Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
749216 czytelników
1513 dyskusji
97243 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Odkryj w sobie zwierzę - wygraj książkę "Był sobie pies".

Odkryj w sobie zwierzę - wygraj książkę "Był sobie pies".

Pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć. Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!

 
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co myślą zwierzęta? Co się dzieje w ich głowach, gdy świergolimy do nich słodkim głosem? Jak nasz świat wygląda z ich perspektywy? Macie okazję wcielić się w domowego pupila. Opiszcie dowolną sytuację z perspektywy zwierzęcia.  


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.  


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Był sobie pies - Jacek Skowroński

Był sobie pies

Autor: W. Bruce Cameron

Ksiązka, która doczekała się ekranizacji – przedstawia losy najbardziej wyszczekanego bohatera wszech czasów. Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni... kilku żyć. Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa! Był sobie pies to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do skrajnych emocji – jest jednocześnie uroczo zabawna i dotkliwie przejmująca. Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. Najważniejsze przesłanie powieści głosi, że każda istota na ziemi urodziła się z misją. WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA... CHYBA ŻE MAJĄ NIEDOKOŃCZONE SPRAWY NA ZIEMI _____ To napisana z ikrą, przejmująca powieść, która oczaruje nie tylko fanów zwierząt domowych. – Booklist

Regulamin
  • Konkurs trwa od 10 marca do 19 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Kobiece.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1387
LubimyCzytać
10-03-2017 10:11
Był sobie pies Był sobie pies
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 63
Hania
10-03-2017 21:12
-Prezes! Jestem w domu!- wołanie Pani rozległo się w całym mieszkaniu.
Wiem, że jesteś w domu. Słyszałem jak ta wielka, śmierdząca góra sierści należąca do tych wrednych sąsiadów z naprzeciwka szczekała na ciebie kiedy przechodziłaś koło drzwi.
-Prezes! Kici-kici…
Podniosłem się powoli z poduszki i ruszyłem spokojnie w stronę drzwi wejściowych. Moim oczom ukazała się Pani. Stała na...
-Prezes! Jestem w domu!- wołanie Pani rozległo się w całym mieszkaniu.
Wiem, że jesteś w domu. Słyszałem jak ta wielka, śmierdząca góra sierści należąca do tych wrednych sąsiadów z naprzeciwka szczekała na ciebie kiedy przechodziłaś koło drzwi.
-Prezes! Kici-kici…
Podniosłem się powoli z poduszki i ruszyłem spokojnie w stronę drzwi wejściowych. Moim oczom ukazała się Pani. Stała na środku holu. Przystanąłem przy ścianie i dumnie podniosłem pyszczek w jej stronę.
-Cześć!- powiedziała zmuszając się do wesołego tonu mimo łez w oczach.
Co się stało?
Ściągnęła swój czarny płaszcz i powiesiła na wieszaku w szafie. Schyliła się na moment, żeby podrapać mnie za uchem i ruszyła w stronę kuchni z torbą pełną zakupów. Pobiegłem za nią i z rozpędu wskoczyłem na blat. Usiadłem koło mikrofalówki i przyglądałem się uważnie mojej właścicielce.
-Co za okropny dzień! Rano uciekł mi autobus i musiałam czekać pół godziny na kolejny- mówiąc to wyciągała kupione produkty. Każdy ruch był pełen napięcia.- Potem spóźniłam się na uczelnie i profesorka mnie strasznie skrzyczała. Przed całą grupą! Ledwo się powstrzymałam, żeby się nie rozryczeć.
Pani stanęła naprzeciwko mnie i trzymała się uchwytu od szuflady.Muszę ją jakoś pocieszyć. Stanąłem na tylnych łapach, a przednie oparłem w okolicach jej mostka. Dotknąłem swoim nosem policzek, po którym spływały hamowane przez cały dzień łzy.

Będzie dobrze. Nie martw się. W razie czego możemy na nią napuścić psa sąsiadów.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 478
Rossie
10-03-2017 10:40
Felek-pręgowany kocur leżał na wersalce i smacznie spał. Nagle obudził go znany szelest skrzydeł. Momentalnie otworzył oczy i zobaczył za oknem dwie synogarlice zbliżające się do karmnika. Zerwał się jak poparzony i wskoczył na parapet
-O widzę, że głupi kocur znowu przylazł-zaćwierkał pierwszy gołąb-i tak nic nam nie zrobisz głupia kupo futra.
-Zjeżdżajcie stąd!-syknął Felek
-Zaraz ty sobie stąd pójdziesz jak przyjdą nasze dwunogie sługusy, które codziennie wsypują ziarna. Jak cie zobaczą dostaniesz w tyłek, że nas straszysz
-Moi właściciele nie są żadnymi sługusami, to porządni ludzie!- Zamiauczał kot, coraz bardziej najeżony bezczelnością ptaków
Gołębie zaczęły się perfidnie śmiać po czym jeden ostentacyjnie narobił na parapet.
Dla Felka było to za wiele, syknął i skoczył w ich stronę, a z racji tego, że nie był zbytnio rozgarnięty zaraz napotkał wiadomy opór szyby.
-Tato, popatrz co ten głupi kocur robi! Znowu nam straszy biedne ptaszki! Krzyknął siedmioletni chłopiec
-Zabieraj się stąd a kysz! Ojciec chłopca trzepnął futrzaka w tyłek po czym zdjął go z parapetu.
Biedny Felek uciekł w głąb pokoju słysząc za sobą przeraźliwie złośliwy śmiech synogarlic.
-Tatusiu,dobrze zrobiłeś!Słyszysz jak teraz gruchają?Twarz chłopca pokraśniała z zadowolenia.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 219
booksbynight
10-03-2017 11:16
Siema, tu Anci!

O mamo, jak mnie ten głupi Rosiek denerwuje, zawsze zajmuje moje miejsce, łazi mi pod nogami, no nie mam na niego siły! Ile można? Zaraz, zaraz. Chyba idzie mój święty mikołaj... Znaczy się ten miły facet, który codziennie ma dla mnie jakąś niespodziankę. Okej, pójdę się chwilę poprzymilam, żeby na drugi dzień również o mnie nie zapomniał. On to chociaż jakieś żywe mięso przynosi, a nie te papki co nam tu codziennie serwują! Co to ma być za kuchnia?! Gdybym mógł to zmieniłbym jej szefa, ale nikt tu mnie nie słucha! Ciężkie te życie kota.

O,o,o,o! O jaki fajny ptak! Ptaszku zaczekaj, nic się nie bój, już do Ciebie biegnę.... A niech to, znowu ten głupi Rosiek, czy on wszędzie musi być pierwszy? Idę wyrwać jakąś kotkę, poświruję trochę z Rudą to mu przejdzie ochota na łapanie myszy. Myśli, że każda laska jego, taaaaa, akurat!

( Tak sobie teraz myślę, że nie dziwię się, że koty czasem nie chcą być brane na kolana i drapią. Ma taki ambitny plan wkurzenia kumpla i chce mu wyrwać laskę, a Ty w połowie drogi go łapiesz i psujesz całą intrygę. )

Ludzie to jednak potrafią być głupi - pomyślał Anci z trudem zachowując równowagę psychiczną.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 15
titka2
10-03-2017 11:17
Znowu to samo! Czy ona choć raz mogłaby dać mi coś dobrego do jedzenia? Ciągle ta sucha karma... A tak zjadłbym polędwiczkę, surową... O! Mucha! Może jak ją upoluję i dam Pańci w prezencie to da mi polędwiczkę! Lecę! Gdzie ta mucha... no gdzie... głowa w prawo... głowa w lewo... no matko... była tu, była... WIDZĘ! Na szafie!...... No, mam!... Niech tu poleży, Pańcia się ucieszy!
https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/14681680_10208099713357629_6370848910326219171_n.jpg?oh=6ee54971c1b6660a8a5635b10f5a9ca4&oe=59651536
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 60
vaapku
10-03-2017 11:37
Chciałabym, naprawdę chciałabym, żeby obyło się bez tych ciągłych spięć z domownikami, ale z nimi się przecież tak nie da. Złoszczą się o miauczenie pod oknem w nocy, o niezjedzoną karmę i o to, że nie daję się głaskać. A już najgorsza jest młoda. Jest identyczna jak ja, ale tylko moje przyzwyczajenia ją denerwują. Wraca po nocy z tych swoich spacerów i budzi mnie przy tym, ale tego, że jak się mnie wyrwie nagle ze snu, to swędzą mnie łapki i potrzebuję spaceru, już nie może zrozumieć. Ja mam codziennie, przez całe moje męczeńskie życie jeść tę paskudną, śmierdzącą karmę, nawet na ptaszka mi nie pozwoli zapolować, a sama każdego dnia: kotleciki, krokieciki, zupki, ciasteczka, jarmuże, bakłażany, chipsy, krakersy, frytki, popcorny, co rusz to coś innego. Tylko jej brzuch od tego rośnie, ale mi nie da, bo dla kota niezdrowe, też coś. No i to głaskanie. Nie cierpię tego. Może i inne koty lubią, ja nie, tak już mam. A ta proszę - największa introwertyczka w całej wiosce, siedzi całymi dniami sama, toczy pianę, gdy ktoś wejdzie do jej pokoju, a na mnie wrzeszczy, bo nie lubię być głaskana.
Odrobinę zrozumienia, ludzie!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 60
agnieszka2907
10-03-2017 12:16
-Kapsel, chodź tu piesku! - zawołała Ada.
-Ona zawsze ma dla mnie czas, to miłe. Jej rodzice prawie mnie nie dostrzegają - pomyślał pies i radośnie podbiegł do dziewczyny.
-Moje mądre psisko. Daj łapę. No już pokaż jak to robisz.
Kapsel potulnie wykonał polecenie.
-Zuch. Podaj drugą. Pięknie. Jeszcze raz i jeszcze - rozochociła się dziewczyna.
-Ileż można. Czy ona jest normalna? A mówią, że to ludzie są mądrzejsi od zwierząt. Mam już dość.
-Ej, co jest? Przecież umiesz to robić. Daj łapę to dam Ci coś dobrego - zachęciła Ada.
-No tak, nic za darmo - westchnął Kapsel.
-To teraz w drogę. Idziemy na spacer.
-No wreszcie coś ciekawego - pomyślał.
-Kapsel no co ty? Masz zamiar co parę kroków sikać? - zdenerwowała się Ada.
-Cóż, nie jestem głupi, znaczę teren. Przynajmniej wiem, że wrócimy do domu bo z Twoją orientacją w terenie może być różnie - pomyślał.
-Wracamy. Mam dość! - krzyknęła Ada.
-O zaczynają się humorki. Ale ok, ja to zniosę w końcu jestem jej najlepszym przyjacielem.
-Wracamy!
-O nie, nie. Teraz kiedy trafiła mi się taka zdobycz. Chcesz to idź, ja mam randkę - uparł się Kapsel.
-Zostaw ją! Idziemy!
-Phi! A jak Ty latasz za swoim chłopakiem to czy coś mówię? Nie odpuszczę jej, to taka rasowa suczka.
-Koniec tego! Więcej nie zabiorę Cię na spacer! - wrzasnęła Ada i pociągnęła za smycz.
-Ehhh taka okazja przeszła mi koło nosa. A mogły z tego piękne szczeniaczki - posmutniał Kapsel.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 9
Gosiaczek
10-03-2017 12:25
Znowu resztki z obiadu! Dlaczego nie mogą dąć mi mojej puszeczki!
Oj ale dzisiaj był kurczak, więc może być!
Hmmm o czym to oni tu debatują....nie nie nie tylko nie wnuki! Przecież Amelka ma niecałe dwa lata i za nic nie potrafi pojąć, że nie jestem jej pluszakiem i nie może mnie ciągnąć za ogon, bo mnie to boli! Tak jakbym ja ją za nogę ciągnął! Ciekawe, czy by się tak cieszyła! Ale może uratuje mnie jej starszy brat Błażej, bo często zdarza mu się zabrać mnie na jakiś spacer! Chociaż on, bo tatusiowi się jakoś nigdy z kanapy zebrać nie chce! Tylko pstryka pilotem, ciągle zmienia te kanały i do tego popija piwko!
Mamusia tez zawsze ma jakąś wymówkę, bo to ploteczki z koleżankami, a to jakieś zakupy, albo pichci coś w kuchni, tyle tylko, że mi raczej tego nie podaje!
Idę się położyć w moim małym królestwie, na fotelu w pokoju, bo mam rozłożony świeży kocyk, tylko się jeszcze napije, bo o dziwo nie zapomnieli mi nalać świeżej wody!
A teraz zrobię sobie drzemkę, poczekam, aż ktoś sobie przypomni, że ja tez potrzebuję do toalety!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 625
Ola
10-03-2017 13:17
Jestem duży a ona taka mała. Powtarzali mi ciągle, żebym uważał na ich córcie. Ale ja uważam. Wiem, że jestem duży. Nie szczekam przy niej bo wtedy się boi i płacze ale oni i tak ciągle mi mówią "tylko nie szczekaj". Jestem duży a ona mała ale boli mnie jak ciągnie mnie za ogon. Wiem jednak, że tylko uwielbia się ze mną bawić a nie wie do końca jak. Uczymy się ciągle siebie nawzajem.

Jestem już stary a ona duża. Jestem stary ale wiem że coś się stało. Idę do niej z wywieszonym językiem. Pociągnę za nogawkę albo po prostu posiedzę przy niej. Ona się uśmiechnie a ja pomerdam ogonem.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 207
anteeekg
10-03-2017 13:42
- Łooo! Na matczyne gniazdo! Ale przyperniczył tym kapciem! Prawie się klatka przewróciła!
- No stary – ten to ma cela jednak! Zawsze jak za długo gadamy to Pani i ich Młode bardzo się cieszą i nas słuchają…
- A jak Pan wraca głodny, czyli zmęczony to póki Pani nie poda mu obiadu to strasznie go wkurzamy…
- Jakby nas odpowiednio płciami dobrali to pewnie byłoby mniej gadania, a więcej….
- Przestań Rysiu bo brzmisz za bardzo tęczowo…
------------------------------------------------------------
-Kurde Halyna czy te cholerne kanarki mogą się uspokoić ?!
JEBZ!!!
- Boże Heniek, tyle razy Cię prosiłam – okryj je kocem to się czym innym zajmą…
- Halynka, ja Ci mówię z nimi jest coś nie teges....
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 394
Aneta
10-03-2017 22:17
Mega :D
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 689
Kanclerz
10-03-2017 13:45
Który bądź dzień. To bez znaczenia. Każdy jest równie doskonały i ostatecznie skupiony na zaspokajaniu moich potrzeb. Słońce poprzez wielką szklaną taflę ogrzewa moje plecy i gładzi delikatnie po głowie. Wiatr podrzuca i obraca kolorowymi liśćmi, gdybym zechciał otworzyć oczy i poobserwować je przez kilka chwil. Wielkie metalowe puszki toczą się w te i z powrotem, absolutnie bez sensu. Nawet ten okropny parapetowy chwast nauczył się już hierarchii i niby przypadkiem obrócił wszystkie liście tworząc wachlarz przed wścibskimi spojrzeniami maluczkich. Niczego nie muszę. Niczego nie można mi zabronić. Natychmiast otrzymuję wszystko, co tylko zechcę – w przeciwnym wypadku wyrządzone przeze mnie krzywdy są niewyobrażalne i opłakane w skutkach. Jestem panem tego domu, a w niedługiej przyszłości również...

Natrętne piszczenie wświdrowało mi się przez oboje uszu kumulując ten kretyńsko-bełkotliwy wrzask tuż za oczami. Sen zniknął z jękiem jakby tłuczonych filiżanek, a kakofonia spotęgowana odbiciem od gołych ścian uderzyła mnie ponownie. Znowu to metalowe, świecące pudełko!
Samica wynurzyła rękę spod kokonu kołdry, pacnęła to coś i... I nic. Znaczy się pomyłka? Znów swym gapiostwem i nierozwagą nadszarpnęła jakże delikatną nić naszej koegzystencji. Cóż. Najwyraźniej konieczna będzie kolejna poważna rozmowa moich pazurów z tym „och, ach” worem świńskiej skóry na łańcuchu.
Teraz jednak powinienem przeciągnąć mięśnie poprzez skręt i rotację na drugi bok. O, tak. Ziewnięcie dla większego łyku tlenu. Pazury w każdej z łap na zewnątrz. Szeroko, wąsko, szeroko. Schować. Kosmetyczna korekta ułożenia sierści nad lewym okiem i mogę rozmyślać o tym wielkim pudle pełnym chmurek, z którego wyjęli to czarne coś przykręcone do ściany tak głupio, że w żaden sposób nie można tego sięgnąć. Jak można było pozbyć się tego cudownego labiryntu i tych kruszących się i piszczących chmurek, a zostawić – to. Krzyczy, błyszczy, trzeszczy i nic z tego nie wynika. Ale Samica i Samiec oczywiście zachwyceni. Siedzą, wypatrują nie wiadomo czego i rechoczą jak wróble do chleba.

Wracając jednak do chmurek. Różnokształtnych, lepiących się do mnie, popiskujących. Nurkowałem w nich cały, nic nie widząc poza tym białym cudem. Krzyczałem, śmiałem się, a one głaskały mnie wszędzie i bawiły się ze mną w berka, a ja mogłem wgryzać się w nie...

Pisk! Wrzask! Rzępolenie na koślawych skrzypkach. Rany, co to jest?! Jakiś ptasior z zapaleniem krtani i chorobą umysłową? No nie, znowu! Świecące pudełko, ujęcie drugie! Teraz jeszcze głośniej. Aż mi się ogon nastroszył. Przecież to niepojęte. Aż mi cały pyszczek wykrzywiło. Pacnęła. Znów cisza, uratowany. I... Znowu nic?! Przecież mnie coś trafi. Teraz to już na pewno nie zasnę. Jestem wzburzony. Oburzony. Aż muszę usiąść, by dać wyraz swym emocjom. Należy jej się teraz seria potępiająco-karcących spojrzeń. Niech płonie ze wstydu. Patrzę. Wiercę wzrokiem tą kołdrzastą kupę lenistwa. Niemal chłostam miejsce przy miejscu. Aż moje złote oczy zaczynają łzawić. Ale nic to, niech ma za swoje. Może nie zdaje sobie sprawy, ale dla mnie to też nie jest łatwe. Tak głębokie zaangażowanie w wychowanie Ludzia niesie ze sobą niezwykłe poświęcenie, tak czasu jak i energii. Będąc już przy energii... czy ja bym nie zjadł jakiegoś przedśniadania?
Chlupot. Plusk. Ni to szum wody w łazienkowej misce z daszkiem, ni to dziura w rynnie. O, bulgot jeszcze. Do tego jakieś śmiechy. Na dokładkę jeszcze warczenie i ta puszka zaczyna kręcić się po stoliku przy łóżku. Błyska, warczy, wydaje z siebie kakofonię dźwięków. To jakaś kara, że nosi to ze sobą? Kołdra. Ręka, Pac. Cisza... Bezruch. Kokon wzdycha. Ale wciąż leży. Tak być nie może!

Szybki skok z parapetu. Pełne gracji przesmyknięcie się pod fotelem. Krótka gimnastyka łap. Dwa potężne ziewnięcia. Kontrolne miauknięcie, tylko w rzewnym tonie, żeby mi później nie wypomniała zołza jedna, żem nie ostrzegał. Drgnięcie kokonu. Jeszcze tylko przysiad z przednimi łapami wbitymi w łóżko. Ogon w lewo, ogon w prawo. Dwa uderzenia dla równowagi. Czego ona tak strasznie nie lubi...? Odnawianie mebli. Śpiewy i jodłowania. Przepychanie przedmiotów na podłogę. Ach tak, skakania po brzuchu. Nie znosi. Szczególnie rano. Krzyczy wtedy jakieś dwie sylaby kilka razy i zrywa się z łóżka. To zawsze wspomaga napełnienie miski w ostatecznym rozrachunku. Do dzieła.
Dwa kroki w tył, tak by ogon przypadkiem nie zawadził o fotel. Ósemka zatoczona biodrami, głowa lekko do tyłu. Ciężar ciała by osiągnąć element zaskoczenia i strzału z procy. Ostatnie wymierzenie celu i skok. Nie jest to długi lot, może ze trzydzieści centymetrów, jednak dostojeństwo wymaga precyzji oraz pełnej prezencji figur. i lądowanie. Cztery łapy, dwie w dwie. Najpierw tył, później przód. Idealnie w tą dziurę pośrodku brzucha. Idealnie.
Jęk spod kokonu. Sapnięcie. Teraz muszę jeszcze odtańczyć trzy kółka z tupaniem i pojękiwanie. Ewentualnie, mogę trochę powbijać pazury w pościel, to też pomaga.
Sierściuch, wynoś się. No już. Psik! - gardłowe rzężenie po nocy zaczynało się wspinać na wyższe tony zgodnie z planem zbliżając się do tych dwóch sylab. Zatem jeszcze jeden podskok. Szybka przebieżka wzdłuż drugiego kokonu, tego z Samcem, skok pod ścianę. Cel, pal! Jeszcze raz na celownik na brzuchu.
Zarazo! Wywłoku futrzasty! Siku. Siku. Si-ku! - nareszcie. To to. To magiczne „siku”, które zwleka Samicę z łóżka i pozwala napełnić talerzyk jaśnie panicza. Po raz kolejny sukces.
Drugi kokon zadrżał. Coś tam zaszurało, rozległo się nie wiadomo, z której strony pomrukiwanie, po czym Samiec wydusił z siebie krótkie – Nie wrzeszcz, tylko wstawaj. - po czym kokon znów się zakołysał i zamarł.
Samica i owszem wyłoniła się z kokonu. Potargana, pognieciona. Ludzie to jednak śpią zupełnie bez wyczucia smaku. Tak jakoś niechlujnie i byle jak. Jak gdyby ułożenie się w elegancki precelek mogło uniemożliwić im absorpcję snu. Pochwyciła metalowe świecące pudełko. Coś tam pomacała, pomiziała, zaplumkało dwa razy i odłożyła. Że niby zaklęcia jakieś. Wstała z i lekko przyśpieszając skierowała się do łazienki. Płynny i pojękujący slalom mięci jej topornymi odnóżami nie umknął uwadze.
Na wszystkie pchły świata, Żużel. Zdepczę cię zaraz i będziesz miał za swoje. - wyraziła drobną afirmację moich wdzięków, choć minę miała zupełnie nieadekwatną do sytuacji i zamknęła się w tym mokrym miejscu z moją toaletą. Niedopatrzenie. Zupełnie jakbym nie wiedział, że pod drzwiami jest szpara idealnie na moją łapę. Wsadziłem jedną. Nic. Drugą. Nic. Dwie naraz próbując chwycić chodnik. Zachichotała, ale drzwi się nie otworzyły. Później szum ze źródła, trochę szelestów, zgrzyt szyby po tej ogromnej, okropnej misce i dużo plusku. Jakieś jęki, bulgoty. Masa okropnych dźwięków i te godziny wyczekiwana przed drzwiami, spod których zaczęła wydostawać się jakaś potwornie śmierdząca łąką mgła. Futro zrobiło mi się zroszone, obrzydliwie wilgotne i już miałem sobie pójść gdy wrota się otworzyły. Wylazła. Zawinięta w jakąś kudłatą szmatę, z kokonem na głowie i tą miną niewolnika zmierzającego do kamieniołomu na dziesięć lat ciężkich robót. Wyraziłem kilka wersów ubolewania nad jej nędzną postacią i zażądałem napełnienia talerzyka, który dla podkreślenia dramatyzmu okrążyłem.
Przestań śpiewać. Jest piąta rano. Poza tym, jesteś gruby i nie dostaniesz teraz nic do jedzenia. - wysyczała mi tuż nad głową jakieś brednie, ale talerz wciąż był pusty. Ponowiłem rozkaz. - Wypatroszę cię i wypcham trocinami. Przestań. - znowu nic. Może na domiar nieszczęść jeszcze ogłuchła. Spróbowałem głośniej. - Wygrałeś! Tylko zamknij już paszczę. Ale dam ci tylko trochę. - zatrzeszczała metalowa skrzynia roztaczając aromat gnijącej od głowy ryby i dwie łyżki ambrozji spłynęły z cichym mlaśnięciem na mój porcelanowy talerzyk.
Nim skończyłem swój, poniekąd dość skromny, posiłek jakiś demon wstąpił w Samicę. Niby coś tam jeszcze cudowała w jakieś pudełka. Sypała, grzechotała. Układała w woreczku pogryzając jakieś ohydztwo, aż nagle podniosła wzrok na takie szklane coś pod sufitem. Oczy jej się otworzyły szerzej, jak mi nie powiem kiedy, bo nie wypada. Twarz przeszedł piorun.
Cholera, zaraz się spóźnię – jęknęła.
Jak codziennie – wymruczał wciąż zalegający na łóżku kokon Samca.
Zaczęła biegać po mieszkaniu i mamrocząc coś pod nosem, wykonywać jakieś opętańcze ruchy. Pomazała sobie twarz dziwną szczotką. Potem rozdziawiła usta przed lustrem i usiłowała wyjąć sobie oko jakimś czarnym patykiem. Podrapała się jakąś kulką pod ubraniem, ukarała swoją bluzkę nie wiadomo za co, pryskając na nią wodą z czymś dusząco-dławiącym. Bardzo musiała ta bluzka narozrabiać. Moje kary są tak nie cuchną. Na koniec przebiegła trzy rundki po całym domu z tym świńskim worem wrzucając do niego jakieś rzeczy, których nie pozwoliła zobaczyć, trzymając w ustach jakieś bzyczące coś, tak że pluła na biało dookoła ciesząc się ze wspólnej przebieżki. W końcu wybiegła z niewyraźną miną i rozwianą sierścią, wlekąc za sobą ten pękaty świński wór i jakieś szmaty. Nareszcie!
Dla pewności zlustrowałam jeszcze dokładnie talerzyk, czy aby podczas tego lotu koszącego nad kuchnią nie okazała zrozumienia dla mojego obkurczonego i cierpiącego żołądka. Jednak nie. Zołza. Udałem się jeszcze do mojej luksusowej, osuszonej już toalety. Osobiście dokonałem szczegółowej konserwacji higienicznej całego ciała po czym udałem się za zasłużony wypoczynek.
Nie. Już nie na parapet z atłasowym łożem. O, nie. Samica już wyszła. A Samiec zdecydowanie lepiej poddał się dwóm latom tresury. Wskoczyłem na łóżko. Przyczaiłem się na brzegu kokonu i zamruczałem nasze sekretne hasło. Samczy kokon zadrgał i uniósł się lekko. Buchnęło z niego słodkie ciepło wraz z obietnicą głaskania za uszami.
- Chodź, poszła do fabryki, a my mamy dzisiaj wolne – po czym zamknął mnie w cieple i ciemności. Zupełnie po królewsku.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 594
ferdynandtutek
16-03-2017 20:42
Ten tekst ma znacznie wiecej niz 1500 znaków ze spacjami.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd