Jonathan Carroll

Przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej, wychowywał się w środowisku artystycznym. Obecnie mieszka w Wiedniu. Świat jego książek jest niby realistyczny, ale pojawiają się w nim osoby z zaświatów, ele... Przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej, wychowywał się w środowisku artystycznym. Obecnie mieszka w Wiedniu. Świat jego książek jest niby realistyczny, ale pojawiają się w nim osoby z zaświatów, elementy magii. Jego pierwsza powieść "Kraina Chichów" ukazała się dopiero po rekomendacji Stanisława Lema w 1980 r. Pisarz od kilku lat cieszy się niezwykłą popularnością w Polsce, i to właśnie tu w pierwszej kolejności wydaje swoje książki.

źródło zdjęcia: Fot. LC

pokaż więcej

Wywiad z autorem

Podobno w pierwszej kolejności wydaje Pan swoje książki w Polsce? Dlaczego?
To kwestia planów wydawniczych. Zbiór opowiadań pt. „Kobieta, która wyszła za chmurę” ukazuje się w Polsce na miesiąc przed premierą w Stanach Zjednoczonych, ponieważ Wydawnictwo Rebis chciało wydać ją w tym właśnie momencie, a amerykański wydawca postanowił uczynić to później.
Pana ojciec był pisarzem. Czy zachęcał Pana do tego, by Pan pisał i poszedł w jego ślady?
Nie, raczej nie dogadywałem się z moim ojcem. Jeśli on mówił „Idź w prawo”, ja szedłem zawsze w lewo. Dopiero mając kilkanaście lat zdecydowałem, że chcę robić to, co on. Ale ta decyzja również wprowadzała mnie w złość, bo po prostu nie chciałem robić tego, co mój ojciec.
Urodził się Pan w Nowym Jorku, ale od dłuższego czasu mieszka Pan w Wiedniu. Co jest w nim tak niesamowitego, że opuścił Pan najludniejszą aglomerację na świecie?
W tym czasie byłem nauczycielem. Bardzo chciałem przyjechać do Europy i tu uczyć. To była zwyczajnie kwestia miejsca, w którym znalazłem pracę. Po sześciomiesięcznym pobycie w Wiedniu poczułem, że to jest dobre miejsce do życia. Myślę, że dom jest tam, gdzie człowiek czuje się najlepiej, a ja najlepiej czułem się w Wiedniu. Do Ameryki wróciłem w połowie lat 90. - do Hollywood, aby pisać scenariusze filmowe. Mieszkałem tam przez dwa lata, w końcu doszedłem do wniosku, że nie chcę tam dalej żyć. I wróciłem do Wiednia.
Był Pan scenarzystą filmu "der Joker" z 1987 roku. Dlaczego nie pisał Pan potem żadnych scenariuszy do filmów?
Tak naprawdę pracowałem nad scenariuszami. Zajmowałem się script doctoringiem, co oznacza w praktyce to, że jedna osoba pisze ogólny scenariusz, a następnie cały zespół pracuje wspólnie nad dialogami, poszczególnymi scenami filmu i tak dalej. Nie podpisywałem się pod takimi scenariuszami, gdyż to było wspólne dzieło. To tak, jak w przypadku malarza, który pomaluje jedną ścianę budynku. On nie może powiedzieć, że pomalował cały dom. Za tę pracę płacono mi pokaźne honoraria, ale to było tylko wypełnianie dziur. Raz na przykład poproszono mnie o sprawienie, by bohaterka filmu mówiła bardziej jak kobieta. Producenci znali moją pracę, podobało im się jak tworzę kobiece dialogi. Dopracowałem więc te partie tak, by brzmiały lepiej. To była tylko wtórna praca, więc nie sygnuję tego swoim nazwiskiem.
Czy kiedykolwiek dostał Pan propozycję ekranizacji swoich książek?
To zdarza się ciągle, ale sytuacja wygląda w ten sposób: Ktoś kupuje prawa do ekranizacji mojej książki, idzie potem z nimi do wytwórni filmowej, a w wytwórni proces decyzyjny jest wielopoziomowy. Książka jest przedstawiana kolejnym szczeblom, jest akceptowana, ale zwykle na samej górze mówią – „nie”, „to jest zbyt dziwne”. To trochę jak dowcip ze mnie, ponieważ moje książki zawsze przechodzą pośrednie szczeble, ale na końcu jest zawsze jakiś wiceprzewodniczący, który powie „nie, to jest zbyt dziwne. Nie zrobimy tego”.
Powiedział Pan kiedyś, że "psy są mniejszymi aniołami" (Dogs are minor angels), zajmują one także bardzo ważne miejsce w Pana twórczości. Miał Pan wielu czworonożnych przyjaciół - czy któryś z nich szczególnie Pana zainspirował?
Mój ulubiony pies zginął tragicznie kiedy była jeszcze dość młody, miał około czterech lat. To był rak. Zawsze lubiłem psy, ale jego strata była dla mnie tak znaczącym wydarzeniem, że przez kolejne dwa lata nie chciałem brać kolejnego psa. Czułem, że zmarł mój najlepszy przyjaciel. Powodem, dla którego całkiem niedawno zmieniłem decyzję, był telefon od przyjaciela. Powiedział mi, że w sklepie zoologicznym jest pies, którego jutro zamierzają uśpić, jeśli nikt go nie kupi. W ten sposób stałem się właścicielem psa, który jest ze mną teraz. To mieszaniec, suczka, która jest urocza.
W jakim stopniu baśnie i podania wpływają na Pana twórczość? Czy maja one również jakiś wpływ na Pańskie prywatne postrzeganie świata?
Nie, w żadnym stopniu. Gdy byłem dzieckiem, aż do około piętnastego roku życia, nie czytałem wcale. Ludzie często mówią: „Napisałeś „Krainę Chichów” i „Śpiąc w płomieniach” - musiałeś przeczytać setki bajek będąc dzieckiem.” A ja nic nie czytałem jako dziecko. Wdawałem się w bójki i to była moja rozrywka. Dlatego bajki są w porządku, ale nie są ważne w mojej twórczości.
Pańska debiutancka powieść, "Kraina Chichów" ukazała się dopiero po rekomendacji Stanisława Lema. Co sądzi Pan o twórczości naszego rodaka?
Myślę, że twórczość Lema jest interesująca, gdyż osiąga dwie rzeczy. Jest to literatura popularna, którą można czytać łatwo i przyjemnie, ale gdy otworzysz się na nią, może być niesłychanie głęboka. Wtedy odkładasz książkę, a w Twojej głowie kłębią się myśli, na które nie znajdujesz odpowiedzi. To cała przyjemność, bo zaczynasz się zastanawiać „Co by było gdyby..?”, To jest jeden z najbardziej pozytywnych aspektów czytania: To, co przeczytasz zostaje z tobą, jest żywe w twoim umyśle. Starasz się przywoływać bohaterów, sytuacje. To jak istota żyjąca w Tobie. Najlepsze książki, jakie przeczytasz pozostaną z Tobą na zawsze.
Gdy myślę o Pana twórczości, od razu słyszę w głowie "Książki Carrolla są równie niezrozumiałe i piękne, co sny zaraz przed przebudzeniem", czy miewa Pan sny, które stają się inspiracją do pisania?
Mam głupie sny. Ludzie są zawsze zawiedzeni, gdy mnie o to pytają. Ja śnię na przykład o tym, że idę do kuchni i robię kanapkę. Wtedy pytają: „A co z gadającymi psami i latającymi dziećmi”? Odpowiadam, że o nich piszę, a nie śnię. Śnię, że idę kupić sobie sweter. Koniec. I wtedy się budzę.
Czy Pańskie postacie są w pewnym stopniu podobne do Pana?
Tak. Ludzie, którzy dobrze mnie znają mówią, że jestem połączeniem Harry'ego Radcliffe'a z „Muzeum Psów” i Frannie'ego McCabe'a z „Drewnianego morza”. Obaj są blondynami, obaj są zabawni i obaj przykładają się do tego, co robią.
W "Krainie Chichów" czytelnicy mogą odnaleźć słowa: "Czytanie książki jest (...) jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem. A jeżeli książka jest marna, przypomina przeprawę przez Secaucus w New Jersey: cała okolica cuchnie i człowiek żałuje, że w nią w ogóle w nią zabrnął, ale skoro już tak się stało, zamyka okno i oddycha ustami, żeby jakoś dotrwać do końca." Czy to jest Pańskie zdanie na temat czytania książek, czy może to tylko zdanie Tomasza Abbey?
Myślę, że tak. Zawsze mówię swoim uczniom: Zróbcie książce test piętnastu stron. To może być „Ulisses”, to może być „Moby Dick”, Biblia, albo „Zmierzch”. Jeśli po piętnastu stronach ci się spodoba - czytaj dalej, ale jeśli ci się nie podoba - odłóż ją i przeczytaj coś innego. Nie ma nic gorszego, niż przymus. Na przykład w szkole zmuszają Cię do przeczytania jakiejś książki, po 30 stronach już jej nienawidzisz, a przez kolejne 200 stron zasypiasz. To samo mówią o moich książkach. Jeśli po 15 stronach moja książka nie przypadnie ci do gustu odłóż ją i przeczytaj coś innego. Zatem w pewnym sensie czytanie dobrej książki jest jak podróż, ponieważ zostawiasz swoją rzeczywistość i wchodzisz coraz głębiej i głębiej w rzeczywistość książki, którą czytasz. Czy to mojej książki, czy na przykład książki o wampirach. Najlepiej, gdy kończąc książkę musisz się ocknąć, obudzić i wrócić do własnego świata. Tak blisko związałeś się z bohaterami i sytuacjami z książki, że niemal zrezygnowałeś na ich rzecz z własnego życia. Gdy kończysz taką książkę, to tak jakby ktoś cię spoliczkował, abyś się ocknął. I wtedy orientujesz się, że leżysz w łóżku, jest trzecia w nocy, a ty jutro rano masz egzamin. To są najlepsze książki.
"Kraina Chichów" to Pańska debiutancka powieść, która jednak przez długi czas nie mogła zostać wydana, bo nie spodobała się wydawcom. Co powiedziałby Pan młodym twórcom, których debiutanckie powieści nie podobają się wydawcom i nie mogą zostać wydane?
Jeśli jesteś krytykowany, zwracaj baczną uwagę na krytykę. Czasem ktoś cię odrzuci, wydawca powie „Nie chcemy tej książki z tego i z tego powodu”. Wydawca ma zarabiać na książkach, on nie ma być twoim przyjacielem. Więc jeśli dostajesz od wydawcy list z uwagami, nie odwracaj się od nich. Nie myśl, że jedynie ty wiesz, co powinieneś pisać, a oni się nie znają. Zwracaj uwagę na to, co ci mówią, bo to profesjonaliści. Jeśli dostaniesz list z odmową, musisz zdecydować: albo odłożyć tę książkę i napisać inną, albo próbować zainteresować nią innych wydawców wiedząc, że szanse są niewielkie. Zawsze mówię, że jedynym kryterium bycia pisarzem jest samo lubienie procesu pisania. Bycie wydawanym to zupełnie co innego. Ja lubię codziennie siadać i pisać. To dla mnie przyjemność, to moja nagroda. Jeśli piszesz wyłącznie dlatego, że chcesz zostać Stephenem Kingiem, albo chcesz zarobić milion dolarów, jesteś idiotą. Powinieneś robić coś, co naprawdę lubisz. Nawet, jeśli jest to robienie pizzy. Powinieneś robić to, co lubisz. A jeśli to jest pisanie, to czy zostaniesz wydany czy nie, jest drugorzędne. Najważniejsze, to móc codziennie rano powiedzieć, że robisz to, co lubisz. Gotowanie, uprawianie ogródka, pisanie, wyprowadzanie psów - to jest najważniejsze.
Chciałbyś zadać pytanie swojemu ulubionemu autorowi?
Dołącz do grupy „Rozmowy z autorami” i zaproponuj pytania, my zorganizujemy wywiad.
26
12298
14400
Tylu naszych czytelników chce przeczytać książki tego autora.
Tyle osób przeczytało książkę tego autora.
Tyle książek tego autora znajduje się w naszej bazie.

Fani autora (1187)

Czytelnicy (12298)

Cytaty tego autora (555)

To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Normalność to pierwszy symptom śmiertelnej choroby.
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
zgłoś błąd zgłoś błąd