Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
926979 czytelników
2166 dyskusji
131945 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Ślubne przygotowania – wygraj książkę „Noc, kiedy umarła”.

Ślubne przygotowania – wygraj książkę „Noc, kiedy umarła”.

To był najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Co więc sprawiło, że skoczyła? Tej nocy stała na klifie i patrzyła w dół, na fale, tak jak dziesiątki razy wcześniej. Ale tym razem było inaczej – miała na sobie suknię ślubną, na rozwianych blond włosach welon i… tym razem skoczyła. Świadkowie stali na tyle blisko, że wszystko widzieli, nie zdążyli jednak jej zatrzymać. Policja prowadziła poszukiwania – bez skutku. Evie Bradley przepadła, a jej ciało zmyły fale morza. I tylko jedna osoba wie, dlaczego. Jej najlepsza przyjaciółka, Rebecca. Miesiąc po tej tragedii zdruzgotana Rebecca dostaje wiadomość: Mogłaś mnie uratować. Ale umarli nie mówią ani nie piszą… Kto więc wciąga Rebeccę i męża Evie, Richarda, w chorą grę oskarżeń i iluzji? I, na litość boską, dlaczego?

Ślubne przygotowania potrafią przyprawić o zawrót głowy. A jak wyglądały wasze? Wszystko przebiegło bez komplikacji, czy nie obeszło się bez wpadki? Opowiedzcie historie swoje lub waszych znajomych czy członków rodziny. Może macie w zanadrzu jakieś wesołe anegdotki?

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Noc, kiedy umarła - Jacek Skowroński

Noc, kiedy umarła

Autor: Jenny Blackhurst

To był najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Co więc sprawiło, że skoczyła? Tej nocy stała na klifie i patrzyła w dół, na fale, tak jak dziesiątki razy wcześniej. Ale tym razem było inaczej – miała na sobie suknię ślubną, na rozwianych blond włosach welon i… tym razem skoczyła. Świadkowie stali na tyle blisko, że wszystko widzieli, nie zdążyli jednak jej zatrzymać. Policja prowadziła poszukiwania – bez skutku. Evie Bradley przepadła, a jej ciało zmyły fale morza. I tylko jedna osoba wie, dlaczego. Jej najlepsza przyjaciółka, Rebecca. Miesiąc po tej tragedii zdruzgotana Rebecca dostaje wiadomość: Mogłaś mnie uratować. Ale umarli nie mówią ani nie piszą… Kto więc wciąga Rebeccę i męża Evie, Richarda, w chorą grę oskarżeń i iluzji? I, na litość boską, dlaczego?

