widziała całe jego wnętrze. Powoli zaczęła się zbliżać. Radek cofnął się o krok, ostatnim co zobaczył była ciemność.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 11
panna-anna
11-01-2017 20:55
Już dawno po północy. Przechadzam się po najmroczniejszych zakątkach mojego miasta. W głowie słyszę bicie serca i krew pulsującą w żyłach osób, które mijam. Czuję głód. Niestety nie jest to ludzki głód, który tak łatwo można zaspokoić. Już od dawna nie pamiętam smaku jedzenia. Już od dawna nawet za nim nie tęsknie. Pamiętam natomiast doskonale pierwszy raz, kiedy spróbowałam ludzkiej krwi. Najpierw jednak musiałam umrzeć. Mój stwórca potrzebował nowej ozdoby swojego stada. Przynęty na ofiary. Na początku miotałam się jak w pijackim szale. Nie wiedziałam, co się dzieje. Zmysły – niezwykle wyostrzone - odzyskałam dopiero, kiedy podsunęli mi mój pierwszy posiłek. Dziewczyna zginęła w tym samym czasie co ja. Do końca wahali się, którą z nas przemienić. Nie byłam już człowiekiem, ale coś z człowieka we mnie zostało. Nie dobro. Nienawiść. Nienawidziłam ich za to, co mi zrobili. Uciekłam... Od tego czasu jestem samotnikiem. Poznałam kilkoro takich, jak ja, ale między nami nie ma głębszych więzi. Zastępują mi je książki – to chyba jedyny plus przemiany. Nigdy nie zabraknie mi na wszystkie czasu. Nie mogę umrzeć. Żywię się na mordercach i gwałcicielach. Jest we mnie coś z detektywa. Tropię ich jak zwierzynę. Nie jestem od nich lepsza, ale mimo to czuję, że robię coś dobrego. Właśnie wyszedł z domu. Czas zapolować.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 41
uisez-c
11-01-2017 21:27
Julia ocknęła się w ciemnym pokoju, który oświetlony był jedynie przez niewielką świecę stojącą na komodzie po jej lewej stronie. Wyczerpana i zziębnięta, czuła mrowienie w całym ciele. Kiedy spróbowała się poruszyć, zorientowała się, że jej nogi i ręce przywiązane są do ciężkiego drewnianego krzesła, na którym siedziała. W chwili gdy chciała sprawdzić co znajduje się za jej plecami, usłyszała czyjeś kroki. Był to wysoki, siwy mężczyzna w masce, która zasłaniała dolną część jego twarzy. Mężczyzna stanął przed Julią i delikatnie zdjął maskę, a oczom dziewczyny ukazały się wyrastające z jego policzków, długie na dziesięć centymetrów, macki. Był to dla niej tak obrzydliwy widok, że z trudem powstrzymała się przed zwymiotowaniem. Potwór podszedł do dziewczyny, a kiedy zbliżył na tyle, że tłustymi mackami zaczął dotykać jej twarzy, w oczach Julii pojawiły się łzy.
- Pamiętam cię. - wyszeptała załamującym się głosem. - Wtedy w lesie koło Dźwirzyna, to byłeś ty, to ty rozszarpałeś tego chłopaka! - krzyknęła.
- Tak, to prawda. - odpowiedział spokojnym głosem mężczyzna.
- Wiedziałam, że to nie był żaden wilk, jak próbowała wmówić mi policja! Kim ty do diabła jesteś?!
- Jeżeli pozwala nam się być potworami, będziemy prawdziwymi potworami. Dla ciebie Julio nie ma to już jednak żadnego znaczenia.
Po tych słowach macki potwora z ogromną siłą wbiły się w twarz dziewczyny, zabijając ją w ułamku sekundy, a tryskająca dookoła krew zgasiła świecę oświetlającą pokój. Nastała ciemność.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 145
veriarty
11-01-2017 22:48
Okno na parterze było otwarte. Zawsze było. A mimo to mało kto korzystał z tego wejścia, aby zobaczyć od środka opuszczony przed dwudziestu laty budynek uzdrowiskowego szpitala dziecięcego Krystyna w Rymanowie Zdroju. Przez krótką chwilę budynek ten służył jako azyl dla ćpunów, jednakże z jakiegoś tajemniczego powodu szybko się z niego wynieśli. A teraz, przed tym oto oknem stał Adam. Założył się o dwadzieścia złotych że zrobi zdjęcia wewnątrz rzekomo nawiedzonego szpitala, więc skuszony wizją łatwego zarobku szykował się do wejścia. Zresztą, nie wierzył w żadne duchy i inne takie. Mimo to przeszył go dreszcz, gdy dotarł do niego chłód bijący z wnętrza budynku.
Po krótkiej chwili chłopak zdecydowanym ruchem przełożył nogę przez parapet i miękko zeskoczył na posadzkę wewnątrz budynku. Znajdował się w wąskim, ciemnym korytarzu. Na ścianach porozwieszane były barwne plakaty, narysowane pewnie przez młodych pacjentów przebywających kiedyś w tym szpitalu. Pomimo upału na zewnątrz, Adam odczuł, że tutaj temperatura spadła o kilkanaście stopni. Zadrżał, ale ruszył przed siebie. Po kątach walały się strzykawki, pozostałość po wcześniejszych lokatorach. Większość drzwi była zdjęta z zawiasów. Przy ścianach w każdym pokoju stały po dwa stare, zakurzone łóżka przykryte brudnymi prześcieradłami. Światło wpadające przez okna oświetlało pleśń, która utworzyła się na ścianach przez ten czas. Resztki łuszczącej się farby opadły na podłogę zasłaniając częściowo przegniły parkiet. W jednym z pomieszczeń urządzono składowisko albumów ze zdjęciami, segregatorów z kartotekami zawierającymi listy pacjentów oraz różnorakie raporty. Adam przejrzał kilka ksiąg pobieżnie, jednakże nie znalazł tam nic ciekawego, więc zrobił tylko parę zdjęć swoim telefonem i ruszył dalej. Teraz czekała go ta „właściwa” część wycieczki – piwnica. To w niej, według jego kolegów, straszyły duchy. Mówili coś o porwaniu i torturach, a potem o morderstwie. Nic nowego, opowieść o duchach jak każda inna. Nie ma się czego bać.
Adam utwierdzał się w tym przekonaniu, a jednak czuł rosnący lęk. Nie słyszał nic niepokojącego, żadnego skrzypienia, jęków czy brzęku łańcuchów. Nic poza tym przenikliwym chłodem i wewnętrznym głosem, który kazał mu jak najszybciej uciekać. Starał się go jednak stłumić, nie chciał wyjść na tchórza przed kolegami. Przecież jeszcze parę godzin temu zarzekał się, że nie wierzy w duchy. Włączył latarkę i ruszył w dół schodami znajdującymi się na końcu korytarza. Z każdym kolejnym stopniem odczuwał obniżenie temperatury. Gdy dotarł na sam dół, zauważył, że z jego ust wydobywa się para. Założył bluzę, którą dotąd zawiązaną miał w pasie i rozejrzał się uważnie. Na górze pokoje rozmieszczone były wokół jednego, głównego holu. Tutaj, z korytarzy ułożona była istna plątanina. Adam poczuł się niczym w labiryncie pełnym drzwi, za którymi były kolejne, i kolejne, i kolejne. W pewnym momencie się pogubił i przestraszył, że nie znajdzie drogi powrotnej. Znajdował się w zrujnowanej kotłowni. Wielki, zardzewiały piec zajmował większą część pomieszczenia. Rury, niegdyś doprowadzające ciepło do poszczególnych pomieszczeń ginęły w ścianach. Całość sprawiała dość upiorne wrażenie. Piec z wystającymi w różne rurami przypominał olbrzymiego, szkaradnego pająka z powykręcanymi odnóżami. W świetle latarki rury rzucały cienie, przez które wyglądał, jakby usadowił się na sieci i czyhał na ofiarę. Adam czym prędzej wycofał się z pomieszczenia licząc na to, że w końcu uda mu się dotrzeć z powrotem do schodów. Skręcał na oślep w kolejne drzwi, czując narastającą panikę. Cisza, którą na początku przyjął z lekką ulgą, niepokoiła go coraz bardziej. Żadnego echa, tylko głuchy odgłos kroków wśród opuszczonego korytarza. Odnosił wrażenie, że cisza ta jest tak gęsta, że gdyby się odezwał, nie usłyszałby wypowiedzianych przez siebie słów. Kluczył po pomieszczeniach wyglądających prawie identycznie. Każde z nich wyłożone było niegdyś białymi płytkami, w kilku stały regały i szafki, wypełnione kartonowymi pudłami. Adam myślał już tylko o tym, jak się najszybciej stamtąd wydostać. Chciał pobiec, zacząć uciekać, ale wiedział, że nic by to nie dało. Poza tym, przecież to tylko wyobraźnia. To przez wyobraźnię nie opuszczał go strach i stopniowo ogarniała go panika. Duchy nie istnieją, powtarzał sobie, jednak z coraz mniejszym przekonaniem.
W końcu dotarł do podłużnego pomieszczenia. Dochodził z niego charakterystyczny, metaliczny zapach. Płytki były odrapane, jakby ktoś próbował się stamtąd wydostać. Cisza zdawała się tu rzednąć, słyszał odbijający się echem każdy krok. Nagle za jego plecami rozległ się szmer. Adam odwrócił się gwałtownie. Nikogo tam nie było, żadnego potwora ani żądnego zemsty ducha. Tylko drzwi i ciemność za nimi. Chłopak wziął głęboki wdech i ruszył przed siebie. Przyjrzał się pomieszczeniu, w którym się znajdował. Pokój podzielony był na dwie połowy przez solidne, żelazne kraty na tyle gęste, że nie mógł się przez nie przecisnąć. Oświetlił ogrodzoną przestrzeń i zobaczył w kącie jakiś cień. Przyjrzał się mu dokładniej i z przerażeniem stwierdził, że przypomina on skulone dziecko, małą, wychudzoną dziewczynkę w obdartej sukience. Leżała ona nieruchomo, jej klatka piersiowa nie unosiła się. Mogła leżeć tu bardzo długo lub od paru dni, nie potrafił określić. Jednak nie czuł żadnego zapachu. Nic, co świadczyłoby o tym, że to nie jest przywidzenie.
Błysnęło światło. Adam nie zdawał sobie sprawy z tego, że może tu działać elektryczność. Nie próbował nawet dotykać włączników. No właśnie, nie dotykał. Nie on. Chciał krzyczeć, wołać o pomoc. Temperatura jakby spadła o dodatkowe kilka stopni. W mocnym świetle lamp wiszących w regularnych odstępach, przestrzeń za kratkami była wyraźnie widoczna. Resztki zdrowego rozsądku podpowiadały mu, że dziecko leżące w kącie było tylko przywidzeniem, jednak porzucił te myśli, gdy usłyszał śmiech. Dochodził znikąd, a jednocześnie ze wszystkich stron. Nie potrafił zlokalizować źródła dźwięku. Był to śmiech dziecka, wdzięczny, delikatny i przepełniony bezgraniczną radością, wręcz kontrastujący z ponurą piwnicą. A co gorsza, robił się coraz głośniejszy.
Adam stał sparaliżowany, niezdolny do ruchu. Chciał krzyczeć, ale nie mógł wydusić z siebie najcichszego dźwięku. Czuł się, jakby jakaś niewidzialna siła chwyciła go za gardło i nie chciała puścić. Światło zaczęło mrugać, po czym całkiem zgasło. Nie potrafił nawet utrzymać w skostniałych palcach latarki, która z brzękiem upadła na podłogę. Był unieruchomiony, nie wiedział czy ze strachu, czy też działa na niego jakaś niewidzialna siła. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale czuł czyjąś obecność. I nie był tu mile widziany.
Śmiech przerodził się w krzyk, głośny, przepełniony przerażeniem i rozpaczą. Świdrował mu w uszach i przyprawiał o ból głowy. Chłopak, niezdolny do ruchu nie mógł nawet zatkać uszu. W momencie, gdy zaczął już tracić przytomność, krzyk nagle umilkł. Ta sama siła, która trzymała go za gardło, chwyciła jego głowę
Ostatnim dźwiękiem słyszalnym w piwnicy był trzask łamanego karku.Potem zapadła już z powrotem głucha cisza.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 145
veriarty
11-01-2017 22:48
Okno na parterze było otwarte. Zawsze było. A mimo to mało kto korzystał z tego wejścia, aby zobaczyć od środka opuszczony przed dwudziestu laty budynek uzdrowiskowego szpitala dziecięcego Krystyna w Rymanowie Zdroju. Przez krótką chwilę budynek ten służył jako azyl dla ćpunów, jednakże z jakiegoś tajemniczego powodu szybko się z niego wynieśli. A teraz, przed tym oto oknem stał Adam. Założył się o dwadzieścia złotych że zrobi zdjęcia wewnątrz rzekomo nawiedzonego szpitala, więc skuszony wizją łatwego zarobku szykował się do wejścia. Zresztą, nie wierzył w żadne duchy i inne takie. Mimo to przeszył go dreszcz, gdy dotarł do niego chłód bijący z wnętrza budynku.
Po krótkiej chwili chłopak zdecydowanym ruchem przełożył nogę przez parapet i miękko zeskoczył na posadzkę wewnątrz budynku. Znajdował się w wąskim, ciemnym korytarzu. Na ścianach porozwieszane były barwne plakaty, narysowane pewnie przez młodych pacjentów przebywających kiedyś w tym szpitalu. Pomimo upału na zewnątrz, Adam odczuł, że tutaj temperatura spadła o kilkanaście stopni. Zadrżał, ale ruszył przed siebie. Po kątach walały się strzykawki, pozostałość po wcześniejszych lokatorach. Większość drzwi była zdjęta z zawiasów. Przy ścianach w każdym pokoju stały po dwa stare, zakurzone łóżka przykryte brudnymi prześcieradłami. Światło wpadające przez okna oświetlało pleśń, która utworzyła się na ścianach przez ten czas. Resztki łuszczącej się farby opadły na podłogę zasłaniając częściowo przegniły parkiet. W jednym z pomieszczeń urządzono składowisko albumów ze zdjęciami, segregatorów z kartotekami zawierającymi listy pacjentów oraz różnorakie raporty. Adam przejrzał kilka ksiąg pobieżnie, jednakże nie znalazł tam nic ciekawego, więc zrobił tylko parę zdjęć swoim telefonem i ruszył dalej. Teraz czekała go ta „właściwa” część wycieczki – piwnica. To w niej, według jego kolegów, straszyły duchy. Mówili coś o porwaniu i torturach, a potem o morderstwie. Nic nowego, opowieść o duchach jak każda inna. Nie ma się czego bać.
Adam utwierdzał się w tym przekonaniu, a jednak czuł rosnący lęk. Nie słyszał nic niepokojącego, żadnego skrzypienia, jęków czy brzęku łańcuchów. Nic poza tym przenikliwym chłodem i wewnętrznym głosem, który kazał mu jak najszybciej uciekać. Starał się go jednak stłumić, nie chciał wyjść na tchórza przed kolegami. Przecież jeszcze parę godzin temu zarzekał się, że nie wierzy w duchy. Włączył latarkę i ruszył w dół schodami znajdującymi się na końcu korytarza. Z każdym kolejnym stopniem odczuwał obniżenie temperatury. Gdy dotarł na sam dół, zauważył, że z jego ust wydobywa się para. Założył bluzę, którą dotąd zawiązaną miał w pasie i rozejrzał się uważnie. Na górze pokoje rozmieszczone były wokół jednego, głównego holu. Tutaj, z korytarzy ułożona była istna plątanina. Adam poczuł się niczym w labiryncie pełnym drzwi, za którymi były kolejne, i kolejne, i kolejne. W pewnym momencie się pogubił i przestraszył, że nie znajdzie drogi powrotnej. Znajdował się w zrujnowanej kotłowni. Wielki, zardzewiały piec zajmował większą część pomieszczenia. Rury, niegdyś doprowadzające ciepło do poszczególnych pomieszczeń ginęły w ścianach. Całość sprawiała dość upiorne wrażenie. Piec z wystającymi w różne rurami przypominał olbrzymiego, szkaradnego pająka z powykręcanymi odnóżami. W świetle latarki rury rzucały cienie, przez które wyglądał, jakby usadowił się na sieci i czyhał na ofiarę. Adam czym prędzej wycofał się z pomieszczenia licząc na to, że w końcu uda mu się dotrzeć z powrotem do schodów. Skręcał na oślep w kolejne drzwi, czując narastającą panikę. Cisza, którą na początku przyjął z lekką ulgą, niepokoiła go coraz bardziej. Żadnego echa, tylko głuchy odgłos kroków wśród opuszczonego korytarza. Odnosił wrażenie, że cisza ta jest tak gęsta, że gdyby się odezwał, nie usłyszałby wypowiedzianych przez siebie słów. Kluczył po pomieszczeniach wyglądających prawie identycznie. Każde z nich wyłożone było niegdyś białymi płytkami, w kilku stały regały i szafki, wypełnione kartonowymi pudłami. Adam myślał już tylko o tym, jak się najszybciej stamtąd wydostać. Chciał pobiec, zacząć uciekać, ale wiedział, że nic by to nie dało. Poza tym, przecież to tylko wyobraźnia. To przez wyobraźnię nie opuszczał go strach i stopniowo ogarniała go panika. Duchy nie istnieją, powtarzał sobie, jednak z coraz mniejszym przekonaniem.
W końcu dotarł do podłużnego pomieszczenia. Dochodził z niego charakterystyczny, metaliczny zapach. Płytki były odrapane, jakby ktoś próbował się stamtąd wydostać. Cisza zdawała się tu rzednąć, słyszał odbijający się echem każdy krok. Nagle za jego plecami rozległ się szmer. Adam odwrócił się gwałtownie. Nikogo tam nie było, żadnego potwora ani żądnego zemsty ducha. Tylko drzwi i ciemność za nimi. Chłopak wziął głęboki wdech i ruszył przed siebie. Przyjrzał się pomieszczeniu, w którym się znajdował. Pokój podzielony był na dwie połowy przez solidne, żelazne kraty na tyle gęste, że nie mógł się przez nie przecisnąć. Oświetlił ogrodzoną przestrzeń i zobaczył w kącie jakiś cień. Przyjrzał się mu dokładniej i z przerażeniem stwierdził, że przypomina on skulone dziecko, małą, wychudzoną dziewczynkę w obdartej sukience. Leżała ona nieruchomo, jej klatka piersiowa nie unosiła się. Mogła leżeć tu bardzo długo lub od paru dni, nie potrafił określić. Jednak nie czuł żadnego zapachu. Nic, co świadczyłoby o tym, że to nie jest przywidzenie.
Błysnęło światło. Adam nie zdawał sobie sprawy z tego, że może tu działać elektryczność. Nie próbował nawet dotykać włączników. No właśnie, nie dotykał. Nie on. Chciał krzyczeć, wołać o pomoc. Temperatura jakby spadła o dodatkowe kilka stopni. W mocnym świetle lamp wiszących w regularnych odstępach, przestrzeń za kratkami była wyraźnie widoczna. Resztki zdrowego rozsądku podpowiadały mu, że dziecko leżące w kącie było tylko przywidzeniem, jednak porzucił te myśli, gdy usłyszał śmiech. Dochodził znikąd, a jednocześnie ze wszystkich stron. Nie potrafił zlokalizować źródła dźwięku. Był to śmiech dziecka, wdzięczny, delikatny i przepełniony bezgraniczną radością, wręcz kontrastujący z ponurą piwnicą. A co gorsza, robił się coraz głośniejszy.
Adam stał sparaliżowany, niezdolny do ruchu. Chciał krzyczeć, ale nie mógł wydusić z siebie najcichszego dźwięku. Czuł się, jakby jakaś niewidzialna siła chwyciła go za gardło i nie chciała puścić. Światło zaczęło mrugać, po czym całkiem zgasło. Nie potrafił nawet utrzymać w skostniałych palcach latarki, która z brzękiem upadła na podłogę. Był unieruchomiony, nie wiedział czy ze strachu, czy też działa na niego jakaś niewidzialna siła. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale czuł czyjąś obecność. I nie był tu mile widziany.
Śmiech przerodził się w krzyk, głośny, przepełniony przerażeniem i rozpaczą. Świdrował mu w uszach i przyprawiał o ból głowy. Chłopak, niezdolny do ruchu nie mógł nawet zatkać uszu. W momencie, gdy zaczął już tracić przytomność, krzyk nagle umilkł. Ta sama siła, która trzymała go za gardło, chwyciła jego głowę
Ostatnim dźwiękiem słyszalnym w piwnicy był trzask łamanego karku.Potem zapadła już z powrotem głucha cisza.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 145
veriarty
11-01-2017 22:48
Okno na parterze było otwarte. Zawsze było. A mimo to mało kto korzystał z tego wejścia, aby zobaczyć od środka opuszczony przed dwudziestu laty budynek uzdrowiskowego szpitala dziecięcego Krystyna w Rymanowie Zdroju. Przez krótką chwilę budynek ten służył jako azyl dla ćpunów, jednakże z jakiegoś tajemniczego powodu szybko się z niego wynieśli. A teraz, przed tym oto oknem stał Adam. Założył się o dwadzieścia złotych że zrobi zdjęcia wewnątrz rzekomo nawiedzonego szpitala, więc skuszony wizją łatwego zarobku szykował się do wejścia. Zresztą, nie wierzył w żadne duchy i inne takie. Mimo to przeszył go dreszcz, gdy dotarł do niego chłód bijący z wnętrza budynku.
Po krótkiej chwili chłopak zdecydowanym ruchem przełożył nogę przez parapet i miękko zeskoczył na posadzkę wewnątrz budynku. Znajdował się w wąskim, ciemnym korytarzu. Na ścianach porozwieszane były barwne plakaty, narysowane pewnie przez młodych pacjentów przebywających kiedyś w tym szpitalu. Pomimo upału na zewnątrz, Adam odczuł, że tutaj temperatura spadła o kilkanaście stopni. Zadrżał, ale ruszył przed siebie. Po kątach walały się strzykawki, pozostałość po wcześniejszych lokatorach. Większość drzwi była zdjęta z zawiasów. Przy ścianach w każdym pokoju stały po dwa stare, zakurzone łóżka przykryte brudnymi prześcieradłami. Światło wpadające przez okna oświetlało pleśń, która utworzyła się na ścianach przez ten czas. Resztki łuszczącej się farby opadły na podłogę zasłaniając częściowo przegniły parkiet. W jednym z pomieszczeń urządzono składowisko albumów ze zdjęciami, segregatorów z kartotekami zawierającymi listy pacjentów oraz różnorakie raporty. Adam przejrzał kilka ksiąg pobieżnie, jednakże nie znalazł tam nic ciekawego, więc zrobił tylko parę zdjęć swoim telefonem i ruszył dalej. Teraz czekała go ta „właściwa” część wycieczki – piwnica. To w niej, według jego kolegów, straszyły duchy. Mówili coś o porwaniu i torturach, a potem o morderstwie. Nic nowego, opowieść o duchach jak każda inna. Nie ma się czego bać.
Adam utwierdzał się w tym przekonaniu, a jednak czuł rosnący lęk. Nie słyszał nic niepokojącego, żadnego skrzypienia, jęków czy brzęku łańcuchów. Nic poza tym przenikliwym chłodem i wewnętrznym głosem, który kazał mu jak najszybciej uciekać. Starał się go jednak stłumić, nie chciał wyjść na tchórza przed kolegami. Przecież jeszcze parę godzin temu zarzekał się, że nie wierzy w duchy. Włączył latarkę i ruszył w dół schodami znajdującymi się na końcu korytarza. Z każdym kolejnym stopniem odczuwał obniżenie temperatury. Gdy dotarł na sam dół, zauważył, że z jego ust wydobywa się para. Założył bluzę, którą dotąd zawiązaną miał w pasie i rozejrzał się uważnie. Na górze pokoje rozmieszczone były wokół jednego, głównego holu. Tutaj, z korytarzy ułożona była istna plątanina. Adam poczuł się niczym w labiryncie pełnym drzwi, za którymi były kolejne, i kolejne, i kolejne. W pewnym momencie się pogubił i przestraszył, że nie znajdzie drogi powrotnej. Znajdował się w zrujnowanej kotłowni. Wielki, zardzewiały piec zajmował większą część pomieszczenia. Rury, niegdyś doprowadzające ciepło do poszczególnych pomieszczeń ginęły w ścianach. Całość sprawiała dość upiorne wrażenie. Piec z wystającymi w różne rurami przypominał olbrzymiego, szkaradnego pająka z powykręcanymi odnóżami. W świetle latarki rury rzucały cienie, przez które wyglądał, jakby usadowił się na sieci i czyhał na ofiarę. Adam czym prędzej wycofał się z pomieszczenia licząc na to, że w końcu uda mu się dotrzeć z powrotem do schodów. Skręcał na oślep w kolejne drzwi, czując narastającą panikę. Cisza, którą na początku przyjął z lekką ulgą, niepokoiła go coraz bardziej. Żadnego echa, tylko głuchy odgłos kroków wśród opuszczonego korytarza. Odnosił wrażenie, że cisza ta jest tak gęsta, że gdyby się odezwał, nie usłyszałby wypowiedzianych przez siebie słów. Kluczył po pomieszczeniach wyglądających prawie identycznie. Każde z nich wyłożone było niegdyś białymi płytkami, w kilku stały regały i szafki, wypełnione kartonowymi pudłami. Adam myślał już tylko o tym, jak się najszybciej stamtąd wydostać. Chciał pobiec, zacząć uciekać, ale wiedział, że nic by to nie dało. Poza tym, przecież to tylko wyobraźnia. To przez wyobraźnię nie opuszczał go strach i stopniowo ogarniała go panika. Duchy nie istnieją, powtarzał sobie, jednak z coraz mniejszym przekonaniem.
W końcu dotarł do podłużnego pomieszczenia. Dochodził z niego charakterystyczny, metaliczny zapach. Płytki były odrapane, jakby ktoś próbował się stamtąd wydostać. Cisza zdawała się tu rzednąć, słyszał odbijający się echem każdy krok. Nagle za jego plecami rozległ się szmer. Adam odwrócił się gwałtownie. Nikogo tam nie było, żadnego potwora ani żądnego zemsty ducha. Tylko drzwi i ciemność za nimi. Chłopak wziął głęboki wdech i ruszył przed siebie. Przyjrzał się pomieszczeniu, w którym się znajdował. Pokój podzielony był na dwie połowy przez solidne, żelazne kraty na tyle gęste, że nie mógł się przez nie przecisnąć. Oświetlił ogrodzoną przestrzeń i zobaczył w kącie jakiś cień. Przyjrzał się mu dokładniej i z przerażeniem stwierdził, że przypomina on skulone dziecko, małą, wychudzoną dziewczynkę w obdartej sukience. Leżała ona nieruchomo, jej klatka piersiowa nie unosiła się. Mogła leżeć tu bardzo długo lub od paru dni, nie potrafił określić. Jednak nie czuł żadnego zapachu. Nic, co świadczyłoby o tym, że to nie jest przywidzenie.
Błysnęło światło. Adam nie zdawał sobie sprawy z tego, że może tu działać elektryczność. Nie próbował nawet dotykać włączników. No właśnie, nie dotykał. Nie on. Chciał krzyczeć, wołać o pomoc. Temperatura jakby spadła o dodatkowe kilka stopni. W mocnym świetle lamp wiszących w regularnych odstępach, przestrzeń za kratkami była wyraźnie widoczna. Resztki zdrowego rozsądku podpowiadały mu, że dziecko leżące w kącie było tylko przywidzeniem, jednak porzucił te myśli, gdy usłyszał śmiech. Dochodził znikąd, a jednocześnie ze wszystkich stron. Nie potrafił zlokalizować źródła dźwięku. Był to śmiech dziecka, wdzięczny, delikatny i przepełniony bezgraniczną radością, wręcz kontrastujący z ponurą piwnicą. A co gorsza, robił się coraz głośniejszy.
Adam stał sparaliżowany, niezdolny do ruchu. Chciał krzyczeć, ale nie mógł wydusić z siebie najcichszego dźwięku. Czuł się, jakby jakaś niewidzialna siła chwyciła go za gardło i nie chciała puścić. Światło zaczęło mrugać, po czym całkiem zgasło. Nie potrafił nawet utrzymać w skostniałych palcach latarki, która z brzękiem upadła na podłogę. Był unieruchomiony, nie wiedział czy ze strachu, czy też działa na niego jakaś niewidzialna siła. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale czuł czyjąś obecność. I nie był tu mile widziany.
Śmiech przerodził się w krzyk, głośny, przepełniony przerażeniem i rozpaczą. Świdrował mu w uszach i przyprawiał o ból głowy. Chłopak, niezdolny do ruchu nie mógł nawet zatkać uszu. W momencie, gdy zaczął już tracić przytomność, krzyk nagle umilkł. Ta sama siła, która trzymała go za gardło, chwyciła jego głowę
Ostatnim dźwiękiem słyszalnym w piwnicy był trzask łamanego karku.Potem zapadła już z powrotem głucha cisza.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 508
xxx
11-01-2017 23:51
Historia działa się na Helu.
Zna ją z pewnością wielu.
Słońce, plaża, polskie morze.
Nagle słychać krzyk: O BOŻE!
Biegną ludzie, pędzą, krzyczą.
Ona już klęczy nad swą zdobyczą.
Strach obleciał wszystkich ludzi.
Lecz Ona już się powoli nudzi.
Jedna ofiara, to tylko początek.
Już Jej się rozszerza cały żołądek.
Wciska do ciała, macki przez oczy.
Tak wielu z pewnością zaskoczy.
Wysysa wnętrzności, zostawia ciało.
Jedna ofiara, to ciągle mało.
Raz w roku – musi zjeść posiłek.
Zabijać? Dla Niej to nie wysiłek.
Uśmierciła każdego, kto był zbyt blisko.
Od krwi i flaków wszędzie jest ślisko.
Mea – oto jej przezwisko.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 119
blondynka
11-01-2017 23:58
Cała akcja działa się nad pięknym jeziorem Omulew na Mazurach, w jednym z wynajętych tam domków letniskowych. Większość domków była skupiona blisko siebie, jednak ten, w którym spędzali urlop Agata i Tomek był nieco na uboczu, w głębi lasu. Tomek uwielbiał łowić ryby, więc o piątej rano wyszedł nad jezioro, całując ukochaną na pożegnanie w policzek. Agata odwzajemniła pocałunek i ponownie zasnęła. Około 7 rano obudziły ją dźwięki dochodzące z kuchni. Była pewna, że to Tomek wrócił z udanych łowów i przygotowuje im poranną kawę. Uśmiechnęła się na tę myśl. Gdy krzyknęła do niego po imieniu i poprosiła o kawę do łóżka, w kuchni coś się stłukło i nastała cisza. Szybko wybiegła z sypialni sprawdzić co się stało i oniemiała. Z kuchni z prędkością światła uciekało bardzo dziwaczne i straszliwe stworzenie, pozostawiając w rozsypanej kawie napis: WIDZĘ CIĘ. ZAWSZE. W tej chwili do domku wrócił Tomek, który zastał roztrzęsioną Agatę. Jeszcze tego samego ranka spakowali swoje rzeczy i wyjechali. Nigdy już nie spędzą wakacji nad ulubionym jeziorem. Na drugi dzień dowiedzieli się także, że właśnie w tamtej okolicy nagle pozdychały wszystkie zwierzęta. Przypadek? Nie sądzę...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd