Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/12545/w-pisaniu-chodzi-o-szczerosc-nie-tworze-pod-publiczke-czy-dla-kasy-wywiad-z-w-chmielarzem

W pisaniu chodzi o szczerość. Nie tworzę pod publiczkę czy dla kasy – wywiad z W. Chmielarzem

14 wartościowy tekst

„Żmijowiskiem” rozbił bank nagród literackich i ugruntował swoją pozycję jednego z najpopularniejszych polskich autorów kryminałów. Publikując nową książkę pt. „Rana”, zdecydował się na odważny krok – stworzył bowiem nie tylko wciągający kryminał, lecz także trudną opowieść o przemocy w rodzinie. Pisząc, Wojciech Chmielarz mówi do czytelnika: „tutaj widzę problem. Co ty o tym sądzisz?”.

[Opis wydawcy] Podobno czas leczy rany. Jednak niektóre nigdy się nie zabliźniają.

Najpierw pod kołami pociągu ginie Marysia, uczennica ekskluzywnej prywatnej szkoły na warszawskim Mokotowie. Jej nauczycielka, Elżbieta próbuje odkryć, co się naprawdę stało. Rozpoczyna prywatne śledztwo tylko po to, żeby wkrótce sama zginąć. Ale jej ciało znika, a jedynymi osobami, które cokolwiek widziały, są Gniewomir, nieprzystosowany społecznie chłopak zafascynowany seryjnymi zabójcami, i Klementyna, samotna nauczycielka na życiowym zakręcie, której wydaje się, że zdobywszy pracę w poważanej szkole, los wreszcie się do niej uśmiechnął. Nic bardziej mylnego. Żadne z nich nie chce angażować się w tę sprawę – każde z nich ma swoje powody – ale żadne z nich nie ma wyjścia. Gdyby wiedzieli, dokąd zaprowadzi ich to śledztwo, nigdy by się na to nie odważyli. Szkoła okazuje się pełna tajemnic. Podobnie jak pracujący w niej nauczyciele…

„Rana” to bezlitosne studium zła uśpionego w zaciszu domowego ogniska. Niepokojące i mroczne, odsłania najgłębiej skrywane tajemnice, o których nikt nie chce mówić. Nowa powieść jednego z najwyżej ocenianych i najchętniej czytanych współczesnych pisarzy odziera z wszelkich złudzeń. Wydawnictwo Marginesy poinformowało, że prawa do ekranizacji „Rany” zostały sprzedane jeszcze przed premierą.

Ewa Cieślik: Ostatnio można się było często natknąć na twoje nazwisko, bo zgarniałeś najważniejsze nagrody w branży. Zaczęło się chyba od plebiscytu lubimyczytać.pl i tytułu Książka Roku, a potem Nagroda Czytelników Wielkiego Kalibru, Grand Prix Festiwalu Kryminalna Warszawa, Złoty Pocisk… Czujesz, że masz teraz dobrą passę?

Wojciech Chmielarz: Tak, teraz nawet bardzo dobrą. Dzieje się bardzo dużo dobrych rzeczy, także jeśli chodzi o różne propozycje zawodowe, ciekawe projekty. Mam wrażenie, że teraz moim największym przeciwnikiem jest brak czasu, by to wszystko skoordynować, bo w tej robocie pisarskiej jest tak, że rozpoczynasz cztery, pięć projektów z myślą, że uda się zrealizować może jeden. Jak masz szczęście, to wyjdą dwa. A jak wychodzą wszystkie pięć, to zaczynasz mieć problem. (śmiech) Ja właśnie troszkę jestem w takiej sytuacji.

„Żmijowisko” – Książka Roku lubimyczytać.pl w kategorii kryminał, sensacja, thriller – jest obecnie przenoszona na mały ekran. Adaptacji podjęło się Canal Plus, reżyseruje Łukasz Palkowski, a ty jest współautorem scenariusza.

Wbrew pozorom zmian w scenariuszu było niewiele. Zaczęło się od tego, że siedliśmy z Daną Łukasińską, a potem z Łukaszem Palkowskim, i mieliśmy przygotowany cały katalog zmian, jakich chcieliśmy dokonać w tej historii. Jednak w trakcie okazało się, że jak wprowadzamy te zmiany, to ta historia się psuje. Oczywiście finalnie nie wyszło tak, że scenariusz jest wierny książce 1:1, bo nie wszystko da się pokazać na ekranie. Natomiast myślę, że serial będzie tak wierny powieści, jak to jest tylko możliwe. Proces powstawania scenariusza przebiegał dość burzliwie, bo mieliśmy mało czasu – informacja o serialu pojawiła się w mediach 1 kwietnia, co oznacza, że minął niecały rok od wydania książki. To jest w branży filmowej niewiarygodne tempo. Jednak, paradoksalnie, myślę, że ono pomogło tej historii – nie mieliśmy czasu na jej miętolenie.

Z jednej strony miałeś pewnie sporo swobody podczas pracy przy scenariuszu – powstawał on w końcu na podstawie twojej książki – z drugiej jednak pracowałeś w duecie.

Od początku zaznaczałem, że chcę w tej produkcji wziąć udział jako scenarzysta, ale potrzebuję też kogoś, kto będzie mnie nadzorował, wnosząc jednocześnie swój wkład. Bez Dany Łukasińskiej ten serial by nie powstał. Sam nie dałbym rady, a nawet jeśli bym dał, to nie byłoby to nawet w połowie tak dobre, jak z nią. Ma świetne pomysły, doskonale też posługuje się językiem filmowym, tak innym przecież od języka książkowego. Znam anegdotę o jednym ze znanych polskich pisarzy, który miał stworzyć scenariusz na podstawie swej książki, i po prostu przepisał ją, dokonując podziału na dialogi i sceny! Można być świetnym pisarzem, ale nie potrafić pisać scenariuszy. Dana doskonale wyjaśniła mi, jak dzielić akcję na odcinki, dawkować widzowi informacje, jak zrobić cliffhangera na koniec. Stacja powiedziała nawet, że jej odcinki były lepsze niż moje… Cóż mam powiedzieć – to wciąż na podstawie mojej książki! (śmiech) Muszę przy tym zaznaczyć, że mieliśmy sporo swobody. Miałem wcześniej doświadczenia ze światem filmu i wspominam to jako koszmar. Mówiłem sobie, że nie chcę nic więcej pisać dla telewizji, nigdy w życiu…

Nigdy nie mów nigdy?

Tak, nigdy nie mów nigdy – w tym przypadku zgodziłem się, bo chodziło o „Żmijowisko” – książkę, do której mam bardzo osobisty stosunek i nie chciałem jej oddać nikomu innemu. Podsumowując, zarówno z Canalem Plus, jak i z Aurum Film pracowało mi się bardzo dobrze – i nie mówię tego dlatego, że mi za to płacili!

Widzowie czekają na „Żmijowisko”, kręci się również ekranizacja „Króla” Twardocha – zresztą dzięki tej samej ekipie producenckiej. Współczesne seriale nie tylko zmieniają oblicze telewizji, ale też mają wpływ na to, jak dziś opowiada się historie. Czy to, że ostatnio więcej polskich filmowców sięga po książki, wpływa jakoś na proces pisania?

Teraz, jeśli chodzi o szanse na adaptację, dla polskich pisarzy nadszedł znakomity moment – może nawet najlepszy od wielu, wielu lat. Po pierwsze: pojawiły się pieniądze. Jest to np. zasługa PISF-u [Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej – przyp. red.], który dofinansowuje produkcje. Filmowcy też dojrzeli do tego, aby sięgać po literaturę. Przez lata było tak, że autorami scenariusza byli najczęściej reżyserzy. Nie wiadomo skąd się pojawiło przekonanie u wielu z nich, że potrafią pisać. Ja bym się nigdy nie podjął reżyserii filmu, lecz oni myślą, że potrafią napisać scenariusz. Po drugie: pojawili się nowi gracze na rynku, inwestujący w polskie produkcje – by wspomnieć HBO i „Watahę”, Canal Plus oraz „Nielegalnych”, „Pisarzy”, w końcu „Żmijowisko”, oraz oczywiście Netflix. Widzowie wiedzą o Holland i „1983”, ale jest sporo plotek o tym, kto chodzi do Netflixa i z czym… Podejrzewam, że niedługo doczekamy się wielu polskich produkcji netflixowych. Po trzecie: środowisko filmowe różnymi drogami dotarło do polskich pisarzy. Odbywały się spotkania, na których zarówno filmowcy, jak i literaci mogli porozmawiać i zastanowić się, gdzie możemy sobie nawzajem pomóc. Warszawska Szkoła Filmowa organizowała dla pisarzy kurs pisania scenariuszy – wziąłem udział w jego pierwszej edycji. Zostały więc nawiązane kontakty, oba środowiska dostrzegły wzajemne korzyści. Swoje zrobiła także gigantyczna popularność serialu „Ślepnąc od świateł”, a w tej branży sukces rodzi sukces. To duża zasługa Jakuba Żulczyka, który przetarł szlak – najpierw „Belfrem”, później „Ślepnąc od świateł” – udowadniając, że warto współpracować z pisarzami, gdyż mogą oni zaoferować coś sensownego i zmienić dotychczasowy filmowo-serialowy krajobraz.

Akcja twojej nowej książki „Rana” w głównej mierze dzieje się w szkole. Skąd taki wybór?

Cóż, dobre pytanie. Odpowiedź chyba powinna brzmieć: nie wiem… W pewnym momencie po prostu inspirują nas pewne historie, nie do końca wiadomo dlaczego. Przyszło mi do głowy, że chcę napisać książkę, której akcja dzieje się w prywatnej szkole. Sam jestem z nauczycielskiej rodziny, więc wiedzę, którą w naturalny sposób posiadam, zechciałem przekształcić w fabułę.

Czytając „Ranę”, przypomniałam sobie fragment utworu Katarzyny Nosowskiej – zresztą podobnie jak ty, laureatki Plebiscytu Książka Roku LC – „w najkoszmarniejszych snach/ zasiadam w szkolnej ławie znów/ i nie pamiętam za cholerę/ kto napisał Litwo ojczyzno moja”. Dlaczego szkoła nawet po latach potrafi budzić strach?

Szkoła to cholernie ważne miejsce w życiu każdego człowieka. Spędzamy tam mnóstwo czasu, szczególnie jeśli dodamy do tego jeszcze naukę czy zajęcia pozalekcyjne. Ale finalnie wyszła mi książka trochę o czymś innym.

To prawda. „Żmijowisko” było poniekąd książką o rodzinie, „Rana” również dotyczy zła, które jest obecne między najbliższymi sobie ludźmi. Przemoc wobec dzieci to trudny temat. Czy w Polsce wciąż mówi się o niej za mało?

I tak, i nie. Mówi się dużo, ale moim zdaniem w zły sposób, nie starając się zrozumieć, skąd się ta przemoc wzięła i jakie ma źródła. Dla mnie najważniejszym problemem jest to, że w tym kraju nikt nikogo nie uczy, jak wychowywać dzieci, a jedynym źródłem wiedzy są nasi rodzice. Widzę to po sobie, bo jako ojciec powtarzam model wychowawczy moich rodziców – to jedyny wzór, jaki znam. W ten sposób może dochodzić do dziedziczenia nawet niekoniecznie przemocy, ale błędnych metod wychowawczych. Co więcej, mamy w Polsce jakiś przesadny kult rodziny, przejawiający się na przykład w haśle „matkę to ty szanuj”. Niewiele ludzi jest w stanie spojrzeć krytycznie na rodziców i swoje wychowanie, podobnie nie potrafimy dostrzec nawet drobnych błędów, jakich sami dopuszczamy się w stosunku do własnych dzieci. Jaskrawym przykładem jest tu rzecznik praw dziecka, który z estymą wspominał o klapsach od swego ojca – nawet on nie potrafi sobie w głowie ułożyć tego, że jego ojciec robił źle. Przy czym – co ważne – nie znaczy to, że ojciec pana rzecznika był złym człowiekiem czy złym ojcem, tylko że w pewnym momencie popełnił błąd. Podejrzewam, że był dobrym ojcem i dobrym człowiekiem, ale nawet dobrzy ludzie popełniają błędy. „Rana” w dużej mierze mówi o błędach, jakie powtarzamy po swoich rodzicach. Żeby prowadzić samochód, trzeba zdać trudny egzamin, a dziecko może mieć każdy. I żeby była jasność, to nie jest tak, że marzę o jakieś „licencji na dziecko”. Ale w wyobraźni widzę sytuację, w której aby na przykład dostać 500 plus, należy ukończyć czterogodzinny kurs z psychologiem dziecięcym, który opowie o tym, czego można wymagać od dziecka w przeciągu pierwszych lat jego życia.

W „Ranie” główna bohaterka jest dość nietypowa. To starsza kobieta, co już samo z siebie jest odważnym posunięciem – w końcu w kryminałach akcję posuwają do przodu przeważnie dziarscy mężczyźni z bronią przy pasie. Tymczasem Klementyna jest nieśmiała i cicha, wielu czytelników może jej nawet nie polubić…

Co więcej, ona nawet nie chce prowadzić tego śledztwa!

No właśnie. Stawiasz szczerość ponad to, czego mogą oczekiwać czytelnicy?

Tak – trafiłaś w sedno, mówiąc o szczerości. Mnie jako pisarza i jako czytelnika interesuje to, czy książki, które czytam i tworzę, są pisane szczerze. Zawsze powtarzam, że dobra książka powinna być napisana albo o tym, co autor kocha, albo o tym, co go wku...a. Mówisz o pewnych prawidłach gatunku. Jak pomyślimy o książkach Lee Childa z Jackiem Reacherem, to mimo tego, że trudno o bardziej schematyczne i stereotypowe powieści, to one są bardzo dobre! Nawet wczoraj rozmawiałem o tym z Mariuszem Czubajem. Moja teza jest taka, że autor za każdym razem pisze o tym, co go wku...a, bierze to na warsztat i pięściami Reachera się z tym rozprawia. Dla mnie jako twórcy również ważne jest to, by pisać o tym, co z mojej perspektywy jest interesujące. W przypadku „Rany” wiedziałem, że muszę o tym powiedzieć przez taką bohaterkę, jak Klementyna.

W kryminałach twojego autorstwa istotą nie jest sama zagadka z trupem w roli głównej. Chodzi w nich również o ukazanie winy, czasem też płynącej z niej kary. Czy dzięki twoim książkom czytelnik może sobie zrobić rachunek sumienia?

To trochę przerażająca perspektywa, bo wtedy nakłada to na mnie rodzaj odpowiedzialności… Jest taki komiks science fiction „Saga” – notabene o rodzinie – w którym bohater stwierdza: „nie ma większego aktu agresji, niż napisać książkę”. Gdy się pisze książkę, trzeba liczyć się z tym, że wkłada się pewne obrazy do głowy czytelnika, więc poniekąd nie ma nic bardziej napastliwego… Mimo wszystko nie chcę wpływać na czytelnika, bo nie uważam się za mędrca, który powinien nauczać. Natomiast to, co chciałbym zrobić, to powiedzieć do niego: „słuchaj stary, moim zdaniem tutaj jest problem. Zastanów się nad tym”. To chciałem zrobić w „Ranie”. „Takie widzę problemy związane z przemocą wobec dzieci. Co ty o tym sądzisz?”. Już teraz czytelnicy dzielą się ze mną swoimi wspomnieniami z dzieciństwa i mogę zdradzić, że nie są to wspomnienia przyjemne. Udowodniło mi to, że taka książka była potrzebna.

Twoje książki są dość brutalne – i nie mam tu na myśli wydarzeń w nich opisanych, ale użyty język oraz motywacje postaci. Często kieruje nimi prosta chęć zdobycia pieniędzy, żądza, zazdrość… Czy po prostu – cytując Masłowską – społeczeństwo jest niemiłe?

Trzeba wziąć pod uwagę, że w prozie gatunkowej, jaką jest kryminał, powinno być mrocznie i strasznie. Myślę, że pokazuję jakiś wycinek rzeczywistości. Choć mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach nastąpił jakiś koszmarny wysyp informacji o skrzywdzonych dzieciach. Okazało się, że pisząc „Ranę”, myślałem o ważnym problemie, ale jednak wycinkowym – a być może on jest dużo bardziej powszechny, niż myślałem?

A jak oceniasz status polskiej powieści kryminalnej? Czytasz powieści kolegów po fachu?

Staram się. Moje wrażenie jest takie, że nie jest dobrze. Poprzedni rok wspominam jako koszmarny, ale akurat ten bieżący jest całkiem fajny. Początek roku był bardzo mocny – Pasierski, Szamałek, Szczygielski, „Szwindel” Kuby Ćwieka, który wprowadził nowy rodzaj opowieści o oszustach. Teraz znakomity Czubaj z „Około północy”, fantastyczna opowieść… Jestem też bardzo ciekawy „Pokuty” Anny Kańtoch. Krótko mówiąc: dzieje się! Jednak długo brakowało u nas autorów, którzy mieli odwagę coś zrobić inaczej – cały czas wychodziły książki bliźniaczo do siebie podobne, różniące się tylko bohaterami.

Bycie zawodowym pisarzem łączy się z presją – nie tylko należy regularnie publikować, ale też dbać o promocję. Trzeba wyrobić sobie nazwisko, które staje się marką. Czy lubisz tę część pracy pisarza?

Bardzo lubię kontakt z czytelnikami, natomiast samo tworzenie marki to czasochłonny, męczący projekt. Wszyscy wiedzą, że to trzeba zrobić, ale nikt nie wie jak. No, może oprócz Szczepana Twardocha. (śmiech) Czasami myślę sobie, że trzeba by wrzucić coś nowego na Instagrama, a ja przecież mam nudne życie. I tak już dodaję za dużo zdjęć z biegania.

Nasi użytkownicy nie wybaczyliby mi, gdybym nie spytała o pisarskie plany na przyszłość. Kiedy wróci komisarz Mortka? A może kolejna książka będzie znów samodzielną powieścią?

Mówiliśmy o pisarskiej szczerości. Chcę napisać książkę o Mortce, ale nie może być ona gorsza od poprzedniej. Jako pisarz mam pewne zobowiązania względem czytelników, polegające na tym, że oni poświęcają mi – pal licho pieniądze! – także swój czas, a tego nikt im nie zwróci. Moim obowiązkiem jest dać im najlepszą książkę, jaką mogę w danym momencie napisać – inaczej to byłoby oszukiwanie. Pisanie tylko dla zarobków totalnie mnie nie interesuje. Zatem – tak, chcę napisać o Mortce, cały czas mam jakieś pomysły, natomiast nie wiem jeszcze, czy to jest to. W planach na najbliższą przyszłość mam zakończenie cyklu gliwickiego, a potem przejdę do Mortki. Wciąż czekam jednak na taki przebłysk – „ta historia mi siedzi w głowie i zgniję, dopóki jej z siebie nie wyrzucę”.

Użytkownicy lubimyczytać.pl mieli szansę zadać ci pytania. Pierwsze należy do czytelniczki Książka_kot_koc: „Jak wygląda pana praca nad książką? Ma pan jakiś sprawdzony sposób? King np. ustanowił sobie dzienny limit słów”.

Ja, tak jak Stephen, również ustawiłem dzienny limit słów – to nas łączy! (śmiech) W moim przypadku to tysiąc słów dziennie. Ważna jest regularność. Niestety muszę tutaj użytkowniczkę rozczarować, bo moja praca jest nudna: wstaję rano, potem kawa i kilkugodzinne stukanie w klawisze, a przy okazji walczenie z samym sobą, by nie zaglądać na Facebooka. Pracuję w domu, ale marzę o przestrzeni biurowej, gdzie mógłbym zobaczyć innych dorosłych ludzi.

LiterackiPrzeszpieg pisze: „Przez tyle lat pisarskiej pracy nauczył się pan słuchać tego, co mówi drugi człowiek. Czy czasami wolałby pan nie usłyszeć o pewnych rzeczach?”.

Jest kilka takich historii, które poznałem dzięki spotkaniom z czytelnikami lub po przeczytaniu maili od nich. Dla mnie lepiej byłoby o nich nie usłyszeć. Szanuję to, że stwierdzili, że jestem dla nich kimś istotnym, kimś, z kim mogą podzielić się tym, co ich boli, natomiast dla mnie i mojej psychiki lepiej byłoby tego nie wiedzieć.

Użytkowniczka triste: „Proszę dokończyć: pisanie to dla mnie…”.

Praca i pasja. Szerzej to ujmując – literatura to dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Traktuję ją poważnie – nawet tę pisaną dla rozrywki – i jeśli widzę, że nie jest pisana szczerze, tylko pod publiczkę, myślę sobie o autorze: „stary, dlaczego to zrobiłeś, dlaczego marnujesz mój czas? Nie ma niczego, o czym naprawdę chciałbyś napisać?”. Gdy czytam książkę, która ma swoje wady, ale widzę w niej autora, to bardziej ją doceniam, niż taką wymuskaną prozę, której brak prawdy.

A czy „Rana” wygra Plebiscyt Książka Roku 2019 lubimyczytać.pl?

Raczej nie (śmiech). Po pierwsze, ukazało się cholernie dużo książek kryminalnych, więc będzie większa konkurencja niż przy „Żmijowisku”. Po drugie, z reakcji czytelników widzę, że ta książka jest dla nich ważna, ale też ciężka i trudna. Nie wiem, czy takie książki wygrywają plebiscyt, nawet pomimo wysokich ocen.

Powiązane treści:
Przeczytaj fragment „Rany“, nowej książki Wojciecha Chmielarza

Już 14 sierpnia jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Wojciech Chmielarz, którego „Żmijowisko” zdobyło tytuł Książki Roku 2018 w plebiscycie lubimyczytać.pl, wraca z nowym thrillerem. Tylko u nas przeczytacie niepublikowany wcześniej fragment „Rany” i zadacie pytanie pisarzowi. Książka z patronatem LC!



więcej
Złote Pociski trafiły do laureatów. Bonda z trzema nagrodami

Wojciech Chmielarz i Katarzyna Bonda najlepszymi autorami polskich powieści kryminalnych, a Alexandra Ahndoril i Alexander Ahndoril, małżeństwo publikujące pod pseudonimem Lars Kepler, uhonorowani za najlepszą powieść zagraniczną. Rozdano Złote Pociski, przyznawane w ramach Warszawskiego Festiwalu Kryminału.



więcej
Literacki Sopot. Nadmorskie spotkania z literaturą już od 15 sierpnia

W tym roku, w dniach 15–18 sierpnia, nadmorski Sopot stanie się centrum literatury i kultury brytyjskiej. Festiwal Literacki Sopot odwiedzą światowej sławy pisarze, dziennikarze, publicyści, autorzy komiksów. Każdy miłośnik dobrej literatury znajdzie coś dla siebie w bogatym programie spotkań, debat, warsztatów, pokazów filmowych, czytań performatywnych i spektakli.



więcej

Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Ewa |  wypowiedzi: 12  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 1056
Johnson
14-08-2019 16:49
Są polscy, modni pisarze "kryminałków kioskowych" i jest Wojciech Chmielarz! :) Bardzo ciekawy wywiad.
książek: 348
Anna
14-08-2019 17:10
Gratuluję twórczości Panu Wojciechowi Chmielarzowi.
Podziwiam go za to, że się nie poddaje i ma głowę do tworzenia barwności swoim bohaterom.
Pytania zawsze możemy zadawać by móc lepiej poznać bohaterów.
Wywiad doskonale przeprowadzony.
książek: 1159
Książka_koc_kot
14-08-2019 17:53
Ojej i moje pytanie też znalazło sie w wywiadzie i Panie Wojtku- absolutnie swoją odpowiedzią mnie Pan nie rozczarował! Podziwiam samodyscyplinę i wytrwałość! Jestem wierną fanką!!
książek: 3595
czytamcałyczas
15-08-2019 14:41
Ja już na wrzesień szykuję rentę na Rana.
książek: 1854
Renax
17-08-2019 07:06
A ja chcę bardzo nadrobić cykl z Mortką, bo nie miałam przyjemności. I 'Ranę'.
Bardzo ciekawa rozmowa. Słuszne uwagi i wnioski. Pozdrawiam i życzę sukcesów i innowacyjnych kryminałów.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Będzie bolało

Uwielbiam medyczne seriale, widziałam chyba każdy, który internet miał do zaoferowania więc nie wahałam się nawet minuty jak zobaczyłam okładkę tej ks...

zgłoś błąd zgłoś błąd