Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/varia/10536/ojcowie-czytaja

Ojcowie czytają

8 wartościowy tekst

Z okazji przypadającego dzisiaj Dnia Ojca zapytałyśmy naszych kolegów z pracy o to, co czytają swoim dzieciom. Zapraszamy do lektury! A wszystkim ojcom składamy najserdeczniejsze życzenia!

Jak sięgam pamięcią, zawsze lubiłem czytać. Miło wspominam czasy, gdy jako dzieciak buszowałem między regałami w bibliotece, szukając książek o międzygalaktycznych podróżach, robotach, kosmitach i wszystkim tym, co łączy się z fantastyką. 

Mimo upływu lat miłość do książek nie przeminęła, więc gdy w moim życiu pojawiły się dwa małe szkraby przystąpiłem do rozpalenia tej namiętności również u nich.

Na początku, gdy córki były bardzo małe, nie wyszukiwałem dla nich specjalnych książek, tylko czytałem to, co akurat sam miałem na podorędziu, zaspokajając w ten sposób także moją potrzebę czytania.
Na tym etapie ich życia bardziej liczyła się bliskość i głos rodzica, niż treść książki. Gdy dziewczynki zaczęły podrastać, zaczęły się również poszukiwania tytułów, które je zainteresują. Na przestrzeni 8 lat przewinęło się ich sporo, ale z moich obserwacji wynika, że moje dziewczynki lubią czytać o dziewczynkach. Podobnie ma się sprawa z kinem, bardziej utożsamiają się z bohaterką niż bohaterem filmu. Taki wybór może wydawać się oczywisty, ale ja sięgając po książkę/film nigdy nie kierowałem się płcią głównej postaci, więc było to dla mnie niespodzianką.

W moim zestawieniu książek królują więc dziewczynki: Hania HumorekKarusiaNelaBasiaPeppa (owszem świnka, ale jednak dziewczynka).

Czytanie przed snem stało się codziennym rytuałem, które zaspokajało nie tylko potrzeby intelektualne, ale przede wszystkim potrzebę bliskości i bezpieczeństwa, łagodząc lęk przed ciemnością i pozwalając spokojnie zasnąć.

Poszukiwania książek trwają do dzisiaj, bo dzieci rosną, a wraz z nimi zmieniają się książki, po które sięgamy. Dzieci już same czytają, mają za sobą kilka lektur szkolnych, które na szczęście nie zniechęcają ich do czytania innych książek.

Z dziewczynkami czytamy chyba od zawsze, to znaczy od kiedy moje dwie córki pojawiły się na świecie. Wiem, wiem można zacząć szybciej i wygrać wyścig o to, kto pierwszy i kto więcej. Zresztą w tej konkurencji jest wiele laurów do zdobycia, żeby wspomnieć chociaż wyścig po to, kto najwcześniej przeczyta dziecku klasykę od Homera do „Pana Tadeusza”. My jednak zwykle w czasach „brzuszkowych" wybieraliśmy wariant z opowiadaniem bajek, tych mniej i bardziej znanych, a w większości zupełnie zmyślonych.

Czytanie na serio zaczęło się po narodzinach. Najpierw było to czytanie dla samego czytania, taka próba zaszczepienia miłości do opowiadania historii poprzez bajki. Wybieraliśmy wtedy te książki, w których tekstu starczało na tyle, aby dorosły miał poczucie snucia opowieści, wypowiadając na głos lepiej lub gorzej poukładane wersy. Jak akurat znudziły nas klasyczne baśnie - to znaczy konkretnie mnie, bo niemowlakom, a później maluchom było wszystko jedno, co tata im czyta - sięgaliśmy po poezję. Nic tak nie łamie języka i nie nadaje melodii jak stukot kół o szyny w Lokomotywie albo ćwierkanie, świstanie i kwilenie w Ptasim Radiu Tuwima. Zresztą próba interpretacji tego ostatniego wiersza i dorównania w niej niezapomnianej Irenie Kwiatkowskiej to samo w sobie wyzwanie, tyleż wciągające, co niewykonalne. W tych też czasach odkryłem, że prócz Tuwima, Brzechwy i Kerna jest jeszcze coś, co w kategorii wierszy dla dzieci zasługuje na zaszczyty - Wierszyki Domowe i Wierszyki Rodzinne Michała Rusinka. I tak zakochaliśmy się wspólnie, ja i starsza córka w zgrabych rymach o najprostszych z pozoru rzeczach, zamkach do drzwi, strychach i wannach. Miłość tę na szczęście podzieliła też młodsza latorośl, gdy tylko trochę podrosła. 

Czas płynął i dziewczynki oprócz konsumpcji literatury, w tym dosłownym znaczeniu (zjadaniu książek z obrazkami), zaczęły słuchać tekstu i nawet wykształciły coś na wzór koncentracji. Nie starczało jej na zbyt długo, ale pamiętam, że kręcenie się w łóżeczku ustawało chwilowo przy czytaniu czegoś, co nie miało rymu. W przypadku młodszej działa magia różowego słonia Pomelo - cóż, że pojedyncza książka z serii ma jakieś 30 zdań i trzeba je czytać po 6 razy z rzędu. Słoń stał się szybko naszym przyjacielem, a ja trenowałem pamięć. Po miesiącu nieustającego czytania tego samego znałem tekst takiego na przykład Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem, jak wierszyk na akademię w szkole. Zresztą nie tylko ja trenowałem pamięć. Nie daj Boże zmieniłbym szyk zdania, pominał którąś z zabawnych ilustracji a już mój mały sufler podpowiadł, co pominąłem lub przekręciłem. Swoją drogą to niezwykłe, że da się reagować na drobne niedociągnięcia w tekście mając już całkiem przymknięte powieki. Widocznie dorośli zatracają dar „półspania" z wiekiem i korekty tekstu po zamknięciu oczu nie są w stanie wykonać.

Tak więc czas.... mijał. Dzieci rosły, półki się zapełniały coraz nowszymi książkami, kupowanymi na wyrost, a bo przecież wrosną, i mniej na wyrost, bo ładne, pięknie wydane i w ogóle, jak się tu powstrzymać. Przerobiliśmy więc sentymentalną serię Poczytaj mi mamoMuminkiKubusia Puchatka oraz ciepłe i mądre przygody Karusi i Piaskowego wilka (Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk) a także historię żyrafy w Odwiedziła mnie żyrafa. Setki razy przewertowaliśmy też karty Miasteczka Mamoko. Ukochane książki starszej córki jak Proszę mnie przytulić i Orzechowy łasuch stały się dla niej „za ciasne" (chociaż młodsza trzylatka, tak jak część ubrań po siostrze, również i te pozycje wciągnęła na swoją listę Top 10).

I oto niespodziewanie jesteśmy na etapie „jeszcze trochę tato, jeszcze jeden rozdział", bo książki już przytyły i nie da się ich przeczytać jednym tchem przed snem. Historie są z nami dłużej, rozciągnęły się i musimy robić płodozmian, żeby się czytelniczki nie znudzili za bardzo. Zagościły więc u nas Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek, magia Harry'ego Pottera, odwiedzamy Biuro detektywistyczne Lassego i Mai, a w przerwach od snucia zaczarowanych opowieści przyglądamy się wnikliwie zwierzętom z różnych stron, raz od Pup, ogonków i kuperków a raz od Gęb, dziobów i nochali. Dowiadujemy się, że Tak się wszystko zaczęło, eksplorujemy kosmos i oceany. A wszystko na kartach książek, które nam na tę całą zabawę wyobraźnią pozwalają, zabierając w coraz nowe światy i przygody od Akademii Pana Kleksa i willi Pippi Pończoszanki aż po zabawy z Wilkami w Nusia i wilki.

Dla mojej starszej córki zaczął się kolejny rozdział tej czytelniczej przygody, który nazywa się samodzielne czytanie. Do mnie dociera, że za moment to już nie ja przeczytam jej o Toli i Felku, ale składając proste zdania z tych książeczek sama odkryje ich historię. Pozostaje więc cieszyć się z tego, co w tym całym czytaniu dzieciom jest najlepsze, czyli wspólnego czasu razem, z zasypiania przy ich łóźkach, gdy opowieść dobiega końca, a dzień dał w kość, z zaciekawienia w oczach i setki razy powtarzanego „trzeba już spać, jutro dokończymy". Tak długo jak się da. Czytanie dzieciom i z dziećmi to po prostu fajna rzecz. 

Staram się czytać swoim dziecom codziennie. Nikodem, który ma 7 lat ma fioła na punkcie Nowych Przygód Bolka i Lolka i mimo tego, że zna je na pamięć, każe sobie czytać codziennie. Trzyletnia Pola zaś uwielbia wierszyki Jana Brzechwy, a „Zoo" został wyeksploatowany do granic możliwości. Oczywiście mamy w wieczornym repertuarze inne pozycje ale te są żelazne, bez których raczej byłoby kiepsko!

Mój synek jest wielkim entuzjastą opowieści. Wprawdzie nauka czytania jest dla niego perspektywą jeszcze dość odległą (nie tak dawno skończył roczek), to uwielbia audiobooki wykonywane na żywo przez swoich rodziców.

Miłość do literatury starałem się mu (nomen omen) zaszczepić najszybciej jak się dało. I tak, kiedy jeszcze wygodnie pływał sobie w brzuchu mamy, utrudniając jej swobodne obracanie się z boku na bok, słuchał wierszy dla dzieci Jerzego Ficowskiego z tomu Lodorosty i bluszczary (wyd. Wolno). W tym momencie ma już jasno wyrobione preferencje, co mu się podoba najbardziej, a przy czym się nudzi. Podchodzi do regału i samodzielnie wyjmuje książkę, na którą ma w danym momencie ochotę. Wtedy sadzam go sobie na kolanach i czytam. Chociaż jego sympatie się zmieniają i fluktuują, to wyłania się z nich pewien kanon tytułów, do których wraca najczęściej. Królem jego wyobraźni jest Pucio, z tomów Pucio uczy się mówić i Pucio mówi pierwsze słowa Marty Galewskiej-Kustry (wyd. Nasza Księgarnia). Wcześniej rolę tę pełnik Ancyklopek, mały cyklop ancymonek, ze Świata okiem Ancyklopka i Wszystkich psot Ancyklopka Piotra Dobrego i Łukasza Majewskiego (wyd. Tadam). Na wyrywki zna Księgę polskich rymowanek. Z klasyki nigdy nie nudzi mu się „Lokomotywa” Tuwima.

Wybór literatury dla maluchów jest kolosalny. Żeby się w tym nie pogubić, warto mieć dobrego dealera. My zaopatrujemy się w znakomitej księgarni „Skład Kulturalny” na poznańskich Jeżycach. Prowadzi ją mój przyjaciel, który ze znawstwem doradza nam jakie tytuły wybrać. Podpowiedział na przykład bardzo pomysłową książkę A co to? Hectora Dexeta (wyd. Mamania) i Bardzo głodną gąsienicę Erica Carle’a (wyd. Tatarak), które moja latorośl ubóstwia. Czasem, przyznaję, kupujemy mu książki jak buty i ubranka – odrobinę na wyrost. Tak było z przepięknymi (nawet w tych nudnych, dorosłych ramach) książkami Miłość i Co mi powiedział tata Astrid Desbordes (wyd. Entliczek). Ale jak widzimy jego zasłuchaną minę oraz jak żywo reaguje na każdą ilustrację, wiemy, że uwielbia książeczki, nawet jeśli pojęcie całej ich treści jest przed nim. Nasze dziecko wychowuje się w środowisku wolnym od telewizora, dlatego z moją lepszą połówką staramy się zasiedlić jego wyobraźnię obrazami, które sam dla siebie stworzy. My tylko dajemy im pożywkę do rozwoju.

Drodzy ojcowie - podzielcie się waszymi historiami!


Pokaż wszystkie varia
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 21  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1403
Mavericus
23-06-2018 13:59
DonSzabla zacznij czytać mu już teraz nie ważne, że mało rozumie, ale spędza czas z Tobą i to jest najważniejsze zauważysz jak dziecko reaguje i jak się cieszy w sumie czyta się dzieciom jak są w brzuszku mamy nie ma znaczenie a że są male
książek: 795
Krystian
23-06-2018 14:58
Nie pamiętam czy ktoś mi czytał "Tytusa, Romka i Atomka" więc sam przeglądałem jeden z tomów bez zrozumienia, wyobrażając sobie czemu biegną za Tytusem, czemu Romek krzyczy (później okazało się, że on ziewał). Do tej pory mam przed oczami kilka obrazków, których treść okazała się zupełnie inna niż sądziłem, kiedy już nauczyłem się czytać. Książki zacząłem czytać namiętnie dopiero w wieku koło... Nie pamiętam czy ktoś mi czytał "Tytusa, Romka i Atomka" więc sam przeglądałem jeden z tomów bez zrozumienia, wyobrażając sobie czemu biegną za Tytusem, czemu Romek krzyczy (później okazało się, że on ziewał). Do tej pory mam przed oczami kilka obrazków, których treść okazała się zupełnie inna niż sądziłem, kiedy już nauczyłem się czytać. Książki zacząłem czytać namiętnie dopiero w wieku koło 16 lat. Trzymam kciuki za wszystkich rodziców, aby udało im zaszczepić dzieciom miłość do czytania jak najwcześniej.
pokaż więcej
książek: 2404
jatymyoni
23-06-2018 15:51
Mojej córce zawsze ja czytałam. To były dla mnie chwile odpoczynku i relaksu. Zawsze lubiłam jej czytać i później rozmawiać o książce.Pod tym względem byłam egoistką. Starałam się czytać wszystko co ona czyta gdzieś do 6 klasy. Mogłyśmy porozmawiać o jej lekturach. W szóstej klasie jak weszła na etap czytania romansów, to mnie przerosło. Z jednej strony nie chciałam krytykować tych książek,... Mojej córce zawsze ja czytałam. To były dla mnie chwile odpoczynku i relaksu. Zawsze lubiłam jej czytać i później rozmawiać o książce.Pod tym względem byłam egoistką. Starałam się czytać wszystko co ona czyta gdzieś do 6 klasy. Mogłyśmy porozmawiać o jej lekturach. W szóstej klasie jak weszła na etap czytania romansów, to mnie przerosło. Z jednej strony nie chciałam krytykować tych książek, czytały jej wszystkie przyjaciółki. Jednak ja już nie musiałam. W ten sposób nasza córka, za naszym przyzwoleniem kupiła sobie jeden z najbardziej dennych pornoli. Nie wpadłabym na to, gdyby w jakieś rozmowie nie stwierdziła, że jej przyjaciółka nie może czytać tej książki przy mamie. Wtedy dopiero zajrzałam do tej książki i ogarną nie śmiech.
pokaż więcej
książek: 1141
asymon
24-06-2018 20:13
Pamiętajmy o kapitanie Samuelu Vimesie, patronie ojców czytającym dzieciom do snu.
książek: 154
JohnTWaterhouse
25-06-2018 11:43
Proponuję też (w miarę możliwości, bo to nie jest łatwe) czytać swoje książki przy dziecku, niedawno krążył w sieci artykuł z wynikami badań, podobno największy wpływ na czytelnictwo dziecka ma nie to, jak dużo rodzice mu czytają, ale jak często widzi rodziców z książką. To dobra wiadomość, bo daje pretekst, by zamiast krzątać się po domu, gdy dziecko akurat się samo bawi, usiąść sobie z... Proponuję też (w miarę możliwości, bo to nie jest łatwe) czytać swoje książki przy dziecku, niedawno krążył w sieci artykuł z wynikami badań, podobno największy wpływ na czytelnictwo dziecka ma nie to, jak dużo rodzice mu czytają, ale jak często widzi rodziców z książką. To dobra wiadomość, bo daje pretekst, by zamiast krzątać się po domu, gdy dziecko akurat się samo bawi, usiąść sobie z książką i poczytać, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku ;-). Ja do niedawna czytałem głównie w nocy, gdy dzieci spały, a krótkie wolne chwile popołudniu spędzałem na obowiązkach domowych lub szybkim sprawdzaniu poczty (co na dodatek sugerowało dziecku, że spędzam czas z komputerem lub tabletem), teraz z przyjemnością sięgam na chwilę po lekturę (o ile akurat nadaje się do czytania z doskoku).
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Wiedźmy na gigancie

Niestety słowa "fikcja literacka" nie są usprawiedliwieniem na wszystko. Są zasady i granice, które nie powinny zostać przekroczone. Obsm...

zgłoś błąd zgłoś błąd