Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/varia/11264/czytamy-w-swieta

Czytamy w Święta

5 wartościowy tekst

Na pewno w najbliższych dniach, jak uporacie się ze świątecznymi przygotowaniami, znajdziecie chwilę na przeczytanie chociaż jednego rozdziału. Zespół LC już dziś planuje czas na zaczytanie w nadchodzące dni. Z naszych czytelniczych wyborów wyszedł niezły świąteczny bigos: trochę opowiadań, odrobinę stoicyzmu, dodane odpowiedzi na wielkie pytania, poezję, powrót do przeszłości, szczypta mafii, filozofii, reportażu, a do tego kryminał i duża dawka nowych technologii. A jakie książki znajdą się w Waszym świątecznym menu? 

Niektóre zbiegi okoliczności potrafią przyprawić o gęsią skórkę. Opiszę Wam jeden, który wydarzył się kilka tygodni temu. Spędzałam wieczór na surfowaniu po Internecie i nagle zagalopowałam się na strony Museum of Modern Art (MOMA.org). Zaczęłam przeglądać kolejne obrazy i trafiłam na Edwarda Hoppera, który zawsze bardzo rozbudzał moją wyobraźnię. Miłością do twórczości Hoppera zaraził mnie mój mąż i pomyślałam, że zrobię mu na święta niespodziankę. Postanowiłam, że wybiorę kilka obrazów i napiszę do nich opowiadania. Pierwszy mój wybór padł na jedno z mniej znanych dzieł artysty – „Night windows” z 1928 roku. Usiadłam i porwana chwilą zaczęłam pisać. Po napisaniu około trzech stron, odłożyłam komputer z zamiarem dokończenia opowiadania dnia kolejnego. Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy następnego dnia po przyjściu do pracy trafiłam na wiadomość od wydawnictwa W.A.B., że wkrótce premiera książki: W świetle i w mroku. Opowiadania inspirowane malarstwem Edwarda Hoppera. Aż bałam się przeczytać czyjego autorstwa! Wśród autorów antologii są m.in.: Stephen King, Lee Child i Carol Oates Joyce i na szczęście nie znalazłam tam swojego nazwiska, bo byłby to już iście przerażający absurd! Znalazłam za to wybrany przez siebie obraz, do którego opowiadanie napisał nieznany mi wcześniej Jonathan Santlofer. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak porzucić literackie plany, mężowi książkę kupić i zadowolić się konstatacją, że wszystko już było. Oczywiście w święta przeczytam te opowiadania, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że moje trzy strony dorównują wielkim pisarzom! A co! Zaczytanych Świąt, użytkownicy lubimyczytać.pl!

Myślę, że to idealna książka na świąteczny czas. Będę ją zabierać ze sobą na każde rodzinne spotkanie, na obiad u babci, na podwieczorek u cioci, na kolację u znajomych. Będzie leżeć obok mnie w pogotowiu, w razie nagłej potrzeby gotowa udzielić adekwatnej porady. Dzięki niej nie tylko nie zwariuję, ale i będę zadowolona z owocnie przeżytych świąt.

Tak, oczywiście ironizuję, z drugiej strony trochę to myślenie życzeniowe. Święta to zasadniczo miły czas, sporo w nim jednak momentów, z którymi nie zawsze sobie radzimy, w których często w ogóle nie chcielibyśmy uczestniczyć. Na świątecznym podwieczorku u cioci trzeba zjeść cztery kawałki makowca,odpowiedzieć na kilka niekomfortowych pytań i do tego robić wszystko, aby powstrzymać się od ziewania. Stoicyzm uliczny próbuje nam w takiej sytuacji pomóc, nie moralizowaniem, ale propozycją zmiany nastawienia. Nie jest próbą interpretacji tradycji stoickiej, ale opisem, jak praktycznie z niej korzystać w dzisiejszych czasach. Jak przekonuje autor, w życiu człowieka nie ma chwil pozbawionych znaczenia, bierze się ono bowiem nie z okoliczności, ale z nastawienia umysłu.

„Od tego, jak myślimy, i od niczego więcej, zależy nasze szczęście lub jego brak, mówią stoicy. Od myślenia, nie od pieniędzy, sławy czy władzy. Naucz się właściwie myśleć, a już zawsze będziesz szczęśliwy”.

Czego Wam i sobie z okazji Świąt życzę :)

Nie pamiętam, kiedy ostatnio dostałam książkę pod choinkę. Chyba była to późna podstawówka/wczesne liceum. Dlatego w tym roku sama zadbałam o swój książkowy prezent i pod bożonarodzeniowym drzewkiem wyląduje ostatnia książka napisana przez Stephena Hawkinga.

Gdy już rozpakujemy prezenty, nacieszymy się rodzinnym gronem i objemy do granic możliwości, usiądę z nowym/ostatnim Hawkingiem i poznam krótkie odpowiedzi na wielkie pytania. Ten wielki współczesny umysł zamknięty w niepełnosprawnym ciele starał się w swojej ostatniej książce odpowiedzieć m.in. na to, czy Bóg istnieje, czy są inne inteligentne istoty we wszechświecie, czy będziemy mogli podróżować w czasie oraz jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Bardzo jestem ciekawa jego wizji i mam nadzieję, że widział dla gatunku ludzkiego jakąś nadzieję – że przyszłość będzie jednak lepsza, niż nam się wydaje, i w porę opamiętamy się, jesli chodzi o eksploatowanie naszej planety.

Pamiętam z dzieciństwa, że kolacja wigilijna wydawała mi się męką. Wszystkie te pierogi, kapusta i ryby były tylko niepotrzebną uwerturą przed tym, co naprawdę ważne prezentami! Jako podrostek wiedziałem dokładnie, czego chcę. Siedząc nad barszczem zerkałem co chwilę pod choinkę i starałem się odgadnąć po kształcie pakunków, gdzie jest lego, które sobie wymarzyłem, a gdzie samochodzik. Swoją dorosłość mogę liczyć od dnia, kiedy czekam na Wigilię, bo mam ochotę na pysznego karpia. Nie znaczy to oczywiście, że nie cieszę się na prezenty. Wręcz przeciwnie. Co się zmieniło, to fakt, że obecnie równie dużą przyjemność sprawia mi dawanie prezentów oraz to, że najbardziej lubię niespodzianki. To ostatnie bywa niestety problematyczne dla moich bliskich. Wiedzą, że byłbym szczęśliwy, gdybym dostawał tylko książki. Ale kiedy prywatna biblioteka rozrasta się do ogromnych rozmiarów, nie jest łatwo trafić z tytułem, którego nie mam, a chciałbym przeczytać. Dlatego w tym roku wybawiłem moją mamę z opresji i wyraźnie zażyczyłem sobie antologię amerykańskiej poezji O krok od nich w tłumaczeniu Piotra Sommera. I to właśnie będę czytał w Święta.

Grudzień, Święta, zbliżający się Nowy Rok to dla mnie zawsze szczególny czas. Nie wiem, czy jestem wyjątkiem, czy nie, ale cieszę się na barszcz z uszkami, chwile spędzone w rodzinnym gronie, śpiewanie kolęd i długie, niespieszne spacery z psami. Wtedy też bezkarnie można zarywać noce i czytać książki. Na te wyjątkowe dla mnie chwile wybieram tytuły ze szczególną starannością. W tym roku padło na Duchologię polską Olgi Drendy, którą chciałam przeczytać już od dłuższego czasu. Mówiłam o tym tak długo i wymownie, że kuzynka zlitowała się i kupiła mi ją jako prezent przedświąteczny :)

Chętnie wrócę do czasów minionych, które nas ukształtowały, i przeczytam o tym, co działo się na przełomie lat 80. i 90., na który przypadły lata mojego wczesnego dzieciństwa. Wychowałam się na pograniczu polsko-niemieckim, więc ten czas wspominam specyficznie i kolorowo, ze swoistym wpływem kultury Zachodu. Nie potrafię spojrzeć na te lata obiektywnie. Ciekawi mnie, jak ten okres przeanalizowała Olga Drenda, co dostrzegła, jakiej interpretacji dokonała. Autorka, bez sentymentalizmu i popadania w nostalgię, opowiada o tym czasie przez pryzmat przedmiotów i obyczajów. Kolorowe magazyny i kalendarze, kasety wideo czy seanse spirytystyczne Kaszpirowskiego. Wszystkie te przedmioty, z dzisiejszej perspektywy może nieco śmieszne, są także świadectwem przemian, marzeń i aspiracji Polaków. Mam nadzieję, że dzięki tej lekturze obraz przełomu lat 80. i 90. złoży się dla mnie w spójną całość. A jak już przeczytam „Duchologię polską”, wrócę do kontynuacji cyklu neapolitańskiego Eleny Ferrante, który pochłonął mnie totalnie, uzupełniając go na koniec ekranizacją „Genialnej przyjaciółki”. Święta zapowiadają się więc wyjątkowo dobrze :)

Nie mogę się doczekać gotowania. Będę przez wiele godzin mieszać kopystką w wielkim garze bigosu przygotowanego według przepisu Jadłonomii, piec buraki, makowce, szarlotki i zapiekanki. Muszę wykorzystać mój kulinarny entuzjazm, póki szał na przygotowywanie potraw jeszcze nie ustał po tym, jak wyszły mi naprawdę udane naleśniki z pomarańczą. Z dłońmi oblepionymi mąką trudno przerzucać strony, dlatego w tym roku stawiam na ponowne przesłuchanie Ojca chrzestnego na audiotece. Słuchowisko wystarczająco długie, by towarzyszyć mi przez cały weekend w kuchni, ze wspaniałymi kreacjami aktorskimi, m.in. Simlata i Gajosa, a na dodatek to klasyka, która nigdy mi się nie znudzi. Po wigilijnym obżarstwie zaplanowałam seans ekranizacji „Patricka Melrose’a” na HBO GO, więc nie czuję wyrzutów sumienia, że uciekam w te święta od czytania, skoro będę z literaturą obcować w unowocześnionej formie.

Po tym szalonym grudniu, pędzie związanym w wyszukiwaniem prezentów, robieniem list, co jeszcze trzeba zrobić, marzę o chwili tylko dla siebie. Chciałabym wcisnąć się w fotel, okryć ciepłym kocem i zacząć czytać. Na ten czas wybrałam książkę Jonathana Foera Wszystko jest iluminacją. Już sam tytuł doskonale wpisuje się w świąteczny czas. W filozofii iluminacja to określenie poznania prawd wiecznych przez wewnętrzne oświecenie.

„Wszystko jest iluminacją” to historia młodego amerykańskiego Żyda, Jonathana. Przyjeżdża on na Ukrainę w poszukiwaniu kobiety o imieniu Augustyna, która podczas drugiej wojny światowej uratowała jego dziadka przed nazistami. I jak to bywa w takich wędrówkach, wszystko, co spotka głównego bohatera, będzie miało wpływ na jego życie i zmieni go nie do poznania.

W zeszłym roku w Święta również czytałam książkę Foera („Oto jestem”). Może ten czas z Foerem stanie się moją nową coroczną czytelniczą tradycją?

A skoro wszystko jest iluminacją, w tym grudniowym mroku życzę nam wszystkim odrobiny światła.

Każdy ma takiego Czecha, na jakiego sobie zasłużył – to słowa wypowiedziane przez Mariusza Szczygła na niedawnym spotkaniu autorskim, na którym miałam okazję być. Czechy stały się dla niego drugą ojczyzną, a czeski językiem, który wywołuje w nim wewnętrzne drżenie. Jego reportaże publikowane w prasie i zebrane w liczne tomy wciąż czyta się z przyjemnością, odkrywając na nowo opisywane miejsca, osoby i sam język, jakim się posługuje – inteligentny, dowcipny, zabawny. Ostatnio sięgnęłam ponownie po reportaże wydane sześć lat temu w serii wraz z kilkoma tytułami czeskimi (Hrabal, Fuks, Pavel), zatytułowane „Laska nebeska”, chcąc przygotować sobie grunt pod świąteczną lekturę, jaka jest nowa publikacja Nie ma. Teksty z „Laski…” były wycieczkami z czeskiej literatury do życia, które autor zainspirowany pojedynczymi zdaniami z dzieł różnych autorów rozbudowywał w osobne historie. Wspominał wtedy m.in. o czeskiej poetce Violi Fischerovej, która z Havlem i Hrabalem współtworzyła czeską literaturę. Opowieść o Violi była też ważną częścią spotkania autorskiego, jak również otwiera nową książkę Szczygła. „Nie ma” to książka o braku, utracie, tęsknocie, ale też o tym, co tę pustkę po nie ma wypełnia. Myślę, że będzie to dobry materiał do rozmyślań w okresie świątecznym i na koniec roku, i cieszę się, że znalazłam swojego ulubionego Czecha.

Uwielbiam święta Bożego Narodzenia. Im jestem starsza, tym bardziej się cieszę, mimo że wszyscy ostrzegali mnie, że tendencja będzie odwrotna. Wniosek jest chyba dość oczywisty. Ja ze świąt nigdy nie wyrosnę i na widok choinki wciąż będę zachowywać się jak sześciolatka. Na swoją tegoroczną, świąteczną lekturę wybrałam książkę, którą już dawno powinnam przeczytać. Jestem czytelnikiem, który łyka kryminały niczym nałogowiec, a na moim koncie nadal nie pojawiła się książka Thomasa Harrisa. Czerwony smok kusił i kusił mnie od dawna. Uważam, że ta książka to pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku, więc tym bardziej mi wstyd i spuszczam pokornie głowę. Na szczęście wydawnictwo wznowiło powieść w pięknej nowej okładce. Dlatego właśnie świąteczny czas mam zamiar spędzić z tą książką. Przecież krwista czerwień to kolor idealny na świąteczny czas. 

Nowoczesne technologie otaczają nas na co dzień, zmieniając nasze życie w sposób bardziej lub mniej oczywisty i widoczny. Zwykle, gdy sprawdzamy e-mail, zamawiamy paczkę z księgarni internetowej albo „lajkujemy zdjęcie znajomego na fejsiku”, zauważamy tylko prostotę i wygodę tych rozwiązań, nie zdając sobie sprawy jak potężne korporacje, dostarczyciele tych wszystkich usług, wpływają na naszą rzeczywistość . Tymczasem gdzieś tam oko wielkiego brata patrzy, chociaż może warto by powiedzieć, że nie jedno oko a wiele oczu i nie tylko patrzy ale też słucha, analizuje, profiluje i wyciąga wnioski, głównie takie jak dzięki pozyskanym od nas danym uczynić swój biznes większym i bardziej omnipotentnym.

A ponieważ dobrze czasem poświęcić chwilę na refleksję, gdzie nas to wszystko zaprowadzi postanowiłem sięgnąć po Wielką Czwórkę Scotta Gallowaya, który ze swadą rozkłada na czynniki pierwsze czterech technologicznych gigantów, analizując ich biznes, strategie działania mające na celu budowę i utrzymanie imperiów, ale też nasze, konsumentów i użytkowników, nawyki i zachowania, które się do tego przyczyniają. Ciekaw jestem, czy cztery korporacje Amazon, Apple, Facebook i Google to bardziej czterej jeźdźcy apokalipsy, czy może czterej wybawcy, przybliżający technologię i płynące z niej korzyści społeczeństwom. Mam na ten temat własną teorię, którą chętnie zderzę z opowieścią tego praktyka i teoretyka biznesu. Zapowiada się naprawdę ciekawa lektura na Święta.


Pokaż wszystkie varia
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 292  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 522
World_Of_Idea
26-12-2018 23:37
kupiłam Wielka czwórka. Ukryte DNA: Amazon, Apple, Facebooka i Google]na prezent dla taty :) już go gonię żeby czytał prędzej :D ;) oczywiście dlatego że sama chcę się do tej pozycji "dobrać".
tymczasem czytam W żywe oczy a później Cuda za rogiem- tegoroczne łupy :D
książek: 1424
Anika
26-12-2018 23:40
Dom sióstr Dom sióstr
książek: 679
Yevoni
27-12-2018 09:43
I chwila wyznania po świętach... Niestety ja nie znalazłam ani chwili na czytanie, ale za to Mikołaj był dla mnie łaskawy a pod choinką znalazły się aż 4 książkowe prezenty! Dziwnym trafem wszystkie mają związek z jednym autorem :)
Ogień i krew. Część 1 Szalejący dżokerzyBrudne gryUkryty As
I chwila wyznania po świętach... Niestety ja nie znalazłam ani chwili na czytanie, ale za to Mikołaj był dla mnie łaskawy a pod choinką znalazły się aż 4 książkowe prezenty! Dziwnym trafem wszystkie mają związek z jednym autorem :)
Ogień i krew. Część 1 Szalejący dżokerzyBrudne gryUkryty As
pokaż więcej
książek: 77
Borówka21
27-12-2018 14:40
Zobacz, jak oni kłamią Zobacz, jak oni kłamią
książek: 40726
Muminka
27-12-2018 21:06
a po odhaczeniu kolejnych tomów zostaje mi 7 tytułów do przeczytania w tym roku
Dziewczyna o siedmiu imionach Dziewczyna o siedmiu imionach
Miłość made in China Miłość made in China
Rok 1920. Zwiastun szalonej dekady
a po odhaczeniu kolejnych tomów zostaje mi 7 tytułów do przeczytania w tym roku
Dziewczyna o siedmiu imionach Dziewczyna o siedmiu imionach
Miłość made in China Miłość made in China
Rok 1920. Zwiastun szalonej dekady Rok 1920. Zwiastun szalonej dekady
Tajemnice Mille Tajemnice Mille
Witkacego portret wielokrotny Witkacego portret wielokrotny
Zabójcze lato Zabójcze lato
pokaż więcej
książek: 1691
RudaDolnośląska
28-12-2018 09:48
6 książek w pięć dni, dasz radę?:)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Okrutne pragnienie

„Czasem to, czego myślisz, że chcesz, niekoniecznie jest tym, czego chcesz naprawdę”. No właśnie czy zawsze jest tak, że czegoś chcemy, a jednocześn...

zgłoś błąd zgłoś błąd