Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/6438/malzenstwo-to-walka-bez-zwyciezcy-rozmowa-z-michalem-vieweghiem

„Małżeństwo to walka bez zwycięzcy”. Rozmowa z Michalem Vieweghiem

4 wartościowy tekst

Sprzedano łącznie dwa miliony jego książek, na podstawie jego powieści i scenariuszy powstało już dziesięć filmów. „Ekożona” - książka, która niedawno miała swoją premierę w Polsce – przekroczyła sto tysięcy sprzedanych egzemplarzy, co oznacza, że kupił ją co setny Czech. O swoich doświadczeniach, które pozwoliły mu na jej napisanie, opowiada autor, Michal Viewegh.

Świat kobiet i świat mężczyzn od zawsze stanowią mieszankę wybuchową. I właśnie z takiego wielkiego wybuchu powstał związek Hedviki i Mojmira. Ekożona stawia wiele aktualnych pytań: Czego oczekujemy od swoich partnerów? Jakie jest znaczenie porodu naturalnego? Co tak naprawdę oznacza życie w zgodzie z naturą i z samym sobą? Czy naturalny jest na przykład ogród? Albo małżeństwo? Poruszane przez autora poważne tematy zostały ubrane w brawurową narrację. Szczerość, autoironia i humor sprawiają, że mamy do czynienia z powieścią niezwykle inteligentną i nowoczesną. Ta książka rozbawi i pozwoli dowiedzieć się wiele o płci przeciwnej - zarówno kobietom, jak i mężczyznom.

Zapraszamy do lektury wywiadu z autorem książki, Michalem Vieweghiem.

W Czechach sprzedano łącznie dwa miliony pańskich książek, na podstawie pańskich powieści i scenariuszy powstało już dziesięć filmów. „Ekożona” przekroczyła sto tysięcy sprzedanych egzemplarzy, co oznacza, że kupił ją co setny Czech. Jakie to uczucie – odnieść tak niepodważalny sukces literacki?

Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało nieskromnie, ale kiedy powiedział pan „co setny Czech”, od razu pomyślałem: „a co z pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma?”. Nie jestem oczywiście tak naiwny, by myśleć, że przeczyta mnie dziesięć milionów rodaków, ale myślę, że w popularności mam jeszcze pewne rezerwy. Sprzedaż „Ekożony” była dobra również dzięki inscenizacji w jednym z praskich teatrów. Obecnie trwają rozmowy na temat ekranizacji.

Ekożona” jest książką bardzo osobistą i wyraźnie autobiograficzną. Czy podczas pisania zastanawia się pan nad tym, ile ze swojego życia chce pan pokazać czytelnikom? Stawia pan sobie jakieś granice szczerości?

Właściwie przez całe życie zawodowe jestem oskarżany o ekshibicjonizm, o sprzedawanie własnej prywatności. Lecz według mnie własne doświadczenia życiowe są naturalnym źródłem inspiracji. Zawsze w takich sytuacjach pytam: na podstawie czego piszą inni pisarze, jeśli nie na podstawie własnych doświadczeń? Skąd wzięliby poglądy na życie, jeśli nie z własnego życia? Różnią się tylko tym, że kamuflują swoje życie fikcją literacką. Nie mówię tu oczywiście o tekstach, w których opisuję na przykład morderstwo, choć przecież nawet wtedy posiłkuję się prawdziwymi artykułami i reportażami, a więc opieram się o rzeczywiste wydarzenia. Sądzę, że wszyscy pisarze wykorzystują w swoich tekstach wątki autobiograficzne. Różnimy się tylko tym, jak bardzo staramy się to ukryć.

Nie oznacza to chyba jednak, że nie sięga pan w „Ekożonie” po fikcję?

Nie potrafię określić, czy w tej książce jest dokładnie sześćdziesiąt procent prawdy i czterdzieści procent fikcji. Myślę jednak, że około sześćdziesięciu-siedemdziesięciu procent opisywanych wydarzeń jest mocno osadzonych w rzeczywistości. Ale któż z nas mógłby powiedzieć, że jego życie jest na tyle ciekawe, zabawne, godne uwagi i ekscytujące, że wystarczyłoby je po prostu opisać, by powstała ciekawa, zabawna i godna uwagi powieść. Zapewniam, że nikt. Choćby dlatego, że te wszystkie życia są zbyt długie i nudne, jest w nich zbyt wiele postaci. Życia w formie powieści nie dałoby się czytać. Trzeba więc ten materiał skrócić, urozmaicić fikcją, dodać trochę humoru. Dlatego sądzę, że fabulacja jest dla powieści elementem niezbędnym.

Wydał pan trzy dzienniki. W ich przypadku fabulacja chyba nie była możliwa?

Oczywiście, w dzienniku nie powinno się kłamać, a w tym przypadku fabulacja byłaby kłamstwem. Mogę przysiąc, że wszystko, co napisałem w dziennikach, to prawda. Jedyną ingerencją w opisywaną rzeczywistość było to, że niektóre sprawy, na przykład intymne, w dzienniku po prostu pomijałem.

Na podstawie pańskich książek wiele osób mogło poznać szczegóły z Pańskiego życia. Czy miało to jakieś negatywne konsekwencje?

Muszę przyznać, co zresztą robię też w swoich książkach, że zdarzały mi się zdrady małżeńskie, ale poza tym nie mam powodów, by cokolwiek ukrywać lub czegoś się wstydzić. Nikogo nie okradłem, nie oszukiwałem, zawsze byłem uczciwym człowiekiem. Mogłem więc pisać o wszystkim otwarcie, bez żadnych tajemnic. Nie skrywałem również swoich przygód miłosnych.

Nie kusiło pana w takim razie, by głównych bohaterów „Ekożony” – Mojmira i Hedvikę – nazwać Michalem i Veroniką?

To byłoby już zbyt dosłowne. Czytelnicy z pewnością wytykaliby mi, że przecież my żyjemy inaczej niż to powieściowe małżeństwo i że nigdy nie mieszkała z nami żadna doula. Ta zmiana imion jest właściwie przyznaniem się do pewnej dozy fikcji.

Skoro już wspomnieliśmy o douli – mam wrażenie, że za jej pomocą często śmieje się pan z samego siebie?

Czy śmieję się z samego siebie…? Właściwie tak, ale jednocześnie śmieję się z ekstremalnych feministek i ekstremalnie ezoterycznych kobiet, a więc częściowo też ze swojej byłej żony Veroniki i jej koleżanek, które wnosiły do naszego małżeństwa pierwiastki lunarne. Niemniej zgadzam się z tym, że powieściowa doula jest narzędziem autoironii. Mojmir nie może się przecież śmiać sam z siebie. Robi to więc za niego doula, która bynajmniej go nie oszczędza.





Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 3  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1481
LubimyCzytać
14-12-2015 11:55
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 1233
Tina
15-12-2015 23:11
Chciałam przeczytać książkę "Ekożona", jednak po przeczytaniu tego wywiadu, a co za tym idzie, dowiedzeniu się kilku szczegoół z życia autora, zrezygnuję. Nie podoba mi się, że ktoś otwarcie chwali się, że zdradzał żonę, a jednocześnie snuje bajki o tradycyjnej rodzinie. Wielu współczesnych mężczyzn sobie tak marzy i opowiada klechdy rodzinie i znajomym. Światopogląd tego człowieka zupełnie... Chciałam przeczytać książkę "Ekożona", jednak po przeczytaniu tego wywiadu, a co za tym idzie, dowiedzeniu się kilku szczegoół z życia autora, zrezygnuję. Nie podoba mi się, że ktoś otwarcie chwali się, że zdradzał żonę, a jednocześnie snuje bajki o tradycyjnej rodzinie. Wielu współczesnych mężczyzn sobie tak marzy i opowiada klechdy rodzinie i znajomym. Światopogląd tego człowieka zupełnie nie przystaje do mojego i wobec tego, korzystając z mojego prawa do własnej opinii, skreślam go jako "pisarza", bo szkoda mi czasu na czytanie jego "wynurzen twórczych".
pokaż więcej
książek: 19
stanek
17-01-2016 18:31
Ciekawa opinia, godna uszanowania. Jednak myślę, że życie i małżeństwo nie zawsze jest czarno-białe i głównie o tym jest ta książka, tzn. Ekożona. Moim zdaniem warto po nią sięgnąć, ponieważ w luźny sposób opowiada o trudnych problemach, z którymi boryka się wiele osób i związków z pewnym stażem. Ja polecam.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Ocalałe

Na samym początku poznajemy Quincy Carpenter, która wiedzie ułożone i szczęśliwe życie. Mieszka ze wspaniałym chłopakiem, prowadzi bloga kulinarnego, dzięki któremu odnosi sukcesy. Jednak pozory mylą – bohaterka jest uzależniona od Xanaxu i ma dziurę w pamięci z wydarzenia w Pine Cottage sprzed lat...

zgłoś błąd zgłoś błąd