Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/6098/odwet-na-wielkiej-historii---wywiad-z-cristianem-teodorescu

Odwet na wielkiej historii - wywiad z Cristianem Teodorescu

6 wartościowy tekst

Historię tworzą zwykli ludzie. Chciałem przywrócić pamięć o tych, o których historycy zapominają – mówi Cristian Teodorescu, autor powieści Medgidia, miasto u kresu.

Krzysztof Cieślik: Świat pańskiej powieści uderza wielokulturowością i pokojową koegzystencją ludzi z różnych stron świata. Czy taka koegzystencja – np. muzułmanów i chrześcijan – wydaje się panu dziś możliwa?

Cristian Teodorescu: Tak, ale pod jednym warunkiem – przywódcy religijni muszą być ludźmi światłymi. Jeżeli używają argumentów religijnych w celu uzyskania władzy politycznej, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Przykładów czegoś takiego mamy mnóstwo – w tej chwili dotyczą przede wszystkim krajów muzułmańskich, ale zdarzały się wielokrotnie i we wspólnotach chrześcijańskich. Zwykli ludzie nie rozpoczynają wojen i nie dążą do tego, żeby sąsiedzi stali się ich wrogami. Nie możemy też zapominać o tym, że migracje ludności związane z prześladowaniami na tle religijnym – bo jak się domyślam, nawiązuje pan do aktualnej sytuacji uchodźców w Europie – zapoczątkowali w średniowieczu chrześcijanie. Problemy trzeba jednak rozwiązywać na miejscu, tam, gdzie tkwią ich źródła. Europa zmaga się ze skutkami, a trzeba leczyć przyczyny.

Dlaczego nie ma już dawnej Medgidii? Czy świat, który pan opisał w swej powieści odszedł na zawsze?

Tak, ale to zjawisko dotyczy nie tylko Medgidii, a właściwie całej Rumunii. Jeśli zaś chodzi o samą Medgidię, to właściwie nie zostało już nic z tego, co opisałem w powieści – to dziś zupełnie inne miasto, nie ma już tej atmosfery i ludzi, którzy kiedyś w nim żyli. Żydzi może by coś pamiętali, ale unicestwiono ich w trakcie wojny albo wyjechali już po jej zakończeniu, Ormianie i Grecy także opuścili Medgidię. Paradoksalnie więc najwięcej mogą opowiedzieć Turcy i Tatarzy, którzy w mojej powieści odgrywają drugoplanową rolę. Rumuni padli zaś ofiarą zbiorowej utraty pamięci. Nie wiedzą o dawnej Medgidii zupełnie nic.

To „wymazywanie zbiorowej pamięci”, jak je pan nazywa we wstępie do „Medgidii”, jest bardzo ważne dla pańskiej powieści. Czy określiłby pan rodaków jako naród bez pamięci?

Dotyczy to zwłaszcza lat 30. i 40. XX wieku, czyli czasu przed II wojną światową i tuż po niej. Sądzę jednak, że ta choroba nie dotyka tylko Rumunów, to przypadłość typowa dla Europy Środkowej i Wschodniej. Na spotkaniach z czytelnikami w Polsce zauważyłem, że rozumiemy się właściwie bez słów. Jeśli zapomniałem o czymś powiedzieć, to uzupełniali moje przemyślenia. Dowodzi to bez wątpienia wspólnoty naszych losów, z tym że oczywiście w Rumunii okupantami byli tylko Rosjanie, bo u boku Niemców walczyliśmy w II wojnie światowej. A potem nastąpiła okupacja ze strony komunistów, zupełnie jak w Polsce.

Tytuł pańskiej powieści w polskim tłumaczeniu brzmi „Medgidia, miasto u kresu”. Czy swoją książką chciał pan ten kres odsunąć, ocalić Medgidię od zapomnienia?

Polski tytuł brzmi „miasto u kresu”, a w oryginale to „miasto potem”, ale to również pewna gra słów, ponieważ „de apoi”, czyli „potem”, kojarzy się rumuńskiemu czytelnikowi jednoznacznie z wyrażeniem „Judecata de Apoi”, czyli „Sąd Ostateczny”. Chodziło mi więc przede wszystkim o to, że w „mieście potem”, tym mieście po dniu ostatecznym, ktoś przypomina sobie o tym, co wydarzyło się wcześniej, co zresztą w dużej mierze współgra z pana interpretacją.

Czy w takim razie czuje się pan kronikarzem Medgidii?

Jestem kronikarzem z drugiej ręki. Wieści z pierwszej ręki mieli moi dziadkowie i ich przyjaciele. Dzięki nim poznałem historie, które znalazły się w powieści – część z nich mi opowiedzieli, pozostałe podsłuchałem.

Czyli właściwie nie znał pan większości bohaterów, o których pan opowiada – mam na myśli postaci z lat 30. i 40. XX wieku.

Kilku z nich udało mi się poznać – niektórych komunistyczne władze zostawiły w spokoju, innym udało się w końcu wyjść z więzienia. Głównym bohaterem powieści jest mój dziadek Stefan, który spędził wiele lat w więzieniu. To dzięki niemu poznałem większość historii, które znalazły się w „Medgidii”.

Pańska proza przywodzi mi na myśl – raczej jej bohaterowie niż styl – Bohumila Hrabala. Chciał pan swoją powieścią uwiecznić tę galerię oryginałów i szubrawców?

Bardzo cenię sobie Hrabala, więc to porównanie mi schlebia. Co do bohaterów „Medgidii” to każdy z nich ma coś, czego brak innym postaciom, dlatego też jest ich tak wielu. Są oni tzw. bohaterami sytuacyjnymi, pokazuję ich, by przybliżyć jakieś konkretne zdarzenie. Większość z nich istniała naprawdę, ale niektórych stworzyłem na potrzeby powieści.





Komentarze
Autor:  Krzysztof |  wypowiedzi: 1  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 22
Krzysztof
27-09-2015 11:00
Zapraszam do dyskusji.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Najlepsze buty na świecie

Wybrane reportaże Michała Olszewskiego, publikowane na łamach „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”, składają się na pięcioczęściowy zbiór zat...

zgłoś błąd zgłoś błąd