Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
926996 czytelników
2166 dyskusji
131946 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Ślubne przygotowania – wygraj książkę „Noc, kiedy umarła”.

Ślubne przygotowania – wygraj książkę „Noc, kiedy umarła”.

To był najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Co więc sprawiło, że skoczyła? Tej nocy stała na klifie i patrzyła w dół, na fale, tak jak dziesiątki razy wcześniej. Ale tym razem było inaczej – miała na sobie suknię ślubną, na rozwianych blond włosach welon i… tym razem skoczyła. Świadkowie stali na tyle blisko, że wszystko widzieli, nie zdążyli jednak jej zatrzymać. Policja prowadziła poszukiwania – bez skutku. Evie Bradley przepadła, a jej ciało zmyły fale morza. I tylko jedna osoba wie, dlaczego. Jej najlepsza przyjaciółka, Rebecca. Miesiąc po tej tragedii zdruzgotana Rebecca dostaje wiadomość: Mogłaś mnie uratować. Ale umarli nie mówią ani nie piszą… Kto więc wciąga Rebeccę i męża Evie, Richarda, w chorą grę oskarżeń i iluzji? I, na litość boską, dlaczego?

Ślubne przygotowania potrafią przyprawić o zawrót głowy. A jak wyglądały wasze? Wszystko przebiegło bez komplikacji, czy nie obeszło się bez wpadki? Opowiedzcie historie swoje lub waszych znajomych czy członków rodziny. Może macie w zanadrzu jakieś wesołe anegdotki?

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Noc, kiedy umarła - Jacek Skowroński

Noc, kiedy umarła

Autor: Jenny Blackhurst

To był najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Co więc sprawiło, że skoczyła? Tej nocy stała na klifie i patrzyła w dół, na fale, tak jak dziesiątki razy wcześniej. Ale tym razem było inaczej – miała na sobie suknię ślubną, na rozwianych blond włosach welon i… tym razem skoczyła. Świadkowie stali na tyle blisko, że wszystko widzieli, nie zdążyli jednak jej zatrzymać. Policja prowadziła poszukiwania – bez skutku. Evie Bradley przepadła, a jej ciało zmyły fale morza. I tylko jedna osoba wie, dlaczego. Jej najlepsza przyjaciółka, Rebecca. Miesiąc po tej tragedii zdruzgotana Rebecca dostaje wiadomość: Mogłaś mnie uratować. Ale umarli nie mówią ani nie piszą… Kto więc wciąga Rebeccę i męża Evie, Richarda, w chorą grę oskarżeń i iluzji? I, na litość boską, dlaczego?

Regulamin
  • Konkurs trwa 8 - 14 października włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce i posiadające konto na portalu lubimyczytać.pl.
  • Prace zamieszczane na serwerze portalu powinny spełniać następujące wymagania: Maksymalna waga ilustracji - 100 KB. Maksymalna szerokość - 300 px. Format pliku graficznego: .jpeg. Wymagania nie dotyczą grafik pochodzących z serwerów zewnętrznych
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane osobowe uczestnika (imię, nazwisko, adres korespondencyjny i numer telefonu) przetwarzane będą przez administratora serwisu lubimyczytać.pl w celu przeprowadzania konkursu, wysyłki nagród oraz analizy i statystyki . Dane osobowe zwycięzcy mogą zostać przekazane w celu wysyłki nagrody partnerowi konkursu - ______________. Więcej informacji o przetwarzaniu Twoich danych osobowych znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
  • Adres i numer telefonu zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 2432
LubimyCzytać
08-10-2019 14:42
Noc, kiedy umarła Noc, kiedy umarła
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 242
mmizi
08-10-2019 15:32
Przygotowania do ślubu i wesela były u mnie magicznym czasem. Dosłownie fruwałam pomiędzy jedną salą weselną, a drugą. Niezliczone spotkania z zespołami, z fotografami, kamerzystami, florystami i innymi specjalistami z tej dziedziny. Suknia wybrana! Wymarzona, szyta na miarę, suknie druhen dobrane kolorystycznie do przewodniego koloru całej imprezy. Babcia kupiła nową sukienkę i garsonkę, nawet wydała dwieście złotych na nowe buciki ze skóry, żeby lepiej wyglądać. Mama od miesięcy za każdym razem, gdy wspominałam o moim zamążpójściu wzruszała się ze szczęścia. Auto wynajęte, fotobudka zamówiona, nawet menu zostało wybrane. MUSI być oczywiście w tym wszystkim haczyk. W tej całej gonitwie do wymarzonego dnia nie zauważyłam, że mój przyszły pan młody zachowuje się coraz dziwniej. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Podejrzewałam jakąś poważną chorobę, później zrzuciłam to na stres, a równo miesiąc i jeden dzień przed moim dniem życia mój ukochany wyznał, że woli mężczyzn. W pierwszej chwili pomyślałam, że to dość dobry żart, ale jego mina z minuty na minutę się nie zmieniała. Z początku był gniew, żal, smutek, wstyd przed najbliższymi, ale skończyło się na spokoju, dzięki któremu jestem w stanie ułożyć sobie te rzeczy od początku. Niekoniecznie reaguję już na słowo ,,wesele'' tak entuzjastycznie jak kiedyś, ale teraz staram się interesować i skupiać na osobach i rzeczami najważniejszymi, czyli na związku i moim ukochanym.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1487
Tina
08-10-2019 15:51
Wszystko było perfekcyjnie przygotowane: ja w pięknej sukni, w profesjonalnej fryzurze i makijażu, pan młody w pięknym garniturze i moje ulubione kwiaty z najlepszej kwiaciarni w mieście. Bukiet ślubny z frezji postawiłam na schodach, żeby go nie zapomnieć. Trzy razy prosiłam świadkową, aby mi o nim przypomniała. Nagle zrobiło się późno i musieliśmy wyjeżdżać z domu. Ja w jednym samochodzie z tatą, mamą i świadkową, mój narzeczony w drugim ze swoją mamą i siostrą. Ponieważ nasz kierowca był zawodowym rajdowcem, ruszyliśmy dosłownie z piskiem opon, zostawiając drugi samochód w tyle. Przejechaliśmy jakieś 5 km, po czym zorientowałam się, że nie mam bukietu! Nie było innego wyjścia, jak tylko szybko wrócić do domu. Próbowałam zadzwonić do narzeczonego, żeby mu wyjaśnić, po co wracam, ale nie odbierał. Dotarliśmy na miejsce i szybko wpadłam do domu po kwiaty. Kiedy zbiegałam z nimi ze schodów, na parkingu stał mój przerażony narzeczony z rodziną. Jego siostra zobaczyła jak jedziemy z powrotem i gestykulująca mnie i…zrozumiała, że się rozmyśliłam. Do dziś śmiejemy się z jej „intuicji”.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 126
EamyCross
08-10-2019 16:42
Moja anegdota dotyczy Bardzo-Strasznego-Wydarzenia z wesela. Przygotowania do Wielkiego-Dnia przebiegały bez problemów, z wyraźnym zaangażowaniem Wtedy-Już-Prawie-Męża, jego Niezbyt-Przychylnej-Mamy i mojej rodziny. Gdy w Wielkim-Dniu jechaliśmy do urzędu Już-Prawie-Mąż zaczął odczuwać pewne dolegliwości. Jak okazało się z czasem- była to zapowiedź Bardzo-Strasznego-Wydarzenia i jego Średnio-Przyjemnych-Następstw.
Ceremonia i rozpoczęcie Najdroższej-Zabawy-Naszego-Życia przebiegły bez zakłóceń, przechodząc nasze oczekiwania. Problemy zaczęły się, gdy zeszliśmy z parkietu po pierwszym tańcu. Już-Mąż zniknął w czeluściach toalety i wyszedł z nich tylko po to, aby zmienić rewir i schować się w głębi Małżeńskiego-Apartamentu-Z-Wielkim-Niewygodnym-Łożem-I-Zbyt-Dużą-Łazienką. Diagnoza była równie prosta, co i nieodwracalna- to Grypa-Żołądkowa pochwyciła go w swoje szpony.
Już-Mąż spędził Wielki-Dzień oddzielony od Małej-Żonki grubą ścianą i kręconymi schodami, niczym baśniowa księżniczka w wieży. Bardzo-Strasznym-Wydarzeniem był zaś lament wszystkich zrozpaczonych Ciotek-Klotek, które nie mogły zatańczyć walca wiedeńskiego z Już-Mężem-Romansującym-Z-Muszlą-Klozetową.
Co zaś się tyczy Średnio-Przyjemnych-Następstw... Cóż, był to podręcznikowy przykład efektu domina. Kolejno ja (Mała-Żonka), Nadal-Niezbyt-Przychylna-Teściowa, Zaangażowany-Teść i Zadowoleni-Rodzice-Małej-Żonki zostali zaatakowani przez Grypę-Żołądkową.
Polecam omijać tego potwora szerokim łukiem.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 190
Violetka
11-10-2019 10:30
Tak to już bywa,że te mężowe mamy są niezbyt przychylne ;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1292
Książka_koc_kot
08-10-2019 17:07
Spokojny czwartkowy wieczór, miał upłynąć na przygotowaniach do ślubu, które potem będzie sie wspominać z rozrzewnieniem. Owszem tak było, ale do czasu. Nasadka na strzyżarkę Remingtona - to mi się śni do dziś! Jeszcze nie mąż poprosił mnie o przystrzyżenie, żeby czysto i porządnie wyglądać w Naszym wielkim dniu. Cóż... Ani on ani ja nie włożyliśmy okularów. Przejechałam strzyżarką przez środek głowy prawie męża i ze strachem odkryłam, że żadne z nas nie nałożyło nasadki.... Fryzura zamiast mieć 8 mmm miała hmmm. 0,00! Komentarza teściowej nie zapomnę do śmierci: "Nie sądziłam, że zrobisz z mojego syna bandytę!"
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 83
Agnieszka
08-10-2019 17:31
Biorąc ślub,robiliśmy jednocześnie chrzest,bo mieliśmy już sześciomiesięczną córeczkę. Ciężko było mi skupić się tylko na sobie i mężu,mając tak małe dziecko,które trzeba było karmić, przewijać.Podczas wesela karmiłam małą cycem i dlatego wybrałam sukienkę,która miała taki krój aby córcia miała łatwy dostęp do cyca. Na weselu każdy chciał pobawić się z dzieckiem,a córcia wycieńczona tak intensywnym dniem,bardzo szybko zasnęła,a my balowaliśmy na weselisku
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 110
Patriseria
11-10-2019 14:19
Nie ładniej napisać "karmiłam małą piersią"? Bardzo źle się czyta Twój tekst.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1
michu30
08-10-2019 21:25
Przed ślubem wszystko poszło bez problemowo. No może jedynie zbyt dużo wysokoprocentowych alkoholi przelało się na polterabendzie. Dopiero dzień po ślubie zdarzyło się coś niewiarygodnego. Udaliśmy się ze znajomymi porobić kilka fotek na zamku w Wenecji. Gdy tak wędrowaliśmy oglądając ruiny nagle rozległy się strzały. Stanęliśmy jak wryci gdy zobaczyliśmy zamaskowaną bandę kowbojów, napadającą na jadącą kolejkę wąskotorową. Wtedy oni zobaczyli nas. Raptownie zmienili kierunek natarcia i dopadli moją świeżo poślubioną małżonkę. Zarzucili na nią lasso i powiedzieli, że oddadzą mi ją dopiero wtedy, gdy wkupię się w ich łaski.
Całe szczęście, że akurat samochód był wyładowany "wodą ognistą" i obyło się bez ofiar.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 61
Nygusia28
08-10-2019 21:30
Wyobraźcie sobie dwudziestoletnią szczupłą dziewczynę, która nagle zalicza wpadkę jednocześnie przygotowując się do matury.
Dziewczynę, która powinna już dorosnąć tymczasem nie ma planów na przyszłość. Mydli oczy rodzicom że pójdzie na studia choć tak naprawdę nie chce na nie pójść...
Zdaje maturę i zaraz po niej rusza ślubna machina.
Jest lato. Panuje niemiłosierny upał a my z przyszłym mężem jeździmy z ciastem i zaproszeniami do wszystkich członków rodziny, których chcemy zaprosić.
Bo tak trzeba!
Bo tak każe tradycja!!!
Nie ma choćby dnia przerwy. Od Iwana do pogana!
Jest początek lat 90-tych i w sklepach można już kupić sukienkę. Wybieramy taka, która daleko odbiega od mojego gustu ale coz... Mama płaci.
Oprócz tego zalatwiamy, kościół, sale, menu i inne sprawy, które mnie strasznie irytują. Mam dość tego jeżdżenia. Marzę by zalegnac na kanapie i trochę poczytać. Jak cholera brakuje mi książek...
Im bliżej do ślubu tym większe ogarniają mnie wątpliwości czy powinnam wychodzić za mąż.
Ale nic nie mówię choć w duszy mi się kotłuje.
W końcu przychodzi ten dzień.
I jestem taka jaka wtedy byłam to znaczy ubrana w białą suknię, z włosami od fryzjera ale bez profesjonalnego makijażu czy pomalowanych paznokci.
Nie dbałam wtedy o takie rzeczy.
Mogę rzec że byłam po prostu zaniedbana.
O wyborze kościoła czy sali decydowali rodzice. Całe życie o wszystkim decydowali więc i o tym też.
Chyba dlatego drugi raz nie wyszłam za mąż...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 136
male22
09-10-2019 00:10
Nie muszę szukać historii ślubnej po znajomych, bo najbardziej szalona jaką znam należała do mnie i mojego męża. Niedawno obchodziliśmy dziesiątą rocznicę, a tamten dzień pamiętamy doskonale. Nigdy nie byłam księżniczką, która musi mieć wszystko wymuskane, do wielu rzeczy nie przykładałam nadmiernej dbałości i większość chciałam po prostu zrobić sama. Może dlatego w piątek przed ślubem upiekłam osobiście siedem ciast, rano z pomocą rodziny pokroiłam wszystkie ciasta (również te dostarczone) do pudełeczek i zawiozłam na salę. Potem pojechałam na zajęcia, bo wykładowca stwierdził, że obecność obowiązkowa, a że ja mam ślub, to co najwyżej mogę przyjechać w niedzielę jak się wyśpię! Z dwojga złego wybrałam jednak sobotę. Z tych zajęć pognałam do fryzjera. Makijaż zrobiła mi ciotka, a paznokcie malowała świadkowa. Hitem jednak było to, że proboszcz zapomniał, że mu zapłaciliśmy za ślub, potem sobie jednak przypomniał, ale nie chciało mu się iść z tą informacją do wikarego, który czekał i celowo przedłużał. Dopiero po interwencji babci wyszedł do mszy. Co więcej celowo nie dekorowaliśmy kościoła, bo ślub miał być na osiemnastą, a na drugi dzień miała odbyć się pierwsza komunia. Jak weszliśmy do kościoła ujrzeliśmy łyse ławki, kompletny brak dekoracji i tylko cztery stare krzesła, przy czym każde z nich z innej parafii. W zemście za to, że kościelna dostała kasę za późno, zamiatała nam spódnicą na każdym zdjęciu przed kościołem. Także mogę powiedzieć, że ten dzień był wyjątkowy!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1512
Stefcia14
09-10-2019 00:40
Kiedyś od kogoś słyszałam, już nawet nie wiem od kogo, pewną anegdotę o ślubie. Świadkowie pana młodego, chcąc rozweselić towarzystwo w kościele, wypisali na podeszwach jego butów słowo: "POMOCY!!". Wyobraźcie sobie, jakie musiały być miny ludzi, którzy dostrzegli ten napis, kiedy pan młody klękał.:)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd