Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/6242/to-przerazajaco-podniecajace-wywiad-z-agnieszka-opolska

„To przerażająco podniecające”. Wywiad z Agnieszką Opolską

5 wartościowy tekst

We wrześniu została ogłoszona laureatką IV edycji konkursu „Literacki Debiut Roku" organizowanego pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ewa Kasprzyk powiedziała o jej powieści, że ma duży pazur. Przeczytajcie wywiad z autorką książki „Anne May”, Agnieszką Opolską, w którym opowiada o swoim zaskakującym dla niej sukcesie.

Agnieszka Opolska urodziła się 14 stycznia 1982 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ukończyła socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ponad 12 lat związana z Tarnowem i regionem tarnowskim, gdzie włączała się w prace lokalnych instytucji i stowarzyszeń na rzecz dzieci i młodzieży. Po studiach zamieszkała w Lille, gdzie uczęszczała do Centre D’art Plastiques et Visuales oraz pracowała w domu dla bezdomnych Magdala. Studiowała grafikę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Obecnie wraz z rodziną przebywa w Wielkiej Brytanii. Prowadzi własne przedszkole. W wolnych chwilach pisze i maluje.

W księgarniach właśnie znalazła się jej książka Anne May, wyróżniona w konkursie „Literacki Debiut Roku” organizowanym pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Anna May, studentka historii sztuki, będąc w tarapatach finansowych postanawia ponownie spróbować swoich sił jako modelka. Zamiast na casting trafia jednak do pracowni malarskiej intrygującego obcokrajowca – Adama Northona.

Niespodziewana paczka z rzeczami zmarłej matki przywołuje demony przeszłości. Anna mimo wielu obaw decyduje się na odszukanie ojca, którego nigdy nie poznała – tym samym zmierzyć się musi nie tylko ze swoimi koszmarami, ale i z mroczną historią własnej rodziny. Pomagają jej w tym między innymi tajemniczy Adam, homoseksualny przyjaciel Lukas oraz irytująca, obsesyjnie szukająca sensacji przyszła dziennikarka Ida.

Przygnieciona rozterkami nie tylko swoimi, ale i swoich przyjaciół Anna nie wie, iż wpadła w misternie przygotowaną pułapkę. Wplątując się coraz bardziej w sieć intryg, nie zdaje sobie sprawy z grożącego jej niebezpieczeństwa.

Posłuchajcie fragmentu książki w interpretacji Anny Dymnej podczas Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. 

Zapraszamy do lektury wywiadu!

 

We wrześniu została Pani laureatką IV edycji konkursu „Literacki Debiut Roku” organizowanego pod honorowym patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jak to jest dowiedzieć się, że to właśnie Pani tekst zwyciężył w rywalizacji z ponad 300 innymi tytułami zgłoszonymi do konkursu?

Ja po prostu odetchnęłam. Pisałam „Annę May” dwa lata. W międzyczasie zaczęłam nową książkę, która do dziś jest nieskończona. Po „Annie May”, w trakcie trwania konkursu, dosłownie „wyrzuciłam z siebie” kolejną powieść: pięć miesięcy, czterysta stron. Kiedy zamknęłam dokument z ostatnim rozdziałem, poczułam się nieszczęśliwa. „To bez sensu, to całe pisanie i każda chwila na to poświęcona” – takie miałam myśli. Wszystko mnie dołowało. Przez jakiś czas w ogóle nie mogłam pisać, skupiłam się na malowaniu portretów. I wtedy pojawiła się wiadomość o nagrodzie... W tym czasie byłam we Francji na samotnych wakacjach. Zadzwonił telefon. Pani z Kapituły konkursu powiedziała, że moja książka jest nominowana do głównej nagrody. Bardzo tego potrzebowałam. Bardzo, bardzo. Takiego głosu z zewnątrz, ludzi znających się na rzeczy. Słowa: „Twoja książka jest dobra” sprawiły, że odetchnęłam. Pomyślałam wtedy: „Jejku, jest dobra! Mogę pisać dalej!”. I chyba to było najważniejsze – to potwierdzenie. Dopiero potem wczytałam się, że na konkurs wysłano tak wiele powieści.

Pani zwycięska powieść, „Anna May”, rozgrywa się głównie w Krakowie. Dlaczego akurat tam?

To, co zdecydowało o wyborze Krakowa jako miejsca, w którym rozgrywa się akcja książki to fakt, że znam to miasto „jak własną kieszeń”.

Akcja mojej książki rozgrywa się w dwóch miastach równocześnie: w Krakowie i Tarnowie. A czasem przenosi się w plenery małopolskiej wsi, do Szczurowa i Pleśna. Małopolska to naprawdę magiczna kraina, posiadająca swój niepowtarzalny smak, zapach, krajobraz, styl, ludzi, którzy są niezwykle mili, ciepli i otwarci na innego człowieka. Tu czas naprawdę płynie inaczej. To, co zdecydowało o wyborze Krakowa jako miejsca, w którym rozgrywa się akcja książki to fakt, że znam to miasto „jak własną kieszeń”. Było dla mnie niesłychanie ważne zachowanie wierności topograficznej miejsc, w których umieściłam moich bohaterów. Wszystkie lokacje, o których piszę, istnieją naprawdę – restauracje, kluby, puby, kawiarnie. Można do nich wejść i coś zamówić: zjeść, napić się. Myślę, że to fajne, znajdując się np. w „Zaułku Niewiernego Tomasza”, uświadomić sobie, że bohaterowie mojej książki tu bywali. Można zastanawiać się, gdzie siedzieli, co zamówili, co więcej – zamówić to samo. Oczywiście miasto jest tylko tłem dla wydarzeń i jego rys nosi pewne znamiona idealizacji.

Jednym z niewielu przyjaciół, jakich posiada Anna, o ile nie jedynym, jest homoseksualny, ponadprzeciętnie inteligentny Lukas. Czy to znak naszych czasów, że każda szanująca się młoda kobieta powinna mieć przyjaciela geja?

Nie umieściłam tego bohatera „dla hecy” czy żeby zwrócić uwagę czytelników i krytyków na moją książkę. Uważam, że homoseksualizm istnieje niezaprzeczalnie i nie można go pomijać – homoseksualiści są częścią naszego społeczeństwa, czy komuś się to podoba, czy nie. W moim otoczeniu homoerotyzm jest dość powszechny i nie budzi we mnie większych emocji. Przyznam, że nie wiem, skąd się bierze myślenie, że posiadanie przyjaciela geja jest trendy. Zapewne ma świadczyć o kosmopolityzmie i tolerancji, ale to trochę tak, jakby mieć maskotkę, o której się opowiada znajomym. To strasznie słabe, gdy tak o tym myślę. Cenię sobie bardzo relacje z ludźmi i staram się być dobrą przyjaciółką, odcinając się od tego, jakie moi przyjaciele mają preferencje seksualne, poglądy polityczne czy jaką religię wyznają.

Anna May” podejmuje wiele trudnych tematów - artysta i jego dzieło, homoseksualizm, pomówienia, mroczne kulisy sławy i show biznesu, kondycja współczesnego człowieka, kontrasty życia w mieście i na wsi - a jednak recenzenci są zgodni, że nie można się od niej oderwać. Czy umiejętne przemycanie ważnych problemów do książki beletrystycznej, która przecież z założenia ma stanowić rozrywkę, stanowi duże wyzwanie dla pisarza?

Filozofia jest prosta: dopóki ktoś chce przewracać kartki, wszystko gra, niezależnie od tego, jak skomplikowany lub banalny temat się porusza.

Moim głównym celem jest pisanie w taki sposób, by czytający nie mógł oderwać się od książki. Filozofia jest prosta: dopóki ktoś chce przewracać kartki, wszystko gra, niezależnie od tego, jak skomplikowany lub banalny temat się porusza. Mój przyjaciel (należący do grupy czytelników kontrolnych), czytając moją drugą książkę powiedział: „Aga, nie, to nie dla mnie.”. Więc powiedziałam mu: „Zostaw i nie czytaj – twoja decyzja to też informacja, nie zaprzeczę – bolesna, ale przynajmniej szczera”. Dwa dni później napisał: „Skończyłem, nie mogłem przestać…”. Przyznam, że to była najlepsza recenzja, jaką mógł mi dać. O to chyba chodzi – by nie móc się oderwać.

Chcę, żeby moje książki to nie była wyłącznie pusta historia, gdzie jedynym problemem jest to, że „Anna nie może być z Kubą”. Romans w tym wypadku jest świadomie wybranym gatunkiem, w którym zderzam ze sobą postaci o odmiennych poglądach, wiedzy, podejściach do świata, do różnych jego aspektów, takich jak: rodzina, kariera, budowanie relacji, sztuka, przekraczanie granic. Takie kontrasty sprawiają, że pisanie jest przyjemnością. Mogę sama ze sobą sprzeczać się na kartach książki, używając do tego wymyślonych bohaterów.

Ponadto lubię włączać wiedzę w literaturę rozrywkową. To czyni beletrystykę ciekawszą. Tworząc fabułę, zawsze przemycam jakieś ciekawostki z zakresu historii i teorii sztuki, pewnie z racji moich artystycznych zainteresowań, ale wydaje mi się to wspaniałe, że oprócz miłosnych wzlotów i upadków, pojawiają się wątki, w których moja bohaterka analizuje obraz Fridy Kahlo czy kiedy doktorant na wykładzie opowiada o twórczości Caravaggia.

Znana aktorka, Ewa Kasprzyk, powiedziała, że Pani powieść ma duży pazur, umiejętnie budowane napięcie, a całość jest szalenie ciekawa. Takie opinie na pewno zachęcają do dalszego pisania. Czy ma Pani takie plany, a jeżeli tak, to jakich książek spod Pani pióra możemy się spodziewać w przyszłości?

Miło słyszeć takie opinie, naprawdę. To dodaje skrzydeł.
Ja piszę nieustannie, odkąd zaczęłam we wrześniu 2012 roku, i nie mogę przestać. Żyję wymyślaniem nowych historii, obserwacją rzeczywistości i jej przetwarzaniem. W mojej głowie rodzą się ciągle nowe pomysły artystyczne (oprócz pisania mam równie mocną potrzebę malowania). Niewątpliwie w niedalekiej przyszłości połączę te dwie dyscypliny. Jedyne, co mnie ogranicza, to czas, którego ciągle mam za mało. Drugą książkę już skończyłam. Podejrzewam, że będzie zaskoczeniem dla osób, które przeczytają „Annę May”. To opowieść o związkach formalnych i nieformalnych, relacjach, potrzebie spełnienia i dowartościowania, potrzebach seksualnych partnerów w związku, o rodzinie i jej rozpadzie. Główną bohaterką jest Joanna, niespełniona malarka żyjąca w konkubinacie, która poświęciła się dla swojego partnera i rodziny. Żyje w świecie przewidywalnym i finansowo ułożonym, a mimo to, choć, teoretycznie, powinna być szczęśliwa, taka nie jest. To książka, którą zadedykowałabym mężczyznom. „Chcesz poznać kobiecy sposób patrzenia na związek, zrozumieć go – koniecznie musisz przeczytać tę książkę”. A dla kobiet jest to pozycja, która zachęca do myślenia. „Myśl o sobie, o swoich marzeniach, nie żyjesz tylko dla dzieci i partnera”. Związek polega na równowadze, w której dzielimy się obowiązkami, spełniamy swoje pragnienia, i nie ma w nim miejsca na to, aby ktoś dla kogoś ponosił zbędne ofiary.

Powieść „Anna May” miała swoją premierę 24 października na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie. Jej fragmenty odczytała jedna z najbardziej uznanych polskich aktorek, Anna Dymna. To chyba duże wyróżnienie. Jak Pani to odbiera?

To jest jak sen. Ludzie, którzy są znani, których twarze widzimy w telewizji lub teatrze, czytają fragmenty mojej powieści. Jest to przerażająco podniecające. Przyznam się jednak, że moim największym pragnieniem jest to, aby moje książki były zekranizowane. Wspaniale byłoby zobaczyć swoje dzieło w formie inspiracji innego artysty, który pogłębia, rozszerza tematykę, którą poruszam w swoich książkach.

Artykuł sponsorowany.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 3  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2291
LubimyCzytać
30-10-2015 11:05
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 945
Marta
31-10-2015 20:52
Książka jest naprawdę bardzo wartościowa. Dodatkowo jako debiut stylistycznie i językowo napisana bezbłędnie.
książek: 1392
Batalia
10-03-2016 21:13
To akurat nie musi być zasługa autorki, po prostu redaktor znał się na swojej robocie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Szczypta Wenecji czyli ulubione dania komisarza Brunettiego

Ulubione potrawy mojego ulubionego komisarza. W weneckiej serii Donny Leon posiłki Brunettiego w gronie rodziny lub przyjaciół i ws...

zgłoś błąd zgłoś błąd