Regulamin
  • Konkurs trwa 8 - 14 października włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - ______________. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 66
Klops
09-10-2019 21:16
Pamiętam gorączkowe przygotowania do ślubu mojej siostry - makijaż, sukienka, włosy. Duże lustro w przedpokoju oblegane przez pannę młodą. Ostatnie upewnienia, że limuzyna ślubna, fotograf, kwiaty, chmury na niebie... Ojciec przeprowadził siostrę przez próg rodzinnego domu, gdzie miał czekać pan młody z rodzicami. I... Nic, nikogo, telefon milczy... Okazało się, że tuż przed wyjazdem Grzesiek wsiadł na motocykl, żeby coś odebrać, o czym zapomniał. Nie chciał, aby pojechał jego ojciec, bo on załatwi to szybciej. I wjechał pod koła ciężarówki... Zginął na miejscu. Łzy, bukiet ślubny w koszu, zmiętoszony welon, sukienka zdarta siłą z bezsilnego ciała, cisza wokoło, martwe milczenie...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 160
Ewelina
09-10-2019 22:07
Pamiętam gdy mama wypinała mnie ze spacerówki i dawała pobrykać na trawie. Pamiętam księżyc za oknem i wzór zasłon, gdy w moim drabinkowym łóżeczku obudził mnie ból nóg. Ile miałam wtedy lat? Maksymalnie 3. Ile lat upłynęło od tamtej pory? Dekady! Konkretnie trzy.
Od mojego ślubu z miłości minęło raptem 5 lat. Czemu więc niemal kompletnie nie pamiętam tych ostatnich dni przed ślubem? Mam w głowie tylko strzępy wspomnień. Spacer deptakiem z sukienką w worku, gdy odebrałam ją z salonu. Jak burknęła na mnie kosmetyczka, gdy mówiłam, że jutro biorę ślub i czy są jeszcze miejsca na paznokcie. To małostkowe uczucie zazdrości, gdy mój jeszcze-narzeczony bawił się na wieczorze kawalerskim, a ja chyba oglądałam telewizję sama w mieszkaniu rodziców. I potem ta przykra samotność, że on teraz z rodziną, a ja sama. Koniec, więcej szczegółów brak. Nawet nie pamiętam pobudki TEGO dnia. Moja świadomość wróciła dopiero gdy fryzjerka zaczęła układać mi włosy. A potem nagle wszystko nabrało tempa i tak rozpędzone toczy się po dziś dzień. Jedno życie się skończyło, choć wówczas tego nie dostrzegałam. Przyszło nowe, rozpychając się brutalnie, nie bacząc na nic. Ale, dzień mojego ślubu był dobry i radosny, taki jak być powinien.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1883
Renax
10-10-2019 06:23
Moje przygotowania do ślubu były absorbujące. Padaliśmy ze zmęczenia, ale było fajnie. Anegdotka ze ślubu dotyczy jednak nie mojego wesela, ale wesela znajomej mojej znajomej. W pewnym mieście w Polsce słynącym cudami zamówiono pół sali na wesele. Smętnie było do północy, wiadomo, jak na weselu. Ten pląsa, tamten drzemie, a jeszcze inny popija. Ale wszystko się zmieniło o północy, bo nikt nie zapytał wcześniej co się odbywa w drugiej części sali, tej nie wynajętej na wesele. A o północy wkroczyły panie skąpo ubrane i zaślinieni panowie... W drugiej części sali był klub ze striptizem. W każdym razie znajomi znajomych mówili znajomej, że po północy było fajnie. Żaden facet nie drzemał i tylko małżonki były wściekłe ze złości.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1676
Konik
10-10-2019 08:44
Dzień, w którym moja przyjaciółka wzięła ślub był z pewnością niezapomniany. Ludzie w ślubnej gorączce i ze wzruszenia potrafią stworzyć naprawdę wspaniałe wspomnienia. Jako świadek pocieszałam po ceremonii, gdy został pomylony palec na obrączkę, a ksiądz dyskretnie dawał znać, niestety bezskutecznie. Pan młody podczas tańca zapomniał kroków i zaczął improwizować z czego wynikł całkowicie nowy rodzaj tańca, który spodobał się wszystkim!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 131
sloneczko89
10-10-2019 12:06
Mojego narzeczonego dzień przed ślubem rozłożyło przeziębienie. Do tego stopnia, że prawie stracił głos, a ja zaczęłam już podejrzewać go o to, że się wystraszył i szuka wymówki, by nie wygłosić ślubnej przysięgi (żarcik). Tak więc cały dzień mój K. przeleżał w łóżku. Katar, kaszel, chrypka, ogólne osłabienie - to wszystko nie dawało mu spokoju. Kuchnia w mgnieniu oka zamieniła się w aptekę. Myślałam: „co za pech, być przeziębionym na swoje wesele, na wesele, do którego tak długo się przygotowywaliśmy”. Było mi go szkoda, zwłaszcza jak przypomniałam sobie te słowa: „mężczyzna nie choruje, on walczy o życie” ;) Tak więc mój narzeczony dzień przed ślubem walczył o życie. Następnego dnia czuł się na szczęście lepiej i obyło się bez ataków kaszlu w najważniejszych momentach, bez utraty głosu wtedy, gdy był on najbardziej potrzebny ;) Wszystko przebiegło zgodnie z planem. No może prawie wszystko.. ale i tak był to wspaniały dzień, który miło wspominamy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 97
Gosia
10-10-2019 13:13
Dzień naszego ślubu. Przyszły mąż zawozi jeszcze ostatnie rzeczy na salę, bo on -jak to facet, potrzebuje mniej czasu na przygotowania. Okazuje się, że przed wejściem nad drzwiami jest korona, która świeci…gołymi belkami drzewa!!! Właściciel mówi, że koronę nad drzwiami para młoda ubiera we własnym zakresie. A my nic nie mamy. No i co teraz? Gdyby nic nie było, to ok, ale te belki wyglądają okropnie. Przyszły mąż dzwoni do wujka, żeby skoczył do lasu po kilka gałązek świerka i razem ze starszym bierze takera, przybijają cudem zdobyte gałęzie oraz dokupione i napompowane balony! Na weselu okazuje się, że są mistrzami działania w ostatniej chwili, bo zorganizowali to tak, że wyglądało jakbyśmy nad tym pracowali dobrych kilka godzin!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 35
annet_
10-10-2019 15:21
Moi przyjaciele mają małą córeczkę Zuzię, która podczas ślubu kościelnego sypała im kwiatki z małego koszyczka. Wyglądała pięknie, miała śliczny, chabrowy wianek i rozkloszowaną pudrową sukienkę. Plan był taki, Zuzia idzie z babcią pierwsza, zaraz za nimi świadkowie i jako trzecia najważniejsza para - Para Młoda. Wszystko szło zgodnie z planem, mała Zuzia sypie kwiatki na długi, czerwony dywan, po czym w połowie drogi zwraca się do babci i krzyczy "Babciu, muszę siusiu!", na szczęście wszystko było dobrze, ludzie po prostu byli weselsi i rozumieli sytuację, w końcu to dziecko. A zabawa weselna była przednia, zakwasy od tańca utrzymywały nam się przez 2 dni.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 174
Zaczytanamama
10-10-2019 22:22
Pamiętam każdy szczegół z tego dnia. Miesiące przygotowań, pare dni nerwów i kłótni z najbliższymi, ponieważ każdy ma dla nas "dobrą radę". Chwilami miałam już dość tych całych ślubnych przygotowań, ale w końcu nadszedł ten dzień. Wydawałoby się że wszystko jest przygotowane i dopięte na ostatni guzik. Kamerzysta już przyjechał, goście czekali na zewnątrz, a ja oczywiscie nie mogę nigdzie znaleźć pończoch. Biegam w tej ogromnej sukience po całym domu i prawie płacze. Już sama nie wiem czy z bezsilności czy z nerwów. Znalazłam je w mojej TOREBCE. O ironio, schowalam je tam, żeby w dniu ślubu nie szukać. Już myślałam, że koniec moich przygód. Wszystko przebiegło sprawnie, wszyscy goście zachwyceni, ale w połowie wesela, siedząc przy stole mój nowo poślubiony mąż chcąc skosztować śledzia, przychylił półmisek w moją stronę i cały ten śmierdzący tłuszcz wylał się na moją suknię. Po pięciu godzinach od ślubu mieliśmy pierwszą kłótnie małżeńską. To było straszne, miałam ochotę płakać. Dobrze że udało mi się uspokoić, świadkowa pomogła mi wyczyścić sukienkę tak że nie było nic widać.
Były też zabawne momenty np. popisowy taniec naszego świadka... Niestety biedny nie przewidział, że jego spodnie mogą tego nie wytrzymać i przy wślizgu na kolanach, porostu puścił szew po całej długości jego kroku. Nie było osoby która by w tym momencie nie płakała ze śmiechu. Najlepszego jest to, że sam świadek obrócił to wszytko w żart, więc wyszedł z tego z twarzą.
Jestem pewna że niekt nie zapomni naszego wesela do końca życia.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 60
Jacek
11-10-2019 10:18
Ślub z moją Lubą braliśmy kilka miesięcy temu. Dwa dni przed weselem zawoziłem z przyszłym teściem wodę i napoje na salę weselną. We dwóch przewieźliśmy ponad 700 litrów. Było bardzo ciężko, łącznie trzy kursy z wypełnionym napojami samochodem. Na drugi dzień ani ja, ani przyszły teść nie mogliśmy się ruszyć. On dostał zakwasów, a ja oprócz tego naciągnąłem ścięgna. Blady strach na nas padł, bo przecież Pan Młody musi tańczyć i zabawiać gości. Wysmarowałem się różnego rodzaju maściami i na dzień przed weselem byłem praktycznie całkowicie unieruchomiony. Na szczęście maści pomogły i w dniu ślubu było o wiele lepiej, a dodatkowy stres sprawił, że tańczyłem przez całą noc z Żoną i wszystkimi gośćmi.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 190
Violetka
11-10-2019 10:26
Na rok przed ślubem kupiliśmy starego fiata 125p. Nasze małe wielkie marzenie. Chcieliśmy nim jechać do ślubu. Włożyliśmy w niego mnóstwo pracy i pieniędzy. Nowy kolor, nowe części, przywrócenie do oryginalnego stanu (samochód jest z 1971 roku, a pierwszy i jedyny właściciel skutecznie go oszpecał "unowocześniając" przez lata). Jeszcze w dniu ślubu mój mąż rano doszlifowywał wszystko, by wyglądał idealnie (nie mamy wśród zdjęć przybliżeń na dłonie, bo nie nie domył ich ze smaru;D). Tyle pracy i wyrzeczeń po to, by... nie odpalił pod moim domem, gdy mieliśmy wyruszać już do kościoła. Hamulec się zablokował, czy coś takiego. Ostatecznie na własny ślub pojechaliśmy Daewoo mojego taty. Przez całą mszę mąż rozpaczał jak "mógł mu to zrobić" i że go sprzeda "za karę". Gdy wyszliśmy z kościoła naszym oczom ukazał się bezcenny widok - niebieski fiacik stał zaparkowany pod bramą kościoła. Okazało się, że mój brat pod kościołem spotkał swojego kolegę mechanika, który wracał z pracy i po przedstawieniu mu sytuacji pojechali reanimować staruszka. W ten sposób mój brat stał się bohaterem na moim ślubie i na wesele jechaliśmy już samochodem z naszych marzeń. :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd