Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
750161 czytelników
1517 dyskusji
97474 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Historia w klimacie noir - wygraj książkę "Syreny".

Historia w klimacie noir - wygraj książkę "Syreny".

W zarządzanych przez mafię pubach i knajpach Manchesteru Syreny sprzedają bilety do piekła – heroinę i ecstasy. W ich łaski musi się wkupić młody detektyw Aiden Waits, skompromitowany policjant, który nie może uwolnić się od błędów przeszłości. Aby nie stracić odznaki, zostaje wtyczką wśród narkotykowych dealerów. Sprawy mocno się komplikują, gdy Waits ma odnaleźć córkę ważnego polityka ukrywającą się wśród Syren. Klucząc w świecie skorumpowanych policjantów, pięknych kobiet i bezwzględnej mafii odkrywa prawdę, którą niekoniecznie chciał poznać.

 
Lee Child zarekomendował tę książkę jako: „Ostry jak brzytwa urban noir”. „Syreny” to przepełniony mroczną atmosferą kryminał, w którym autor odwzorował rodzinny Manchester we wszystkich jego ponurych barwach. Napiszcie krótką historię w podobnym klimacie, przepełnioną podejrzanymi zaułkami miast, niebezpieczeństwem czyhającym za rogiem i mroczną przeszłością bohaterów.  


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1800 znaków ze spacjami.   


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Syreny - Jacek Skowroński

Syreny

Autor: Joseph Knox

W zarządzanych przez mafię pubach i knajpach Manchesteru Syreny sprzedają bilety do piekła – heroinę i ecstasy. Żyjąc na krawędzi, skutecznie skrywają swoje sekrety. W łaski Syren musi się wkupić młody detektyw Aiden Waits, skompromitowany policjant, który nie może uwolnić się od błędów przeszłości. Aby nie stracić odznaki, zostaje wtyczką wśró d narkotykowych dealerów. Sprawy mocno się komplikują, gdy Waits ma odnaleźć córkę ważnego polityka ukrywającą się wśród Syren. Klucząc w świecie skorumpowanych policjantów, pięknych kobiet i bezwzględnej mafii odkrywa prawdę, którą niekoniecznie chciał poznać. Świetnie napisany, angażujący i przepełniony mroczną atmosferą kryminał. Knox zbudował z detalami świat policyjnych śledztw i narkotykowych porachunków, stworzył bohaterów, którzy w życiu poszli na wszystkie możliwe kompromisy. Idealna lektura dla fanów takich kinowych hitów jak „Infiltracja” i „Donnie Brasco”. „Ostry jak brzytwa urban noir – zupełnie wyjątkowy”. Lee Child Joseph Knox – pisarz, księgarz, literacki wojownik.Wychowywał się w okolicach Manchesteru. Ciemną stronę tego przemysł owego miasta poznał, pracując w lokalnych pubach i barach. Od kiedy wszedł w branżę księgarską, sprzedał tysiące kryminałów, ale zawsze pragnął stworzyć własną serię. Na kartach „Syren” odwzorował miasto we wszystkich jego ponurych barwach, odważnie odsłaniając mroczne tajemnice.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 12 kwietnia do 19 kwietnia włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1800 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Otwarte.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1392
LubimyCzytać
12-04-2017 15:31
Syreny Syreny
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 626
Ola
12-04-2017 15:52
Kolejny dzień w tym ponurym mieście. Choć jest już 6 rano to za oknami jest prawie czarno. Powietrze jest ciężkie. Czuć jakby spalinami. Pojechałabym samochodem ale ciężko mi zebrać myśli i skupić się na jeździe. Do tego mam wrażenie, że na ulicach czyha na każdym kroku niebezpieczeństwo. Postanawiam dla niepoznaki skorzystać z czegoś bardziej publicznego. Może metro? Przepełnione jest jednak ono ponurymi ludźmi z jeszcze bardziej ponurym i nienawistnym spojrzeniem. Z której strony mam się spodziewać ataku? Cios przychodzi jednak z najmniej spodziewanego miejsca. Utknęłam w drzwiach od metra. Czy było to kolejny atak czy tylko niezamierzone działanie maszynisty. Docieram w końcu na miejsce. Budynek jest tak wysoki, że nie widać jego końca. Przy wejściu wita mnie rosły mężczyzna - ochroniarz. Odbijam swoją kartę pracowniczą i zaczynam kolejny poniedziałek w pracy.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 347
Ayasha
12-04-2017 16:55
Jest wieczór i wieje silny wiatr, który rozwiewa mi włosy. Zmierzam ciemnymi uliczkami w stronę swojego domu. Nie lubię tędy przechodzić, zawsze ogarnia mnie wtedy strach. Słyszałem wiele opowieści o tej dzielnicy i wiem, że różne rzeczy się tutaj zdarzyły. Nie wiem dlaczego akurat dzisiaj czuję się wyjątkowo nieswojo w tym miejscu. Może to przez ten wiatr, a może przez jakąś dziwną atmosferę wokół. Uliczka jest brudna, co chwilę czuję pod nogami jakieś śmieci. Nie widzę ich z powodu przytłaczającej ciemności, ale je wyczuwam. Zapach też nie należy do najprzyjemniejszych. Próbuję zająć czymś myśli i rozmyślam nad swoim życiem. Czy jestem z niego zadowolony? Myślę, że mogę tak powiedzieć, ale jedna myśl nie daje mi spokoju i nie daje o sobie zapomnieć. Jestem lekarzem i lubię swoją pracę, ale... Miałem raz trudny przypadek do zdiagnozowania i późniejszego leczenia, starałem się jak mogłem, naprawdę starałem (wtedy byłem o tym przekonany). Nic to nie dało, nie udało mi się pomóc temu mężczyźnie. Jego rodzina obwiniała mnie o to co się stało, ale czy słusznie? Zacząłem mieć dziwne wątpliwości, zastanawiać czy aby na pewno zrobiłem wszystko, a może nastąpiła jakaś pomyłka i... Nie dokończyłem myśli. Coś dużego uderzyło mnie głowę. W oczach mi zawirowało, poczułem na twarzy czyjś nieprzyjemny oddech i runąłem na jakieś śmieci. Zanim straciłem przytomność zdążyłem pomyśleć, że od przeszłości nie da się uciec, że to co zaprzątało moje myśli w końcu wyciągnęło po mnie swoje ręce. Jestem przekonany, że ma to związek z człowiekiem, któremu nie udało mi się pomóc. Mężczyzna, który mnie zaatakował wybrał sobie naprawdę godne uznania miejsce. Nie od dziś znana jest reputacja tej dzielnicy i być może już niedługo zostanie ogłoszone nowe morderstwo dokonane w tym miejscu, kolejne do kolekcji. Nie wiem co będzie ze mną dalej, nic już nie wiem, ale jedno jest pewne – nie wiadomo co czeka człowieka tuż za rogiem, a przeszłość daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 166
Bury
12-04-2017 17:36
- Garrick Wise, obyś miał dobry powód. – Mówię i sięgam do szuflady po broń. Lustrując wzrokiem jak zwykle eleganckiego biznesmena.
- Spokojnie Jon, mam dla ciebie ofertę nie do odrzucenia.
- A ja mam dla ciebie osiem gram ołowiu.
Wise uśmiecha się drapieżnie i siada na krześle przed moim biurkiem, jednocześnie wyciągając z kieszeni marynarki srebrną papierośnicę. Częstuje mnie, ale ja nie wykonuję żadnego ruchu. Cały czas trzymając dłoń na uchwycie pistoletu. W końcu sam bierze jednego i odpala od benzynowej zapalniczki. Bierze bucha i wypuszcza dym nosem.
- Jon przecież jesteśmy przyjaciółmi. Ja nie mam broni. Więc i ty odłóż swoją. Porozmawiajmy jak cywilizowani ludzie.
Kładę pistolet na stół.
- Mów
- Jon słyszałeś może legendę o Sercu Fabryki? – Kiwam głową – Więc pewnie również słyszałeś o Sk...
- Do rzeczy
- Poszliśmy do podziemi z kilkoma znajomymi jeden z nich tam został. A ja nie zostawiam przyjaciół w potrzebie.
- Nie
- Wiedziałem, że to powiesz
Garrick uśmiecha się. A ja czuję, że będą kłopoty. Jeszcze nie wiem o co chodzi, ale mój 6 zmysł podpowiada mi że to nie skończy się dobrze. Wise jeszcze raz sięga do marynarki. Nieśpiesznym ruchem jakby wykładał karty na stół w zwycięskiej partii pokera, kładzie przede mną odwrócone zdjęcie. Lewą ręką sięgam po fotografię, przyciągam ją bliżej siebie i odwracam.
Mona
Przez mózg przelatuje mi tysiąc nieuchwytnych myśli. A potem zrywam się z krzesła, podrywam broń i przykładam ją Gerrickowi do łba.
- Gdzie Ona jest?!
- W jednym z szybów
- Daj mi jeden powód, bym nie rozwalał ci łba!
- Tylko ja wiem, o który szyb chodzi
Pociągam za spust. Kula z prędkością początkową 400 metrów na sekundę wwierca się w mózg Wise’a i rozrywa mu czaszkę
Muszę iść do Starego Szybu i odnaleźć Monę. Nie mogli zejść głęboko, kto schodzi głęboko nigdy nie wraca
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 148
Lexy
12-04-2017 18:56
Słysząc znajomy głos wychylam głowę zza rogu, żeby się upewnić, czy to ta osoba. Jeden z obecnych mężczyzn, sięga po telefon i przykłada go do ucha. Podskakuję jak głupia, kiedy rozbrzmiewa dźwięk dzwonka w moim telefonie. Piwne oczy mojego prześladowcy od razu wędrują do źródła odgłosu.
- Nie ładnie tak podsłuchiwać. - Podchodzi bliżej. - Nie ładnie też robić mnie w wała.
- Poczekaj, to nie tak! - Wyciągam ręce przed siebie w geście obrony.
- Najbardziej nienawidzę zdrajców, mała. Po dwóch latach współpracy powinnaś to wiedzieć. - Uśmiecha się szyderczo. - Znaj jednak moją łaskawość. Masz 30 sekund forów na ucieczkę. Nie chciałbym być w twojej skórze, kiedy minie ten czas.
Nie czekając na nic więcej, rzucam się do biegu w przeciwnym kierunku. Niestety spowity mrokiem, ciemny zaułek nie ułatwia mi sprawy. Odbiegam zaledwie na kilka metrów, a już ląduję na ziemi, przez wystający kawałek rozwalonej kostki brukowej. Podnoszę się, przeklinając przy tym pod nosem i kontynuuję bieg.
W tej chwili jedynie chcę cofnąć czas. Wtedy wszystko byłoby inaczej. Nie uciekłabym z domu, bo rodzice wszystkiego mi zabraniali. Teraz zapewne siedziałabym z nimi przed telewizorem z miską popcornu, a nie szlajała się z gangsterami i nie walczyła teraz o życie.
Skręcam w lewą uliczkę prowadzącą prosto do lasu. Tam mam o wiele większe szanse na przetrwanie. Od jedynej deski ratunku dzieli mnie zaledwie kilka metrów.
Kiedy dobiegam do celu, czuję silny ból w okolicy prawej skroni. Od razu padam na ziemię oszołomiona. Nie dałby rady mnie dogonić tak szybko, więc to musi być jeden z jego pachołków. Po tym wymierza mi kolejne ciosy. Zwijam się jedynie, żeby osłonić głowę i brzuch.
- Ostatnie życzenie, mała? - Tym razem to już jego zdyszany głos.
"Mamo, tato, wybaczcie mi" - wypowiadam w myślach.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 89
Joanna82
12-04-2017 21:46
Detektyw Jack Hannes siedział na ławce w parku czekająć na swojego informatora. Wieczór zapowiadał się całkiem ciekawie, zważywszy że Black Skalpel miał dla niego jakieś nowe informacje w związku z zabójstwem młodego studenta przy Regent street.
Gwiezdziste niebo i tylko latarnia oświetlająca to jakże straszne ponure miejsce o zmroku. Czy czuję strach? Nie odzuwam żadnych emocji, jedynie niesmak,bezradność tej całej sytuacji głośno myśli.
Od ponad dwóch tygodni sprawa stoi w miejscu. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział.
Studenta znaleziono już w zaawansowanym rozkładzie ciała w kontenerze na śmieci.Pewnie nikt by go nawet nie znalazł gdyby nieziemski smród wydostający się stamtąd. Jego identyfikacja była utrudniona. Przy ciele nie było głowy. Głowę wrzucono do pobliskiej rzeki.
Prasa opisuje działania miejscowej policji jako niekompetentne... jak zwykle. I mają rację jesteśmy bandą kretynów.
Siedzę tak delektując się zapachem nocy, gdy nagle słyszę hałas.
Black Skalpel jak zwykle przychodzi ze swoim psem - czarnym Pit Bullem postrachem wszystkich w okolicy. Sam jest postacią komiczną wręcz tragiczną. Niski, koło trzydziestki z czarnymi włosami do ramion zawsze ubrany tak samo - w dresie. Wygląda bardziej jak handlarz podróbek perfum na targu niż ktos kto może coś wiedziec. Zawsze sądziłem że ma lekkie upośledzenie.
- Witam, w ten przepiękny wieczór sławnego Detektywa Hannesa, wysącza przez usta informator.
Widać że odczuwa radość i dumę. Policja znowu go potrzebuje a on znowu będzie wodził ich za nos. Takie czasy. Trzeba być jak piłka do tenisa i odbijać się we wszystkie możliwe strony.
Detektyw Hannes patrzy na karykature człowieka i jego psa.. wyglądają jak z komiksu.
Black Skalpel rozmażony myśli kiedy znajdą następne ciało i kiedy w końcu domyślą się że to on... że to on zabija.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 30
NikOla_II
12-04-2017 22:35
Szła w kierunku przystanku. Niebezpieczna dzielnica, późna pora. Wiedziała, że powinna wyjść wcześniej. Spojrzała na rozkład jazdy potem na godzinę. "Cholera. Będę tu czekać pół godziny". Rozejrzała się. Na ławce nieopodal spał mężczyzna. Bezdomny. Jego odór było czuć na odległość. Potem spojrzała w mrok.

Siedział już godzinę i rozglądał się po okolicy. Na przystanku obok kręciła się jakaś dziewczyna. Blondynka. Ładna. Czeka na coś niecierpliwie. Na tramwaj? W normalnych okolicznościach podszedłby porozmawiać. Jest 2 w nocy. Przestraszyłaby się.

Ma złe przeczucie. Serce wali jej jak oszalałe. Ktoś ją obserwuje. Pół godziny mijało bardzo powoli, jakby czas postanowił zwolnić. Tramwaj w końcu nadjechał. Wsiadła. Tu jest bezpiecznie.

Wsiadła do tramwaju. Spojrzała prosto na niego. Nie dostrzegła go. Odjechała. Pewnie nigdy już jej nie spotka. Wysiadła jakaś brunetka. Nie szczególna. Z torebką przyciśniętą do piersi ruszyła. Kroczyła niedbale. Ubrana była jakoś mało atrakcyjnie. Tylko te loki..

Po 45 min w końcu wysiadła. Do domu miała już tylko 200 m. Jak pójdzie skrótem to 150. Znana okolica. Znane budynki. Nawet drzewa znane. Już nie czuła strachu.
"Zrób to". Szedł powoli chowając się w cieniu. "Podejdź bliżej. Poczuj jej zapach". Zaciągnął się wonią cytrusów. "To ona. Wiesz, że to ona."

Nagle ktoś szarpnął ją za kurtkę. Nie! Już tak blisko była domu. Przewrócona próbowała wstać. Ktoś przygniótł ją swoim ciałem.
-Zostaw mnie. Pomocy!
Szarpanina nie pomogła. Poczuła zimny podmuch na lewym policzku. To był Nóż. "Cholera, okaleczył mnie".Zaczęła gwałtowniej walczyć. Zaczął ją dusić. Zabrakło jej tchu. Pociemniało.

Przestała oddychać. To nie była ona. Ona nie żyje od lat. Widział jej śmierć. Traci zmysły? Zabił ją? Lepiej jak już pójdzie."Ile już ich było?"Odszedł.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 236
Jacob
12-04-2017 23:32
– Tam gdzie zawsze – powiedział Key, stary ćpun-włamywacz, dysząc ciężko spod wąsa.
Kate przyglądała mu się badawczo, trzymając dłoń na – wyraźnie wybrzuszonej – kieszeni wytartych jeansów. W słabym świetle wysłużonej jarzeniówki, zwisającej smętnie nad barem, wyglądała zadziwiająco pięknie – nawet mimo blizny, którą ofiarował jej alfons, gdy mu się sprzeciwiała. Skaza ta ciągnęła się od łuku brwiowego, aż po kącik ust. Wykluczyła ją z zawodu i szczerze mówiąc, dobrze stało się, jak się stało. Marnowała się tam dziewczyna. Znacznie lepiej radziła sobie w gangu. Rzut nożem opanowała do perfekcji, nie mówiąc już o koktajlach Mołotowa.
– Kanały, a jakże – przerwałem ciszę. Wiedziałem, że wszystkie strzelaniny w tym mieście odbywają się w podziemiu. Brudne, cholernie śmierdzące (prawdopodobnie od tych wszystkich rozkładających się tam ciał, a nie od ścieków) miejsce.
– Ja tam nie idę – odezwał się Rob, zwany też mechanikiem, gdyż szczególnie upodobał sobie napady na spożywczaki z kluczem francuskim w dłoni. Robił z nim co chciał, rzucał, bił nim, dusił nawet. Cholerny skurczybyk. Kiedyś zarobi kulkę, to było pewne. Mogłem się założyć, że i Rob był tego świadom.
– Peniasz? – rzuciła Kate.
– Chyba twoja matka – odrzucił.
– Tak czy inaczej, musimy tam iść – rzekłem – zostaliśmy wyzwani na pojedynek, to sprawa honorowa.
– Do reszty cię pojebało – odparł Rob – ja nigdzie nie idę!
– To się pierdol Rob! – stwierdziła Kate, po czym zapytała mnie o nasze wyposażenie.
Mieliśmy dwa karabiny AK47, jeden M4 i pół tuzina granatów dymnych, skradzionych w zeszłym tygodniu Specjalnej Jednostce Pokoju.
– Damy radę – rzuciłem tylko – bierzmy się do roboty.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 295
ReaderX
12-04-2017 23:51
Papierosowy dym oraz brud zawsze były częścią takich miejsc. Małe i duszne pomieszczenie, będące obecnie jedynie żałosną karykaturą z czasów swojej świetności. Bar "U Karalucha", pozbawiona okien speluna ze zniszczonym wnętrzem i jeszcze bardziej zniszczoną życiem klientelą wydawał się idealnym miejscem na spotkanie z prywatnym detektywem. Oto i on, średniego wzrostu, w średnim wieku, ubrany w brązowy, trochę staroświecki prochowiec. Siedzi przy barze i trzyma w ręku niedomytą szklankę z whisky zastanawiając się czy płyn znajdujący się w środku to nie płyn do chłodnic z samochodu właściciela - Joe "Karalucha", który z kantowania wszystkiego i wszystkich zrobił cel swojego życia.
Detektyw niespiesznie zapalił papierosa po czym pociągnął solidny łyk ze szklanki gdy wtem do tej jaskini dymu, smrodu i brudu wpadły ostre jak brzytwa promienie letniego słońca. Oto w drzwiach stanęła ONA - młoda kobieta w długiej, czerwonej sukience. Jej oszałamiająco rude włosy przykuły uwagę wszystkich klientów tak, że wszystkie rozmowy czy szemrane biznesy w jednej chwili ustały. W jej spojrzeniu było jednak coś dziwnego. Detektyw poznał to od razu - była naćpana. Ktoś ją tam po prostu zostawił. Błyszczące, nefrytowe oczy miały w sobie tyle uczuć co pusta strzykawka po "działce". Gdy kobieta próbowała niezdarnie wykonać jakiś ruch, jej długie, zgrabne nogi odmówiły posłuszeństwa i bezceremonialnie zaliczyła szybkie spotkanie z brudną podłogą speluny. To nie te czasy i miejsce gdy ktoś pospieszyłby z pomocą. Sam Joe "Karaluch" pozostał niewzruszony a reszta szemranego towarzystwa wróciła do swoich zajęć czyli picia chrzczonych drinków i rozmów o filozofii codziennego życia w gangsterskim póświatku. Piękna ale ćpunka - to dla tych ludzi codzienność. Nic nowego. Nawet detektyw już miał odwrócić się na krześle i poprosić "Karalucha" o dolanie czegoś do szklanki gdy usłyszał cichy szept wydobywający się z ust rudowłosej kobiety. Mógłby przysiąc, że brzmiało to jak..."pomocy". Powtarzała to jak w transie, niczym zdarta płyta..."pomocy, pomocy, pomocy" na przemian śmiejąc się to płacząc. Już miał wstać i rycersko spróbować chociaż podnieść piękną-naćpaną z podłogi gdy usłyszał brzęczenie swojego telefonu komórkowego. Numer nieznany. Zanim zdążył powiedzieć zwyczajowe "halo" usłyszał "To twoja nowa klientka detektywie. Zajmij się nią. To twoje pierwsze zadanie. Muszę cię sprawdzić zanim powierzę ci prawdziwą sprawę." Koniec. Zdziwiony wpatrywał się w milczący telefon to zerkał na rudowłosą kobietę i zastanawiał się w jaką szaloną grę się wplątał.
Tymczasem Joe "Karaluch" bez pytania dolał mu whisky do szklanki i powiedział - "Na koszt firmy". Detektyw nie oponował tylko jednym łykiem wypił całą zawartość szklanki po czym powiedział do siebie w myślach, że w większym bagnie już się znaleźć chyba nie mógł skoro dostał coś za darmo od takiego skąpca i oszusta jak Joe "Karaluch".
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 16
karodi
13-04-2017 00:25
Jak zwykle patrolowałem najmroczniejszą dzielnicę miasta. "Do kroćset! Czemu znowu ja?!", pytałem, ale dobrze wiedziałem — byłem młody, nieobyty, trzeba było mnie "nauczyć życia" i takie tam. Tak więc znów trafiła mi się ta Dzielnica Mroku. Pełna tanich prostytutek, lewych narkotyków, klubów nocnych, gangów i... właściwie to nie chcę myśleć czego jeszcze. Pełna mroku. Czerni. Gasnących latarni, bo jak wiadomo — najciemniej zawsze pod latarnią.
— Cholera, pies! — usłyszałem na pierwszej misji i cudem udało mi się uciec, gdy zaczęli strzelać. Na drugi raz już się nie wydałem. Po pewnym czasie już byłem obyty na tyle, by stąpać cicho jak kot. Tfu!, nie cierpię kotów. Tak właściwie to mam na nie alergię.

Podczas n-tej misji w jednej ze ślepych uliczek zobaczyłem ją — siedziała smutna do szpiku kości, choć do szpiku to można być zepsutym. Ona była smutna, jakby zepsuta. Mocny, rozmazany makijaż tkwił żałośnie na jej policzkach. Krótka spódnica ledwo zakrywała jedną trzecią uda. Obcasy miała może wyższe od miary najdłuższego palca. Prostytutka. Ale coś tu się nie zgadzało.
— Stało się coś? — zapytałem i zbliżyłem się nieznacznie.
— Właściwie tak. Zakochałam się — wyznała bez oporów obcej osobie.
— Tak po prostu?
— Tak po prostu.
— To chyba dobrze?
— No nie. Właśnie, cholera, nie! Nie w mojej pracy.
— Znajdzie pani inną — pocieszałem ją.
— W tym sęk. Do niczego innego się nie nadaję.
— Na pewno jest coś, co pani umie robić. Jakąś pasję? — naprowadzałem.
— Kiedyś prowadziłam małą księgarnię. Ale upadła. Może by do tego wrócić?
— Dobry pomysł.
— Masz ognia? — zapytała nagle i zmierzyła mnie wzrokiem. — No tak... Nie masz, bo jesteś psem.
"Tak, jestem psem", powiedziałem i położyłem pysk na jej udach. Jednak może ta dzielnica nie jest taka zła...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd