Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/varia/9805/czytamy-w-weekend-podsumowanie-2017

Czytamy w weekend – podsumowanie 2017

10 wartościowy tekst

Za nami 52 weekendy roku 2017. Co piątek zapraszaliśmy was do dzielenia się waszymi planami czytelniczymi na weekend – nigdy się nie zawiedliśmy, bo zawsze chętnie włączaliście się w dyskusję. Prezentujemy podsumowanie zarówno naszych, jak i waszych deklaracji! 

Podsumowanie jest takie samo jak w ubiegłym roku: sprawdzaliśmy, ile książek zadeklarowaliśmy, że przeczytamy (nie sprawdzaliśmy jednak, czy wszystkie zostały przeczytane!), czy autorem była kobieta, czy mężczyzna, czy była to literatura polska, czy zagraniczna, jaki gatunek najczęściej był przez nas wybierany i z jakiego nośnika korzystaliśmy (papier, e-book, audiobook).

Ponadto wybraliśmy jedną, najlepszą, spośród wszystkich przeczytanych w weekend – nie zawsze będą to książki wydane w 2017 roku, bo też nie zawsze czytaliśmy nowości.

Ten rok pod względem czytelniczym był lepszy niż poprzedni. Udało mi się przeczytać więcej książek, a przede wszystkim wciągnąć się w audiobooki czytane po angielsku – dzięki czemu łączę przyjemne z pożytecznym. Wybranie jednej, najlepszej, książki spośród wszystkich czytanych/słuchanych w weekend jest dość karkołomnym zadaniem, które sama sobie, i innym osobom pracującym w serwisie, niejako narzuciłam.

Po krótkim zastanowieniu udało mi się zawęzić wybór do pięciu tytułów. Ostateczna bitwa stoczyła się jednak między „Cieniami” Wojciecha Chmielarza i „Jak zawsze” Zygmunta Miłoszewskiego. Obie książki zrobiły na mnie duże wrażenie. Wygrała jednak Jak zawsze – chociażby dlatego, że nie spodziewałam się niczego i podchodziłam do niej jak do jeża – przeczytać musiałam, bo prowadziłam spotkanie z pisarzem. Okazało się, że dostałam inteligentną satyrę na Polskę i na związki międzyludzkie. Po jej przeczytaniu zdecydowałam, że nie chcę w wieku 80 lat żałować, że nigdy nie widziałam zorzy polarnej na Islandii, nie nurkowałam na Bali, nie marzłam w Katmandu i nie jeździłam motocyklem po górach Atlas – usiadłam więc do kalendarza i skrupulatnie zaplanowałam najbliższe trzy-cztery lata. Islandia już w tym roku! I kto wie, może Bali też...

Jeżeli w swoim czytelniczym życiu będziecie chcieli przeczytać tylko jedną książkę z tych, które czytałam podczas weekendów 2017, to stoi przede mną nie lada wyzwanie. Muszę z tych 18 ją wybrać i polecić, ale jak porównać świetną powieść z genialnym kryminałem czy dobrze napisanym reportażem lub science fiction? Jak wybrać jeden gatunek, kiedy czyta się różne? Przeglądam listę i wyłania się TOP 5, co niestety nie rozwiązuje sprawy, w zasadzie TOP 3 – czyli jest coraz lepiej, a stopniowe wykluczanie, poprzez analizowanie mocnych i słabych stron, się sprawdza. W związku z powyższym dla miłośników kryminałów wybieram „Pragnienie” Jo Nesbo, jak ktoś ma ochotę na dobre science fiction, to polecam „Problem trzech ciał”, a w przypadku rozważań biznesowo-gospodarczych „Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy”. I tu chciałabym zakończyć, ale przyjęta konwencja na to nie pozwala, więc z żalem eliminuję kolejne pozycje. Tym samym tytułem nr 1, który na długo pozostanie w mojej pamięci, który przede wszystkim inspirował do długich, kreatywnych dyskusji i na pewno wyróżnił się niekonwencjonalną fabułą, jest Problem trzech ciał. I tę książkę, wydaną przez Dom Wydawniczy Rebis, polecam waszej uwadze.

Najlepsza przeczytana w weekend 2017 roku książka? To nie jest łatwa decyzja. Choć jestem miłośniczką fantastyki, 2017 rok pod względem przeczytanych przeze mnie gatunków literackich był bardzo różnorodny. Jak tu więc wybrać między wstrząsającym reportażem o Ku Klux Klanie, fenomenalną „Mitologią nordycką” Neila Gaimana czy klasykiem wśród kryminałów, Ojcem chrzestnym?

W tym roku nauczyłam się doceniać tworzenie książkowych postaci. I właśnie to przeważyło przy wyborze mojego NAJ 2017. Przy tylu książkach z nierealistycznymi bohaterami, miałkimi, bez polotu, żeby nie powiedzieć „psychologicznie skopanymi”, ta powieść błyszczy niczym diament. To oczywiście „Ojciec chrzestny” Mario Puzo z genialnie wykreowaną postacią Michaela Corleone. Jeśli jeszcze jej nie czytaliście, koniecznie dopiszcie ją do swojej listy na 2018 rok!

Przyznaję, że z weekendowym czytaniem nie szło mi w tym roku najlepiej. Bardziej urodzajne pod tym względem były środki tygodnia, ale to niestety temat na inny cykl ;) Niemniej spośród przeczytanych przeze mnie książek na prowadzenie wysuwa się Middlesex i to zarówno w kategorii najlepsza przeczytana powieść, jak i największa niespodzianka. Wydawało mi się, że lekturę wszystkich dużych, słynnych i przede wszystkim wybitnych powieści mam już za sobą, a tu takie pozytywne zaskoczenie. Chapeau bas, panie Eugenides!

Moja najlepsza przeczytana w weekend 2017 to wydane przez wydawnictwo Karakter Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy. To książka o próbie poradzenia sobie ze śmiercią bliskiej osoby. Autor wspomina zmarłą matkę, przywołując przedmioty, które po niej pozostały. Bez popadania w sentymentalizm snuje opowieść o tym, jakim ona była człowiekiem. „Rzeczy...” to mała, ale niezwykle piękna i wzruszająca książka. Bardzo pomocna w radzeniu sobie ze stratą.

„Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić. Dopiero martwych ludzi mamy na własność, zredukowanych do jakiegoś obrazka czy kilku zdań. Postaci w tle. Teraz już wiadomo – byli tacy albo śmacy. Teraz możemy podsumować tę szarpaninę. Rozplątać niekonsekwencje. Postawić kropkę. Wpisać wynik”.

Porównuję moją ubiegłoroczną działalność w weekendowo-czytelniczej rubryce z podsumowaniem 2016 roku i zauważam pewien spadek formy. Przeczytałem mniej książek, zdecydowaną większość w papierze i w przeważającej mierze autorami byli mężczyźni. Stąd moje postanowienie noworoczne – w 2018 roku wśród wybieranych przeze mnie twórców zapanuje parytet. Ot co!

Wracając jednak do moich literackich rozrachunków, czy mniejsza liczba przeczytanych pozycji przełożyła się na ich wyższą jakość? Mam nadzieję. Bardzo trudno jest mi wskazać jedną, najlepszą książkę, którą przeczytałem w zeszłym roku. Ogromnie satysfakcjonujące było zmierzenie się z „Pamięcią” Nádasa. „Głód” Caparrósa otworzył mi oczy na wiele spraw. Dużo przyjemności miałem z czytania „Ruin i zgliszcz” Wellsa. Jednak zmuszony do podjęcia decyzji wskazuję Rudowłosą Pamuka jako mój numer 1. Turecki noblista, czerpiąc z archetypów i źródeł literackich Wschodu i Zachodu, opowiada w niej historię o potrzebie miłości, a zarazem odwiecznym konflikcie i rywalizacji ojca z synem. Jeśli zabrzmiało to jak blurb z okładki, to przepraszam. Ale książka jest wspaniała.

Scrolowanie tablicy Facebooka w ubiegłym tygodniu przypominało Dzień Świstaka. Gdyby nie nagranie z przebranymi mopsami, byłabym gotowa stwierdzić, że Internet się zapętlił i poza listami kulturalnych albo politycznych zestawień nic więcej się w nim nie pojawi. Poczułam społeczną presję. Mimowolnie, dojadając świąteczne resztki, zaczęłam tworzyć własne podsumowania, ale nie szło mi najlepiej, poza oczywiście wybraniem najważniejszej książki 2017 roku. Nie mam wątpliwości, że miniony rok należał do Margaret Atwood. Wspomniałam o niej w aż czterech wpisach weekendowych, co czyni z niej niekwestionowaną zwyciężczynię mojego rankingu.

O Opowieści podręcznej dowiedziałam się z zapowiedzi serialowych. Ciekawość podsycona rekomendacją Anety (za którą bardzo dziękuję!) i nikła dostępność egzemplarzy zaprowadziła mnie do biblioteki. Zaczęłam czytać niemal natychmiast, nie mogłam się oderwać. Na przemian mroziła mnie i fascynowała rzeczywistość Republiki Gilead, która – mam nadzieję – na zawsze pozostanie w sferze literackich fantazji. Powieść od początku niczego nie wyjaśnia, trzyma w napięciu do ostatniej strony, a ten sensualny język! Aż czułam pod palcami faktury opisywanych przedmiotów. Wyciągnęłam z niej mnóstwo cytatów, między innymi ten dotyczący postawy ludzi wobec władzy: „W stopniowo podgrzewanej wannie ugotowaliśmy się na śmierć”.

Od tej książki zaczęła się moja chwilowa obsesja na punkcie Atwood. Po serii MaddAddam i serialu z Elisabeth Moss w głównej roli, postanowiłam odpocząć, zatęsknić, żeby ze świeżą głową zabrać się za „Grace i Grace”. Mała sugestia na koniec: przyszłym czytelnikom polecam pominąć epilog „Opowieści...”, w mojej ocenie zaburza odbiór zakończenia.

Podobnie też jak w roku ubiegłym, sprawdziliśmy wszystkie komentarze, pod każdą aktualnością i policzyliśmy, jakie książki były przez was najczęściej wymieniane! Te pozycje nie powinny nikogo zaskoczyć. Na pierwszym miejscu Małe życie – tak samo jak w 2017!

 


Pokaż wszystkie varia
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 229  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 189
karolcia5_11
07-01-2018 14:57
weekend starego roku zakonczylam ksiazka Słodka przynętaa Nowy Rok rozpoczelam z Sto imion
Dalsze propozycje czekaja... Czas pokaże i Z jednym wyjątkiem
książek: 253
Michał
07-01-2018 15:54
Jeżeli chodzi o mój rok czytelniczy to 99 % to ebooki. Liczba książek to 30. Większość sf/fantasy. Rok 2018 to zmiana tematu - będę czytał tylko książki non fiction, biografie, poradniki etc.
książek: 154
adziq95
07-01-2018 22:07
Nowu Rok rozpoczęłam od Zanim się pojawiłeś Zanim się pojawiłeś. Połknięta w kilka dni.

Teraz zaczynam: Pierwszy śnieg Pierwszy śnieg
książek: 819
Darsky
08-01-2018 09:07
Moją książką roku 2017 zostanie - Błękitnooki chłopiec

Podział książek papierowych i czytanych elektronicznie - mniej więcej pół na pół :)
książek: 40919
Muminka
12-01-2018 18:24
no i kolejny weekend bez osobnego wątku co czytamy:(((
ja wybieram się w podróz dzięki ksiażkowym światom w następujące rejony
Bałtyckie dusze Bałtyckie dusze
Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko
no i kolejny weekend bez osobnego wątku co czytamy:(((
ja wybieram się w podróz dzięki ksiażkowym światom w następujące rejony
Bałtyckie dusze Bałtyckie dusze
Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko
oraz
Ciotka Poldi i sycylijskie lwy Ciotka Poldi i sycylijskie lwy
pokaż więcej
książek: 1145
Trzcionka
12-01-2018 18:51
wątek jest... wystarczy popatrzeć dwa razy i nie odświeżać starego, bo teraz bedą pewnie szły dwa...
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Śmierć Komandora. Pojawia się idea

Gdybym tylko mógł, włączyłbym audiobooka i słuchałbym Murakamiego, kolejny raz przesączając się kropla po kropli wgłąb jego opowieści... Gdybym tylko...

zgłoś błąd zgłoś błąd