Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/10993/michala-golkowskiego-wywiad-z-samym-soba

Michała Gołkowskiego wywiad z samym sobą

5 wartościowy tekst

Michał Gołkowski, autor m.in. cyklu o Stalkerze, fascynat Czarnobyla, samotnik, mizantrop i introwertyk, postanowił przeprowadzić wywiad sam z sobą, ponieważ wyszedł z założenia, że nikt mu nie zada takich pytań, jak on sam. O samotności, o strachu przed przemijaniem i o celu tworzenia książek. 

Kim ty w ogóle jesteś? I nie interesuje mnie to, co o tobie mówią ani co sam mówisz o sobie. Chodzi mi o istotę pytania i odpowiedzi. Samo mięso.

„Jestem ten, który jestem” – chyba najmądrzejsze słowa z całej Biblii. Tak, wiem, zrozumiałem błąd, kiedy zacząłem to pisać: nie jest dobrym pomysłem odpowiadać cytatem w wywiadzie z własną podświadomością… Ale tak już wyszło, niech tak zostanie, że chowam się za cudzymi frazesami. Jestem człowiekiem, który próbuje robić to, co może i ile tylko może. Ojcuję, mężuję, próbuję pomagać ludziom, którzy przychodzą do mnie z problemami. Tłumaczę jednym, co inni mieli na myśli – czasami z języka na język, kiedy indziej z ichniego na nasze. Interpretuję zachowania. Spisuję opowieści, których przede mną nie było i które beze mnie by nie zaistniały.

I po co ci to wszystko w takim razie? Jaki jest cel tego, że ślęczysz nad tymi tekstami? Daje ci to coś albo może właśnie pozwala o czymś nie myśleć? Bo moim zdaniem nieustannie od czegoś uciekasz. Próbujesz uśmiechać się do otchłani w nadziei, że otchłań uśmiechnie się do ciebie.

Książki pozwalają mi zapomnieć. Od zawsze. Czysty eskapizm – otwierasz obwolutę, czujesz lekko dławiący zapach starego papieru i kurzu. Zanurzasz się w cudze życie, na krótką chwilę przestajesz musieć żyć własnymi problemami. „Tu i teraz” zamienia się w „dawno, dawno temu, za górami, za lasami”. A ja nigdy nie byłem zadowolony z życia, nigdy nie potrafiłem być szczęśliwy w rzeczywistości takiej, jaką zastałem. Stąd najpierw byłem tylko widzem w misterium pisania książek, potem akolitą, aż w końcu sam zacząłem uprawiać własną magię… Ale nadal bardziej dla siebie niż dla innych.

Tak, książki są dla mnie sposobem zaczarowania rzeczywistości. Oderwania się od codziennego trudu, wzniesienia gdzieś, het, wyżej i gdzie indziej. Ucieczki… ucieczki do czasu, który nie przeminie. Bo słowa na papierze trwają długo. Można czytać je raz, drugi, trzeci, wracać do nich. Jeśli wyrwać ostatnie strony z opowieści o Robin Hoodzie, to główny bohater nigdy nie umrze, jego przygoda nigdy się nie skończy – a mnie właśnie to zawsze przerażało.

Nie daje mi spokoju myśl o nieuchronnej ulotności wszystkiego. Kiedy byłem mały, potrafiłem płakać, kiedy moja ukochana ciocia-babcia nie mogła obejrzeć ze mną (sic!) dobranocki. Nie dlatego, że nie było jej przy mnie – ale dlatego, że wiedziałem, że może już nigdy nie mieć na to szansy. Że coś przeminie, odcinek się skończy, a ona nigdy nie dowie się, co tam było.

Bałem i wciąż boję się tego, że nie zdążę podzielić się z najbliższymi wszystkim tym, co uważam za dobre i piękne. Że słońce zajdzie, nim zdążą podejść do okna, aby wraz ze mną podziwiać jego majestat.

Czy to wystarczy? Czy będziesz drążyć dalej?

Nie będę pytać, ile jest ciebie w twoich bohaterach, bo to dla każdego oczywiste – każdy z nich to tak naprawdę kawałek ciebie. Powiedz mi jednak, co takiego ich łączy? Bo każdy, jakkolwiek bardzo stara się to ukryć, ma pewną nutę wspólną. Jaka to bolesna nitka nerwu łączy postaci Gołkowskiego?

Każdy z nich jest w pewnym sensie złamany. Nadpęknięty, jak kubek, uderzony o kant stołu. Nie to, że dysfunkcyjny, rozbity, ale właśnie z wyraźnie widoczną rysą. U niektórych dopiero staje się ona wyraźna i pogłębia z biegiem czasu, w dowolnej chwili grożąc katastrofą; inni z kolei są jak nieumiejętnie posklejane naczynia, z widocznymi zaciekami żółtawego, lepkiego kleju wystającymi spomiędzy źle dopasowanych kawałków.

Fascynuje mnie, tak, chorobliwie fascynuje niedoskonałość i kruchość cudownie pięknej, ale i nietrwałej istoty, jaką jest człowiek. To, co jest największą wadą i zagrożeniem, jest też centrum uwagi – bo inaczej być nie może. Zaś poszukiwanie remedium na to staje się ostatecznym, najwyższym celem… Pięknym o tyle, że nieosiągalnym.

Książka, która najbardziej tobą wstrząsnęła. Szczerze.

/głęboki wdech/ Zielony prosiaczek z guziczkiem w nosku Gieorgija Judina. Pozornie niewinna, zabawna opowiastka o świecie jak z bajki, która kończy się przerażająco nieistotną, pozostawioną poza kadrem, nieopowiedzianą śmiercią głównego, tytułowego bohatera. Bohatera, który może i dokonuje aktu ofiary dla innych, ale… ale nie możemy pozbyć się wrażenia, że ginie raczej przypadkiem.

Pamiętam, jak strasznie płakałem. Zbiera mi się na płacz teraz, kiedy o tym pomyślę. Nigdy niewypowiedziana, nigdy niezaleczona trauma z dzieciństwa. Może… może przeczytałem to za wcześnie? Umiem czytać od czwartego roku życia, może nie powinienem był sięgać po to w wieku lat ośmiu-dziesięciu. Nie wiem.

I ten koniec – kiedy Prosiaczek zostaje ulepiony jeszcze raz. Od początku, taki sam – ale wcale nie taki sam. Bo może być identyczny, ale nigdy nie będzie ten sam.

/odchodzi od klawiatury/

Przepraszam, już jestem. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, skąd tak rozdzierająco bolesne, pozornie bezsensowne, do bólu proste zakończenie trylogii „Komornika” – tak, to właśnie to. Próba poradzenia sobie z czymś, co tkwi we mnie tak głęboko aż do dziś. I nie wiem, czy właśnie to nie jest najsilniejszą nutą w całej mojej twórczości i charakterze.

„Samotnik, mizantrop, wbrew pozorom introwertyk” – to twoje słowa o sobie. Skąd tak traumatyczny sposób opisywania siebie? To przecież musiało skądś się wziąć. Stawiam na dzieciństwo.

Poza tym, co napisałem w punkcie powyżej? Przez długie lata jedynak, najmłodsza latorośl mieszkającej pod jednym dachem czteropokoleniowej rodziny. Wielki, stary dom pełny książek; ogromny, tajemniczy strych, zarzucony gratami, na który wchodziło się ze świeczką; schodzący do rzeki półhektarowy ogród, do którego wejście po zmroku było szczytem odwagi.

Z jakiegoś powodu o wiele bliżej mi zawsze było do dorosłych niż do dzieci, rówieśników. Najbardziej lubiłem rozmawiać i bawić się właśnie z dorosłymi, bo oni mieli zupełnie inne podejście do świata, widzieli więcej, mówili inaczej. Byli – byli po prostu ciekawsi.

Samotność to kolejna rzecz. Kiedy człowiek czyta, musi być z definicji sam. Być sam i spoglądać do wnętrza samego siebie, okiem wewnętrznym zwracać się do świata wyobraźni. Nie ma tam miejsca na towarzystwo.

Ja poza tym jestem indywidualistą. Miłośnikiem człowieka, ale hejterem ludzkości. Jednostka jest piękna i zasługuje za uwielbienie. Zbiorowość natomiast… zbiorowość, kolektyw to tylko nawóz, który jeszcze o tym nie wie.

Czego najbardziej boisz się w życiu?

Przeminięcia. Boję się tego, że ja, wszystko, co wiem, co widziałem, co dla mnie ważne, wszyscy ludzie, miejsca, opowieści – po prostu przepadną i przestaną być. „Wzniosłem sobie pomnik nad spiż wiecznotrwały” od zawsze było dla mnie absolutnym credo, prawdziwą latarnią wśród chaosu i smutku codziennego życia.

Dlaczego nie doprowadziło mnie to do głębokiej wiary, przekonania o nagrodzie w innym życiu? Nie wiem. Nie lubię wierzyć, prawdę powiedziawszy – zawsze wolałem wiedzieć. I pogodzenie się ze świadomością, że po tamtej stronie może nic nie być, było… trudne. Ale z drugiej strony dało spokój.

To z drugiej strony – co cię cieszy? Niech pojawi się jakiś płomyk radości w tej wszechogarniającej pustce i smutku.

Proste, codzienne rzeczy. „Strzeż się oschłości serca. Kochaj źródło zaranne, ptaka o nieznanym imieniu, dąb zimowy, światło na murze, splendor nieba. One nie potrzebują twego ciepłego oddechu. Są po to, aby mówić: nikt cię nie pocieszy”. To, że nasze życie może nie mieć ani prawdziwej, głębszej przyczyny ani celu, nie znaczy, że nie możemy nim się radować w każdym jego przejawie.

Zatem jaki system filozoficzny?

Na pierwszym miejscu zawsze będzie Fryderyk Nietzsche i jego słynne motto: „tak chciałem” zamiast „tak było”. Głęboko wierzę w moc sprawczą jednostki i w to, że rzeczywistość zagina się, dopasowuje do odpowiednio silnej woli. Z drugiej strony, nie jest mi obcy też spokojny, nieco chłodny i wyobcowany spokój stoików – ale uwielbiam też czasami wzorem Epikura siąść na ławeczce i patrzeć, jak kurki dziobią sobie ziarno, całkowicie nieświadome tego, że siekiera i pieniek za rogiem już czekają.

Do tego szczypta cynizmu i niezaprzeczalne maźnięcie pędzla moich ukochanych sofistów, żonglujących słowem, argumentem i punktem widzenia na pohybel tym, co przekonani są, że jako jedyni posiedli Jedyną, Słuszną Rację.

Po co się tak spieszysz z pisaniem? O wiele lepiej by to wyszło, gdyby nie robić tego tak na łapu-capu, czasami po łebkach. Na spokojnie to przyjąć. Bez nerwów.

Ścigam się ze śmiercią. Tak jak pisałem – przeraża mnie myśl, że mógłbym nie zdążyć czegoś opowiedzieć, bo wtedy historia przepada razem ze mną.

Poza tym, podobnie jak markiz de Sade, wyrzucam na papier własne demony, żeby nie siedziały już mi w głowie. Więżę je na papierze, zamykam pomiędzy okładkami książek. W dziesiątkach tysięcy kopii rozsyłam na cały świat.

Tak, wiem, że czasami zdarza mi się potraktować coś nazbyt pobieżnie. Ale to z kolei wynika z zadaniowego sposobu podchodzenia… chyba do wszystkiego. Znajduję sam sobie jakieś wyzwanie, zadanie i siadam do jego realizacji. Kombinuję, męczę się, wyginam to tak, to siak… W końcu się udaje i wtedy cały projekt staje się – no cóż, nieco-mniej-atrakcyjny. Owszem, dokończę go, zamknę i opakuję ładnie, ale przeważnie już bez tego początkowego ognia.

Wiem, że to czasami widać. Przepraszam. Piętnaście książek na koncie, a ja wciąż – dopiero – się uczę. Ale mam nadzieję, że zdążę.

„Nadzieja”. A co z miłością? Dla człowieka takiego jak to, co przedstawiasz… Potrafisz w ogóle kochać? Kochałeś kiedykolwiek?

Kocham nadal. Zawsze. Dzikim, płomiennym uczuciem Wielkiej Miłości Życia, bez której nic nie ma ani smaku, ani sensu. I to Ona mnie tak naprawdę definiuje, bez Niej byłbym niczym.

Każdy z moich bohaterów kocha, kochał albo bardzo chce kochać. Częściej może tracą, niż znajdują; częściej płaczą, niż się śmieją; nierzadko więcej w nich kleju niż materii porozbijanych kawałków… Ale po raz kolejny upadają, gramolą się na nogi i idą dalej.

Bo tylko to tak naprawdę się w życiu liczy.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 19  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 261
marckoza
24-10-2018 11:39
"fascynat Czarnobyla"?, wow
książek: 888
Marta
24-10-2018 18:27
Wszyscy, którzy twierdzą że "bufon", "narcyz" itd, nie znają Michała Gołkowskiego :)
Pozdrawiam!
książek: 1116
Marlenka
24-10-2018 19:36
Bardzo fajny wywiad, przeczytałam z ciekawością :)
książek: 51
Irena
24-10-2018 20:24
A mnie bardzo się podoba wywiad. I Uważam, że to bardzo ciekawa osobowość.
książek: 699
Captain_Drown
29-10-2018 14:08
"[...] samotnik, mizantrop i introwertyk, postanowił przeprowadzić wywiad sam z sobą, ponieważ wyszedł z założenia, że nikt mu nie zada takich pytań, jak on sam". Nie wiem, czy się śmiać czy walnąć głową w biurko. Dziękuję, pretensjonalny i egocentryczny wstępniak mi wystarczy, ostatecznie obejdę szerokim łukiem wywiad, autora i książki.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
ChłoPAKI - Tom 2: Chwalebny plan pięcioletni

No dobra - pierwszy tom skarciłem, ale drugi robi coś, czego się nie spodziewałem. W końcu mam to, po co przyszedłem - więcej psychologii, mniej nieud...

zgłoś błąd zgłoś błąd