Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/12353/rozmawialem-z-ludzmi-ktorzy-zabijaja-zawodowo-wywiad-z-robertem-ziebinskim

Rozmawiałem z ludźmi, którzy zabijają zawodowo – wywiad z Robertem Ziębińskim

6 wartościowy tekst

Akcja najnowszego kryminału Roberta Ziębińskiego dzieje się w fikcyjnym Kościanie Dolnym. Porozmawialiśmy z autorem o jego zamiłowaniu do podglądania życia małych miasteczek, o Kalinie – głównej bohaterce powieści „Furia”, oraz o życiu po „Playboyu”. Autor wyjawił również, co łączy go ze Stephenem Kingiem.

Gdy już dopadną cię demony przeszłości, czas podpalić świat… Dla licealisty z prowincjonalnego miasteczka romans z charyzmatyczną nauczycielką może wydawać się spełnieniem marzeń. Jej intrygujące intymne tatuaże powinny podpowiedzieć mu, że nic nie wie o jej mrocznej przeszłości. Za młodzieńczą naiwność przyjdzie mu zapłacić najwyższą cenę. Odnalezienie ciała Sebastiana uruchamia w Kościanie Dolnym spiralę ślepej agresji. Tylko tajemnicza polonistka zdaje sobie sprawę, że nie chodzi o lokalne mafijne porachunki. To wiadomość dla niej. Ucieczka przed okrutną zemstą królów warszawskiego podziemia właśnie dobiegła końca. Już nie ma wyboru, musi stanąć do samotnej walki na śmierć i życie. I podobnie jak dwadzieścia lat wcześniej, nie jest bez szans… „Furia” to brawurowe połączenie mistrzowskiego portretu psychologicznego wyjątkowej kobiecej bohaterki, kryminalnej, pełnej zaskakujących zwrotów akcji intrygi oraz przejmującego obrazu patologii podupadłego miasteczka.

Adam Jastrzębowski: Czy łatwo było łączyć pracę redaktora naczelnego z pisaniem książek? A może raczej bez żalu oddał pan „Playboya” w inne ręce?

Robert Ziębiński: Bycie naczelnym to jest zajmująca praca. Ja łączyłem ją z czynnym dziennikarstwem – czyli najgorzej. Czy bez żalu? Odpowiem tak – tuż przed naszą rozmową pędziłem nową corvettą po włoskich serpentynach 200 kilometrów na godzinę. Latałem śmigłowcem wzdłuż Europy i robiłem rzeczy, o których, będąc naczelnym, mógłbym tylko marzyć. „Playboy” był wspaniałą przygodą, ale życie trwa dalej. A to, co robię teraz, jest o wiele bardziej ekscytujące.  

Czym różni się pisanie dla mężczyzn od pisania dla kobiet?

Cała sztuka polega na tym, żeby wyczuwać, do kogo się mówi. Wszystko zależy od tego, kto jest odbiorcą. Nie ma czegoś takiego, jak uniwersalne pisanie dla mężczyzn i kobiet. Inne teksty trafiają do „Playboya”, inne do „CKM”, a jeszcze inne do „LOGO”. „Playboy” ma najtrudniejszą moim zdaniem grupę docelową, bo podzieloną – z jednej strony są to kierowcy ciężarówek i więźniowie, a z drugiej bardzo bogaci mężczyźni lub ci aspirujący do tej kategorii.

Czym się pan inspirował, pisząc „Furię”? Wątki związane z byłymi funkcjonariuszami służb przypominają motywy znane z „Psów” Pasikowskiego.

Przypominają, bo są osadzone w historii. Pisząc kryminał o polskich latach 90. i okresie transformacji ustrojowej, trudno uciec od tego, co się wówczas działo. Jeśli szukać inspiracji, to w „Johnie Wicku”, „Historii przemocy” w reżyserii Davida Cronenberga, powieściach Richarda Starka, Michaela Connelly'ego i Sary Paretsky.

A jak wyglądały przygotowania przed pisaniem? Czy były to tylko rozmowy z policjantami, czy także z tymi, którzy stoją po „drugiej stronie mocy”?

Jestem absolutnym przeciwnikiem celebrowania researchu jako narzędzia pracy przy książkach rozrywkowych. Dziennikarze używają słowa klucz, „research”, głównie do tego, aby mydlić oczy redaktorowi i wydawcy i nic nie robić. (śmiech) Kiedy siadam do powieści, to robię jej plan. Im bardziej jest on szczegółowy, tym częściej wiem, co muszę sprawdzić, czego o określonych rzeczach się dowiedzieć. Ale to nie jest tak, że research dyktuje opowieść. To historia rządzi. Jeśli zaś fakty jej przeszkadzają… to tym gorzej dla faktów. Rozmawiałem z policjantami, ale tylko po to, żeby dowiedzieć się, jak mniej więcej mogłyby przebiegać zamieszki w Warszawie. Rozmawiałem również z ludźmi, którzy zajmują się zawodowo zabijaniem, z najemnikami, którzy – jeśli sytuacja tego wymaga – naciskają na spust bez mrugnięcia okiem. Chciałem dowiedzieć się, jak powinna wyglądać osoba, która żyje z tego, że odbiera telefon i idzie załatwić sprawy, których my, śmiertelnicy, nigdy nie będziemy załatwiać. Wygląda zwyczajnie. Nawet bardzo.

Dlaczego akcję powieści umieścił pan w prowincjonalnym miasteczku?

Sam w takim się wychowałem. Nie sztuką jest bawić się w Karola Maya i opisywać miejsca, w których nigdy się nie było. Ale czy czytelnik w to uwierzy? „Furia” jest moją pierwszą powieścią, która nie jest metazabawą – to kryminał czy też powieść sensacyjna. Zależało mi na tym, żeby ludzie uwierzyli w to miasteczko.

Sitwy jak u pana w książce czy jak w serialu „Belfer” z Maciejem Stuhrem ciągle rządzą w takich małych miasteczkach?

Tak. Lubię zaglądać na portale internetowe małych miasteczek. A to kłótnie, a to donosy, a to opowieści w komentarzach, jak to burmistrz ukradł, a żona burmistrza to zdzira i tak dalej. Polecam. To bardzo orzeźwiające doświadczenie. Postacie lokalnych bossów w „Furii” oparte są mniej lub więcej na tym, co wyczytałem na wspomnianych portalach, i na tym, co sam słyszałem, bywając w małych miastach.

Ukryta siłownia i bar pełen szpiegów są tylko wymysłem wyobraźni czy konkretnym odwołaniem do rzeczywistości?

To czysta fikcja i zabawa. Choć wiem, że istnieją miejsca – może nie w Warszawie – które mają swoją podziemną infrastrukturę i działają na granicy prawa, czy może raczej za przymknięciem oka prawa.

Porozmawiajmy chwilę o niebanalnej postaci, którą uczynił pan główną bohaterką powieści. Dlaczego Kalina jest właśnie nauczycielką?

Bo romanse nauczycielek z uczniami zdarzają się dość często i o nich się mówi. Romanse w pracy pomiędzy panią mecenas a panem mecenasem nikogo nie obchodzą. Za to nauczycielki – i owszem, tak. 

Uczynił pan z niej superbohaterkę na wzór Batmana czy agenta 007. Te wszystkie różnokalibrowe bronie, schowek w domu czy umiejętność zabijania… Nie obawiał się pan zarzutów o jej odrealnienie?

Fikcja ma to do siebie, że może być odrealniona. (śmiech) Nie jestem zwolennikiem teorii, że literatura popularna musi być odzwierciedleniem tego, co nas otacza. Jako dziennikarz rozmawiałem z czołowymi autorami kryminałów na świecie i każdy z nich mówi to samo – punkt wyjścia może, a nawet powinien być osadzony w rzeczywistości, ale to, co potem, zależy już tylko od fantazji autora. Poza tym rzeczywistość bywa absurdalna i pokręcona. Podam jeden przykład. Pan sobie wyobrazi – kobieta, trzydziestka z hakiem, zostaje wezwana na komendę policji. Policjantka informuje ją, że w mieszkaniu człowieka podejrzanego o bycie seryjnym mordercą znaleziono jej fotografie. Dziewczyna zamiera. Ktoś robił jej zdjęcia, śledził. Nie tylko jej – także jej pięciu koleżankom. Oczywiście było to dekadę temu, kontakty im się po studiach już pourywały. A policjantka na sam koniec wyciąga asa z rękawa –  wszystkie kobiety mieszkają dziś na tej samej ulicy, w blokach obok siebie. One o tym nie wiedziały, nie spotkały się na ulicy czy w sklepie. Gdyby to opisać w książce, brzmiałoby jak naciągana i wydumana historia, która ma służyć do budowania w dość prosty sposób napięcia. A tymczasem ta historia zdarzyła się naprawdę, dokładnie tak, jak ją opowiedziałem. A zatem czy bałem się, że odrealnię Kalinę? Nie. Nie da się odrealnić kogoś, kto nie istnieje.  

Powieść „Furia” jest jak charakteryzujący się szybkimi cięciami montażowymi film akcji. Czy to jest związane z pana zainteresowaniem kinem i popkulturą?

Bardziej z amerykańską literaturą lat 50. i 60. Lubię ten typ narracji – szybki, oparty na cięciach i dynamice. Amerykanie piszą często tak, jakby ich powieści były filmami. W końcu to literackie kryminały czy thrillery kształtowały filmową narrację, a nie na odwrót.

Wiemy, że „Furia” będzie miała kontynuację. Czy jej akcja dalej będzie dziać się w Kościanie Dolnym?

Kończę drugi tom, którego fabuła toczy się w Kościanie, a część retrospekcji w latach 80. w Warszawie. Główna akcja toczyć się będzie w ciągu 24 godzin.

Poświęcił pan Stephenowi Kingowi ponad 600-stronicową „Instrukcję obsługi”. Czy czuje się pan jego biografem?

Nie, nie jestem jego biografem i nie mam zamiaru nim być. Piszę subiektywnie, bo lubię pisać przez pryzmat własnych doświadczeń. Z wszystkich współczesnych autorów bestsellerów to właśnie King ma bezsprzecznie najciekawszy życiorys, a co za tym idzie – pisze się o nim znakomicie. Poza tym nudzą mnie akademicy z ich smętnymi wywodami. To dopiero jest strata czasu i energii.  

Jakie według pana cechy, których nie znajdziemy u innych autorów, ma Mistrz Grozy?

Erudycja i obeznanie z tym, co się pisze. No i miłość, bo on kocha książki i pisanie. I jest to miłość odwzajemniona. Wymienię trzy tytuły, które są mi najbliższe. „Martwa strefa”, bo jest absolutnie genialna, „To”, bo zawiera w sobie wszystkie potwory, jakie tylko King mógł wymyślić, i „Worek kości”, bo jest piękną powieścią o stracie, miłości i muzyce, z duchami w tle.

Co ze Stephena Kinga można znaleźć u Roberta Ziębińskiego?  

O Jezu, nie wiem! Obaj byliśmy na odwyku. (śmiech) Lubimy kino z lat 50., tanie horrory i Johna MacDonalda. To chyba wszystko. (śmiech)

Pisze pan książki, w których groza i śmierć są na porządku dziennym. A czego boi się Robert Ziębiński?

Ludzi. Jest taki odcinek w serialu „Supernatural”, w którym bracia Winchester trafiają do rodziny psychopatów polujących na ludzi. Wtedy Dean mówi: „Z demonami jest łatwo, rządzą się swoimi zasadami; to ludzie są najbardziej popieprzeni i nie wiadomo, czego się po nich spodziewać”. I trochę tak niestety jest.

Powiązane treści:
Sparing mistrzów – wywiad z Davidem Baldaccim i Remigiuszem Mrozem

Łączy ich nie tylko wielki sukces pisarski, ale również prawnicza droga zawodowa. Podobieństw między Remigiuszem Mrozem a Davidem Baldaccim jest zresztą więcej. Obaj pisali niegdyś pod pseudonimem, lubią również kreować podobnie problematyczne postaci. A co różni autorów, których książki zawsze trafiają na pierwsze miejsca list bestsellerów? 



więcej
Niewidzialni są wśród nas – rozmowa z Maciejem Wasielewskim

10 milionów dobrych uczynków spełnionych przez 2 miliony uczestników! Czy obok takiej historii można przejść obojętnie? Opowieść o niewidzialnych wciąż ma moc – przemawia do wyobraźni i pobudza do działania. O fenomenie akcji, która wydarzyła się w Polsce, i jej twórcy Macieju Zimińskim, w bardzo osobistej książce pt. „Niewidzialna ręka” pisze Maciej Wasielewski.



więcej
Doświadczyłam tego, że zło dzieje się obok nas – wywiad z Nele Neuhaus

„Dzień Matki” to opowieść o naturze zła. Już sama historia, która stanowiła inspirację dla Nele Neuhaus, mrozi krew w żyłach. Autorka bestsellerowego cyklu o detektywach spod Frankfurtu znów udowadnia, że doskonale potrafi wcielić się w rolę mordercy – choć, jak sama przyznaje, najwięcej przyjemności sprawia jej pisanie pełnych ciepła książek dla młodszego czytelnika.



więcej

Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Adam |  wypowiedzi: 11  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 3548
natanna
11-07-2019 14:29
Bardzo ciekawy wywiad, który sprawił, że mimo iż rzadko czytam tego typu literaturę to jednak zostałam zaintrygowana....
książek: 387
Paweł
11-07-2019 15:02
Kościan Dolny... Hmmm... :)
książek: 153
Tom
11-07-2019 15:08
Fenomenalny Facet, Fenomenalna Książka. Za Kingiem jakoś nie przepadam, ale Furia zrobiła na mnie spore wrażenie.
książek: 596
Skylla
11-07-2019 15:47
Kiedy czytam we wstępie o "mistrzowskim portrecie psychologicznym", to wiem, że ktoś robi mnie w balona, bo takie portrety można znaleźć u Dostojewskiego, ale nie w kryminale czy sensacji. Dobrze jeśli jest tam jakikolwiek spójny portret psychologiczny. Książce może jednak dam szansę licząc, że nie będzie to kolejna nieporadność literacka, z jakimi tak często spotykamy się u debiutantów (i nie... Kiedy czytam we wstępie o "mistrzowskim portrecie psychologicznym", to wiem, że ktoś robi mnie w balona, bo takie portrety można znaleźć u Dostojewskiego, ale nie w kryminale czy sensacji. Dobrze jeśli jest tam jakikolwiek spójny portret psychologiczny. Książce może jednak dam szansę licząc, że nie będzie to kolejna nieporadność literacka, z jakimi tak często spotykamy się u debiutantów (i nie tylko) literatury gatunkowej, bo opinie ma jak dotąd rzeczywiście zacne.
pokaż więcej
książek: 157
Kudłaty
11-07-2019 19:10
Też słyszałem same dobre rzeczy, więc postanowiłem sprawdzić. I choć brzmi to, jak tania reklama, to okazało się, że naprawdę niezła książka wyszła.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 596
Skylla
14-07-2019 13:54
Na stronie książki także sporo wysokich ocen od użytkowników o pięknej aparycji na zdjęciu, ale bez biblioteczki niestety. Myślę, że redakcja powinna pomyśleć o usuwaniu kont założonych przez wydawcę w celu promocji konkretnego tytułu, bo wygląda to bardzo nie w porządku.
książek: 66
Kriss
15-07-2019 23:50
Przyjacielu, dam ci dobrą radę. Odstaw to, co tam popalasz. Jak to u mnie w szkole mawiają "zażywasz-przegrywasz.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Byłam po drugiej stronie lustra. Wygrana walka ze schizofrenią

Książka o godnej uwagi tematyce, jaką jest rzadko obecnie w psychiatrii podejmowana udana próba wyleczenia silnych zaburzeń psychicznych za pomocą psy...

zgłoś błąd zgłoś błąd