Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
861451 czytelników
1923 dyskusji
120308 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Rycerze ortalionu - wygraj książkę "Dżozef".

Rycerze ortalionu - wygraj książkę "Dżozef".

Grzesiek Bednar zostaje napadnięty na warszawskiej Pradze i trafia do szpitala ze złamanym nosem. Tu poznaje trzech mężczyzn, z którymi wyruszy do swoistego jądra ciemności: pięćdziesięcioletniego biznesmena, wiecznego malkontenta oraz Czwartego – wielbiciela prozy Josepha Conrada. To właśnie ten czwarty, Stanisław Baryłczak, stanie się przyczyną kłopotów. Majacząc, skłania Grzegorza do spisania swojej „ostatniej powieści”. Opowiada o małym Stasiu powołującym do życia kozła z drewna, który staje się jego towarzyszem i przekleństwem. Opowieść Czwartego z każdym dniem jest bardziej mroczna, a przestrzeń, w której przebywają mężczyźni, zaczyna się kurczyć. Sale znikają, a ściany zaczynają się do siebie zbliżać – wszystko to potęguje lęki bohaterów i wzmaga niepokój narastający w czytelniku.

Poprawiona wersja „Dżozefa” to książka z pogranicza powieści dresiarskiej i realizmu magicznego. Ruszcie szare komórki, weźcie pióra w dłoń i napiszcie krótką historię, w której bohaterowie odziani w ortalionowe zbroje staną u progu fantastycznej przygody! Umieśćcie akcję na betonowym osiedlu.

Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1600 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Dżozef - Jacek Skowroński

Dżozef

Autor: Jakub Małecki

Dresiarz Grzegorz, biznesmen Kurz, stary Maruda i ten Czwarty. Doborowe towarzystwo w jednej sali szpitalnej. Ich historia byłaby jednak zupełnie inna, gdyby nie włączył się w nią jeszcze ktoś: Joseph Conrad. Jego obecność zmienia tutaj wszystko. Grzesiek Bednar zostaje napadnięty na warszawskiej Pradze i trafia do szpitala ze złamanym nosem. Tu poznaje trzech mężczyzn, z którymi wyruszy do swoistego jądra ciemności: pięćdziesięcioletniego biznesmena, wiecznego malkontenta oraz Czwartego – wielbiciela prozy Josepha Conrada. To właśnie ten czwarty, Stanisław Baryłczak, stanie się przyczyną kłopotów. Majacząc, skłania Grzegorza do spisania swojej „ostatniej powieści”. Opowiada o małym Stasiu powołującym do życia kozła z drewna, który staje się jego towarzyszem i przekleństwem. Opowieść Czwartego z każdym dniem jest bardziej mroczna, a przestrzeń, w której przebywają mężczyźni, zaczyna się kurczyć. Sale znikają, a ściany zaczynają się do siebie zbliżać – wszystko to potęguje lęki bohaterów i wzmaga niepokój narastający w czytelniku. Mocna, wyrazista proza spod znaku realizmu magicznego, a równocześnie niepozbawiona humoru i satyry. Gdy dodamy do tego wrażliwość językową autora, otrzymamy świetną prozę ze znakiem jakości Jakuba Małeckiego. „Dżozef” w nowej odsłonie. Poprawiona wersja powieści z 2011 roku. *** Ryzykowny gest: napisać dziś powieść, dla której punktem odniesienia jest Joseph Conrad. Jakub Małecki podjął to wyzwanie i wygrał. Udowodnił aktualność patrona swojej prozy, a przy tym zachował własny, niepowtarzalny głos. Piotr Gajdowski, Newsweek Na opowiedzianą przez Małeckiego historię życiowej i czytelniczej inicjacji najpoczciwszego dresiarza Rzeczypospolitej można patrzeć jak na polemikę rówieśnika z „młodą polską prozą” ostatniej dekady – jednak przede wszystkim jest to kawał soczystej gawędy, rzadki u nas przykład naturalnego, bezpretensjonalnego storytellingu. Jacek Dukaj Historia o tym, jak sztuka może oddziaływać na człowieka. Rozprawa o początkach czytania, magii literatury i chwilach przemyśleń, które stara się wnieść do naszego życia. Bo przecież, cytując Jakuba Małeckiego, „istnieją rzeczy piękne”. Musimy tylko nauczyć się je dostrzegać i wyzwalać. Rafał Niemczyk, experyment.wordpress.com

Regulamin
  • Konkurs trwa od 10 maja do 15 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1600 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Sine Qua Non.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1955
LubimyCzytać
10-05-2018 12:42
Dżozef Dżozef
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 189
czytanieWwannie
11-05-2018 16:25
Olka chciała umrzeć. Tu na tej plaży też. Nie zrobiła tego, bo ma talent. Mówiła jej to dusza, lekarze i wszyscy wokół. Zżerał ją świat, to choroba, czarny dym, depresja. Odganiała ją kolorami. Białym dymem papierosów, błękitem tabletek, czerwienią ust i fioletem włosów. Uwielbiała małych ludzi, szyfon i dziury w ciele. Była dystansem.
Wojtek chciał żyć godnie. Tu na tej plaży żył. Na co dzień wściekał się na rzeczywistość. By ją akceptować kolorował historie. I tak Ci, którzy byli oszustami, stawali się w jego ustach szlachetni, tchórze byli bohaterami, miłość wszystkim, a smutek niczym. Paweł twierdził, że niczego mu nie brakuje. Marzył o wszystkim, ale nie da się przecież żyć snuciem planów. Człowiek to ruch i w nim zawiera się szczęście. Podpalał słomę pod każdym, kto robił pierwszy krok ku spełnieniu. Wszyscy czuli się niejako artystami. Z większych i nijakich powodów. Wpadli na pomysł, że prześpią się na najwyższym nadmorskim klifie w okolicy. W nocy rozpadała się taka ulewa, że przytulanie nie robiło różnicy. Pod łokciem garb, na udzie korzeń, głowa lekko pod górę. Wszystko szeleści, śmierdzi jak stary koc. Jakby ktoś miał tam kiedyś umrzeć w tym smrodzie. Leją się strumienie po plecakach, zeszytach i kluczach. Zalewa zapalniczki, papierosy! A za parę lat miło wspomina się niemiłe chwile, a miłych znowu nie pamięta. Zawsze myśleliśmy przecież, że to dla tych miłych chwil się żyje, a nie żeby niemiłe wspominać. I ciekawi zawsze, jakie tym razem wspomnienie przyniesie spotkanie. Miłe czy niemiłe, warto czy nie warto.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
Edyta
12-05-2018 14:14
Miejsce akcji - Olsztyn blokowisko rok 1993. Dziewczyna w tureckich ortalionowych dresach przyjeżdża z maleńkiego Mrągowa. Chłopak na osiedlu mieszka od 10 lat. Pochodzi z Morąga i też ma tureckie ortalionowe dresy. Dziewczyna zamieszkała u ciotki po sąsiedzku. W Olsztynie będzie kontynuować edukację. Zrobili sobie zdjęcie w Kortowie pod rektoratem na którym też są w ortalionach. Chodzą w nich na okrągło. Nie dane im było spędzić z sobą reszty życia i już dawno zarzucili chodzenie w ortalionach. Pozostało jedynie to jedne wspólne zdjęcie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 266
Excel
12-05-2018 19:40
Było ich dwóch.
Pierwszy, ubrany w bluzę z kapturem, palił papierosa. Pod pachą trzymał dużą paczkę owiniętą w siwy papier.
Drugi, łysy, był kilka lat młodszy. Próbował utrzymać równowagę na poprzecznej rurce trzepaka.
Znajdowali się w oficynie podwórka, gdzie ze wszystkich stron otaczały ich wysokie, obskurne bloki. W kilku oknach można było dostrzec żółty blask żarówek. Nie wszyscy mieszkańcy zdecydowali się uciec.
- Jak myślisz – odezwał się młodszy – pójdzie po dobroci, czy będziemy ZNOWU musieli użyć siły? –uśmiechnął się paskudnie.
Jego towarzysz splunął przez ramię i odburknął coś pod nosem.
- Cholerne gołębie! Przerośnięte mutanty! Nie dość, że namnożyło się tego plugastwa, to jeszcze władza płaci psie pieniądze za pozbycie się jednego! – bluzgał łysy.
- W dzisiejszych czasach trudno o lepszą robotę, człowiek chwyta się czegokolwiek… - zakapturzony rzucił pakunek na ziemię. – Jakby nie chciał negocjować, to przygotowałem dla ścierwa chleb z trutką.
- Co?! – krzyknął pierwszy, niemalże tracąc równowagę - Chleb z trutką? Przecież to dobre na szczury! Gołąb Ci nigdy tego nie tknie! Pamiętasz te dwugłowe szczury w piwnicach na Piłsudskiego? O bracie! Do dziś mi się śnią…
Nagle dało się słyszeć głośne „GRUUuu!”. Na dachu wylądował gołąb wielkości samochodu dostawczego . Przekrzywiając głowę, spoglądał żółtym okiem w dół.
- No, przyleciała nasza ptaszyna. Czas się zbierać! – młodszy zeskoczył na ziemię i podciągnął dresy. O, zrobiłeś sobie tatuaż? Pokaż mordo! Oo.. co oznacza „JP”?
Chłopak uśmiechnął się.
– „Jestem Pogromcą”. Pogromcą osiedlowych potworów.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 149
Kamila
12-05-2018 20:17
Poniedziałek
Konrad obudził się przed 7. Zazwyczaj nikt nie był w stanie go zmusić, aby zejść z łóżka tak wcześnie, ale ten dzień był inny. Dzisiaj trzeba było pozałatwiać parę spraw i obić mordy kilku kolesiom. Wyszedł o 8 w drzwiach całując w czoło mamę - wspaniałą kobietę, która kochała go całym sercem. Jedną z cech charakterystycznych u Konrada było to, że ludzie najpierw go słyszeli a później widzieli. I nie chodzi tu o krzyki czy głośne rozmowy przez telefon, które również prowadził, ale o pocieranie się o siebie nogawek ortalionowego dresu. Kiedy ktoś na ulicy to słyszał, przeszywał go dreszcz.
Wtorek
Mariola już od godziny czekała na Konrada pod sklepem. Przecież miał tu być już godzinę temu! Nie po to ubrała nieprzyzwoicie krótką sukienkę, żeby teraz tyłek jej marzł na dworze. Cel założenia takiej sukienki był zupełnie inny i jeśli Konrad nie pojawi się za 15 minut to nigdy nie dowie się jaki.
Środa
Mama Konrada cicho zapukała do pokoju syna. Starała się tego nie robić przed 12, ale nie słyszała żeby w nocy w ogóle wracał. Nie było do niego podobne, aby nie informował jej o tym że śpi u kolegi. Konrad to przecież taki dobry chłopak. Koledzy go lubią, a to że czasem wraca cały posiniaczony to przecież nie jego wina - takie niewinne zabawy. Pokój Konrada był pusty. I nie chodzi tylko o to, że nie było w nim Konrada. Nie było w nim nic. Szafy, łóżka, komputera...a nawet okna! Tylko na samym środku leżała para ortalionowych spodni z karteczką "Może kiedyś wrócę mamo."
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 6
Perseusz
13-05-2018 08:17
"Dzwoni telefon". Mati lekko zszokowany przeciera oczy spoglądając na zegarek na nocnej szafce gdzie zauważa godzinę 3 nad ranem. "Kto to dzwoni o tej porze" - zastanawia się Mati. Pod naporem coraz głośniejszej melodii postanawia odebrać telefon, gdzie nagle słyszy: "Mati dawaj na osiedle, nie uwierzysz co się stało" - dochodzi głos z słuchawki. Nie zastanawiając się zbyt długo założył swój ortalionowy dresik, kołczan prawilności i czapkę wpierdzielkę, które nagle stały się bardzo ciężkie, spojrzał po sobie i zaniemówił widząc na sobie prawdziwą starożytną kolczugę, futerał ze strzałami a w rogu pokoju najprawdziwszy łuk. Patrzył tak przez chwilę i stwierdził: "To Bój wojny - Ares pobłogosławił mnie, bym szedł i prawił moralny wpierdziel ludziom słabym, by oczyścić nasze osiedle z plugastwa i brudnej krwi". Nie zastanawiając się zbyt długo Mati wybiegł na osiedle do swojego ziomka Seby, który nagle zauważając Matiego stwierdził: "Co ty masz na sobie? Za dużo wczoraj wprowadziłeś litrów?". Zdezorientowany Mati zdołał tylko wykrztusić: "To po co mnie wołałeś?". "No nie uwierzysz co się dzieje, ziomuś nie mogę otworzyć piwka, a tak mnie męczy kac po wczorajszym". Nagle Mati z przerażeniem w oczach i zlany potem budzi się rozglądając nerwowo dookoła widząc, że zasnął u siebie na osiedlu na stole ping-pongowym i rzekł:"Nigdy więcej nie piję alkoholu".
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 55
Adam
13-05-2018 16:21
Pewnego dnia, zaraz po promocji na ortalionowe ciuchy w Lidlu, ruszył szturm babć w ortalionowych płaszczach z ortalionowymi reklamówkami,w których mieściły się tysiące ortalionowych dżinsów, do swoich betonowych bunkrów na betonowych osiedlu, żeby żaden ortalionowy młodzieniaszek nie ukradł im ich ortalionowych i innych zdobyczy z Lidla. Dokładnie o tej porze tysiąc lat wcześniej trzej ortalycerze w ortalionowych zbrojach z ortalionowymi mieczami w ortalionowych pochwach zostali wypędzeni z Orto-betonówka, kraju w którym żyły smortaliony ziejące betonem, ortatrole ulegające betonieniu w dzień oraz najgroźniejsze betoliszki zamieniające swoim wzrokiem w ortalion. Ortalycerze krzyczeli jeden przez drugiego:
- Głupki!! Mogliśmy uważać z tymi handlarzami ortalionu.
-Co teraz poczniemy!
-Wszystko straciliśmy!Musimy zdobyć ortalactwo i betrylanty.
Przeszli tak 7 ortalionowych wzgórz i 7 betonowych lasów natknęli się na betonowy portal. Nie mając ortalionu do stracenia weszli do niego. Znaleźli się na betonowym osiadlu z betonowymi bunkrami. Dowiedzieli się od przechodniów, że zamieszkują je babcie z niezywkłymi ortalioctwami. Jako pierwsi postanowili je okraść i jako że także posiadali ortalionowe umysły świetnie wiedzieli co na nie działa. Zdjęli z siebie wszystko co mieli z ortalionu prócz ortalionowych majtek, rozstawili stragan i ogłosili promocje. Naraz zebrała się chmara babć i ortalycerze wkradli się do bunkrów zabierając wszystko, sprzedali ukradzione rzeczy na bellegro i ORL. Obecnie są najbogatszymi osobami na świecie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 55
Adam
13-05-2018 16:25
Przez przypadek usuwałem i poprawiałem swoją wypowiedź bo nie zauważyłem że można edytować
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 24
Agnieszka
14-05-2018 12:35
Alka bierze ślub. Głupia pinda, wiedziałem. Na mnie się odbiła, a bierze innego. Miałem nie iść. Pójdę! Miałem zarzucić garniak. Włożę dres! Zrobię sensację w jej idealny dzień! Ten specjalny, ten z którego się śmiała, że to dres odświętny na okazje. Się niunia zdziwi.
*
Jestem. Wokół zionie przepychem. Pieprzone „glamur". Widzę ją, pikawa wali. A chciałem tylko, żeby miała wszystko. W zamian miała grzecznie siedzieć w domu, prać, sprzątać i gotować. Komplet kluczy jeden, po problemie – drzwi zamknąłem, wyjść nie mogła. Straszne? Przegięła. Coś za coś, jak chce mieć na tipsiki i różowe winko, to musi być grzeczną dziunią, a nie latawicą.
*
Jak debil stoję w kolejce – życzenia najserdeczniejsze usranego w pieluchach życia złożę. Ale zaskok – zanim zdążyłem wykrztusić słowo:
- Oj Bartuś, już lepiej nie życz, to mój dzień, może i moje życzenie się spełni – chciałabym żeby ktoś Cię odczarował, żebyś kogoś pokochał, a nie w klatce zamykał i żebyś oprzytomniał.
Cmok, cmok i usuwa mnie z kolejki. Na kołnierzu szminkę mi odbiła. Głupie babsko. A zemsta? Ślub miałem popsuć, a tu ona mi ortalion zniszczyła. Już się odwijam, chociaż szampana strącę, a tu STOP - Jej wzrok – w blokach nie mieszka, nie wiem kto to. Nagle ciach, migawka obraca mnie o 360 stopni.
Wściekły wychodzę. Na blokowisku jakieś szczyle gałę kopią. Scyzoryk zawsze mam, piłkę przebiję, co się gnoje będą cieszyć, jak we mnie aż kipi. I nagle znów Jej oczy. Ciach, migawka i nagle kopię ze szczylami piłę. Co jest!? Ale złość jakby mija.
- Witaj, jestem Zocha.
Nawet nie zauważyłem jak podeszła.
- Chodź ze mną, czas na zmiany…
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 172
Marthe
14-05-2018 14:37
Sokół idzie szybko, przydeptując zielone sznurówki niebieskich adidasów. Nad Wiertniczą wschodzi słońce. Jego osiedle to jest, kurza twarz, zacne; nie to co patola z Kozenu. Tu, na Suchym, jakoś tak normalnie, bloki na kolorowo odmalowane, drabinki, trzepaki, bajery; gdzie posiedzieć jest, a nie tylko tuje i parkingi. Teraz, o szóstej rano, na osiedlu jest cicho i jasno, światło się odbija od okien i od ortalionu z przypiętym na klacie znaczkiem orła białego. Orły, sokoły, herosy - śmieje się matka, jak wkłada dres do prania.
- Sokół, gdzie lecisz - z zachwytu nad Suchym wytrąca go głos Morisa, który kilka metrów dalej osikuje garaż.
- Sprawy mam. W sumie to się przydasz - po chwili Moris drepcze za nim, podciągając dres.
Mijają wściekłego kota bez ogona, który na pewno przynosi pecha. Jeszcze tego pasożyta tu brakowało, myśli Sokół.
- Fucha jest? - Moris poprawia dzióbek z kaptura. - Kuratorka się czepia, ale jak jest robota, trzeba brać.
- Jak się uda, to kuratorka już cię więcej nie zobaczy - rzuca Sokół i przyspiesza. Jego casio wskazuje 6.13.
W milczeniu dochodzą do bloku z dwunastką ułożoną z bratków. Na szczycie stoi Mako, który na powitanie wyciąga paczkę fajek.
- Nie teraz - cedzi Sokół. - Idziemy prosto do piwnicy. Jak ktoś zapyta, jesteśmy wnukami pani, powiedzmy, Czesławy.
Drżącym palcem wystukuje cyferki na domofonie, drzwi puszczają, a oni już są na schodach śmierdzących trutką na szczury. W ciemności materializują się drewniane drzwi. Sokół rozgląda się nerwowo i ściąga z piersi orzełka. Agrafka pokonuje starą kłódkę.
- Pożegnajcie się z Suchym. Wrócimy za 13 lat.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 250
meerkat
14-05-2018 15:23
- Ej, stary, wstawaj! – powiedział Młody do Błażeja rozglądając się wokół siebie. Gdy zasypiał, otulony oparami wódki z sokiem, nad sobą miał rozgwieżdżone niebo, pod sobą parkową trawę, a szum osiedlowego ruchu przyjemnie kołysał do snu. Betonowa wielka płyta zawsze go uspokajała. – Sssooo się…O KURDE MŁODY, CO TO ZA ŻARTY? – Błażej otrzeźwiał w jednej sekundzie, gdy zobaczył, że nie leży na osiedlowej ławce a… Właściwie na czym? Błocie? Śniegu? Lepkawa substancja była trudna do określenia. Jedno wiedział na pewno – ktoś tu go robił w balona i gdy dowie się, kto to, spuści mu niezły łomot. – Sytuacja bynajmniej wygląda poważnie – powiedział z grobową miną Młody przyglądając się swojej ortalionowej kurtce firmy Adidosz, którą oblepiała cienka warstwa tego…czegoś. – Co ty, kurde, nie powiesz – odpowiedział Błażej. – Chodź Młody, na pewno Paweł i Łysy to ustawili, gdzieś tu, kurde, się kryją w krzakach. Tylko gdzie są krzaki? – dodał cicho. Podnieśli się obaj z bliżej nieokreślonego podłoża i zaczęli wędrować jedyną ścieżką, którą widzieli. Świat, w którym się znaleźli wydawał się trochę znajomy, a trochę senny. W oddali mogli usłyszeć dźwięki osiedlowego życia, ale nie mogli zlokalizować gdzie ten znajomy świat się znajduje. Szli więc dalej, nie wiedząc, że przygoda dopiero się zacznie, a osiedle, które dobrze znali już nigdy nie powróci…
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd