LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. Poruszamy tutaj kwestie dotyczące serwisu: rozwój, propozycje nowych funkcjonalności, zgłaszanie błędów, wszelkie pytania do administracji i wszystko, co dotyczy serwisu.
922977 czytelników
479 dyskusji
23681 wypowiedziPokaż ostatnią
Głód Boga - metafizyczna wyprawa do Indii
liczba postów na stronie: 
książek: 0
Romuald
17-01-2016 16:35
Tamara Tokaj
Tamara Tokaj: Indie. Głód Boga. Wyd. Bernardinum, Pelplin 2015.

Poniżej umieszczam wybrane wycinki książki, tj. fragmenty, które przykuły moją uwagę podczas przeglądania całej książki:
„Indie – (…): tam każdy czuje się częścią stworzenia”. Motto /s. 7/
„… abym w życiu przeżywała zamiast rejestrować”. /s. 378/
„«Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew…»” /tamże/
„…myśliciel Vivekananda. Zmarł na początku XX wieku nie ukończywszy czterdziestu lat. W swym życiu miał za sobą i wykłady na amerykańskich uniwersytetach i pięć lat samotnego wędrowania jako mnich po Indiach. «Miłość jest jedynym prawem życia. Kto kocha, ten żyje», głosił zarówno zza pulpitu studentom, jak i po drzewem wieśniakom indyjskim.” /s. 34/
„…Saraswati należy do trójcy najważniejszych żeńskich bóstw. Męskie Trimurti – Brahma , Śiwa i Wisznu, dopełnia trio ich żon: Saraswati, Parwati i Lakszmi . Saraswati jest łączona z Brahmą, stwórcą świata; można ją rozpoznać po trzymanym instrumencie i towarzyszącym jej pawiu.
Przez stożkowatą, pokrytą rzeźbami bramę wchodzimy boso na dziedziniec świątyni tej patronki nauki, sztuki i mądrości. Tej, która przejawia się w wybaczeniu. Znów, jak we wcześniej widzianych świątyniach szkatułkowy układ wnętrza: kolumny pierwszej sali, z której widać kolejną, kolejną i na końcu ciemność miejsca, które symbolizuje tajemnicę”. /s. 138/
„Z wdzięcznością patrzę na słońce, którego tu często aż za dużo, a za którego światłem tęsknię u nas. Tę tęsknotę dzielimy też z Indiami, które już w starożytnych „Upaniszadach” proszą:
«Prowadź mnie z nierealnego do realnego.
Prowadź mnie z ciemności do światła.
Prowadź mnie ze śmierci do wieczności»”
/s. 204/
„«Największe problemy Indii to: wojskowa okupacja Kaszmiru, neofaszyzm w Gudżaracie, wojna domowa w Chhattisgarh, nielegalne kopalnie w Orisie, zalanie wodą setek wiosek w dolinie rzeki Narmada, umierający z głodu ludzie, dewastacja lasów, bezsilność ofiar wybuchu gazu w Bhopal, setki tysięcy zadłużonych rolników popełniających samobójstwa w stanach Andhra Pradesh, Karnataka i Maharasztra, represje w Andhra Pradesh». Można dodać jeszcze ruch narodowowyzwoleńczy w północno-wschodnich stanach Nagaland i Manipur, których ludność w dużej części nie uznaje siebie za część Indii. To głos Arundhati Roy z marca 2007 r., ale cztery lata nie zmieniły tego stanu. Smutno.” /s. 323/
O premierze Indii: „Na spotkaniu wydobywających rudę żelaza w Rajpurze ktoś w hindi recytuje z gniewem wiersz pełen gorzkich pytań do premiera: «Manmohanie, Singh, co robiłeś w te dni? Manmohanie Singh, co nam zrobiłeś? Jaką truciznę wpuściłeś w nasz krwiobieg?». Roy oskarża premiera za słowa, jakimi podziękował on za honorowy doktorat w Oxfordzie. Manmohan Singh uchodzi za nieprzekupnego, porządnego polityka, niemniej Roy uważa, że głoszona przez niego wizja Nowych Indii wykluła się w Oxfordzie, w Banku Światowym oraz na Harvardzie i lepiej na niej wyjdą światowe korporacje niż Indie, zwłaszcza wieś.” /s. 324/
„Na wzajemne stosunki hindusów i muzułmanów w Indiach kładą cień podziały świadomie wzbudzane między nimi podczas panowania Brytyjczyków, podział Indii w chwili odzyskiwania niepodległości w 1947 r., wojny z muzułmańskim Pakistanem, krwawiący od kilkudziesięciu lat muzułmański Kaszmir, pogromy na muzułmanach, ich terroryzm.” /s. 325/
„Chciałoby się zrobić porządek. Śmieci – na wysypisko, dzieci – do szkoły, chorzy – do szpitali, wariaci - do domów dla obłąkanych, krowy –do obory, auta – na złom. Ale tak się nie dzieje. To wszystko pojawia się w jednym miejscu naraz. Jak kod genetyczny, najdrobniejsza cząstka Indii zawiera je całe w sobie»”. /Tomasz Mazur, Mozaika indyjska. S. 327/
„«Od wieku po wiek Ty jesteś Bogiem. W proch każesz powracać śmiertelnym i mówisz: «Wracajcie synowie ludzcy!» […] Porywasz ich, stają się niby sen poranny, jak trawa, która rośnie. Rankiem zielona i kwitnąca, wieczorem więdnie i usycha». Nie budzą one we mnie lęku przed śmiercią, lecz uspokajają, dając mi na ten dzień prawdziwą miarę rzeczy. «Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca»” / Ps 90, 2b-3.5-6.12. s. 328/
„Wokół bramy Indii pełno gołębi. Obsiadły drzewa w takiej ilości, że gałęzie zdają się uginać pod ich ciężarem. Jeszcze zanim przyjechałam do Mumbaju, już je widziałam jako część miasta.” /s. 329/
Ślady Gandhiego: „Ruszamy do Mani Bhavan, domu, w którym Gandhi przeżył siedemnaście lat, stąd ogłaszając m.in. Marsz Solny. Bo jak tu próbować rozumieć Indie bez Gandhiego?! Jedziemy taksówką z biało-pomarańczowym Ganeśem przy szybie auta. Na jego czole trójząb, u stóp sylaba OM. Ma pomagać szoferowi w wyszukaniu muzeum Gandhiego. Jednak Ganeśa niezbyt się przykłada do usuwania przeszkód, bo krążymy po Wzgórzach Malabarskich, wracając w to samo miejsce i pytając ludzi, gdzie ten Gandhi kiedyś mieszkał.” /s. 330/
„Mówi się, że idea życia bez przemocy, dzięki której Gandhi wyzwolił Indie spod brytyjskiej okupacji, staje się coraz bardziej obca, zapomniana. W ostatnich dniach życia Gandhi skarżył się: «Nikt mnie nie słucha. Zbankrutowałem». Już wtedy wyraźnie widział bolesne relacje między hindusami a muzułmanami, był świadom zagrożenia. „Naszym pierwszym zadaniem było spojrzenie przez lupę na nasze własne wady, a nie szukanie wad u muzułmanów”, pisał w 1947 r., trzy miesiące przed śmiercią z rąk hinduskiego ekstremisty rozczarowanego jego brakiem wrogości do muzułmanów.
Patrzę na ojca i jego maleńką córeczkę. Ile on wie o ideałach Gandhiego? Ile ona będzie wiedzieć, gdy dorośnie? Czy przyjdą kiedyś do tego domu?” /s. 330/
„Gandhi inicjował w 1919 r. akcje bliskiego Kingowi biernego oporu: wymówienie posłuszeństwa Brytyjczykom w 1932 r., odmowę współpracy, w której wyniku adwokaci opuszczali budynki sądów, a nauczyciele szkoły czy ruch swadeshi dążący do osłabienia brytyjskiego okupanta w Indiach poprzez bojkot jego towarów i zastępowanie ich własną produkcją, na przykład własnoręczne wytwarzanie stroju khadi, by móc odrzucić ubranie produkowane w Anglii. Pojęcie „bierny opór”, kojarzone też z walczącym o równouprawnienie Kingiem, nie zadowalało Mahatmy. Zastępował je słowem satjagraha (uchwycenie prawdy). Pewnie nie podobał mu się przymiotnik «bierny»”. /s. 330-31/
„Na skraju łóżka, obok osłabionego kolejną głodówką Gandhiego, siedzi trzymana przez niego za rękę dziewczynka. Rok: 1927. Ile mogła mieć wówczas lat późniejsza premier Indii? Osiem? Wygląda na starszą. […] Na razie w jej spojrzeniu wszystko jest obietnicą.” /s. 334/
„Dla kogoś, kto przepada za książkami, znaleźć się w bibliotece Gandhiego to czysta przyjemność. Trudno stąd wyjść i oderwać wzrok od tytułów czytanych przez Mahatmę. Choć przy swoim łóżku miał przede wszystkim Bhagawatgitę, z jej myślą:
«Zawżdy swobodnym się mieni ten, w kim nie ma nienawiści». Znał też dobrze Biblię. Nieraz przy okazji rozmów o ahinsie wspominał słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka. Na półkach biblioteki kilka wydań Biblii, o której Gandhi mówił: «Ze wszystkich rzeczy, jakie przeczytałem, zostanie ze mną na zawsze będzie to, że Jezus przyszedł dać nowe prawo – nie oko za oko, ale aby otrzymać dwa uderzenia, kiedy tylko jedno zostało dane, i pójść dwie mile, kiedy proszą, żeby pójść jedną. Zobaczyłem, że Kazanie na Górze jest pełnią chrześcijaństwa dla tego, kto chce żyć chrześcijańskim życiem. To jest to kazanie, które przywiązało mnie do Jezusa». /tamże/
„Jak to jest: wywalczyć wolność dla Indii, a nie dać jej synowi? Ceną za wolność ojczyzny była nie tylko śmierć wielu indyjskich bojowników, lecz także tragiczny los Harilala. Nie przypadkiem jego wnuczka Nilam Parikh zatytułowała książkę o nim Gandhiji’s Lost Jewel: Harilal Gandhi. Utracony klejnot.
Obaj byli tego świadomi. Harilal powiedział: «On jest największym ojcem, jakiego można by mieć…, ale nie jest ojcem, jakiego chciałbym mieć». A Gandhi z bólem stwierdził: „Najbardziej w życiu żałuję, że nie udało mi się nigdy przekonać dwóch ludzi. Jeden z nich to mój muzułmański przyjaciel Mohammed Ali Jinnah . Drugim jest mój własny syn Harilal»”. /s. 338/
„«Czyż nie jest bojowaniem życie człowieka na ziemi? […] Nikt nie miłuje tego, co znosi, nawet jeśli czyniłby to z ochotą […] I tak wśród niepowodzeń tęsknię za pomyślnością, w pomyślności lękam się niepowodzeń. Gdzież zatem miejsce pośrednie, w którym nie byłoby bojowania?»” /św. Augustyn, cyt. za T. Tokaj, Indie…, /op. cit., s. 378/
„Czy rzeczywiście jest się w obcym … miejscu, aby je poznać? A może tylko zobaczyć, bo co można poznać, tylko na to patrząc zamiast tym żyć? […] Jak w podróży wybrać to, co godne obejrzenia, nie spiesząc się z miejsca na miejsce, smakując nie tylko drogę, lecz także pobyt, chwilę zatrzymania?” /s. 378-79/
„słyszałam o tym, że Indie miażdżą zmysły. Oślepiają, ogłuszają, zabierają nam oddech niezwykłymi zapachami, ale i smrodem. Mnie nie zmiażdżyły. Może dlatego, że latami nastawiałam się na to, że będą mnie zaskakiwać na każdym kroku.” /s. 379/
***
R. Piekarski - moje własne uwagi i wypisy z mądrych ksiąg:
Po obejrzeniu kolejny raz filmu o Gandhim, mam poczucie … jakby długo wyczekiwanego pomyślnego zakończenia.
Gandhi użył wszystkich dostępnych sobie sił dla wielkiego celu, jakim były zjednoczone w pokoju Indie. Zwolnione tempo, podejmowanych z namysłem, aktów zaniechania, np. postu uzyskały moc wielkiego działania w skali dwuwyznaniowego narodu. I nie chodzi o uznanie dla wielkiej skali tego działania, lecz o kontemplację tego, na co i z jaką siłą wewnętrzną się decydował.
Czy płynie stąd jakaś nauka o znaczeniu tego jak kończymy?
Jest taka myśl, może Straussa…, że filozof powinien myśleć to, co jest, tzn. w myślach podążać za biegiem rzeczy tak, aby konieczność następstwa rzeczy ledwie wyprzedzała wewnętrzną konieczność logiki rozumowania albo odwrotnie. Myśl ta staje się ciekawsza, gdy pod „logikę idei” podstawiamy głęboki wymiar dziania się, nie tylko zwykłe rozgrywanie się zewnętrznych, tzw. wydarzeń.
Zdaniem Gandhiego tylko siła miłości jest w stanie położyć kres wielkiej nienawiści i niesprawiedliwości.
Tłumaczenie Gandhiego z j. angielskiego: Prawda jest jedna
Pewien polski profesor pisze: Czytam z dużą radością Pańskie fascynujące artykuły w Young India i chciałbym przypisać Panu prawdę, że istnieje źródło władzy/ Power/ nie tylko dla Pańskiego kraju, lecz i dla świata. A skoro ma Pan tak szerokie doświadczenie duchowe, to czy mogę zadać Panu pytanie, na które odpowiedzią mógłby pan udzielić w YI? Czy przyznaje Pan, że istnieje ludzka myśl o absolutnej pewności, jak np. odnosząca się do Boga i modlitwy, gdzie moglibyśmy powiedzieć, iż osiągnęliśmy doskonale niezmienną prawdę? Moje zasadnicze pytanie dotyczy kwestii, w jakich konkretnych punktach zmienia Pan swoją opinię? I co stanowi gwarancję, że te zmiany pozostają niczym niewzruszona, pewna prawda? Jak możemy rozróżnić oportunistyczną zmianę opinii od stałej, absolutnej pewności odnoszącej się do istoty? Czy może Pan określić, w jakich sprawach możemy zmieniać zdanie, a w jakich [powinniśmy] pozostać stali? Czy niezawisłość każdego kraju czy narodu stanowi jedną z tych prawd niezmiennych, czy jest jedną z tych wrodzonych niemożności pewnych narodów do rządzenia się sobą a u innych wrodzoną [zdolnością] rządzenia takimi nieuzdolnionymi do rządzenia sobą narodami, jak w przypadku Niemiec wyznających, iż mają dyspozycję dla rządzenia innymi nacjami i w ten sposób usprawiedliwiających swoje ambicje władze?
[Gandhi odpowiedział:] Mimo, iż nie znajduję żadnego kształtu czy formy poparcia [na twierdzenie] o żądaniu władzy, jakie piszący przypisuje mnie podejmę się z całą pokorą odpowiedzi na nie. Moje własne świadome roszczenie/ żądanie jest bardzo proste i zrozumiałe. Jestem skromnym, lecz bardzo poważnym poszukiwaczem prawdy. W moim poszukiwaniu traktuję wszystkich innych poszukujących z największym zaufaniem, dzięki czemu mogę poznać moje pomyłki i je poprawić.
Poza ograniczonymi prawdami istnieje jedna absolutna Prawda, która jest całościowa i wszechobejmująca. Lecz nie daje się ona opisać, ponieważ jest Bogiem. Lub powiedzmy raczej, Bóg jest Prawdą… Inne rzeczy, zatem mogą być prawdą we względnym sensie”.
Aby uzyskać zdobyć niepodległość, musimy być tego warci. Hindusi i mahometanie muszą się zjednoczyć na zawsze.
Żaden Hindus nie może być traktowany tak, jak nas traktują Anglicy. Dlatego z naszego życia i z naszych serc muszą zniknąć niedotykalni.
Musimy stawić opór Anglikom. Nie przemocą, która ich zapali do walki, tylko nieugiętością, która im otworzy oczy.
Przesłaniem jest moje życie…

***
Tamara Tokaj: Indie. Głód Boga. Wyd. Bernardinum, Pelplin 2015.
Książka Tamary Tokaj, z punktu widzenia klasyfikacji gatunków literackich to książka podróżnicza. Jednak zważywszy na fakt, jak przejmująco ukazuje ona piękno Indii i ich tajemnice jest to chyba coś więcej… Gdyż mamy tu do czynienia z wtopionymi w literaturę jakościami metafizycznymi i sakralnymi. W toku narracji podróżniczej środkami literackimi, ilustrowanymi wyselekcjonowanymi fotografiami wydobywane są jakby ikony Wielkiej Cywilizacji Indyjskiej trochę nam obcej, odległej, a przecież czarodziejsko bliskie. Prócz obrazów przytaczane są fragmenty rozmów, obejrzanych (wcześniej) filmów o Indiach, opisy wydarzeń nie tylko tych, na jakie natrafiali podróżujący. Razem wziąwszy opowiedziana w książce podróż-wyprawa posiada głęboki wymiar wewnętrzno-egzystencjalny oraz duchowy, przypominający w pewnym stopniu filmowe opowieści metafizyczne Wernera Herzoga. Niby przedstawione zostają jakieś wydarzenia, widoki, ludzie…. Ale za ich pośrednictwem prześwieca coś jeszcze – może po prostu opowieść o świecie i ludzkiej kondycji.
Gdyby poszukiwać klucza hermeneutycznego, pozwalającego pełniej odczytać tę zwyczajną-niezwyczajną opowieść, to ze współczesnych filozofów wskazałbym Jeana-Luc Mariona i Jego książkę pt. Bóg bez bycia. A z polskich Władysława Stróżewskiego i Jego książkę Logos, wartość, miłość (zob. także Władysław Stróżewski, „O możliwości sacrum w sztuce”, w: [red. Nawojka Cieślińska] Sacrum i sztuka, wyd. Znak, Kraków 1989, s. 23-38; [tegoż] „Wartości estetyczne i nadestetyczne”, [w:] O wartościowaniu w badaniach literackich, pod red. S.Sawickiego, W. Panasa, Lublin 1986, s. 35-56; Romuald Piekarski, „Sztuka mierząca wysoko czyli Władysława Stróżewskiego zarys koncepcji wartościowania nadestetycznego”. W: Zeszyty Naukowe. Uniwersytet Gdański. Filozofia i Socjologia 1992 nr 15, s. 41-57; Romuald Piekarski, „Wymiar metafizyczny sztuki”, w: [tegoż] Problem wartości poznawczych literackiego i filmowego dzieła sztuki. Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1993, 104-121).
RP
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Autorzy w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd