Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
895257 czytelników
2050 dyskusji
126518 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Wieczna wędrówka - wygraj książkę "Wędrowny sokół"

Wieczna wędrówka

Choć ludzkość porzuciła wędrowny tryb życia już tysiące lat temu, wciąż w różnych zakątkach świata istnieją społeczności nomadów, wiodących niezwykły z naszego punktu widzenia żywot. Ludzie ci wciąż się przenoszą, nigdzie nie zagrzewając miejsca. Czy umiesz to sobie wyobrazić?
Napisz opowiadanie o koczowniczym życiu.
Czekamy na teksty o objętości do 2500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają po egzemplarzu książki.

Wędrowny sokół - Jacek Skowroński

Wędrowny sokół

Autor: Jamil Ahmad

Chłopiec znany pod imieniem Tor Baz — Czarny Sokół — wędruje po zamieszkane przez plemiona Pasztunów obszary Pakistanu, Iranu i Afganistanu. Spotyka mężczyzn, którzy walczą pod różnymi sztandarami, i kobiety, które mogą stracić wszystko, jeśli złamią kodeks honorowy swojej społeczności. Skąd idzie i dokąd prowadzi go przeznaczenie? Książka znalazła się w finale Man Asian Prize, 2011.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 13 do 19 marca włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 2500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Czarne.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 2156
LubimyCzytać
13-03-2015 11:15
Wędrowny sokół Wędrowny sokół
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 201
Carmelek
13-03-2015 18:53
Świat pogrążony w wojnie. Ojciec ginący podczas strzałów. Bomby. Panika. Starszy brat, znikający w przerażonym tłumie.
Iwwo otworzył oczy. Przetarł spoconą twarz.
Powinien się już przyzwyczaić do koszmarów.
Wysunął się ze śpiwora, wstał i ubrał dziurawe adidasy. Na ramiona narzucił kurtkę i pusty plecak. Był gotów do drogi.
Dzień przywitał go przenikliwym chłodem. Chłopak osłonił twarz chustką i nałożył kaptur, lecz niewiele to dało. Szedł więc szybkim krokiem. Wkrótce dotarł do miasteczka, które wyglądało, jakby zdołało się tu co nieco uchować.
Iwwo przystąpił do poszukiwania jedzenia. Wszystko przebiegało wyjątkowo dobrze, do czasu, gdy przez wybite okno dostrzegł na ulicy trzech mężczyzn w kominiarkach.
Jak najciszej wydostał się na zewnątrz, upewniając się wcześniej, że grupa zmierza w przeciwnym kierunku. Wcisnął się we wnękę w złączeniu bloków i tam zdecydował, że czas się zbierać. Plecak był wystarczająco ciężki, a faceci, których widział, wyglądali zbyt groźnie, by chciał ich spotkać.
Odetchnął, wyjrzał z wnęki... I zobaczył przed sobą jednego z nich. Mężczyzna spojrzał na plecak - banalnie łatwy łup.
Iwwo rzucił się do ucieczki, ale nieznajomy był szybszy. Złapał go za plecak, szarpnął do siebie. Chłopak wykorzystał rozpęd i uderzył napastnika tyłem głowy w nos. Trzask. Mężczyzna krzyknął, rozluźniając uścisk. Iwwo wyszarpnął się. Puścił się pędem przed siebie.
- Pomóżcie! - usłyszał za sobą ochrypłe wołanie zbira.
Pozostała dwójka była bliżej, niż myślał. Już po chwili czuł na plecach  oddech trójki napastników, a on sam zaczynał oddech tracić. Plecak ciążył i krępował ruchy.
Wbiegł do zarośniętej chaszczami pozostałości dawnego parku. Zwisające gałęzie drzew smagały go po twarzy. Gdy na chwilę odwrócił głowę, dostrzegł w dłoni jednego z mężczyzn błysk noża.
Nagle potknął się o korzeń i runął na ziemię. Chustka odpadła, a kaptur zsunął mu się z głowy. Spróbował się zerwać, ale dwoje napastników już go dopadło i przygniotło do ziemi. Trzeci zbliżał się powoli. Miał w dłoni nóż. Zatrzymał się przed Iwwem. Chłopak nie miał szans się wyrwać. Zacisnął powieki. Cios jednak nie nadchodził. Otworzył oczy.
Trzeci napastnik chwycił palcami za brzeg kominiarki. Zdjął ją z twarzy.
Serce Iwwa zatrzymało się.
- Cześć, brat - powiedział młody mężczyzna, uśmiechając się niepewnie. Rzucił nóż na ziemię. Pozostała dwójka spojrzała po sobie i wstała.
Iwwo zerwał się. Wpadł bratu w ramiona.
- Cześć - szepnął. Po policzkach spływały mu łzy szczęścia. Odzyskał brata.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1294
Patrycja
13-03-2015 19:12
Doskonale potrafiła sobie wyobrazić koczowniczy tryb życia. Przez 5 lat sama taki prowadziła. Bynajmniej nie przemierzała pustyni czy stepów. Była studentką. O tym, że studiowanie to taki nomadyzm XXI wieku przekonała się zmieniając mieszkania jak rękawiczki. Wielu jej znajomych miało podobne doświadczenia. Otóż studenci, niczym nomadzi, przenoszą się z miejsca na miejsce, zaliczają kolejne mieszkania, nigdzie nie mogą zagrzać miejsca, bo oto: właściciel uciążliwy, współlokatorzy głośni, hałas ulicy itp. itd. To nie jest tak, że komuś nie można dogodzić, po prostu rzeczywiście ciężko znaleźć dobre lokum.
Kiedy zaczęła studiować nie pomyślała, że będzie wieść koczowniczy tryb życia. W ciągu studiów zmieniała mieszkania co pół roku; znała ludzi, którzy robili tak samo. Ponieważ nie miała auta, ani znajomych z autem, a rodzina mieszkała na drugim końcu Polski, cały swój dobytek, na wzór nomadów, za każdym razem taszczyła w plecaku i licznych torbach. Autobus, niczym miejski wielbłąd, przewoził ją z jeden dzielnicy do innej. A dlaczego była zmuszona prowadzić taki tryb życia? Kilka przykładów:

-akademik: wiecznie imprezujące współlokatorki i dilerzy lub podejrzane typy dobijający się do jej pokoju z żądaniem pieniędzy. Na dłuższą metę nie da się tego wytrzymać.

-dalej: ogromny, ładny pokój w samych centrum. W czym problem? Włascicielka z kolei ingerowała mocno w życie lokatorów, regulowała na ten przykład temperaturę w pokoju, żeby oszczędzić na ogrzewaniu. Ile można dygotać pod kocem? Musiała wędrować dalej.

-kolejne mieszkanie: warunki bardzo dobre, czynsz tani, ale ogrzewanie nieziemsko drogie- żaden rasowy student by im nie sprostał, na dodatek właściciel zataił koszty rachunków przy podpisywaniu umowy. Zostaje poszukiwanie nowej siedziby...

- mieszkanie w suterenie willi z ogrodem, bardzo tanie, jedynka! Tu jednak zmorą i przyczyną rychłej wyprowadzki były…pająki. Nie byle jakie bo olbrzymie, włochate pająki ogrodowe, które łaziły po całym mieszkaniu, meblach, łóżku… A ona miała arachnofobię. Trauma.

Dzisiaj ze zgrozą wspomina tamten koczowniczy czas, chociaż jeśli się zastanowi, pomyśli, że przynajmniej nie może narzekać na brak interesujących i nierzadko śmiesznych doświadczeń…
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 871
Marta
13-03-2015 19:37
Czas posprzątać po sobie i oddać klucz do recepcji. Misja wykonana. Miasto zaliczone. Kierunek północny zachód w stronę Seattle. Uśmiechnął się w myślach i sięgnął do walizki. Wyciągnął z niej obszerny zeszyt. Zawierał pamiątkę z każdego miejsca, w którym kiedykolwiek był i w którym zostawił po sobie ślad w postaci skromnego nagrobka bezimiennej ofiary. Każda strona poświęcona była jednemu miastu, jednej osobie, jednej śmierci, jednej nierozwiązanej sprawie zabójstwa. Zapełnił sto czterdzieści stron w niecałe dziesięć lat.
Od najmłodszych lat był przenoszony z miejsca na miejsce. Niezliczone domy dziecka, rodziny zastępcze, kolejne pogotowia opiekuńcze. Ciągle powtarzał sobie, że jego dom jest tam, gdzie jego zeszyt i wspomnienia. Nawet w dorosłym życiu nie zagrzał nigdzie miejsca dłużej niż przez miesiąc. Dlaczego akurat miesiąc? To proste - wystarczający okres czasu, żeby poznać interesującą go okolicę, ale jednocześnie nie rzucający się w oczy i nie rodzący żadnych niepokojących pytań.
Spakował walizkę, zgasił światło i zszedł do recepcji. Po kilkudziesięciu minutach bezpowrotnie opuścił Kennewick.
***
Dokładnie umył ciało i wyciągnął je z wanny. Zaniósł ją do sypialni i położył na łóżku. Ustawił ją tak, by wyglądała na pogrążoną w głębokim śnie. Odciął kosmyk jej długich, brązowych włosów i sięgnął po taśmę klejącą. Przytwierdził zdobycz do pustej kartki w zeszycie i wyciągnął z torby polaroid. Szybkie zdjęcie. Przykleił wywołany obraz obok pukla włosów. Powyżej zapisał dane dotyczące zabójstwa. Wiek ofiary, imię, wzrost, wagę, czas, który z nią spędził i drobne spostrzeżenia, dotyczące martwej dziewczyny. Miał dla niej jeszcze tylko godzinę, później musiał ruszać w dalszą drogę.
***
Obudził się z krzykiem. Niespokojnie rozejrzał się po pomieszczeniu. To tylko hotelowy pokój z widokiem na Baltimore. Wrócił. Wrócił do miejsca, gdzie zaczęła się jego dwudziestoletnia tułaczka i szemrana działalność seryjnego zabójcy. Mimo swojego długoletniego życia na walizkach, zawsze ciągnęło go w myślach do tego miejsca. Nazywał to miasto swoim miejscem narodzin, prawdziwych narodzin, a nie jakimś tam momentem, w którym narkomanka z Kansas City wydała go na świat.
- Może mógłbym tu zamieszkać? - mruknął do siebie i szukał wzrokiem odległego od centrum miasta cmentarza - co o tym myślisz, Sally? - pogładził kciukiem po zdjęciu, znajdującym się na pierwszej stronie jego zeszytu - chciałabyś, żebym czasem cię odwiedził?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1158
Akemi
13-03-2015 22:10
Na imię miała Róża. Chciała przeżyć przygodę swojego życia. A ja kochałem ją tak bardzo, że pojechałbym za nią na koniec świata. Więc pojechaliśmy. I zabłądziliśmy. W samym sercu dziczy.

- Pokaż, co tam masz. - Spojrzała na nasz nędzny dobytek: dwuosobowy namiot, śpiwór, butelka wody, trochę prowiantu, scyzoryk, stara mapa. To wszystko. - Tato uprzedzał, że nie jesteś zbyt zamożny, ale nie sądziłam, że jest aż tak źle.
Cieszyłem się, że pomimo położenia potrafi jeszcze żartować. Umiała odnaleźć się w trudnych sytuacjach. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak bardzo.
Miało minąć sporo czasu, nim ujrzymy pierwsze ślady cywilizacji.

Pierwszego dnia było całkiem przyjemnie. Przez cały dzień przedzieraliśmy się przez chaszcze, a wieczorem kochaliśmy się pod gołym niebem. Kolejny dzień upłynął w podobnym rytmie. I kolejny.
Czwartego dnia skończył się prowiant. Przyroda daje wiele pożywienia. Problem w tym, że byliśmy typowymi mieszczuchami. Skąd mogliśmy wiedzieć, które z tych cudów natury nas zabiją, a które łaskawie podarują kolejny dzień życia? Tej nocy Ona chciała się kochać, ale ja myślałem tylko o skurczach żołądka.
Piątego dnia zabrakło wody. Szóstego jednak znaleźliśmy rzekę. Postanowiłem złowić ryby. Wziąłem długi kij, naostrzyłem scyzorykiem końcówkę i zabrałem się za łowy. Myślałem, że będzie prosto. Telewizja kłamie. Nie było. A jednak po kilku godzinach mieliśmy tuzin ryb. I mnóstwo owoców, które Ona nazbierała. Zapytałem ją, czy są jadalne. Odparła, że jutro się dowiemy.
Kolejne dni upływały dość spokojnie. Czułem się jednak coraz bardziej zmęczony. Tęskniłem za normalnością. Róża – wręcz przeciwnie. Odżyła.
Raz spotkaliśmy węża. Był ogromny. Stał pół metra za mną i przybliżał się w zawrotnym tempie. Nie wiedziałem nawet, że węże potrafią tak szybko się przemieszczać. Już miał mnie dopaść, ale Ona zabiła go kamieniem. Była z siebie dumna.
Las się przerzedzał. Trzy dni później natrafiliśmy na drewnianą chatę. Ale Ona chciała spędzić jeszcze jedną noc na łonie natury. Tamtej nocy znów się kochaliśmy. Po raz ostatni.
Gdy się obudziłem, Jej już nie było. Na ziemi zostawiła wyrytą wiadomość. List pożegnalny.

Gdzie teraz przebywa? Czy chowa się przed deszczem pod wielkim eukaliptusem Australii? Czy może razem z misiem pandą przedziera się przez azjatycki busz? Czy kocha się z kimś pod gołym niebem? Nie wiem. Ale jeżeli natraficie na nią kiedyś, przekażcie jej proszę, że tęsknię. I czekam. Nadal.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 42
OliVia_09
15-03-2015 00:32
Ja i moja żona nie wiedzieliśmy, że zaczniemy tak żyć. Kartka z jej pamiętnika powie Wam, co było impulsem do ruszenia w tę podróż.
***
Gdyby nie to, nasze życie biegłoby swoim niezmiennym torem, którego wyznacznikiem stała się praca, ale jedyną radością bycie z bliską osobą, w przeciwieństwie do moich rodziców. Wyglądałam przez okno na góry spowite ciemnością i wszechobecną mgłą. Mąż śpiewał piosenkę, która kołysała mnie do snu, gdy poczułam silne szarpnięcie, a dźwięk hamulców rozdzierał powietrze. Zatrzymaliśmy się. Drżącymi rękami odpięłam pas i wysiadłam. Mąż wyminął samochody, które wcześniej się zderzyły. Zaczęłam iść w tamtym kierunku i nagle uderzyła mnie fala gorąca, która wyrzuciła mnie do tyłu. Wybuch zabił trzy osoby uwięzione w obu autach.
***
Po tym wydarzeniu stwierdziliśmy, że życie jest tak nieprzewidywalne, że musimy sprawić, że każdy dzień będzie przygodą i spełnić choć część marzeń nim przyjdzie nam odejść. Zabraliśmy oszczędności i jeździmy po całych Stanach Zjednoczonych robiąc rzeczy, na które mamy ochotę. Wczoraj zdobyliśmy pierwszy szczyt w naszym życiu. Takie chwile sprawiają, że kochamy podróże, znajdowanie pracy po drodze, żeby móc zapłacić ludziom, którzy zechcą przyjąć nas pod dach. Dziś skaczemy ze spadochronami. Patrzę na żonę, która pisze kolejny list. Podnosi głowę i uśmiechając się mówi:
-Gotowe, czytaj.

Kochani rodzice,
Właśnie spełnimy z mężem największe marzenie w naszym życiu - skok ze spadochronem. Nie tchórzę, wolę być pewna, że jeśli coś pójdzie źle, będziecie wiedzieć. Napisałam takich kartek już wiele, ale mój mąż nigdy nie musiał ich wysyłać. Kolekcjonuję je w albumie, który mi daliście. On też ma do Was trafić. Pokaże Wam go, kiedy wrócimy albo ktoś go wyśle. Nie rozmawiałam z Wami 6 lat. Martwię się o Was i myślimy o zakończeniu naszej przygody. Trwała długo, a mąż też tęskni za rodziną, choć miał z nią kontakt. Mimo, że zawsze mieliśmy napięte stosunki chcę, żebyście wiedzieli, że Was zawsze kochałam. Nie pisałam tego wcześniej, ale było mi źle z tym, że woleliście pracę ode mnie.
Wasza tęskniąca córka
***
Wkładam do albumu następny list. Nie przybędzie ich więcej. Dość przerzucania rzeczy z jednego miejsca w inne. To straciło swój blask. Po policzku spływają mi łzy. Zamykam album, bo z nim związanych jest tyle bolesnych wspomnień. Nie jestem tym samym człowiekiem. Muszę go wysłać, chociaż nie miałabym być nadawcą. Los zakpił z mojej przezorności - mężowi nie otworzyła się czasza. Ja będę wręczać złe wiadomości.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2739
Czarnula
17-03-2015 08:07
Zatrzymał się tutaj już jakiś czas temu. Zresztą nie pierwszy raz. Dziadek z wózkami – tak na niego mówią. Ciągnie na tych kołach cały swój dobytek. Wędruje od lat po Polsce. Czego on szuka? Przedstawia się okolicznym mieszkańcom, ale czy to jego prawdziwe imię? Ma amputowane palce u stóp, gdyż zdążył je sobie odmrozić podczas tyluletniej wędrówki. Wraca czasem do miejsc znajomych, w których już kiedyś koczował. Nie osiedla się na stałe. Nie lubi, gdy ludzie go obdarowywują. A jeśli już coś od nich bierze, to nigdy za darmo. Da kamyczek albo szkiełko – na wymianę. Skądś pieniądze ma. Za coś kupuje jedzenie. Za coś pije. Mówią, że kiedyś był lekarzem. Ale to tylko słowa ludzi. Ileż razy słyszałam zdania na swój temat, tak odległe od prawdy. Kiedyś ktoś przywiózł mu psa. Komuś nie był już potrzebny. Dziadek przyjął go i zrobił mu posłanie na tapczanie, który ktoś inny mu podarował. Sam nadal śpi na ziemi, pod swoim „namiotem”. Smutnym wydaje się być jego życie. Tak często obok niego przechodzę, a tak bardzo boję się do niego odezwać. Gdybym miała więcej odwagi na pewno zapytałabym go, o to, co mnie dręczy. Dlaczego wybrał taką drogę? Czy wierzy w Boga? Jak mu się żyję bez bliskich osób i w ogóle bez ludzi? Sama czasem myślę, że chciałabym to sprawdzić, bo często się zdarza, że nawet gdy są obok nas, nie są z nami. Sprawdziłabym kto jest bardziej samotny: on czy ja? Patrzę jak uśmiecha się do swojego psa i chyba już znam odpowiedź.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 34
Dorota
17-03-2015 10:40
Bezdomny. Taka moja ksywka.
Dlaczego? Bo czasem proszę o jedzenie. Zapominam, że trzeba jeść, a kiedy sobie przypomnę, nie mam już grosza przy duszy. Pieniądze nigdy się mnie nie trzymały. Czasem gubię je, bo zapominam, że mam dziurę w kieszeni.
Szwędam się, raz tu, raz tam. Jeżdżę z moją gitarą i śpiewam. Oh, wtedy nie czuję zmarzniętych dłoni. Ludziom się podoba. Często zatrzymują się, robią zdjęcia, słuchają. Niektórzy dadzą więcej drobnych niż na tacę w kościele. Poniekąd jestem popularny. Zwłaszcza w Londynie. Jeden gość wrzucił filmik na youtube z moim występem i nie chwaląc się - mam już 5 tysięcy polubień. Mam długą brodę, ale tylko dlatego, bo nie mam gdzie się golić. A jak już mam łazienkę to nie marnuje jej na tak zbyteczne rzeczy. Kiedyś ludzie tego w ogóle nie robili i też było dobrze.
Czy lubię swoje życie?
Tak. Myślę, że nie mógłbym mieć innego.
Ludzie są dobrzy. Nie wszyscy, ale większość. Spotkałem się z gościnnością, szczodrością i wielką sympatią. Wciąż poznaje nowych ludzi. Zdarza mi się spać pod mostem, ale to nie dlatego, że się zapijam. Jak mówię, zarabiam. Pośpię czasem i w normalnym łóżku. Ale lubię swoje życie właśnie za to że nic nie muszę. Nie dbam o to co kto myśli. Po prostu czasem za długo gram. Wciąga mnie ten wir, zwłaszcza jak znajdę kompanów do wspólnego śpiewania.
Czy czasem myślę o przyszłości?
Często! Raz wyobrażam sobie, że umarłem stary i samotny, bo zbyt długo wędrowałem. Smutno mi wtedy.
A potem marzę sobie, że mam żonę, dzieci i stabilną pracę. I wiecie co? Nie jestem w tym marzeniu szczęśliwy.
Nie czuję mojej duszy. Duszy włóczykija. Może mam to w genach? Jak mój ojciec, którego widziałem trzy razy w życiu?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2311
Bonnemort
17-03-2015 11:24
3.30 rano pierwsze promienie słoneczne przebijają się pomiędzy koronami drzew. Dziewczyna szybko wychodzi ze śpiwora i od razu zwija go i chowa do plecaka. Następnie zakłada buty i podchodzi do rzeki, myje twarz lodowatą wodą oraz napełnia bidon. Zjada ostatni proteinowy baton i siada na rower. Przed nią bardzo długa i trudna trasa do pokonania, musi dostać się jeszcze dziś na drugą stronę góry, aby dostarczyć przesyłkę. Jej praca polega na dostarczaniu przesyłek do miejsc trudno dostępnych. Podróż do celu trwa czasem kilka dni, a czasem kilka tygodni, czy nawet miesięcy. W tej chwili mija już czwarty miesiąc od czasu jak wyruszyła, jedzenie się już dawno skończyło, a w tych okolicach sklepów nie ma. Czasem zastanawia się, czy aby na pewno dostała dobry adres. Jest już bardzo zmęczona tą pracą, ale nie może zrezygnować zapłata za dostarczenie paczki jest wysoka zresztą musi się zaopatrzyć w żywność na drogę powrotną. Podnosi głowę i zeskakuje z roweru z rezygnacjom mamrocząc pod nosem:
- Jeszcze taki ostry podjazd.
Pcha rower z całych sił zapierając nogi mocno w kamienistym podłożu. Słońce praży mocno, dziewczyna zerka na zegarek, który pokazuje 12.20. Idzie wytrwale w górę i górę, ręce ma sztywne i obolałe nogi jej drżą przy każdym kroku. Musi wytrzymać nie ma wyboru, nikt jej nie pomoże, jeśli nie zdąży przed zmrokiem to będzie niebezpiecznie. Nagle jedna noga jej ujechała, a dziewczyna upadła na kamienie wbijając się mocno kolanami, zacisnęła zęby i pomału podniosła się. Przemyła kolana wodą z bidonu oraz napiła się, zerknęła na zegarek, dochodziła 17. Śledzi uważnie mapę, jednak nie da rady przed zmrokiem dotrzeć do celu. Rozgląda się za miejscem do spania, lecz spanie na prawie pionowej ścianie jakoś jej się nie podoba. Podnosi się z ziemi i rusza dalej. Postanowiła będzie szła całą noc to może rano zje coś smacznego w miejscu docelowym. Nad ranem zobaczyła pierwsze domy na jej twarzy zagościł uśmiech:
- Udało się.
Rozejrzała się po okolicy, chaty z drewna i słomy oraz zwierzęta hodowlane i kilka poletek. Bardzo malownicze miejsce. Dziewczyna pomyślała przez bardzo krótką chwilę, że może mogłaby tu zostać dłużej, może nawet na zawsze. Po chwili potrząsnęła głową i powiedziała do siebie:
-Nie wolno ci, wiesz, że ludzie nie akceptują takich jak wy, paczkę dostarcz zapłacimy ci ale nie mieszaj się z naszymi.
Wędrowiec zawsze zostanie wędrowcem i nawet po śmierci jego dusza będzie wędrować, a ciało nigdy nie zostanie pochowane.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 789
Grazia_czytaninka_
17-03-2015 21:50
Otworzyłam pamiętnik moich dziadków,który niedawno mi podarowali i zaczęłam czytać:

Styczeń 2000

Szczecin,Świnoujście,Koszalin-woj.zachodniopomorskie
Słupsk,Gdynia,Sopot,Gdańsk-woj.pomorskie

Luty 2000

Grudziądz,Bydgoszcz,Toruń,Włocławek-woj.kujawsko-pomorskie
Olsztyn,Elbląg-woj.warmińsko-mazurskie

Marzec 2000

Suwałki,Łomża,Białystok-woj.podlaskie

Kwiecień 2000

Ostrołęka,Płock,Warszawa,Radom,Siedlce-woj.mazowieckie

Maj 2000

Biała Podlaska,Lublin,Chełm,Zamość-woj.lubelskie
Tarnobrzeg,Rzeszów,Przemyśl,Krosno-woj.podkarpackie

Czerwiec 2000

Nowy Sącz,Tarnów,Kraków-woj.małopolskie
Kielce-woj.świętokrzyskie

Lipiec 2000

Piotrków Trybunalski,Skierniewice,Łódź-woj.łódzkie

Sierpień 2000

Częstochowa,Gliwice,Katowice,Bielsko-Biała-woj.śląskie

Wrzesień 2000

Krapkowice,Nysa,Opole-woj.opolskie

Październik 2000

Wrocław,Wałbrzych,Jelenia Góra,Legnica-woj.dolnośląskie

Listopad 2000

Leszno,Kalisz,Konin,Poznań-woj.wielkopolskie

Grudzień 2000

Zielona Góra,Gorzów Wlkp-woj.lubuskie

Powyżej przedstawiłam trasę jaką wspólnie z mężem przebyliśmy w rok.Podróżowaliśmy głównie autostopem,choć nie zawsze.Odwiedziliśmy wiele pięknych miejsc,dzięki czemu uwierzyliśmy,że nawet nasza Polska może być cudownym miejscem do odwiedzania wielu zakątków.Ten rok to jeden z najpiękniejszych w naszym życiu.Przepiękne wspomnienia,różne obyczaje i różni ludzie.Niezwykła przygoda.



Moi dziadkowie to naprawdę niezwykli ludzie.Porzucić swoje miejsce na ziemi i przez rok podróżować po całej Polsce.Koczowali z miejsca na miejsce,poznając jedne z najpiękniejszych miejsc w naszym kraju.Zazdroszczę im tego.Niejedna osoba chciałaby mieć w sobie tyle odwagi,by wszystko porzucić i wyruszyć w taką podróż.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd