Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
846939 czytelników
1853 dyskusji
117301 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Przeprawa przez znane meandry - wygraj książkę "Zaginione Miasto Boga Małp".

Przeprawa przez znane meandry - wygraj książkę "Zaginione Miasto Boga Małp".

Lasy Mosquitii w Hondurasie to najgęstsza i najtrudniej dostępna dżungla świata, pełna jadowitych węży, jaguarów czy muchówek, roznoszących „biały trąd”. Właśnie tam miało istnieć legendarne Miasto Boga Małp, bogate i nagle opuszczone, jeszcze przed przybyciem konkwistadorów – wedle legendy przeklęte. Wieloletnie poszukiwania nie przyniosły rezultatów. W sukurs najnowszej ekspedycji, zorganizowanej przez nagrodzonego Emmy filmowca i odkrywcę Stevena Elkinsa, przyszła najnowocześniejsza technika, tzw. lidar, czyli laserowy skaning terenu, dzięki której udało się zlokalizować cel. Lecz to dopiero początek mrożącej krew w żyłach opowieści o garstce śmiałków, którzy postanowili tam dotrzeć i odkryć skarby, godne historii o Indianie Jonesie.

Chociaż klimat umiarkowany nie dostarcza nam takich wrażeń jak tropikalna dżungla to musicie przyznać, że przeprawa przez wiejskie lub miejskie meandry czasem serwuje dodatkową porcję adrenaliny. Opiszcie drogę, którą najczęściej pokonujecie jakby była to przeprawa przez równikowe lasy. Uważajcie na stada samochodów przecinające Waszą trasę!


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.   

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 9 lutego do 18 lutego włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Agora SA.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
 
liczba postów na stronie: 
książek: 1860
LubimyCzytać
08-02-2018 14:24
Douglas Preston Douglas Preston
Zaginione Miasto Boga Małp Zaginione Miasto Boga Małp
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
konto_usuniete
17-02-2018 22:09
Jadę rowerem, brak koordynacji i to wrażenie że za chwilę spadnę.Światła,przejście, auta migają mi przed oczami.Stop!Zatrzymaj się! Spocona, zestresowana naciskam hamulec.Rower zatrzymuje się z piskiem opon.Cieknie mi łza,wycieram ją nadgarstkiem
Patrzę na zegarek za pół godziny zamykają bibliotekę.
Gdy tylko światło zmienia kolor na zielony wsiadam na rower i przyspieszam.Gdzieś głęboko we...
Jadę rowerem, brak koordynacji i to wrażenie że za chwilę spadnę.Światła,przejście, auta migają mi przed oczami.Stop!Zatrzymaj się! Spocona, zestresowana naciskam hamulec.Rower zatrzymuje się z piskiem opon.Cieknie mi łza,wycieram ją nadgarstkiem
Patrzę na zegarek za pół godziny zamykają bibliotekę.
Gdy tylko światło zmienia kolor na zielony wsiadam na rower i przyspieszam.Gdzieś głęboko we mnie ta nadzieja że może zdążę.Kiedy przyjeżdżam pod budynek zsiadam z roweru i zapinam go przy poręczy.Wchodzę po schodkach ciężko dysząc. Wchodzę do biblioteki: -Dzień dobry -Dzień dobry,proszę się pośpieszyć niedługo zamykam bibliotekę.
Biorę z półki mitologię nordycką,podaję kartę,pani bibliotekarce,która szybko zapisuje na nią książkę.Chwile potem oddaje kartę z powrotem. Szybkim,zręcznym ruchem chowam kartę potem książkę do torby. Kiwam głową na dowidzenia i wychodzę.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 808
Flusz
09-02-2018 11:15
Lipiec w moim mieście zbierał potężne żniwo. Co rusz, słyszałam o kolejnych udarach. Ale ja byłam przygotowana. Założyłam najcieńsze białe ubrania, jakie znalazłam w szafie, nałożyłam krem spf50, wrzuciłam butelkę wody do torebki, założyłam okulary przeciwsłoneczne i byłam gotowa do wyjścia. A przynajmniej tak mi się wydawało…

Uderzenie żaru, który poczułam zaraz po wyjściu z klatki, niemalże zwaliło mnie z nóg i spowodowało natychmiastową chęć powrotu do mieszkania. Ale musiałam to załatwić. Nie mogłam już tego dłużej odwlekać.

Plan był prosty – trzymać się cienia. Prosty tylko w teorii bo zaraz za rogiem czekało mnie kilkanaście metrów na zupełnie odsłoniętej przestrzeni. Przyspieszyłam więc kroku, już czując jak moje sandałki zaczynają obcierać moją skórę. Ale teraz nie był czas, żeby się tym martwić. Zacisnęłam więc zęby i szłam dalej, a uczucie promieni słońca przypominało tysiące rozżarzonych igieł wbijanych w skórę.

Dochodziłam właśnie do placu w centrum i czy to możliwe? Czy ja dobrze widzę? TAK! Kurtyna wodna! Uczucie zimnej mgiełki osiadającej na mojej skórze! Co za rozkosz! Mogłabym tu zostać na zawsze. Ale musiałam się zmusić żeby iść dalej. Byłam już tak blisko!

Zeszłam do przejścia podziemnego. Co za raj! O dobrych 15 stopni mniej niż na powierzchni! Ale teraz tylko schody i byłam na miejscu! Sięgnęłam więc do torebki i wyciągając z niej awizo przekroczyłam próg poczty. Ale tego się nie spodziewałam - 30 osób w kolejce! Ja tu dzisiaj chyba umrę…
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 975
zlatawiecz
09-02-2018 11:52
Pewien filmowy bohater tytułem swojego największego wroga obdarzył schody. Ja również uważam, że mam z nimi pod górkę. Zejście po nich jest nie lada wyczynem, wszak mogłabym spaść z którejś ze skalnych półek i złamać sobie kark. Szczególnie straszny jest fakt, że gdy już pokonam drogę w dół, muszę przedzierać się w górę przez wąwóz wyznaczony przez liany gruszy i skały śmietnikowe. Zresztą całą swą siłę muszę oszczędzać na zapasy z tutejszym gorylem - bramką, której mój tata uparcie nie chce naprawić.
A to i tak nic takiego, bo gdy wydostanę się z własnego obejścia czeka mnie przeprawa przez rzekę samochodów, której wody rozdzielić może tylko laska mojżeszowa w postaci świateł, które jak przystało na archaiczny zabytek zapalają się raz na tysiąc lat...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 811
Anksunamun
09-02-2018 11:53
Wychodzę z mego szałasu i biegnę kawałek do drogi, którą kursują autobusy. Przez ten krótki odcinek mijam odrażające stworzenia z gatunku Sebixus Dresix. W autobusie wypatruję miejsca, w którym mogę się ulokować, najlepiej z dala od samic z ich młodymi – żeńskie Homo Sapiens najczęściej podżegają je do pisków i wrzasków, nieustannie zaczepiając, co wzbudza we mnie niesłychaną odrazę. Wyjmuję książkę i chowam się przed otaczającym mnie światem, a potem, gdy dotrę już na mój przystanek, wysiadam w gromadzie zwierząt, w której przeważają Korpo-Szczury. Ten dziwny gatunek wyróżnia się garniturowym umaszczeniem oraz atrybutami przyrośniętymi do ich rąk jak teczki, drogie zegarki i IPhone’y. Korpo-Szczury nie zwracają na mnie uwagi, toteż spokojnie w ich tłumie docieram do podziemnego przejścia pod dżunglą, zwanego metrem. Tym głównym węzłem podróżują wszystkie odmiany i gatunki fauny. Można tam spotkać m. in. przedstawicieli Studentix Słoixus, czy Fetorus Bezdomnus. Najgorszym jednak zagrożeniem, czyhającym w trzewiach dżungli, są Kanary. Te podstępne stworzenia polują nieustannie na słabe jednostki, nieposiadające biletu – obowiązkowego wyposażenia mieszkańców lasu. Gdy zwęszą ofiarę, rzucają się na nią bezlitośnie, krzywdząc za pomocą swej najgorszej broni – mandatów. Mi na szczęście udaje się je pokonać kartą miejską i bezpiecznie docieram do swojej stacji.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 353
Mystery
09-02-2018 11:56
Znów czekała mnie pełna wybojów i dziur droga do pracy.
Stary rower już ledwo dawał radę codziennie wieźć mnie te 7 kilometrów.
Jednak byłam dobrej myśli.
Po dwóch kilometrach omal nie wpadłam w kałużę, która wyglądała jak staw pełen ryb. Ufff, cóż za okropna droga!
Później o mało nie wpadłam pod samochód, jednak na szczęście rower postanowił wpaść do rowu, czym uratował mi życie.
I w końcu po wielu trudach dojechałam do celu cała spocona i znerwicowana.
Ot,taki codzienny ranek...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1030
Fene
09-02-2018 13:18
Zaczęło się to dnia 1 września 2014 roku. Gdy wyszłam z domu niebo zasnuwały ciemne chmury a wokół wznosiła się gęsta, lepka mgła. Przez parę nieskończenie długich minut czekałam, aż moim oczom ukażą się ogromne ślepia czarnej bestii, która miała mnie przetransportować do celu mej wyprawy. Towarzyszyło mi przeczucie czegoś nieuchronnego, od czego nie da się uciec, być może przeznaczenia. Podczas podróży mijałam rzeczy niespotykane, zagmatwane i groteskowe. Stare, walące się domy, w których poruszały się nieznane sylwetki, osobliwe drzewa, których rozdrapana kora przypominała ludzkie rysy, fosforyzujące obrzydliwą zielenią łąki i pola. Gdzieniegdzie w cieniu, kątem oka, dostrzegałam kuriozalne postacie i inne osobliwości, o których wolę nie mówić głośno. Z biegiem czasu niebo stawało się coraz jaśniejsze, jednak nie zmieniało to atmosfery panującej wokół - ciężkiej i napiętej, niczym struna skrzypiec pod rękoma niedoświadczonego muzyka. W oddali dostrzegałam już mury obrzydliwego siedliska zła, które było tym miejscem, w które się udawałam. Gdy opuściłam wnętrze fantastycznego pojazdu w moją twarz buchnęło, mimo pory roku, niesamowicie parne i lepkie powietrze. Już tylko parę metrów dzieliło mnie od wejścia do prastarego budynku. Czułam wszechobecne, obserwujące mnie byty, jednak szybko, zanim opuściła mnie odwaga, przeszłam przez zbutwiałe od wilgoci drzwi. Byłam w środku. Ogarnęło mnie oślepiające światło i wiedziałam już, że nic nie uchroni mnie od mego tragicznego losu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 31
Gosiaczek
09-02-2018 14:12
Właśnie wyruszyłam, ale niestety wszędzie dookoła czają się kolejne auta, które tylko czyhają żeby się gdzieś wcisnąć albo na kogoś zatrąbić! A ja stoję i czekam na zielone jak na zbawienie. Jest! Zaświeciło się, a kiedy przechodzę przez pasy z aut spoglądają na mnie złowrogo kierowcy! Oni muszą stać a ja mogę iść. Dla nich to straszne. Jedna jzdnia pokonana i znów czerwone! Znów czekam wciskając guzik aby zapaliło się zielone. Jest wiec ruszam i znowu te same spojrzenia. Ale już mnie to nie wzrusza. Dalej maszeruję wzdłuż ulicy po której w żółwim tempie, zdecydowanie wolniejszy od mojego toczą się auta. Zdenerwowani kierowcy nerwowo spokładają na zegarki. A ja idę do kolejnego przejścia. Tu nie ma świateł. Trzeba wtargnąć. Wszyscy zbytnio się spieszą żeby mnie przypuszczać. Wiec wychodzę uważając tylko żeby kierowca wyhamował. Juz coraz bliżej celu.jeszcze tylko jedne światła. Jedne wrogie spojrzenia. Zielone! Wiec pędzę. Nareszcie. Dworzec i wsiadam do autobusu. Koniec batalii, która pokonuje każdego dnia.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 321
fantastyczna
09-02-2018 16:02
Jak zwykle dojechałaś na bliższy przystanek w godzinach przerwy, więc na połączenie autobusowe musisz czekać cztery godziny. Piechotą będzie szybciej.
Brak chodnika, dlatego musisz iść jak najdalej od jezdni, ale nie za daleko, bo jak wlecisz do rowu to minie pół godziny zanim się wygramolisz. To i tak łatwiejsza część zadania. Wiosna jeszcze się nie przywitała, więc błyskawicznie się ściemni, a las po drodze nieoświetlony. Trzeba się śpieszyć, bo każda minuta może zdecydować czy będziesz widzieć po czym idziesz, czy dowiesz się dopiero jak reflektory nadjeżdżającego auta oświetlą trasę na kilka kroków w przód.
Jak przeżyjesz poruszanie się po omacku, to przyjdzie czas na nadłożenie drogi. Chyba, że wolisz uciekać z krzykiem przed bandą bezpańskich psów. Im bez różnicy, ale ty nie lubisz być postrzegana jako kawał mięcha. Krzykiem jeszcze nigdy nic nie zwojowałaś, nawet współczucia, więc znowu pójdziesz ciemnym lasem i stracisz godzinę, byle nie oglądać zębisk ujadających psów. Komary są bardziej znośne, a i samochody przez las nie jeżdżą. Jak ci się uda wypatrzeć wydeptaną ścieżkę (jest dość szeroka, więc to się może udać) to nawet w chaszcze nie wpadniesz.
I tak zamiast czekać cztery godziny, zajdziesz w trzy i pół, tylko po to, by zaoszczędzone pół godziny zmarnować na czyszczenie butów.
Trudno, czasem po prostu nie ma lepszej opcji, jest tylko tańsza.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 5
Kam1218
09-02-2018 16:32
Jest czerwiec. Słońce praży jakby było nadzorcą piekła, a ja na tym łez padole zmuszony zostałem przez własnych rodziców,aby iść do miejsca nieudaczników, przegrywających w pokera z własnym losem. Strzeżone jest przez klawisz, wokół mury i jedna podejrzanie wyglądająca furtka. Wygląda tak nie postrzeżenie, że mogę się domyślać, nie, ja to wiem,że jest podłączona do prądu i jak tylko ją dotknę zostanę porażony prądem o napięciu 1000000 volt. Po całym budynku krążą klawisze, niektórzy przypominaja potworów z najstraszniejszych opowieści.
Jednak rodzice są nieubłagani. Postanawiam wyruszyć wczesnym rankiem. Jednak ja, jak to ja, zaspałem. Jest 8.00. Wybiegam z łóżka. biegnę tak szybko, że prawie nie dotykam ziemi. (byłem ubrany, bo zasnąłem ze zmęczenia) Wsiadam na rower. Otwieram bramę garażu i pojawia się ono. Mój najgorszy wróg(zaraz po niechęci do wysiłku)-Słońce. Jednak jestem nieustraszony. Przemierzam ulicę tak, jakby do samo Słońce chciało mnie dorwać. Ukrywam się w objęciach cienia. Mknę rowerem pod prąd(nie wiem dlaczego, tak po prostu). Auta na mnie nie zwracają uwagi. Jadą na oślep. Ja w cieniu wieżowców nic nie widzę. Skręcam to w prawo, to w lewo. Schodzę z roweru. Asfalt zaczyna się topic i tak droga zamienia się w bagno! Sunę przez moczary. Z latarni, teraz zgaszonych, wiszą girlandy po obchodach rocznicy założenia naszego miasta. Łapię się z jednej z nich. Wydostaję się na chodnik. O to jestem u wrót piekieł. Otwieram podejrzaną uliczkę,widocznie teraz nie była pod napięciem, dostaję się na teren królestwa podupadłych. Dotarłem do Szkoły.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 147
Maleństwo
09-02-2018 17:37
Otwieram oczy i czuję, że oto nadszedł kolejny dzień, w którym zmierzę się z morderczą naturą, by pokonać dzielącą mnie odległość z ukochanego domu do szkoły. Po porannej toalecie, obserwuję teren w poszukiwaniu zagrożenia czyhającego z każdej strony. Wciąż czujna decyduję się wyjść, gdy wtem od razu, tuż po przekroczeniu progu, moją skórę atakują przebrzydłe komary, nieopodal widzę całą ich chmarę, więc nie chcąc ryzykować kolejnych ukąszeń wyciągam moją broń - spray przeciwko komarom. Doznaję euforii, gdy widzę rozpierzchające się owady, lecz wiem, że to dopiero początek. Docieram do ulicy, ale zamiast iść dziarskim krokiem zmuszona jestem do powolnego człapania w wodzie, gdyż właśnie trwa pora deszczowa. Zmordowana już pokonuję trasę do przystanku i wsiadam do autobusu. Do kolejnej męczarni. Okna szczelnie zamknięte, klimatyzacji brak, a obok mnie pasażer, który nie wie, co to dezodorant. Zaczynam panikować i gorączkowo przedzierać się do drzwi, by zdobyć chociaż łyk świeżego powietrza w tym parnym i dusznym miejscu. Ledwo trzymając się na nogach wysiadam na moim przystanku i wychodzę na palące słońce oraz rozgrzany beton. Obok mnie nieustannie padają inne osobniki, moje życie zależy od tego, jak szybko pokonam trasę, więc przekraczam możliwości mojego ciała i z uporem dążę do budynku szkoły, aż w końcu, zlana potem, ale jednocześnie szczęśliwa, wczołguję się do środka.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
Autorzy w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd