Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/7328/czytanie-w-wannie-to-banal-czyli-anatomia-czytelnika

Czytanie w wannie to banał, czyli anatomia czytelnika

15 wartościowy tekst

O intymności, uzależnieniu i radości czytania; personalizowaniu książek i grzechach czytelników; krytyce literackiej, ułomnościach rynku wydawniczego w Polsce i ważnej roli tłumacza, o festiwalu w Szczebrzeszynie - opowiada Justyna Sobolewska.

Zofia Karaszewska: Co sądzisz o Nagrodzie Nobla i dlaczego to jest spisek ogólnoświatowy?

Justyna Sobolewska: Chcesz mnie zabić?! (śmiech)

Co odpowiedziałaś, kiedy padło takie pytanie na Twoim wieczorze autorskim?

Powiedziałam, że nie jest spiskiem, ale problem polegał właśnie na tym, że wtedy, w stresie, nie byłam w stanie wymyślić żadnej dowcipnej i szybkiej odpowiedzi na tak absurdalne pytanie.

To tylko tak na rozgrzewkę.

Dzięki!

Po co pisać o czytaniu, czy nie lepiej w tym czasie poczytać?

Zawsze lepiej poczytać! Odkryłam to właśnie niedawno, że zamiast pisać przyjemniej jest czytać, ale z drugiej strony jeśli już trzeba pisać, to przyjemniej jest pisać o czytaniu, niż o czymkolwiek innym. Wiem, bo ostatnio musiałam pisać coś innego i strasznie się męczyłam. Przy pisaniu o czytaniu męczę się mniej.

Piszesz, że sztuka czytania określa nasz gatunek? Tak uważasz?

To dobrze brzmi. Coś w tym jednak jest, bo zwierzęta nie czytają. Po prostu. Niektóre mogą myśleć abstrakcyjnie, ułożyć trójkąty, rozpoznawać kolory, ale tylko my czytamy.

A co z tymi nieczytającymi z naszego gatunku? Jak ich klasyfikować.

Bardzo im współczuję. Nie znają takiej ważnej sfery życia. Nie mają tej przyjemności i w ten sposób są ubożsi o pewne doświadczenia, które my – czytający – znamy. Fajnie by było, gdyby odkryli ten świat.

Po to jest Twoja książka? I czy jest do skierowana tylko do czytających?

Ta książka budzi różne emocje, ale nie miałam żadnej reakcji od osoby, która kompletnie nie czyta. Już raczej mam głosy ludzi, którzy późno zaczęli czytać, ale teraz są zapalonymi czytelnikami. Wydaje mi się, że tak łatwo nie da się przekabacić tych zupełnie nieczytających. Trzeba zaczynać już wcześniej z dziećmi, nastolatkami. Chociaż może?

Miałam wrażenie czytając Twoją książkę, że w taki delikatny sposób pokazujesz, jak ważne jest czytanie, ile wartości wnosi w nasze życie. Może to jest lepszy sposób na zachętę do czytania, niż sloganowe hasła promujące czytelnictwo.

Wydaje mi się, że tak, choć moim założeniem nie było przede wszystkim promowanie czytania. Chciałam opowiedzieć coś o nas. O naszym plemieniu. O czymś, co jest wspólne wielu ludziom, ale o czym się mniej rozmawia. Takie było to moje minimalne zadanie, ale być może ta książka będzie mieć szersze pole działania. Tego już nie wiem.

W „Książce o czytaniu” jest mnóstwo cytatów, widać Twoją dużą pracę badawczą. Nie chce mi się wierzyć, że usiadłaś i stwierdziłaś, napiszę książkę o czytaniu, tylko że gdzieś to z Tobą było przez całe życie. Czy tak?

Tak było. W 2001 roku, pierwszy raz w Stanach w księgarni zobaczyłam książkę „Ex libris” Anne Fadiman. Znalazłam całą półkę książek o książkach. U nas tego nie było, a Fadiman została przetłumaczona w 2004 roku. Jak przeczytałam jej książkę, pomyślałam sobie, że to jest niesamowicie bliski mi typ myślenia i sposób pisania, i gatunek eseju prywatnego. Od tego momentu zbierałam pomysły, cytaty, one się same w pewnym sensie zbierały. Dużo w mojej książce jest rozmów z ludźmi, ona powstała właśnie z rozmów, z takiego odkrycia, że ludzie z przyjemnością o czytaniu opowiadają. Na przykład jest jakieś dosyć nudne spotkanie i ktoś nagle pyta: a ty zaginasz rogi? I już rozmowa toczy się dalej sama.

Czy każdy czytelnik raz na pewien czas powinien zrobić sobie rachunek sumienia: co czyta, jak czyta, dokąd zmierza, jakie ma potrzeby? Czytelnicza autorefleksja jest potrzebna?

Myślę, że taki rodzaj namysłu czytelnikowi sprawi przyjemność i może powiedzieć o nim samym wiele rzeczy, których sobie nie uświadamia; na przykład, że pewnych rzeczy nie lubi robić z książkami, bo uważa, że są dobrem ogólnoludzkim i nie powinno się ich niszczyć. Dobrze, jak czytelnik prześledzi swoje lektury, powędruje „śladem zagiętych rogów”, to może dać mu zupełnie inny obraz siebie. A najprzyjemniejsze jest wracanie do starych lektur. Czasem to może być dla nas nawet zabawne, kiedy odkryjemy jak byliśmy sentymentalni, naiwni. Albo poruszające, kiedy odkryjemy, że coś nas strasznie bolało i szukaliśmy w książce pocieszenia. Książki w różnych momentach naszego życia pełnią różne funkcje.

Czy ta książka jest Twoją autobiografią czytelniczą?

Dopiero w ostatnim rozdziale jest tam trochę mojej autobiografii czytelniczej.

W każdym rozdziale ustosunkowujesz się do aspektów, które poruszasz i piszesz o sobie.

Mówię „ja czytelniczka” i oczekuję, że czytelnik powie „ja mam podobnie”, albo „nie, u mnie jest zupełnie inaczej”. Ta książka jest takim listem do czytelników, żebyśmy o tym sobie porozmawiali.

Wyobrażasz sobie życie bez książek?

Nie. Czasem miewam momenty zmęczenia, kiedy muszę czytać dużo i szybko, i mam wrażenie, że nie jestem w stanie już nic przeczytać i tak trwam w tym. Jeden dzień. Potem znów do czegoś sięgam, znowu się zaczyna i czuję ulgę, że „nieczytanie” minęło. Ale mam też momenty przesytu, kiedy czuję, że przedawkowałam.

Czyli to uzależnienie? Jakim jesteś czytelnikiem?

Jestem czytelnikiem uzależnionym. Bywam też czytelnikiem żarłocznym i kompulsywnym. Jestem czytelnikiem, który czyta kilka książek na raz, mam w różnych miejscach w domu rozłożone różne książki. Czasem nie kończę, kiedy nie muszę; zaczynam i porzucam. Czasem jestem czytelnikiem wybrednym i wtedy nie mam ochoty czytać tych książek, które są modne. Czytelnik wybredny woli poczytać klasykę, albo coś, o czym nikt nie mówi. Jestem też czytelnikiem namiętnym, który maże po marginesach i zagina rogi, w tym sensie, że je personalizuje; i czytelnikiem bałaganiarskim, który ma chaos na pólkach. Każdego dnia mam inny czytelniczy humor. Nie jestem na pewno typem czytelnika obowiązkowego, takiego, który jeśli zaczyna, to zawsze kończy książkę, bo inaczej ma poczucie winy; Albo podchodzi do książki na kolanach i z szacunkiem. Nie, taka nie jestem.

Co teraz czytasz?

Wczoraj czytałam opowiadania Kafki, bo akurat wyszły. Myślałam sobie, że znam Kafkę, tak jak każdy zna Kafkę. Potem wzięłam te opowiadania i zobaczyłam, że jak mało go znam. A tam jest wszystko. Jeśli trzeba by wybierać kilka książek, które powinny ocaleć po katastrofie świata, to powinny to być właśnie te opowiadania. Jest w nich i śmiech, i napięcie i groza. Kafka zaskakuje czytelnika, robi z nim, co chce. A potem efekt jest taki, że trudno sięgnąć po inną książkę. Bo jak się czyta coś naprawdę wielkiego, to potem te słabsze rzeczy wydają się nic nie warte. Nie mogę wyjść z tego Kafki. Czytam jednocześnie dwa debiuty, które mnie troszkę znudziły. Skończyłam też 900-stronicową sagę wiejską, która okazała się bardzo ciekawa. Książka ma tytuł Galicyanie, XIX wieczna historia Galicji oczami chłopów. Wielka frajda i absolutne zaskoczenie! A najbardziej lubię, jak książka mnie zaskakuje.

Dlaczego te powieści są teraz takie długie? Czy to przez seriale?

Dzisiaj literatura ma wielu konkurentów, musi więc przyciągnąć i utrzymać uwagę czytelnika. Niektóre książki wydają się wręcz przygotowaniem do serialu. Na przykład głośne u nas „Małe życie”, to jest materiał na kameralny serial nowojorski, w którym nie ma właściwie samego Nowego Jorku, tylko bohaterowie siedzą w czterech ścianach rozgrywając psychodramę (z reminiscencjami z przeszłości). Taki serial moim zdaniem powstanie. Amerykańscy pisarze, którzy mają za sobą szkoły kreatywnego pisania, wiedzą dokładnie, co dzisiejszy czytelnik, który się szybko nudzi, potrzebuje. Mamy słabszą koncentrację, więc autorzy tak projektują książki, żeby trzymały nas w kleszczach jak serial, od którego nie można się oderwać.

Mówi się, że społeczeństwo, w którym wszyscy czytają się kończy. Czytamy impulsywnie, głównie krótkie teksty, rozpraszają nas komunikatory i portale społecznościowe. Ciężko jest nam się skupić na książce. Jak myślisz, czy klasyczny czytelnik odejdzie do lamusa?

Jestem pewna, że ten czytelnik nie zniknie. Badania młodych czytelników w Stanach wykazały, że nastolatkowie chcą czytać tylko papierowe książki, bo dla nich to jest coś innego. Na co dzień żyją w świecie wirtualno-elektronicznym i książka jest dla nich rodzajem odskoczni. Mój syn odmówił czytania e-booków, bo czytanie na ekranie nie jest dla niego żadną atrakcją. Drugą znaczącą grupą czytelników, która bardzo dużo czyta - są emeryci, ludzie, którzy mają więcej czasu. Dla nich też żadną frajdą nie jest książka elektroniczna.

Czy według Ciebie przeczytanie każdej książki jest wartością, czy ważne jest też co się czyta?

Ważne jest co czytamy. Ja czytam bardzo dużo i czasem mam takie wrażenie, że szkoda mojego życia na niektóre książki i mam ochotę czasami cisnąć złą książkę do kosza. Jest jeszcze kategoria literatury lekkiej, której czytanie po prostu sprawia przyjemność: kryminały, książki sensacyjne, thrillery, np. Dziewczyna z pociągu - bardzo wciągająca książka. Jeśli coś jest dobrze zrobione, to jako czytelnik mam z tego frajdę, nawet jeśli szybko się o takiej książce zapomina. No i jest na przykład Stephen King, który jest mistrzem w wielu gatunkach, i trudno go nawet zaklasyfikować, bo jest po prostu dobry.

Dlaczego tak dużo kiepskich książek ukazuje się w Polsce?

Z powodu braku redaktorów. Mam wrażenie, że redaktor już nie pracuje z pisarzem. A powinni, moim zdaniem, mieć wpływ na kształt książki. Mówiło się, że przy Ciemno prawie noc Joanny Bator, dużą pracę włożyli redaktorzy. Teraz często zdarza mi się, że czytam dobrze zapowiadającą się powieść z całkowicie zepsutym zakończeniem. Widać, że nikt jej uważnie nie przeczytał. Albo książka ma 700 stron i jest nudziarstwem, chociaż miała być powieścią rozrywkową. Gdzie był wtedy redaktor?

Z czego to wynika?

Po pierwsze zawód redaktora jest nisko płatny, po drugie to jest ingerencja w tekst. Jeżeli redaktor nie ma pozycji, nie ma za sobą wydawnictwa, które mówi, że jego głos jest ważny, to redaktor nic nie powie pisarzowi, albo pisarz odmówi współpracy. I dlatego rola redaktora często sprowadza się do poprawy przecinków. Szkoda. Na Zachodzie jest inaczej. Na rynku brytyjskim czy amerykańskim do procesu wydawniczego przykłada się większą wagę, np. okładkę robi się kilka miesięcy. Słyszałam, że kiedy książka polskiego autora miała się ukazać w Anglii, redaktor brytyjskiego wydawnictwa wymusił, żeby została właściwie napisana na nowo. I autor z tłumaczem usiedli i ją zmienili.

Czy recenzje, rekomendacje, krytyka literacka mają sens, skoro czytanie jest tak indywidualną sprawą, a każdy czytelnik ma swoje potrzeby i upodobania?

Nigdy nie miałam przekonania, że krytyka jest po pierwsze obiektywna, po drugie, że ma wielki realny wpływ za czytelników. Po sprzedaży książek widać, że większy wpływ ma promocja. Krytyka jest potrzebna choćby po to, żeby pokazać, że czasem mocno promowana książka jest słaba. Potrzebne są osoby, które powiedzą „nie, to jest źle zrobione”. Gdyby nie było krytyki, to byśmy żyli w takim świecie, w którym wszystkie książki są fantastyczne. Bo według działów promocji, każda książka jest arcydziełem. Oczywiście na Zachodzie tak się już od dawna promowało książki, dla nas to był szok w latach 90., kiedy jeszcze tego nie znaliśmy. Krytyka zwraca uwagę też na te książki, które ukazują się w małych wydawnictwach i nikt ich nie promuje, a są warte zauważenia. No i czasem , mam nadzieję, jakoś przybliża to, co trudne i nieoczywiste. I czasem, mam nadzieję, spełnia swoją podstawową rolę pośrednika między autorem a czytelnikiem.

O czym tym razem zapomniałaś napisać? I czy masz już listę tych rzeczy, tak jak doradza Mariusz Szczygieł?

Mariusz Szczygieł uważa, że na spotkaniach autorskich należy wyprzedzić krytykę i mówić o błędach własnej książki. Wzięłam sobie tę radę do serca. W mojej książce jest za mało głosów zwykłych czytelników, za dużo specjalistów. Niektórzy mówią, że za dużo cytatów, za mało mnie. No nie wiem, ja się po prostu składam z cytatów! A ponieważ ta książka jest projektem nieukończonym , to już wymyśliłam nowe rozdziały: o perwersjach czytania, gdy nie możemy się oderwać od potwornie złych rzeczy; o księgarniach, w dyktacie wielkich dystrybutorów i hurtowni, o niedoczytywaniu i porzucaniu książek i o dedykacjach na książkach. I na pewno o czymś jeszcze zapomniałam.

Jak wygląda Twoja domowa biblioteka?

Panuje w niej porządek o nazwie „przyrost naturalny”, czyli inaczej chaos. Książki stoją tak, jak ustawiłam je pod koniec lat 90., kiedy zbudowaliśmy półki, tylko są już trzy rzędy. Wokół biurka i pod biurkiem piętrzą się stosy. Z książkami rzeczywiście jest problem, przyrastają w sposób niekontrolowany i później nie wiadomo, co z nimi robić. Ja jestem za tym, żeby oddawać je do bibliotek, więzień, domów samotnej matki. Są tacy czytelnicy, którzy nie pozbywają się książek, tylko kompulsywnie je zagarniają; ja nie mam takiego problemu. Mieszkanie Marii Janion jest pełne książek, chodziło się po nim ścieżkami między stosami książek. W pewnym momencie książki stają się monstrum, które zagarnia człowieka i przestrzeń, wtedy robi się trochę groźnie.

A jakie kryterium przyjmujesz, kiedy oddajesz książkę?

Że już do niej nie wrócę. Dużo dostaję książek, bo jestem jurorką w konkursach, ale większość z nich, to są książki do jednokrotnej lektury.

Co jest największym grzechem czytelnika? I Twoim jako czytelnika?

Wiesz co, myślę sobie, że jako czytelnik jestem bezgrzeszna, w przeciwieństwie do innych dziedzin życia.

A mówienie, że się przeczytało książkę, chociaż się tego nie zrobiło, to jest grzech? Wobec autora, wobec siebie jako czytelnika?

Życie nas trochę do tego zmusza, np. kiedy spotykamy pisarza i nie czytaliśmy jego książki, i jest nam głupio, wtedy możemy mu powiedzieć „pana książka zmieniła moje życie” - żadnych konkretów, a on będzie zachwycony.

Napisałaś w swojej książce, że czytanie w ubikacji to brytyjski sposób spędzania wolnego czasu. Czerpiesz z tej tradycji?

Niestety, kiedy ma się rodzinę wieloosobową i jedną łazienkę, to ona jest bez przerwy okupowana i przestaje być miejscem spokojnej lektury, jak to było w moim domu rodzinnym, gdzie w ubikacji było osobna półka i każdy z nas tam spędzał mnóstwo czasu. U mnie już nie ma warunków, bardzo żałuję.

A jakie jest najdziwniejsze miejsce, w którym czytałaś?

W dzieciństwie wchodziłam na szafę, żeby czytać. To było mnożenie przyjemności, fajnie było siedzieć na szafie i fajnie było tam czytać. Czytałam chodząc, a to jest zawsze karkołomne. Często mi się zdarza czytać w taksówkach. Czytanie w wannie to banał, chociaż to bardzo przyjemne i bardzo popularne.

Przeczytałaś tyle książek, nie kusi Cię, żeby napisać idealną powieść?

Trzeba mieć temperament pisarza, trzeba umieć tworzyć fikcję. Ja wolę cytować, przekazywać dalej, popularyzować. Taki mam temperament. I też mam poczucie, że książek może jest trochę za dużo, że żyjemy w takim świecie, w którym każdy pisze, a potem nie ma tego kto tego czytać.

Wywiad, z którym pisarzem był dla Ciebie najważniejszy?

Spotkanie z Philipem Rothem. To nie był wywiad, bo on się nie zgodził, ale zobaczyłam pisarza na emeryturze (zadeklarował, że nie będzie więcej pisał), który nadal jest ciekawy ludzi, ma błyskotliwy umysł i młodzieńczą energię. Nasza rozmowa po chwili wyglądała tak, że to on pytał mnie o Polskę, kazał mi opowiadać o ’68 roku. Okazało się, że każdą rozmowę i osobę nadal traktuje jako źródło inspiracji. Zobaczyłam prawdziwego pisarza, który czerpał zewsząd, miał zwyczaj wszystko przerabiać na literaturę. To było dla mnie chyba najważniejsze literackie spotkanie.

Z Zadie Smith prowadziłam spotkanie publiczne i to był też dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Każde pytanie traktowała niezwykle poważnie, odpowiadała tak, że publiczność słuchała z zapartym tchem. To była taka szkoła dobrego traktowania dziennikarzy i czytelników. A są różni pisarze, miałam też złe doświadczenia. Czytelnik lubi spotkać pisarza. Żałuję, że nie mogłam z Mironem Białoszewskim porozmawiać jako osoba dorosła (moi rodzice się z nim przyjaźnili). To moje marzenie jest niespełnialne

Czy i co będziesz bezkarnie czytać w wakacje?

Och, tak! Mam już listę: Ferrante, Knausgård, nowe tłumaczenie Szkoły uczuć Flauberta i najnowszy Steven King. Oczywiście przed festiwalem w Szczebrzeszynie przeczytam premierę Grażyny Plebanek Panią Furię.

Jesteś kuratorką Festiwalu Stolica Języka Polskiego, opowiedz o nim.

Bez przerwy ktoś mnie pyta, co będzie ciekawego na festiwalu i czy przyjechać na początek, czy na koniec. Ja wtedy mówię, że na początek, środek i koniec, bo codziennie będzie coś ciekawego!

Fantastyczne to, że w Szczebrzeszynie nie będzie dystansu między autorami i publicznością. Mamy też kilka spotkań małżeńskich np. Mellerowie, Ewa Winnicka z Łazarewiczem i to jest zawsze ciekawe, bo to są ludzie, którzy osobno piszą książki, ale też wspólnie pracują. Mamy bardzo ciekawe spotkania w cyklu pisarz i jego tłumacz; myślę, że to powie nam sporo na temat mechanizmów, jak polska literatura może zaistnieć za granicą. Będzie szwedzki tłumacz Tokarczuk, który dostał nagrodę Akademii Szwedzkiej za przekład Ksiąg Jakubowych, będzie tłumacz francuski Miłoszewskiego, który sprawił, że Miłoszewski był na głównej stronie dodatku książkowego „Le Monde’a”. I to jest zasługa tłumaczy, może oni na festiwalu powiedzą nam, jaka jest ta polska literatura.

Będzie też poezja.

Tak, udało mi się w tym roku zaprosić wszystkich laureatów, nie znając jeszcze wyników najważniejszych konkursów poetyckich. Na festiwalu będzie więc laureatka Silesiusa - Barbara Klicka i laureat Nagrody Szymborskiej – Jakub Kornhauser. Zaprosiłam ich trzy miesiące wcześniej, bo są autorami świetnych książek poetyckich. Poeci będą czytać nie tylko swoje wiersze, ale też Leśmiana, który jest patronem tegorocznego festiwalu. Będzie też Marianna Kijanowska - poetka ukraińska, która siedem lat przekładała na ukraiński Leśmiana. Bardzo to jest ciekawe i niewyobrażalne.

Festiwal Stolica Języka Polskiego, którego Justyna Sobolewska jest kuratorką literacką, a Zofia Karaszewska kuratorką bloku dziecięcego, odbędzie się od 31 lipca do 7 sierpnia w Szczebrzeszynie; program dostępny na stronie: www.stolicajezykapolskiego.pl

Lubimyczytac.pl jest patronem medialnym Festiwalu Stolica Języka Polskiego.

Powiązane treści:
Szczebrzeszyn Stolicą Języka Polskiego – po raz drugi

Coraz mniej czasu zostało do drugiej edycji festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. W malowniczej miejscowości z publicznością spotkają się m.in. Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, Szczepan Twardoch i Mariusz Szczygieł. Gwiazdą muzycznej sceny będzie Zbigniew Wodecki z zespołem Mitch&Mitch. Impreza potrwa od 31 lipca do 8 sierpnia.



więcej

Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Zofia |  wypowiedzi: 104  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 220
Anna
14-07-2016 11:59
Czytelnik jest pierwszym odbiorcą słów pisarza. Dla pisarza jest to istotne, gdyż szuka punktu zaczepienia tematyki o,której będzie pisał. Każde miejsce do czytanie jest dobre o ile jest miejscem dla nas wyciszenia. Czytając dobrą książkę musimy ją zrozumieć.
książek: 414
Łokieć_Pana_D
14-07-2016 12:39
Nie lubię wanny. Kojarzy mi się z trumną.
Z powodzeniem jednak czytam pod prysznicem.
książek: 110
GreenBook
14-07-2016 14:41
jednak poprosimy o szczegóły tego czytania pod prysznicem - najlepiej fotkę :) Jak to robisz?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1483
miete
14-07-2016 13:59
@Aurland !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ale jak ? Trzymasz książkę pomiędzy kropelkami z dyszy ?
książek: 1070
Zuba
14-07-2016 14:36
Może nie wnikajmy, gdzie Aurland trzyma książkę ;)

I tak jest my hero;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 110
GreenBook
14-07-2016 14:49
Książka wylądowała na mojej półce "Chcę przeczytać", ale w sumie nie dlatego, że przeczytałem wywiad, a dlatego, że ma dobrą ocenę w "lubimy czytać". I opinie o książce też dobre.

No dobra - wywiad mnie też zainteresował, ale z założenia rzadko czytam książki, które tutaj mają oceny poniżej 7, więc nawet najlepszy wywiad nie jest lepszy od rekomendacji czytelników.
książek: 37
Eireann
14-07-2016 21:56
Jeżeli ukaże się trzecie wydanie tej książki - jak sugeruje autorka - poszerzone o kolejne rozdziały, to chyba wyjdę z siebie i stanę obok. Mam pierwsze, i dopiero co nabyłam drugie, a regały jednak nie są z gumy... Może lepszym pomysłem byłoby wydanie tych nowych rozdziałów jako nowej, osobnej książki? To trochę nie fair kazać płacić czytelnikowi kilka razy za to samo (kompletuję książki o... Jeżeli ukaże się trzecie wydanie tej książki - jak sugeruje autorka - poszerzone o kolejne rozdziały, to chyba wyjdę z siebie i stanę obok. Mam pierwsze, i dopiero co nabyłam drugie, a regały jednak nie są z gumy... Może lepszym pomysłem byłoby wydanie tych nowych rozdziałów jako nowej, osobnej książki? To trochę nie fair kazać płacić czytelnikowi kilka razy za to samo (kompletuję książki o książkach).
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Endgame. Wezwanie

Endgame. Wezwanie na początku opowiada o sielskim życiu paru nastoatków. Wszystko nagle lega w gruzach i nie jest takie jak było wcześniej, a to prze...

zgłoś błąd zgłoś błąd