Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
836282 czytelników
1827 dyskusji
116194 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Dżinsowe lata 90. - wygraj książkę "Latawiec z betonu".

Dżinsowe lata 90. - wygraj książkę "Latawiec z betonu".

Znudzony i zmęczony upałem twórca falowca wyrusza w podróż krętymi ścieżkami mieszkaniowego labiryntu, odkrywając, że zupełnie niechcący udało mu się zakrzywić czas. Inżynier odbywa krótkie podróże w przyszłość. Przeżywa kształtowanie się Solidarności, dowiaduje się, czym są e-mail, Ikea, odwiedza sąsiadów, którzy prowadzą gospodarstwo rolne na dziesiątym piętrze, a także wysłuchuje gorzkich opowieści o konstrukcji bloku. Realizm magiczny powieści przeplata się z satyrą, historią Gdańska i Przymorza, ważnymi dla Polski wydarzeniami, sprawiając, że Latawiec z betonu to literacki majstersztyk, który na długo pozostaje w pamięci.

Inżynier w powieści Moniki Milewskiej podróżuje w przyszłość. Zainspirowani ideą przemieszczania się w czasie również postanawiacie podejrzeć, co wydarzy się za dwie dekady. Coś idzie nie po Waszej myśli i... cofacie się do lat dziewięćdziesiątych w Polsce, epoki dżinsu i zalewu chińskich produktów. Opiszcie historię, której jesteście świadkami w czasie Waszej niezwykłej podróży.

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Latawiec z betonu - Jacek Skowroński

Latawiec z betonu

Autor: Monika Milewska

40 lat. 16 klatek schodowych. I jedna krowa na balkonie. Pofalowane betonowe morze. Czysty modernizm. Porzucona wśród trawy rzeźba. A może 860-metrowy moloch z przytłaczająco niskimi sufitami, klaustrofobicznymi mieszkaniami, kapryśną windą dojeżdżającą na wybrane piętra oraz idealne miejsce dla samobójców? Znudzony i zmęczony upałem twórca falowca wyrusza w podróż krętymi ścieżkami mieszkaniowego labiryntu, odkrywając, że zupełnie niechcący udało mu się zakrzywić czas. Inżynier odbywa krótkie podróże w przyszłość. Przeżywa kształtowanie się Solidarności, dowiaduje się, czym są e-mail, Ikea, odwiedza sąsiadów, którzy prowadzą gospodarstwo rolne na dziesiątym piętrze, a także wysłuchuje gorzkich opowieści o konstrukcji bloku. Realizm magiczny powieści przeplata się z satyrą, historią Gdańska i Przymorza, ważnymi dla Polski wydarzeniami, sprawiając, że Latawiec z betonu to literacki majstersztyk, który na długo pozostaje w pamięci. Kiedy przyszli pierwsi ludzie - rybacy, pasterze i dokerzy - nie wiedzieli, że z dziełem diabła mają do czynienia, ale myśleli, że to wiatr od morza tak ten dom pofalował, że wije się w pyle i kurzu budowy. I nazwali go falowcem. I zamieszkali w nim. "Jestem z falowca. Klatka C, trzecie piętro, sześciometrowy pokój od strony zawsze zacienionej galerii. Spędziłam tam dwadzieścia lat. Zboczeńcy, UFO nad falowcem, karaluchy i mrówki faraonki, ściany pokryte lodem podczas zimy stulecia i dzieci szukające pęknięć w bloku z ograniczonym terminem użycia. Tylko krowy na balkonie nie pamiętam, być może jednak mieszkała w klatce A. Nie mogłam się oderwać od przygód Inżyniera – konstruktora falowca. Sam sobie winien". Magdalena Grzebałkowska

Regulamin
  • Konkurs trwa od 11 maja do 20 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo MANDO.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1780
LubimyCzytać
11-05-2018 10:04
Latawiec z betonu Latawiec z betonu
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 117
Agattta
18-05-2018 22:25
- Muszę zadzwonić do Damiana – Gośka wierci się na krześle i zerka spod brwi na zagadaną mamę. – Daleko budka?
- Nie, przy Nawrot. Idziemy?
Gośka kiwa głową.
Dziewczyny wychodzą z domu z monetami w kieszeni. Na jedną rozmowę telefoniczną wystarczą. Damian czeka. Kocha. Gośka też kocha. Dlatego dzwoni. A Agnieszka obserwuje. Bo ona nie ma chłopaka. Ma Jona Bon Jovi. Jedyną, wielką, dozgonną...
- Muszę zadzwonić do Damiana – Gośka wierci się na krześle i zerka spod brwi na zagadaną mamę. – Daleko budka?
- Nie, przy Nawrot. Idziemy?
Gośka kiwa głową.
Dziewczyny wychodzą z domu z monetami w kieszeni. Na jedną rozmowę telefoniczną wystarczą. Damian czeka. Kocha. Gośka też kocha. Dlatego dzwoni. A Agnieszka obserwuje. Bo ona nie ma chłopaka. Ma Jona Bon Jovi. Jedyną, wielką, dozgonną (tak jej się wydaje) – miłość. Nosi więc napuszone włosy jak jej idol i jest rockową dziewczyną – w dżinsach, czarnej koszulce i trampkach. Nie jakichś szczególnych, ale takich, jakie były akurat w sklepie. Trafiło jej się – są biało-czarno-granatowe i wyjątkowo zgrabne. Dziewczyny z jej drużyny mają paskudne różowe z dużymi dziurkami i grubą, białą podeszwą. No dobra, mają też Sofixy. Wszystkie paskudne.
Gośka dzwoni. Wdzięczy się do słuchawki. Agnieszka siedzi na odrapanym przystanku na Kilińskiego, obserwując. Nagle ktoś koło niej staje. Ma długie, czarne, napuszone włosy. I dżinsy.
– Mogę poczytać? – pyta, wskazując na jej popisane dżinsy. Aga kiwa głową.
– Ładny napis – mówi chłopak, wskazując na napis Bon Jovi, tkwiący jak zadra między CC Catch, Sandrą i Samantą Fox...
– Wiem. – odpowiada dumnie.
Chłopak odchodzi. Szkoda, że odchodzi... Mógłby zastąpić Jona Bon Jovi...
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 5
ev89100
11-05-2018 13:16
W powietrzu pachnie brakiem i nadmiarem.

Otwieram oczy i widzę tłum ludzi. Pseudo kolejkę, w której co chwila ktoś próbuje wepchać się przed kogoś.

- Nie pfhaj sięę idiotko - wrzeszczy z dziecięcym akcentem pulchna pani która mogłaby mieć na imię Krysia.
Nie wiedzieć czemu nikt nie reaguje. Ja sama chciałabym się ruszyć, gdzieś pójść, ale czuję, jak wrastam w ziemię.
- Ta kolejka w ogóle się nie przesuwa - mówi ktoś
- Stoję 4 godziny, jak dobrze pójdzie to na wieczór będę w domu. - dodaje inny.
Nie wiem za czym stoję. Pewnie za tym, co będzie. Poznaję duży osiedlowy sklep mięsny TADEK. Dziś w jego miejscu jest sieciówkowy szmateks.
Słucham co mówią ludzie. A mówią dużo. Mówią, że Wałęsa zmieni "tę Polskę". Mówią, że papież kochany. Że władza zła. Że małe zarobki. Że ich Henio i ich Marysieńka już ząbkują.
Kolejka już zakręca. Po 3 h wchodzę na schody szmateksu, który dziś jest mięsnym.
I widzę ją.
W kolorowej chuście. W kruczoczarnych włosach, które wystają po bokach. Tak to ona, aż serce bije mi mocniej. Ktoś mnie popycha, bo ja głupia nie ruszam się w kolejce, a w kolejce trzeba być żwawym, trzeba jej pilnować. Bo inaczej po co stać w kolejce?
Wysoka postać to Bożena. Mama.
Taką ją zapamiętałam. Z zatroskanym wzrokiem.
Kobiecą.
Piękną.
Ktoś pcha mnie od tyłu, przewracam się na śliskiej podłodze szmateksu.
- Nic pani nie jest?
- Tak? Nie. (Czuję, że bredzę)
Wybiegam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 412
Jolka
11-05-2018 21:54
-Ciociu,ty ciągle pierzesz,codziennie pieluchy wiszą na sznurze!-woła Kaśka
-Tak to jest z niemowlakami,że nie umieją wołać a ja muszę prać i prać.Ech kiedy to się skończy i kiedy ja nareszcie się wyśpię?
I tak mijają kolejne miesiące z widokiem na sznury pełne pieluch aż pewnego dnia Kaśka zauważa zmianę.Pieluch z każdym dniem ubywa..
-Oj,czyżby mały tak szybko nauczył się wołać?-dziwi się Kaśka
-Ciekawe...
-Ciociu,ty jakaś czarodziejka jesteś.
-A to dlaczego?
-A bo coraz mniej pieluch widzę na sznurze.Jak to zrobiłaś,że taki mały brzdąc tak szybko nauczył się wołać?-z zaciekawieniem pyta Kaśka
Ciocia Halinka ze zdziwieniem patrzy na Kaśkę i w pewnym momencie wybucha śmiechem.
-Kasiu..Mateuszek ma dopiero niecały rok i jak taki mały miałby już wołać?
-No,ale...przecież mniej pierzesz.Jak to zrobiłaś?
-Tak,jestem czarodziejką-śmieje się Halinka.Taką,która nareszcie wypatrzyła w aptece pierwsze pampersy,które zastępują tetrowe.Pieluchy,które tak szybko nie przesiąkają i nareszcie mogę spać spokojnie a i mniej prania.Tylko,że po kieszeni trochę idzie bo drogie jak diabli.Ale warto..
-No proszę,taki smarkacz w zagraniczne pieluchy sika a ja muszę chodzić w spodniach po siostrze.Ten świat na psy schodzi..- ze smutkiem skomentowała Kasia
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Edyta
12-05-2018 09:42
Cóż widzę siebie w szkole średniej. Byłam wtedy zakochana w pewnym chłopaku, który na mnie nie zwracał uwagi. A więc widzę siebie jak go obserwuję. Pamiętam, że dzień, w którym go nie widziałam uważałam za stracony. Ten chłopak często chodził latem w granatowej koszulce i szok cud - przywilej podróży w czasie znowu go widzę w tej koszulce. Chciałabym sobie podpowiedzieć hej Edyta zaczep go porozmawiaj, ale kontakt między nami jest niemożliwy. Tamta Edyta mnie nie widzi i nie słyszy. W każdym bądź razie to niezwykłe, że mogłam ją zobaczyć. Wszystko mi się przypomniało.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 258
Excel
13-05-2018 02:13
Mi to zawsze wiatr w oczy. Nic nie umiem zrobić porządnie. Nawet przenieść się w czasie! To co widzę, to nie przyszłość. Nie ma poduszkowców ani wind ciągnących się kilometrami do nieba. Są za to kolejki. MNÓSTWO. DŁUGICH. KOLEJEK.
Staram się zachowywać naturalnie, ale od razu przyciągam uwagę swoim wyglądem. No tak, w latach dziewięćdziesiątych raczej nie spotyka się nastolatki z dredami ubranej w czerwony kombinezon. Jakaś kobieta przechodząc obok mnie kreśli szybko znak krzyża.
Muszę się schować i pomyśleć. Przeciskam się przez gęste tłumy i oburzone: „Ej, ty tam! Gdzie się pchasz, pokrako?”. Masa ubrań i siatek, siateczek, SIATCZORÓW pochłania mnie. Czuję się jak towar, który każdy chce dostać.
W końcu staję w cieniu pustego straganu położonego najdalej. „Oddychaj, spokojnie. Pamiętaj, że matura była najgorszym doświadczeniem. Teraz to pikuś!”
Nagle czuję, że ktoś mi się przygląda.
Długie nogi z wystającymi, brudnymi kolanami to pierwsze co zauważam u chłopca.
Coś mi mówi, że muszę do niego zagadać.
- Co robisz? – pytam.
- Czekam na dostawę towaru – odpowiada swobodnie.
Nagle za małym ustawia się jedna osoba. Potem kolejna… i jeszcze jedna.. i powoli tworzy się nowa kolejka. Chłopiec odwraca się, uśmiecha i nagle czmycha sprzed budki. Tłum niewzruszony stoi dalej.
- To teraz sobie poczekają! - Śmieje się, podbiegając do kolegów. Na odchodne rzuca mi rozbawione spojrzenie. Uśmiecham się, gdy w tych intensywnie niebieskich oczach rozpoznaję swojego tatę.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1382
Tina
13-05-2018 16:56
Pociąg relacji Toruń-Giżycko był wypełniony po brzegi. Wszyscy ruszyli na Mazury! Typowy lipiec. Siedzę wraz z innymi pasażerami na korytarzu i zagryzam jajko na twardo. Jesteśmy w drodze już od trzech godzin, a wciąż nie dotarliśmy nawet do Iławy. Olsztyn majaczy na horyzoncie jak jakiś oddalony o setki tysięcy kilometrów cel. Nagle stajemy w szczerym polu. Zepsuła się lokomotywa. Mężczyzna obok mnie, w ortalionowych spodenkach, zaczyna głośno kląć. Mija godzina za godziną, a my nie ruszamy. Poznałam już historie życia wszystkich podróżnych, tylko jeden milczy i popija coca-colę. Wydaje mi się podejrzany. Przechodzi konduktor i okazuje się, że ten mężczyzna jest Niemcem, jadącym po otwarciu granic w strony, skąd pochodzą jego rodzice. Nie zna polskiego i trudno mu zrozumieć, dlaczego nie jedziemy dalej.
- Ktoś zna niemiecki?- rzuca ironicznie konduktor.
- Ja znam, ale mu nie pomogę –mówi jakiś czerwony na twarzy jegomość, z fajką w zębach, wychylając głowę z przedziału dla palących- Jak nie umie mówić, to ma problem!
- Panie zlituj się pan- mówi szczupła pani z dzieckiem - ten człowiek ma łzy w oczach.
- Niech pani mu pomoże, mi hitlerowcy wymordowali pół rodziny, nie będę żadnemu Szwabowi pomagał!- drze się palacz fajki.
- Mamy lata 90., runął mur berliński, zaczynają się nowe czasy, weź pan odpuść już tym Niemcom- mówi konduktor, puszczając do niego oczko.
- Nie po biliśmy Niemca pod Grunwaldem, panie teges! Nicht verstehen! – jegomość odwrócił obrażony głowę do okna.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 11
Agnieszka
14-05-2018 13:21
Koleżanki z Klubu Gwiazd założonego w suszarni piwnicy blokowiska pełne plakatów Petera Andre i Bartka Wrony z Just Five. Dzisiaj nie było to jednak miejsce snucia historii o kolorowych snach, czy przerabiania ogrodniczek. Dzisiaj był to sztab, miejsce snucia strategii i szykowania amunicji w rytm chrupania malinek (całe 5 groszy sztuka!), ciamkania likolabów („Maaa-moooo! Rzuć mi 30 groszy na loda”)! W końcu to Śmingus Dyngus. Nie będą dzieciaki „zza ulicy” bezkarnie lać naszych wodą!
Składka na wodne balony, zbierane od miesiąca butelki po wodzie – wszystko przygotowane. Ze śmiechem dziewczyny wybiegają na podwórko. Leci seria. Część pocisków nie pęka, całe balony można odrzucić – ważna jest celność, by nie oberwały dzieciaki z bloku. Wszyscy mokrzy, woda kapie z włosów. Ale szczęśliwi, zanurzeni w podwórkowej rzeczywistości bez elektroniki, komputera. Nie trzeba się martwić, że smartfon w kieszeni zamoknie, a markowe ubrania się zniszczą. Każdy założył, co miał i wybiegł z domu – takie czasy. W końcu to wojna!
Powoli dzień się kończy, z okien wychylają się matczyne głowy dbające, by ich pociechy, zmokłe kury się nie zaziębiły. Z balkonów słychać głosy „Ola, chodź do domu!”, „Ale mamo! Jeszcze jasno!”. Jednak dzieciaki ustępują. Biegną do domu na suszenie i kromkę ze śmietaną i cukrem. O wojnie już nie pamiętają. Tylko mokre chodniki wciąż pokazują, że miała miejsce. Teraz wszyscy razem urządzają polowanie na bzyczące owady, w końcu kto w latach 90. nie łapał chrabąszczy?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Agnieszka
14-05-2018 20:27
Ocknęłam się na ulicy. Stojące nieopodal nastolatki, podejrzliwie zerkały na moje nogi w obcisłych rurkach. Widać moda znów zatoczyła koło, bo dziewczyny wyglądały jak bohaterki Beverly Hills, 90210. Były spowite w dżins od stóp do głów. Panny rzuciły mi ostatnie, pełne pożałowania spojrzenie i ruszyły w przeciwną stronę. W stronę McDonalda.
Mcdonalda, który wcale jak Mcdonald nie wyglądał. Nad wejściem powiewały kolorowe balony, z głośników rozbrzmiewała skoczna muzyka, a przed drzwiami tłoczyła się kilkumetrowa kolejka. Kolejka pełna dżinsowych fetyszystów. Odrębną grupę tworzyli wąsaci panowie w źle skrojonych garniturach. Jeden z nich, pulchny jegomość z czerwoną twarzą, szykował się właśnie do przemowy.
– Dziękuję Szanownemu Państwu za tak tłumne przybycie na dzisiejszą, wiekopomną uroczystość – wystękał. – W tym szczególnym dniu możemy z dumą powiedzieć, że jesteśmy nareszcie obywatelami świata. Oto przed Państwem pierwsza w Warszawie restauracja McDoland! Zapraszam Państwa do środka!
W kolejce zawrzało. Tłum ruszył w stronę drzwi, spragniony smaku prawdziwych, amerykańskich hamburgerów. Tylko ja stałam w miejscu, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie “Jak to się do cholery mogło stać?”
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 173
meerkat
15-05-2018 11:45
Przez chwilę nie wiedziałam, gdzie jestem. Obraz to rozmazywał się, to wyostrzał. Po chwili jednak wszystkie zmysły wróciły na swoje miejsce i próbowałam odnaleźć się w zastanej rzeczywistości. „Na rok 2020 na Karaibach mi to nie wygląda…” – pomyślałam. W maszynie czasu coś musiało pójść nie tak. Zamiast na piaszczystej plaży znajdowałam się…. Na korytarzu mojej podstawówki (starej, dobrej tysiąclatki), tuż przy sklepiku szkolnym. „Pani Wiesia” – uśmiechnęłam się w duchu i pogrzebałam w kieszeniach. Miałam 2 złote. DWA ZŁOTE w 1998 roku – szczyt bogactwa. Musiałam wykorzystać piętnaście minut czasu, jakie miałam na zwiedzanie nowego-starego świata. „Poproszę małą paczkę lejsów, dwie gumy balonowe z tatuażem i oranżadę w proszku. Tę kwaśną” – dodałam. „Złoty pięćdziesiąt” – odpowiedziała pani Wiesia. „To jeszcze picie w woreczku o smaku koli!” – dodałam. „Dwa złote” – brzmiała odpowiedź. Zadowolona z zakupów, widząc zazdrosne spojrzenia pierwszaków, oddaliłam się w stronę maszyny czasu, by powrócić do współczesnego świata. Bogatsza o dwa tatuaże na nadgarstku i posmak kwaśnej oranżady w ustach pojawiłam się z powrotem w gabinecie profesora. „Ufff, jesteś. Opowiadaj, co widziałaś. I dlaczego, do cholery, masz włosy spięte w dwa kucyki?”.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 12
MariaJolanta
15-05-2018 20:14
Dzisiaj sobota. A jak sobota, to rynek na Przymorzu. Kupię pomidory od tego pana, który sprzedaje je prosto z Żuka. Jabłka od właścicieli sadu pod Gdańskiem. Wezmę jeszcze ziemniaki; ciężko, ale mam blisko do swojej "dziupelki" w falowcu przy ulicy Lumumby. Sorry, obecnie Jagiellońskiej. Powoli przeciskam się przez gęstniejący i, nomen omen, falujący tłum. Z lewej dobiega mnie wesolutkie "I lewą rączkę na niego kładzie, ruszaj się ty stary dziadzie". Z prawej, właściciel boomboxa, konkurując z muzyką biesiadną, głośniej puszcza Shazzę - gwiazdę nurtu disco polo. Uśmiecham się słysząc te wiązanki-mieszanki. A po chwili już głośno i serdecznie, bo kolejny sprzedawca reklamuje kasetę magnetofonową z nagraniami "dżidżi bobo". Zerkam, taaak...DJ BoBo... Na zakończenie zakupów i podtrzymanie świetnego humoru zapiekanka od pani Wiesi. Nigdzie nie ma smaczniejszych. Co ona dodaje oprócz pieczarek i sera? Ach, serce! Pani Wiesia lubi swoją robotę, lubi ludzi.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd