Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/11334/to-nie-jest-powiesc-science-fiction-wywiad-z-jakubem-szamalkiem

„To nie jest powieść science fiction” – wywiad z Jakubem Szamałkiem

6 wartościowy tekst

„Zapamiętajcie to nazwisko! Jakub Szamałek jest jednym z najinteligentniejszych pisarzy młodego pokolenia. Wróżę mu wielki sukces” – napisał Vincent V. Severski, a takiemu autorowi trudno nie uwierzyć. Właśnie ukazała się pierwsza część trylogii autorstwa Jakuba Szamałka „Ukryta sieć”, zatytułowana Cokolwiek wybierzesz.

Na jednej z warszawskich ulic dochodzi do makabrycznego wypadku. Ginie Ryszard Buczek, gwiazda kultowego programu dla dzieci. Wszystko wskazuje na to, że niespodziewanie stracił kontrolę nad pojazdem. Sprawa nie dla wszystkich jest jednak oczywista.

Julita Wójcicka, młoda dziennikarka plotkarskiego portalu meganewsy.pl, uważa, że ktoś pomógł celebrycie odejść z tego świata.

Dziewczyna zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. Z przerażeniem jednak odkrywa, że w świecie nowych technologii przestępcy działają w nieznany wcześniej sposób. W XXI wieku wszystkie chwyty są dozwolone, a każdy ruch wykonany przez nas w sieci nie ginie.

Aleksandra Lawerowicz*: Wszystko w twojej nowej powieści brzmi znajomo: media, w których liczy się gorący news, pogoń za sensacją, niezbędne wręcz do życia media społecznościowe oraz nowe technologie. Tymczasem książkę rozpoczyna intrygujące zdanie: „To nie jest powieść science fiction”. Co ono oznacza?

Jakub Szamałek: Że wszystko, co dzieje się w książce, mogłoby z powodzeniem wydarzyć się dzisiaj. Mroczne strony sieci, które opisuję, to nie są jakieś wróżby, lanie wosku przez dziurkę od klucza, tylko otaczająca nas rzeczywistość. Choć masowo korzystamy z nowych technologii, nie interesujemy się zbytnio tym, jak one działają, na jakie niebezpieczeństwa nas wystawiają. Cóż, najwyższa pora to zmienić i mam nadzieję, że moja książka się do tego przyczyni.

Znaleźć w niej można choćby takie zdanie: „Nowe technologie pozwalają nie tylko na całkowitą anonimowość i prywatność, ale też na totalną inwigilację, przy której »Rok 1984« jawi się jako optymistyczny scenariusz”. Brzmi to przerażająco.

I nie jest to wcale przesada. Ostatnio głośno było na przykład o testowanym w Chinach systemie oceny obywateli. Kamery miejskiego monitoringu automatycznie rozpoznają twarze przechodniów i przypisują do nich konkretne nazwisko. Dzięki temu można śledzić poczynania każdego mieszkańca i odpowiednio je nagrodzić – albo ukarać. Przebiegł na czerwonym świetle? Minus pięć punktów. Przytrzymał drzwi staruszce? Plus dziesięć punktów. Ktoś może pomyśleć: ale to Chiny, państwo autorytarne, w Unii Europejskiej na pewno jest lepiej. No to pora się obudzić. Dosłownie kilka miesięcy temu Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że agencja wywiadowcza GCHQ przez lata łamała prawa człowieka, prowadząc masową inwigilację brytyjskich obywateli. O rewelacjach Snowdena słyszał prawie każdy. Zaglądanie do naszej prywatnej korespondencji nigdy nie było prostsze i tak powszechnie praktykowane niż dziś.

Główna bohaterka Twojej powieści to Julita Wójcicka, dziennikarka plotkarskiego portalu meganewsy.pl. Wygadana, ambitna, wyrazista, idealistyczna w swoim dążeniu do prawdy. Chce zostać prawdziwą dziennikarką śledczą, choć pracuje dla brukowego magazynu. Skąd pomysł na taką bohaterkę? Wzorowałeś się na jakiejś konkretnej osobie lub postaci literackiej czy filmowej?

Nie, nie wzorowałem się na nikim konkretnym, chociaż Julita ma na pewno w sobie coś z mojej siostry i kilku przyjaciółek. Inspiracją dla tej postaci był artykuł o upadku dziennikarstwa śledczego, który przeczytałem parę lat temu. Krótko mówiąc, pogłębiający się od lat kryzys medialny sprawił, że coraz mniej jest dziennikarzy, którzy mogą poświęcić długie miesiące na skomplikowane dochodzenia – zamiast tego muszą produkować teksty masowo, na wczoraj, najlepiej bez wychodzenia w biura, w oparciu o depesze, materiały z agencji PR-owych czy wpisy z social mediów. Młodzi dziennikarze, którzy wybierają ten zawód, myśląc, że będą kolejnym Woodwardem czy Greenwaldem, piszą newsy o tym, co kto założył na premierę nowej komedii romantycznej – i są wdzięczni, że ktoś im w ogóle płaci. Chciałem wejść w głowę takiej postaci, poczuć jej aspiracje i frustracje, zobaczyć, na co byłaby gotowa, żeby osiągnąć swój cel. Okazuje się, że Julita jest skłonna poświęcić dla wymarzonej pracy naprawdę wiele.

Julita jednak nie wie, w co się pakuje. Morderca jest wobec niej bezwzględny, ale w przeciwieństwie do wielu historii kryminalnych działa inaczej niż przestępcy „starej daty”, bo poprzez Internet. Czytelnik, podobnie jak Julita, stopniowo odkrywa na kartach powieści zakamarki „ukrytej sieci”. „Cokolwiek wybierzesz” to kopalnia wiedzy, bardzo przystępnie podanej, na temat pułapek Internetu. Skąd czerpałeś te informacje?

Z wielu źródeł. Przede wszystkim wiele czytałem: na półce, na której trzymam książki poświęcone tematyce cyberbezpieczeństwa i nowych technologii, kończy się już miejsce. No, ale w dzisiejszych czasach książki dezaktualizują się w momencie wydania, czytam więc też na bieżąco artykuły w prasie specjalistycznej czy na blogach prowadzonych przez ekspertów z tej dziedziny. Konsultowałem się też z osobami zajmującymi się kwestiami cyberbezpieczeństwa zawodowo, a parę miesięcy temu byłem na arcyciekawym tygodniowym szkoleniu prowadzonym przez analityka z Bellingcata, czyli kolektywu dziennikarzy, którzy korzystając z powszechnie dostępnych w sieci materiałów, byli w stanie ustalić tożsamość rosyjskich agentów stojących za morderstwem Siergieja Skripala czy ustalić, kto strącił malezyjski samolot MH17 nad terytorium Ukrainy. Dowiedziałem się na nim wieeeeelu ciekawych rzeczy – które znajdą się w drugim tomie cyklu.

Ciekawa jest postać Janka. Typowy informatyk, który na początku, jak się wydaje Julicie, jest niesympatycznym nerdem z manią prześladowczą. Tymczasem okazuje się jedną z najważniejszych postaci w powieści. Lubisz tego bohatera?

Bardzo! Lubię jego obcesowość, to, że ma gdzieś, co myślą o nim inni, że nikomu się nie podlizuje. Wydaje mi się, że świetnie spełnia się w roli przewodnika po ciemnej stronie Internetu. Mogłem też jego oczami spojrzeć na nasze polskie piekiełko z nieco innej perspektywy – ale dlaczego, o tym sza, bo nie chcę psuć czytelnikom przyjemności.

W książce jest dużo humoru, choć często gorzkiego. Na przykład Leon Nowiński to artysta, który po studiach zmuszony jest projektować etykiety reklamowe na sok z kiszonej kapusty. Nie tylko agencje reklamowe ukazane są tutaj z przymrużeniem oka. Opisujesz też dość dokładnie świat mediów. Konsultowałeś się z kimś w tej sprawie? Jak przygotowywałeś się do pisania książki?

Tak, rozmawiałem z kilkoma dziennikarzami – zarówno takimi, którzy od internetowych mediów trzymają się z daleka, jak i tymi współtworzącymi plotkarskie portale. Poza tym dużo na ten temat czytam – martwi mnie wpływ Internetu na kondycję i jakość dziennikarstwa. No, a humor… W książce poruszam dużo trudnych tematów, potrzebowałem więc jakiejś odskoczni, by nie zamęczyć siebie i czytelnika. Z rzeczywistości trzeba się śmiać, żeby nie zwariować – zwłaszcza w Polsce, zwłaszcza ostatnio.

Akcja „Cokolwiek wybierzesz” przyśpiesza ze strony na stronę, a finał przypomina najlepsze produkcje Netflixa. Czy jakiś serial lub książka były dla Ciebie inspiracją podczas pisania powieści?

Nie wzorowałem się świadomie na żadnym tytule, ale oczywiście też mam konto na Netflixie i też nałogowo oglądam seriale, więc niewykluczone, że moja proza jakoś to odbija. Ostatnio bardzo podobał mi się „American Vandal” (który fajnie pokazuje rolę social mediów w życiu nastolatków), zakochałem się też w „BoJacku Horsemanie”.

Czytając fragmenty o dark necie i rozmowę prokuratora Cezarego Bobrzyckiego z byłym policjantem zajmującym się tym tematem, można odnieść wrażenie, że odbyła się naprawdę. Jest to jeden z najmocniejszych momentów książki. Czy współpracowałeś z kimś z policji podczas pisania „Cokolwiek wybierzesz”?

Zgadza się. W Australii naprawdę funkcjonuje specjalna jednostka do walki z… Oj, tutaj muszę ugryźć się w język, żeby nie zdradzić zbyt wiele. W każdym razie rozmowa, o której mówisz, jest w dużej mierze oparta na faktach: parę lat temu przeprowadzono podobną akcję, w trakcie której policjanci przez rok podszywali się pod internetowych przestępców i pomagali prowadzić ich stronę. Mimo tego, że prowokacja zakończyła się sukcesem, wiele osób zadaje sobie pytanie, czy Australijczycy nie posunęli się za daleko… I nie dziwię się. Cieszę się, że ja nie muszę podejmować podobnych decyzji.

Na co dzień pracujesz jako scenarzysta słynnego studia CD Projekt RED, stojącego za sukcesem gry „Wiedźmin”. Który z Twoich zawodów jest u Ciebie na pierwszym miejscu? Czy te dwie działalności dopełniają się, istnieją równolegle, czy przeszkadzają sobie nawzajem?

Staram się zachować równowagę, choć nie ukrywam, że czasami jest trudno. Trzy dni w tygodniu pracuję w biurze CD Projektu, gdzie pisałem dialogi do „Wiedźmina 3” i „Wojen krwi”, a teraz pomagam przy produkcji „Cyberpunka 2077”, a dwa dni przeznaczam na własne książki. Przy grach świetne jest to, że rezultaty mojej pracy od razu są wizualizowane – na podstawie moich pomysłów powstają nowe postaci, lokacje, dźwięki. Przy książkach z kolei mam pełną kontrolę, mogę pisać, na co mam tylko ochotę.

Kiedy ukaże się druga część trylogii?

Nie mogę zdradzić za wiele, ale czytelnicy na pewno nie muszą szykować się na wieloletnią posuchę.

Co czytasz w wolnej chwili?

Och, różne różności. Z komiksów czytałem ostatnio „Sagę” Vaughana i Staples oraz „Sabrinę” Nicka Drnaso, z reportażu „Dark Money” Jane Mayer, z literatury popularnonaukowej „How to Change Your Mind” Micheala Pollana, a z literatury pięknej – „Białe zęby” Zadie Smith. Stosik nieprzeczytanych książek jednak wcale nie maleje, a do tego trzeba jeszcze poczytać materiały do kolejnego tomu „Ukrytej sieci”…

------

*Aleksandra Lawerowicz - redaktor wydawnictwa W.A.B.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 4  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 2104
LubimyCzytać
15-01-2019 17:13
Zapraszamy do dyskusji.
książek: 240
Maciek
16-01-2019 11:02
Faktycznie zarys fabuły przypomina opis któregoś odcinka netflixowego "Black mirror". Intryguje mnie jak w literaturze poradzi sobie scenarzysta gier, które słyną z dobrej fabuły, czyli pewnie przeczytam.
książek: 9
Luiza
17-01-2019 11:30
Lubię takie klimaty. Ten informatyk w stylu Wolnych Strzelców a Archiwum X mnie przekonał. Już znalazłam ebooka.
książek: 1213
Bożena
23-01-2019 08:18
Wywiad mnie zaintrygował. Myślę, ze sięgnę po tę książkę w najbliższym czasie.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Walcząc o odkupienie

ZAPRASZAMY SERDECZNIE NA PRZEDPREMIEROWĄ RECENZJĘ :) A już jutro premiera!!!! Walcząc o odkupienie <3 Kate McCarthy Author Z tą autorką spoty...

zgłoś błąd zgłoś błąd