pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Konkursy LubimyCzytać.pl
Od nauki do przygody czyli współczesna brytyjska science fiction
Alastair Reynolds, konkurent dla Stephena Baxtera i Petera F. Hamiltona na polu brytyjskiej SF, wnosi do swojej twórczości wiedzę astronomiczną. Ma doktorat z astronomii, doświadczenie jako astrofizyk, zdobyte podczas kilkuletniej pracy w Europejskiej Agencji Badań Kosmicznych w Holandii. "Przestrzeń objawienia" jest pierwszą powieścią Reynoldsa, jedną z licznych tomów, która w zamie"rzeniu jest rozwinięciem wątku z wcześniejszego opowiadania A Spy in Europa" do rozmiaru epickiej powieści. "Przestrzeń objawienia" była nominowana w 2000 roku do nagrody Stowarzyszenia Brytyjskich Pisarzy SF.
Alastair Reynolds urodził się w Walii i spędził tam swoje całe nastoletnie życie. Wczesne lata szkolne spędził w Cornwalii. Kocha Walię. Cardiff jest jego ulubionym miejscem ale nie myśli o sobie jak o Walijczyku. Więcej życia spędził poza Walią, ale z drugiej strony regularnie wraca do domu, a większość jego rodziny nadal mieszka w Południowej Walii. Alastair studiował Walijski jako drugi język aż do 14 roku życia, potem stopniowo go zapomniał.
Jeśli chodzi o astronomię i science fiction, to obie dziedziny fascynowały go od dawna. Jego ojciec trzymał stary rocznik Eagle, w którym były przygody wielkiego Dana Dare’a. Młody Al czytał to bez przerwy, np. jedną z przygód o sabotażu Olimpiady na Wenus. Jak sam opowiada, duży wpływ wywarły na niego obrazy i ilustracje kosmosu, m.in. duży plakat wiszący nad łóżkiem w jego pokoju z planetami układu słonecznego. Dorastał z Dr Who i nadal bardzo lubi ten serial. Wielki przełom nastąpił, kiedy skończył 8 lub 9 lat i w Anglii pojawił się magazyn Speed&Power. Pełen był artykułów o helikopterach, samolotach ale co najważniejsze, zaczęto w nim publikować stare opowiadania Artura C. Clarka. To był pierwszy kontakt autora z SF i nadal żywo pamięta wiele z tych opowiadań. Potem w magazynie tym publikowano również stare opowiadania Isaaka Asimova, które miały duży wpływ – historie o robotach i starsze. Przez długie lata Clark i Asimov stanowili filary jego świata SF.
Kiedy Alastair Reynolds był nastolatkiem sam już pisał opowiadania science fiction i był święcie przekonany, że chce zostać naukowcem, prawdopodobnie astronomem, ale równie mocno interesował się wtedy fizyką. Jednocześnie, poważniej zajął się pisaniem. Skończył powieść, którą pisał od 13 roku życia i zaczął kilka opowiadań, z czego większość pod silnym wpływem Larry Nivena, którego właśnie wtedy odkrył.
Następną powieść Alastair Reynolds napisał mając 18 lat. Do tego czasu czytał już Joe Haldemana, Gregory Benforda i Frederika Pohla. Mając 19 lat studiował już astronomię na Uniwersytecie Newcastle-Upon-Tyne i odkrył również czasopismo poświęcone literaturze fantastyczno-naukowej Interzone. W 1986 roku Alastair Reynolds wysłał im swoje pierwsze opowiadanie i w 1989 roku kupili jedno z nich. Do tego czasu obronił doktorat w Szkocji, co doprowadziło w końcu do podjęcia pracy w Europejskiej Agencji Badań Kosmicznych w Holandii, gdzie nadal pracuje.
Twórczość Alastaira Reynoldsa można zaliczyć do brytyjskiej ‘twardej” SF, która nacisk stawia bardziej na intelektualne poszukiwania niż na bohaterskie akcje obecne w amerykańskiej SF, i która opiera się o fascynacje teoretyczną nauką. Niemniej, trudno stwierdzić dlaczego dokonał takiego wyboru. Jak sam mówi: „Dorastając nigdy nie czytałem dużo brytyjskiej SF. Moimi ulubionymi pisarzami byli głównie Amerykanie. Lubiłem Clarka, James’a White’a i Boba Show’a”.
Wielu pisarzy tego gatunku wywarło wpływ na dalszy kierunek rozwoju literackiego młodego pisarza. Byli to Clark i podobni Benfordowi. Czytał i nadal czytuje Philipa K. Dicka. Zaczął czytać Interzone w czasach, gdy w Ameryce pojawił się cyberpunk, więc dzięki temu poznał wielu pisarzy tego nurtu: Gibsona, Sterlinga i innych. Kiedy wyjechał z Anglii kupiłem The Artificial Kid i Schismatrix Bruce’a Sterlinga, powieść wydaną również w Polsce przez wydawnictwo MAG. Po przeczytaniu automatycznie włączył go do swoich ulubionych pisarzy SF. Zwłaszcza Schismatrix wywarł wielki wpływ na Reynoldsa, odkrywając przed nim nowe możliwości SF . W tym samym czasie odkrył również starszych autorów takich jak Ballard, Gene Wolfe i inni. Gene Wolf nadal pozostaje jednym z jego ulubionych.
Oczywiście, pod koniec lat 80. pojawiło się wielu doskonałych nowych pisarzy SF takich jak Paul McAuley i Stephen Baxter, co uzmysłowiło pisarzowi że można pisać historie ze statkami kosmicznymi i je sprzedawać do pism. Obecnie jest tak wielu dobrych pisarzy, że trudno jest wskazać na konkretne osoby i ich wpływ na autora. Jak sam przyznaje: „w gatunku „hard” SF cenionym wielce pisarzem jest Greg Egan, ale jest wielu innych, których równie wysoko ceni jak choćby Alexander Jablokov, Robert Reed, Geof Landis i Linda Nagata. Mówi się, że żyjemy w złotym wieku SF i całkowicie się z tym zgadzam.” Jednym z jego ulubionych autorów jest Jonathan Carrolla, jest też wielkim fanem Stephena Kinga, zwłaszcza jego opowiadań. Lubi wygrzebywać także dobre opowiadania trochę zapomnianych autorów – Alana E. Nourse’a, Murray’a Leinstera, Kornblutha i innych – stanowiących klasykę lat 40. i 50. Jest też wielkim fanem C.S.Forestera, mimo, że nie napisał nic SF.
Kariera pisarska Alastaira Reynoldsa wygląda klasycznie; przez kilka lat opowiadania, a potem zwrot ku powieściom. W tym samym czasie, pisząc doktorat i przenosząc się do innego kraju nie miał zbyt wiele czasu na pisanie, więc opowiadania były w sam raz. Od czasu sprzedaży pierwszego opowiadania do prefesjonalnego miesięcznika do pierwszej powieści minęło ponad 10 lat. Nie jest tak, że spędził następne 10 lat jako sfrustrowany powieściopisarz; Alastair Reynolds był zajęty robieniem wielu innych rzeczy i przez jakiś czas, rok lub dwa, rzadko pisał coś innego niż długie opowiadania. Zaczął myśleć o tym poważniej gdzieś w 1995 roku. Odkrył, że im poważniej traktuje się pisanie, tym większą sprawia satysfakcję.
Charakterystyczną cechą rozwoju wątku literackiego w powieściach Reynoldsa jest fakt, że po pierwszych, standardowych i zgodnych z konwencją literatury SF rozdziałach, nagle, gdzieś w środku powieści następuje zwrot i akcja zaczyna trochę przypominać powieści sensacyjne. Wzięło się to prawdopodobnie z ukochanych przez Reynoldsa kryminałów, gdzie regułą jest zwodzenie czytelnika aż do krytycznej chwili. Lubi również powieści sensacyjne – i w tym gatunku literatury jest regułą zabawa z czytelnikiem. W przypadku autora, taki niezwykły zwrot akcji wynika również z rodzaju historii jaką opowiada. Pisząc „twardą” SF nie interesuje go opowiadanie tradycyjnych już historii o tym jak bohaterska załoga statku kosmicznego napotkała dziwne zjawisko i jest w niebezpieczeństwie, które musi pokonać. Pewnie byłby zainteresowany opisem tego samego zagrożenia ale bardziej prawdopodobne jest, że opisze to jako historię szpiegowską lub kryminał.
Jego powieści poruszają w atrakcyjny dla czytelnika sposób, żywe dla nas zagadnienie obecności inteligentej rasy w kosmosie. Jako naukowiec, Reynolds nie ma złudzeń. Stan obecnej wiedzy i poziom technologiczny nie doprowadziły do odkrycia innego inteligentnego życia we wszechświecie, jednak Reynolds, sam będąc członkiem zespołu badawczego popiera wszelkie badania temu służące, o ile są ekonomicznie uzasadnione. Jednocześnie to powieści pełne humoru. Humor jest jedną z metod dotarcia do szerszego odbiorcy.
W bestsellerach „Przestrzeń Objawienia”, „Migotliwa Wstęga”, „Arka Odkupienia”, „Otchłań Rozgrzeszenia” i „Prefekt” Reynolds przedstawia mroczny świat XXVI wieku. Ludzkość, podzieloną na wrogie frakcje, prześladują pozaziemscy drapieżcy, a skrajne odłamy ludzkiej kultury są równie dziwne jak obce cywilizacje. Zalecana przez autora kolejność czytania to: "Przestrzeń objawienia", "Arka odkupienia", "Otchłań rozgrzeszenia". "Migotliwa wstęga" i "Prefekt" mogą być czytane w dowolnym momencie, bowiem nie są ściśle związane z trzema wcześniejszymi książkami. "Diamentowe psy/ Turkusowe" dni to dwie nowele z uniwersum "Przestrzeni Objawienia".
Zainteresowanych uzyskaniem więcej informacji o autorze odsyłamy do jego strony domowej.
Autor gościł w Polsce na zaproszenie British Council oraz Wydawnictwa MAG, w ramach programu Imagine This w dniach 2-4 kwietnia 2004 roku.
KONKURS:
We wstępie do swoich dzieł zebranych, napisanym w czerwcu 2000 roku, Arthur C. Clarke stwierdza: "Próby zdefiniowania fikcji naukowej będą kontynuowane tak długo, jak długo ludzie będą pisać prace doktorskie." Clarke sugeruje następującą definicję: "Fantastyka naukowa jest tym, co nie może się wydarzyć – na szczęście. Fantasy jest tym, co nie może się realnie wydarzyć – niestety."
Co najbardziej pociąga Was w fantastyce naukowej? Czy czytacie powieści sci-fi, gdyż są "naukowo prawdopodobne". A może czytając najbardziej przemawia do Was to, że właśnie mimo całej naukowości, wszystko, co pisarz opisuje na pewno w realnym świecie się nie wydarzy... ale czy rzeczywiście "niestety"?
Nagrody
Dla pięciu autorów najciekawszych tekstów mamy do wyboru dowolną książka Alastaira Reynoldsa wydaną przez wydawncitwo MAG.
Preferowany tytuł zwycięzscy będą mogli zgłaszać wraz z podaniem adresu do wysyłki.
Przestrzeń objawienia
Regulamin
- Konkurs trwa od 3. lutego do 9. lutego włącznie.
- W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów opinii, recenzji innych osób jest zabronione.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu LubimyCzytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwisu LubimyCzytac.pl.
- Adres zwycięzcy powinen zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja LubimyCzytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
[Zakończony] Od nauki do przygody czyli współczesna brytyjska science fiction - Fantastyka na światowym poziomie
-
[bookCover]4764|Przestrzeń objawienia[/bookCover] Przestrzeń objawienia[bookLink]4764|Przestrzeń objawienia[/bookLink]03.02.2012, 09:48 -
Wszystko co nieznane czyha gdzieś za rogiem i czeka aby wyjść i rozprostować swoje skrzydła i wybrać odpowiedni moment, by się ujawnić swoją tożsamość. Raz na zawsze zawładnąć ówczesnym światem. Wtedy nie ma już odwrotu, wtedy wszytko przestaje istnieć, to co było- okazuje się fałszerstwem, które zostało nam wpojone od lat najwcześniejszych. Można zawładnąć czyimś umysłem i sprawić, by to, co uznawał za słuszne zmieniło swój w niezliczoną ilość kłamstw. Zatracenie swoich wartości i wyzbycie się istoty tego człowieczeństwa. Postęp technologiczny pojawia się wraz z upływem godzin, dni i lat. To co kiedyś było niewyobrażalne, dziś toczy walkę z teraźniejszością. Wszystko to, co niemożliwe staje się możliwe. W tych czasach można zaobserwować wiele zjawisk, które w rzeczywistości nigdy nie powinny się zdarzyć. Pojawia się to wraz z upływem czasu, wraz z piaskiem przesypującym się w klepsydrze. Wszystko co "science" niesie za sobą skutki, czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, że każdy ruch powoli zabija to co ludzki, niszczy naszą planetę- miejsce, które wydaje się jedyną oazą spokoju jak i przekleństwem. Każda chwila sieje zniszczenie i tobie i mnie. Zmiany zachodzą wszędzie, wszystko się kształtuje na nowo. Od pewnego czasu... Ewolucja jest procesem, który zachodzi powoli, człowiek ulegał nieustannym przemianom przez kilka tysięcy lat, ulegał "polepszeniu", ale jego dusza nadal pozostawała na tym samym poziomie, kształtowała się tak samo wcześniej jak i dzisiaj. Bez względu na inne czynniki sprzyjające przebiegu ewolucji. Wszystko utrzymywało się na tym samym poziomie, do pewnego czasu... Do chwili, gdy człowiek zapragnął czegoś więcej niż własnej osobowości i natury, zapragnął rzeczy nierealnych. I w ten sposób cały system równowagi na świecie upadł, zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Tysiące lat temu człowiek żył w kontakcie z naturą, wszystko co naturalne stanowiło część człowieka. Owe lata wychowały naturę człowieka, stanowiły fundament do późniejszego rozwoju i postępu w świecie emocjonalnym, duchowym jak i fizycznym. W przeciwieństwie do ewolucji człowieka postęp naukowy można bez żadnych przeciwwskazań nazwać istną rewolucją, czymś co zmieniło oblicze świata w bardzo krótkim czasie. Dzięki niej nastąpiły heterogeniczne zmiany w procesie myślenia i funkcjonowania człowieka w świecie. Rewolucja europejska rozpoczęła się w czasie, gdy po raz pierwszy ukazało się dzieło Mikołaja Kopernika " O obrotach sfer niebieskich"- był to rok 1543. Nie trzeba było długo czekać na coraz nowsze wynalazki, odkrycia na polu naukowym. Jakie były ku temu powody? Chęć zdobycia obszernej wiedzy i możliwość polepszenia struktury rzeczywistości. Chciwość, a może ciekowość wpisana raz na zawsze w naturę ludzką ? Człowiek chciał zapanować nad przyrodą, stać się jej Panem i poznać to, co nic innego nie mogłoby mu zastąpić. Pojawiło się niezadowolenie, które było podstawą późniejszych konfliktów. To niezadowolenie w parze z wyobraźnią, ciekawością, wolą, rozumem, wiarą w przyszłość, a nawet ambicji staje się podstawą do wszelkiego rodzaju innowacji. Przyczyny działań... Później ta chęć poznania jeszcze dalszych możliwości człowieka i nauki, przeszła na kolejne pokolenia, które kontynuowały działania swoich przodków. Wszytko postępowało nagle. Człowiek z człowieka "naturalnego" przerodził się w pana przyrody, osobę najsilniejszą, która sprawuje władzę nad wszystkim, co uznaje za swoje. Ale trzeba się teraz zastanowić, co to znaczy "swoje". Jedno działanie wynika z drugiego i na odwrót, zatacza pewien rodzaju krąg, którego nie da się przełamać i otworzyć, bo proces postępu nauki i technologii jest czymś nieodwracalnym. Technologia i nauka stworzyła nowy świat, ten lepszy. Nikt z nas, nie chciałby zamienić się miejscami z człowiekiem pierwotnym. To byłoby nie do pomyślenia w ówczesnych czasach. Jednak niewłaściwe użycie technologii szerzy się coraz bardziej i niesie za sobą coraz nowsze i trudniejsze do wykrycia skutki, które mają ogromny wpływ na życie i funkcjonowanie jednostki na świecie, jaką jest człowiek. Próby wpływania społeczeństwa na jednostki technologiczne z góry są skazane na niepowodzenie. Prawdopodobnie z tego powodu, że rozwój nauki stymulowany jest pogonią za zyskiem, chęcią własnego wzbogacenia się, władzą i doskonalenia wyposażenia sił, jakie można użyć w walce z drugim człowiekiem. Nie dziwmy się więc zbytnio , że ostatnio technologia niesie za sobą zagrożenie dla gatunku jakim jest człowiek. Jeśli nie znajdzie się złotego środka na rozwój negatywny nauki, może być to przyczyną dalszych konfliktów o podłożu egzystencjalnym, materialnym czy społecznym, a nawet przyczyną zagłady kuli ziemskiej. Dla ludzi sprzed tysięcy lat, dzisiejsza postać rzeczy jest nadzwyczajną fantastyką, dla nas zaś naturalną prawdą. Według Arthura Clarke "Fantastyka naukowa jest tym, co nie może się wydarzyć – na szczęście. Fantasy jest tym, co nie może się realnie wydarzyć – niestety." Czymże więc jest fantastyka w obliczu nauki, czy istnieje jeszcze miejsce na takie słowo w świecie, gdzie dzień za dniem niesie za sobą coraz nowsze możliwości i pragnienia.
A jednak... Każdy człowiek ma jakieś wyobrażenie własnego świata i tego, co będzie za kilkaset lat. Co człowieka, co mnie najbardziej pociąga w fantastyce naukowej ? Może ta możliwość odkrywania czegoś, co jeszcze nie zostało odkryte, nie ważne do jakich skutków może to doprowadzić, taka wyjątkowość, która może sprawić, że przez ten jeden dzień, który zajmie przeczytanie historii, w gruncie rzeczy, teraz, przy ówczesnym rozwoju technologii się nie wydarzy. To jest właśnie ta ciekawość wpisana w naturę ludzką, o której mówiłam wcześniej. Człowieka ciągnie do tego, co nieznane, a jednocześnie jest to bezpieczne. W naszym wypadku wszytko co science fiction jest nierealne i nie spotykanie i nie może się to zdarzyć ani dzisiaj, ani tym bardziej jutro, a nawet za naszych czasów. Jednak kiedyś może do tego dojść. Ale póki co możemy się czuć bezpieczni, a jednocześnie przeżywać ten świat, którego nigdy nie poznaliśmy nie poznamy, bo nie jest to nam pisane. Pisarz może tak manipulować słowem, aby sprawić, że naprawdę uwierzymy w coś, czego teraz nie ma. Jednak czy rzeczywiście "niestety", że to co opisane w książkach się nie wydarzy ? Jak kto woli, dla człowieka- naukowca, gdyby pozwoliła na to nauka, byłby to niezwykłe doświadczenie. Ta przyszłość stałaby otworem dla takich ludzi i sprawiała, by oni spełniali swoje marzenia. Dla niektórych ludzi to podstawa, przebywanie wśród nowych technologii i życie w nieustannym bogactwie. Jednak każdy krok niesie za sobą konsekwencje. Wizja świata za parę lat może okazać się cudownym zbawieniem, albo przekleństwem wszelakich tysiącleci. I wszystkiego, co kiedykolwiek istniało. W si-fi każdy człowiek odkryje to, czego pragnie i do czego dąży, dla niego może być to wizja piękna bądź przerażająca. Do czego to może dojść, skoro mamy już genetycznie modyfikowaną żywność, wkrótce nie będzie "naturalnych" ludzi, tylko istoty całkowicie zmodyfikowane. Godność człowieka zaniknie, a sens życia przerodzi się w sens nowych doświadczeń technologicznych. Aczkolwiek wizja cofania się w czasie wydaje się być niezwykle nurtująca i wręcz piękna niesie za sobą ogromne skutki, bo nie wolno naruszać struktury rzeczywistości. Coś co już zostało zrobione, powinno zostać na tym samym poziomie, bez żadnych zmian. Co jeszcze tak bardzo pociąga w fantastyce naukowej? To przede wszystkim ta świadomość, że świat jest nieobliczalny i nigdy nie uda się go naprawdę poznać, bo być może nie będzie już takiej okazji. Jednak łapiąc za kartki książki i wdychając ten nowy zapach, przenika się tym, co sprawia, że na nowo jest się w świecie własnych marzeń, własnych osobistości i własnej rzeczywistości. Zawsze gdzieś w tej całej strukturze i konsekwentnej przyszłości jest miejsc na cień szczęścia.04.02.2012, 22:22 -
Gdybyśmy mogli mieć szklaną kulę i spojrzeć w przyszłość, to pewnie każdy z nas by się skusił i chciał zobaczyć, co takiego wydarzy się za 100, 200, 300 albo i 1000 lat. Pisarze SF dają nam taką możliwość bez szklanej kuli. Opisują świat, który jest stworzony przez ich wyobraźnię, ale nigdy nie wiadomo, czy rzeczywistość będzie podobna czy zupełnie inna...
Nie wiem, jak to się stało, że polubiłam książki SF. Kiedyś byłam dużo bardziej przywiązana do czasu teraźniejszego i najchętniej zaglądałam na półki z książkami obyczajowymi. Czytałam wszystko, co opowiadało o codziennym życiu zwykłych, szarych ludzi. Poznawałam światy, które mogły istnieć tuż obok - u moich sąsiadów, koleżanek, kolegów. Aż tu pewnego dnia odkryłam inne możliwości w literaturze - światy, które będą mogły zaistnieć za jakiś czas. Światy, które dają dużo większe pole popisu dla wyobraźni autora.
Gdzieś na początku warto tu wspomnieć o Lemie. Książki pisane jakiś czas temu, więc niektóre rzeczy i rozwiązania mogą trochę śmieszyć współczesnych czytelników (bo już teraz ludzie uporali się z pewnymi problemami), ale równocześnie sama wyobraźnia autora pokazuje różne formy życia - inne od ludzkiego. Jak by wyglądało nasze spotkanie z nimi na obcych planetach?
Książki Zajdla - w tym "Limes inferior" (wspomniany wcześniej Lem uznał tę książkę za najoryginalniejszą polską powieść SF) również mogą zaskoczyć ciekawymi pomysłami. "Limes inferior" pokazuje przyszłość na ziemi - nie biegają tu żadne zielone ludziki. Wygląda na to, że po prostu ludzie lepiej zorganizowali sobie życie, podzielili się według inteligencji, odpowiednio rozdzielili pracę i wynagrodzenie i tak mijają im kolejne dni. A tymczasem - ostatnie parę stron powieści pokaże, że jednak nie jesteśmy sami...
Kolejne możliwości przedstawia nam Herbert. Niesamowity świat z "Diuny", pozbawiony wody, w którym toczy się nieustanna walka na śmierć i życie o przyprawę i o władzę. Wyobraźnia autora prowadzi nas ubranych w filtrfraki przez pustynię, pokazuje możliwości podróży międzyplanetarnych, stawia przed nami nowe możliwości walki i obrony. A w tym wszystkim ludzkie uczucia pozostają zupełnie takie same jak nasze.
Orscon Scott Card i "Gra Endera". Tutaj jest nasz świat zagrożony przez inteligentne robale z kosmosu. Mamy do czynienia z kosmiczną Szkołą Bojową, licznymi okrętami wojennymi - a wszystko jest przedstawione w formie gry. Jeśli najbardziej zdolne dzieci będą w stanie wygrać tę grę, to wtedy cała ludzkość będzie ocalona. Jeśli natomiast ktoś sobie nie poradzi, to wtedy zwycięzcą mogą być robale.
Tak... Wspomniani przeze mnie autorzy przedstawili różne wizje świata z przyszłości. Można by tak wspominać i wspominać jeszcze wiele różnych opcji, bo autorów SF jest naprawdę wielu. I można się zastanawiać, w którym z tych światów byśmy chcieli się znaleźć, a który nas po prostu przeraża. Gdybym ja miała wybierać... Najchętniej poleciałabym na K-PAX (z książki Gene Brewera), gdzie życie było po prostu miłe i przyjemne, gdzie nie było wojen, gdzie wszyscy byli przyjaciółmi i nikt nie musiał się niczym martwić. Tam bym chętnie się znalazła, ale poczytać lubię historie bardziej przerażające, co do których mam nadzieję, że nigdy się naprawdę nie wydarzą...05.02.2012, 13:15 -
Poranek. Otwieram oczy. Zimno.
Myśl podstawowa: trzeba wstać, zimno, zimno, spać, nie chcę wychodzić spod kołdry, nie chcę wychodzić na ten mróz.
Myśl poboczna nr 1: szkoda, że nie da się teleportować do pracy. Ktoś powinien coś z tym zrobić.
Myśl poboczna nr 2: dobrze przynajmniej, że nie żyję w dukajowskim kraju wiecznej zimy i Lodu!Wstaję, ubieram się i wychodząc z domu (na zewnątrz temperatura poniżej dwudziestu stopni Celsjusza), mam szczerą nadzieję, że kiedyś naukowcy znajdą wreszcie sposób, żeby rozszczepiać obiekty na kwanty i przenosić je w przestrzeni, bez konieczności zachowania w międzyczasie ich kształtu i objętości. Nie znam się za dobrze na fizyce, ale mocno liczę na tych, którzy się znają. Chciałoby się bowiem podróżować za pomocą światłowodu, a nie zapchanego, dusznego, niedogrzanego autobusu numer sto czternaście. Cóż by to był za przyjemny, wygodny świat, o ileż szybciej dałoby się przemieszczać, można by było pospać chwilę dłużej, nie trzeba by było psuć fryzury pod czapką, zanieczyszczać środowiska spalinami i stać w korkach!
Przy okazji przypominam sobie, jak główny bohater Lodu[bookLink]4332|Lodu[/bookLink] marzł pod grubymi warstwami koców i futer w syberyjskiej krainie wiecznej zimy i jak musiał za pomocą specjalnej pompy rozmrażać swoje myśli, swój sposób patrzenia na rzeczywistość. Przypominam sobie, jak dziwne ni to istoty, ni to zjawiska fizyczne – Lute – wymrażały się na ulicach miast, nie zważając na to, co stawało na ich drodze; przechodziły przez podłogi i ściany budynków, natychmiast zamrażając na kamień wszelkie życie, które miało nieszczęście stać akurat na ich drodze. Lute wymrażały się w łukowate, krystaliczne kształty, wychodziły spod ziemi i tam też wracały, więc ludzie na wszelki wypadek starali się zamieszkiwać jak najwyższe piętra budynków. Ja akurat mieszkam na parterze, więc cieszę się, że może i jest mroźno, ale przynajmniej żaden Luty nie przemrozi mnie znienacka na śmierć podczas snu… Ale jednak trochę szkoda tej teleportacji.Takie i podobne myśli często przychodzą mi do głowy w ciągu dnia. Mimo że rewolucja technologiczna wciąż trwa, zawsze znajdzie się dziedzina, którą chciałoby się ulepszyć, coś przyśpieszyć, coś udogodnić, zwiększyć ekonomiczną użyteczność. Literatura science fiction bywa często wizją tego, jak to by było, gdyby faktycznie udało się posunąć technikę dużo, dużo bardziej naprzód. Gdyby przestały istnieć bariery świata fizyki, gdybyśmy poznali wreszcie wszelkie sekrety genetyki i biotechnologii, gdybyśmy posiedli pełną władzę nad światem przyrody i nad własnymi ciałami…
A propos kontroli nad samym sobą, zapadło mi w pamięć jedno z ciekawych rozwiązań technicznych Dicka, zastosowane w Blade Runnerze[bookLink]54082|Blade Runnerze[/bookLink]. Dla ludzi dostępny był tamże programator nastroju, który wysyłał impulsy do układu nerwowego i wpływał na samopoczucie jednostki. Oto nie trzeba się więcej smucić, odczuwać zniechęcenia, zmęczenia, złości. „Jeśli zaprogramujesz odpowiednio silny impuls, będziesz zadowolona, że się obudziłaś” – oznajmia główny bohater. Czyli co, już nigdy więcej nieprzyjemnego wstawania o szóstej rano i włączania drzemki w budziku na dodatkowe pięć minut?
Albo może lepiej byłoby w ogóle nie odczuwać potrzeby snu? Dawno, dawno temu czytałam pewną trylogię o Bezsennych[bookLink]56804|trylogię o Bezsennych[/bookLink] – genetycznie poprawianych ludziach, którzy nigdy nie zasypiali, a brak konieczności snu okazał się być skorelowany ze zwiększoną inteligencją, większą odpornością na choroby oraz powolniejszym procesem starzenia się. Podczas lektury żałowałam, że i ja się nie załapałam na taką modyfikację – w końcu urodziłam się w latach osiemdziesiątych, a według autorki pierwsi Bezsenni mieli urodzić się na początku dwudziestego pierwszego wieku – tak niewiele brakowało! Niestety, akurat ta wizja naukowa się nie sprawdziła, ludzie nadal muszą jedną trzecią życia poświęcać na sen. Z jednej strony „niestety”, a z drugiej – może to i lepiej, wszak pomiędzy śpiącymi i bezsennymi musiało dojść do wrogości, jak zawsze gdy ewolucja wypiera ze świata swoje starsze twory.
Tak właśnie jest z tymi fantastycznonaukowymi wizjami. Sięgam po taką literaturę, bo chcę zobaczyć świat, w którym przełamane zostały kolejne naukowe bariery. Chcę pomyśleć, że to naprawdę możliwe, już niedługo, może za jakiś czas, wszystko będzie możliwe, nawet podróże w kosmos, dotknięcie ręką innej planety i odkrywanie światów zupełnie nowych, dziwnych, nieznanych, tak niepodobnych do naszego. Science fiction daje nam pewne złudzenie, którego nie zapewni nam literatura fantasy: bo fantasy to przecież czysty wymysł wyobraźni, coś na kształt bajki dla dzieci, coś wbrew prawom natury, to jest po prostu niemożliwe w naszych trzech czy czterech wymiarach. Co innego s-f, tutaj prawa naszego świata są punktem wyjścia, a gdzieś dalej na osi czasu w końcu nauczymy się w pełni wykorzystywać wszystkie sekrety nauk przyrodniczych – więc może to, co przedstawił autor, kiedyś w końcu się ziści?
Literatura science fiction pokazuje nam, jak może być w przyszłości i budzi w nas pragnienie doświadczenia tych wszystkich nowoczesnych (dziś jeszcze niedostępnych) modyfikacji na własnej skórze. Dlatego z żalem przyjmujemy myśl, że to tylko fikcja literacka. Z drugiej strony, postęp zawsze prowadzi do różnych konsekwencji społecznych, politycznych, ekonomicznych, które nie zawsze są pozytywne. Pisarze S-f często w mrocznych barwach odmalowują to, jak zmienił się świat w wyniku ludzkich działań. Całkowita degradacja środowiska, wojny nuklearne, wyczerpanie zasobów naturalnych, a wraz z tym – bieda, głód, pogłębiająca się nierówność społeczna, upadek wartości i ogarniające wszystko bezprawie; albo właśnie prawo absolutne, kontrola każdej dziedziny życia, myślące maszyny występujące przeciwko ludzkości, zanik autonomii jednostki. Tego typu obrazy mogą fascynować swoją grozą, ale myślimy po cichu, że na szczęście, pewnie nie dożyjemy takich czasów.
Wizja przyszłości w kontekście postępu technicznego wydaje mi się tematem interesującym, jednak nie to jest głównym powodem, dla którego chętnie sięgam po tego typu literaturę. Najbardziej pociągają mnie bowiem światy alternatywne. Lubię, gdy autor do znanego nam świata przyrody wprowadza pewne dodatkowe elementy lub zmienia coś, co stawia wszystko na głowie. Przyszłość prędzej czy później nadejdzie, nauka się rozwinie, to nieuniknione i w gruncie rzeczy nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale pomyśleć o tym, „co by było, gdyby” – oto pole do popisu dla dobrego pisarza s-f! Co by było, gdybyśmy żyli w świecie o dużo mniejszej grawitacji? Co by było, gdyby teorie starożytnych Greków odnośnie budowy świata okazały się prawdziwe? Co by było, gdyby prawie cała planeta była pustynią? Albo jak wyglądałby gatunek ludzki, gdyby całą Ziemię pokrywał ocean? Nie wspominając już o sztandarowym pytaniu gatunku: jak wyglądałby kontakt z obcymi formami życia z kosmosu?
Kim są kosmici, jak wyglądają, czy są nastawieni przyjaźnie czy wrogo do rodzaju ludzkiego? Ilu autorów, tyle różnych pomysłów, ale chyba jednak dominuje pogląd, że przybysze z kosmosu nie daliby nam dłużej spokojnie egzystować i przybywają do nas, by prowadzić ekspansję na inne planety. Pamiętacie Dzień tryfidów[bookLink]61159|Dzień tryfidów[/bookLink]? Wszystko zaczyna się od bardzo widowiskowego pokazu spadających gwiazd – miliony meteorów przecinają atmosferę kuli ziemskiej, a zjawisko to przyciąga spojrzenia niemal wszystkich ludzi na świecie. To wydarzenie jest jednak brzemienne w skutki dla jego obserwatorów. Nagle prawie cała ludzkość traci zmysł, na którym polega najbardziej – wzrok, a tymczasem dookoła rozpoczyna się ekspansja Tryfidów, istot nie pochodzących z Ziemi, przypominających drzewa i zdecydowanie wrogo nastawionych... Oto wizja świata, w którym zapewne nie chciałby się znaleźć żaden czytelnik.
A zatem, co najbardziej mnie pociąga w fantastyce naukowej? To, co powinno być składnikiem każdej dobrej powieści – dobrze wykorzystana wyobraźnia autora. Pociąga mnie wizja światów, które teoretycznie miały szansę zaistnieć, a może i istnieją gdzieś równolegle, alternatywnie do naszego. Podoba mi się, że światy te wydają się być tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, a złudzenie to powstaje dzięki wysiłkom autora, by nadać im prawdopodobne kształty. Przedziwne, fantastyczne byty wydają się możliwe, bo nie są tłumaczone magią, nadludzkimi i pradawnymi mocami, ale odwołują się do tego, w czym rzeczywiście na co dzień szukamy oparcia – w nauce, badaniach empirycznych, logicznych argumentach. Czy istnieje lepszy sposób by dać nam poczucie, że te wszystkie niezwykłe rzeczy mogłyby wydarzyć się naprawdę?
05.02.2012, 15:32 -
Czy wyobrażamy sobie rzeczywistość, w której człowiek nie pełni już roli dominującej, a świat sterowany jest wyłącznie za sprawą nowoczesnych technologii? Nie mam tu na myśli wynalazków XX i XXI wieku, które wiodą prym we współczesnym świecie. Myślę raczej o technologii przyszłości. Automatyka i robotyka wypierające człowieczeństwo. Czy to dobra wizja na kolejne tysiąclecia?
Nie ma co tu kryć. Każdy z nas zastanawia się jak będzie wyglądała przyszłość. Co stanie się z planetą, na której żyjemy? W jakim kierunku rozwinie się nowoczesna technologia i jaki wpływ będzie miała na życie naszych potomków? Pytań jest wiele a o odpowiedzi na nie trudno. Wydawałoby się, że nie możemy przewidzieć tego, co będzie. Są jednak wśród nas tacy, którzy starają się stawiać różnego rodzaju hipotezy. Możemy je odnaleźć na kartach fantastyki naukowej, która niemal od zawsze przyciąga rzesze czytelników.
Uwielbiam czytać o przyszłości. Nawet jeśli pisarz przedstawia w książce tylko pewne światy alternatywne. Ciekawi mnie jak będzie wyglądała Ziemia i życie na niej za kilka tysięcy lat. Nie ma w tym nic dziwnego. Taka już ludzka natura, że interesuje nas często to, co pozostaje niewyjaśnioną tajemnicą. Dodatkowym atutem dzieł literackich zaliczanych do fantastyki naukowej jest fakt, że nie wszystkie dotyczą przyszłych losów naszej planety. Często autorzy umieszczają akcję swoich dzieł na odległych, autentycznych bądź wyimaginowanych planetach we wszechświecie. Przyznam, że ta tematyka jest jeszcze bardziej intrygująca. Zapis życia na Marsie czy Izmiraidach będący w sprzeczności z poglądami współczesnej nauki, zaciekawia i pochłania czytelnika bez reszty.
Jest pośród twórców fantastyki naukowej dwóch takich, obok dzieł których nie można przejść bez komentarza. Na dziełach tego pierwszego, większość z nas „uczyła” się science-fiction. Stanisław Lem, bo o nim tu mowa, był według mnie w tej dziedzinie mistrzem. „Cyberiada” – pierwszy zbiór opowiadań tego autora, który przeczytałam, utkwił mi w pamięci na lata. Nikt tak świetnie jak Lem nie opisuje genezy wszechświata. Pomysł zamieszania w to rozpadającego się robota- giganta, za sprawą którego powstają gwiazdy, planety i planetoidy powoduje, że czytając te opowiadania, stajemy się niemal uczestnikami narodzin wymienionych ciał niebieskich. Ale to nie wszystko. Skoro mowa o „perełkach” Lema, to wspomnieć trzeba również o znakomitych „Dziennikach gwiazdowych”, nad którymi autor pracował przez większość swojego życia. W porównaniu do „Cybierady”, światy kreowanie na łamach „Dzienników” są skonstruowane niemal idealnie. Czytając je podróżujemy sobie swobodnie po fikcyjnych planetach, na których prym wiodą hordy robotów. Nie ma chyba lepszego sposobu na relaks i rozrywkę jak darmowa podróż po wszechświecie, sponsorowana przez naszą wyobraźnię. Dodatkowym plusem, którym Lem urzeka mnie za każdym razem jest język jego opowiadań. Czytając je nie czuję się zagubiona. Autor „oswaja” mnie z kreowaną przez siebie rzeczywistością i z każdą stroną zachęca do dalszej penetracji alternatywnych światów.
Co do drugiego autora, nadal się „poznajemy”. A właściwie ja poznaję jego twórczość. O Jacku Dukaju mówi się dużo i dobrze. Zainteresował mnie swoją osobą po przeczytaniu opowiadania „Katedra”. Oglądając film „Katedra” Tomasza Bagińskiego, wiedziałam już, że muszę sięgnąć po opowiadanie Dukaja. Dukaj przetworzył w nim fabułę tego filmu. Wszystkie obrazy przedstawił za pomocą słów. Niektóre elementy opisał trafnie, inne nieco gorzej. Jednak znakomicie wykorzystany motyw żywokrystu spowodował, że mimowolnie musimy przeczytać opowiadanie do końca. Przy całej znakomitości opisu i świata stworzonego w „Katedrze” jest jednak pewien problem. Chodzi tutaj o język opowiadania Dukaja. Nie ukrywam, że czytanie „Katedry” wymaga od czytelnika skupienia i zmysłu orientacji. Nie jest to literatura łatwa, ale za to jest przyjemna. Stawia warunki, ale daje satysfakcję. Dlatego z pewnością nie było to moje ostatnie spotkanie z dziełami Jacka Dukaja.
Jest wiele czynników, które wpływają na to, że z chęcią sięgam po dzieła z gatunku science-fiction. Chęć mentalnego podróżowania, które umożliwiają mi te książki powoduje, że nie mogę się od nich oderwać godzinami. Światy rządzone przez roboty i innego typu wytwory techniki są równie, o ile nie bardziej interesujące od otaczającej nas na co dzień rzeczywistości. Nie ma się zatem co dziwić wszystkim fanom fantastyki naukowej. Jeśli ktoś posiada wyobraźnię i jest otwarty na nowe, alternatywne światy to niewątpliwie odnajdzie się czytając dzieła Dukaja. Dla tych „tradycjonalistów”, którzy wolą jednak wizje świata przyszłości zdominowanego przez roboty, bez wahania polecam Lema. Jego opowiadania zapewnią wam długie godziny przyjemnej a zarazem intelektualnej podróży po wszechświecie.
05.02.2012, 22:55 -
Moimi ulubionymi gatunkami jest fantastyka i fantastyka naukowa. Dlaczego? No cóż lobię ciekawe niekonwencjonalne pomysły. Uwielbiam gdy autor wychodzi poza utarte schematy i wymyśla coś całkiem nowego, świeżego, a te dwa gatunki właśnie dają w tej kwestii największe pole do popisu.
Natomiast jeśli chodzi o to czy rzeczy wymyślone przez autorów zajmujących się fantastyką naukową są rzeczywiście niemożliwe to byłbym ostrożny z wypowiadaniem takich opinii. To co dzisiaj ludzie uznają za niemożliwe w przyszłości może okazać się powszechnie znanym faktem. Nie raz już się tak zdarzało i zapewne jeszcze nie raz się zdarzy. Najlepszym przykładem na coś co kiedyś ludzie uważali za niemożliwą bzdurę, a dzisiaj nikt już tego nie podważa jest kształt naszej planety. Jak wszyscy dobrze wiedzą kiedyś uważano, że ziemia jest płaska no bo jakim cudem mogłaby być okrągła przecież ludzie by z niej pospadali?! W pewnym okresie historii głoszenie innych poglądów na ten temat powodowało nie tylko śmiech i szykany. Kościół katolicki uważał naukowców twierdzących, że Ziemia jest okrągła za heretyków i nawet zabijał ich za takie poglądy.08.02.2012, 09:06 -
Fantastyka naukowa to dość wymagający gatunek. O ile w przypadku innych książek możemy pewne fragmenty traktować bardziej pobieżnie, niektóre dłużące się nam opisy nawet pominąć, o tyle w przypadku fantastyki naukowej z dużym prawdopodobieństwem będziemy zmuszeni czasem cofnąć się o parę stron i przeczytać je jeszcze raz, by dokładnie wyobrazić sobie zawiłości stworzonej przez autora rzeczywistości. Wydaje mi się, że urok tych książek polega właśnie na tym, że często zdają się być niesamowicie prawdopodobne. Bazują na powszechnej wiedzy i sprawiają wrażenie, jakby były jej logicznym następstwem. Stworzone przez autora neologizmy, trwale zapisują się w naszej pamięci i momentami trudno już się zorientować, gdzie kończy się rzeczywistość a zaczyna fikcja. Czytając fantastykę naukową zdarza mi się szukać w Internecie potwierdzonych naukowo informacji na dany temat, tego rodzaju książki bardzo motywują mnie do poszerzania wiedzy z różnych dziedzin. Lubię dochodzić do tego, czy autor faktycznie wziął pod uwagę wszystkie aspekty, czy nie pominął czegoś, co zostało już wynalezione, bądź nie podąża drogą, która zaprzecza naszej obecnej wiedzy.
Współczesna fantastyka naukowa staje się rówież coraz bardziej wymagająca dla samego pisarza. O ile Juliusz Verne mógł w 1863 roku spojrzeć w niebo i pomyśleć jak wspaniale byłoby odbyć długą podróż balonem, o tyle w obecnych czasach technologia jest już na tyle zaawansowana, że naprawdę trzeba się wysilić, by stworzyć coś całkowicie innowacyjnego. Podróże w czasie, kontakty z innymi cywilizacjami czy też człowiek żyjący na innej planecie to nadal fantastyka, jednak już tak często opisywana, że coraz trudniej jest zaskoczyć czytelnika zupełnie odmienną wizją. Z tym większą przyjemnością śledzę nowości z tego gatunku.
Fantastyka naukowa opiera się na nauce i rozwoju technologii. Opisane wydarzenia czy wynalazki mogą zdawać się wysoce prawdopodobne, jednak śmiem twierdzić, że szansa na to, że faktycznie staną się częścią naszego realnego świata jest naprawdę znikoma. Co prawda pisarze wykorzystują autentyczne informacje, jednak rzeczywistość, którą tworzą, opierają na własnej wyobraźni a nie na naukowych badaniach. Stąd szansa, że ich pomysły zostaną wprowadzone w życie w dokładnie przedstawionej przez nich postaci pozostaje mżonką. Szkoda, bo życie mogłoby stać się o wiele prostsze, gdyby tylko można było wykorzystać każdy dobry pomysł, zrodzony w ludzkiej głowie...
Chociaż fantastyka naukowa nie może być traktowana w kategorii możliwych do osiągnięcia celów, posiada ona jednak pewną wartość naukową. To chzba jedyny gatunek literacki, który zajmuje się problematyką o zasięgu cywilizacyjnym. Autor prowokuje nas do zastanowienia się nad tym, w jakim kierunku zmierza postęp technologiczny i badania naukowe. Z jednej strony wzbudza w nas lęk przed możliwymi konsekwencjami, choćby atomową zagładą. Z drugiej pozwala nam wierzyć, że jeśli tylko będziemy ostrożni i dokładnie rozpatrzymy możliwe zagrożenia, będziemy w stanie osiągnąć jeszcze bardzo wiele.
Jak wspomniałam już na samym początku, fantastyka naukowa nie jest łatwym gatunkiem i wymaga od czytelnika sporego zaangażowania. Jest ona jednak doskonałym punktem wyjścia do refleksji nad tym, kim jest wsółczesny człowiek i dokąd zmierza.
08.02.2012, 14:28 -
Co najbardziej pociąga Was w fantastyce naukowej? Czy czytacie powieści sci-fi, gdyż są "naukowo prawdopodobne". A może czytając najbardziej przemawia do Was to, że właśnie mimo całej naukowości, wszystko, co pisarz opisuje na pewno w realnym świecie się nie wydarzy... ale czy rzeczywiście "niestety"?
W fantastyce naukowej najbardziej podoba mi się to, że wszystkie wydarzenia są prawdopodobne i możliwe do "zrealizowania" w rzeczywistym świecie. Czytając powieście science fiction przenoszę się do zupełnie innego świata, a jednocześnie mam wrażenie, że granice świata "wymyślonego" - tego z książki - i rzeczywistego - czyli tego, w którym żyjemy - zacierają się. Każde wydarzenie w takiej powieście można "naukowo" wyjaśnić i nigdy nie wyklucza się tego, że może zaistnieć w przyszłości. Najbardziej podoba mi się jednak to, że w takich powieściach często autor wybiega naprzód: "Żyjemy w roku 2078" lub "Jest XXVII wiek naszej ery".
Powieści z gatunku fantastyki naukowej opierają się na rozwoju nauki i techniki. Szczególnie podobają mi się książki Rafała Kosika - moim zdaniem, mistrza SF dla młodzieży - w których nigdy nie brakuje wynalazków oraz niesamowitych przedmiotów, które łączą się z tym gatunkiem. W jednej z części kultowej serii "Felix, Net i Nika" główni i tytułowi bohaterowie przenoszą się w czasie - do przyszłości i przeszłości. Jest to jeden z elementów fantastyki naukowej, który zawsze mnie zadziwiał. Często myślałam o tym, jakby mi się żyło w czasie II wojny światowej, XVIII wieku albo w roku 2479. Gatunek science-fiction daje mi możliwość poznania innego świata, w którym wszystko może się zdarzyć. Jednocześnie niektóre elementy tego wymyślonego i realistycznego świata czasami mnie przerażają. Mam na myśli cyberprzestrzeń, a przede wszystkim roboty. Robotyka łączy się z wieloma dziedzinami wiedzy w tym ze sztuczną inteligencją, która naprawdę mnie przeraża. Myśl, że ludzie pracują nad klonowaniem człowieka jest straszna, ale świadomość tego, że w przyszłości powstaną roboty, które będą mogły żyć wśród ludzi jest dużo gorsza. To jest ta nie fajna strona fantastyki naukowej.
Myślę, że samo czytanie takich książek jest fascynującym zajęciem, bo każdy z nas może poznać "planowanie" na przyszłość, niesamowite wynalazki, zapierające dech w piersiach odkrycia... To wszystko wydaje się takie niesamowite i nierealne na tle naszego szarego świata. Jednocześnie mamy świadomość, że życie w takim świecie może być fajne tylko przez chwilę. Nikt z nas nie byłby w stanie sprostać wymaganiom takiego świata. Byłby to dla nas zbyt ogromny cieżar; dla mnie byłby to zbyt ogromny ciężar. Cieszę się, że roboty i cyberświat istnieją tylko na kartkach papieru; że żyjemy tu i teraz. Nie wstydzę się przyznać do tego, że wolę, by wydarzenia, które możemy przeżyć wraz z bohaterami powieści science-fiction nie zdarzą się w naszym świecie. Myślę, że po prostu jestem zbyt przerażona myślą o tym, że tak mógłby wyglądać nasz świat...
08.02.2012, 18:30 -
"Podobno ciągle istnieją jeszcze inne słońca niż to nade mną" [Myslovitz] Fascynujące jest, jak mogą te słońca wyglądać? Jak tam jest? Czy kiedyś tam dotrzemy? Czy spotkamy tam kogoś? Jak dużo musimy się jeszcze dowiedzieć, by móc polecieć w dalekie słońca?
Nauka chwilowo nie dostarczy nam odpowiedzi na te pytania. Na tą chwilę prędkość światła jest nam znana jako absolutne ograniczenie prędkości, do jakiej można próbować się rozpędzić. W konsekwencji dalekie gwiazdy mogą zostać dla nas na zawsze nieosiągalne.
Tam więc, gdzie nauka nie może, tam sięga fantastyka naukowa, a właściwie to wyobraźnia. W sci-fi najbardziej pociąga mnie wyobraźnia autorów. Ich wyobrażenie o tym, jak mogą wyglądać inne słońca, inne planety, jakie odkrycia naukowe pozwolą nam je zobaczyć i poznać. Dla mnie nie ma nic ciekawszego, niż skrzyżowanie porządnych podstaw naukowych z wyobraźnią pozwalającą na stworzenie wszechświata i przygodą dziejącą się w tym wszechświecie. To co mnie pociąga, to możliwość istnienia. Być może jest ona bardzo odległa, bardzo naciągana, może nie do końca zgodna z tym, co wie współczesna nauka. Jednak to właśnie dzięki temu autor powieści sci-fi może w niej zbudować swój świat.
Takie budowanie jest zadaniem niełatwym. Często wymaga stworzenia przemyślanej i spójnej koncepcji rozwoju nauki, ewolucji gatunków, technologii czy idei politycznych. Dobrym przykładem takiego budowania świata jest tu tzw. Honorverse – świat stworzony przez Davida Webera w ramach serii „Honor Harrington”. Wymyślony i opisany tam świat zadziwia swoją złożonością. Autor przedstawia go nam zaczynając od fizyki lotów międzygwiezdnych, przez implikacje jakie wywarła ona na konstrukcji statków i okrętów, po jej wpływ na układy i podziały polityczne. Weber opisuje dokładne parametry nieistniejących jednostek militarnych, głównie okrętów. Opisuje bitwy, w których dowodzący okrętami stosują różnorakie strategie będące przemyślanymi konsekwencjami ograniczeń fizycznych i technicznych w stworzonym wszechświecie. Dodatkowo wszystkie działania wojenne motywowane są decyzjami płynącymi ze skomplikowanej polityki wewnątrzsystemowej i galaktycznej.
Tak opisany i skomplikowany świat, stworzony w głowie autora i po kawałku pokazywany innym, staje się dopiero sceną, na której rozgrywają się bitwy, dzieją się tragedie i radości, porażki i zwycięstwa. Na tej scenie dopiero zaczyna się akcja powieści, przedstawienie bohaterów, snucie intryg i epickie bitwy. Nikt nigdy nie był w tamtym świecie, można się do niego udać tylko dzięki połączeniu nauki i wyobraźni. I to właśnie to połączenie jest dla mnie magnesem przyciągającym do sci-fi.08.02.2012, 21:48 -
Literatura fantastycznonaukowa ma to do siebie, że jest dość trudna w odbiorze, a to z kolei świadczy o tym, że zwyczajnie nie jest dla każdego. Niektórzy sięgają po książki wyłącznie po to, by oderwać się od ponurej i męczącej rzeczywistości, przenieść się do innego, podobnego świata, gdzie to inni wciąż coś robią, a czytelnik może odpocząć. Science fiction natomiast wymaga od odbiorcy pełnego zaangażowania oraz pewnej podstawowej wiedzy z zakresu fizyki, chemii czy chociażby astronomii. Poniekąd można w ten sposób łączyć przyjemne z pożytecznym, gdyż niejednokrotnie zdarzyło mi się, że czytając książkę z gatunku sci-fi, zainteresowałam się jakimś zagadnieniem i samodzielnie pogłębiałam wiedzę. W ten sposób na przykład rozwinęła się moja fascynacja kosmosem. Może i jestem dziwna, ale do tej pory z ekscytacją wspominam wykład o pulsarach, w którym uczestniczyłam wiele lat temu, a przez pewien czas na podstawie zdjęć byłam w stanie nazwać wszystkie księżyce planet Układu Słonecznego. A zaczęło się właśnie od literatury science fiction rozgrywającej się w kosmosie.
Poza tym literatura popularnonaukowa nie skupia się wyłącznie na zagadnieniach stricte związanych z naukami ścisłymi. Większość książek o podróżach w czasie, kolonizacji nowych planet, a nawet podróżach międzygwiezdnych wiąże się z poważnymi problemami społecznymi czy socjologicznymi, niejednokrotnie z katastrofami ekologicznymi lub złą gospodarką czy polityką kraju (albo planety). Dzięki tym aspektom książki zyskują niezwykle poważne i znaczące tło, nad którym warto się zastanowić nawet po skończeniu lektury. Nie jest to więc kwestia przerzucenia stron, odłożenia książki na półkę i sięgnięcia po następną. Bo warto spróbować odpowiedzieć sobie na pytania: jak mógłby wyglądać świat, gdyby Kolumb postąpił inaczej z rdzenną ludnością Ameryki? Jak rozwinąłby się świat, w którym z powodu przeludnienia ogranicza się liczbę urodzeń? Co, gdyby ludzie musieli zamieszkać pod wodą z powodu zanieczyszczenia atmosfery?
Jest to kolejna kwestia, która tak bardzo przyciąga mnie do tego gatunku. Odpowiada na najchętniej zadawane przeze mnie pytanie: "co by było, gdyby..?".Tak naprawdę science fiction pozwala nam jeszcze w pewien specyficzny sposób przewidzieć możliwe warianty przyszłości. Czasami odnoszę wrażenie, że autorzy przekładają na karty swoich powieści wątpliwości i lęki, które ich dręczą. Wystarczy przyjąć kilka założeń, które musiałyby być spełnione, by przyszłość mogła potoczyć się tym konkretnym torem. Dlatego też uznałabym literaturę popularnonaukową za przestrogę przed niektórymi eksperymentami i próbami kontrolowania świata, bo nie zawsze piękna i świetlista droga jest tą właściwą.
Ponadto autorzy podejmujący się tak trudnego gatunku starają się, by nie tylko tło i kwestie naukowe były na wysokim poziomie, co z kolei sprawia, że oddają w ręce czytelnika dzieła niebanalne zarówno pod względem fabularnym, jak i postaciowym. Bohaterowie mają złożone charaktery, są zmuszani do podejmowania szybkich i trudnych decyzji oraz konfrontowania się z ich konsekwencjami (niejednokrotnie mówimy tu o konsekwencjach na skalę wszechświata, a przynajmniej galaktyki). Gdy zaś doda do tego podłoże naukowe, czytelnik może po prostu zatonąć w świecie wykreowanym przez autora, w jego detalach, konstrukcji i innowacyjności. A jak to wszystko cudownie pobudza wyobraźnię! Galaktyczne starcia, obce planety... Warto czasami zamknąć oczy i zobaczyć ciemnoczerwone niebo z dwoma lub trzema księżycami. Coś wspaniałego...
Piękne jest również to, że podczas czytania mam świadomość, że to wszystko jest niemożliwe... JESZCZE. W końcu w swoich czasach Juliusz Verne też był pisarzem science fiction, prawda? Dlatego też przyjmuję książki fantastycznonaukowe jako wymagającą i wciągającą lekturę, w której niektóre wydarzenia mogłyby się kiedyś spełnić, jeśli tylko osiągniemy wystarczająco wysoki poziom wiedzy z danej dziedziny.
09.02.2012, 22:16 -
Fantastyka naukowa to sekcja prężnie rozwijająca się dzięki kilku najważniejszym przedstawicielom tego gatunku. Lem, nieśmiertelny Wells, oraz Verne – z tych nieżyjących. Żyjący – o tu będzie problem. Jak zdefiniować nowo powstałe dzieła? Niektóre są niezwykłe, podpadające pod naszą kategorię, ale wciąż „inne”. Co by tu zrobić z Yu, który właściwie krytykuje samego siebie? Jednakże weźmy tu pod uwagę Toma Lloyda, Iana Macdonalda, Dicka, Lore’a, Bradley Marion Zimmer, Aldissa, Wattsa, Dukaja, Glukhovskiego, Kosika…. Tylko by wymieniać i wymieniać.
Nie zgadzam się z definicją Clarke’a. Stwierdzenie, że f. naukowa jest niemożliwa – na szczęście – jest nieco na wyrost. W książkach tego typu można znaleźć wiele mało prawdopodobnych wizji futurystycznych, od podróż po wszechświecie i czasie, po alternatywy mutacji człowieka, czyli tak naprawdę ziemi. Mało prawdopodobne, a jednak. Za blisko tu teorii, że coś mniejszego od całości jest niczym. Ludzie od dawien dawna starali się odgadnąć zagadkę czasu, a skupienie się na przyszłości gwarantowało więcej chętnych do powielania poglądów. Ich przewidywania często różniły się znacznie między sobą, ale zawsze zawierały ziarno prawdy. Gdyby połączyć te wszystkie ziarna ze sobą, staranie wyselekcjonowane i wielokrotnie sprawdzone, czy nie powstałaby prawdziwa pustynia, pełna przypuszczeń? Na pewno któreś z nich ziści się w końcu. Kiedyś komputery były „fantastyczną” wizją, dziś są nieodłącznym przyjacielem pokolenia dorastającego. A to przecież Lem pisał o nich. Owszem większość wymysłów pisarzy nie będzie miała miejsca w najbliższej przyszłości, ale kto wie? Za pięćdziesiąt, sto, tysiąc lat? Może pisarzowi chodziło o to, że wizje zwykle w takich książkach są apokaliptyczne, fatalistyczne, a fantasy to słodkie bajeczki na dobranoc. Cóż, takie życie. Osobiście wolę f. naukową, zamiast średniowiecznego rycerstwa i hobbitostwa szerzącego się po świecie.
Ach ta fantastyka… większość ludzi czyta ją. Każdy zależnie od swojego gustu skupia się na czymś innym. Horrory, baśnie, fantasy – różne są gusta. Podczas gdy te poprzednio wymienione zazwyczaj nie potrzebują większego skupienia, zastanowienia nad tekstem, f. naukowa stanowczo woła o pomoc kiedy zostanie niedoceniona. Skutkiem tego, jest zwyczajnie niezrozumiana i zwyczajnie nielubiana. Ja sama, kiedy mam ochotę poczytać sobie coś na odprężenie zabieram się obyczajówkę i obchodzę wszelkie bardziej skomplikowane szerokim łukiem. Czasem, wyjątkowo sięgnę, ale tylko wtedy gdy nie ma nic innego pod ręką. Zazwyczaj SF zalega u mnie na półce i czeka aż będę naprawdę znudzona, wypoczęta i bez hałasu wokół. A wtedy… Walą się filary współczesnego tabu, zamyka się nade mną nieboskłon i widzę całkiem inny mi świat obcy, ale poniekąd znany.
W SF nie mam określonego typu. Połykam każdy motyw, każde zagadnienie. Byle nie wiało powtarzalnością bezeceństwami. No, dobra to ostatnie wieje dość często w moich lekturach. Bardzo ciężko jest mi zaakceptować niektóre idee pisarzy, które są tj. kamieniem do mojego ogródka. Gdy temat porusza sprawę religii jestem w stanie to przełknąć. Ale kiedy on obraża, nie krytykuje, a obraża, jest dla mnie błędem warsztatu. Tutaj był dla niemałym szokiem Heinlein, który na początku rozśmieszył mnie, a później bardzo mocno poruszył. Wielożeństwo jest zawsze złym pomysłem, a on akurat we wszystkich czytanych przeze mnie utworach poruszał ten drażliwy temat. Nie zgadzam się z nim i wprawiało mnie to we wściekłość po jakimś czasie. Z tego wyszło, że jestem bardzo nietolerancyjną i nie posiadającą asertywności osobą. Może i jestem wychowywana podług pewnych norm, ale nie znaczy to, że jestem ślepo w nie wpatrzona. Mam też swoje własne przekonania na które nikt dotąd nie wpłynął. po namyśle stwierdzam, że po to czytam książki żeby konfrontować swoje opinie z innymi.
Tak jak mówiłam SF jest możliwa do zdarzenia się. Tak, cały ten dział. Sądzę, że właśnie dlatego tak lubię ją czytać, ponieważ to wszystko opisane w niej może kiedyś stać się moim udziałem. I wtedy będę wiedziała, co zrobić. Albo czego nie zrobić. Z drugiej strony to małe prawdopodobieństwo pociąga mnie bardziej. Jeśli to się nie zdarzy, nie doświadczę tego i nie będę tego znała. Taa, ciekawość to 1 stopień do Piekła…09.02.2012, 22:23 -
10.02.2012, 06:42
-
12.02.2012, 10:32
-
05.03.2012, 21:56
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.
Moderatorzy
-
LubimyCzytać
Moderator grupy -
Miss_Jacobs
Moderator Globalny -
Monika Adamczyk
Moderator Konkursów
Szukaj w tej grupie
Książki wstawione do tej dyskusji
- - Lód (dyskusje)
- - Blade Runner (dyskusje)
- - Hiszpańscy żebracy (dyskusje)
- - Dzień tryfidów (dyskusje)
- - Przestrzeń objawienia (dyskusje)

