Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/7025/tak-naprawde-pisze-dla-siebie-wywiad-z-magdalena-kawka

„Tak naprawdę piszę dla siebie”. Wywiad z Magdaleną Kawką

1 wartościowy tekst

O tym, czego wymaga od pisarza konstruowanie powieści historycznej, o tyglu, jakim były lwowskie ulice i o genius loci Lwowa rozmawiamy z Magdaleną Kawką, autorką powieści „Pora westchnień, pora burz”. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Jest rok 1938, świat jeszcze śpi spokojnie. Lwów, tygiel narodowości, tętni gwarem i rozbrzmiewa beztroską radością, nie przejmując się tym, że na niebie gromadzą się czarne chmury. Zanim Ukraińców, Polaków i Żydów podzielą narodowościowe animozje, wciąż są tylko sąsiadami, którzy życzliwie uśmiechają się do siebie na ulicy.

Lilka wraz z koleżankami przygotowuje się do matury i nie ma pojęcia, że to będzie ostatnia szczęśliwa wiosna. Tęskni za ukochanym, chodzi do szkoły i jak niepodległości próbuje bronić swojej dorosłości, nie wiedząc, że wkrótce przejdzie przyspieszony kurs dorastania, że będzie zmuszona pożegnać beztroskę i zmierzyć się z upiorami wojny. Spośród znanych od urodzenia osób nauczyć się rozpoznawać wrogów. Wiedzieć, komu zaufać i co zrobić, żeby nie stracić wiary, ponieważ wojna okaże się sprawdzianem człowieczeństwa, który nie będzie miał nic wspólnego z narodowością, językiem ani z wyznawaną religią.

Pora westchnień, pora burz to znakomita powieść o trudnych ludzkich relacjach w jeszcze trudniejszych czasach, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka. Lubimyczytać.pl objęło książkę patronatem medialnym.

Przeczytajcie wywiad z autorką powieści, Magdaleną Kawką.

 

Pora westchnień, pora burz” to pierwsza w Pani dorobku powieść historyczno-obyczajowa. Czym różni się praca nad książką osadzoną w czasach teraźniejszych od powieści, której akcja rozgrywa się w przeszłości? Jak przygotowała się Pani do napisania „Pory westchnień, pory burz”?

Książkę pisałam z przerwami, prawie trzy lata, ale nie dało się tego inaczej zrobić. Nie chodzi tylko o zbieranie materiałów, ale o też to, że ona musiała we mnie dojrzeć, okrzepnąć. Musiałam mieć pewność, że właśnie tak ma wyglądać. Kiedy pisze się książkę, trzeba używać wyobraźni, a w tym wypadku moja wyobraźnia musiała hulać w ściśle określonych, historycznych realiach. Po dziadkach zostało mi trochę materiałów – mapy Lwowa, przewodniki, cennik biletów tramwajowych i dorożek – i postanowiłam sobie, że ten „Lwów wyobrażony” będzie się jak najmniej różnił od tamtego, prawdziwego. Przywiązywałam wielką wagę do szczegółów; znalazłam nawet trasy przedwojennych tramwajów i ich numery, kiedy więc piszę, że jedynką można było dojechać na plac Świętego Piotra, to wcale tego nie wymyśliłam. Powieść historyczna wymaga od autora mnóstwa dyscypliny i pokory. Nie zawsze można dać się porwać i popłynąć, jak wyobraźnia podpowiada, trzeba wszystko sprawdzać, konsultować. Przeczytałam chyba wszystkie dostępne wspomnienia i pamiętniki ludzi, którzy mieszkali we Lwowie. Oglądałam przedwojenne filmy, słuchałam przedwojennych piosenek. Ważna była dla mnie również warstwa językowa; oni jednak mówili nieco inaczej niż my. Nie wspominając już o cudnym, lwowskim bałaku, pełnym zapożyczeń z niemieckiego, ukraińskiego czy jidysz.

Dlaczego właśnie przedwojenny Lwów i Ukraina w momencie wybuchu II wojny światowej? Co zafascynowało Panią w tym miejscu na tyle, że postanowiła umieścić tam akcję swojej najnowszej powieści?

Dużą rolę odgrywały korzenie mojej rodziny i fakt, że moi dziadkowie, rdzenni lwowiacy i ludzie, którzy bardzo to miasto kochali, nigdy już nie mogli tam powrócić. Zostali na siłę „przesadzeni”, a byli już w takim wieku, że nie mogli się zbyt dobrze zaaklimatyzować w nowym miejscu. Poza tym, to był tygiel narodowości, a lwowska ulica była barometrem nastrojów społecznych. Zawsze mnie zastanawiało, co musieli czuć sąsiedzi z jednej kamienicy, kiedy nagle, po pierwszym września, okazało się, że stoją po dwóch stronach politycznej barykady, bo przynależność narodowa nie pozwala im już na bycie przyjaciółmi. W tej książce realia historyczne są bardzo ważne, w końcu mieliśmy kiedyś z Ukraińcami jedno państwo, ale posłużyły mi głównie do tego, żeby pokazać, jak łatwo zapomnieć, że najpierw jest się człowiekiem, a dopiero potem Polakiem czy Żydem.

Ciekawa jestem, przez jaki czas pracowała Pani nad „Porą westchnień, porą burz”. Jak długo zbierała Pani materiały, a ile trwał sam proces tworzenia?

Jak już mówiłam, książkę pisałam trzy lata. Nie zbierałam wcześniej materiałów, to działo się równocześnie. Najpierw w głowie zrodziła się historia Lilki, młodej, beztroskiej dziewczyny, z marzeniami, planami, zupełnie takiej samej jak współczesne dziewczęta. Potem, w miarę jak powieść się rozrastała, potrzebowałam nowych materiałów. Przeczytałam mnóstwo opracowań dotyczących tamtego okresu, rozmawiałam z wieloma historykami i bardzo się starałam pokazać, że nie istnieje coś takiego, jak „jedna prawda”. Każdy z bohaterów ma swoją. I ja każdą z nich starałam się pokazać, bez oceniania, czy jest zła czy dobra. Zamiast motywów i poglądów ważniejsze były dla mnie efekty ich działań i to, jak człowiek zmienia się pod wpływem sytuacji. Idę o zakład, że czytelnik nie będzie umiał przypiąć łatki bohatera pozytywnego bądź negatywnego większości postaci w książce.

Pani dziadkowie pochodzili ze Lwowa, zgadza się? Czy zna Pani Lwów tylko z opowiadań najbliższych, a może udało się odwiedzić miasto, przygotowując się do pracy nad powieścią?

Wiem, to nie zabrzmi dobrze: nigdy nie byłam we Lwowie. Ale też nie mam już szans na poznanie tego Lwowa, który najbardziej mnie fascynuje: przedwojennego, Lwowa moich dziadków. Spędziłam całe miesiące, studiując stare fotografie, i czasem mam irracjonalne wrażenie, że znam ten przedwojenny Lwów jak własną kieszeń. Może to jakaś magia, może genius loci tego miasta mieszkał w mojej duszy, zanim się urodziłam?

Czy „Pora westchnień, pora burz” to chwilowy flirt z powieścią historyczno-obyczajową, a może związek na stałe?

Moim zdaniem nie ma w pisarstwie czegoś takiego jak związek na stałe. To musiałoby zakładać, że wiem, jaka będę za dziesięć lat, co mi wtedy będzie w głowie siedziało. A tego nie wiem. Może będę pisać wiersze albo bajki dla dzieci. A flirty są bardzo przyjemne.





Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 1  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1925
LubimyCzytać
29-04-2016 14:03
Zapraszamy do dyskusji.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Mgły Toskanii

'Mgły Toskanii" to bardzo fajna i lekka książka, która przenosi nas do pięknej Toskanii. Książkę czyta się jednym tchem i ten kto zakochał się w...

zgłoś błąd zgłoś błąd